— 157 —
VIII.
Wiara. — Popularne mowy. — Nauka akademiczna. — Czystość obyczajów
Lutra. — Niemiecka teologia; mistycyzm. — Mnich Spenlein. — Usprawiedliwienie z
wiary. — Słowo Lutra o Erazmie. — Wiara i uczynki. — Erazmus. — Potrzeba uczynków. — Pełnienie tych zasad.
Luter nie zapuszczał się głęboko w tę sprawę. Serce i życie jego całkiem przejęte było żywą wiarą w Chrystusa. „W sercu mojem,” tak pisze on o sobie, „panuje jedynie i panować będzie wiara w Pana mego Jezusa Chrystusa, który we dnie i nocy sam jeden jest początkiem, pośrodkiem i końcem wszystkich myśli mej duszy” *).
Wszyscy słuchacze jego byli zachwyceni, słuchając Lutra mówiącego czy to z katedry uniwersyteckiej czy z kazalnicy o tej wierze w Jezusa Chrystusa. Nauki jego dziwną rozszerzały światłość. Dziwowano się, że nikt już wcześniej nie poznał tej prawdy, która w uśeiech jego tak wydawała się być
prostą. „Pragnienie własnego usprawiedliwienia naszego,” powiada Luter, „jest źródłem wszystkiej trwogi serca. Lecz kto Chrystusa za zbawiciela swego przyjmuje, ten ma pokój wewnętrzny, a nie pokój tylko, owszem i świętobliwość serca. Poświęcenie serca naszego jest owocem wiary. Wiara duszy naszej jest dziełem Bożem, która nas odnawia i sprawia, że z Boga bywamy rodzeni. Ona to wyniszcza w nas starego
Adama, dawa nam przez Ducha Świętego serce nowe, i czyni nas ludźmi nowymi. Nie w drodze wysokich rozumowań, lecz w sposób praktyczny, wynikający z potrzeby serca, dostępujemy zbawiennej o Jezusie Chrystusie znajomości” **). Wtenczas mawiał Luter kazania o dziesięciorgu przykazań Bożych. Mowy
te przechowały się aż do dziś dnia pod imieniem „popularnych wykładów.” Znajdują się tam jeszcze niektóre błędy. Luter bowiem powoli przychodził do zupełnej znajomości prawdy. Droga sprawiedliwego równa się światłu, którego blask staje się coraz jaśniejszym, aż nareszcie zupełnie nadejdzie dzień. Lecz jakąż wykłady te odznaczają się prawdą, jakąż prostotą rzeczy i siłą wymowy ! Z nich można już poznać, jak wielki wpływ kaznodzieja taki na umysły słuchaczów, a co więcej na
*) Praef. ad Galat.
**) Non per speculationem sad per Tiam
practicam.
— 158 —
wiek swój, wywierać musiał! Przytoczmy tutaj tylko jeden ustęp, a mianowicie ustęp wyjęty z początka tych kazań.
Luter wstąpiwszy na ambonę wittenberską czyta słowa tekstu: „Nie będziesz miał bogów innych przedemną.” Potem obróciwszy się do licznego zgromadzenia słuchaczów mówi do nich tak: „Wszystkie dzieci Adama są bałwochwalcami, i grze szą przeciwko temu pierwszemu przykazaniu” *).
Uderzające to twierdzenie zastanawia uwagę słuchaczów. Luter usprawiedliwia takowe, tłumacząc im dalej: „że dwojaki jest rodzaj bałwochwalstwa, a mianowicie jeden wewnętrzny, drugi zaś zewnętrzny.”
Zewnętrzne bałwochwalstwo pełni, kto modli się do drzewa, kamienia, zwierząt, do gwiazd itp. Wewnętrzne zaś pełni człowiek, jeźli wprawdzie, bądź to przez obawę kary, bądź też dla cielesnej wygody, nie modli się do rzeczy stworzonych, lecz miłuje takowe z głębi serca swego, w nich ufność swa pokłada
itd. „Cóż to jest za wiara!” Nie uginacie wprawdzie kolan swych przed bogactwem i zaszczytami, lecz oddawacie im serca wasze, tę najszlachetniejsza cząstkę waszej istoty. Ciałem waszem chwalicie Boga, dusza atoli służycie rzeczom stworzonym.
