Witam wszystkich pewnie sie za mna mocno steskniliscie. na to wskazuja te wszystkie maile, ktore otrzymalam po ostatnim lisciku.Od tamtej pory mnostwo sie wydarzylo. Zajmijcie wiec wygodne miejsce bo liscie bedzie ciut dlugawy. Pierwsza wiec, o ktorej zapomnialam wspomniec poprzednio to ta ze biedny Marc przenosil jakas pralke i spuscil sobie ja na stope lamiac przy okazji duzego palca. Nic nadzwyczajnego zdarza sie. Marc pojechal do szpitala, tam mu paluszka poskladali, zalozyli szwy itp i to bez najmniejszej dawki znieczulenia. Palec byl na tyle mozno zraniony ze mogl swa kocs ogladac i to wcale nie na zdjeciu rentgenowskim. Mimo to lekarze nie uzyli nawet kropelki srodka znieczulajacego, No coz, wyobrazic to sobie trudno, ale po co wyobrazac skoro taka jest rzeczywistosc?? Paluszek zaczal mu sie goic dopiero wtedy jak sam zaczal sobie go opatrywac i oczyszczac i wogle przestal jezdzic do szpitala. No coz palcowi sie nie dziwie. A druga wiadomosci to to ze ten liscik pisze do Was juz z mojego wlasnego komputerka ktorego fotke pewnie wysle. Maszynka calkiem ladna, Toshiba P4 2,8 256 MB. 40GB i DVD-RW. tak tak to ostatnie to nagrywarka dvd :-D Wiem podla jestem ze tak sie przechwalam hihihihihihihi A ekranik mam 15 cali czyli calkiem sporawy :-D no i oczywiscie jest to laptop zwany tez notebookiem a nie jakis pecet :-D A wracajac do rzeczywistosci. weekendzik mialam calkiem spokojny, tak sobie polazilam, za bardzo nie chcialo mi sie bo w tej temperaturze jajko na pierwszym lepszym kamieniu mozna bylo usmazyc.a w niedzielke sie wreszcie wprowadzilysmy do naszego mieszkanka, na te chwile moge stwierdzic ze calkiem przyjemnie sie mieszka, okolica cicha i spokojna no i mamy park nad rzeka po drugiej stronie ulicy. zupelnie jak nie chiny. w poniedzialek bylo za to strasznie, nie dosc ze dalej temperaturka byla piecowa to do naszej szkoly zstapil z wyzyn burmistrz miasta. wlasciwie to przyjechal w trakcie lekcji wiec na ta okazji skrocono pierwsza lekcje i kazano wszystkim zagranicznym nauczycielom (czyli nam) pozostanie w biurze i czekanie na rozwoj wypadkow. po chwili pogoniono nas na plac gdzie jak co tydzien odbywala sie ceremonia wciagniecia flagi (nie burmistrza) na maszt, i gdzie stali wszyscy uczniowie i nauczyciele w rownych rzadkach, ganiano nas w te i spowrotem bo nie mogli sie zdecydowac gdzie mamy stac, wreszcie sie zdecydowali ze mamy stac na koncu za chinskimi nauczycielami, zaspiewano hymn, wciagnieto flage, ktostam cos zaczal gadac, a my stoimy i se dowcipy opowiadamy. nagle poruszenie, do mowcy ktos krzyknal zeby sie zamnknal (doslownie) wkroczyl burmistrz uscisnal nam dlonie (po raz pierwszy tego dnia, lecz nie ostatni) przedstawiono mu nas pobierznie, i se poszedl, no dobra, mowca dalej mowil swoje, nas zagoniono do biura i kazano sie nie ruszac. w miedzyczasie uczniowie sie rozeszli do klas. w miedzyczasie nadeszla pora drugiej lekcji. no coz my siedzimy jak nam kazano.nagle wpada jeden z miejscowych nauczycieli i kaze nam szybko biec do glownej bramy, to my lecimy, tam kazali nam sie ustawic do fotek z burmistrzem (drugie uscisniecie lapek) i kamerowania, potem zagoniono nas szybko do biura, i dalej siedzimy, nagle ktos wszedl i kazano nam isc do