IX

Obaj reformatorowie. — Upadek w grzech. — Zadosyćuczynienie Bogaczłowieka. — Dobre uczynki nie stanowią zasługi. — Odprawa zarzutów. — Potęga miłości Chrystusowej. — Chrystus jedynym panem naszym. — Skutki tego kazania. — Przygnębienie i odwaga. — Pierwsze kroki rady miejskiej. — Kościół i państwo. — Zaczepki. — Galster.

 

Lubo serce Zwinglego pokoju szukało, to jednak nie pozostawał on dla tego bezczynnym. Od czasu choroby prze­bijała się w kazaniach jego większa jeszcze głębokość myśli tudzież i zapał serca. W Zurychu przyjęło już wyżej 2000 osób słowo Boże. Serca te wyznawały prawdę Ewangelii i wydawały o niej świadectwo.

Zwingli tę samą miał wiarę co Luter, tylko że u Zwin­glego wiara ta więcej na rozumie się opierała. U Lutra podziwiamy zapał serca, u Zwinglego przezroczystość nauki. W pismach Lutra przebija się wszędzie głębokie osobiste jego uczucie, świadczące o wysokim znaczeniu, jakie dla duszy jego miał krzyż Jezusa Chrystusa. Żywym tym i gorącem uczuciem serca jego tchną wszystkie mowy Lutra. Uczucie to i u Zwin­glego napotykamy, tylko już w niższym trochę stopniu. On miał więcej całość nauki chrześcijańskiej na oku; on podziwiał jej piękność tudzież światłość, która z niej dla ducha ludzkiego wynika, i zachwycał się nad żywotem wiecznym, który ona światu przynosi. Luter jest więcej mężem serca, Zwingli

 

    283   

 

więcej człowiekiem rozumu. A stąd tłumaczy się, iż ludzie, którzy wiary obydwóch mężów tych w sercu swem nie doznali, przedstawiają jednego z nich jako mistyka, a drugiego jako racjonalistę. Może być, iż jeden zapatruje się na wiarę więcej ze stanowiska wewnętrznych doświadczeń serca swego, drugi zaś ze stanowiska naukowej jej budowy, ale co do treści wiary ich, to ta u jednego i drugiego ta sama. Do pojedynczych nauk nie przywiązują oni może równej wagi, ale u obydwóch j e d u a jest wiara, ta, która każde serce ją posiadające uspra­wiedliwia i ożywia, a której żadne wyznanie ani żadna formuła naukowa całkowicie oddać nie może. Podajemy na tera miejscu w krótkości niektóre główne zarysy wiary Zwinglego, a zwła­szcza według kazań jego, które przed coraz liczniej groma­dzącą się publicznością w monasterze zurychskim miewał.

Kluczem do całej historii ludzkości upatrywał Zwingli upadek w grzech. „Przed upadkiem w grzech,” powiada Zwingli, „miał człowiek wolę swobodną, mógł zatem zakonu Bożego przestrzegać, gdyby był chciał. Z natury był czystym, choroba grzechu jeszcze serca jego nie zaraziła; życie iego zupełnie jeszcze od niego zależało. Ale ponieważ chciał równym być Bogu, dla tego popadł w śmierć, a razem z nim wszystko, co się rodzi z człowieka. Ponieważ tedy wszyscy ludzie w pierwszym człowieku umarli, nie może ich więc nikt na powrót do życia powołać, aż duch i laska Boża wskrzesi ich do żywota, którym jest Bóg.”

Ludność Zurycha, pochłaniająca wszystkie słowa Zwinglego, patrzała z żałością serca na ten wielki obraz grzechu, w którym całe pokolenie ludzkie się znajduje. Ale oraz usłyszała także słowo radości i dowiedziała się o onym sposobie łaski Bożej, za pomocą którego człowiek do życia powrócić może. „Chrystus, on prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, nieskończone zjednał nam zbawienie. Odwieczny Bóg umiera za nas; cierpienie jego ma wieczne znaczenie i wieczne gotuje nam zbawienie; ono czyni sprawiedliwości Bożej aż na wieki zadosyć za wszystkich tych, którzy silna i niezachwianą wiarą w ofierze tej ufność swa pokładają,. Gdzie grzech panuje, tam koniecznie następuje śmierć. Chrystus grzechu nie uczynił, ani w uściech jego znaleziona jest zdrada, a jednak umarł. Za nas i w naszym miejscu podstapił on śmierć. On chciał umrzeć, aby nam przywrócił życie. Ponieważ sam był bez grzechu, więc ojciec miłosierny nasze grzechy nań włożył. Ponieważ się ludzka wola Bogu sprzeciwiła, dla tego ludzka wola w Chry­stusie boskiej musiała się poddać, aby odwieczny porządek

 

    284   

 

rzeczy odnowiony i człowiek zbawiony być mógł.” Nieraz to Zwingli powtarzał, iż śmierć Chrystusa jest ofiarą i okupem za grzechy wierzących, dla pojednania ludu Bożego z Bogiem.