„Takie bałwochwalstwo żyje w każdym człowieku, póki nie uleczy się z niego za darmo przez wiarę w Chrystusa Jezusa.”
„Jakoż wyleczenie takie przychodzi do skutku? Słuchajcie! Wiara w Chrystusa pozbawia was wszelkiej ufności w własną wasza mądrość, sprawiedliwość i siłę; ona uczy was poznawać, iż gdyby Chrystus nie był za was umarł i wybawił was, to ani wy sami, ani żadne inne stworzenie nie byłoby w stanie dopomódz warn**). Tym sposobem nauczycie się wszystkie niepożyteczne rzeczy poczytywać sobie za nic.”
Pozostawa wam tedy Jezus, Jezus jedyny, dla duszy waszej wystarcza Jezus. Niczego nie spodziewacie się już więcej po żadnem stworzeniu; nic nie macie więcej oprócz Chrystusa; od niego wszystkiego się spodziewacie, jego tedy miłujecie na dewszystko.
„Jezus jest prawdziwym, jednym, jedynym Bogiem; jeźli jego macie, to nie macie już więcej bogów innych***).
*) Omnes filii Adae sunt idololatrae. (Decem praecepta Wittenbergensi populo praedicata per E. P. D. Martiimm Lutheruin. Aug. a. 1516.) Późniejsze tłumaczenie niemieckiego oryginału.
**) Nisi ipse pro te mortuus esset, teque
servaret, nee tu, nee omnis creatura übi posset prodesse. Ibid.
***) At Jesus est verus, unus, solus Deus, quem cum habes, non habes alienum Deum. Ibid.
— 159 —
Tak wykazał Luter, jako Ewangelia prowadzi człowieka do Boga, onego najwyższego dobra naszego, a mianowicie według słowa Pisma świętego, które mówi: „Jam jest droga, nikt nie przychodzi do ojca tylko przez mię.” Kto tak do wieku swego przemawia, ten zaprawdę do większych zmierza rzeczy, aniżli do poprawy niektórych istniejących nadużyć; dąży bowiem do przywrócenia prawdziwej wiary. Dzieło jego nie ogranicza się jedynie do zrywania, lecz uwydatnia się przedewszystkiem w odbudowaniu zbawiennej prawdy Bożej.
Dalej kazał Luter przeciwko różnym zabobonom, zaciemniającym ówczesne chrześciaństwo, jakoto przeciwko tajemniczym znakom i charakterom, tudzież przeciwko przesrtzeganiu pewnych dni i miesięcy, przeciwko pokusom, urojeniom, przeciwko czytaniu w gwiazdach, czarom, przemianom, nocnym duchom, świętym patronom itp. Na wszystkich tego rodzaju bałwan uderzając z kolei, obalił Luter i zniszczył potężną ręką wszystkie one bożyszcza.
