Trzynasta księga

 

O protestacji w Spirze i rozprawie w Marburgu

 

Rok 1526—1529

 

Dwojaki prąd reformacji. — Sejm w Spirze. — Stałość refor­matorów. — Komisja w sprawie zniesienia nadużyć. — Papież i cesarz. — Ferdynand i Węgry.

 

Cośmy dotąd widzieli, były pierwsze początki, były walki, klęski i postępy reformacji. Ruch ten nie odbywał się według wspólnego planu, ale był prawie miejscowym, jako gdzie po­wstał. Teraz atoli wchodzimy w epokę, w7 której siły się łączą i wspólnie działać zaczynają. Spira (1529) i Augsburg (1530) nabierają znaczenia, które je w dziejach ludzkości stawia wy­żej Maratonu, Pawii, Marenga. Siły rozproszone zlewają się w jedne całość, ramię Wszechmocnego dokonywa czynów, które rozwojowi ducha ludzkiego nowe nakreślają tory i nowe okresy dziejów rozpoczynają. Pękają więzy, co sumienie naro­dów krępowały, wolność ducha staje się hasłem czasu; wieki średnie się kończą a z łona ich nowe czasy powstają.

Wypada nam podać obraz wielkiej protestacji. Prawda, że się takowa od samego początku chrześcijaństwa nigdy wewnątrz kościoła odzywać nie przestała, bo prawda zawsze musi wal­czyć przeciw błędowi i przemocy, ale w protestantyzmie walka ta wybitniejszą przybiera postać i skuteczniej działa przeciw onej tajemnicy nieprawości, która usiadłszy w kościele Bożym, udawała się za Boga. (2 Tes. 2, 4).

Chodzi tu o protestację, a jednak nie powinniśmy rzecz rozumieć tak, jakby reformacja była tylko protestacją. Gdzie­kolwiek bowiem coś wielkiego powstaje, czy to w świecie przy­rody, czy w społeczeństwie ludzkim, tam wszędzie muszą działać siły żywotne, muszą istnieć pierwiastki, które sam Bóg uczynił. Protestacja sama w sobie nie jest w stanie poruszyć narody. Reformacja szesnastego wieku nie wytworzyła z siebie nic nowego, owszem ona tylko to, co było pierwotne, pod­niosła, odnowiła i serca narodów do źródła żywota skierowała. Przy tym jednak nie miała na myśli, aby czasy pierwotne przy­wrócić jak były, owszem przejąwszy się w głębi duszy zasadami słowa Bożego, pragnęła wlać życie nowe w skostniałe ciało kościoła, obudzić w sercu on zapał niebieski i tym spo­sobem na nowo ożywić, co było umarło.

Ten nowy prąd ducha nie był dziełem ludzkim. Reformacji nie można zrobić z własnych sił człowieka, tak jak w niektórych krajach ustawy państwa uchwalają i zmieniają. Reformacja jest dziełem ducha Bożego, który ją powoli od dłuż­szych wieków przygotowywał i w danej godzinie w obliczu świata objawił. Nim ta godzina nadejdzie, nikt, ani najwier­niejsi słudzy Pańscy dzieła nie wykonają; gdy atoli wybije, gdy przyjdzie chwila, w której Bóg świat odrodzić postanowił, wtenczas życie z Boga pochodzące utoruje sobie drogę i wy­tworzy narzędzia skromne, przez które na serca ludzi dziwnie oddziaływa. A w chwili takiej choćby ludzie milczeli, kamienie wołać będą. (Łuk. 19, 40).

Okres, który opisujemy, obejmuje nie tylko protestację ogłoszoną w Spirze, lecz i kilka lat spokojnego rozwoju, które ją poprzedzały, tudzież niektóre próby, zmierzające do zażegna­nia rozerwania w kościele.

Książę Brunświku powrócił do Niemiec niosąc do domu wieść o groźnej postawie, jaką Karol V przyjął. Cesarz postanowił udać się do Rzymu i osobiście porozumiawszy się z papieżem przybyć do Niemiec, aby wygładzić kacerzy. Najprzód jednak miano im na sejmie w Spirze 1520 wolę cesarską uroczyście ogłosić, ostatnim odzywając się napomnieniem. A zatem stanowcza godzina reformacji wybiła.

