II.
Frundsberg
zaciąga wojsko. — Manifest cesarza. — Wyprawa na Rzym. — Rokosz. — Frunsberg
umiera. — Papież i Rzymianie. — Zdobycie Rzymu. — Luter i papież. — Hiszpanie.
— Kapitulacja Klemensa.
Cesarz nie będąc w Niemczech zajętym, mógł tym swobodniej wystąpić
przeciw Rzymowi. Sprawa reformacji się podniosła, papiestwo zostało poniżone.
Ucisk bowiem, w jakim się nieubłagany wróg Ewangelii znalazł, nową otworzył jej
drogę.
Ferdynand będąc sprawami we Węgrzech zaprzątany polecił wyprawę na
Włochy sędziwemu wojownikowi, imieniem Frundsberg, temu samemu, który w Wormacji
klepnąwszy Lutra po ramieniu słowo zachęty do niego powiedział. W sercu
Frundsberga znalazła Ewangelia szczere przyjęcie, nie dziw tedy, iż sędziwy
wódz z pewnym zapałem brał się do dzieła. Oddawszy w zastaw klejnoty swej żony
zaciągał ochotnika pod sztandary cesarskie; ze wszystkich stron garnęła się młodzież
na jego wezwanie, bo wojna przeciw papieżowi powszechne zajęcie budziła. Karol
V. powiedział bratu swemu: “Udawajcie, jakby na Turka iść miano; każdy zresztą
wie, co to za Turek.” Tak zmieniły się rzeczy; z Sewilli pisał Karol, iż wespół
z papieżem reformacją wytępi, a teraz z reformacją razem przeciw Rzymowi się
zbroi. Któż zapozna w zmianie tej palec Boży, co w dziejach ludzkości nieraz
dziwnie oddziaływa?
Karol postępował tak, jakby ze wszystkim do reformacji należał. Dnia
17. września ogłosił manifest, obwiniając papieża, że nie jest wspólnym ojcem
wszystkich wierzących, ale człowiekiem dumnym i opornym; wyraził zdumienie, jak
zastępca Chrystusa dla ziemskich korzyści krew ludzką przelewać może, czemu się
oczywiście nauka ewangeliczna najzupełniej sprzeciwia. Naprawdę, słowa cesarza
brzmią, jakby je sam Luter powiedział. “Świątobliwości Waszej lepiej by
odpowiadało, miecz Piotra schować w pochwę i powszechny zwołać sobór” napisał
Karol V. Ale papieżowi lepiej podobał się miecz niż sobór.
Rozpoczęła się wyprawa, straszna w skutkach swoich dla Rzymu i papieża.
Burza grożąca reformacji, skierowała się w stronę ziemi włoskiej, a z ciosów
zadanych Rzymowi można wnioskować, jaki los byłby spotkał reformacją. Wobec
miasta na siedmiu wzgórzach zbudowanego wypełniło się wtenczas po części słowo
Objawienia św. Jana, r. 18.
W listopadzie stanął Frundsberg na czele 15.000 wojska u podnóża
alpejskich gór, które przekroczyć wypadało. Drogi wiodące do Włoch były w ręku
nieprzyjaciela, dla tego obrał samotny przesmyk, otoczony, niebotycznymi
skałami, gdzie kilka rąk byłoby w stanie zatarasować drogę i zabronić
przejścia. Nikt z żołnierzy nie śmiał spojrzeć po za siebie; mimo to niejeden
dostawszy zawrotu głowy zleciał do przepaści. Najpewniejsi żołnierze otaczali
wodza tworząc koło niego włóczniami rodzaj poręczy; jeden z żołnierzy ciągnął
wodza za rękę, drugi cisnął z tyłu. We trzech dniach przekroczyło wojsko
szczyty gór i dostało się na ziemię włoską.
