—
98 —
VII.
Nowe układy. — Augustianie miasteczka Eisleben i Miltic. — Deputacja wysłana do Lutra. — Miltic i elektor saski. — Rozmowa z Lichtenbergiem. — List Lutra do papieża. — Luter dodał książkę. — Społeczność Chrystusa z wierzącymi. — Niewola i wolność.
Po wydaniu takiego pisma mogło już wszelkie pośredniczenie między Lutrem i papieżem wydawać się po prostu niedorzecznością. Trzeba było chyba być ślepym, aby nie poznać, iż wiara reformatora nie da pogodzić się z nauką kościoła. A jednak prawie podówczas nowych próbowano układów. Pięć tygodni przed wydaniem księgi o „babilońskiej niewoli kościoła” odbywała w sierpniu r. 1520 kapituła augustyańskiego zakonu generalną gromadę w mieście Eisleben. Generalny wikary Staupitz złożył tam swój urząd i na miejsce jego wybrano Wacława Linka, który przedtem towarzyszył Lutrowi do Augsburga. Niezmordowany Miltic stanął pewnego razu znienacka wśród zebranej kapituły 1). Gorącem życzeniem jego było pogodzie Lutra z papieżem. Pobudzała go do tego poniekąd także zazdrość i nienawiść, tudzież łakomstwo i samolubstwo. Gadaniny Ecka nie były mu na rękę; wiedział bowiem, iż Eck rzucił nań w Rzymie podejrzenie, A zatem żadnej nie byłby Miltic szczędził ofiary, byle tylko jak najrychlej zawrzeć pokój, i tym samym wniwecz obrócić wszystko, czego porywczy współzawodnik jego nabroił. Prawda religii nie obchodziła go tak dalece. Pewnego razu był Miltic u biskupa Miśnii na obiedzie. Gdy sobie nieco podochocili, przyniesiono prawie którąś nową książkę Lutra, i przeczytano z niej kilka ustępów. Biskup gorszył się nad treścią jej, oficjał klął — a Miltic się śmiał. Na sprawę reformacji zapatrywał się Miltic ze stanowiska męża stanu, Eck zaś ze stanowiska teologa.
Przybycie Ecka do Rzymu zaniepokoiło Miltica, dla tego udał się od razu do kapituły augustiańskiego zakonu, gdzie wygłosił mowę, a zwłaszcza trochę włoskim akcentem, aby to na umysły ziomków tem większe wrażenie wywarło. Sprawa ta, zauważał Miltic, całego dotyczy się zakonu, a dla tego kapituła powinna udzielić rady, jakoby uśmierzyć Lutra w jego zapędach. Zakonnicy odpowiedzieli na to, że nie mają z Lutrem nic wspólnego i żadnej nie mogą udzielić rady. Może
1) Pallavicini. I. 68.
—
99 —
na to się powoływali, iż Staupitz zwolnił Lutra w Augsburgu z obowiązków zakonu. Lecz Miltic nie dał się tem odprawić, owszem zażądał od kapituły, aby celem załatwienia sprawy wyprawiła do Lutra deputacją i poprosiła go, żeby wystosował list do papieża, zawierający uroczyste oświadczenie, iż przeciwko osobie papieża nigdy żadnego nie podjął kroku. Oświadczenie takie miało całej sprawie położyć koniec. Kapituła uczyniła życzeniu nuncjusza zadosyć i wysłała dawniejszego i obecnego generalnego wikarego tj. Staupitza i Linka do Lutra. Ci wybrali się od razu w drogę do Wittenbergi, wioząc z sobą nader grzeczny list Miltica do Doktora. Ostateczna już nastała chwila, zauważał w nim nuncjusz, albowiem klątwa wisi nad głowa Lutra, jako miecz Demoklesa. Skoro się zerwie, to wszystko przepadło. Luter nie spodziewał się, równie jak i obaj wysłańcy, niczego po onym nowym liście do papieża, ale nie mógł jednak takowego odmówić. Była to prosta formalność, która z resztą, zachowanie się Lutra w tera lepszem przedstawia świetle. „Ten saski Włoch za własna goni korzyścią,” napisał o nim Luter. „Napiszę tedy zgodnie z prawda, iż przeciwko osobie papieża nigdy nic nie miałem. Ja będę się strzegł, abym na stolicę rzymska za ostro nie natarł, ale trocha soli im nie zaszkodzi” 1).