Przeważnie atoli działał Luter na wszechnicy, kierując serca kształcącej się i prawdy szukającej młodzieży do onych niewyczerpniętych skarbów słowa Bożego. Słynny przyjaciel Lutra, Melanchton, powiada o nim te słowa: „Pismo święte wykładał Luter tak, iż według zdania wszystkich pobożnych i oświeconych mężów wydawało się wszystkim słuchaczom jego, jakoby po długiej nocy nowy dla nauki kościoła nastawa! dzień. Wykazał on różnicę, jaka między zakonem i Ewangelią zachodzi. Zbił potem błędna naukę, która panuje w szkołach i w kościele, jakoby sobie ludzie przez własne swe uczynki na odpuszczenie grzechów zasługiwali i przez zewnętrzne ćwiczenia przed Bogiem sprawiedliwości dostąpili. Tym sposobem kierował on serca ludzkie do Syna Bożego *). Jakby drugi Jan Chrzciciel wskazywał Luter na Baranka Bożego, który zgładził grzechy świata, wykazując oraz, że grzechy nasze dla zasługi Syna Bożego za darmo odpuszczone bywają, i jako człowiek tego dobrodziejstwa Boga naszego dostępuje przez
wiarę. W zewnętrznych obrządkach kościoła nie zmieniał Luter nic; porządek istniejący bronił owszem i przestrzegał go nie mniej ściśle, aniżeli wszyscy inni członkowie jego zakonu. Za to usiłował się coraz gorliwiej, aby wielkie one i zasadnicze Pisma świętego nauki o nawróceniu grzesznika, o odpuszczeniu grzechów, o wierze i prawdziwej pocieszę w krzyżu Chrystusowym jak najdobitniej wyjaśniać, tak iżby
*) Revocavit igitur Lutherus hominum mentes ad
Filium Dei. Melanchth. V. Luth.
— 160 —
wszystkim ludziom stały się zrozumiałe. Słodkość nauki tej podbijała sobie i przejmowała do głębi wszystkie pobożne umysły; a znowu dla uczonych wydała się nie mniej pożądaną*). Można tedy było rzec, że oto Chrystus, apostołowie i prorocy powstali z ciemnicy, więzienia i brudu, i znowu wystąpili na jawią przed obliczem całego świata**).
Luter tak silnie stał na fundamencie Pisma świętego, iż nauka jego nie mała zjednała sobie powagę. Lecz przyczyniły się do tego także i inne okoliczności. Życie Lutra odpowiadało jego nauce; wiedzieli o tem wszyscy, iż słowa jego nie płyną tylko z ust, lecz że pochodzą z serca ***); wszystkie jego
czyny świadczyły o tem. Później, gdy powstała reformacya, ubolewało wielu wpływowych mężów nad rozerwaniem, które przez to w kościele powstało, lecz czystość obyczajów reformatora i wspaniały duch jego przemawiały za nim. Nie stawiali mu więc oporu, owszem przyjęli nauki jego, za któremi przemawiało jego obcowanie †). Im więcej kto cnotom chrześciańskirn sprzyjał, tem większy uczuwał pociąg do reformatora ††).
Donoszą o tem znajomi jego, a przedewszystkiem najuczeńszy mąż wieku onego, Melanchton, tudzież i znakomity przeciwnik Lutra, Erazmus. Jedynie uprzedzenie i zazdrość poważyły się bajać o niby rozpustnem życiu jego. Ludność Wittenbergi stała się przez kazanie o wierze jakby zupełnie inną. Miasto to stało się ogniskiem światłości, która za niedługo wszystkie kraje niemieckie oświecić i po całym kościele rozlać się miała.
Roku 1516 wydał Luter dzieło podtytułem: „Niemiecka teologia,” napisane przez pewnego nie wymienionego zwolennika mistycznej teologii (był nim prawdopodobnie Elblank, kapłan frankfurcki), w którem autor dowodzi, iż na trojakiej drodze może człowiek doskonałości dostąpić, a mianowicie przez oczyszczenie, oświecenie i przez społeczność. Luter zgoła nigdy nie zajmował się teologią mistyczną, lecz wrażenie, jakie z tej strony odebrał, było w rzeczy samej zbawienne. Mistyka powiększała wstręt jego do niepłodnej scholastyki, jego lekce ważenie dla praktyk i uczynków, które ze strony kościoła tak
*) Hujus doctrinae dulcedine pii omnes valde
capiebantur, et eruditis gratum erat. (Ibid.)
**) Quasi ex tenebris, carcere, squalore educi
Christum, prophetas, apoBtolos. (Ibid)
***) Oratio non in labris naści sed in pectore;
Melanch. V. Lutheri.
