— 293 —

 

XI.

Zwingli walczy przeciwko ustawom ludzkim, — Rozdrażnienie umysłów podczas postu. — Prawda rośnie w boju. — Wy­słańcy biskupa. — Skarga wytoczona przed duchownymi i do Rady. — Apelacja do Wielkiej Sady. — Koadjutor i Zwingli. — Odpowiedź Zwinglego. — Uchwała Wielkiej Rady. — Stan sprawy. — Zaczepka Hoƒmanna.

 

                   Zwingli doznawszy w patriotycznych uczuciach serca swego zawodu, poświęcał się z tom większą gorliwością ka­zaniu słowa Bożego. Słowa jego coraz większą odznaczały się siłą. „Ja niczego nie omieszkam,” rzekł Zwingli, „coby się do przywrócenia starodawnej jedności kościoła chrześcijańskiego przyczynić mogło.” Na początku roku 1522 wykazał on ludowi, jak bardzo się nauki Ewangelii od ludzkich ustaw różnią. W czasie postu głosił prawdy Ewangelii z zapałem i założywszy tym sposobem fundament nowej budowli brał się następnie do uprzątania rumowiska. „Od czterech lat pragnącymi sercy przyjmowaliście naukę Ewangelii,” mówił Zwingli do ludu, zgromadzonego w kościele zurychskim. „Teraz, gdy serca wasze ogniem miłości pałają, gdyście słodkości manny z nieba pochodzącej ukusili, teraz trudno jeszcze znajdziecie upodobanie w ludzkich podaniach.” Potem występując prze­ciwko wstrzymywaniu się od pewnych potraw w pewne dni w tygodniu, te powiedział słowa: „Niejeden oburza się na jedzenie mięsa i nazywa to wielkim grzechem, lubo Bóg tako­wego nigdzie w pewne dni nie zakazał; ale człowiecze mięso sprzedawać i ludzi na śmierć zabijać, tego sobie bynajmniej za grzech nie poczytują.” Zwolennicy służby w obcym wojsku, słysząc słowa te, pukali się w sercach swych i poprzysięgli pełni gniewu, iż mu tego nie zapomną.

                   W czasie potężnych tych kazań zawsze jeszcze Zwingli czytał mszą, tudzież wszystkich innych obrządków kościoła przestrzegał, ba nawet i pościł w oznaczone dni, powodując się myślą, iż najprzód lud do poznania prawdy Ewangelii pro­wadzić należy. Inni ludzie mniej spokojnego ducha zasady tej nie przestrzegali, owszem prawie jedzeniem mięsa w piątki i soboty pewne bohaterstwo okazać mniemali. Sprawa poszcze­nia stała się przedmiotem wesołej pogadanki. Pewien obywatel Lucerny, przybywszy do Zurycha, rzekł: „Kochani przyjaciele,

 

— 294 —

 

wy grzech pełnicie, iż w poście mięso jadacie.” — Obywatel Zurycha: „A wy panowie Lucerny, czyż wy sobie na to samo nie pozwalacie?” — Obywatel Lucerny: „Ale myśmy sobie odnośne pozwolenie za pieniądze od papieża kupili.” — Oby­watel Zurycha: „A my kupiliśmy je od rzeźnika. Gdy się przy tem o pieniądze rozchodzi, to nasze są tak dobre jak wasze” 1). Podano więc do Rady skargę co do przestępstwa ustaw poszczenia. Rada zasięgła w sprawie tej zdania pasto­rów. Zwingli odpowiedział, iż codzienne jedzenie mięsa samo w sobie na żadną naganę nie zasługuje, ale iż jednak tako­wego zaniechać należy, dopóki by władza do tego powołana ostatecznie sprawy nie rozstrzygnęła. Inni duchowni przyłą­czyli się do zdania Zwinglego.

                   Nieprzyjaciele prawdy skorzystali z nadarzającej się spo­sobności. Widząc, jako wpływ ich upada, a znaczenie Zwin­glego rośnie, udali się do biskupa Konstancji, i wnieśli prze­ciwko Zwinglemu skargę, że nie jest pasterzem ale niszczy­cielem trzody Chrystusowej.

