310  

 

XIV.

Prawda zwycięża. — Zgromadzenie w Einsiedeln. — Prośba do biskupa. — Do kantonów Szwajcarii. — Wypadek w kla­sztorze. — Uczta w domu Mykoniusza — Siła reformatorów. — Skutki prośby w Lucernie. — Rada i ogólne zebranie. — Haller na ratuszu. — Fryburg. — Zniesienie Oswalda z urzędu. — Zwingli go pociesza. — Oswald opuszcza Lucernę. — Pierwsze kroki zaradcze. — Przerażenie braci Zwinglego. — Postanowienie Zwinglego. — Przyszłość. — Modlitwa Zwinglego.

 

                   Ważniejsze atoli sprawy zajmowały umysły przyjaciół Ewangelii. Z powodu nalegań przeciwników reformacyi wydało Zgromadzenie narodowe rozkaz do księży ewangelickich, aby nie opowiadali nauk, które lud do buntu pobudzają. Poznał to Zwingli, iż nadeszła pora działania. Idąc według właściwej sobie energii zaprosił on wszystkich duchownych sprzyjających Ewangelii do Einsiedeln. Potęga chrześcijanina nie zależy w sile oręża, ani w płomieniach stosów, nie zasadza się na przebiegłem jednaniu sobie łaski stronnictw, ani też na opiece mocarzów tego świata. Potęga chrześcijanina zależy owszem w prostym, jednomyślnym i mężnym wyznawaniu zasadniczych prawd Ewangelii, które niegdyś światem rządzić mają. Bóg szczególnie na sługi swoje kładzie obowiązek, aby w obliczu całego narodu prawdę jego wyznawali, nie dając się przy tym bynajmniej krzykiem wrogów zastraszyć. Prawdy te same sobie zjednają zwycięstwo; przed niemi wszystkie bożyszcza upadną, tak jako niegdyś przed skrzynią przymierza upadły. Nadeszła już chwila, którą sobie Bóg do głoszenia nauki zbawienia dla Szwajcarii obrał. Trzeba tedy było zatknąć sztandar Ewangelii na jednej z wyżyn kraju tego. Opatrzność Boża prostych ale nieustraszonych mężów z mało znanych miasteczek ziemi szwajcarskiej sprowadziła, aby w obliczu całego narodu jawne wydali świadectwo za Ewangelia.

                   Pod koniec czerwca, z początkiem lipca „zebrało się kilku duchownych,” powiada Bullinger. Ci udali się w drogę, idąc niby nowy rodzaj procesji, do słynnej kaplicy w Ein­siedeln. Z Arth w kantonie Szwyc przybył proboszcz miejscowy Baltazar Trachsel, z Weiningen w Baden proboszcz Staheli, z Zug przybył Werner Steiner, z Lucerny kanonik kapituły Kilchmeyer, z Uster proboszcz Pfister, z Hougg w okolicy Zurycha proboszcz Stumpf, z Zurycha kanonik kapituły Fabricius, kapelan Schmid, kaznodzieja przy tamtejszym szpitalu Grossmann — i Zwingli. Leon Juda, proboszcz w Einsiedeln,

 

— 311 —

 

przyjmował ich z radością serca wewnątrz murów prastarego opactwa. Miejsce to stało się od czasu pobytu Zwinglego gro­dem wolności kościoła i przytuliskiem sprawiedliwych. Tak niegdyś przed 215 laty zgromadziło się na samotnej łące góry Grütli 33 odważnych synów ojczyzny, i poprzysięgli tam zrzucić z siebie jarzmo panowania Austrii W Einsiedeln znowu usiłowano się zrzucić jarzmo ludzkiego panowania w sprawach sumienia i wiary. W gronie przyjaciół postawił Zwingli wniosek, aby do kantonów i biskupa usilną wystoso­wano prośbę, domagającą się wolności kazania Ewangelii, tu­dzież usunięcia onego źródła tylu karygodnych nieporządków, za jakie celibat duchownych uważać należało. Wszyscy się na to zgadzali. Zwingli sam już odnośne prośby na piśmie ułożył. Nasamprzód, było to dnia 2. lipca 1522, przeczytano przygo­towane podanie do biskupa, które wszyscy obecni podpisali. We Szwajcarii serdeczna miłość łączyła z sobą serca wszy­stkich kaznodziei Ewangelii. Z mężami obecnymi w Einsiedeln zupełnie się i wielu innych, tam nieobecnych zgadzało, jako np. Haller, Mykoniusz, Hedio, Kapito, Oekolampadiusz, Sebastian Meyer, Hofmeister, Vanner i inni. Jednomyślnością ta pięknie się reformacya Szwajcarii odznacza. Wszyscy oni zacni mężowie działali jakby jeden mąż, i pozostali sobie nawzajem aż do śmierci wiernymi.