Dusze szukające zbawienia znalazły w Ewangelii spokój wewnętrzny; ale też i niejeden zakorzeniony błąd usunąć było trzeba. Wychodząc ze stanowiska zasadniczych nauk chrześcijaństwa, iż zbawienie nasze z niezależnej łaski Bożej pochodzi, wystąpił Zwingli energicznie przeciwko nauce, jakobyśmy tak zwanymi dobrymi uczynkami zjednali sobie zasługę przed Bogiem. „Ponieważ zbawienie wieczne jedynie z zasługi Chrystusowej i śmierci jego nam pochodzi, przeto nauka o naszej własnej zasłudze jest głupstwem, a co więcej bezwstydną bezbożnością. Gdybyśmy bowiem sami naszymi uczynkami zbawienia dostąpić mogli, to dla czegóż jeszcze Chrystus za nas umrzeć potrze­bował? Każdy, kto kiedykolwiek przyszedł do Boga, przez śmierć Chrystusową przyszedł do niego.”

Niektórzy słuchacze nie umieli się z nauką ta pogodzić i wynurzyli uwagi swoje Zwinglemu. On odpowiedział na to z kazalnicy: „Niektórzy ludzie może więcej przez ciekawość niż przez pobożność podnoszą, jakoby nauka ta lekkomyślności i niemoralności ludzkiej sprzyjała. Ale cóż mię zarzut czyli obawa ciekawych ludzi obchodzi? Kto w Chrystusa wierzy, ten wie, iż wszystko, co od Boga pochodzi, jest dobre. Ewangelia pochodzi od Boga, a zatem jest dobrą. Któraż inna potęga byłaby w stanie krzewić pomiędzy ludźmi niewinność, prawdę i miłość? Najłaskawszy i najsprawiedliwszy Boże, ty Ojcze miłosierdzia, jakąż to otaczałeś ty miłością nas, którzyśmy nieprzyjaciółmi twymi będąc na haniebną śmierć zasłużyli. Jakaż wielką i pewną nadzieją napełniłeś nas, podczas gdy­śmy my w rozpaczy tylko znajdować się mieli! Z ubóstwa i nicestwa powołałeś nas do chwały Syna twego Jezusa Chrystusa! Ty niewypowiedzianą miłością zmuszasz serca nasze do tego, abyśmy za miłość miłością odpłacali!”

W toku powyższych myśli dowodził Zwingli, iż miłość Chrystusa wszystkie przykazania Boże przewyższa. „Chrześcijanin nie jest niewolnikiem zakonu, on całkowicie od Chry­stusa zawiśnie. Chrystus jest mądrością i rada i sprawiedliwością i niewinnością i jedynym jego zbawieniem. W sercu jego żyje i króluje Chrystus, on jest mu przewodnikiem, tak iż chrześcijanin innego nie potrzebuje.” — „Miłość jest najlepszym zakonodawcą. Bo czyż nie wykonywa się od razu, co miłość nakazuje?” To też Zwingli zapewniał słuchaczów swych, iż tylko przez miłość do zbawiciela swego staje się człowiek

 

    285   

 

zdolnym do pełnienia uczynków podobających się Panu. „Wszyst­kie uczynki, które bez Chrystusa pełnimy, nic nam nie pomogą. Wszystko dzieje się od Niego, w Nim i przez Niego; z czegóż więc my mielibyśmy się chlubić? Gdzie człowiek wierzy w Boga, tam jest Bóg. A gdzie Bóg jest, tam nie brak ochoty i zapału do dobrych uczynków. A wiać o to tylko się staraj, aby Chrystus był w tobie i ty w Chrystusie; już on potem w tobie działać będzie. Życie człowieka pobożnego nie jest niczym innym, jako ustawicznym i niezmordowanym działaniem dobrego, którego początek, ciąg dalszy i koniec skutkuje przezeń Bóg.”

