To byl dlugi tydzien


Mam nadzieje ze mocno sie za mna steskniliscie i juz nie mozecie sie doczekac dalszego ciagu opowiesci. A wiec prosze usiasc wygodnie i zapiac pasy. Zaczynamy.

            Szczerze mowiac kogo nie spytam to kazdy mowi ze ubiegly tydzien byl �dluuuuugi�. Prawdopodobnie dlatego ze porzedni byl krotki, tylko 3 dni w pracy. A teraz niestety pelny tydzien, duzo zajec i wszyscy zmeczeni.

Dziwne ale po powrocie z hong kongu myslalam ze juz wszystkie atrakcje sie skonczyly (razem niestety z latem) i nastapi cichy i spokojny okres pracy i odpoczynku. Niestety, jak bardzo sie mylilam.
STRONA GLOWNA
POPRZEDNI LIST
NASTEPNY LIST
Zaczelo sie od wizyty Nicholasa. Jest to moj znajomy z Nigerii. Poznalam go w Hangzhou, podczas mojego poprzedniego pobytu w Chinach i od razu nawiazala sie miedzy nami przyjazn. Dlatego nie moglismy sie doczekac naszego spotkania. Najwidoczniej Nick bardziej niz ja, bo zadzwonil do mnie w sobote rano i oswiadczyl ze przyjezdza jeszcze tego samego dnia. Tak tez zrobil, oprowadzilam go troszku po miescie, zaprowadzilam do tajwanskiej restauracji (tej samej w ktorej bylam pare razy wczesniej) i tam zaczelismy gadac. Okazalo sie ze facet ma powazny problem (obiecalam ze zachowam dla siebie wiec wybaczcie ze nie napisze). Nagle wpadl mi do glowy pewnien pomysl. Nick jest gleboko wierzacym katolikiem,a  w Hangzhou nie ma kosciola, wiec zaprowadzilam go do pobliskiego kosciolka. Do tego nowego. Zebyscie widzieli jego twarz, jakby ktos dal dziecku ogromnego lizaka. To byl naprawde szczesliwy czlowiek. A mnie sie jakos tak cieplo na sercu zrobilam ze dzieki mnie ktos jest szczesliwy. Po kosciele poszlismy na plac Tian Yi, potem polazilismy jeszcze i on niestety musial wieczorkiem wracac. Ale widzialam ze wracal z lepszym humorem niz przyjechal i to mnie ucieszylo.

Potem byla imprezka u Remiego. Remy, Izraelczyk, jak wiekszosc chyba osob z tego kraju ma korzenie polskie. Ucieszylo mnie to bo teraz jest nas tutaj juz czworka. Otoz tenze Remy zorganizowal u siebie imprezke i sprosil mnosstwo ludzi. Wszyscy sie swietnie bawili tylko ze nie za bardzo chcieli tanczyc do muzyki typu house. Remy sie dziwil. Az wreszcie podpowiedzialam mu zeby puscil jakies disco. On na to ze ma jedna taka plytke, w dodatku jest to ta sama piosenka w pieciu roznych aranzacjach. No ale wyszlo na moje, jak tylko wiara uslyszala wesole dzwieki natychmiast zaczeli tanczyc. Po jakims czasie na stol wjechalo jedzonko. Wyobrazcie sobie moje zdziwienie. Ningbo  to wcale nie takie male miasto ale najwidocznie jest tu tylko jedna restauracja. Jedzonko pochodzilo z ..... no wlasnie tej samej tajwanskiej restauracji w ktorej bylam wczesniej z Nickiem. Zreszta jak tylko przyszlam zdziwilam mnie obecnosc wlasciciela tej knajpki.

