www.gory.pl - Górski Portal Turystyczny

Auri sacra fames!

Auri sacra fames! (Wergiliusz)

O poszukiwaniach złota w Beskidzie Sądeckim

Gorączka złota, czyli żywiołowy pęd do poszukiwania tego cennego kruszcu, nie jest, jak by się mogło wydawać, wynalazkiem Amerykanów, którzy w liczbie stu tysięcy, pod koniec 1849 roku przeszukiwali dolinę Sacramento w Kalifornii. I pewnie niejeden poszukiwacz przed Charlie Chaplinem musiał posilać się gotowanym butem, kiedy zamiast złota odkrył w górach chłód, bezwzględną surowość natury i nędzę włóczęgi.

W Beskidzie Sądeckim złota szukano już kilka wieków wcześniej. Inspiracją dla licznych poszukiwaczy stał się sławny testament Wydżgi, który Długosz zamieścił w Liber beneficiorum. Kronikarz podaje, że był w Królestwie Polskim szlachcic Piotr Wydżga herbu Janina, pan na zamku w Czorsztynie, Rytrze i Łącku, który w okolicznych górach znalazł bogate minerały i żyły złota. Skarby te zakopał i ukrył w różnych miejscach, a świadków pozabijał. Największą część skarbu zapakował do beczek i z tym majątkiem udał się do Krzyżaków, gdzie dokonał żywota. Po przedstawieniu portretu zdrajcy kronikarz zamieścił w wersji polskiej i łacińskiej testament Wydżgi, który daje wskazówki, jak dotrzeć do skarbu:
„Ja z Torunia, gdy miałem umrzeć, kazałem zapisać, żeby to na mej duszy nie zostało.
Najpierw pytajcie się do Krakowa, a z Krakowa do Nowego Sącza, a z Sącza Nowego do Starego Miasta, a z Starego Miasta do Rytra, a pod tym grodem, pod Rytrem stoi jedna karczma, a jeden młyn, a tam jedna woda wpada, co ją zwą Roztoka. Pofolgujże wodzie tej, a idź po niej, a gdy będziesz w lesie daleko, tedy przyjdzie tam druga woda z lewej ręki, opuść tę na prawo, a folguj tej na lewo, a ta idzie aż do wirzchu. A pod tym wirzchem jest łączka, ta woda idzie przez nią. A przy tej wodzie jaskinia pod ziemią. A idziesz jedno stajanie, a potem tę wodę znajdziesz, bo tam ja sem bierał czasem. A tu, gdzie w samej głowie żem porąbał drzewa do jednej doliny, aby nikt nie poznał, a tu nad tą doliną jest jeden potoczek, co go zowią Sucha Roztoka. A tu stoi miesiąc i gwiazdy napisane. Poleć mi pieczę i masz posiągnąć albo co masz i wziąć. A tam jest kaganiec i miska. A gdy na to miejsce przyjdziesz poklęknij a daj Bogu chwałę etc. Jestli cię Pan Bóg upamięta, o mej duszy nie zapomnij. A to jest dobro jako groch i jako siemię a rzadko jako bób. A to Panu Bogu polecam.”
Piotr Wydżga był niewątpliwie postacią autentyczną, gdyż jego panowanie do 1249 roku w kasztelani sądeckiej potwierdzają dokumenty historyczne. Można również przypuszczać, że w 1255 roku opuścił on Królestwo Polskie i udał się do Krzyżaków. Sam testament, który pochodzi z roku 1455 i jest autentycznym dokumentem z tego terenu, przekazały Długoszowi klaryski ze Starego Sącza. Jest to pierwszy znany dokument z całej serii tzw. spisków, czyli przewodników do skarbów, które pieczołowicie przechowywane i potajemnie kopiowane były rodzinnymi skarbami niejednej rodziny magnackiej, szlacheckiej a nawet chłopskiej - góralskiej. Podobne w treści i formie „testamenty Wydżgi” pojawiały się jeszcze niejednokrotnie. Naśladując styl i formę pierwowzoru, nakazywały poszukiwaczom skarbów kopać w okolicy Tylmanowej, Barcic, Łącka, Szczawnicy. Sporo takich testamentów kierowało górników lub zwykłych poszukiwaczy przygód w niedostępne rejony polskich gór. To oni zdobywali szczyty i odkrywali jaskinie na długo przed taternikami i turystami, a drogę do skarbów oznaczali tajnymi znakami, które i dziś wprawne oko dostrzeże na skale. Zapewne pęd do poszukiwania kruszców w górach Sądecczyzny stał się dość wcześnie powszechny, gdyż w XV wieku poszukiwaczy zaczęły obowiązywać przywileje królewskie, które przewidywały opłaty na rzecz panującego. Sto lat od czasu, gdy Wydżga udał się do zakonu, szukał jego skarbu Jan Gładysz de Brzeszcze. Piętnastowieczne przywileje królewskie odnotowują imiona całych