| Witam serdecznie | ||||||||||||||||||||||||||
| GALERIA | ||||||||||||||||||||||||||
Wlasnie wrocilam z zakupow I pomyslalam ze nadal dluzna jestem mailika i to juz od dluzszego czasu. Wiec, nie namyslajac sie dluzej zjadlam kolacyjke (spaghetti) i pomyslalam, ze skresle pare slow do osob, ktore mnie tak wspomagaja cieplymi slowami. Jak juz wspomnialam wlasnie wrocilam z zakupkow. Wydalam prawie 200 zl no ale i nakupilam sporo. Posciel, reczniki, wspomniane spaghetti i pare innych drobiazgow. Oczywiscie nie zapomnialam o chlebku, no jakze bym mogla go nie kupic. Co mnie bardzo ucieszylo to fakt, ze dwa tygodnie temu otworzono nowa linie autobusowa. Autobusik jedzie wprost spod mojego domku do Carrefour�a. Wiem, straszna wygoda. Ale lepsze to niz jechac rowerkiem, co moze i jest mile gdzie indziej, ale tutaj w polaczeniu ze strasznym zanieczyszczeniem powietrza, ruchem ulicznym prosto z piekla, nagminnie zajezdzajacym droge samochodom i innym rowerzystom skrecajacych nagle i z niewiadomych powodow, do przyjemnosci to nie nalezy. Za kazdym razem, wsiadajac na rower, podswiadomie zegnam sie z zyciem i robie rachunek sumienia. I za kazdym razem dojezdzajac bezpiecznie do celu dziekuje za to Bogu. Pewnie dlatego rzadko jezdze rowerkiem, i bardzo uwazam na wszystko co sie rusza, gdyz nie zna sie dnia ani godziny kiedy ktos lub cos w ciebie wjedzie. Kazdy jest tu krolem, kazdy najwazniejszy, a inni wogle nie istnieja. Wydaje sie nawet iz nie obowiazuja tu zadne przepisy drogowe. Przejazdy na czerwonym swietle, zajezdzanie drogi, jazda pod prad (powaznie) sa na porzadku dziennym i nikogo z miejscowych to nie dziwi, a obcokrajowcow przeraza. Jesli poczyta sie historie z pobytu w Chinach ruch uliczny jest zawsze opisany i nigdy w superlatywach. Musze sie troszke wytlumaczyc skad ta zwloka w pisaniu. Otoz mialam strasznie dlugi tydzien a potem drugi i tak jakos sie zlozylo, ze wracajac do domku niemal zasypialam na stojaco wiec stad to opoznienie. Zaczne moze od soboty 27.09.03. Otoz tego dnia mialam zaszczyt byc zaproszona na przyjecie urodzinowe Davida. Wlasciwie to wyzej wymieniony zapomnial mnie zaprosic, a wlasciwie byl pewien ze mnie zaprosil. I dopiero we czwartek ja sie dowiedzialam, od innych oczywiscie, o imprezce, a dopiero w piatek Basia spytala Davida czemu mnie nie zaprosil. On na to oczywiscie ze zaprosil, ale potem, przy konfrontacji ze mna wyszlo, ze chyba jednak zapomnial. Po szkole natychmiast polecialam kupic mu prezencik. Kupilam cos, o czym wspominal ze chcial, szukal w sklepie ale sprzedawczynie, slyszac �excuse me� odwrocily sie i uciekly. Ja, na szczescie poslugujac sie szczatkowym chinskim, znalazlam to o czym mowil: plyty karaoke z angielskimi piosenkami. Chcial to wykorzystac w klasie wiec berdzo sie ucieszyl z prezentu. Basia natomiast podarowala mu prawdziwa, mielona kawusie, nie jakies instant. Taka kawusia tutaj jest rarytasem. Pozatym niespodzianka byl tort, prezent od naszej szkoly (ktorej przedstawicielka byla Spring, dziewczyna zajmujaca sie zagranicznymi nauczycielami). Towarzystwo na imprezce zaczelo sie zbierac po godzinie 18. Niestety, David wybral zly moment na imprezke. Akurat w tamten weekend wszyscy pracowalismy (sobote i niedziele) wiec z tych lub