| Kochaj karalucha swego bo mozesz miec wiekszego |
| Dzien dobry. Witam wszystkich w kolejnym odcinku niesamowitych przygod Moniki w Kraju Srodka znanym rowniez pod nazwa Chiny. Wybaczcie male opoznienie ale bylo spowodowane tym, ze w porownaniu do poprzedniego tygodnia ten byl raczej spokojny i nie obfitowal w wydarzenia. No ale mimo to jest o czym pisac. Po pierwsze w nawiazaniu do tematu listu, mamy wspolmieszkancow, tzn mam nadzieje, ze ich juz nie mamy, ale mialysmy. We wtorek wieczorem ogladamy sobie spokojnie film na dvd w duzym pokoju, nagle jak Monika nie zacznie wrzeszczec. Po podlodze biegal duzy, ogromny, czarny karaluch. Po prostu wstretny. Juz pare dni wczesniej Barbara zabila w kuchni jednego czy 2, po spryskaniu kuchni baygonem nastepnego dnia ja znalazlam jednego w zlewie, jeszcze sie ruszal wiec wzielam spraya i skonczylam jego meki, potem zakonczyl marny zywot w kanalizacji. No ale wracajac do wtorku i nieoczekiwanego przerwania projekcji filmu. Po moich wrzaskach barbara wstala zaplila swiatlo ale nie moglysmy Czarnego nigdzie znalesc. Nagle ja zauwazylam jakas czarna plame. Zaczelam pryskac i ....plama zaczela uciekac pod stol. Jak ja nie wrzasne. Biedna Barbara przestaraszyla sie mojego wrzasku bardziej niz karalucha. Chwycilysmy za spray i opryskalysmy caly stol dookola tak dokladnie ze Czarny nie mial szans. Co potwierdzilo sie nastepnego dnia rano. Nie tylko on, ale jeszcze jeden duzy lezal nogami do gory w lazience Basi plus okolo 20 malutkich porozrzucanych bylo w duzym pokou, nawiasem mowiac milo z ich strony ze gdy umieraja to wychodza z kryjowek, latwiej sprzatac. Wogle wtorek zaczal sie ciekawie, mialam badania medyczne. Okazalo sie ze mam dwie nerki (to dobrze) ale roznych rozmiarow, jedna wieksza druga mniejsza. Pozatym wzrok mi sie pogorszyl (starosc), schudlam 4 kg i skurczylam sie o niecaly centymetr (buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu). Pozatym zyje i to chyba jest ta dobra wiadomosc. A wracajac jeszcze do poprzedniego weekendu. W sobote cos mi kompletnie odbilo zeby zadzwonic do Marka, mialam do niego jakas sprawe. Na to on ze jedzie na sniadanie (a byla 12 w poludnie) do baru gdzie maja zachodnie potrawy i czy ja chce jechac. Pewnie. Problem w tym ze bar byl na kolo uniwersytetu a uniwerek pol godziny jazdy od domu, na zupelnym odludziu. No coz jazda na motorze slalomem wsrod ciezarowek nie nalezala do najprzyjemniejszych, zapowiedzialam mu ze wiecej z nim na motor nie wsiadam. Jeszcze mi zycie mile. Wracalam do miasta taksowka z Tim i Jamesem (oboje ucza na uniwerku). Na miejscu zaszlismy do Tajwanskiej knajpki gdzie maja kawe wymieszana z pokruszonym lodem (w upalny dzionek jak znalazl). Okazalo sie ze Marc i james czasem tam wpadaja i ponoc jest tam dobre jedzonko, przekonalam sie o tym w niedziele podczas zorganizowanej tam kolacyjki, i rzeczywiscie jedzonko niczego sobie, pychotka. I calkiem tanie. A wracajac do soboty, wieczor spedzilam na placu Tian Yi. Jest to plac otoczony dookola budynkami, i w polowie otoczony fontannami. O 19.30 zaczyna sie nawspanialszy