| 12-14 marca prowincja Sanyabuli � |
�
|
�
Nie mam na tyle energii ani czasu by opisywa� na bieżąco te dwa dni, spędzone głównie na uganianiu si� za widmem. Bo tak należałoby to chyba nazwa�. Dzięki znajomości z panem Khamphachanhem z Departamentu Lasów, udaje mi si� zebra� kilka danych na temat prawdopodobnej lokalizacji słoni. Dalej z energi� fanatyka jeżdżę sam do wiosek w dżungli, tylko dlatego że kto� widywa� tam słonie. Cho� nie jestem żadnym profesjonalnym przyrodnikiem, wspinam si� z uporem maniaka po s
tromych i tajemniczych zboczach gór, porośniętych dziwaczn� roślinności�, tylko dlatego że kto� wskaza� na t� gór� w odpowiedzi na moje “Saan yu say saan ?� Przecie� jestem w Laosie, który kiedy� zwa� si� Lan Xang,co znaczy w krainie miliona słoni ! Z niezłomn� naiwności� wyobrażam sobie że zobacz� na jakiej� polanie wielkie stado tych kolosów i wyceluje w nie obiektyw mojej śmiesznej idiotenkamery. Potem pewnie podejd� do nich i wygłosz� jakąś patetyczn� mow� na ich częś�, w zamian za co otrzymam słoniowe błogosławieństwo które zapewni mi słoniowe szczęście na wieki.. Wykorzystuje więc każdy moment kiedy pogoda jest jako taka, ale po deszczu jest ona właściwie zawsze niekorzystna. Ślady nawet tak ciężkich zwierząt zabrały strumienie wody. Ja jednak skradam si� bo wydało mi si� że widz� wielki ślad w błotnistej równinie. Płosz� tylko stado bawołów wodnych z pobliskich krzaków. To one maj� zwyczaj tarza� si� w błocie a nie słonie. Jad� więc dalej od wioski do wioski, w każdej zapewne przechodz� do historii jako człowiek, który z obłędem w oczach rysowa� na ziemi patykiem słonia ! Pomimo nie lada wysiłku nie dane jest mi jednak tu ujrze� słonia, cho� jego obecność zaznacza si� wszędzie. Każdy ze spotkanych widuje słonie niemal codziennie. Wszyscy s� ogromnie te� zdziwieni moja obsesj�. Przecie� sło� to nic nadzwyczajnego. “Nie ma słoni w twoim kraju� ? pyta mnie jedyny angielskojęzyczny chłopak ( odwiedza� ojca, sam mieszka w Luang Prabang ) w pewnej wiosce 20 km na wschód od miasta. W innej wiosce, do której dopływam wraz z moim znajomym, małą łódka, mieszka wielu właścicieli słoni. Ale teraz wszystkie s� daleko stąd w dżungli. Jaka� miłosierna kobieta pokazuje mi więc zdjęcie ich słonia na pocieszenie. W końcu umawiamy si� z jednym kierowc� ciężarówki, że zawiezie mnie do wielkiego obozu słoni, 40 km stąd. Zna dobrze właściciela i teren. Spada jednak straszna ulewa a mi brakuje ju� wiary że mogłoby si� przejaśni�. Kapituluj� w obliczu całkowitej przewagi si� natury. Jednak nie jestem całkowicie przybity, w końcu spędziłem ten czas niesamowicie, wszystkie te ludy zamieszkujące t� krain� były dla mnie bardzo życzliwe. W przerwach pomiędzy poszukiwaniami pijałem więc Lao Lao nader często, zapraszany bywałem na wioskowe festyny a nawet proponowano mi małżeństwo. Nie mog� jednak zosta� tutaj dużej. Sanyabuli ma jeszcze jedna wad� � jest położone na szlaku prowadzącym w zasadzie do nikąd. Granica z Tajlandi� jest tu zamknięta i jedynie można zawróci� do Luang Prabang lub próbowa� dosta� si� łodzi� do Vientiane. Zawracam i żegnam t� wbrew pozorom wspaniałą i dziewicz� krain�.15 � 16 marca
W Luang Prabang równie� tonie w deszczu. Tu jednak jest kilka asfaltowych ulic, więc całe miasto nie zamienia si� w bagno. Planuje zosta� tu jeden dzie� i pojecha� do Udomxai ale nie udaje mi si� wsta� wcześnie no i zalegam. Tym razem nie śpi� w sali z Japończykami, Sanyabulii troch� mnie wykończyło, bior� elegancki i komfortowy pokój w innym miejscu no i ciesz� si� tym luksusem jak mog�. Pomimo deszczu odwie
dzam kilka świąty�, których uczniowie zdaj� w tych dniach egzaminy na półrocze, potem maja 2 tygodnie wakacji. Odwiedzam te� Kham Laa żeby spyta� jak poszło i pożegna� si� ostatecznie. Ostatni raz spoglądam na szkołę podstawow�, któr� odkryłem po przyje�dzie i która strasznie mi si� spodobała. Stary obdrapany biały budynek wsparty na kolumnach, troch� w stylu naszego szlacheckiego dworka, którego dziedziniec zawsze pełen jest dzieciaków w niebiesko białych mundurkach. Sam chodziłem kiedy� do podobnej szkoły, stąd przyciąga ona tyle mojej uwagi. Zreszt� to naprawd� wesoły widok, zwłaszcza dzieciaki i ich niespożyte zasoby energii. Mimo że jest błoto chłopaki graj� w “gałę� strzelając z wrzaskiem szmacian� piłk� do bramek z dwóch opon. Dziewczynki ganiaj� si� między nimi bawiąc si� w berka. Inni graj� w jakąś rowerow� gr�. Przypominaj� mi si� � Zabawy dziecięce� Breughla.