— 299 —
XII.
Żal i radość w Niemczech. — Zasadzka na Zwinglego. — Rozporządzenie biskupa. — Archeteles. — Podanie biskupa do Rady związkowej. — Zakaz występowania przeciwko mnichom. — Oświadczenie Zwinglego. — Zakonnice klasztoru Oetenbach. — Odezwa Zwinglego do ludu szwajcarskiego.
Serca sprzyjające
prawdzie Ewangelii nie mało się z niezachwianej stałości Zwinglego ucieszyły.
Szczególnie radowali się nad nią ewangeliccy chrześcijanie w Niemczech; ci bowiem
widzieli się podczas pobytu Lutra na Wartburgu pozbawionymi onego potężnego
zwiastuna prawdy, który pierwszy wewnątrz kościoła głowę swą podniósł. Wskutek
surowego edyktu, który papiestwo na Karolu V. w Wormacji wymogło, przybyło już
kilku duchownych i świeckich zwolenników Ewangelii do Zurycha. Frankfurcki
profesor Nesse, którego Luter w drodze do Wormacji odwiedził, napisał do
Zwinglego: „Jakże cieszy mię nowina o Tobie, że tak potężnie głosisz Chrystusa,
i pomagasz tym, których u nas wściekłość złych biskupów z ojczyzny wypędza” 1).
Ale nie w Niemczech
tylko knowano zwolennikom Ewangelii zgubę; owszem i w Zurychu nie przestawano
naradzać się nad tem, jakby najlepiej pozbyć się Zwinglego. Pewnego dnia
otrzymał on bezimienny list, o którym obydwom doniósł wikarym. W liście tym
stało napisano: „Ze wszystkich stron knują na cię zasadzki; trucizną zgładzić
cię zamierzają. Nigdzie oprócz domu swego nic nie jedz, i nie bierz chleba,
którego Twoja kucharka nie piekła. Znajdują się bowiem ludzie w Zurychu,
którzy ci śmierć poprzysięgli. Wyrocznia, która mi to wyjawia, więcej od
delfickiej zasługuje na wiarę. Ja do liczby przyjaciół twych należę, i jeszcze
mię poznasz.”
W dzień po
otrzymaniu powyższego tajemniczego listu przystąpił do Stähelego prawie w tej
chwili, gdy do kościoła Świętej Wody wstępował, jakiś kapłan i rzekł do niego:
„Jak najspieszniej wynoś się z domu Zwinglego, bo się na nieszczęście zanosi.”
Nie mogąc reformacji zapobiedz słowem, uciekano się do miecza. Gdy się w łonie
społeczeństwa wielkie
1) Zwinglii Epp. 208.
— 300 —
przeobrażenia rzeczy odbywają,
to z brudnej toni jego zawsze i mordercy na powierzchnią
występują. Ale Zwingli pod Bożą stał
opieką.
Nie udały się
zamiary morderców, Z tego powodu prawowite narzędzia papiestwa na nowo się
poruszyły. Na naradzie odbytej z przyjaciółmi postanowił biskup Konstancji, jak
ze wszystkich stron donoszono Zwinglemu, podjąć wojnę przeciwko niemu na nowo.
Reformator spolegając na słowie Bożym, powiedział o nim te słowa: „Ja się ich
prawie tyle lękam, co wysokie brzegi wezbranej powodzi. W imię Boże1)!”
Dnia 2. maja wydal biskup Konstancji publiczną odezwę, w której ani Zurycha ani
Zwinglego nie wymieniwszy wynurzał swe żale, że powstali ludzie podstępni,
którzy przeklęte nauki rozszerzają, tudzież że na wszystkich miejscach uczeni
i prostaczkowie o najtrudniejszych tajemnicach wiary między sobą gadają.
Pierwszy cios trafił Vannera, kaznodzieję przy katedralnym kościele w
Konstancji. „Ja wolę mimo nienawiści całego świata być chrześcijaninem, aniżbym
dla ludzkiej przyjaźni miał zaprzeć się Chrystusa,” powiedział o sobie Vanner.
Przede wszystkim
jednak o to chodziło, aby w Zurychu powstawające stłumić kacerstwo. Faber i
biskup dobrze o tem wiedzieli, iż kilku kanoników w łonie kapituły sprzeciwiało
się Zwinglemu. Postanowiono tedy z powyższej korzystać okoliczności. Pod
koniec miesiąca maja nadszedł list do kapituły i naczelnika takowej, w którym
biskup tak do nich przemawiał: „Dzieci kościoła! kto zginąć chce, temu niechaj
tak się stanie; ale was niechaj żadna moc od kościoła nie oderwie!” Biskup
wzywał kapitułę, aby nie dopuszczała ani do publicznego ani tajemnego
krzewienia nauk, z których kacerstwa i sekty się wyradzają. Gdy na zgromadzeniu
kapituły pismo biskupa czytano, zwróciły się oczy wszystkich obecnych na
Zwinglego. Reformator, wiedząc co to ma znaczyć, odrzekł na to: „Wy sądzicie,
że list ten do mnie się odnosi; dajcie mi go, a ja z pomocą Bożą nań odpowiem.”