innych powodow polowa gosci sie nie stawila. A ci co przyszli wyszli jakos po 21. W sumie nic dziwnego jak pracuje sie 9 dni pod rzad, codziennie na 7.30 do 17. Takze widzialam ze David byl troche zawiedziony. Pewnie jeszce bardziej z powodu, ze ani Rysiek ani Marc nie przyszli. Ale za to my z Basia bylysmy i zostalysmy do 22. Nastepnego dnia, jak to latwo obliczyc byla niedziela. Dzien odpoczynku ale nie tutaj. Jak juz wspomnialam w tamten weekend pracowalismy a raczej odpracowywalismy 6 i 7 pazdziernika. 1.10 to swieto panstwowe Chin, i z tej okzaji przysluguje 7 dni wolnych. Wiec byly dwie wersje, albo sobota niedziela wolne (choc ja i tak bym je miala wolne) poniedzialek, wtorek praca, i od srody od niedzieli wolne (i znow weekend bym miala i tak wolny wiec praktycznie dla mnie tylko 3 dni wakacji) albo w weekend 27-28.09 odpracowujemy 6 i 7.10, a za to od 1 do 7 pazdziernika wolne (logicznie, nie??? Nie!!) Wracajac do niedzieli. Obiadek zjadlam w bardzo milym towarzystwie. Towarzystwo nazywalo sie Maciek i mowilo oczywiscie po polsku. Pan ten zajmuje sie sprowadzaniem ciuszkow do Polski, wiec mieszka trochu to tu to tam. Obecnie jest tu. I sie bardzo ucieszyl, ze jest tu jeszcze jedna osoba mowiaca po polskiemu. Ja sie takze ucieszylam, ze moja teoria sie sprawdza (chodzi o to, ze Polakow albo osoby majace bliskie kontakty z Polakami mozna znalezc wszedzie). Nastepnie po niedzieli nadszedl poniedzialek, jak to zwykle bywa. Ten byl wyjatkowy, poniewaz to wlasnie wtedy odbylo sie towarzyskie wydarzenie roku. Zazwyczaj z okazji swieta narodowego burmistrz organizuje kolacje dla wszystkich osob pochodzenia innego niz Chinskie. Tak bylo i w tym roku. Kolacja odbyla sie w najlepszym hotelu w miescie, tym samym, w ktorym 10.09 odbywala sie kolacja z okazji dnia nauczyciela. Zaczelo sie o 18.30 przemowieniami (min. Burmistrza) a nastepnie o 19.00 otworzono polmiski. Rowniez i tym razem byl szwedzki stol i same rarytaski. Po prostu slinka mi cieknie na samo wspomnienie. Pol stolu to byly dania kuchni chinskiej, druga polowa to byly dania zagraniczne. Marc zazartowal, ze dla mnie ustawiono specjalny stol (chodzilo o stol z ciachami). No coz, jak sie do tego stolu dorwalam to naprawde zastanawialam sie czy duzym nietaktem byloby wziecie duzego obiadowego talerza zamiast malego, deserowego. No ale i na ten maly sporo upchalam. Na moje nieszczescie tym razem wiekszosc pysznosci stanowily serniki, za ktorymi raczej nie przepadam. Tylko zdazylam skonczyc pierwsza (tak myslalam) porcje deseru, nagle ktos wyszedl na mownice i powiedzial �dobranoc�. Ja na zegarek a tu dopiero 20!!!!!!!!!!!!!!!! Gdybym to ja wiedziala wczesniej ze mamy tylko 60 krotkich minutek to o wiele mniej bym gadala a wiecej jadla, no coz, tyle pysznosci sie zmarnowalo. Nie tylko mnie krajalo sie serce. Matt na widok miesiwa, ktore zostalo na stole, malo sie nie poplakal. Zazartowalam zeby poprosil o �doggie bag� (torebka z resztkami zazwyczaj przeznaczonymi dla pieskow) a on na to zebym uwazala bo oni mu wsadza � a dog in the bag� (psa do torby). No ale dzielna Tim, slyszac nasza dyskusje, odwazyla sie pogadac z kelnerami i wrocila tryjumfujaco z reklamowka pyszniutkiej pieczonej wolowinki. Mimo wszystko poznalam pare