Dnia 25. czerwca 1526 uroczyście zagajono sejm. W rozporządzeniu wydanym w Sewilli na dniu 23. marca rozkazał cesarz, aby wszystkich obrządków kościoła ściśle przestrzegano, tudzież wezwał sejm do ukarania tych, co się postanowieniom edyktu wormackiego sprzeciwiają. Ferdynand, brat Karola był osobiście na sejmie obecny, co słowom cesarza tym większą wagę nadawało. Toteż nigdy katolickie książęta tak zuchwale nie występowały jak tam, ale równie i ewangelickie książęta nie straciły otuchy i męstwa. Zachowanie ich nie zdradzało najmniejszej obawy i niepokoju, owszem spokojnym wejrzeniem i z podniesiona głową wyczekiwano dalszego przebiegu sprawy. Ewangelickie stany żądały, aby im w jednym z kościołów miasta nabożeństwo odbywać pozwolono, czego biskup Spiry stanowczo odmówił. Urządzono tedy nabożeństwa ewangelickie w pałacach książąt, dokąd się mnóstwo ludzi z miasta i okolicznych wsi garnęło. Ferdynand i katolickie książęta brali udział we wspaniałych katolickich nabożeństwach, odbywają­cych się w kościołach miasta, aby własnym przykładem za­chęcić lud do naśladowania, ale na próżno; lud wolał słuchać słowa Bożego w przedsionkach pałaców.

Nie tylko kaznodzieje, lecz i rycerze, służba, nawet, jak Kochleusz z obudzeniem wspomina, i nadworni błaznowie sta­wali po stronie prawdy ewangelicznej, wysławiając słowo Pisma św. Służba ewangelickich książąt nosiła na prawym rękawie szaty wyszyte litery: V. D. M. I. AE.: (verbum Dei manet in aeternum - słowo Boże trwa na wieki). Te same litery czytano na herbach książęcych, zdobiących ich pałace. Słowo Boże stało się odtąd hasłem i grodem reformacji. Lecz ewange­licy wiedzieli, że nie wystarcza oczyścić nabożeństwo kościelne, owszem trzeba i życie odnowić. Za pobudką landgrafa zabro­niły książęta ewangelickie ludziom orszaku swego oddawać się pijatykom, wszeteczeństwu i tym podobnym sromotnym wy­stępkom, jakie podczas sejmów bywały we zwyczaju. Elektor Jan był na czele tego ruchu, i powszechnie uważano go głową ewangelickiego stronnictwa. Młody landgraf Filip zaś odznaczał się bystrością umysłu, nauką Pisma, i znajomością biblii nie­jednego biskupa w wielkie wprawił kłopoty. Stałość ewange­lików nadawała im powagi w oczach przeciwników; wszędzie było znać, że w tych mężach duch Pisma się odbija. “Kwas Lutra,” powiada Kochleusz, “wszystkie szczepy niemieckie za­raził, a nawet obce narody nie mogą się wpływowi jego oprzeć.”

Tu pokazało się, że mocne przekonanie człowieka prawdziwie jest potęgą. Stany przychylne reformie, ale nie mające odwagi stanąć publicznie po jej stronie, nabierały otuchy; te, które dotąd pewnego przekonania nie nabyły, postanowiły opierać się wykonaniu wyroku wormackiego, przez co by ogromne zamieszanie w kraju powstało; zwolennicy papieża zaś upadli na duchu. “Łuk i mocarze pokruszeni są.” (l Sam. 2. 4) Wobec takiego położenia rzeczy uznał Ferdynand za korzystniejszą nie wspominać sejmowi o instrukcji cesarskiej wydanej z miasta Sewilla, ale owszem przedstawić wniosek pośredniczący, któryby oba stronnictwa zadowolił.

Toteż świeccy od razu odzyskali wpływy, które dotąd wyłącznie miewali duchowni. Sprawy wiary i kościoła nie miały odtąd należeć wyłącznie do duchowieństwa. Posłowie miast wystąpili z żądaniem, aby zniesiono wszystkie obrządki, które się wierze w Jezusa Chrystusa sprzeciwiają. Biskupi natomiast głośno się domagali, aby lepiej wszystkie księgi spa­lono, co od ośmiu lat w Niemczech wyszły drukiem, ale na próżno; odpowiedziano im, żeby chyba wszystką naukę i umiejętność teologiczną wniwecz obrócić musiano. Co więcej, posłowie miast odnieśli zwycięstwo; ustanowiono komisje mające dążyć do zniesienia istniejących nadużyć. Wszędzie objawiało się oburzenie ludu przeciw duchowieństwu rzymskiemu i zuchwałym jego roszczeniom. Wysłaniec miasta Frankfurtu powiedział: “Dobro ludu, to dla duchowieństwa bajka; oni tylko o własnych korzyściach myślą.”