                   Poznali to sprzysięgli, że tylko wiara jest w stanie zlać znowu w jedno ciało pojedyncze członki Związku Szwajcarii, które zagraniczna żołnierka od siebie oderwała. Lecz zamiary ich sięgały jeszcze dalej. „Nauka Boska,” było w odezwie do biskupa napisano, „ona prawda, którą Bóg Stworzyciel pokoleniu ludzkiemu, tak długo jęczącemu w nędzy, przez Syna swego objawić raczył, od długich czasów przez nieumiejętność, nie mówiąc już przez złośliwość, nie­których ludzi światu ukrytą była. Bóg wszechmogący postano­wił, aby takowa w pierwotnej okazałości światu została przy­wróconą. Przyłącz s?ę do tych, którzy żądają, aby całe chrześcijaństwo do Chrystusa, onej nam wszystkim wspólnej głowy, powróciło. My postanowiliśmy u siebie, iż Ewangelią Chrystu­sowa nieprzerwanie i oraz z taka mądrością kazać będziemy, aby się nikt na to użalać nie mógł 1). Racz tedy, Przewielebny Panie, to nasze dziwne może, ale jednak dobrze rozważone przedsięwzięcie popierać. Stań, jako niegdyś Mojżesz podczas wyjścia z Egiptu, na czele ludu swego, i obal przeszkody, które się zwycięskiemu pochodowi prawdy Bożej w drodze stawiają.”

 

1) Zwinglii Opp. III. 18.

 

— 312 —

 

                   Po ukończeniu powyższej odezwy zastanawiało się zgro­madzenie w Einsiedeln nad sprawą celibatu. Co do tego punktu, to Zwingli dla swojej osoby już odpowiedne zająć stanowisko. Już on zawarł związek małżeński, pojąwszy żonę, jaką według wskazówek apostoła powinien mieć duchowny, któryby był „trzeźwy, poważny i ku nauczaniu sposobny.” (1. Tym. 3, 2). Ale Zwingli pamiętał przy tem o tych bra­ciach w powołaniu duchownym, których sumienie jeszcze w więzach ustaw ludzkich się znajdowało. On wyglądał chwili, w którejby wszyscy słudzy słowa Bożego publicznie i bez obawy w łonie własnych rodzin swych zasiadali, wycho­wując dzieci swoje w karności i napominaniu Pańskim. „Wszyscy o tym wiedzą, jak okropnie duchowni dotąd prze­ciwko chrześcijańskiej czystości grzeszyli,” tak pisano w Einsiedeln. „Przy świeceniu kapłańskim stawiają do tego, który w imieniu wszystkich mówi, następujące zapytania: Czy wszyscy ci, których przedstawiasz, są sprawiedliwi? A on odpowiada: Tak jest, są. Czy są uczeni? Tak jest, są. Czy w czystości obcują? Tu odpowiada: Obcują, o ile na to słabość ciała człowieczego pozwala. W Nowym testamencie atoli wszystkie tego rodzaju grzechy są zakazane, a stan małżeński wszędzie jest uświęcony. (Następują wyroki Nowego testamentu). Dla tego prosimy Cię i błagamy przez miłość Chrystusową, przez wolność, którą on nam zjednał, przez nędzę tylu słabych i chwiejących się dusz, przez bolę każdego zranionego sumienia, tudzież przez wszystkie i boskie i ludzkie stosunki, racz ze­zwolić na to, aby mądrze zniesiono, co niegdyś niemądrze ustanowiono; bo inaczej budowa wbrew woli Bożej wzniesiona z wielkim trzaskiem kiedyś upaść by mogła. Patrz, na jakie się burze w świecie zanosi! Jeśli zawczasu złemu zaradzono nie będzie, to stan duchowny upadnie.”