†) Eique propter auctoritatem, quam sanctitate
morum antea pepererat, adsenserant. (Ibid.)
††) Puto et hodie, theologos omnes probos
favere Luthero. Erasmi Epp. I. 652.
— 161 —
wysoko podnoszono, tudzież jego przekonanie o duchownem niedołęztwie człowieka i koniecznej potrzebie łaski, jako też przywiązanie jego do biblii. „Ja wolę mistyków i biblią,” pisze Luter do Staupitza*), „niżli scholastyko w,” i stawia potem teologów mistycznych tuż obok autorów Pisma świętego. Niezawodnie dopomogła mu „teologia niemiecka” do wytworzenia sobie prawego pojęcia o sakramentach świętych, a szczególnie o mszy; autor bowiem „teologii” mocno utrzymywał, że przez sprawowanie świątości bywa Chrystus darowany człowiekowi, nie zaś ofiarowany Bogu. W przedmowie, która jako wydawca do powyższego napisał dzieła, oświadczył Luter, że z żadnej dotąd innej księgi, biblia i dzieła Augustyna wyjąwszy, nie nauczył się zgoła tyle o Bogu, o Chrystusie, o człowieku i o innych rzeczach, co z tej! Już niektórzy uczeni zaczęli odzywać się niekorzystnie o profesorach wittenberskicb, oskarżając ich o wprowadzanie nowości! Luter napisał z tego powodu taką odpowiedź: „Wydaje się ludziom, jakoby nikt nigdy nie był tak nauczał, jako my nauczamy. A jednak zaprawdę istnieli tacy nauczyciele; lecz gniew Boży, na któryśmy grzechami naszymi zasłużyli, nie dozwolił nam ani widzieć ich ani też słyszeć. Przez długie czasy zaniedbywały wszechnice słowo Boże, zarzuciwszy takowe gdzieś do kąta. Przeczytajcie tylko tę księgę, która zaiste nie jest nową, a potem powiedzcie, azali nasza teologia jest nową!” **)
Biorąc atoli z teologii mistycznej, co dobrego tam było, umiał Luter oraz odrzucić, co było błędne. Takim błędem, który w teologii mistycznej często napotykamy, jest n. p. zapoznanie zbawienia danego z łaski. Wobec tego świadczy o czystości wiary Lutra przykład następujący.
Życzliwe i uprzejme serce Lutra nie pozwoliło mu pominąć żadnej sposobności, nie skorzystawszy z niej do zwrócenia uwagi miłych mu osób na światło żywota, które duszę jego skierowało na drogę pokoju. Nie omieszkał Luter czynić to ani w zawodzie profesora, ani jako kaznodzieja i zakonnik,
ba nawet i bardzo rozgałęziona korespondencya jego posłużyła mu za środek do udzielania innym z obfitości skarbu swego. Jeden z dawniejszych kolegów jego w klasztorze erfurckim, niejaki braciszek Jerzy Spenlein, bawił podówczas w klasztorze w mieście Memmingen, spędziwszy poprzednio niejaki czas
*) Illis praefero mysticos et Biblia. (Luth.
Epp. I. 107.)
