Kultura, humor i muchomór
Redagują Redaktorzy. Kraków - Edmonton.


Samice nie pachną

    Nie tak dawno redakcję Miesięcznika Absurdalnego odwiedziła zamieszkała na Florydzie pisarka i redaktorka, przebywająca w Polsce Danuta Błaszak, wielka przyjaciółka MA, a przyjaciół MA ma niewielu. Poniżej przedstawiamy zapis rozmowy z naszym gościem oraz materiał zdjęciowy.

Był to czas happeningu spowodowanego kłótnią miedzy dyrektorem Domu Grafomanów Edwardem Kulką (patrz nr kwietniowy) a jego kurą domową Marią Kulką. Nasza ekipa, bawiąc na oscypkach u pana Edwarda, otrzymała ją w następującym geście: – Happening wielkanocny robicie? To bierzcie ją. Ja z nią już wytrzymać nie mogę, a wam się przyda.
 

- Jak Ci się podobał Kraków?
(usterka)
Osoba z zewnątrz – Może światło włączyć?
Osoba z zewnątrz – Bardzo śmieszne.
Osoba z zewnątrz – My.
Osoba z zewnątrz – Wy.
- Czyli my.
Osoba z zewnątrz – Nie, on!
- Dobrze. Jak żydowskie dzielnice się podobały, czyli cały Kraków?
Danuta Błaszak – Bardzo.
- Co możesz powiedzieć o aurze krakowskiej? Dużo padało, czy dużo lało deszczu?
Danuta Błaszak – Nie było deszczu.
Osoba z zewnątrz – Ale śnieg, panie.
- Co było na płycie Rynku? Co zwróciło uwagę na płycie Rynku? Na płycie, nie na Rynku.
- Danuta Błaszak – Gołębie.
- Gołe baby.
Osoba z zewnątrz – Gołębie, pan przeinacza tutaj.
- Natomiast, jakie wrażenie zrobiła na Tobie ekipa Miesięcznika Absurdalnego?
Danuta Błaszak – Wspaniałe.
- Druzgocące. A czy to jest eufemizm - „wspaniałe”?
Danuta Błaszak – Brak słów na wyrażenie zachwytu.
- Zachwytu? Ale to nie jest obrona, to jest szczera odpowiedź?
Danuta Błaszak – Szczera odpowiedź.
- Szczera odpowiedź. Jakie ma pani plany na przyszłość, w związku z powyższym?
Danuta Błaszak – Czytać Miesięcznik Absurdalny.
- Cały czas?
Danuta Błaszak – Regularnie.
- Proszę zamilczeć! Dlaczego pani chce teraz wracać do Warszawy, a nie na przykład za tydzień?
- Danuta Błaszak – Bo mam kota.
- Kota? Jak się kot nazywa?
- Danuta Błaszak  – Psik.
- Bzik?
Danuta Błaszak – I jest nie kastrowanym samcem.
- A czy jest możliwe, żeby była nie kastrowana samica?
Danuta Błaszak – Jest możliwe, bo nie kastrowany samiec pachnie i ludzie go kastrują dla jego dobra, żeby nie miał zapachu, a kastrowana samica nie pachnie.
– Kastrowana samica nie pachnie. Kastrowana, nie kastrowana, nie pachnie. Samice w ogóle nie pachną.
Danuta Błaszak – Dla ludzi nie pachną.
- Ale ja odniosłem wrażenie, że pachną samice.
Danuta Błaszak – Ale nie dla ludzi.
- Słucham?
Danuta Błaszak – Ale samica kota nie pachnie dla ludzi.
- Czyli to jest różnica między człowiekiem a zwierzęciem, że samica zwierzęcia nie pachnie, samica człowieka pachnie.
Osoba z zewnątrz – Przepraszam bardzo. Jestem biologiem. Chciałem powiedzieć, że właśnie kotki nie kastrowane pachną bardzo intensywnie, ponieważ znakują swoje terytorium.
- Czym znakują? Proszę tu konkrety, to jest bardzo podniecające, co pan mówi.
Osoba z zewnątrz – Ale tak przy wszystkich?
- Tak, przy wszystkich, tu są sami przyjaciele.
Osoba z zewnątrz – Znakują moczem.
- Ło Jezu! Jak dalej widzi pani przyszłość kota swojego?
Danuta Błaszak – Martwię się o to.
- Martwisz się o to, a nie o kota? To o co się martwisz? Że ktoś go wykastruje, jakiś lokator?
