Kultura, humor i muchomór

RAPORT Z WALNEGO ZEBRANIA


    Nikt, nawet organizatorzy nie spodziewali się tak licznej frekwencji. Owszem, część znajomych zawiodła i nie przyszła, za co zostaną surowo i słusznie ukarani (prawdopodobnie grzywną w wysokości 122 cm), ale ci co przyszli (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 dokładnie 9 osób, w tym 3 z ogródka i 1 przypadkowa) zostali sowicie nagrodzeni. Jak? 
A no tak:

Co bardziej wstrzemięźliwi oddali się jedynie inauguracyjnemu, grupowemu waleniu 
(w tzw. „waleń” tzw. „walonkami”). Mniej lub bardziej zdecydowani natomiast, nie poprzestając na tym, uasertywnili swoje naturalne predyspozycje twórcze 
w prawdziwym rżnięciu (wg programu: „dzielenie statutu przez statamtam”). Tak kobiety, jak mężczyźni. 

Śmiechu i oklasków było co nie miara. Pot, bąble na kończynach, czerwone twarze i łzy 
w oczach dobitnie oddawały nastrój wydarzenia, przyjmowany przez Qfadraciq bez podziękowania. 

Koneserzy muzyki rozkoszowali się minutą hałasu, którą uczczono nieobecność wielkich nieobecnych, a więc klasycznych per prokurników: gościa specjalnego Klaudii Schiffer (żałuj, kobieto!) i kilku znajomych, których nazwisk nie wymienimy ze względu na reputację Miesięcznika.

Ani w czasie ustalania poziomu zebrania, ani w czasie podnoszenia tegoż do potęgi drugiej, niespodzianek nie było. 
Poziom zebrania okazał się być poziomem stołu, przy którym obradowała Rada Qfadratowa i jeden członek honorowy. Ów na szczęście siedział a nie stał. (Była to owa jedyna przypadkowa osoba w całym przedsięwzięciu, chcąca wyłudzić za pośrednictwem Qfadraciq’u darmowe piwo w tym lokalu.)

Podnoszenie poziomu do zebrania nastąpiło poprzez odwrócenie stołu do góry nogami. Rzeczy leżące dotąd na niskim poziomie blatu spoczywały obecnie na podniesionej do kwadratu powierzchni – gładzi spodu czterech nóg stołu. Stojąca na takiej powierzchni szklanka z piwem już za chwile stać się miała przyczynkiem do dyskusji na temat kryzysu w browarnictwie. 

Przewodniczący zebrania niechcący stracił ją na ziemię. Szklanka roztrzaskała się, piwo rozpryskało się i kryzys w browarnictwie nie był już problemem zastępczym. Nastąpiło święcenie dyskusji, a następnie jej poświęcenie (przy pomocy stearyny). 
Później wyciągano pierwiastki z Rady Qfadratowej i z członków honorowych per prokurnik. Z Rady – pierwiastki metafizyczne, a więc ogień, powietrze, wodę i ziemię. Dziwnym trafem mieściły się one w prezerwatywach, wybrzuszających kieszenie Rady. 
Z członków wyciągnięto pierwiastki fizycznie, takie jak Radek, Poldek, Chlora, Chlorentyna, Miecio, Wujtek. Długo analizowano coś, co wyciągnął z kieszeni jeden z nich. Nie ustalono, co. 

Legitymacji było od 0 do 823. Można było sobie jakąś wybrać, wygrać albo wylosować. 
Na zakończenie wszystkie legitymacje walające się po ziemi, całe rozlane piwo, cały strzepnięty popiół tudzież ślady butów wszystkich uczestników, zostały zamiecione 
i umieszczone w dużym, żółtym worku plastikowym. Worek zapieczętowano. 

Cóż, na tym kończy się relacja z wydarzenia. Aha, jeszcze jedno – włodarze lokalu "Re" wystawili (ku zaskoczeniu wszystkich) Qfadrciq’owi rachunek za rozpryskane oraz spożyte piwo. Tym nieświadomym gestem na zawsze wpisali się do nieistniejącej Księgi Absurdu.   

(qq)


AKTUALNE WYDANIE
ARCHIWUM

Copyright © Miesięcznik Absurdalny
Hosted by www.Geocities.ws

1