|
|
łóżko
Całe życie spędziłem w łóżku. Nie, żebym był upośledzony, lub żeby mi kazano. Nic z tych rzeczy. To z wyboru. Gdy nauczono mnie mówić zaczęto mnie uczyć chodzenia. Najpierw raczkowałem, jak każdy, potem stanąłem na nogach. Każdy człowiek przez to przechodzi. Ale nie każdy potrafi podjąć ryzyko. Ja to ryzyko podjąłem w dniu gdy wskoczyłem do łóżka na całe sześćdziesiąt pięć lat. Teraz, jak to się mówi, “stoję nad grobem”, a w zasadzie leżę, i dokonuję rozrachunku ze swoim życiem.
Od chwili osiągnięcia dojrzałości, tak fizycznej
jak psychicznej, leżę w łóżku. Położyłem się i tak już zostało. I nie żałuję
ani jednej chwili spędzonej na leżąco. Gdybym mógł cofnąć czas, swoje drugie
życie przeżyłbym tak samo.
Nigdy niczego mi nie brakowało. Pozwoliłem sobie
żyć na kredyt i zamawiałem na co tylko miałem ochotę. Moja wrodzona skromność
była, nie powiem, pewną przeszkodą w „używaniu życia”, lecz z czasem pozbyłem
się nawet najmocniejszych zahamowań.
Oczywiście na początku nie wiedziałem, jak się zachować. Zacząłem więc od tego, że zamówiłem sobie śniadanie. Potem było już lepiej. Rozhulałem się i wreszcie byłem sobą.
Naturalnie, że zamawiałem kobiety. Ale nie tylko.
Ze spokojnym sumieniem mogę powiedzieć, że dbałem i o rozwój duchowy. W
chwilach refleksji wzywałem księży i nauczycieli, znanych myślicieli i
pedagogów, często kilku na raz. Skończyłem więc szkołę, najpierw jedną,
potem drugą, wreszcie uniwersytet. Nie wychodząc z łóżka przystąpiłem do
pierwszej komunii i ani się obejrzałem już byłem po studiach. Moja żona
do dziś ma mi za złe, że gdy inni rozbijali się po świecie, ja leżałem.
Teraz, gdy stoi nade mną, w jej oczach widzę zazdrość. Jest zdania,
że taki człowiek jak ja powinien się wstydzić, a nie uśmiechać. Zazdrości
mi, że nigdy niczego sobie nie odmawiałem. Zazdrości mi skrajnego egoizmu.
Też by tak chciała, ale nie potrafi. Zawsze wstaje przed ósmą, nie dziwota
więc, że nic nie osiągnęła.
Dziś już za późno żeby coś zmienić. W moim przypadku
całe szczęście, w przypadku zaś moich dzieci - gorycz i zgryzota. Dotarło
do nich, że straciłem w końcu zdolność chodzenia i że nie jestem w stanie
utrzymać się w pozycji stojącej dłużej niż godzinę. Zeszłej niedzieli razem
z matką ubzdurali sobie jakiś wspólny wyjazd, choć dobrze wiedzą, że nie
byliby w stanie zrobić ze mną pięciu kroków. Gdy oni łazili za głupstwami,
ja dostawałem odleżyn bo nie chciałem tracić energii. Dziś stoją
nade mną jak sępy i zupełnie nie wiedzą co powiedzieć. Jestem wyrzutem
sumienia dla ich nigdy nie spełnionych zachcianek. Zdolni są tylko do tego
żeby mi poprawić poduszkę pod głową. Tylko na to ich stać. Toteż zostawiam
im swoje starcze, brzydkie ciało, i długi, które będą latami spłacać. Jedyne,
co mógłbym im zapisać, to łóżko. Ale oni i tak by nie wiedzieli po co.
q
|
|
![]() |
|