                   Obszerniejszą była prośba, którą do Rady związkowej wystosowano. Końcowy ustęp jej brzmiał, jak następuje: „Sza­nowni mężowie! My wszyscy jesteśmy synami Szwajcarii, a wyście ojcami naszymi. Niektórzy z nas na placu boju, wśród rozmaitej zarazy i w innych nieszczęśliwych wypadkach wierność swą udowodnili. My w imię prawdziwej chrześcijań­skiej czystości przemawiamy. Bo to pewna, iż nie żyjąc w prawowitym małżeństwie daleko lepiej chuciom ciała służyć można. Lecz czas już, aby zgorszenia w kościele chrześcijańskim ustały. Jeśli tyraństwo Rzymu nas zgnieść zamierza, to nie lękajcie się, wy mężni bohaterowie, bo po naszej stronie znajduje się powaga słowa Bożego, tudzież prawo wolności

 

— 313 —

 

chrześcijańskiej i opieka łaski Bożej. My jedną mamy ojczyznę i jedną wiarę; my jesteśmy Szwajcarami, a cnota przodków naszych zawsze w dzielnej obronie niesprawiedliwie uciśnionych mocną się okazywała”1).

Tak tedy potężną ręką podniósł Zwingli, a z nim i przy­jaciele jego, sztandar prawdy i wolności. Uczynili to w Einsiedeln, onym dawnym i mocnym grodzie zabobonu, który aż do dziś dnia słynie jako jedna z najznakomitszych świątyń nabożeństwa rzymskiego. Stąd odnieśli się do naczelników ko­ścioła i państwa, i tak niby tezy swoje na drzwiach biskupiego pałacu i sali Rady narodu przybili. Potem rozeszli się do domów swoich spokojnie, pełni radości i zaufania w Boga, któremu sprawę swą poruczyli. Jedni z nich przechodzili koło pobojowiska pod Morgarten, drudzy przez łańcuch gór Albis, a inni znowu przez góry i doliny, każdy na powrót do pomie­szkania swego. „Wielka była to wtenczas rzecz,” powiada Bullinger, „iż mężowie ci tak wysunęli się naprzód, nie zważając na niebezpieczeństwa, na które się narażali. Bóg bronił ich, iż się żadnemu nic złego nie stało; On bowiem po wszystkie czasy opieką swą otacza tych, którzy się go boją.” Prawdą jest, wielki był to krok naprzód na drodze reformy; był to jeden z najwznioślejszych dni religijnego odrodzenia Szwajcarii. W Einsiedeln święte zawarto przymierze. Pokorni ale odważni byli to mężowie, którzy tam on miecz ducha, tj. słowo Boże, i tarczę wiary pochwycili. Tak rzucono rękawice ; tak wydano wyzwanie do boju. A nie jeden uczynił to człowiek, owszem uczynili to mężowie z różnych kantonów pochodzący; mężowie, gotowi życie swoje za prawdę Bożą poświęcić. Bo i tak ze­wsząd groziła walka.

                   Według wszystkiego przypuszczać należało, iż ona będzie zaciętą. Już w pięć dni później, dnia 7. lipca, wezwała do siebie Rada Zurycha dla zaspokojenia stronnictwa rzymskiego Konrada Grebla i Klaus'a Hottingera, dwóch mężów skrajnego stronnictwa, którzy sprawę reformacyi na oślep prowadzili. Burmistrz Rust rozkazał im, aby przeciwko mnichom ani w ogóle o spornych naukach nie kazali.

                   Szczególnie zaś po klasztorach rozdrażnienie umysłów do najwyższego stopnia dochodziło. Ilekroć się celem uczonej rozmowy lub na jaką zabawę zgromadzono, to od razu nowe wszczynały się kłótnie. Przy pewnej uczcie w klasztorze Fraubrunn przyszło pewnego razu przy kielichu wina od sporów aż do bluźnierstw przeciwko Ewangelii. Duchowni i zakonnicy

 

1) Zwinglii Opp. I. 39—63.