rzeszy poszukiwaczy. Są wśród nich przedstawiciele różnych stanów, w tym nawet członkowie rodów magnackich, jak Firlejów czy Lanckorońskich. Warto wspomnieć, że Jan Jordan z Zakliczyna, żupnik Krakowski od 1504 razem z Mikołajem Lanckorońskim i Mikołajem z Zakliczyna uzyskuje w r. 1498 przywilej na poszukiwanie kruszców w całej Polsce. Prawie równocześnie z Janem Jordanem występuje w innym dokumencie Mikołaj Jordan z Zakliczyna. Wymienionym jest on mianowicie między dwudziestoma uprzywilejowanymi osobami do czynienia poszukiwań już to conjunctim już to divisim. Zastanowić tu może okoliczność, iż w grupie tychże osób oprócz wielmożów i kupców, występuje niejaki Pietrzyk z Rytra i jakiś Jabłonka z Piwnicznej. Pietrzyk Słowak de Ryterto pierwsze zanotowane nazwisko nieszlacheckie mieszkańca Rytra. Trudno się dziwić, że znalazł się on w gronie pierwszych uprzywilejowanych poszukiwaczy, skoro to właśnie w górach ryterskich miało się znajdować legendarne złoto Wydżgi. Właściciele dóbr ryterskich również interesowali się złotem. Takim był na przykład syn dzierżawcy Rytra Zygmunta Kazanowskiego Adam z Kazanowa herbu Grzymała, który w 1642 otrzymał dzierżawę salin wielickich i w związku z tym wystarał się o przywilej wydobywania kruszców na Podhalu. Tatry, Pieniny, Sądeckie i Bieckie były w XVI i pierwszej połowie XVII w. głównym terenem intensywnych poszukiwań kruszców. Działało w tym czasie około sześćdziesiąt ekspedycji poszukiwawczych. Wyniki badań nie były korzystne. Kruszce odkryto przede wszystkim w Tatrach, jednak ich eksploatacja nie była opłacalna. Od 1732 do 1736 prace górnicze prowadzono na zlecenie Sanguszki na Jarmucie w Pieninach. Ślady tych robót zachowały się do dziś w postaci sporej sztolni wykutej w pienińskich andezytach. Mimo niekorzystnych doświadczeń, przy braku znajomości budowy geologicznej terenu, złota szukano uparcie w całym Beskidzie Sądeckim. Świadczą o tym do dziś zachowane nazwy Złotne, Złockie, Słotwiny. W okolicach Rytra, kierując się testamentem Wydżgi, złota spodziewano się najczęściej w okolicach Banisk. Nazwa tego miejsca, które jest dość rzadkim w Karpatach obsekwentnym osuwiskiem dolinnym, ozdobionym jeziorkiem i licznymi jaskiniami szczelinowymi, pochodzi prawdopodobnie od „bań, baniorów, basenów wodnych”, ale może należałoby szukać jej źródłosłowu w języku węgierskim, gdzie banya to „kopalnia”. Takie objaśnienie nazwy tłumaczyłoby pochodzenie starej miejscowej legendy, która mówi, że w jeszcze przed otwarciem kolei, przyjeżdżali do Rytra Madziarzy, którzy w Baniskach, w miejscu zwanym Zaołtarz prowadzili jakieś sekretne prace górnicze. Tak wielki był to sekret, że legenda każe przekuwać podkowy koniom, które ciągnęły wyładowane wozy z jakiegoś tajemniczego miejsca w górach. Według innych miejscowych legend ukryte skarby można było znaleźć na polanie Mnich pod Kordowcem i oczywiście w ruinach ryterskiego zamku. Można nawet snuć hipotezy, że miejsce, gdzie ma znajdować się legendarny skarb Wydżgi nie znajduje się w dolinach Małej lub Wielkiej Roztoki, ale na Suchej Strudze, której drugi człon nazwy jest dość dziwny dla tego terenu i być może to właśnie tam znajduje się owa tajemnicza Sucha Roztoka, której śladu próżno dziś szukać w nazewnictwie i na mapach.

Dokument Leszka Białego z lat 1221 – 1224 rozróżniał poszukiwaczy (inventores) i kopaczy (fossores). W Rytrze tych pierwszych widziano zapewne przez wieki wielu, choć często chodzili w góry in secreto, aby nie zdradzić miejsca, gdzie miską można złoto czerpać jak siemię a nawet bób. Zatarły się znaki ryte na nielicznych tu skałach, dawno umarły drzewa z wyciętym na korze rysunkiem półksiężyca lub słońca. Złota Wydżgi zapewne nie znaleziono, ale ukryte skarby czekają nadal na wszystkich tych, którzy chodzenie w góry pokochali, bo tam skarb twój, gdzie serce twoje.


Andrzej Kolbusz

Powrót do strony Andrzeja Gulińskiego

Hosted by www.Geocities.ws

1