POPRZEDNI LIST
STRONA GLOWNA
WSZYSTKIE LISTY
                                                             Witam serdecznie.
Jak pewnie zauwazycie pominelam jeden tydzien. Nic szczegolnego sie w jego ciagu nie wydarzylo. No moze poza jednym faktem ze moj rower, pomimo ze ma kolka, dostal jeszcze w dodatku nog i postanowil wyruszyc w swiat z kims innym zostawiajac mnie sama na pastwe losu. I zmuszajac do poruszania sie na piechote. Ja bym zrozumiala gdyby sie on ulotnil gdzies w srodku miasta. Ale niestety stalo sie to pod domem, w miejscu gdzie wszyscy zostawiaja rowery, miejscu niedaleko strazniczej budki, ktore teoretycznie powinno byc bezpieczne. Hmmm teoretycznie..... A taki byl ladny ....
Za to poprzedni tydzien spedzilam w towarzystwie Thomasa. Postanowil odwiedzic mnie tutaj i sprawdzic na wlasne oczy dlaczego ja tak lubie to miasto. I niestety. Przed wyjazdem przyznal szczerze ze jest calkiem niezle i sam nie mialby nic przeciwko mieszkaniu tutaj. Porownujac z Hong Kongiem i innymi miastami w Chinach wybral Ningbo.
Oczywiscie zeby go oczarowac pakazalam mu wszystkie najladniejsze meijsca, najlepsze kanjpy itp itd. Dwa razy bylismy w restauracji po drugiej stronie ulicy. Tej z przepyszna dziczyzna. Nadal smakuje wybornie. dziczyzna, nie restauracja oczywiscie.
Widzielismy takze fontanny. wlasciwie to poszlismy na Tian Yi zaraz pierwszego wieczoru i ogladalismy fontanny mimo mzawki. Ale jak sie na dobre rozpadalo to postanowilismy znikac. Potem jeszcze pare razy bylismy tam. Niestety nie udalo nam sie zobaczyc pokazu laserow gdyz akurat sie zepsuly. Siedzielismy na laweczce z Thomasem i Basia, czekajac. Ale zlosliwosc rzeczy martwych. Jak tylko udalo nam sie zajac najlepsze miejsca, siedzace i to w dodatku w pierwszym rzedzie lasery sie popsuly. jedyne widowisko jakie mielismy to grupa facetow latajacych po pokoju z ktorego to emitowano te lasery i probujacych cos tam naprawiac, sprawdzajacych wtyczki. Ale i tak nic z tego nie wyszlo. zamiast siedziec i marznac poszlismy na kolacje.
A wlasnie. Zaczelo sie robic zimno. Osoby nieponformowane chcialabym zawiadomic ze w CHinach obowiazuje podzial na polnoc i poludnie. Polnoc znajduje sie na polnoc od rzeki Yangcy (poszukajcie na mapie) i domy tam sie znajdujace maja ogrzewanie. Natomiast na poludnie od rzeki (nawet 1 kilometr co nie daje duzej roznicy w klimacie) ogrzewania nie ma i trzeba marznac. Za to wszyscy niemalze  maja klimatyzacje i/lub wiatraczki :D
Nareszcie pozwiedzalam troche tu u siebie aby bylo wbrew powiedzeniu "Cudze chwalicie..." Ningbo nie jest miastem nastawionym na turystow, raczej na biznes uciekajacy z Szanghaju przed drozyzna.  Mimo to jest tu prae miejsc wartych odwiedzenia. Ponizsze moze zabrzmi jak z przewodnika ale obiecuje fotki, ktore sa calkiem ladne beda podpiete do opisow.
Najpierw odwiedzilismy swiatynie Krolowej Mazu. Mazu zyla w  okolicach Chrztu Polski. Jak podaje legenda urodzila sie tajemnicza i inteligentna. Na codzien zajmowala sie uzdrawianiem,pomaganiem biednym, walka ze zlem oraz ratowaniem tonacych w morzu. Po smierci zostala ogloszona boginia Morz a potem Pania a nastepnie Krolowa Niebios. jej swiatynie mozna znalezc w ponad 30 krajach swiata na 4 kontynentach.
Tyle historii.