 

— 314 —

 

szczególnie dla tego się na naukę Ewangelii oburzali, iż według niej w kościele chrześcijańskim niema kasty duchowień­stwa, któraby nad wierzącymi panowała. Na uczcie tej był tylko jeden zwolennik reformacji obecny, a mianowicie nau­czyciel Makrin z Soloturna. Ten unikał sporu, chodząc od stołu do stołu; ale na końcu, gdy już namiętnego hałasu za­konników dłużej znieść nie zdołał, wystąpił on odważnie i zawołał głośno: „To prawda, że wszyscy prawdziwi chrześcijanie są braćmi, jako święty Piotr powiada: „Wy jesteście królewskim kapłaństwem.” Na to głośno roześmiał się dziekan Burgdorfu, mąż wielki i silny, i zapytał się `szyderczo: „A to niby wy Grekowie i Donatyści tym królewskiem kapłaństwem jesteście? A to mi królowie żebracy, to mi duchowni, co ani prebend i probostwa nie mają!” W tem cała czereda księży i mnichów na biednego nauczyciela zajadliwie wsiadła.

                   Największe jednak wrażenie wywarły powyższe odezwy w mieście Lucernie. Tam odbywały się prawie posiedzenia Rady narodowej Szwajcarii i ze wszystkich stron dochodziły skargi na nierozsądnych kaznodziei, którzy poważyli się zapo­biegać, aby Szwajcaria krwi synów swoich obcym książętom nie sprzedawała. Dnia 22. lipca 1522 siedział Mykoniusz u stołu w towarzystwie dziekana Kilchmeyera i kilku innych zwolenników Ewangelii, gdy w tem nadchodzi poseł wysłany od Zwinglego i wręcza mu z listem od reformatora oraz one dwie odezwy, wystosowane w Einsiedeln. W liście zawarta była prośba do Mykoniusza, aby odezwy te rozpowszechniał w Lu­cernie. Reformator był zdania, iż sprawę w cichości i powoli a nie od razu prowadzić należy, albowiem dla Chrystusa po­winien człowiek, gdy tego potrzeba, i wszystko nawet poświęcić.

                   Tak zbliżała się dla Lucerny chwila rozstrzygająca. Do miasta rzucono bombę, która i niebawem pęknąć musiała. Siedzący koło stołu czytali obie prośby. „Bóg niech sprawie tej błogosławi!” zawołał Oswald i dodał od razu: „Oto teraz bez ustanku modlić się musimy.” To też od razu brano się do rozpowszechniania odezw, daleko gorliwiej, niż sobie życzył Zwingli.

                   Wśród pracy tej nie zapomniał Oswald o przyjacielu swym. Dowiedziawszy się od posła, ile Zwingli ze strony za­konników Zurycha znosić musi, napisał tego samego dnia następujący list do niego: „Prawda Ducha Świętego nie da się przezwyciężyć. Tarczę Pisma świętego w ręku trzymając już nie w jednej, nie w dwóch, ale w trzech potyczkach od­niosłeś zwycięstwo. Teraz rozpoczyna się czwarta. Pochwyć

 

— 315 

 

tedy mocne ono i nie dające się pokruszyć oręże! Wszak Chrystus tylko słowem swoich broni Wszystkich tych, którzy serca swe Chrystusowi oddali, walka twoja nie przezwyciężonym męstwem napawa”1)

                   W Lucernie obie odezwy niewiele wydały owoców. Tylko niektórzy pobożni ludzie, których tam tylko garstka była, po­chwalali takowe; inni ani chwalić ani ganić nie chcieli, aby sobie przez to jakich nieprzyjemności nie narobili; inni znowu otwarcie utrzymywali, iż sprawa chyba zły tylko znajdzie koniec. Wszyscy duchowni zaś szemrali i gadali po cichu i głośno przeciwko niej. Ludność też nie trudno przeciwko Ewangelii podburzyć się dała. Z powodu klęski poniesionej pod Bicocca znowu wojowniczy w Lucernie obudził się duch; serca wszystkich tylko myśli o boju i odwecie zajmowały. Oswald, wszystkie te niepomyślne wrażenia spostrzegając, sam na duchu upadać zaczął. W cichości serca marzył on o ewan­gelickiej Lucernie i ewangelickiej Szwajcarii, lecz nadzieja ta wniwecz obracać się zaczęła. „Naród nasz,” wzdychał Oswald, „nie ma oka dla rzeczy niebieskich. W sprawie chwały imienia Chrystusowego niczego się po Szwajcarach spodziewać nie można.”