Książę Karol Burbończyk objąwszy po śmierci Pescary dowództwo nad
pułkami Hiszpanów, ukończył prawie oblężenie Mediolanu, lecz nie mógł od razu
opuścić miasta, póki by nowego porządku rzeczy nie ustalił. Dopiero dnia 12.
lutego połączył się z zastępami Frundsberga. Według rady księcia Ferrary
postanowiono uderzyć na Rzym. Zamiar ten znalazł w wojsku radosne przyjęcie;
Hiszpanie pragnęli pomścić się za Karola V., wszyscy zaś spodziewali się
bogatej zdobyczy w Rzymie. Powszechnie się zdawało, że dla papiestwa ostatnia
wybiła godzina. Dnia 10. stycznia 1527 napisał Luter do Hausmanna: “Pewnie już
słyszałeś o zwycięstwach cesarskiego wojska; papieża wszędzie ścigają, i kto
wie, czy godzina jego nie nadeszła.”
W Neapolitańskim powiodło się trochę orężowi papieża, wskutek czego
rozmyślano o zawieszeniu broni. Wieść ta sprawiła wśród Hiszpanów takie
oburzenie, iż wzniecili rokosz i nawet namiot samego wodza zburzyli. Potem
przybliżywszy się do szeregów Frundsberga i te zwiedli do buntu. Frundsberg
kazał uderzyć w bębny, a zgromadziwszy koło siebie najstarszych hetmanów pytał
ich spokojnym umysłem, czy ich kiedy opuścił? Ale na próżno, zdawało się, jakby
sędziwy wódz nie miał więcej wpływu na swoich. Nachylili włócznie i przeciw
niemu je skierowali. Frundsberg, co się nigdy na widok nieprzyjaciela nie
uląkł, zaczął się chwiać na nogach jakby gromem rażony, aż się na bębnie
oparł. Wskutek buntu wojska została siła jego złamaną. Widok zemdlałego wodza
przywrócił spokój, żołnierze rozeszli się każdy do namiotu swego. W cztery dni
później odezwał się znów głos jego, wołając: “Naprzód! Bóg sam nas do celu
poprowadzi.” — “Naprzód” odrzekły niby echem szeregi. Frundsberga odniesiono na
zamek jego w Mindelheim, gdzie po dłuższej chorobie oddał ducha. Burbończyk
zaś ruszył na czele pułków w drogę do Rzymu, dokąd przed nim tylu potężnych
monarchów od północy ciągnęło.
Gdy burza groziła, prawie wtenczas utracił papież przytomność umysłu i
rozpuściwszy wojska swe do domu, tylko przyboczną straż swą pod bronią
zostawił. Na ulicach miasta widać było wprawdzie Rzymian noszących długie
szable, niby zawsze do zatargów gotowych; liczba mieszczan zdolnych do broni
wynosiła przeszło 30.000 mężów, lecz ci nie dbali o papieża i sprawę jego,
owszem życzyli sobie, aby cesarz miasto zagarnął, bo się stąd rozlicznych
korzyści spodziewali.
Dnia 5. maja stanęło wieczorem wojsko cesarskie pod murami Rzymu; od
razu też chciano uderzyć do szturmu, lecz nie było drabin, by się dostać na
mury. Następnego poranka zalegała mgła okolicę; wojsko wyruszyło o 6. godzinie
i uszykowało się do boju. Pod bramą św. Ducha stanęli Hiszpance, w pobliżu
nich Niemcy. Burbończyk zagrzewał serca żołnierzy; sam porwawszy drabinę począł
się wspinać na mury, gdy w tym uderzyła go kula — w godzinę później wyzionął
ducha.
Śmierć wodza rozpaliła gniew wojska; wśród gradu kuł wdrapano się na
mury, rozbito bramy, zajęto przedmieścia, papież zaś z trzynastu kardynałami
schronił się do zamku Anioła. Książę Oranii stanąwszy na czele zwycięskiego
wojska ofiarował papieżowi zawarcie pokoju, żądając wypłacenia 300.000 talarów,
ale Klemens spodziewając się rychłego przybycia sprzymierzeńców na odsiecz,
odmówił żądaniom księcia. Zawieszenie broni trwało cztery godziny, po upływie
których na nowo uderzono do szturmu, tak iż w godzinę po zachodzie słońca całe
miasto było w ręku zwycięzców. Hiszpanie stali pod bronią aż do północy, tak
samo opodal i Niemcy; widząc atoli, że nikt ani o pokoju ani o wojnie nie
myśli, rozpierzchli się na wszystkie strony i zaczęto się owo wiekopomne plądrowanie
Rzymu.
Przez wieki nagromadziło papiestwo ogromne skarby w stolicy swojej.