klas na lekcje, to ja sie zbieram i ide a tu wpada babka mowi ze mamy nigdzie nie isc bo burmistrz idzie. przyszedl, uscisnal nam lapki po raz trzeci, jeszcze raz mu nas przedstawiono i se poszedl. lubie faceta za to ze nie wyglosil nawet jednego slowa przemowienia. a przemowienia tutaj lubia jak pokaze w pozniejszej czesci listu. wtorek uplynal dosyc spokojnie i bez wiekszych wydarzen za to w oczekiwaniu na srode - dzien nauczyciela. gdy nadeszla zrobilo mi sie calkiem przyjemnie, bo od kazdej z moich 4 klas dostalam prezencik, odjednej szklane jablko, kartke i gozdzika, od drugiej kubek kawy (dziwnypomysl) od trzeciej koszulke z podpisami wszystkich 50 duszyczek (tylko ta jedna mam taka duza klase reszte podzielone na spolke z markiem lub davidem po dwadziescia pare) a od 4tej serduszka czekoladowe dove (trzeba wziasc pod uwage ze tutaj prawdziwa czekolada jest luksusem dosyc drogim) oj calkiem milo bylo, biedna basia od swoich 2 klas niemieckich nie dostala nic :(, mark dostal kubek kawy (od tej samej klasy co ja bo uczy druga polowe) i ciastko ksiezycowe (taka tu tradycja, z okazji swieta, jesieni a swieto to bylo wczoraj czyli 12.09, je sie specjalnie ciasteczka ksiezycowe). smiac mi sie chce jak przypomne sobie ze jeszcze dzien wczesniej mark, ktory uczy tu drugi rok, sie chwalil ze swoim 4 klasom przypomnial o dniu nauczyciela i prezentach. za to najladniejsze prezenty dostal david, skarbonki, kwiaty itp, ale jego znaja tu od czerwca. no ale liczy sie pamiec i ja ze swoich prezentow, no moze oprocz kawy, jestem zadowolona. A po poludniu wszyscy pracownicy szkoly pojechali do najlepszego hotelu w miescie jesli nie w prowincji, cale 5 gwiazdek, i tam w restauracji byla okolicznosciowa kolacja ze stolem szwedzkim, a czego tam nie bylo, sery zwykle i plesniowe!!!!!!!!!! (ser w chinach to jak snieg na saharze) spaghetti, owoce morza, tutaj popularne, chleb, swieze warzywa (rzadko na takie tu sie trafia, zazwyczaj sa rozgotowane na breje) i ciachaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, oprocz tortow ktore skladaja sie z kremu i ozdob (bez ciasta prawie) to zadko tu takie ciacha jak np ptysie mozna spotkac. a tam byly, czyli kolacja naprawde 5cio gwiazdkowa. ale zanim do kolacji to byly przemowienia, piosenki (min jedna z nauczycielek muzyki, glos przewspanialy, skala przewyzsza edyte gorniak, wedlug mnie powinna to robic zawodowo bo naprawde potrafi wiele) i przemowienia, i piosenki, i tak z godzine, a tu wszystkim w brzuchach burczy i slinka cieknie na widok zarelka.nareszcie czesc oficjalna sie skonczyla i zaproszono nas do konsumpcji, zeby sprawiedliwosci bylo zadosc, pierwsi do stolu zostali dopuszczeni wybrancy czyli dyro szkoly, oficjele i my :-D. glupio mi bylo bo siedzielismy przy dosc duzym stole, a reszta szaraczkow musiala czekac na swoja kolej (stolik nr 15 wiec troche poczekali)ale wreszcie wszyscy mieli jedzonko, david i mark 3 razy wracali z pelnym talerzem, ja sobie od razu zapakowalam na jeden jedzonko na drugi deser :-d (co bede dwa razy chodzic) oczywiscie bylo calkiem przyzwoite czerwone wino (wcalenie marki wino) i piwko. jak juz sobie wszyscy podjedli a niektorzy podpili nadeszla czesc mniejoficjalna, czyli tak popularne tu