                   W Radzie i Zgromadzeniu narodowym wielkie panowało oburzenie. Papież, Francja, Anglia, Cesarstwo niemieckie — oni wszyscy po klęsce pod Bicocca i wymarszu Francuzów z Lombardii niepomierne Szwajcarii sprawiali kłopoty. Azaż tych politycznych spraw nie było już dosyć? Dla czegóż jeszcze onych jedenastu mężów kościelne sprawy podniosło? Zastępcy miasta Zurycha przechylali się na stronę Ewangelii. Kanonik Ksylotekt, bojąc się o siebie i życie swej żony — pojął on za żonę córkę jednej z najznakomitszych rodzin kraju — z bólem serca nie wziął udziału w naradzie, odbytej w Ein­siedeln i nie podpisał prośby. Kanonik Kilehmeyer większą udowodnił odwagę, ale też za to najgorszych rzeczy musiał się obawiać, „Mnie grozi wyrok potępienia,” napisał on dnia 13. sierpnia do Zwinglego, „ale ja go spokojnie wyczekuję.” Prawie gdy słowa te pisał, wstąpił sługa sądowy do pokoju i wezwał go na następny dzień rano. Nie przerywając listu swego pisał on dalej: „Jeśli mnie do więzienia wrzucą, to Cię o pomoc Twoją proszę. Ale oni prędzej skały gór naszych przeniosą, aniżby mię o palec od słowa Bożego oderwali.” Jednak przez wzgląd na rodzinę jego nie uczyniono kanonikowi nic złego, tudzież i dla tego, ponieważ całą burzę do Oswalda ograniczyć postanowiono.

 

1) Zwinglii Opp. 209.

 

— 316 —

 

                   Bertold Haller nie podpisał odezwy, może dla tego, iż nie był z urodzenia Szwajcarem. Mimo to wykładał on jednak jako Zwingli, ewangelia Mateusza, pełen będąc odwagi. Kościół farny w Bernie zawsze był przepełniony; słowo Boże potężniej na serca ludu oddziaływało, niż wiersze Manuela. Wezwano Hallera do Rady. Tłumy ludu towarzyszyły mu aż do ratusza i wyczekiwały na rynku końca rozprawy. W Radzie różne były zdania. Najznakomitsi członkowie mniemali, że sprawa ta do biskupa Lozanny należy, i przemawiali za tem, aby mu kaznodzieję wydano. Przerażeni przyjaciele Hallera wezwali go, aby się ucieczką ocalił. Tłumy ludu otoczyły go i odpro­wadziły do domu; znaczna liczba mieszczan stała w zbroi przed pomieszkaniem jego na straży, gotowi będąc w razie potrzeby ciałami swemi go zasłonić. Stanowcze to zachowanie się mieszczaństwa oddziałało na zamiary biskupa i Rady, i tak przyczyniło się do ocalenia Hallera. Lecz nie on jeden tylko był w niebezpieczeństwie. Sebastian Meyer napisał od­prawę na pasterski list biskupa Konstancji. Na uwagę za­sługuje szczególnie odpowiedź jego na zarzut biskupa, w któ­rym tenże powiada, iż uczniowie Ewangelii nową każą naukę, gdy tymczasem stara jedynie jest prawdziwą. Sebastian odpo­wiada na to: „Co przez tysiąc lat jest fałszem, to ani jedną godzinę nie jest prawdą, bo inaczej musieliby i poganie przy wierze swojej pozostać. Jeśli zaś najdawniejsze nauki są prawdziwe, to 1500 lat więcej jest niż 500, a zatem Ewangelia starsza jest niż ustawy papieskie.”

                   Rada miasta Fryburga przejęła o tymże czasie listy pewnego kanonika kapituły fryburskiej, imieniem Jana Hallarda, do Hallera i Meyera napisane. Tego wiec pojmano, po­zbawiono godności jego, i wypędzono z miasta. Wkrótce po tem zdarzeniu wystąpił w obronie Ewangelii Jan Wannius, kantor przy kościele katedralnym. Tak bowiem w boju tym wszędzie się zdarza, iż na miejsce poległego zawsze nowy występuje szermierz. „Jakżeby mętna woda Tybru,” powiada Wannius, „obok czystego napoju Lutra, pochodzącego z źródła apostoła Pawła> ostać się zdołała?” Ale i kantorowi zawarto usta. Mykoniusz napisał do Zwinglego: „W całej Szwajcarii nie ma podobno nauka o zbawieniu innego tak zaciętego wroga, jakim jest mieszczaństwo Fryburga”1).