Danuta Błaszak – Tak.
- Ale czy ten kot był koniecznością, czy to była jakaś, jakiś „whim”, jak to mówią w Stanach, kaprys jakiś?
Danuta Błaszak – Koleżanka (niezrozumiale), jak ja będę wyjeżdżać, to kot będzie u niej, ale ja wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ona jest fanatyczką kastrowania.
- Najchętniej wykastrowałaby wszystkich.
Danuta Błaszak – Tak, i mężczyzn też, dla ich dobra.
- To może lesbijka jest?
Danuta Błaszak – Nie. To Marta Merowska, znana poetka.
- Co pani sądzi o kurze domowej Edwarda Kulki?
Danuta Błaszak – Wyjątkowo piękna.
- Jaka rasa? Karmazyn? Brązowy karmazyn? Karmazynowa dama?
Osoba z zewnątrz – Mściciel. Karmazynowy mściciel.
- Co pani sądzi o wypowiedziach Marysi?
Danuta Błaszak – Dopasowane do otoczenia.
Osoba z zewnątrz – Czyli Marysia jest konformistyczna, tak?
Danuta Błaszak – Marysia chciałaby się z kimś pośmiać.
Maria Kulka, kura domowa Edwarda Kulki – Ko, ko, ko, ko, ko, ko, ko, ko, ko!
- Co pani ma jeszcze do powiedzenia odnośnie dzisiejszego happeningu?
Danuta Błaszak – Jest wspaniały.
- Co jest wspaniały, happening, czy Edward?
Danuta Błaszak – Happening jest wspaniały, ponieważ znęcamy się nad zwierzętami.
- O, to jest bardzo poważny zarzut, ja to będę musiał wycenzurować, bo jak Green Peas nas dorwie, to jesteśmy skończeni.
Osoba z zewnątrz – Grean Peas się zajmuje wielorybami.
- Wielkimi rybami? A co to jest „wielka ryba”?
Osoba z zewnątrz – Wieloryb.
- Co to znaczy?
Osoba z zewnątrz – To, że jest wiele ryb.
- Czyli ławica ryb, to jest wieloryb?
Osoba z zewnątrz – Tak jest. I one wychodzą na brzeg w czasie przypływu.
- W jakim celu wychodzą na brzeg?
Osoba z zewnątrz – Przez przypadek.
- Przez przypływ?
Osoba z zewnątrz – Przez przypadek.
- Nie przez przypływ?
Osoba z zewnątrz – Nie, ale w czasie przypływu.
- W czasie przypływu przez przypadek wychodzą na brzeg ryby. Dlaczego wychodzą?
Osoba z zewnątrz – I potem Green Peas je wrzuca do wody z powrotem.
- I co to znaczy?
Osoba z zewnątrz – Nie wiem, nie jestem Grean Peasem.
- Ale pan jest biologiem.
Osoba z zewnątrz – Ratuje im życie.
- Pan ratuje im życie? Komu, biologom czy rybom?
Osoba z zewnątrz – Green Peas ratuje rybom.
- Green Peas ratuje życie biologom? Czy pan pomyślał o tym, co pan powiedział przed chwilą?
Osoba z zewnątrz – Nie, pan wciska moje słowa w moje...
- Co pan może powiedzieć o fiszbinach jako biolog?
Osoba z zewnątrz – Nic.
- A jako człowiek?
Osoba z zewnątrz – A jako człowiek chciałem powiedzieć, że...
Osoba z zewnątrz – Chciałem przerwać, chciałem powiedzieć, że to nie jest człowiek. To nie jest człowiek, tylko jego klon, a klon to jest drzewo.
- A lipa, to jest co?
Osoba z zewnątrz – To jest wszystko, proszę pana, co tutaj widzę. Podpierana dyktą i zapałkami.
- Dyktą, zapałkami i -  pierzem, jeżeli można dorzucić to nieprzyjemne słowo. Dlaczego pan tu w ogóle przyszedł?
Osoba z zewnątrz – Jest wódka.
- Wódka i kobiety pana ściągnęły!
Osoba z zewnątrz – Wódki się nie wstydzę.
- A kobiet się pan wstydzi?
Osoba z zewnątrz – Tak, bardzo.
- Ale to chyba zależy, jakich.
Osoba z zewnątrz – Wszystkich.
- Przyznam się, że miałem przygotowane pytania, ale pańska odpowiedź zrównała z ziemią pańskie pytania.
 