**) Die deutsche Theologie, Strassb. 1519. Przedmowa.
— 162 —
w Wittenberdze. Spenlein udał się z prośbą do Doktora, by zechciał sprzedać kilka rzeczy, które on w Wittenberdze pozostawił, a mianowicie należało do takowych kilka drobniejszych sprzętów, potem suknia z materyi brukselskiej, tudzież jakaś ksiażka pewnego Doktora z Eisenach i kaptur mnisi. Luter wypełnił ściśle powierzone mu zlecenie. Jako z listu jego, pisanego do Spenleina na dniu 7. kwietnia 1516, wynika, otrzymał on za suknię jeden złoty, za książkę pół złotego, za kaptur jeden złoty, i wręczył pieniądze te wikaremu, któremu Spenlein winien był trzy złote. Lecz zdawając rachunek z dokonanej sprzedaży starych mnichowskich rupieci przechodzi Luter na przedmiot daleko ważniejszy i pisze do braciszka Jerzego te słowa: „Chciałbym zapytać się o stan twojej duszy. Czy nie sprzykrzyła sobie już w własnej swej sprawiedliwości? Czy nie ma może chęci odetchnąć sobie i nabyć zaufania w sprawiedliwość Chrystusowa? Wielu ich bowiem w czasach naszych dawa się uwieść przez dumę, a są to szczególnie tacy, którzy wszystkiemi siłami sweini do sprawiedliwości dążą Nie wiedząc o sprawiedliwości przed obliczem Bożem, która nam w Chrystusie za darmo jest dana, chcą oni mocą swych własnych zasług ostać się przed Bogiem. Lecz to jest rzeczą niemożebną. Wtenczas, kiedyś u nas bywał, i ty tak obcowałeś, tym samym,
co i ja wtenczas, przejęty będąc błędem. Ja zawsze jeszcze walczę przeciwko niemu, ani go też jeszcze nieprzezwyciężyłem zupełnie.”
„O bracie drogi! ucz się poznać Chrystusa ukrzyżowanego. Zaśpiewaj mu pieśń nową; zwątpij o samym sobie i rzecz do Niego: Ty Jezu Panie, ty jesteś sprawiedliwością moją, a jam grzechem twoim; ty przyjąłeś, co było moje, i dałeś mi, co Twoje jest*). Ty stałeś się, czem nie byłeś, abym ja został, czem nie byłem! Strzeż się, mój kochany Jerzy, abyś takiej nie pożądał czystości, iżbyś więcej nie chciał być grzesznym. Albowiem Chrystus u grzeszników tylko przebywa. On zstąpił z nieba, gdzie wśród czystych bywał, chcąc zamieszkać między grzesznymi. Rozważ dobrze tę miłość Chrystusową, a niewysłowionej ukusisz z niej pociechy. Gdyby prace i katowania nasze były w stanie zjednać nam pokój sumienia, to po cóż byłby Chrystus umarł? W nim znajdziesz pokój, jeżli zwątpisz o sobie i uczynkach swoich; potem poznasz one niewysłowioną miłość jego, z jaką zbawiciel twój do łona swego
*)
Tu, Domine Jesu, est justitia mea, ego autem sum peccatum tuum. Tu assumpsisti meum, et dedisti mihi tuum. Luth.
Epp. I. 17.
— 163 —
cię garnie, grzechy twoje na się przyjmuje i wszystka swą sprawiedliwość tobie daruje.”
Tym sposobem wyświetlał Luter jasno i dobitnie one potężną naukę, która w czasach apostołów ocaliła iświat i znowu go ocalić miała w reformacyi. Tak przekroczywszy wieki ciemnoty i niedowiarstwa nawiązał on myśli swe do nauk apostoła Pawła, snując je znów dalej.