Oczywiscie jak zawsze jedzonko bylo na medal. A ludziki dobrze sie bawili.
WSZYSTKIE LISTY
Nicholas w nowym kosciele
Imprezka u Remiego. Remy stoi w glebi pokoju.
W niedzielke i poniedzialek nic nadzwyczajnego sie nie dzialo. No moze poza tym ze Uschi (kolezanka basi, Niemka) zaprosila nas na poogladanie filmow z ich wyprawy do prowincji Yunan. Nie powiem, ciekawe bylo. Nawet bardzo. Wtedy to wlasnie sie dowiedzialam ze nastepny klub niemiecki bedzie w najblizsza srode. Klub niemiecki to spotkania co dwa tygodnie, organizowane
m.in. przez Uschi. Przychodza Niemcy i Chinczycy, gadaja po neimiecku (w wiekszosci) dostepna jest tez niemiecka prasa i ksiazki. Pomyslalam ze to dobry sposob aby potrenowac moj niemiecki. Wiec wybralam sie z Basia. Na spotkanie przyszedl tez pianista z Niemiec, Andreas Steffel. Za bardzo z nim sobie nie pogadalam ale za to dostalam bilety na jego koncert we czwartek, z czego oczywiscie skorzystalam z ochota. Pozatym, we czwartek zawedrowal tez do anszej szkoly, okazalo sie ze u nas w szkole ucza tez gry na pianinie (o czym nie mialam pojecia) i on wlasie mial wyklady na temat muzyki europejskiej (Mozart, Bach, Beethowen i oczywiscie Chopin ktorego tutaj chyba najbardziej lubia). Niestety poniewaz mialam po poludniu zajecia, nie moglam go posluchac. A apropos, zajecia mialam z ogladania filmow. Puscilam 2 klasom �Bruca wszechmogacego�, a trzeciej klasie pokazalam �Scooby Doo� w wersji filmowej (z ta akurat klasa odrabialismy zajecia wtorkowe, wiec zebralam moja polowke i polowke Davida do jednej klasy a samemu Davidowi powiedzialam ze moze sobie isc, nie mial zadnych zajec po poludniu i musialby czekac ponad 4 godziny na ta jedna lekcje).Takze po ciezkim dniu (zaczelam zajecia o 7.50 skonczylam po 16) poszlysmy z Basia na koncert.
Basia z swoimi uczniami w klubie niemieckim zawziecie o czyms dyskutowali
I tu niespodzianek bylo wiele. To byl jeden z wielu momentow kiedy uderzal mnie fakt jak Chiny sa inne, i jak wiele jeszcze sie musza nauczyc na temat Zachodnich obyczajow.
Koncert odbywal sie w miejscowej filharmonii. Miejsce calkiem ladne, nowoczesne, ktrego nie powstydziloby sie zadne niewielkie miasto. Wielkoscia przypominalo mi nasza filharmonie. (tu nalezy wspomniec ze obecnie budowana jest wielka sala koncertowa na miare wielkiego miasta). Gdy weszlam szok pierwszy, u ans idac na koncert muzyki powaznej wklada sie ladne ubranko, niekoniecznie garnitur ale przynajmnie nie jeansy. Tutaj wszyscy prawie mieli na sobie codzienne ubrania, raczej nie przebrali sie po pracy. Szok drugi to to ze przyprowadzili ze soba male dzieci, ktora lataly po sali podczas koncertu.
Andreas gral pieknie, widac wybo jak wiele serca wkladal w kazdy dzwiek. Trzy razy dzieci niosly mu bukiety kwiatow. Ale na koniec, gdy tylko oderwal rece od klawiatury i publicznosc wybila mu obowiazkowe brawa, zamiast bic dalej, oni przestali, zabrali manatki i poszli do domu. Muzyk byl wyraznie zaskoczony i nie wiedzial co ma robic gdy brawa slably, grac cos jeszcze czy isc sobie. Najwyrazniej publicznosc albo nie przyzwyczajona ze koniec nei zawsze jest koncem, albo nie podobala jej sie muzyka z uczuciem. Z tgo co mowila Uschi, gdy grala chinska pianistka, a grala utwory trudniejsze technicznie, bili wieksze brawa. Najwyrazniej tutaj liczy sie tylko technika i umiejetnosc trafiania w klawisze, niekoniecznie uczucia i malowanie dzwiekiem.
W piatek pianista znow do szkoly zjechal na druga czesc wykladow. Tym razem mialam okazjie popatrzec co robil. Wygladalo to tak. Duza sala, on z przodu razem z nauczycielka niemieckiego, ktora tlumaczyla to co on mowil. Oboje stali obok pianina na ktorym jakas uczennica cos grala. I on udzielal jej wskazowek, cos pokazywal, tlumaczyl. Natomiast na to wszystko patrzylo ponad 50 par znudzonych oczu nalezacych do dziatwy sedzonej an ten wyklad. Tak naprawde to nei byl wyklad lecz uczenie gry, niestety wiekszosc uczniow nic na tym nie skorzystala bo ani nic nie widzieli anie nie slyszeli.