osob, wymienilam pare swiezo wydrukowanych na te okazje wizytowek, co zaowocowalo telefonikami wczoraj i przedwczoraj. Miedzy innymi poznalam Izraelczyka, ktory, prawdopodobnie jak wiekszosc osob z tego kraju, ma korzenie polskie. Tak wiec jest nas tu juz czworka w Ningbo. Jeszcze troche a zalozymy klub polski. Oczywiscie wszyscy sie zdziwili ze imprezka sie skonczyla zanim na dobre sie zaczela, dlatego towarzystwo zdecydowalo sie przemiescic do innego hotelu, w ktorym szefem baru jest zaprzyjazniony obcokrajowiec, co gwarantuje znizke przy zakupie pifka. Tutaj dopiero zabawa na dobre sie rozkrecila. Niektorzy tanczyli (ja sie wyszalalam za caly miesiac nietanczenia), inni rozmawiali, jeszcze inni grali w bilard a pare osob gralo nawet w szachy (jak widac na zdjeciach w galerii). Wszyscy bawili sie wysmienicie i to chyba bylo najwazniejsze. Po poniedzialku i wtorku nadeszla sroda, 01.10 2003. 54-ta rocznica powstania Partii Komunistycznej, czyli tutejsze swieto narodowe. Jak juz wspomnialam, byl to pierwszy dzien siedmiodniowych ferii, wiec spakowalam szczoteczke do zebow i polecialam do Hong Kongu. Tym razem nie zwiedzalam, mialam za to inne rzeczy w planie (wiem, wiem, nic nie pisalam dotychczas o hong kongu, obiecuje nadrobie to jak tylko bede miala jakies fotki i zycie tutaj zrobi sie na tyle szare, ze nie bede miala o czym pisac). W sumie byly tylko dwa dosyc ciekawe momenty. Jak przystalo na swieto panstwowe w kraju w ktorym wynaleziono proch, moglam ogladac wspanialy pokaz fajerwerkow. Byly po prostu niesamowite. Pol godziny zachwytow, ochow i achow i rozdziawionej buzi. Dodatkowo zorganizowano niby konkurs. Byly cztery druzyny, USA, Japonia, Hk i jeszcze jedna. Najpierw wszystki pokazaly sie 01.10. Potem 2 z tych druzyn zaprezentowaly swoje umiejetnosci 05.10. a nastepne dwie beda pokazywaly swoje cuda 12.10, czego ja juz niestety nie obejrze. Pozatym moj pobyt w hong kongu zlecial na bieganiu z jednego miejsca do drugiego. Akura odbywala sie prezentacja uniwersytetow australijskich, a poniewaz ja mysle o dalszych studiach postanowilam sprobowac szczescia i zlozyc papiery do kilku. No tak ale najpierw trzeba bylo jedne dokumenty wydrukowac, inne pokopiowac, jeszcze inne zaniesc do polskiego konsulatu zeby przetlumaczyli (mnie na slowo uniwersytety wierzyc nie chcialy). Wiec nalatalam sie coniemiara. Na szczescie mialam Thomasa do pomocy. Bez niego wogle nie moglabym nic zalatwic. W poniedzialek wieczor wiedzialam na pewno, ze mam nogi, tak mocno bolaly. Wrocilam we wtorek i niestety od srody znow do pracy, i to na 7.50 rano, tragedia ale jakos dalam rady. Pozdrawiam goraco wszystkich i dziekuje serdecznie za wszystki mile i cieple slowa oraz za komentarze na stronie Monika |
||||||||||||||||||||||||||
| STRONA GLOWNA |
||||||||||||||||||||||||||
| POPRZEDNI LIST | ||||||||||||||||||||||||||
| NASTEPNY LIST | ||||||||||||||||||||||||||
| WSZYSTKIE LISTY |
||||||||||||||||||||||||||
| KOMENTARZE | DODAJ KOMENTARZ | |||||||||||||||||||||||||
| Komentarz do listu nr.6.Powinnas sie zajac spisywaniem wspomnien na powaznie. Sa super. Siostra. | ||||||||||||||||||||||||||
| Slicznie dziekuje za pochwale. Co do "na powaznie" to sie zastanowie, pozdrawiam M | ||||||||||||||||||||||||||