Zaniedługo atoli doszła uszu jego wiadomość o nadejściu bulli papieskiej na ziemię niemiecka. Dla tego oświadczył Luter w liście do Spalatina z dnia 3. października, iż w ogóle pisać nie będzie. Tudzież dnia 6. wydał księgę o babilońskiej niewoli kościoła do publiczności. Mimo to nie utracił jeszcze Miltic odwagi. Niemożliwe rzeczy wydawały mu się możebnemi, tak gorąco pragnął on upokorzyć Ecka. Dnia 2. października napisał list do elektora, donosząc mu, że wszystko idzie pomyślnie, byle tylko na rany boskie nie zwlekali z przesłaniem płacy Rzymowi, bo inaczej trudno mu zjednać sobie tam nowych przyjaciół. Niechaj tylko elektor napisze list do papieża, tudzież niechaj młodym kardynałom, siostrzeńcom papieża, doręczy po kilku elektorskich dukatów w zlocie i innych pieniędzy w srebrze, a oraz i jemu taką sztukę prześle, bo ta, która przedtem otrzymał, została mu skradzioną 2).
Nawet i wtenczas jeszcze, gdy się już Luter o treści bulli dowiedział, nie zrzekł się przebiegły Miltic powyższych zabiegów. Koniecznie życzył sobie odbyć rozmowę z Lutrem
1) Luth. Epp. I. 483.
2) Seckendorf 267.
— 100 —
w miasteczku Lichtenberg. Książę elektor sprzyjał życzeniu temu, Melanchton atoli i inni przyjaciele odradzali je Lutrowi. „Teraz, gdy nadeszła bulla, w której Lutra pojmać i do Rzymu uprowadzić rozkazują, prawie teraz,” powiadali przyjaciele, „ma Luter tam gdzieś na odległem miejscu zapuszczać się w rozmowę z nuncjuszem papieskim! Azaż nie jest tu widoczną, iż chytry szambelan otrzymał rozkaz zastawienia na niego sieci, ponieważ nienawiść Drą Ecka do Lutra zanadto uderza w oczy, aniżby reformator do niego zbliżyć się zechciał?”
Luter atoli nie zważał na to, owszem chciał usłuchać rozkazu pana swego. Dnia 11. października napisał on do kapelana, że się do Lichtenbergu wybiera, tudzież aby modlił się za nim. Przyjaciele Lutra nie mogli przenieść na sobie, aby samego Doktora w drogę puścili. Wieczór tego samego dnia stanął Luter na miejscu w towarzystwie przeszło 30 jezdnych, między którymi znajdował się i Melanchton. Nuncjusz papieski przybył tylko `w towarzystwie czterech ludzi. Może szczupły orszak ten był tylko podstępem, aby serce Lutra i przyjaciół jego napełnić zaufaniem. Miltic usilne robił im przedstawienia, tudzież oświadczył, iż winę wszystkiego złego zwalą potem na Ecka i bezrozumne postępowanie jego, i że cała sprawa ku powszechnemu zakończy się zadowoleniu. Co do swojej osoby obiecał Luter, iż będzie milczał, jeźli przeciwnicy jego to samo uczynią, tudzież że celem zachowania pokoju uczyni ze swej strony wszystko, co tylko może 1).
Miltic uradował się nad tem nie mało i odprowadził Lutra aż do Wittenbergi. Tak tedy wstąpił reformator do miasta swego, idąc w towarzystwie nuncjusza papieskiego, podczas gdy w każdej chwili należało spodziewać się przybycia Ecka, wiozącego z sobą bullę, która sprawie reformacji śmiertelny zadać miała cios. „My już sprawę załatwimy,” napisał Miltic do elektora; „podziękujcie papieżowi za różę, a kardynałom czterech Świętych prześlijcie 40 lub 50 złotych” 3).