karaoke, spiewaja wszyscy i wszedzie. od nas najpierw poszedl david z piosenka franka sinatry "my way" nawet calkiem mu to wyszlo choc spiewal a'capella bo muzyki do tego nie mieli. po jakims czase zaprezentowal sie rysiu z jakas francuska piosnka, sentymentalna i nie na jego mozliwosci wokalne. potem byl marc i "hotel california" a potem zachcialo im sie posluchac mnie, ja sie bronilam ale niestety mark mnie prawie wyniosl na srodek wiec musialam, a ze zadna osoba po polskiemu nie ponimajet (chciali polskiej piosenki) to im zaspiewalam autobiografie, no wiecie, radio luksemburg, odwilz komunistyczna, darowano reszty kar politycznym wiezniom, czyli jak na kraj komunistyczny piosnka calkiem na miejscu ;-) a po mnie spiewala Basia, jakas smetna niemeicka pioseneczke, wyszlo jej calkiem neizle. A wlasnie jakby ktos mial ochote posluchac moich mozliwosci wokalnych sluze uprzejmie dzieki uprzejmosci rysia ktory niestety to nagral. oj rozpisalam sie a to jeszcze nawet do czwartku nie doszlam. no ale wracajac do srody. po imprezce w hotelu (podczas ktorej bawilam sie wysmienicie, david obtancowal wszyskie panny przy naszym stole, jak na swoje 63 wiosny rusza sie calkiem sprawnie) poszlismy jeszcze do pubu (my tzn ja, basia, mark i david 2 - australijczyk, kumpel marka, nie uczy w naszej szkole) no coz, bar byl pod karaluchem, i to doslownie, mozna bylo wyscigi im uzadzac, polecam obejrzenie filmu Joe's apartment, bedzie wiadomo o co chodzi. a potem wrocilysmy do domku przespalysmy nocke, poszlysmy do szkoly, basia wrocila wczesniej i akurat przyszli panowie zakladac internet, ale poniewaz zalozyli tylko jedna linie, ja neciku nie mam, ale to tylko kwestia czasu i bedzie hub (urzadzonko do ktorego podlacza sie jedna linei internetu i kilka komputerow) a potem.... poniewaz jak wspomnialam wczesniej bylo akurat swieto jesieni biuro spraw zagranicznych zoorganizowalo wypad za miasto dla nauczycieli o pochodzeniu innym niz chinskie. w zyciu tylu nie widzialam zagramaniczniakow w jednym miejscu co wczoraj, bawilam sie caly czas wysmienicie.na samym poczatku poznalam troche nowych ludzi, pare osob juz znalam, poniewaz moja szkola UwB cwiczyla nas w mowieniu z brytyjskim akcentem, i poszlo im to tak dobrze ze nawet brytyjczyk sie nabral. wchodze do autobusu, a mily starszy pan do mnie English???? (chyba chodzilo mu o anglie) a ja nie Polish hihihihihihi nawet zaczelam szlifowac moj niemiecki, bo choc z basia gadamy po angielsku, poznalam chrisa, niemca ktory mnie zmusza do szprechania. no ale wracajac do wypadu, mialo to byc do wioski ekologicznej, co prawda wyrazow ekologiczny i chiny nie uzywa sie normalnie w tym samym zdaniu ale tym razem uwierzylam. no coz, zielono bylo ale co to ma wspolnego z ekologia?? powitaly nas na miejscu biale golebie nauczone jesc kukurydze z reki. wszystkim sie podobalo oprocz jednego pana przed ktorym uciekaly i za nic mu sie chcialy na rece usiasc.potem byly oczywiscie przemowienia a potem przegonili nas (szybciej szybciej) przez a'la muzeum przyrzadow wiejskich. nastepnie mielismy przyjemnosc obejrzec wyscig swin po torze z przeszkodami (byly to 2 kola przez ktore musialy przeskoczyc, jedno plonelo zywym ogniem, a propos ma ktos ochote na pieczony