GALERIA
MALPKI NA SZNURKACH

Dzien dobry

Witam serdecznie i zapraszam do lektury kolejnego odcinka z moich przygod. Jesli ktos stwierdzil, ze przynudzam i moge sobie dac spokoj z dalszym pisaniem niech bedzie tak dobry i mnie o tym poinformuje. W przeciwnym razie obiecuje raz na jakisz czas zasypywac potokiem slow J

Poprzedni tydzien minal spokojnie, nie bylo zadnych wzlotow ani upadkow, choc bylo miejscami dosyc ciekawie.

W sobote wybralam sie do carrefure�a i poczulam sie jak w niebie... chlebek swiezunki (smakuje jak polski!!!! I nawet chrupiaca skorka), wybor maselek, serow, smietana (choc tylko 30-procentowa) jednak mimo wszystko niebo. Basia za to poczula sie szczesliwa widzac prawdziwa kawusie (nie jakies instant z mleczkiem i cukrem ) oraz spory wybor czekolad. Pozatym kupilysmy pare rzeczy do domku, ja sie szarpnelam na zelazko (30 zl) oraz na pare innych potrzebnych rzeczy (cukierniczka, solniczka, itp). Ogolnie sklepik jest calkiem spory, mniej wiecej wielkosci polowy Auchan, choc nie posiada prawie galerii sklepikow. Mimo wszystko mozna tam znalezc pare cudeniek, min import dzemow czy platkow snaidaniowych z Francji.

No tak, to bylo dla ciala, za to w niedziele bylo cos dla ducha. Z Basia i Uschi (jeszcze jedna Niemka) wybralysmy sie w niedziele rano do kosciola. Niesamowite w tym miescie jest to ze sa tu Katolicy (tacy prawdziwi), jest pare kosciolow (min jeden nowo wybudowany co samo w sobie jest niesamowite w kraju w ktorym koscioly zamienia sie na biurowce). Jest takze dwustuletni kosciol wybudowany przez europejczykow, ktory to odwiedzilysmy we czwartek. Ale do tego wroce pozniej. Natomias w niedziele poszlysmy do tego nowego, dosyc spory, msza byla bardzo podobna do naszych, choc po chinsku brzmiala troche inaczej. Niesamowitym bylo to ze akurat tego dnia przyjmowano nowa owieczke do wspolnoty, Byla to kobieta w wieku 50-60 lat, ktora postanowila przyjac wiare chrzescijanska i sie ochrzcic. Po mszy podszedl do nas jakis dziadek zeby sie przywitac, zaczal mowic po francusku, dobrze ze Uschi zna ten jezyk, byl tez jeden ktory umial mowic po angielsku, a jeszcze inny po niemiecku. Zaprowadzili nas do ksiedza, z ktorym Uschi chciala przeprowadzic wywiad. Tam poznalysmy Jackiego, chlopaka, ktory studiuje w seminarium duchownych w Szanghaju ale z powodu choroby przebywa obecnie tutaj. To wlasnie Jacky oprowadzil mnie i Basie po starym kosciele we czwartek.

Cala msze transmitowano w telewizorach umieszczonych w polowie i przy koncu kosciola zeby wierni nie mieli problemow z widocznoscia.

Popoludniu wybralam sie na zakupy z Tim, Ada i Japonka Chatsiko. Panny chcialy kupic material i uszyc suknie wieczorowe na jutrzejszy bal u burmistrza. Traf chcial ze pod tym samym kosciolem w ktorym bylam rano jest miejsce gdzie jest mnostwo stoisk z materialami. Od razu tam sa tez krawcowe. Mozna zamowic co dusza pragnie, zmierza, pomaga wybrac material itp.Mialysmy male problemy z komunikacja, ja z swoim �wspanialym chinskim�, Tim niby sie uczyla przez dwa lata ale tez miala problemy, natomiast pozostale dwie ani be ani me. No coz, rezultatow nie widzialam, ale mam nadziej,e ze wyszlo dobrze,

Ja na szczescie problemow z suknia nie mam, ale za to nie mialam butow. Wiec w piatek wieczor wybralysmy sie z Sandra na polowanie. Po jakichs dwoch godzinach udalo mi sie upolowac buty ktore calkiem pasuja do sukni, jakies pol godziny pozniej i Sandra znalazla cos dla siebie. Dosyc smieszne jest to, ze w sklepie ledwie wlozysz but zeby zmierzyc a oni juz rachunek wypisuja i do kasy sla. A ty nawet jeszcze nie wiesz czy je chcesz czy nie.



Smutkiem za to napawa mnie to jak traktuje sie tu nadal zwierzeta. Choc to miasto przewyzsza iloscia psow chyba wszystkie inne miasta Chinskie to nadal widuje sie zwierzece nieszczescia. Najmniej to obchodzi biedote i ludzi ze wsi. We srode, gdy wracalam z mojej drugiej szkoly ( a zawsze droga w te i spowrotem to sciezka nad sama rzeka, calkiem przyjemna przejazdzka rowerkiem) zauwazylam dwoch facetow prowadzacych na sznurku malpy, byly dosyc male ale nie wygladaly za dobrze. Natomiast w piatek, w czasie polowania na buty z Sandra zauwazylysmy faceta ktory mial troche wieksza malpe (pawiana?????) Po co im te malpy?? Do wyciagania pieniedzy od ludzi. W ten sposob zarabiaja na swe zycie. Smutne. Juz wczesniej widzialam taki widoczek i za kazdym razem jest to inny gatunek malp. I pomyslec ze to nasi najblizsi kuzyni. No coz, czasem zastaniawiam sie na ktorym koncu sznurka jest zwierze.



Zeby nie konczyc az tak smutno wspomne jeszcze o imprezce urodzinowej Davida. Odbyla sie wczoraj, bylo calkiem wesolo, torcik byl pyszniutki (wlasciwie David tortu nie planowal, dostal go niejako od szkoly w prezencie) i chyba wszyscy sie dobrze bawili choc z powodu faktu ze w ten weekend wszyscy pracuja (zeby 6 i 7 pazdziernika miec wolny) wiekszosc gosci wykruszyla sie tuz po 21-szej.

A dzis wreszcie spotkanie z rodakiem. Okazalo sie ze jest tu polak, ktory pracuje w firmie sprowadzajacej ciuchy z Chin. Dzis sie umowilismy na lunchyk. :D Opisze spotkanie w nastepnym lisciku, ktory pisac bede z Hong Kongu.

Na razie to tyle, pozdrawiam wszystkich i zapraszam do dyskusji o tych i innych sprawach na mojej stronce (wpisujcie komentarze). Caluski

Monika
SRONA GLOWNA
POPRZEDNI LIST
NASTEPNY LIST
WSZYSTKIE LISTY
KOMENTARZE
DODAJ KOMENTARZ
Komentarz do listu nr 5 A wlasciwie do zdjec!!!
Z wiadomych powodow bardzo dokladnie je obejrzalam . Dzieki Tobie moglam zajrzec do wnetrza kosciola w Chinach! Sa suuuper. Pozdrowka:))))
8.10.2003
Komentarz do listu nr...5. dzieki tobie kuzynko mozemy zobaczyc kawalek swiata a moja dziatwa jest zachwycona i aby brali z ciebie przyklad moc pozdrowien z zar miasta przystanka woodstok mirek ewa magda ania kamil ok 17.10.2003
Hosted by www.Geocities.ws

1