                   Dawny przyjaciel Zwinglego Faber odbył podróż do Rzymu i powrócił z niej jako nader gorliwy zwolennik papiestwa. Prawda ewangeliczna za niedługo z przedstawicielami papiestwa miała odbyć walkę. Zwyczajnie tak bywa, iż za­czepki na prawdę wymierzone na korzyść jej wypadają. Jako na początku prześladowanie i opór świata tego najwięcej się do wzmocnienia chrześcijaństwa przyczyniały, tak znowu i w czasie odrodzenia prawdy Bożej stać się miało. Dla tego ciężkimi kolejami prowadził ją Bóg. I teraz, jako niegdyś za czasu apostołów, duchowieństwo nowej się nauce sprzeciwiało. Gdyby nie te zaczepki, toby może prawda była ograniczyła się do kilku wiernych serc. Lecz Bóg czuwał nad nią; jego była to wola, aby prawda w obliczu całego świata się obja­wiła. Opór przeciwko niej stawiany nowe otworzył jej drogi, świeże utorował ścieżki i zwrócił na nią oczy narodu. Tak i wiatr nieraz szeroko rozprasza nasiona, któreby bez niego na próżno na jednym miejscu były pozostały. W dolinach Szwajcarii rosło drzewo, pod którego cieniem plemiona Helwecyi odpoczywać miały, ale korzenie jego dopiero w burzy się spotęgować tudzież konary jego rozrosnąć musiały. Zwo­lennicy papiestwa widząc żarzący się ogień w Zurychu, rzucili się nań, aby go stłumili; ale przez to prawie rozszerzyły się płomienie jego.

 

1) Bullinger.

 

— 295 —

 

                   Dnia 7. kwietnia r. 1522 przybyli do Zurycha trzej du­chowni przez biskupa Konstancji wysłani. Dwaj z nich wy­glądali gniewliwie i surowo; trzeci zaś był nieco łagodniej­szym na wejrzeniu. Byli nimi Melchior Battli, koadjutor bi­skupa, Doktor Brendi i kaznodzieja kapituły Jan Vanner, mąż ewangelicznych przekonań, który też przez cały czas roz­praw ani słowem się nie odezwał. Już zmierzch zapadał, gdy Lüti pobiegłszy do Zwinglego oznajmił mu, iż urzędnicy bi­skupa do miasta zjechali. Niezawodnie na jakiś ważny zanosi się cios, albowiem między zwolennikami dawniejszych praktyk niepospolity panuje ruch, tudzież jakiś notariusz wszystkich duchownych na przyszły poranek do sali kapituły zaprasza. Następnego dnia zebrała się kapituła na posiedzenie. Koad­jutor wygłosił mowę pełną namiętności i dumy, ale imienia Zwinglego naumyślnie nie wymienił. Słowa jego złamały od­wagę kilku duchownych, którzy od niedawna prawdzie Ewan­gelii sprzyjać zaczęli. Bladość twarzy ich tudzież milczenie i wzdychania wyraźnie świadczyły, iż wszelką stracili odwagę. Następnie przemówił Zwingli, i zawarł słowy swemi usta przeciwników. Najzaciętsi wrogowie odnowionej nauki zasiadali w Zurychu i po innych miastach Szwajearyi w ściślejszej radzie tych miast. Wysłańcy biskupa, nie dopiąwszy u ducho­wieństwa niczego, wnieśli skargę do władz świeckich, gdzie z powodu nieobecności Zwinglego nie potrzebowali obawiać się odpowiedzi. Tu na stanowczą zanosiło się rozprawę, nie wysłuchawszy nawet Zwinglego chciano go i z nim naukę Ewangelii potępić. Taką koleją byłoby się udało zaraz w za­rodzie stłumić reformacja. W tem zwolennicy Zwinglego na­leżący do mniejszej rady założyli apelacją do większego za­stępstwa miasta. Byt to zgolą jedyny środek ratunku, tego więc użył Bóg do ocalenia sprawy Ewangelii Zwołano tedy Radę składającą się z 200 deputowanych. Zwolennicy papie­stwa wszelkich dokładali starań, aby zjawieniu się Zwinglego zapobiedz. Zwingli znowu wszelkimi siłami dążył do tego, aby i jego przedwołano, ale na próżno. Przełożeni miasta dali mu znać, iż Rada inaczej postanowiła. „Wobec takiego poło­żenia rzeczy uspokoiłem się,” powiada Zwingli, „i z westchnie­niem poruczyłem sprawę temu, który wołania więźniów wysłuchiwa, aby sam Ewangelii swojej bronić raczył.” Ciche ono i pokorne oczekiwanie Pana nigdy jeszcze sług jego nie za­wiodło.

