| mi sie napisac jedna stronke. Jak na mnie duzo, bo nie lubie pisac (myslalby kto czytajac moje listy ;-). Ale Jerry sie ucieszyl, ze tylko jedna stronka bo okazalo sie, ze teraz on to musial na chinski przetlumaczyc wiec i mniej pracy dla niego. I prawde mowiac o calym fakcie zapomnialam. Odbebnione i tyle. Az do zeszlego piatku kiedy to Spring zadzwonila do mnie i powiedziala, ze w tym konkursie dostalam sie do drugiego etapu i razem z Davidem (Marc nie napisal eseju) jedziemy na wycieczke do Huzhou. Tutaj nalezy wspomniec ze juz mialam okazje byc w tym miescie. Podczas mojego poprzedniego pobytu pojechalam tam razem z telewizja aby krecic jakis film dokumentalny o prowincji. Tym razem okazalo sie ze jedziemy tam aby z okazji swieta pedzelkow do kaligrafii (miasto z nich slynie, jak tez i slynie z jedwabiu). Jednym z wydarzen tegoz swieta mial byc konkurs krasomowczy obcokrajowcow. Spring nam powiedziala, ze mniej wiecej mamy powiedziec to samo co napialismy, moze cos dodac jeszcze ciekwego. Oczywiscie cala przemowa miala byc po angielsku. No coz, co jak co ale gadac to ja potrafie, czasem i za duzo - zgodzilam sie. Spakowalam swoje manatki i we srode rano, o 5.50 wyruszylismy w podroz autobusem. Jechal z nami Charlie, jeden z miejscowych nauczycieli angielskiego, mily, mlody chlopak, ktory jak sie pozniej okazalo umie tez ladnie spiewac. Najpierw pojechalismy do Hangzhou � stolicy prowincji, miasta w ktorym poprzednio spedzilam 8 miesiecy. Cala podroz tam trwala jakeis 2 godzinki. Takze o 8 bylismy na miejscu � na placu przed miejska telewizja. Tam wlasnie miala byc zbiorka calej ekipy o 8.30. jak juz sie wszyscy zeszli zapakowano nas do autobusu i wyruszylismy w droge do Huzhou (Hudzou). Po drodze przedstawiono nam plan wycieczki. Okazalo sie, ze nastepnie pojedziemy tez do innego miasteczka, Nanxun (Nansiun) ktore ma byc atrakcja turystyczna. Z tego co wiem, podroz do Huzhou miala trwac okolo godziny. Jakis 20 minut po wyruszeniu nagle, ni z tego ni z owego zjechalismy z autostrady na wiejska droge, na ktorej dwa autobusy obok siebie nie moglyby sie zmiescic. Kierowca, widac, byl tym nieco zaskoczony. No ale coz, nikt nie protestowal a ja mialam okazje sfotografowac plantacje herbaty. Po jakichs 30 miutach wrocilismy na autostrade. Jakiez bylo moje zdziwienie kiedy zobaczylam ten sam przekrzywiony slup trakcji elektrycznej, ktory widzialam jakies 5 min zanim zjechalismy na wiejska fdroge. Najwidocznie, moja teoria, kierowca przejechal zjazd, a potem zrobilismy koleczko aby wrocic na autostrade. Potem podroz przebiegla bez wiekszych przygod. W pewnym momencie zauwazylam ze najwidoczniej dojechalismy do Huzhou, gdyz widzialam duzy napisa witajacy nas w miescie. Przejechalismy przez teren zabudowany (choc nie wygladajacy na centrum, raczej rpzedmiescia) i znow wjechalismy an autostrade. I tak sobie jechalismy, jechalismy, wszyscy sie zastanawiali czy zatrzymamy sie w Huzhou w hotelu, czy zjemy tam obiadek. Po jakis 30 minutach jazdy wyciagnelam mape i zorientowalam sie