Swiatynia doslownie przepiekna. Oczywiscie jest to tylko replika, gdyz oryginalna swiatynia, jak wiele innych zostala zniszczona w czasie rewolucji kulturalnej. Jest to smutna karta w historii tego kraju do ktorej jednak rzad sie przyznaje i probuje naprawic bledy poprzednikow. Dlatego odbudowuj sie coraz wiecej swiatyn czy miejsc atrakcujnych turystycznie lub kulturowo.
Wnetrze swiatyni jest podobne do innych tego typu budowli. Wchodzi sie prze duza brame na dziedziniec otoczony budynkami mieszkalnymi. Potem nastepna brama i nastepny dziedziniec. W sumie jest ich trzy. Na kazdym dziedzincu znajduje sie scena. Swego czasu osoba tam mieskzajaca albo sama byla na jednej z tych scen albo ogladala roznego rodzaju przedstawienie. Jednak sceny byly uzywane tez do roznych ceremonii.
Nawiasem mowiac, dawni Chinczycy mieli jakas manie przesladowcza. jeszcze dzis widuje sie stare budynki otoczone wysokimi murami z jedna tylko brama typu "My home is my castle" Nikt nieproszony nie mial tam dostepu, oczywiscie nie bylo takze widac co sie dzieje na dziedzincach.
Nastepnie zawedrowalismy do Tian Yi Ge, jedna z najstarszych bibliotek kraju. Ciekawe miejsce dla osob zajmujacych sie historia ksiazek. Jedyna atrakcja dla osob nie bedacych molami ksiazkowymi sa przepiekne ogrody z niewielkimi labityntami skalnymi, oczkami wodnymi itp.
A w weekend pojechalismy do hangzhou, mista w ktorym poprzedni spedzilam roczek. Samo misto sie nie zmienilo, jednak jego najwieksza atrakcja turystyczna - jezioro Zachodnie - jak najbardzie. Wreszcie zatrudniono chyba jakiekos porzadnego planiste, zmieniono uklad ulic wokol bajorka i zburzono stare zabudowania i wybudowano nowe. Zmienilo sie nie do poznania i to w ciagu zaledwie roku. TYLKO W CHINACH. U nas szlo by latami. A tu pare miesiecy i gotowe. Nowe sa tez fontanny, promenada, ogrodki nie z piwem a z herbatka itp.
Jednak nie zmieniono najwazniejszego. Bajorko jak bylo tak jest doslownie zasyfione. Zapach okropny, woda mulista, pobliskich wzgorz nie wodac bo sa zasloniete przez smog.
Wlasciwie to do hanzghou pojechalismy na zakupy. jest tam ogromny rynek na ktorym mozna kupic jedwabie, jedwabie i tylko jedwabie. Nigdy dosc pieniedzy, bo rzeczy tam sprzedawane sa naprawde zachecajace do kupna.
Potem wybralismy sie na Plac WuShan, niedaleko znajduje sie odrestaurowana ulica z tradycyjnymi budynkami. Jest to ulica handlowa na ktorej mozna kupic wszelkiego rodzaju cudzenka, pamiatki, obraz itp. I tu znow sie serce krajalo ze nie mozna kupic wszystkiego po trochu.
Dzien zakonczylismy w mojej ulubionej restauracji ktora w godzinach posilku zawsze peka w szwach. Na parterze jest to bardziej bar szybkiej obslugi, za to wlasciwie restauracje znajduja sie na pietrach powyzej. W kazdym razie ja tam nie zachodze. Mnie wystrarcza parter i te przepyszne pierogi, smazony amkaron, smazony banan, i inne pysznosci ktore tym razem mi sie juz nie zmeiscily. A najlepsze ze to wszystko jest bardzo tanie. Za jeden kosz pierogow (10-12 sztuk) placi sie okolo 3zl!!! Jak jzu skonczylismy myslalam ze nie wstane z krzesla :-D
W Hangzhou spedzilismy tylko ejden dzien, ale i to wystarczylo aby wspomnienia ozyly. Wiecej na ten temat znalezc mozecie na mojej stronce poswieconej tylko
Hangzhou.

No coz, potem byl juz nowy tydzien ale to historia na calkiem nowy list.

NASTEPNY LIST
GALERIE:
SWIATYNIA MAZU
TIAN YI GE
HANGZHOU
NINGBO
KOMENTARZE
DODAJ KOMENTARZ
Hosted by www.Geocities.ws

1