Gdy komisja książąt sprawę zdawała, niemałe powstało zdumienie, bo tak stanowczych słów przeciw papieżowi i bi­skupom nikt się nie spodziewał. Komisja ta, po połowie z du­chownych i świeckich członków złożona, przedstawiła wniosek, aby się papiestwo i reforma z sobą złączyły. Powiedziano, że duchowni powinni lepiej mieć żony, niż żyć z nierządnicami, że każdemu ma być wolno żądać Wieczerzy Pańskiej pod jedną lub dwiema postaciami, że Wieczerzę Pańską i Chrzest święty nie tylko w łacińskim ale i krajowym języku odbywać można, że inne sakramenta do woli można przyjąć lub nie przyjąć, tudzież że słowo Boże należy kazać “według wykładu kościoła” (tego żądał Rzym), ale tak iżby Pismo święte zawsze według jego własnych myśli i nauk wykładano” (to było zasadą reformacji).

Członkami powyższej komisji byli biskupi miast Wűrzburga, Strassburga i Freising, ale również należał do niej gorliwy landgraf Filip, którego znajomość Pisma jednym zatuliła usta, drugich znów otwarcie dla słowa Bożego pozyskała.

Wobec takich widoków sprawy podwoili ewangelicy usiłowania swoje. “My się za nic w świecie od słowa Bożego oderwać nie damy,” rzekł książę elektor saski do radców swoich. O tym samym czasie rozpowszechniali kupcy między ludem popularne pisemka, objaśniające ludowi, w czym się nauka kościoła od nauki słowa Bożego różni. Luter sam wystąpił z pismem pod tytułem: “O zburzeniu Jerozolimy.” odzywając się jakby nowy Jeremiasz do narodu niemieckiego, że go los Jerozolimy spotka, jeśli Pismem świętem wzgardzi. “Bóg nam wszystkie skarby swoje podał; stawszy się człowiekiem służył nam i umarł za nas i powstał od umarłych i otworzył niebios podwoje, aby wszyscy wejść byli w stanie. — Czas łaski się przybliżył. — Nowinę o zbawieniu słyszycie — ale któryż książę, które miasto ja przyjmuje? Miecza dobywają, posłańców Pańskich zabijają, przeciw samemu Panu walczą. Ale obaczycie, Pan obróci się przeciw wam i zęby przeciwników pokruszy, a wtenczas będzie ziemia nasza jako pole gruzami zasiane.”

Pisma te dziwnie się rozpowszechniały; czytano je nie tylko w chatce wieśniaka i domu mieszczanina, ale równie między szlachtą i w książęcych pałacach. U ołtarzów kościoła pozostali tylko duchowni, lud zaś biegł tam, gdzie słowo Boże kazano. Dnia 1. sierpnia wypowiedziała główna komisja sejmu swoje zdanie o koniecznej potrzebie zniesienia wszelkich nad­użyć.

W tej chwili ocknął się Rzym. Tłumy fanatycznych księży, ciemnych mnichów i książąt katolickich zaczęły nalegać na Ferdynanda, ni podstępu ni pieniędzy nie szczędzono, byle tylko Ferdynanda do stanowczego kroku nakłonić. W ręku jego była instrukcja Karola, wydana z Sewilli; nie ogłosić jej znaczyło tyle, co państwo i kościół do upadku wprowadzić. Głos cesarza gromi szał, co Niemcy ogarnął; niech się więc odezwie, a ojczyzna będzie ocalona! Ferdynand namyśliwszy się ogłosił dnia 3. sierpnia orędzie cesarskie, cztery miesiące przedtem napisane, wzywające sejm do ścisłego wykonania postanowień sejmu wormackiego.  Na nowo więc szaleć miała burza prześladowania, reformatorom groziły kajdany i więzienie; miecz dobyty nad brzegami Kwadalkwiwiru przeszyć miał serce reformacji. Rozkaz cesarza ogromne wywarł wra­żenie. Elektor i landgraf oświadczyli, iż natychmiast opuszczą sejm: od razu więc wydali rozkaz do służby, aby była gotową do odjazdu. Równie postąpili posłowie cesarskich miast. Po­wszechnie się zdawało, że godzina walki papieża i cesarza przeciw Ewangelii wybiła. — Lecz reformacja nie była jeszcze gotową do boju. Drzewo musiało głębiej korzenie zapuścić, nim ręka Wszechmocnego dopuściła nań wiatry i burze. Jakiś duch ślepoty ogarnął serce potężnego wroga słowa Bożego, równie jak niegdyś serce Saula i Heroda ogarnął (1. Sam. 16, 14—23, Mat. 2.), i Opatrzność Boska ocaliła reformację.

Gdy pierwsze wrażenie minęło, obejrzeli zwolennicy Ewan­gelii bliżej dekret cesarski i co do dnia, na którym go wydano. Od tego czasu nie mało się rzeczy zmieniły. Polityczny ustrój Europy stał się zupełnie innym. Posłowie miast rzekli: “Gdy cesarz ten list pisał, był jeszcze przyjacielem papieża; teraz ma się rzecz inaczej. Powiadają, że wydał rozkaz do Małgorzaty, aby się ze zwolennikami Ewangelii łagodnie obchodziła. Wyprawmy do niego deputację.” To okazało się zbytecznym, bo cesarz namyśliwszy się zmienił sposób rządów, i dla mło­dego kościoła nastało kilka lat spokojnego rozwoju.