A wieczorkiem odbyla sie kolacja w calkiem dobrej restauracji. Oczywiscie i ja sie na nia wprosilam (no co tez mowie po niemiecku nie?? A Andreasa poznalam we wtorek i on mysli ze tez bede � to moje argumenty dla Spring hihihi)

Ciekawostka. Tutaj dobra chinska restauracja zajmuje caly, kilkupietrowy budynek. Mala czesc stanowi sala jadalna ze stolikami, taka jak i my znamy, natomiast wieksza czesc zajmuja prywatne pokoje do ktorych wprowadza sie wieksza liczbe gosci. W kazdym pokoju jest kelneka, ktora podaje do stolu potrawy przynoszone z kuchni. Cala wiec impreza odbywa sie za zamknietymi drzwiami, w ciszy i spokoju. I oczywiscie ma sie swoja prywatnosc.



No coz. To na razie tyle.

Mam nadzieje ze nikogo nei zanudzilam.

Zapraszam na kolejna czesc juz niedlugo
KOMENTARZE
DODAJ KOMENTARZ
Ciekawe te podejscie do sluchania muzyki, ale masz racje u nas do filharmoni to raczej ubiera sie z wieksza klasa niz w chinach. Jestem Ciekaw na jakie okazje nakladaja leprzy uniformik moze do "kina".Spoko ze zabralas przyjaciela do kosciola kto by u nas pomyslal ze moze nie byc kosciola w miescie jak u nas jest prawie na karzdym osiedlu, a skoro pisalas ze jest wierzacy pewnie sprawilo mu to ogromna radosc. Pozdrawiam serdecznie Grzesiek 19.10.2003
To nie tylko podejscie do muzyki ale wszystkiego. na razie jeszcze zachowania typowe dla zachodu tutaj sie nie zadomowily i potrzeby ubierania sie w lepsze ciuszki na koncert muzyki powaznej nie ma. Co do kosciolow, to naprawde w Hanghzou jest jeden chrzescijanski ale nie katolicki, dlatego Nick nie mogl uwierzyc ze tutaj jest taki z prawdziwego zdarzenia, z papiezem, konfesjonalami i komunia. Kilka razy mnie pytal czy to rzeczywiscie rzymsko-katolicki. I naprawde bardzo sie ucieszyl, niemal skakal z radosci. :-) Pozdrawiam M.
Jeszcze slowko komentarza do filharmonii. A moze warto spojrzec opymistycznie? Tam jeszcze ludzie CHADZAJA do filharmonii, nawet z dziecmi. U nas tzw. "Sztuka" stala sie bardziej elitarna, co poskutkowalo pusta widownia (sama bylam na spektaklu w Bialymstoku, gdzie klaniajacych sie aktorow bylo wiecej niz widzow - brr), a wiec niedofinansowaniem, itd. Moze system "nakazowy" ma w tym wzgledzie jakies usprawiedliwienie? M.Dahlke 21.10.2003
Przymusu nie widzialam, ale zainteresowanie bylo calkiem spore. Tutaj nakladow na kulture nie brakuje i widownia raczej nigdy pusta nie jest. Choc raczej nie widac bylo aby ktos "musial" przyjsc.  Niestety, u nas jest inaczej a zeby chociaz 1/3 takich funduszy byla jak tutaj wszyscy byliby szczesliwi. Pozdrawiam i dziekuje za komentarz. M
Hosted by www.Geocities.ws

1