ze my juz dawno nie sa w Huzhou tylko zblizamy sie do Nanxun. Ale oczywiscie o tym nas nikt nie poinformowal, bo i po co. Gdy zajechalismy do Nanxun od razu zaprowadzono nas do miejscowego hotelu, w ktorym zjedlismy obiadek. Byly krewetki, rybki wykrecone w dziwnej pozie, kraby itp. Problem w tym, ze ja niekoneicznie przepadam za tzw owocami morza, tak wiec przez nastepne trzy dni dosyc malo jadlam. I tutaj chwala McDonaldowi. Inaczej z glodu bym umarla. Po obiadku pojechalismy odwiedzic miejscowa biblioteke. Nie byla to zwykla taka placowka, ale dosyc stara biblioteka zamieniona na muzeum. Mozna bylo zobaczyc stare ksiegi, meble oraz plytki ktorych uzywano do drukowania. Jak wszystkim wiadomo to wlasnie Chinczycy wynalezli druk. Robili to tak. Brali tabliczke zrobiona z kamienia i na niej wykuwali cala stronke tekstu. No tak, wypbrazcie sobie, siedzicie, kujecie te krzaczki, kujecia i nagle ciap!!!! Blad w ostatnim zdaniu. I co teraz?? No coz � od nowa. Cala tabliczka do wyrzucenia. Nastepnie zaprowadzono nas do domu dawnego wlasciciela biblioteki. Dom byl przeogromny i wlasciwie skladal sie z dwoch czesci. Tradycyjnej chinskiej i europejskiej. Ow wlasciciel studiowal przez jakis czas we francji a ze spodobala mu sie tamtejsza architektura wybudowal sobie taki domek. Tutaj nalezy zaznaczyc ze tradycyjne chinskie domy bogatych ludzi to nie tylko jeden budynek. Zazwyczaj jest to caly kompleks kilku lub kilkunastu budynkow otoczonych wyskoim murem. Wewnatrz sa ogrody i dziedzince. Najczesciej aby dojsc z jednego budynku do drugiego, przejsc przez dziedziniec, brame (czesto okragla) i przez nastepny dziedziniec dojsc do drugiego budynku. Przypomina to troszke labirynt. Jednak caly czas jest sie w odosbonionym zamknietym swiecie, niedostepnym dla zwyklych ludzi. Dlatego tez wybudowanie europejskiego budynku bylo mozliwe. Fasada odgrodzona jest od swiata sasiedznim budynkiem oraz murem, takze jest on niewidoczny dla ogolu a przez to wlasciciel byl bezpieczny. Wewnatrz domu jest nawet sala balowa oraz sejf ukryty w scianie pod boazeria. Caly wystroj tego budynku jest dosyc europejski, nawet ten sejf i boazeria nie sa typowe dla Chin. Ponadto, aby podkreslic swoja europejskosc, wlasciciel zakazal wiazania stop kobietom w domu. Jak na tamte czasy bylo to dosc niesamowite. W owczesnych Chinach, jesli kobieta miala duze (tzn normalne) stopy, nie mogla wyjsc za maz. Dlatego wiazano stopy juz malym dziewczynkom, aby dorosla stopa nie byla wieksza niz stopa kilkuletniego dziecka. Nie trzeba tu chyba nadmieniac, ze chodzenie sprawialo ogromny bol.Widzialam takie buciki dla doroslych kobiet. Na moje oko rozmiar dla 3-4-latka. Gdy juz obejrzelismy caly domek zabrano nas spowrotem do Huzhou. Po drodze do autobusu pstryknelam jeszcze pare fotek typowych zabudowan oraz jedno, dosyc malownicze zdjecie pewnogo dziadka. Wygladal niesamowicie wiec czesc wycieczki od razu rzucila sie robic mu zdjecia. Wyobrazam sobie co on se pomyslal.... W Huzhou odwiedzilismy jeszcze muzeum pedzelkow do