Luter znowu miał w myśl przyrzeczenia swego napisać list do papieża. Zanim na zawsze się rozstał, chciał on raz jeszcze niektóre ważne i zbawienne prawdy przypomnieć Rzymowi. List jego wydaje się na pozór pełnym uszczypliwych i szyderczych słów, tudzież dumnej i złośliwej pogardy, ale takie tłumaczenie rzeczy nie odpowiada umysłowi Lutra. Był on owszem głęboko przekonany, iż wszystko skażenie
1) Luth. Epp. I. 496.
2) Seckendorf p. 268.
—
101 —
chrześcijaństwa wyszło z Rzymu, a dla tego słowa jego nie są szyderstwem, lecz uroczystą przestrogą. Lubo osobę papieża kochał, to jednak tem więcej kochał on kościół Chrystusów, a z tego powodu rozchodziło mu się o wykazanie, jak wielką jest rana kościoła. Z siły odnośnych wyrazów można sobie powziąć wyobrażenie, jak wielką była jego miłość, W tej chwili wielkie miały rozstrzygnąć się rzeczy. Postać Lutra podobna jest do postaci proroka, który raz jeszcze okrąża miasto, wszystkie zbrodnie jego mu wytyka, tudzież sądy pańskie zwiastuje, a na koniec uroczystym głosem woła: Jeszcze dni kilka! . . .
Główne ustępy powyższego listu są następujące;
„W Bogu najświętszemu Ojcu, Leonowi X., papieżowi rzymskiemu, niechaj będzie wszelka obfitość łaski w Chrystusie Jezusie, Panu naszym Amen. W Bogu Najświętszy Ojcze! Sprawa i spór z niektórymi rozpustnymi ludźmi, w którą to już trzeci rok widzę się wplatanym, zmusza mię niekiedy zwrócić oko moje na Ciebie i wspomnieć sobie o Tobie. Chociaż kilku Twoich niechrześcijańskich pochlebców do tego mię przynęciło, żem w sprawie swojej widział się zmuszonym od stolicy Twojej do chrześcijańskiego i niezawisłego soboru założyć apelacja, to jednak serce moje nie stało się dla Ciebie tak obcym, iżbym Tobie i Twojej rzymskiej stolicy z całej duszy swój nie miał wszystkiego życzyć dobrego.”
„Ostro wprawdzie na niektóre niechrześcijańskie nauki uderzyłem i surowo postąpiłem sobie wobec przeciwników moich z powodu niechrześcijańskiej nauki i obrony ich. Lecz ja tego nie żałuje, bo tylko według przykładu Chrystusowego sobie postąpiłem. Do czegóż bowiem jest sól, jeśliby w język nie szczypała? Do czegóż ostrze miecza, jeśliby do cięcia było za tępe ? Biada człowiekowi, który rozkaz Boży powierzchownie tylko wypełnia! Proszę Cię tedy, Ojcze święty, abyś za takowego miał mię człowieka, który przeciwko Twojej osobie nigdy nic złego nie uczynił. Taki jest mój umysł, iż, co najlepszego, z całego serca Ci życzę. Ja z nikim nie prowadzę wojny, abym komu życie zakłócał, ale czynię to jedynie w obronie sprawy słowa Bożego. We wszystkich innych sprawach chętnie ja każdemu człowiekowi ustąpię, ale słowa Bożego się zaprzeć lub takowe opuścić — tego nie chcę ani nie mogę uczynić. Kto inaczej o mnie sądzi, ten myli się.”
„Co prawda, to wystąpiłem ja przeciwko
stolicy rzymskiej, którą dworem rzymskim nazywają. Ale Ty sam, i każdy
człowiek na ziemi musi o nim wyznać, iż jest gorszym od
— 102 —
Sodomy i Gomorry, lub Babilonu. A ile ja spostrzegam, zdaje mi się, że niema nań rady ani pomocy. Bolało mię to, że po całym świecie biedny lud oszukiwali, zasłaniając się przy tem Twojem imieniem. A wiec wystąpiłem przeciwko nim. Nie spodziewałem się wprawdzie, iżbym wśród tak wielkiego zepsucia coś wskórać był w stanie, gdyż tylu zaciętych pochlebców stało przeciwko mnie, ale uważałem to za obowiązek służebnika Chrystusowego, abym ludzi przestrzegał, żeby się ich przecież tylu nie dało przez zwodzicieli obałamucić. Albowiem ty sam może nie wiesz o tem, jako od tylu już lat nie przychodzi do nas z Rzymu prawie nic innego, jedno tylko skażenie ciała i duszy. Kościół rzymski, który niegdyś był najświętszym, stał się w naszych czasach jaskinią zbójców i królestwem grzechu. Ty zaś, Święty Ojcze Leonie, siedzisz tam jako owca pomiędzy wilkami, jako Daniel pomiędzy lwami, bo cóż sam jeden zdołasz uczynić! ? A chociażby i trzech albo czterech pobożnych i uczonych kardynałów po Twojej stało stronie, to cóż to jest na tak wielu? Prędzej padlibyście sami ofiarą przez truciznę, zanim byście się jeszcze zabrali do dzieła.