Przejęty będąc uczuciem tej wielkiej, odwiecznej miłości Bożej, silniej jeszcze on zwiastun laski Bożej głos swój pod­nosił: „Azaż boicie się wstąpić przed oblicze łaskawego ojca, który sobie was obrał? Do czegóż was on w łasce swojej obrał? Dla czegóż was powołał? Azażbyśmy i my nie mieli zbliżyć się do niego?”

Tak kazał Zwingli. Była to czysta nauka Jezusa Chry­stusa. „Jeśli i Luter Chrystusa głosi,” rzekł koznodzieja Zurycha, „to my obaj to samo czynimy. On więcej dusz dla Chrystusa pozyskał, niż ja. Ale mniejsza o to! Ja nie chcę innego nosić imienia oprócz Chrystusowego; jam wojownikiem jego, a, on jedynym moim panem. Ja i Luter nigdy nie pisa­liśmy sobie ani słowa. A dla czego? Aby pokazać światu, jak Duch Boży wszędzie sobie jest równy, gdyż mimo tak ogromną odległość i bez wszelkich z sobą stosunków tak jednomyślnie naukę Chrystusa głosimy”1).

Mężne słowa Zwinglego zachwycały serca słuchaczów. Wielki kościół zurychski nie mógł w sobie pomieścić liczby słuchaczów. Wszyscy jednomyślnie chwalili Boga, iż w zdrę­twiałem ciele kościoła nowe życie tętnić zaczynało. Szwajca­rowie wszystkich kantonów, przybywający w rozlicznych spra­wach do Zurycha, słuchali słów jego z nabożeństwem i unosili z sobą ziarno żywota do wszystkich dolin Szwajcarii. Z wyżyn gór i niskości dolin odzywały się głosy przychylne Ewangelii. Z Lucerny napisał Mikołaj Hagens do Zurycha: „Szwajcaria wydała dotąd Scipionów, Cezarów, Brutusów; ale ledwie może dwóch lub trzech mężów, którzy Chrystusa znali, i serca swoje nie próżnymi sporami lecz słowem Bożem karmili. Ten raz gdy nam Opatrzność Boska dała Zwinglego za kaznodzieję, i Oswalda Mykoniusza za nauczyciela, teraz budzi się między

 

1) Zwinglii Opp. I. 276.

 

    286   

 

nami cnota i nauka. O jakże byłabyś szczęśliwą, ty szwaj­carska ojczyzno nasza, gdybyś ozdobiwszy skronie swe laurami tylu odniesionych zwycięstw, teraz już zaniechawszy wojny w obliczu świata więcej jeszcze z sprawiedliwości i pokoju zasłynęła!” -_ Mykoniusz napisał do Zwinglego: „Powiadano o tobie, że głosu twego w oddaleniu trzech kroków nie sły­szeć. Teraz doznawam, że to kłamstwo, bo cię cała Szwajcaria słyszy!” — „Odwaga twoja nie da się zastraszyć,” pisze z Ba­zylei Hedio; Ja za tobą idę, o ile zdołam.” — „I ja głos twój usłyszałem,” pisze z Szafuzy Sebastyan Hofmeister. „Dałby Bóg, żeby Zurych, ta stolica szczęśliwej ojczyzny naszej, z choroby powstać i wszystkie członki swoje zdrowiem na­pełnić zdołała” 1).

Ale obok zwolenników nie brakło Zwinglemu i wrogów. „Po cóż wtrąca się ciągle w sprawy Szwajcarii? Dla czegóż w kazaniach zawsze te same rzeczy powtarza?” powiadali za­zdrośnicy. W walkach tych wielka nieraz żałość duszę Zwin­glego ogarniała. Wtenczas wydawało mu się, jakby wszystko było nadaremne, jakby istny chaos sprawie jego groził. Bo­lało go, iż gdziekolwiek w świecie co dobrego powstanie, to od razu przeciwko temu coś innego występuje. Gdy serce jego jaka nadzieja przejmowała, to od razu i obawy nie brakło. Ale po wewnętrznych takich próbach zawsze on znowu mężnie głowę swą podnosił. „Życie człowieka tu na ziemi, to ustawiczna wojna,” pisze Zwingli. „Kto chce sławy dostąpić, ten otwarcie przeciwko światu wystąpić musi, i zwyciężyć go, jak Dawid zwyciężył Goliata, który w olbrzymiej sile i wiel­kości swej ufał.” „Kościół krwią odkupiony został, i krwią odnowiony być musi. Im więcej zmarszczek w obliczu jego, tym więcej trzeba Herkulesów, którzyby stajnię Augiasza wy­czyścili. Ja się niczego dla osoby Lutra nie obawiam, cho­ciażby go i piorun onego Jowisza uderzył”2).