Nie samego tylko mnicha Spenlein pragnął Luter z tą zasadniczą zaznajomić nauką. Niepokoiło go także, ponieważ w pismach Erazma co do nauki tej tak mało znajdywał prawdy. Nie mało zależało mu na tem, aby mężowi tak znakomitych zdolności ducha i tak niepospolitego wpływu do lepszego dopomódz pojęcia o rzeczy. Lecz jakże wziąść się do tego? Erazmus cenił przyjaciela jego, nadwornego kapłana księcia elektora. Do niego napisał tedy Luter następujący list: „Co mi się u Erazma, tego męża niepospolitej nauki, nie podoba, to jest ta okoliczność, kochany Spalatinie, iż przez sprawiedliwość pochodzącą z uczynków czyli zakonu, o której apostoł wspomina, rozumie Erazm tylko przestrzeganie przepisów żydowskiego ceremoniału „Usprawiedliwienie przez zakon” — przez to nie rozumie się tylko pełnienie zewnętrznych ceremonij, lecz owszem oraz i przestrzeganie wszystkich uczynków, dziesięciorga przykazaniami Bożemi objętych. Jeżli uczynki te bez wiary w Chrystusa pełnione bywają, to mogą w ten sposób powstać ludzie, jakimi byli Fabricius lub Regulus, lub inni mężowie, uchodzący w oczach świata za ludzi doskonałych; ale uczynki te nie zasługują więcej na nazwę sprawiedliwości, aniżli owoc ciernia jest figą. Albowiem nie stajemy się — co twierdzi Aristoteles — sprawiedliwymi przez pełnienie dobrych uczynków, lecz jeżli staliśmy się i jesteśmy sprawiedliwymi, to potem sprawiedliwe pełnimy czyny*). Najprzód musi odmienić się osoba, a potem czyny. Najprzód był Abel Bogu przyjemnym, a potem była nią jego ofiara. Proszę was, dopełnijcie względem Erazma obowiązku przyjaciela i chrześcianina i objaśnijcie go o tem.” List ten nosi napis: „Na prędce z kąta naszego klasztoru dnia 19. października 1516.” Wyobraża on nam stanowisko Lutra do Erazma, tudzież szczery jego współudział dla wewmętrznego powodzenia tego znakomitego autora. Później wprawdzie, gdy Erazmus stanął naprzeciwko nauce prawdy, musiał też i Luter
*) Non enim justa agendo justi efficimur; sed
justi fiendo et esBendo operamus justa. Luth. Epp. I. 22.
— 164 —
jawnie wystąpić przeciwko niemu; nie uczynił tego jednak, nie szukawszy poprzednio wyprowadzić wroga swego z błędu, świadomie przezeń obranego.
Głębokie więc i jasne wypowiedziane zostały nauki o naturze dobra, i o zasadzie, według której nie powinniśmy wewnętrznej wartości jakiegobądź czyuu oceniać według zewnętrznej jego formy, ale według umysłu i serca, z którego takowy wynika. Był to śmiertelny cios dla wszystkich zabobonnych praktyk, które od wieków zepsowały kościół i niepozwoliły rość i rozwijać się cnotom chrześciańskim. „Czytam Erazma,” pisze Luter dalej, „lecz w oczach moich traci on z każdym dniem na znaczeniu. Chętnie to widzę, jak umiejętnie i silnie przy gania on gnuśnemu nieuctwu duchownych, lecz obawiam się, iż małe przez to wyświadcza usługi nauce Jezusa Chrystusa. Ludzka strona góruje u niego nad boską*). Żyjemy w niebezpiecznych czasach. Człowiek nie staje się dobrym i rozsądnie myślącym chrześcianinem przez to, że nauczył się greckiego lub hebrajskiego języka. Hieronymus umiał pięć języków, a przecież stoi on niżej Augustyna, który władał tylko jednym, lubo Erazmus przeciwnego jest zdania. Ja strzegę się starannie, abym nie wyjawił mego zdania o Erazmie, nie chcąc wrogom jego przysparzać korzyści. Może go Bóg czasu swego oświeci” **).
Bezwładność człowieka i wszechmocność Boga, oto te dwie prawdy, które Luter do powszechnego pragnął doprowadzić uznania. Religia i filozofia, jeżli człowieka na własnej jego sile spolegać uczą, nie odpowiadają wewnętrznym potrzebom serca. Te potęgi ducha, wynoszone tak wysoko, przez wieki wypróbowane zostały. Człowiek zaiste, co się ziemskiego bytu jego dotyczy, dziwne nader zdobył dla siebie korzyści, ale jednego uczynić nie zdołał, a mianowicie nie zdołał rozpędzić ciemności, które przed duchem jego zakrywają znajomość prawdziwego Boga, nie potrafił ani jedną odmienić skłonność własnego serca swego. Ludzie wielkiej ambicyi i niepospolitej siły ducha, dusze pałające żądza doskonałości nigdy nie doszły dalej, chyba do zwątpienia o sobie samych***). Wzniosła tedy, pociechy pełna i ze wszech miar prawdziwa jest ta nauka, która naszą odkrywając nam słabość wskazuje nam siłę Boga, przez którą wszystko możemy. Wielką jest ta reformacya,
*) Humana praevalent in eo plus quam divina.