Nad stolicą rzymską musi wypełnić się słowo proroka Jeremiasza 51:9 Leczyliśmy Babilon, ale nie jest uleczony. Opuśćmyż go a pójdźmy każdy do ziemi swej.” Twoim i kardynałów byłoby obowiązkiem, nędzy tej zaradzić — ale oto choroba szydzi sobie z lekarstwa, konie i powóz urągają woźnicy. A dla tego zawsze było mi Ciebie żal, pobożny Leonie, że nie mogłeś za lepszych czasów być papieżem, albowiem Ty lepszych godzien jesteś czasów. Stolica rzymska Ciebie ani podobnych Tobie nie jest warta.” ....
„Widząc tedy, że wszystkie prace i usiłowania są nadaremne, rozstałem się na niejaki czas z Rzymem i rzekłem mu: Bywaj mi zdrów, kochany Rzymie; niech jeszcze szkodzi, kto szkodzi, a kto jest plugawy, niech jeszcze będzie plugawszy (Objaw. 22, 11.); i wziąłem się do cichego i spokojnego badania Pisma świętego. A w tem zły duch wytrzeszczył oczy i pobudził sługę swego Jana Ecka, niepospolitego nieprzyjaciela Chrystusowego, aby mię niespodzianie wyzwał do dysputy. Ten chciał władzy Twojej do tego użyć, aby go pierwszym teologiem na świecie ogłoszono, a do tego mogłoby mu zwycięstwo, nade mną odniesione, nie mało posłużyć. Z jego jedynie winy została sromota Rzymu odkrytą.”
Następnie opisawszy stosunki swoje do kardynała de Vio, Miltica i Ecka ciągnął Luter dalej:
— 103 —
„A tak więc przychodzę teraz, Święty Ojcze Leonie, i do nóg Twoich upadam. Jeźli można, wyciągnij rękę swoją i nakaż milczenie onym pochlebcom, którzy są wrogami pokoju, a jednak udawają, jakoby pokoju szukali. Co się odwołania nauki mojej tyczy, to z tego nie będzie nic. Ani też nie zgadzam się, aby mi reguły przepisywano, według których słowo Boże wykładać należy. Nie godzi się bowiem więzić słowo, które człowiekowi wewnętrzną wolność przynosi.”
„Przeto, Najświętszy Ojcze, nie chciej słuchać słodkiej piosnki tych, którzy ci śpiewają, że nie jesteś prostym człowiekiem, ale że natura Twoja połączona jest z Bogiem, i ma zatem prawo żądać i domagać się wszystkiego. Ty jesteś sługa wszystkich sług Bożych, a co do powołania Twego, to takowe jest niebezpieczniejsze i nędzniejsze od każdego innego powołania na ziemi. Nie wierz tym, co Cię wynoszą, ale tym wierz, którzy Cię poniżają. Może się to bezwstydną wydaje, iż ja takiemu wysokiemu urzędowi, który nas wszystkich ma nauczać, sam nauki przepisuję. Ale widząc, w jak wielkim znajdujesz się niebezpieczeństwie, uważałem za rzecz właściwa zapomnieć na chwilę majestatu Twego, ażbym wypełnił obowiązek, który miłość braterska na mnie wkłada.”