                   Tymczasem wiedział sam Mykoniusz, iż w tym względzie miasto Lucerna stanowi wyjątek. Mykoniusz nie podpisał wprawdzie wyż wymienionej prośby, ale przyjaciele jego to

 

1) Zwinglii Epp. 226. „

 

— 317 —

 

uczynili; a więc trzeba było ofiary. Dzięki usiłowaniom Mykoniusza i w Lucernie zaczęły klasyczne utwory starodawnej Grecji i Rzymu nową budzić światłość. Uczony profesor zwa­bił niejednego obcego do Lucerny. Na rzecz ojczyzny swojej poświęcił Oswald wszystko; opuścił Zurych i Zwinglego i własne postradał zdrowie. Żona jego była cierpiącą, również i synek, jedyne dziecię jego. Jeśli go z Lucerny wypędzą, to dokądże się uda? Lecz duch stronniczy nie zna litości. Bur­mistrz Lucerny Hertenstein, słynny z męstwa swego, którego •w wojnach przeciwko Szwabii i Burgundii złożył dowody, nie przestawał domagać się, aby Oswalda z urzędu złożono, tu­dzież aby z nim razem greczyznę, łacinę i Ewangelią z kan­tonu wypędzono. Usiłowania jego odniosły zwycięstwo, Mykoniuszowi odebrano urząd.

                   Niebawem dowiedział się biedny o postanowieniu bur­mistrza. A zatem złożono go z urzędu, wypędzano z ojczyzny, a wszystka zbrodnia jego w tem zależała, iż był uczniem Lu­tra. Dokąd oko swoje zwrócił, nigdzie nie widział dla siebie przytułku. Ojczyzna go wypychała, żona i dziecię, wątłe i cho­robliwe osoby, opieki jego potrzebowały — a tu na około po całej Szwajcarii szalała burza, grożąca obalić wszystko, co się jej sprzeciwiało.

                   „Senat Lucerny biednego Mykoniusza wypędza,” napisał on do Zwinglego; „dokądże mam się udać? Ja tego nie wiem. Ty mię bronić nie możesz, bo i sam na okropne burze jesteś wystawiony. W ucisku moim Boga mego wzywam, w którym jedynie pokładam nadzieję. Onci zawsze bogaty i dobrotliwy; kto jego wzywa, tego On zawsze wysłuchiwa. Bóg niech o mnie ma pieczą!”

                   Tak pisał Oswald; a za niedługo i on słowo pociechy otrzymał. Żył w ziemi szwajcarskiej maż, który w bojach wiary był bohaterem. Zwingli wlał do serca przyjaciela stru­mień pociechy. „Ciężkie są ciosy, którymi dom Boga naszego obalić usiłują. Powtarzają się zamachy ich, albowiem nie tylko wiatry i deszcze, jako Pan zwiastował (Mat. 7, 27), ale grad i pioruny na dom ten uderzają. Gdyby oko moje nie widziało, jako Pan łódką kieruje, to i ja byłbym dawno ster odrzucił w morze. Ale ja widzę Go, jako wśród burzy przywiązuje liny, i rozpina żagle i wiatry nawet i wały gromi. Azaż nie byłbym tchórzem i niegodnym, abym człowiekiem się nazywał, gdybym ustąpiwszy miejsca podłą za to w ucieczce zginął potem śmier­cią? Ja się zupełnie najwyższej łasce Boga mego oddawana. On niechaj kieruje, niech bieg okrętu przyśpiesza lub

 

— 318 —

 

powstrzymuje, niech łódkę swa przewróci, pokruszy lub w głębi morza zatopi — my niczego się nie lękamy. My tylko naczyniami w ręku jego jesteśmy. On według upodobania swego może nas uczynić naczyniami chwały lub niesławy. Tobie zaś tę ja daję radę. Stań przed Rada, i przemów do nich, jak na sprawę Chry­stusowa i na Ciebie przystoi, abyś serca ich wzruszył, ale nie oburzył. Powiedz im otwarcie, iż nie Lutrowym lecz Chrystu­sowym jesteś uczniem. Niechaj uczniowie Twoi staną koło ciebie i świadectwo wydadzą. A ,jeśli to wszystko nic nie po­może, to potem przyjdź do przyjaciela twego Zwinglego, i miasto nasze jako własne swoje domowe ognisko uważaj”1).