 

*           *          *

- Co pani sądzi o Wielkanocy w Polsce spędzonej?
Danuta Błaszak – Dwa dni zajęte na rodzinę.
- Ale to nie znaczy, że dwa dni wyjęte z życiorysu?
Danuta Błaszak – Dwa dni, gdzie nakazują zwolnienie tępa i nic nie robienie.
- A był czas na refleksję duchową?
Danuta Błaszak – Był czas na nudę.
- Na nutę? Proszę więc zdradzić, jakiej muzyki pani słuchała w czasie świąt.
Danuta Błaszak – Przeboje z lat 50.
- A kolędy?
Danuta Błaszak – Nie, ale mieliśmy życzenia z choinkami, mieliśmy białe święta.
- Niedawno się dowiedziałem, że nasi rozbiorcy i dawni sąsiedzi, Austriacy, ubierają w choinki jajka. Czy pani się spotkała z tym zwyczajem?
Danuta Błaszak – Nie, nie spotkałam się.
- Czyli można powiedzieć, że w pewnym sensie jest to zwyczaj wyssany z palca.
Danuta Błaszak – Ale mieliśmy białe święta ze śniegiem.
- A białe święta przypadają na jaki okres?
Danuta Błaszak – Na Wielkanoc.
- Na Florydzie? Ale tam przecież w ogóle nie ma śniegu na Florydzie.
Danuta Błaszak – Na Florydzie nie ma śniegu. Raz myślałam, że to śnieg pada, a to z pożaru lasu kapały takie kawałki, ale też białe.
- Czy smakuje pani pizza?
Danuta Błaszak – Pizza jest wspaniała, ale nie aż tak wspaniała jak ten napój, wódka z... czym?
- ... Z syropem malinowym i tabasco, „wściekły pies”.
Danuta Błaszak – No właśnie. Jest to wspaniały pomysł.
- Też tak myślę. (do osoby z zewnątrz) – Co pan myśli?
- Myślę, że życie jest piękne.

*         *          *

- I teraz wchodzimy dopiero w drugą fazę wywiadu, mamy tam jeszcze z pięć minut; myślę, że ja teraz mogę trochę potruć, bo ludzie się zainteresowali wywiadem, słuchacze, czytelnicy; za bardzo ich rozpuściliśmy i teraz trzeba trochę potruć, prawda, żeby poczytali tych parę linijek od musu, bo nie mają innego wyjścia, żeby przejść dalej.
Osoba z zewnątrz – Zainteresowali się, że życie jest piękne.
- Tym się zainteresowali, nie wywiadem, ale tym, że życie jest piękne. To jest ta druga pizza, tak?
Osoba z zewnątrz – Tak.
- Kura jest w porządku. Ja nie wiem, co Edward w niej widzi. Kiedy trzeba, jest cicho, kiedy się odzywa, odzywa się. (do osoby z zewnątrz) Jak z punktu widzenia psychologa wygląda sytuacja Marysi? Jak można ją nazwać – stresem?
Osoba z zewnątrz - Myślę, że nie jest za ciekawa. Myślę, że jest bardzo zestresowana i po prostu źle się czuje w naszym towarzystwie.
- Czyli uważa nas za półgłówków. Nie jesteśmy na jej poziomie.
Osoba z zewnątrz – Nie, to ona nie jest na naszym poziomie. Wydaje mi się, że ona jest indywidualistką, po prostu, i ona nie chce się dopasować do naszego towarzystwa.
Osoba z zewnątrz - Ja myślę, że ona właśnie czuje wyższość nad nami.
- Słuchaj, Maćku, tam jest to ziarno, może byś jej nasypał?
Osoba z zewnątrz – Ona ma już.
- Ma? A, to nie ma sensu.
 

Redakcja MA wyraża uniżone i szczersze niż najcięższy tombak podziękowania Danusi za przybycie do makiety grodu Kraka, wystawionej specjalnie na jej wizytę. Życzymy samych owocnych żniw
i grzybobrań na hałdach literatury.                                                                                                       q

zdjęcia: © Maciej Buś

AKTUALNE WYDANIE
ARCHIWUM

Copyright © 2000 Miesięcznik Absurdalny
Hosted by www.Geocities.ws

1