kaligrafii. Wszystkie one robione sa recznie, a im dokladniej zrobiony pedzelek tym drozszy. Ceny moga osiagac setki zlotych zaleznie od materialu i wielkosci pedzelka. Najwiekszy pedzel w posiadaniu muzeum wykonany zostal na 50 rocznice Partii Komunistycznej. Wazy ponad 400kg i zrobiony jest z konskiego wlosia. Mniejsze robi sie z owczej welny lub siersci wilka. Potem byla kolacyjka w hotelu, mowy powitalne (ktore Chinczycy uwielbiaja) a nastepnie zaprowadzono nas na koncert. Byl to koncert muzyki pop na ktory zjechalo sie sporo krajowych gwiazd estrady. Jak na koncert chinski przystalo pierwsze 40-50 minut poswiecone bylo mowom powitalnym. Nastepnie, okolo godz. 20.00 zaczal sie koncert. Za kazdym razem gdy spiewal ktos, kogo lubil tlum, wszyscy stawali na krzesla bo chcieli lepiej widziec. A ze my w miare daleko od sceny sidzielismy wiec pozostalo nam tylko ogladanie koncertu na ekranie. Pomarzlismy do 21.15 (do tej pory okolo � gwiazd zdazyla zaspiewac) kiedy to oznajmiono nam ze wracamy do hotelu. Wszyscy sie ucieszyli bo pomalu przymarzalismy do krzesel. A wlasnie. Kto kiedys byl na koncercie rockowym na ktorym sa krzesla?? Tylko w Chinach. Bilety kosztowaly (przynajmniej nasze a nie mielismy najlepszych miejsc) prawie 400zl za osobe. A podejrzewam, ze im blizej sceny tym bylo drozej.A ludzie przychodzili calymi rodzinami. Skad oni kase na to brali?? Przy tutejszych zarobkach??!!!!! Czwartek mial byc wielkim dniem konkursu. Okazal sie dniem tragedii. No moze nie az tak doslownie. Rano zabrano nas na otwarcie wystawy kaligrafii. Zabrano nas tylko poto aby znow wysluchac mow powitalnych, aby mowcy mieli do kogo mowic ( oprocz nas zagoniono tam jeszcze ze dwie klasy z lokajnej szkoly) i aby pokazac jak bardzo obcokrajowcy interesuja sie tematem. Ja cale przemowienia przesiedzialam na pobliskich schodach :-D Wystawa szczerze mowiac byla w miare ciekawa, ale bylaby jeszcze ciekawsza gdyby ktos nas po niej oprowadzil i wytlumaczyl rozne style. A tak tylko sobie chodzilismy i ogladalismy. Wystawa byla umieszczona na drugim pietrze na ktore prowadzily ruchome schody. Gdy juz obejrzelismy wsystko takze trzeba bylo zjechac schodami. I tu zaczela sie zabawa. Albo ktos specjalnie podkrecil szybkosc albo schody juz pierwszego dnia sie popsuly. W kazdym razie byla to najszybsza jazda na ruchomych schodach w moim zyciu. Przy smym koncu nie wiedzialam co robic, skakac na ludzi?? Rozbic sie o podloge??? A moze nauczyc sie szybko latac?? Na szczescie obylo sie bez rozbitych nosow choc nie bez przepychanek. Na szczescie po krotkiej chwili schody zatrzymano i reszta gosci zeszla bezpiecznie. O godzinie 15 zaczal sie konkurs. Odbywal sie w nowiutkim rauszu miejskim wybudowanym w szczerym polu. Na tym polu za pare lat powstanie zupelnie nowe miasto. Na widowni siedzialy dzieciaki w wieku 18-19 lat. Okazalo sie ze uslyszeli ze bedzie mial meijsce tzw chinski kacik � odpowiednik kacika angielskiego gdzie przychodza chinczycy ktorzy chca polepszyc swoj angielski i rozmawiaja tylko w tym jezyku. Tym