spektakl jaki widzialam w zyciu. Ktos mysli ze kolorowe fontanny u nas w parku sa ladne?? Nawet nie wiecie co mowicie. Wyobrazcie sobie gra muzyka, roznoraka od jazzu przez pop do klasyki. Kolorowe fontanny unosza sie i tancza w jej rytm. Dodatkowo zmieniaja sie kolory, akustyka jest swietna, przezycie niesamowite. A pozatym tych fontann jest naprawde duzo wiec robi to naprawde niesamowite wrazenie. Ide je dzis znow ogladac. Po fontannach (spektakl trwa godzine) poszlismy do klubu, w ktorym zbieraja sie nietubylcy. Poznalam tam Ushi. W zeszym roku pracowala w naszej szkole, uczyla niemieckiego i angielskiego. Teraz ma bogatego chlopaka i pracowac nie musi. W sumie mila dziewczyna, a przysluchiwanie sie jej rozmowom z Basia czy Chrisem odswieza moja znajomosc niemickiego z czego sie niezmiernie ciesze, szczegolnie jak wsystko lapie co oni mowia. A wlasnie Chrisa od soboty nie widzialam, czyzby sie na mnie obrazil?? Jaka szkoda ;) caly piatek i sobote slal do mie smsy jakby chcial sie na randke ze mna umowic (a wlasciwie to chyba chcial). Niby wszystko z nim w porzadku gdyby nie mala przeszkoda. Facet ma nazeczona, 20 lat starsza.... niedawno tu jeszcze byla. No coz ja zainteresowana nim nie jestem. We srode kilku uczniow nie przyszlo na moja lekcje. Grali sobie w kosza. Usprawiedliwaili sie pozniej ze sie ciezko na mnie obrazili bo we wtorek rozsypalam ich prace domowa (wypracowania) po klasie. No coz, nie cala prace domowa tylko te kartki ktore byly wielkosci 5x5 cm. Wszystkie wypracowania napisane porzadnie w zeszycie zabralam I sprawdzilam. No przepraszam bardzo ale myslalam ze oni sobie ze mnie zartuja. Praca domowa, wypracowanie mialo byc na 100 slow, mieli tydzien czasu!!!!!!! A oni mi przynosza kartki 5x5??????????!!!!!!!!!!I to oni czuja sie pokrzywdzeni??No coz, jesli wczesniej czuli sie pokrzywdzeni to teraz tym bardziej maja ku temu powod. Ja nie chce byc ich wrogiem, staram sie nie byc ostra i pomagac im jesli tylko tego chca, ale drwin nie zniose, i to jedno musza sobie zapamietac. Wlasciwie to dzieci sa mile. W tym togodniu zajecia z jedna z klas mialam odwolane bo klasa miala dyzur. Sprawa rozchodzi sie o sprzatanie. Dzieci sa zaganiane do sprzatania calej szkoly, przynoszenia wody do dystrybutorow w pokojach nauczycielskich i wszelkich innych robot. A codziennie przez caly dzien szescioro stoi w bramie i jak tylko jakis nauczyciel wchodzi mowia dzien dobry w jezyku, ktorego sie ucza (w pierwszym tygodniu klasa niemiecka miala dyzur wiec caly tydzien bylo Guten Morgen, obecnie jest Good Morning, zapowiada sie Bonjour i Buenos Dias) A w piatek znow kolacje mialam i znow w tej samej restauracji. Jak zajechalysmy tam z Basia, Ushi i jeszcze jedna dziewczyna (chinka) spotkalysmy wychodzacego Rysia ktory wlasnie skonczyl kolacje. No coz, co raz wiecej ludzi knajpke ta odkrywa. Na razie to by bylo na tyle. Mam nadzieje ze nie bede musiala znow paluszkiem grozic (choc ostatnio bardzo poskutkowalo) tylko wszyscy czytajacy tego mailika jak najszybciej pospiesza z odpowiedzia i milym komentarzem Pozdrowienia i usciski Monika |