                   Zachęcony powyższym listem postąpił sobie Oswald we­dług rady reformatora, ale wszystkie usiłowania jego były nadaremne. Świadek prawdy Bożej musiał ojczyznę swą opuścić, a obywatele Lucerny wszędzie przeciwko niemu wzniecali po­dejrzenie, tak iż nigdzie władze na przyjęcie jego nie zezwo­liły. „Nie mogę inaczej, jak tylko u drzwi domów kawałeczek chleba sobie wyprosić,” napisał on w żalu serca swego. Tak przyjaciel i najlepsza podpora Zwinglego, który pierwszy w ziemi szwajcarskiej nauki z miłością Ewangelii połączyć umiał, tak reformator Lucerny i później jeden z naczelników ko­ścioła Szwajcarii, z chorująca żona i dzieckiem niewdzięczne rodzinne miasto swoje opuścić musiał! Nikt nawet w własnej rodzinie jego z wyjątkiem tylko jednej siostry Oswalda nie przyjął Ewangelii Chrystusowej. Z nim razem i Ewangelia opuściła Lucernę, w której aż do dziś dnia wyłącznie panuje Rzym.

Zgromadzenie narodowe, odbywające się w mieście Baden, także się ostatecznie do prześladowania reformacyi namyśliło. Do uchwały tej różne przyczyniły się okoliczności, jako to przykład miasta Lucerny, tudzież głębokie wrażenie, jakie prośba w Einsiedeln podpisana na umysły narodu wywierała, a przede wszystkim zabiegi biskupa Konstancji, który konie­cznie stanowczych kroków przeciwko nowatorom się domagał. Wydano tedy rozkaz, aby wszystkich kaznodziei, którzyby przeciwko wierze ojców kazali, wydano w ręce władz; i dla wypróbowania środka tego pojmano pierwszego lepszego ewan­gelika, jaki się nasunął, mianowicio Urbana Weiss, proboszcza w Fislispach, którego przedtem za złożeniem kaucyi wypuszczono na wolność. Tego wydano w ręce biskupa Konstancji, który przez długi czas trzymał go w więzieniu. Tak rozpoczęły się w Szwajcarii prześladowania ewangelików.

 

1) Zwinglii Epp. 217.

 

    319   

 

                   I Zwingli ciężkich nie uszedł prób; owszem prawie teraz najtrudniejsze przechodzić mu było trzeba koleje. Wieść o na­ukach i walkach jego przekroczyła górę Säntis i dostała się do Toggenburgu i do wioski Wildhaus. Tam nie małym na­pełniła ona niepokojem serca wszystkich członków onej pa­sterskiej rodziny, z której łona Zwingli pochodził. Niektórzy z pięciu braci Zwinglego spokojnie na górach swych pasali trzody, lecz inni ku wielkiemu zmartwieniu jego po kilkakroć opuścili strony rodzinne, udawając się z bronią w ręku w słu­żbę zagranicznych książąt. Wszystkich atoli nie mało przera­ziła nowina, która aż do alpejskich chat uszu ich doszła. Już oni w duchu widzieli, jako brata ich porywają i przed bisku­pa Konstancji prowadzą, jako i jemu gotują stos na tein samem miejscu, gdzie niegdyś Hussa spalono. Dumni pasterze ci nie mogli przenieść na sobie, aby ich braćmi kacerza na­zywano. Napisali wiec do Ulryka list, w którym mu wszystek żal i obawy swoje wynurzyli. Zwingli odpowiedział im na to: „Co do mnie, to ja, póki Bóg pozwoli, bojaźnią świata i po­tężnych jego tyranów od pełnienia obowiązku mego odstraszyć się nie dam. Ja wiem co mię spotkać może. Ja od dawna na każde niebezpieczeństwo i na wszelkie nieszczęście jestem przygotowany. Siły moje są słabe, wrogowie moi są, mocni, ale ja wszystko mogę przez tego, który mię posila, przez Chrystusa. Gdybym ja milczał, to inny musiałby pełnić dzieło, które przeze mnie wykonywa Bóg, a On by mię za to ukarał, Porzućcie troski wasze, kochani bracia! Ja owszem obawiam się, abym zanadto może nie był łagodnym i cichym, więcej niż się na czas ten przystoi. Wy powiadacie, że by to hańbą rodziny waszej było, gdyby mię spalili lub innym jakim sposo­bem zgładzili ze świata. Bracia kochani! Taka już to jest natura Ewangelii Chrystusowej przez krew Jego, iż najokro­pniejsze nawet prześladowania jej ani wstrzymać ani poprzeć nie zdołają. Ci jedynie są prawdziwymi wojownikami Chrystusa, którzy ran Pana swego na siebie przyjąć się nie wzbraniają. Cała moja praca do tego tylko zmierza celu, abym uwagę lu­dzi zwrócił na skarb zbawienia, który nam Chrystus Pan zje­dnał, abyśmy przez śmierć Syna Bożego wszyscy do Ojca przystęp znaleźli. Jeśli nad nauką tą serca wasze boleją, to gniew wasz nie powstrzyma mię od prawdy Bożej. Wyście bracia moi, bracia według ciała, synowie Ojca mojego; ale gdybyście w Chrystusie i w wierze braćmi moimi nie byli, tedy zaiste największa to dla mnie byłaby boleść, któraby mię tylko spotkać mogła. Bywajcie zdrowi. Ja zawsze prawdziwym