                   Dnia 9. kwietnia zebrało się większe zastępstwo miasta. „I nasi duchowni powinni być obecni,” odezwali się wszyscy

 

— 296 —

 

przyjaciele reformacji, którzy w zastępstwie zasiadali. Mniejsza Rada sprzeciwiała się temu, ale Większa Rada uchwaliła, iż przy rozprawie nad skarga powinni pastorowie być obecni, a nawet, jeśli będzie potrzeba, w własnej obronie zabierać głos. Wprowadzono tedy do sali wysłańców biskupa Konstancji, a równocześnie z nimi i trzech duchownych Zurycha, Zwinglego, Engelharda i sędziwego Roschlego.

                   Gdy się obie strony nawzajem okiem zmierzyły, wystąpił najprzód koadjutor biskupa Konstancji. Zwingli powiada o nim: „Gdyby u niego serce i głowa równe były głosowi, to niezawodnie przewyższałby łagodnością Apollina i Orfeusza, a siłą Demostenesa i Gracchów.” Obrońca papiestwa rzekł: „Ustawom republiki i wierze chrześcijańskiej wielkie grozi nie­bezpieczeństwo. Wystąpili nauczyciele, którzy nowe, oburzające i gorszące nauki rozszerzają.” Potem długą wygłosiwszy mowę tymi zakończył słowy: „Pozostańcie przy kościele, pozostańcie w kościele; oprócz niego niema zbawienia. Pospolity lud je­dynie przez ceremonie i obrządki zbawienie poznać może, a pasterze trzody obrządki te ludowi tłumaczyć powinni.”

                   Ukończywszy swą mowę powstał koadjutor i już z towa­rzyszami swymi salę opuścić zamierzał, gdy nagle Zwingli wyszedłszy przeciwko niemu rzekł do niego: „Panie koadjutor i wy inni panowie, chciejcież jeszcze łaskawie pozostać, ażbym i ja w obronie mojej powiedział słowo.”

                   Koadjutor: My do żadnej dysputy upoważnieni nie je­steśmy.

                   Zwingli: Ja nie myślę dysputować, ale chcę tylko otwarcie wypowiedzieć, co dotąd uczyłem.

                   Burmistrz Rust: Słuchajcież więc, co proboszcz chce powiedzieć.

                   Koadjutor: Ja wiem, kogo mam przed sobą. Ulryk Zwingli zanadto jest porywczym, aniżby z nim rozmawiać było można.

                   Zwingli: Od któregóż to czasu tak przeciwko niewinnym występują i nie chcą ich wysłuchać? Przez wspólną wiarę naszą, przez wspólny nam chrzest i przez Chrystusa, od którego zbawienie i życie nasze pochodzi, zaklinam was, abyście mię słuchali. Jeśli tego jako wysłańcy biskupa uczynić nie możecie, uczyńcie to jako chrześcijanie.

                   Rzym palnął w powietrze i z placu boju zmykać zaczął. Reformator chciał zabrać głos, poplecznicy papiestwa chcieli opuścić salę. Walka tym sposobem rozpoczęta z góry już jednym zapowiadała zwycięstwo, a drugim klęskę. Rada zebrana dawała znaki oburzenia, w zgromadzeniu odzywały się głosy szemrania;

 

— 297 —

 

burmistrz na nowo nalegał na wysłańców biskupa, aby pozo­stali. Nie pozostało im nic innego, jak z hańbą i rumieńcem powrócić na miejsce. Zwingli zabrawszy głos, rzekł:

                   „Pan koadjutor wspomniał o zgubnych naukach, które ustawy publicznego porządku obalają. W Zurychu większy panuje pokój i porządek, niż w któremkolwiek innym mieście Szwajcarii, a okoliczność tę przypisują poczciwi obywatele nasi wpływowi Ewangelii. Wiara chrześcijańska ma w sobie silę do utrzymania publicznego porządku i sprawiedliwości. Ceremonie chyba to czynią, iż Chrystusowi i wyznawcom jego usta za­mykają. Aby lud do poznania prawdy doprowadzić, do tego innych potrzeba środków niż onych czczych obrządków. Tu trzeba tą samą pójść drogą, którą Chrystus i apostołowie jego szli, a mianowicie drogą Ewangelii. Nie lękajcie się o to, że lud tego nie zrozumie. Owszem, każdy, kto wierzy, zrozumie. Lud jest w stanie wierzyć, a zatem i rozumieć. Tu wszystko według Ducha Bożego a nie według ludzkich myśli się dzieje. A zresztą, komu czterdzieści dni za mało, to o mnie niech i cały rok pości. Ja tylko żądam, aby ludzi do tego gwałtem nie przymuszano i aby z powodu tak drobnego obrządku nie powiadano, iż miasto Zurych odrywa się od społeczności kościoła chrześcijańskiego.”