razem mailo to byc dla obcokrajowcow. Dzieci wiec namowily dwoje swych nauczycieli, starsze malzenstwo aby przyszli. Nikt oczywiscie im nie pwoiedzial ze to jest konkurs oratorski. Biedactwa przesiedzieli caly ten czas nudzac sie jak mopsy.ale gdyby nie oni i ich uczniowie nawet widowni bysmy nie mieli. Wracajac do konkursu. Jakiez bylo moje zdziwienie gdy okazalo sie ze wiekszosc mowcow przemawiala po chinsku!!!!!! Nam wyraznie powiedziano ze mamy mowic w jezyku angielskim. Bylismy dosyc niemile zaskoczeni. Na koniec wyliczylam ze na 28 osob tylko 8 mowilo po angielsku. Reszta (Koreanczycy, japonczycy, Amerykanie, Anglicy itp itd) przemawiali po chinsku. Nastepna niespodzianka, jesli ktos przemawial po angielsku mialo byc zapewnione tlumaczenie aby sedziowie rozumeili co sie mwoi. Tlumaczenie polegalo an tym ze ktos czytal eseje ktore napisalismy miesiac wczesniej. Wiec cokolwiek sie powiedzialo na scenie bylo malo wazne. Jest to oczywiscie niesprawiedliwe traktowanie. Jak juz wspomnialam, bylo 28 uczestnikow. Kazdy mial mowic przez 3-5 min. NIKT NIE PRZEMAWIAL KROCEJ NIZ 10 MINUT. Oprocz nizej podpisanej. Najbardziej wkurzyl facet z Indii, ktory przemawial rowne 40 minut. Juz w polowie kazdy mial ochote sobie podciac zyly z nudow � wlaczajac w to sedziow. Ja mialam numerek 27 ( przedostatni). Weszlam na podium w okolicach godziny 20.00 (przypominam, konkurs zaczal sie o 15!!!!!) wowczas juz bylam tak zmeczona i glodna ze mi an niczym nie zalezalo. Wiedzialam ze sedziowie i tak uslysza moj esej a nie to co aj powiem wiec skrocilam moje przemowienie o polowe, pogledzilam prze 2 minutki i poszlam sobie. I tak dostalam nagrode :-D A w prezencie wszyscy dostali pedzelki. Im wyzsze miejsce tym wiekszy pedzel. Moj ma jakies 40 cm dlugosci. Bedzie na pamiatke. W okolicach godziny 21 zajechalismy do hotelu, zjedlismy kolacje i zrobilismy sobie impreze z karaoke. Nawet fajnie bylo. Wymusilismy na organizatorach zeby chociaz piwo teraz postawili. Do domku wrocilam w piatek. Mialam ochote jeszcze zostac w Hangzhou i odwiedzic znajomych. Ale bylam tak wymeczona, ze nie dalabym rady lazic po miescie. Wiec wsiadlam razem ze wszystkimi do autobusu i wrocilam do domku. teraz nalezy mi sie troszku odpoczynku ;-) |
| KOMENTARZE |
| Dziendoberek Mam nadzieje, ze wszyscy mieli lepszy tydzien niz ja. Czasem sie moze wydawac, ze zycie jest ekscytujace, szczegolnie gdy jedzie sie na darmowa wycieczke i to w dodatku z kamerami telewizyjnymi. No coz, nie zawsze to co sie wydaje dzieje sie w rzeczywistosci. No ale zacznijmy od poczatku czyli od wrzesnia. Jakos tak w srodku miesiaca zostalam poproszona o napisanie krotkiego eseju na konkurs na temat co mi sie podoba w prowincji Zhejiang (w ktorej mieszkam). Na poczatku nie za bardzo mi sie chcialo ale ze nauczyciel (ktory byl za to odpowiedzialny i ktory mial dopilnowac abysmy (ja, Marc i David) napisali ten esej,) w razie nienapisania mialby klopoty zdecydowalam ze naskrobie mu troszke. Po wielkim wysilku, ktory trwal jakies 10-15 minut udalo |