**) Dabit ei Dominus intellectum suo forte tempore.
Luth. Epp. I. 52.
***) Czy tedy niemoźebna jest, zostawać bez grzechu? Pyta Epiktet. Tak jest, niemożebną, odpowiada tenże! IV. p. 19.
— 165 —
która na ziemi występuje w obronie chwały nieba, i wobec człowieka zastępuje prawa wszechpotężnego Boga.
Lecz nikt dotąd nie poznał tak dobrze jako Luter natury onego ścisłego związku, jaki między zbawieniem, od Boga darowaneni za darmo i między uczynkami ze swobodnej woli człowieka wynikającymi zachodzi.
Mistrzowskim wykazał on sposobem, jako człowiek tylko wtedy, kiedy od Chrystusa bierze, braciom swym wiele dać jest w stanie. Zawsze opisuje on równocześnie, co działa w nas Bóg, a co czyni człowiek. Określiwszy tedy w liście do braciszka Spenlein zbawiającą sprawiedliwość Bożą, pisze on dalej
do niego tak: „Jeźli to wszystko tak wierzysz, jako człowiek wierzyć powinien (przeklęty, kto nie wierzy), tedy przyjmuj nieoświeconą i błądzącą bracią twa tak, jako i Jezus Chrystus wstawił się za tobą. Znoś ich cierpliwie, grzechy ich przyjmuj na siebie, dziel się z nimi dobrem, które ci jest dano. Przyjmujcie tedy jedni drugich, powiada apostoł, jako Chrystus przyjął was na chwalę Boża. Nie dobra to sprawiedliwość, która nie chce znosić drugich, ponieważ ich za gorszych uważa; która ucieka do samotności pustyni, zamiast iżby przez cierpliwość, modlitwę i dobry przykład służyła braci. Jeżliś jest lilją lub różą Jezusa Chrystusa, to musisz mieszkać między cierniem. Jedno czuwaj, abyś niecierpliwością, przedwczesnymi sądy i ukrytą serca twego dumą sam nie stał się cierniem. Chrystus panuje w pośród nieprzyjaciół swoich. Albowiem gdyby był chciał tylko między samymi żyć dobrymi, i za tych tylko umrzeć, którzy go z serca kochali, to pytam się, za kogóż byłby w takim razie umarł, z kim byłby miał obcować?”
Powyższe przepisy braterskiej miłości pełnił Luter sam w sposób rozczulający. Pewien Augustyania erfurcki, imieniem Jerzy Leiffer, różnych doznawał pokuszeń wewnętrznych. Luter dowiedziawszy się o tom, napisał do niego w ośm drii po odesłaniu listu do Spealeina te słowa: „Słyszę o tobie, że duszą twą burze miotają, że umysł twój kołysany jest jakby na falach. Wszędzie na ziemi znajduje się krzyż Chrystusowy i każdy ma swą cząstkę z niego. Nie potępiaj tej, która się tobie dostała w udziale. Zachowaj ja owszem, jakby relikwia świętą, nie w złotem lub śrebrnem naczeniu, lecz, co na większą zasługuje pochwałę, w złotem i pokornem sercu. Jeźli bowiem drzewo z krzyża Chrystusowego przez ciało i krew Pańską tak uświęcone zostało, iż je za najkosztowniejszą uważamy relikwia, to zaiste tem więcej powinniśmy za takową poczytywać urazy, prześladowania, cierpienia i nienawiść ludzką; te bowiem
— 166 —
nie tylko przyszły w styczność z ciałem Chrystusowem, ale owszem boska miłość i wola jego przytuliła takowe do łona swego i ubłogosławiła je” *).
–––––––––– • ––––––––––