|
|
Pijemy piwo. Smakuje jak nie
zdatne do picia.
- I tak to jest.
Święta prawda. Ma rację mówiąc tak. Mógłbym coś
dodać od siebie, ale nie ma takiej potrzeby.
- A ty co porabiasz?
Co ja porabiam? Dobre pytanie. Właściwie nic. I
nic i nie-nic. Zawsze się coś robi.
- Uczę się grać na mandolinie.
- Rozumiem.
Siedzimy więc i pijemy piwo. Tak jakbyśmy odprawiali
jakiś rytuał. Jakieś nabożeństwo: dwóch facetów siedzi naprzeciwko siebie
i sączy złocisty napój. Czuję wręcz, że spełniam jakiś obowiązek względem
jakiegoś boga.
- A zresztą, czy to nie wszystko jedno?
Takie pytanie nazywa się pytanie retoryczne. Pytanie bez odpowiedzi.
Bo przecież nie zdobywam się na wysiłek udzielenia odpowiedzi. Co mógłbym
odpowiedzieć? Burknąć coś pod nosem, wymamrotać jakąś sentencję pożałowania
godną.
- A jutro znów od nowa.
Co za wspaniały zwrot: ,,od nowa". Wiele razy zastanawiałem
się nad nim. Zawsze myślałem wtedy nad synonimicznym zwrotem ,,na nowo".
Nie ,,od nowa", ale ,,na nowo". To faktycznie bez różnicy. A jednak…
- Patrz na tego gościa z prawej.
Gość z prawej ma dużą brodę i jest całkiem łysy.
Kiwa głową i śmieje się. Siedzi sam. I podobnie jak my, pije piwo. Ciekawe
jak się nazywa. Ciekawe, jak się wabi. Na dźwięk jakiego imienia reaguje.
Jest albo pijany albo nienormalny. Niestety chyba to drugie. Jakiś nieszczęśliwy
człowiek. Kto wie, może w jego życiu wydarzyło się coś, po czym zapuścił
brodę i zaczął mówić do siebie.
A my ciągle siedzimy. Nabożeństwo zaczyna się przedłużać.
Zmieniają się kapłani i wierni. Jedni wychodzą, na ich miejsce przychodzą
następni. Niesamowita sztafeta alkoholowa. Ale nie tylko. Nawet bardzo
nie tylko. Trudno dokładnie określić co nas tu sprowadziło. Instynkt?
Mijają minuty i nic się nie zmienia. Docierają do
nas głosy. Ogólnie mówiąc rozgardiasz, hałas, taki w sam raz.
Już dłuższy czas nic nie mówi. Ja też nic nie mówię. Przedtem jeszcze
mówiliśmy, później ja przestałem a on gadał, w końcu i on przestał. Nadejdzie
taki moment, że wypowie się to zdanie po którym wstaniemy i pójdziemy sobie.
Ktoś mógłby powiedzieć, że marnujemy czas i myśli.
Że to do niczego nie prowadzi. Jakiś troskliwy człowiek mógłby tak powiedzieć.
Zaproponować nam coś wartościowego. Ale my i tak moglibyśmy mu niejedno
odpowiedzieć.
- Będziemy się zbierać.
- Tak, będziemy się zbierać - odpowiadam mojemu
odbiciu. Wstaję z krzesła i machinalnie ruszam naprzód, ale za szybko,
bo nie wiem kiedy walę głową w lustro, formalnie rozbijam sobie o to lustro
głowę, czuję, że głowa mi pęka, krew się leje, widzę na czerwono.
Dochodzę do siebie. Stoję na dwóch nogach, w środku
koła ludzi, którzy śmieją się ze mnie na całego.
- Będziemy się zbierać - słyszę. - No, chodźmy już.
I rzeczywiście wychodzimy na jasną, szeroką ulicę,
gdzie jest dużo słońca, dużo jasnych ludzi.
q
|
|
![]() |
|