Prebendy, annały, jubileusze, pielgrzymki, odpusty i tym podobne rzeczy
wyzyskiwano w tym. celu, aby jak najwięcej pieniędzy otrzymać. Wojsko
zwycięskie wycieńczone głodem nie omieszkało domagać się skarbów papiestwa. Nie
szczędzono niczego i nikogo. Przyjaciele cesarza i przyjaciele papieża stali
się pastwą żołdactwa; plądrowano kościoły, pałace, klasztory, sklepy, groby,
słowem wszystko, gdzie jaka cenna rzecz była. Rozwalono nawet grobowiec papieża
Juliusza II. i zabrano pierścień złoty, który miał na ręku. Największą przebiegłość
udowodnili Hiszpanie, ci umieli odszukać skarby, choćby je nawet w ziemię
zakopano; najsroższymi zaś byli Neapolitanie. Okrucieństwa i gwałty, jakie na
kobietach każdego stanu ba nawet na zakonnicach klasztorów popełnili, nie
dadzą się opisać. Niemcy najwięcej tam dokazywali, gdzie o urąganie papieżowi
chodziło. Wsadziwszy kilku prałatów na osłów oprowadzali ich po mieście. Potem
za wypłaceniem wysokiego okupu wypuścili ich na wolność, ale gdy w ręce
Hiszpanów wpadli, musieli się po drugi raz wykupić.
Pewnego razu przywdział jeden z żołnierzy ubiór papieski, na głowę
włożył potrójną koronę następców Piotrowych; inni ubrali się w szaty kardynałów
nakrywszy czerwonymi kapeluszami głowy, i w takim ubraniu wyruszyli przed
zamek Anioła, gdzie Klemens VII, bawił w ukryciu. Zamaskowani kardynałowie
zsiadłszy z osłów podkasali poły sukni i upadłszy na kolana całowali nogi swemu
papieżowi. Ten wypił zdrowie Klemensa VII., za przykładem jego poszli
kardynałowie, przysięgając, że odtąd pobożnymi papieżami i kardynałami będą,
lepszymi niż ich poprzednicy, co tyle wojen wzniecili. Następnie zebrali się na
naradę; papież zawiadomił kardynałów, że godność swą składa; od razu wszyscy
podnieśli ręce w górę niby do wyboru, jednogłośnie wołając: “Luter papieżem!
Luter papieżem?” Nigdy żadnego papieża tak jednomyślnie nie obierano! Tak
bawili się Niemcy.
Nie tak łacno zadowolili się Hiszpanie. Klemens VII. przezwał ich
“maurami” i ogłosił za zabicie ich zupełne odpuszczenie grzechów. Stąd wzmogła
się wściekłość Hiszpanów; ci gorliwi katolicy zabijali prałatów, zmusiwszy ich
najprzód torturami do wydania klejnotów i pieniędzy, bili i rabowali kogo
spotkali, bez względu na płeć, stan i wiek swoich ofiar. Dziesięć dni trwało
plądrowanie miasta, koło 8.000 mieszkańców utraciło życie, a wartość
zagrabionych rzeczy wynosiła wyżej dziesięciu milionów złotych reńskich.
Los Rzymu budził głęboki żal nie tylko w sercach zwolenników ale i w
sercach, wrogów. “Nie życzę sobie zburzenia Rzymu; to byłoby sromotą” odezwał
się Luter. Jeszcze bardziej trwożył się Melanchton: “Boję się o biblioteki, bo
bóg wojny książek nienawidzi”. Mimo podobnych obaw uległo miasto Rzym sądowi
Bożemu.
Papież obawiał się, aby nieprzyjaciel zamku jego nie wysadził w
powietrze, i poddał się. W kapitulacji przyjął warunek, iż nigdy w żadne
układy przeciw cesarzowi nie wejdzie, tudzież że aż do zapłacenia 400.000
dukatów zostanie w więzieniu. Ewangelicy ze zdumieniem na ten sąd Boży
patrzyli. Luter napisał te słowa: “Takie są rządy Chrystusa; ten sam cesarz,
który dla papieża prześladował Lutra, teraz na korzyść Lutra obala papieża. Tak
wszystkie rzeczy służą Chrystusowi do obrony swoich od wściekłości wrogów.”
–––––––––– • ––––––––––