boczek???) potem pokazano jakies dziwne przyrzady do przelewania wody, nie mam pojecia do czego mogly sluzyc oprocz pokazywania turystom. a potem zabrano nas do domu jednego z mieszkancow wioski gdzie mialam okazje zobaczyc tradycyjne chnskie piekne meble a na nich nowoczesny telewizor. klulo w oczy strasznie.nastepnie zawieziono nas na szczyt wzgorza gdzie zjedlismy upieczone przez nas samych na grillu (po 6-7 osob na jednego grilla) miecho i warzywka (zastanawialam sie czy te skrzydelka to byly kurczece czy z tych golebi co je na poczatku widzielismy, skad pochodzila wieprzowinka tez sie domyslam :-/) coz, pomimo ze siedzielismy dosyc blisko tego grilla a wokol bylo dosc cieplo (choc w ostatnich dnaich sie ochlodzilo) to bylo dosyc przyjemnie, bawilam sie wybornie. a przy okazji, jeszcze w drodze do wioski spotkalam "kuzyna" amerykanin ktorego dziadkowie pochodzili min z bialegostoku:-D takze zrobilo sie calkiem rodzinnie. po kolacji na ktorej sie i tak nie najadlam, poszlismy ogladac wystepy, najpierw uraczono kilka osob szmpanem typu szmpanskoje igristoje, potem zobaczylam tort (tylko zobaczylam, potem zniknal) a nastepnie byly wyscigi, 4 osoby jedna za druga, na nogach maja cos w rodzaju nart jedna na lewe nogi druga na prawe. musieli tak razem isc pare metrow, nastepnie zjesc wiszace na sznurku ciacho ksiezycowe i ta sama metoda wrocic. smiechu bylo duzo zwlaszcza ze wokol gosci honorowych czyli nas byl wianuszek mieszkancow pobliskich wsi. potem podobny wyscig tyle ze miejscowi kontra przyjezdni, chinczyki grali nie fer bo pozrywali sznurki i jedli ciacha rekami. no ale wygrali. potem byl pokaz walk wschodnich typy szaolin, swietne naprawde. nastepnie wyscig bialych krolikow tzn czlowiek przekonac musial krolika zeby ten zechcial biec do mety, udalo sie Jamesowi ktory niemalze calowal krolika w tylna czesc ciala, ta na ktorej zazwyczaj kroliki siedza. rysiowi krol nawet nie wystartowal, najwidoczniej metoda lizania 4 liter znana u nas skadinad, jest jednak bardzo wydajna.potem byly tance, kazdy dostal po ciachu i posiedzielismy troche, byla juz 9 i nas pogonili do autobusu i wrocilismy. A zapomnialam jeszcze, oczywiscie z kuzynem potrzymalismy wizerunek polaka alkoholika. traf chcial ze znalezlismy kratke piwa, cala. no i pojawil sie nowy dowcip, jak rozpoznac polaka wsrod innych zagraniczniakow?? to ten z krata piwa. ale jak na dobrych chrzescijan katolikow przystalo podzielilismy sie z innymi. droga powrotna uplynela calkiem milo i dosc szybko.uf namachalam sie, puchna mi paluszki. poniewaz dzis raczej nic ciekawego sie nie wydazylo przemilcze wiec piatek i anstepny liscik zaczne od soboty. pozdrawiam wszystkich, tych ktorzy zasneli podczas moich wywodow takze, dziekuje za wszystkie mailiki a szczegolnie te, jak slusznie Adam zauwazyl, bez polskich znakow, tak wiec czekam na dalsze komentarze od wszystkich!!! caluski i usciski M ps basia wlasnie przeniosla naszego pierwszego karalucha do swiata przodkow. nie byloby w tym nic dziwnego gdyby nie to ze tutejsze karaluchy maja jakies 6-7 cm dlugosci i potrafia latac, te male w lazience juz mnie przestaly obchodzic, ostatnio cwiczymy razem spiewanie piosenek, jeszcze raz polecam Joe's apartment. |
| KOMENTARZE |