Odpowiedź swą wydał
Zwingli pod tytułem: Archeteles, to znaczy „początek i koniec;” spodziewał się
bowiem, iż się na tem sprawa zakończy. W odpowiedzi tej odzywał się o osobie
biskupa z wielkim uszanowaniem, odnosząc początek wszystkich zaczepek przeciwko
prawdzie do kilku burzycieli pokoju. „Albowiem cóżem ja uczynił? Ja zwracałem
uwagę słuchaczów na własne ich rany, i zadawałem sobie pracę, abym
1) Zwinglii Epp. 203
— 301 —
serca ich prowadził do Boga i Syna jego Jezusa Chrystusa. A do tego nie
użyłem żadnych podstępnych napomnień, ale prostych tylko i prawdziwych słów,
jakie lud szwajcarski rozumie.” Następnie od obrony do zaczepki przechodząc,
rzekł: „Gdy Juliusz Cezar śmiertelnie uczuł się być zranionym, udrapował się
płaszczem, aby według przyzwoitości skonał. Wasze ceremonie także skonają, —
starajcie się więc, aby przyzwoicie skonały, i nie przeszkadzajcie, aby miejsce
ciemności zajęła światłość”1).
Więcej pismo
biskupa nic nie wskórało. Wszystkie próby w drodze łagodności spełzły na
niczem; trzeba tedy było stanowczych użyć środków. Faber i Landenberg zwrócili
uwagę swą na sejm, czyli Związkową Radę Szwajcarii. Do niej odnieśli się więc
wysłańcy biskupa i opowiadali, jako biskup do wszystkich duchownych diecezji
swojej wydał rozporządzenie, aby w sprawach wiary wszelkiego nowatorstwa się
wystrzegali, tudzież jako duchowni ci powagą biskupa wzgardzili. Z tego powodu
widzi się on zmuszonym do szukania pomocy Rady Związkowej, aby buntowników do
posłuszeństwa nawrócić i wiarę ojców utrzymać zechciała. Wewnątrz tego
naczelnego zastępstwa narodu mieli przeciwnicy reformacji przewagę. Nie dawno
temu, wydała Rada rozkaz, aby wszystkim kaznodziejom, którzy między ludem
niezgodę wszczynają, zabroniono miewać kazania. Uchwała ta, w sprawie
reformacji pierwsza, żadnych nie wydała skutków. Teraz jednak na surowsze zanosiło
się kroki. Wezwano do Rady Urbana Weiss, proboszcza w miasteczku Eislichpach w
kantonie Baden. Mówiono bowiem o nim, iż nowej uczy wiary i pogardza starą. Ale
za stawiennictwem kilku przyjaciół jego, tudzież po złożeniu sta reńskich
kaucji, którą zborownicy jego pomiędzy sobą zebrali, wypuszczono obwinionego na
wolność.
Rada zajęła zatem
wibitne stanowisko na rzecz ceremonii. Księża i zakonnicy nowej nabyli otuchy.
Zaraz po pierwszej uchwale zaczęli i w Zurychu podnosić głowę. Kilku radnych
Zurycha zwiedzało z poranka i wieczora trzy w mieście znajdujące się
klasztory, i zasiadało z mnichami do stołu. Zakonnicy nauczyli ich, jako w
radzie w sprawie klasztorów przemawiać mają. Rada związkowa oświadczyła się za
mnichami; rada miasta Zurycha znalazła się w kłopotach. Dnia 7. czerwca wydała
ona wyrok, aby w niczem przeciwko mnichom nie
1) Zwinglii Opp. III.
69.
— 302 —
kazano. Lecz gdy rozkaz ten ogłaszano, „pękło coś w sali rady miejskiej z wielkim
łoskotem,” tak iż według doniesienia Bullingera wszyscy się zdumieli. Lecz
pokój bynajmniej nie nastąpił, owszem tem uporczywiej z kazalnicy walczono.
Rada miasta wybrała deputacją, która zawezwawszy do siebie kaznodziei i
mnichów surowo im zakazała, aby kazaniami swemi spokojności ludu nie mącili.
Zwingli odpowiedział na to: „Ja rozkazu tego przyjąć nie mogę; ja wolno i bez
ograniczeń kazać chcę Ewangelią, tak jako przedtem ustanowiono. Proboszczem i
biskupem w Zurychu jestem ja; mnie bowiem opiekę nad duszami powierzono. Ja
złożyłem przysięgę, a nie zakonnicy. Oni zatem muszą .ustąpić, a nie ja. Jeśli
fałszywe rzeczy kazać będą, to ja i na własnych kazalnicach ich przeciwko nim
wystąpię. Jeślibym ja w czymkolwiek przeciwko Ewangelii nauczał, to chętnie za
to poddam się naganie kapituły, ba i każdego pojedynczego obywatela, i chętnie
na karę Rady się zgodzę.” — „My żądamy,” krzyczeli zakonnicy, „aby nam wolno
były kazać nauki świętego Tomasza.” Komisja zastanowiwszy się nad sprawą
orzekła w końcu, aby świętego Tomasza, Skotusa i innych Doktorów spokojnie
zaniechano i jedynie tylko świętą Ewangelią z kazalnicy ludowi głoszono. Tak
tedy znowu prawda zwyciężyła. Ale gniew zwolenników papiestwa stał się jeszcze
zaciętszym. Ultramontańscy kanonicy kapituły nie taili nienawiści swej do
Zwinglego; owszem na posiedzeniach kapituły tak groźnie na niego spoglądali,
jakby go spojrzeniami swymi przebość chcieli.
