17 marze w drodze do Muang Sing                                          �                                                                                                                      �    �

Udaje mi si� wsta� i jestem o 8.00 na przystanku. Moja ciężarówka do Udomxai robi porządne wrażenie. To nie jaki� tam koszmarny chiński Fendong czy Dong Feng, to prawdziwy Japoniec ISUZU !!! Czeka jednak a� zbierze tylu pasażerów żeby w ogóle si� opłacało startowa�. Mogłem spokojnie przyjść o jedenastej bo dopiero wtedy ruszy. Spotykam tu Roba z Kanady, który jest totalnym gościem. Nigdy nie widziałem kogo� bardziej rezolutnego. Od początku gada i żartuje jak nakręcony z obsług� pojazdu, z kasjerami, z pasażerami, cho� oczywiście nikt nie ma pojęcia o czym mówi. Ja popijam sobie kaw� w bambusowej poczekalni a on gania po całym przystanku jak zwariowany, nawet gdy jest na drugim końcu słysz� go doskonale. Oczywiście musi by� najarany na maxa. W to samo miejsce jedzie te� Hidde � Japończyk, w białej koszulce Singh Kaffe, która jest niepodważalnym dowodem istnienia Wietnamu w jego życiorysie. Rob � niedawny “weteran� Wietnamu rzuca si� na Japończyka z tysiącem opowieści i dowcipów.

W końcu startujemy, Rob częstuje nas skrętem, potem będzie gada� i gada� jak nakręcony o Kanadzie, która faktycznie musi mie� wiele zalet. Mnie jednak po prostu powala krajobraz, z niedowierzaniem patrz� na niesamowit� dżungl�, która wyrasta przy samej drodze i nachyla si� nad ni� tworząc co� w rodzaju tunelu. Dżungla tutaj to wcale nie s� tylko palmy. Wówczas była by znacznie bardziej przejrzysta. Ale to po prostu stroma jednolita ściana w któr� ciężko by było igłę włoży�. Tworz� j� plątanina drzew bambo, bananowców i jaki� wielkich eukaliptusów, drzew liściastych i takich których liście s� wielkie i troch� przypominaj� dłonie. Wrażenie jest takie jakby ten dziwaczny las wyciąga� ręce aby wciągnąć każdego kto stanie za blisko. Za dżungli wychylaj� si� pasma gór. Jest zaraz po deszczu, i wszędzie unosi si� mgła, rozmywając kształty i barwy, tworząc magiczny krajobraz, który wdziera si� i głęboko zapada w sercu. Z czasem mgła si� rozpływa ukazując w oddali rzek� , płynąc� u podnóża gór Wkrótce potem ciężarówka podskakuje na bambusowym mostku i teraz krajobraz jest ju� zupełnie inny, Powoli uciekaj� za nami zielone pola ryżowe, pełne postaci w słomianych chińskich kapeluszach i kryte strzech� drewniane wioski, których mieszkańcy oczywiście machaj� radośnie do podróżnych. Ten świat jest naprawd� sentymentalny.

Droga któr� jedziemy jest bardzo dobra ( tj, jak na Laos ), podobna najlepsza w całym kraju. Zbudowali j� Wietnamczycy a częś� Chińczycy,ale ci ostatni nie skończyli. Kiedy zaczęły si� krwawe rządy ich kolesiów Czerwonych Khmerów w Kambodży, a Wietnam przy cichym poparciu Laosu rozpędzi� ich na cztery wiatry, Chińczycy z oburzeniem wycofali si� z wszystkich inwestycji w tym kraju. Ciężarówka Isuzu mknie jakie� 70/ h. Jest to prędkość jakiej nigdy wcześniej tu nie spotkałem. Wraz z Robem gratulujemy naszemu Japońskiemu koledze tego Izusu, zwłaszcza kiedy z polotem wyprzedzamy jakiego� chińskiego Dengfonga.

Poniewa� wszyscy jedziemy do tego samego miejsca Muang Sing � królestwa plemion górskich i opium, zostajemy w Udomxai dosłownie chwilk� i łapiemy si� na Chińczyka do Luang Nam Tha. W ciężarówce doznaje idiotycznego wzruszenia. Hidde trąca mnie łokciem i pokazuje palcem tobołek jakiego� rolnika mówiąc “Poland�. Patrz� na jutowy worek na którym pisze : “Zakłady Chemiczne Police S.A. Made in Poland�. Nareszcie jaki� namacalny ślad mojej ukochanej ojczyzny w południowej Azji ! No cóż każdy może by� dumny z tego w jakich dziedzinach obecny jest jego kraj. Hide ma tu swoje Toyoty i Isuzu, Rob i jego potężna Kanada w ogóle nie potrzebuj� dowodów , a ja musz� zadowoli� si� workiem nawozu sztucznego. Dobre i to !

W Luang Nam Tha jesteśmy późnym wieczorem , fuksem udaje nam si� dosta� trzyosobowy pokój za 5000 od łebka u jakiej� młodej sympatycznej pary z któr� nawet gram wieczorem w karty. Kład� si� w końcu spa� słuchając jeszcze przez chwil� jak Rob opowiada o Kanadzie. Musz� przyzna� że jak na kogo� kto tyle lubi gada�, gada wcale ciekawie. Gdybym mia� opisa� to wszystko co nam opowiada, wyszłoby tomisko pojemności :”Wojny i pokoju� tyle ze pod tytułem “Vancuver i okolice � Niech sam lepiej to napisze, ma talent.

18 marca.

Przystanek autobusowy w Luang Nam Tha. Siedzimy w chińskiej ciężarówce czekając czy kiedykolwiek ruszy. Z blaszanego głośnika wydobywaj� si� ociężałe dźwięki fałszem troch� zaciąganej, znanej melodii. “Poznajecie ?� pytam ze śmiechem, moje towarzystwo � to przecie� międzynarodówka ! � Ale nie robi to na nikim żadnego wrażenia � Wiesz nie jest zbyt często grywana w Kanadzie� odpowiada tylko Rob. No tak, zapomniałem, tylko ja tutaj zaznałem smaku tej rzeczywistości albo nierzeczywistości, jak kto woli. Dochodz� kolejni podróżni, jest te� jeszcze jeden Kanadyjczyk. Rob zaczyna z nim gada� o Kanadzie, bo tamten nie jest w tych stron, co on. Do Muang Sing jest 57 km, podróż zajmie na 3 godziny, co daje szacunkowo prędkość poruszania si� mniejsz� ni� 20km/h i będzie straszny tłok.

P>


Dalej
1

Hosted by www.Geocities.ws