| Witam sedecznie. I znow minelo sporo czasu zanim sie zabralam do pisania. Ale tym razem niestety bylo to z braku czasu. Nio to juz szybciutko nadrabiam Glownym wydarzeniem minionego tygodnia byly moje urodzinki. Niby nic nadzwyzcajnego a jednak We srode jak zwykle mialam zajecia na Uniwersytecie Radiowo-telewizyjnym. Klasa moja jest calkiem mila ale to co zrobili wprawilo mnie w niesamowita radosc. Zazwyczaj mamy dwie lekcje przedzielone przerwa. Na przerwie wyszlam z kalsy bo musialam porozmawiac z dziekanem. Gdy wrocilam zastalam zamkniete drzwi. Dzieci te (22-letnie) nie naleza do takich ktore by zrobily kawal nauczycielowi wiec zastanawialam sie co oni tam wyprawiaja. Okna klasy byly pozaslaniane ale nie do konca. Zdolalam zauwazyc ze po srodku klasy (zazwyczaj siedzimy w duzym kole) ustawili stolik, na nim torta i wlasnie zapalaja swieczki. Nie moglam wierzyc wlasnym oczom. Podeszlam do drugich drzwi I te byly otwarte. Uczniowie zaczeli bic brawo i spiewac Happy Birthday. Bylo to dla mnie niesamowite zaskoczenie. Podeszlam do torta a na nim byl napis "Monika kochamy cie" Tego bylo juz za wiele. Myslalam ze sie rozplacze z radosci. Slodkie dzieciaki. Zdmuchnelam swieczki wypowiadajac glosno zyczenie zeby wszyscy pozdawali swoje egzaminy na piatki. Potem spytalam "to co robmy z tym tortem?" ktos odpowiedzial ze moge go zabrac. Ale oczywiscie ja na to, ze przydalyby sie jakies talerzyki. Takowe szybko sie znalazly. No ale tu byl problem - torcik byl dosyc duzy ale jak by go tu pokroic aby wystarczylo dla 50ciu duszyczek?? Okazalo sie ze talerzykow bedzie dla polowy wiec postanowilismy ze jeden talerzyk bedzie dla dwoch osob. Postaralam sie ladnie i starczylo dla wszystkich. Dla mnie oczywiscie byl kawalek z napisem Monika : I to byl tort numer jeden. We czwartek byla imprezka urodzinowa. Postanowilam ze zrobie ja u Marca; wyjdzie mi taniej niz w domku. Zaprosilam kupe ludzi i oczekiwalam co z tego wyniknie. Niestety byl to czwartek I wiekszosc osob nie mogla przyjsc z roznych powodow. Glownym bylo to ze na drugi dzien rano do pracy mieli. Mimo to przyszli wszyscy nauczyciele angielskiego z mojej szkoly, plus Richard ze swoja lepsza polowa, Evelin i Eckhart (para Niemcow ktora poznalam w klubie niemieckim) i oczywiscie David ze swoja zona Jenny. Jeszcze przed imprezka Basia przyniosla dla mnie torta. Dodatkowo przyszla tez Spring i przyniosla mi torta od szkoly razem z bukietem kwiatow. Poniewaz jestem znanym lasuchem, obie slodkosci niezmiernie mnie ucieszyly. Torta od Basi zabralam na impreze, torta szkolnego wsadzilam do lodowki (zjadlysmy po kawalku nastepnego dnia a reszta jeszcze siedzie w zamrazarce) A za to w piatek, spakowalam szczoteczke do zebow I polecialam na urodzinki do hong kongu. Niestety na miejscu otrzymalam niezbyt mily present. Oniewaz Thomas musial pracowac poprosil swoja byla uczennice z ktora sie przyjaznil aby mnie odebrala z lotniska. Pare tygodni wczesniej on odbieral jej znajoma wiec pomyslal ze teraz jej kolej. Niestety, jak wyszlam z lotniska nikogo tam nie bylo. Nikt na mnie nie czekal. Postalam tam pol godziny i dalej nic. Pomyslalam ze nei bede na darmo sterczec na srodku terminala. Poszlam zmienic pieniadze i zadzwonilam do Thomasa - nie odebral. Zadzwonilam do tej uczennicy - glucho. Wreszcie zadzwonilam do Thomasa ciotki i powiedzialam jej ze nikogo nie ma. Na szczescie ona czekala na mnie w domu. No coz. Trzeba sie bylo tam jakos dostac. Z lotniska najszybciej I najbezpieczniej jedzie sie pociagiem. Specjalne polaczenie z miastem. Kupilam billet, wsiadlam w pociag, dojechalam do stacji i tu wsiadlam w taksowke. Na calej trasie czlowiek sie czuje niesamowicie bezpiecznie. Caly czas