Wszystko to nie
zdołało jednak zastraszyć Zwinglego. Zakonnicami w klasztorze Oetenbach byiy córki
najprzedniejszych rodzin Zurycha. Tam, dzięki troskliwości księży Dominikan,
żaden dotąd promień światłości przedrzeć się nie zdołał. W oczach mieszczaństwa
wydawało się to pokrzywdzeniem zamkniętych tam dziewic, iż one jedne nic o
Ewangelii wiedzieć nie miały. Większa Rada wydała rozkaz, aby Zwingli udał się
do ich klasztoru. Reformator, wstąpiwszy na ambonę, która jedynie księżom
Dominikanom dotąd była przystępną, kazał tam „o jasności i pewności słowa
Bożego”1). Wyśmienite kazanie to wyszło później drukiem i obfite
wydało owoce; ale też nie mało przyczyniło się do rozjątrzenia mnichów.
Do pomnożenia
nienawiści tej inna jeszcze przyczyniła się okoliczność. Pod dowództwem Steina
i Winkelrieda ponieśli
1) Zwinglii Opp. I.
66.
— 303 —
Szwajcarowie krwawą klęskę pod miasteczkiem Bicocea r. 1522. Mętnie rzucili
się oni tam na nieprzyjaciela, lecz artyleria Pescary i piechota Frundsberga
(tego samego, który Lutra u drzwi wormacyjskiej sali powitał) rozproszyły
dowódzców i chorągwie ich, i całe zastępy Szwajcarów pokrywały pole.
Winkelried, Stein, Miilinen, Diesbach, Bonstetten, Tschudi, Pfyffer zostali na
pobojowisku. Największe zaś straty opłakiwał kanton Schwyc. Wśród powszechnego
lamentu i żalu powracały niedobitki wojsk szwajcarskich w
strony ojczyste, gołe tylko z okropnej onej walki unosząc życie. Od Alp aż do
gór Jura, od Rodanu aż do Renu jednogłośne rozlegały
się jęki boleści i przerażenia.
Nikt atoli nie
uczuł bólu tego głębiej od Zwinglego. Natychmiast napisał on „Głos napomnienia
Bożego itd., do szanownych obywateli kantonu Schwyc,” w którym usiłował się
mieszkańców kantonu tego od zagranicznej oderwać żołnierki. Pełen zapału i
miłości ludu swego te powiedział on słowa: „Przodkowie wasi walczyli przeciwko
nieprzyjaciołom, broniąc wolności ojczyzny, ale za pieniądze nigdy oni ludzi
nie zabijali. Te wojny zagraniczne niezliczone klęski na ojczyznę naszą
sprowadzają. Plagi Boże nas za to nawiedzają, a wolność Szwajcarów stała się
igraszką samolubnej przyjaźni i śmiertelnej nienawiści zagranicznych książąt.”
Zwingli podał i tym sposobem pomocna rękę Mikołajowi von der Flüe, i z nim
razem w celach pokoju do narodu szwajcarskiego przemawiał. Odezwa ta takie na
umysły Rady powyższego kantonu wywarła wrażenie, iż powzięto uchwałę, według
której przez 25 lat `w żadne z nikim nie miano wdawać się układy. Niestety,
wpływy stronnictwa francuskiego znowu przeważyły, tak iż uchwałę tę cofnięto.
Odtąd stali się obywatele kantonu Schwyc najzaciętszymi wrogami osoby i dzieła
Zwinglego. Wszystkie klęski, które zwolennicy zagranicznej służby na ojczyznę
swą sprowadzili, powiększały tylko nienawiść ich do onego mężnego duchownego,
który ojczyznę swą od tylu nieszczęść i hańby pragnął ocalić. Przeciwko
Zurychowi i Zwinglemu coraz jawniej nieprzyjazne tworzyło się stronnictwo.
Obrządki I kościoła i podstępy werbowników, doznawając ze strony Zwinglego
oporu, połączyły się z sobą, aby stłumić potężny ruch reformacji, który groził
im zagładą. Równocześnie rosła i za granicą liczba nieprzyjaciół. Nie tylko
papież, lecz i inne świeckie książęta śmiertelną reformacji poprzysięgły
nienawiść. Ona bowiem powstrzymywała halabardy Szwajcarów, które ambicję i dumę
ich nie jednym uwieńczyły zwycięstwem. Lecz Bóg
— 304 —
i najszlachetniejsi mężowie narodu stali
po stronie Ewangelii. Oprócz tego sprowadziła Opatrzność Boska dla służby
reformacji mężów z rozlicznych krajów Europy, którzy z powodu prześladowania
dla wiary z ojczyzny swojej uchodzili.
–––––––––– • ––––––––––