„Nie chcąc atoli z gołymi przed Świętobliwością Waszą stanąć rękami, przynoszę z sobą książkę, która pod Twojem imieniem wyszła. Z niej pozna Świętobliwość Twoja, jakiemi ja najchętniej zajmowałbym się sprawami, gdyby mi na to pochlebcy Twoi pozwolili. Jest to co do objętości mała książeczka, ale kto myśli jej zrozumie, znajdzie w niej wszystko, czego po nas życie chrześciańskie wymaga. Jam człowiek ubogi, i nie mam nic innego, czembym Ci się usłużnym stać mógł. Dla tego poświęcam ją Świętobliwości Twojej, która niech wiecznem zbawieniem obdarzy Jezus Chrystus. Amen.”
Książką, która Luter przesłał papieżowi, była jego „Rozprawa o wolności chrześcianina” 1). Reformator wykazał w niej bez wszelkiej polemiki, jako chrześcianin duchem miłości i wolności się powodując, wszystkim zewnętrznym przepisom poddać się może, nie naruszając przez to wewnętrznej swej wolności, która mu wiara nadała. Osnowa całego dzieła opiera się na dwóch zasadach: „Chrześcianin jest niezawisłym panem wszystkich rzeczy. Chrześcianin jest sługą i niewolnikiem wszystkich rzeczy, każdemu człowiekowi poddanym. Niezawisłym panem stawa się przez wiarę, sługą i niewolnikiem przez miłość chrześciańską.”
1) Sermon von der Freiheit eines Christenmenschen.
— 104 —
Najprzód opisuje Luter potęgę wiary, która człowieka czyni wolnym. „Wiara wiąże duszę z Chrystusem, równie jako się oblubienica łączy z oblubieńcem. Co Chrystus ma, staje się własnością duszy, a co dusza ma, staje się własnością Chrystusa. Chrystus posiada wszystkie skarby, tudzież i wieczne zbawienie, — a te stają się własnością duszy. Dusza znów obciążona jest grzechem i niecnotą wszelkiego rodzaju, — a te stawają się własnością Chrystusa. Tu zaczyna się tedy radosna dla nas wymiana i walka, albowiem Chrystus jest Bogiem i człowiekiem, który nigdy żadnego grzechu nie uczynił. Cnota jego nie może być naruszoną. Skoro się tedy dusza przez zamianę ślubnej obrączki, t. j. przez wiarę z Chrystusem połączy, to Chrystus grzechy jej na własność przyjmuje. Ale w osobie jego przepadają takowe i pochłonięte zostają, albowiem nieprzezwyciężona sprawiedliwość Pana silniejszą jest, aniżeli wszystek grzech razem. Azaż nie rozkoszna jest to rzecz, iż on bogaty, pobożny i wysokiego rodu oblubieniec Jezus Chrystus one uboga, wzgardzona i złą nierządnicę, jaką dusza nasza jest, oblubienicą swą obiera, od wszystkiego złego ja oczyszcza i wszelkimi klejnotami przyozdobią? . . A zatem staje się chrześcianin wolnym i panem wszystkiego przez wiarę.”
W drugiej części rozprawy określa Luter drugą stronę prawdy. „Lubo człowiek stał się wolnym, to jednak powinien znowu dobrowolnie stać się sługa i pomagać bliźnim swoim, równie jako i jemu przez Chrystusa dopomógł Bóg. Powinien pomyśleć u siebie tak: Oto, dla takiego Ojca, który mię darami swymi tak obficie ubłogosławił, i ja chętnie za darmo i wesołym sercem wszystko uczynię, co jemu się podoba. Wobec bliźniego mego chętnie i po chrześciańsku się sprawię, jako wobec mnie uczynił Chrystus. Taką koleją wynika z wiary upodobanie w Bogu i miłość do niego, tudzież chętne i wesołe obcowanie, które bliźniemu za darmo oddaje usługi. A stąd widzimy, jak wysokie i szlachetne jest życie chrześcijańskie Lecz teraz niestety nie napotykamy takowego w świecie; ani też nawet o nim nie każą. — Wiara podnosimy się ponad samych siebie aż do Boga, miłością zaś poniżamy się znowu z własnego popędu, a jednak pozostawamy w Bogu i miłości jego. Oto prawdziwa, duchowna i chrześcijańska wolność człowieka. Jest ona wyższą od wszelkiej innej wolności, równie jak niebo wyższe jest od ziemi.”
Tę to księgę dołączył Luter do listu
swego do papieża Leona X.!
–––––––––– • ––––––––––