 

— 320 —

 

pozostanę wam bratem, jeśli wy Chrystusa braćmi pozostaniecie” 1).

Zdawało się, iż wszyscy Szwajcarowie jakby jeden mąż staną przeciwko reformacji. Prośba z Einsiedeln wystosowana stała się hasłem do boju. Serce Zwinglego, losem drogiego mu Mykoniusza dotknięte, widziało w nieszczęściu kochanego przyjaciela jedynie początek ogólnej nędzy i ucisku. Nieprzyja­ciele w Zurychu, nieprzyjaciele na zewnątrz; w szeregach wro­gów właśni jego pokrewni; wściekłe wycieczki ze strony du­chownych i mnichów; goryczy pełne uchwały po stronie naro­dowego Zgromadzenia i pojedynczych Rad; surowe a może i krwawe zaczepki ze strony zwolenników zagranicznej żoł­nierki ; z najwyższych dolin Szwajcarii, onej kolebki wolności kraju, całe szeregi nieprzezwyciężonych wojowników, idących, aby ocalić Rzym i nawet własnej krwi przelaniem stłumić bu­dząca się wiarę reformacyi — oto przerażający obraz, który jasne oko reformatora w odległości przed sobą dostrzega. Ach na jakąż zanosi się przyszłość! Azaż dzieło, ledwie co rozpoczęte, już znowu musi ustać? Trwogę serca swego wylał wtenczas Zwingli w następujących słowach przed Bogiem: „Ach pobożny Jezu; ty widzisz, jako uszy narodu twojego podszeptami, oszczerstwami i kłamstwami złych i samolubnych ludzi obcią­żane bywają. Ty sam najlepiej wiesz, że ja od dzieciństwa unikałem sporów, i jako Ty mię zawsze na nowo prowadziłeś do boju. W ufności serca mego wołam do Ciebie, Panie, do­prowadź do końca, co sam rozpocząłeś. Jeślim ja nieco źle zbudował, to Ty wszechmocną ręką swoją racz to obalić. Jeślim inny oprócz Ciebie zakładał grunt, to Ty go racz zerwać. O słodka macico winna, której winiarzem jest Ojciec, a my latoroślami, ach, nie opuszczajże miejsca swojego! Albowiem Ty sam obiecałeś nam Panie, iż z nami będziesz aż do skończenia świata” 2).

                   Tak postąpił sobie reformator Szwajcarii na widok cię­żkich burz, które od strony ojczystych gór przeciwko słabej łódce wiary ewangelicznej tak groźno się ściągały. Tak Ulryk Zwingli wszystkie obawy i nadzieje duszy swojej pokornie wy­nurzył przed Bogiem. Stało się to dnia 22. sierpnia 1522.

 

1) Zwinglii Epp. I. 104.

2) Zwinglii Opp. III. 74.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1