Zwingli potrzebując wypoczynku, udał się do Baden. Proboszcz miejscowy służył niegdyś jako prosty szeregowiec w wojsku papieża i najmniejszego nie posiadał wykształcenia. Probostwo wydłużył sobie halabardą. Jako dawny żołnierz spędzał on dni i nocy w towarzystwie wesołych biesiadników, gdy tymczasem służbę duchowną z wielką gorliwością pełnił wikary jego Sltäheli. Zwingli zaprosił tego młodego człowieka do siebie i rzeskł mu, że „potrzebuje szwajcarskich posiłków.”

 

1) Zwinglii Epp. 128. 134. 135. 147.

2) Zwinglii Epp. 143.

 

    287   

 

Od tejże godziny został Stäheli współpracownikiem jego. Zwingli, Stäheli i Lüti proboszcz w Winterthur pod tym sa­mym dachem mieszkali.

Wierność Zwinglego nie pozostała bez nagrody. Potężne jego kazanie słowa Bożego wydało owoce. Wielu mężów nale­żących do zwierzchności kraju przechyliło się na stronę Ewangelii i znalazło w niej pociechę i siłę. Rada miasta, oburzona nad kazaniami duchownych a szczególnie mnichów, którzy z kazalnicy same bajki ludowi gadali, wydała rozpo­rządzenie, według którego tylko słowo Boże starego i nowego testamentu kazać należało. Tak zajęła się r. 1520 władza świecka po pierwszy raz sprawą reformacji Jedni powiadali, że działa, jako się na chrześcijańską zwierzchność przy­stoi, do której znaczenie słowa Bożego utrzymywać i najza­cniejszych dóbr obywateli kraju bronić należy; inni znowu użalali się, iż kościół swobodę swą postradał i stał się pod­danym władzy świeckiej. Lecz nie należy zapomnieć, iż krok ten samo kazanie słowa Bożego wywołało. Odtąd nie była już reformacja w Szwajcarii sprawą tylko kilku pojedynczych osób, ale stała się sprawą całego narodu. Powstawszy w se­rcach kilku duchownych i uczonych rozszerzała się powoli i do coraz wyższych warstw społeczeństwa dochodziła. Podno­siła się jakby wody morza, aż na końcu ogromna zalała prze­strzeń.

Zakonnicy w niemałych znaleźli się kłopotach. Tu trzeba było naraz mówić kazania ze słowa Bożego, którego po naj­większej części nigdy nie czytali. Stało się, jak to zwyczajnie bywa, iż opór wywołuje opór. Powyższe rozporządzenie stało się pobudką do namiętnych wycieczek przeciwko reformacyi. Sprzysięgnięto się przeciwko Zwinglemu, i życiu jego groziło niebezpieczeństwo. Pewnego wieczora rozmawiał Zwingli w domu z wikarymi swymi, gdy naraz kilku mieszczan przy­biegło pytając się, czy zapory u drzwi domu dosyć są mocne, bo się tej nocy czegoś spodziewać należy. „Często nas tym sposobem niepokojono, lecz my byliśmy dobrze uzbrojeni a na ulicach postawiono straże,” powiada Stäheli).

Gdzieindziej do więcej jeszcze gwałtownych środków się uciekano. W Szafuzie mieszkał staruszek imieniem Galster, odznaczający się na wiek swój nadzwyczajnym ducha zapałem. Światłość Ewangelii napełniła serce jego radością, którą pra­gnął podzielić się z żoną i dziećmi. Jego trochę nieoględna

 

1) Wirz I. 334.

 

    288   

 

gorliwość otwarcie występowała przeciwko relikwiom, księżom i rozmaitym zabobonom. Zaniedługo stał się Galster nawet i dla rodziny swojej przedmiotem nienawiści i postrachu. Sta­ruszek, najgorsze przewidując następstwa, złamanym sercem opuścił swój dom i do sąsiednich schronił się lasów. Tam przez kilka dni żywił się jak mógł, gdy naraz w ostatniej nocy r. 1520 ujrzał cały las oświecony pochodniami. W tym zahuczały knieje szczekaniem psów i krzykiem ludzkich głosów. Rada urządziła obławę; psy znalazły swa zdobycz. Nieszczęśli­wego starca zaprowadzono przed radę miasta. Tu żądano po nim, aby się wiary swej wyrzekł; a gdy się do tego nakłonić nie dał, kazano mu ściąć głowę.

 

–––––––––– • ––––––––––

 

Wróć     Dalej

 

Hosted by www.Geocities.ws

1