obserwuja cie kamery, wokol pelno straznikow i pracownikow. No coz, wsiadlam wiec w ta taksowke i mowie dokad chce jechac. A tu facet nie wie. Niestety ja po kantonsku powiedizec adresu ani nazwy budynku nie umialam, tylko po angielsku. On po angielsku nie znal. To ja mowie "Jedz pan, pokaze po drodze" Na moje szczescie stacja jest jakies 20 min piechota od domku a "domek" ma 70 pieter wiec jest swietnie widoczny. Zaraz po wyjechaniu na powierzchnie pokazalam mu palcem i juz bez problemow dojechalismy. Thomas wrocil do domu po jakichs dwoch godzinach. Niestety podroz z pracy zajmuje mu okolo godziny w jedna strone. Ale to I tak blisko. Swego czasu jak mieskzal jeszce u ciotki to w jedna strone do pracy jechal ponad 3 godziny. To tak jakby codzienie do pracy dojezdzac z Bialegostoku do Warszawy. Nastepnego dnia od poczatku jakos wszystko szlo nie tak. Najpierw poszlismy do banku a tam tlum ludzi, potem niemalze bieglismy zeby zalatwic mi wize (za kazdym razem jak wyjezdzam z Chin musze miec wize powrotna). W biurze wizowym zaczeli robic problemy i mowia ze na poniedzialek. Ja na to "jaki poniedzialek??? Toz ja mam bilet na niedziele." A oni ze to juz moj problem. Potem musielismy leciec do domu i dzwonic do biura podrozy w ktorym kupilam bilet i blagac o przelozenie jego. W miedzyczasie stwierdzilam ze to mzoe naszyjnik ktory mialam na sobie przynosi mi pecha. Dostalam go na urodziny i mi sie spodobal. i wiecie, odkad go zdjelam wszystko znow wrocilo do normy, bilet przelozylismy bez problemu, potem inne rzeczy tez gladko pozalatwialismy. Na kolacje urodzinowa Thomas zaprosil mnie do hiszpanskiej restauracji. mieli tam dwoch gitarzystow ktorzy tak sobie chodzili od stolika do stolika i u ktorych mozna bylo zamowic piosenki. Akurat byli przy stoliku obok i zaczeli spiewac Happy Birthday. Okazalo sie ze tam 2 osoby maja urdzinki. Potem podeszli do nas i mi tez zaspiewali to samo, plus jeszcze Thomas poprosil o jakas hiszpanska piesn. Bylo calkiem milo. Pozostale dni minely spokojnie. Choc nie bylo nudno, gdyz jak zwykle mnostwo zalawiania spraw. Najgorsze bylo ze spoznilam sie 2 dni do pracy. udalo mi sie powiadomic Marca, Basie I davida ale za nic w swiecie nie moglam sie skontaktowac ze Spring. Cos z jej komorka bylo nie tak. No ale jakos sie udalo i Marc wzial do siebie moje klasy. Wrocilam do Ningbo we wtorek z zapasem chleba na miesiac. Niestety jak sie David o tym dowiedzial byl zly ze jemu nie przywiozlam. Nie jadl dobrego chleba od 2 lat. Podzielilam sie wiec z nim - dalam mu jeden bohenek pszennego, pelnoziarnistego. mowil potem ze mu smakowal bardzo i zamowil jeszcze 2 bohenki. |
| NASTEPNY LIST |
| KOMENTARZE |
| a fe nieladnie tak sie objadac to bardzo szkodzi na figurke, a swoja droga to niesprawiedliwe,zeby jedni najedli sie i JESZCZE odlozyli do zamrazalnika a drudzy obeszli sie smakiem...nie podoba mi sie wcale a wcale ten list, tak z pewna taka niesmialoscia spytam a moze tam ciut ,ciut zostalo ? ?hm znajac mozliwosci w jedzeniu tortow pewnych osob smiem w to watpic/.......no coz poczekam na list nr, 12 moze tam juz nie bedzie nic o jedzeniu pysznosci .M.S.B. 19/12/2003 |
| niestety musze sznowna Pania zmartwic - w nastepnym lisciku bedzie o jedzeniu a dokladniej o uczcie weselniej. A co do torcika- hmmm zostal jeszcze prawie caly, zapraszalam na swieta, trza bylo przyjechac a nie teraz sie wymadrzac ;-P M. |
| A kto sie ozeni? Nie wiem czy bedzie duzo o jedzeniu bo chinskie wesela to tylko 1, 2 godziny (Anonim) 20/12/2003 |
| Ozenil sie jeden chinski doktor, ktorego poznalam w klubie niemieckim. Fakt ze za dlugo to wesele nie trwalo, ale fotki jedzonka mam, a tego tez nie brakowalo, stoly sie uginaly. M. |