Karol stroił się w drogę do Rzymu, aby z ręki papieża otrzymać koronę, za którą Ewangelię i reformację poświęcić zamierzał. O tej samej porze wpadł papież Klemens VII. na szalony pomysł zerwać stosunki z cesarzem i przeciw niemu wystąpić. Cesarz nie miał ochoty wygórowanym roszczeniom papieża co do księstwa Ferrara zadość uczynić, wskutek czego papież podniósł myśl narodowego zjednoczenia Włoch, lubo takowa jeszcze w sercach narodu nie znalazła echa. Papież, Wenecja i król Francji zawarli sojusz, opiekę nad nim powierzono królowi Anglii. Karol zaniepokojony tą przyjaźnią, podał papieżowi jak najkorzystniejsze warunki, ale na próżno; poseł cesarza powracając po ostatni raz z posłuchania u papieża, rozkazał błaznowi swemu, aby usiadłszy obok niego na koniu na migi stroił żarty z papieża. Ten znów zagroził cesarzowi klątwą i wysłał wojska swe do Lombardii. Mediolan, Florencja i Piemont przyłączyły się do ligi; liczba wrogów cesarza rosła i powszechnie się zdawało, jakby cała Europa zamierzała zemścić się klęski pod Pawią.

Karol nie namyślał się długo; papież poszedł w lewo, i cesarz puścił się w prawo, szukając przyjaźni książąt ewange­lickich. Napisał więc do brata swego: “Edykt wormacki zniesiemy, zwolenników Lutra pozyskamy łagodnością, a praw­dzie ewangelicznej w drodze pomyślnego soboru do zwycięstwa pomożemy.” Równocześnie wezwał elektora, landgrafa i ich zwolenników, aby wzięli udział w wyprawie przeciw Turkom lub przeciw Rzymowi.

Ferdynand wahał się, myślał bowiem, że pozyskawszy ewangelików zrazi do siebie katolików. Zawsze więc jeszcze groźną postawę zachował. Wilhelm, książę Bawarii rościł sobie prawo do korony cesarskiej, a papież na serio rozmyślał, czy go nie ma ogłosić cesarzem zamiast Karola V. Ewangelickie książęta nie śpieszyły się zresztą z przyjęciem ręki podanej przez cesarza, bo mu nie ufały. “Pan Róg sam kościół swój obroni” powiadali ewangelicy. Chrystus jest większy niż ce­sarz. — Sejm znalazł się w kłopotach. Cóż tu robić? Edyktu wormackiego nie było można ani znieść ani wykonać.

Wśród tak kłopotliwego położenia okazało się, że jedyna drogą wyjścia jest wolność wyznania. Myśl tę wypowiedzieli najprzód posłowie miast. “Na niektórych miejscach zniesiono dawne obrządki, na innych znów zatrzymano takowe, a każda strona myśli, że ma słuszność. Niech więc każdy według wła­snego przekonania się zachowa, aż sobór według nauki słowa Bożego sprawę załatwi.” Wniosek taki podobał się większości sejmu, uchwalono tedy starać się o to, aby w przeciągu roku zwołano sobór; wezwano cesarza, aby jak najprędzej do kraju powrócił, a tymczasem miał każdy tak się zachować, jak przed Bogiem i cesarzem uzna za stosowne. W danych stosunkach okazała się droga ta najodpowiedniejszą, lubo sprawa bynaj­mniej równą nie była; ewangelicy bronili samych siebie, w obronie katolików zaś istniał edykt wormacki, a wskutek jego stosy i więzienie. Wiara ewangelicka zawsze innym więcej swobody udziela niż sama doznaje.

Sejm roku 1526 stał się początkiem nowej epoki w dzie­jach kościoła; potęga średnich wieków się zachwiała i wolność wiary zajęła miejsce niewoli, w jakiej Rzym utrzymywał na­rody.

Gdy Ferdynand się wahał, stało się, że Mahomet w obro­nie Ewangelii wystąpił. Dnia 29. sierpnia 1526 zginął pod Mohaczem Ludwik, król węgierski i czeski, uciekając przed zwycięskimi szeregami Solimana II koronę ziem swoich prze­znaczył w spuściźnie Ferdynandowi. Lecz książę bawarski, wojewoda siedmiogrodzki a przede wszystkim groźny sułtan Soliman równie po nią sięgali. Dla Ferdynanda nastały czasy trudne, w walce o dwa trony zapomniał o Lutrze.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

Hosted by www.Geocities.ws

1