                   „Tego ja nie powiedziałem,” odparł koadjutor. „Tego on nie powiedział,” zapewniał kolega jego, Doktor Brendi. Lecz całe obecne zgromadzenie potwierdziło słowa Zwinglego.

                   „Szanowni panowie,” mówił Zwingli dalej; „nie dajcie się podobnemi skargami bynajmniej zaniepokoić. Fundamentem kościoła jest Chrystus. On Piotra nazwał opoką dla tego, ponieważ go wiernie wyznawał przed ludźmi. W każdym narodzie zbawiony będzie każdy, kto w Jezusa Chrystusa wierzy; a oprócz tego kościoła nikt zbawionym nie będzie. My słudzy Chrystusowi my powinniśmy Ewangelią wykładać i według niej się sprawować. Kto z ceremonii żyje, ten niech sobie ceremonie wykłada.” — To znaczyło tyle, co dotknąć się rany.

                   Koadjutor zamilkł pełen będąc wstydu, a Rada rozeszła się do domu. Tego samego dnia uchwalono wystosować prośbę do papieża i kardynałów, aby sporną tę sprawę wyjaśnić ze­chcieli. Aż do tego czasu miano się wstrzymać od jedzenia mięsa. Sprawa zatem ani o krok naprzód nie postąpiła. Bi­skupowi zaś tę dano odpowiedź, iż sprawa została odroczoną.

                   Ale i tą już walką postąpiła sprawa reformacji naprzód. Szermierze Rzymu i odnowionej nauki wystąpili przeciwko sobie w obliczu całego narodu, a papież nie odniósł zwycięstwa.

 

— 298 —

 

Była to niby pierwsza potyczka długo trwającej, zaciętej wojny, obfitej w klęski i zwycięstwa. Lecz pierwsze zaraz zwycięstwo na początku wojny całemu wojsku dodawa otuchy i przeraża wroga. Tak i reformacja zdobyła sobie pole, którego już odtąd nie utraciła. Rada wprawdzie jeszcze pewnych przestrzegała względów, ale za to lud głośno klęskę Rzymu podnosił. „W duchu apostoła Pawła wystąpiłeś przeciwko tym fałszywym apostołom ich,” odzywały się głosy przyjaciół Zwinglego. A znowu i z Niemiec witano go jako ozdobę odnowionej teologii.

                   Nieprzyjaciele Ewangelii skupiali siły swoje na nowo. Nie godziło się bowiem tracić ani chwili, jeśli w ogóle cokolwiek przeciwko Zwinglemu wskórać chcieli; wkrótce bowiem ciosy ich już więcej dosięgnąć go nie zdołały. Kanonik Hoffmann wniósł obszerna skargę przeciwko reformatorowi do kapituły na piśmie: „A chociażby proboszcz nawet świadkami dowieść mógł, że w tym lub owym klasztorze, w tej lub owej ulicy lub gospodzie duchowni jaką niegodziwość popełnili, to tego przecie wymieniać nie potrzebuje. Dla czegóż on powiada (ja tego wprawdzie nigdy nie słyszałem), że on jeden naukę swą czerpie u źródła, a inni czynią to tylko u kałuż i ścieków ? Różne są dary, a więc wszyscy kaznodzieje tego samego mówić nie mogą.”

                   Zwingli usprawiedliwił się na zebraniu kapituły i wykazał, jak błędne były zarzuty przeciwnika. Sprawa, która z początku tak groźną przybierała postać, zakończyła się śmiechem na karb Hoffmanna. Zwingli atoli nie zaspokoił się tem, owszem już dnia 16. kwietnia wydał księgę pod tytułem: „O wyborze i dowolnym używaniu potraw.”

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

 

Hosted by www.Geocities.ws

1