SKAUTING I HARCERSTWO W SZCZEBRZESZYNIE 1915 - 1939

Materiały zebrał i opracował mgr inż. Jerzy Jóźwiakowski

2 DRUŻYNA SKAUTÓW im. płk LISA - KULI w Szczebrzeszynie 1936-1939

Drużyna gimanzjalna miała w swoim składzie harcerzy ze stażem nabytym w drużynach harcer­skich szkół powszechnych. Duże część stanowili jednak nowicjusze. Drużynowy Stanisław Łasocha był urodzonym przywódcą. Sam obowiązkowy, zaradny i umiejący wykonać różne roboty rzemieślnicze, starał się wdrożyć te cechy i zamiłowania harcerzom. Wymagał samodzielności i solidnego wykony­wania zadań. Zostawiał hercerzom wolną rękę, co pobudzało ich inicjatywę, pomysłowość i odwagę.

 

Dyrektor gimanzjum Wiktor Jóźwiakowski uczył matematyki. Był on entuzjastą harcerstwa i pro­pagatorem postępu technicznego w czym widział podstawę rozwoju kraju. Uczniami, którzy mieli zdol­ności matematyczno - fizyczne interesował się już od pierwszej klasy gimnazjalnej. Z chwilą zorgani­zowania drużyny harcerskiej zaproponował nauczycielowi robót ręcznych szkoły powszechnej nr l Pio­trowi Buhunowi, aby nauczał tego przedmiotu w gimnazjum. Tak się też stało, a po pewnym czasie poprosił go, aby został opiekunem drużyny harcerskiej.

 

 

Piotr Bohun bardzo dobrze współpracował z drużynowym Stanisławem Łasocha. Harcerze zdający sprawności politechniczne (ślusarz,elektryk, stolarz, łącznościowiec, radiotechnik i in.), korzystali z pracowni robót ręcznych także poza lekcjami tego przedmiotu. Bardzo szybko okazało się jaka dziadzina poszczególnym harcerzom odpowiada. Naturalnie nie wszyscy nabrali zapału do majsterkowania na dłuższy czas. Ci, którzy mieli w tym kierunku zdolności i potrafili pogodzić to zajęcie z dobrymi wynikami w nauce, nabyli umiejętności ponad program szkolny. Jako harcerze mieli zdobyte jedne z najtrudniejszych sprawności. Gimnazjum miało też z tego korzyść, ponieważ uczniowie wykonywali pomoce naukowe i naprawiali różne urządzenia szkolne. Majsterkowieżom potrzebującym pomocy materialnej, gimnazjum odwdzięczało się przyznawaniem stypendiów. Nie przeszkadzało to harcerzom w odbywaniu wycieczek do okolicznych lasów. W pobliżu gajówki "Krzywe" za brodzka górą mieli swoje stałe obozowisko, gdzie wiele obozowych obiektów jak kuchnia, kapliczka i.t.d. było zrobionych na stałe. Po wodę do picia chodzili do studni w gajówce, tam też rano i wieczorem myli się.

W 1937 roku byli na obozie w Suścu, a w 1938 roku w Bukowinie Tatrzańskiej.

 

Fot. 58

Drużynowy Stanisław Łasocha z grupą harcerzy w Suścu.

 

Fot. 59

Harcerze 2 Drużyny Skautów na obozie w Suścu.

 

Fot.60

Powrót z wycieczki za brodzką górę.

 

Fot.61

Wycieczka do lasu za brodzką górę, posiłek obok gajówki „ Krzywe”

 

Wieczorem, a czasem zaraz po lekcjach grali jia szkolnym boisku w siatkówkę a rywalizacja z innymi drużynami harcerskimi była atrakcja sportową dla całego gimnazjum.

Warunki bytowe harcerzy i zajęć drużyny gimnazjalnej bardzo różniły się od pionierskich osiągnięć Pierwszej Drużyny Skautowej Szczebrzeszyna sprzed 20 laty. Weteran stautów szczebrze-szyńskich Stefan Jóźwiakowski, przy okolicznościowych spotkaniach z drużynę gimnazjalną opowiadał, jak przed 20 laty, w warunkach wojny wyglądały wycieczki, które zawsze były połączone z ćwiczeniami na wzór wojskowy.

 

Patriotyzm i praca ideowa dla Polski przyjęły teraz też inne formy. Należało podnosić kraj gospodarczo i pracować nad jego poziiomem moralnym. Ci harcerze, którzy byli przez dwa tygodnie na ogólnopolskim zlocie ZHP w Spalę, zostali tam zafascynowani przedstawioną przez naczelne władze ZHP misją harcerstwa w wychowaniu ludzi dobrej woli i prawego charakteru. Było w Spalę około 25000 harcerek i harcerzy a większość z nich z pewnością taką misje podjęła i dawała społeczeństwu przykład. W obecnej drużynie gimnazjalnej było w Spalę w 1935 r. sześciu harcerzy. W codziennym życiu zwracali oni swym postępowaniem uwag? młodszych harcerzy; byli koleżeńscy, bezinteresowni, mieli swoje upodobania intelektualne lub zapał w innych dziedzinach - no i uczyli się nie dla stopni lecz dla zrozumienia i poznania przedmiotu. Aktualny był problem materialnego wsparcia kolegów z ubogich rodzin. Namawiano rodziców do zaangażowania się w Komitecie Rodzicielskim i w Kole Przyjaciół Harcerstwa celem uzyskania z wpłacanych składek funduszy na materialną pomoc zdolnym gimnazjalistom.

 

W roku 1937 prof. Bohun rozpoczął roczne studium uzupełniające w Państwowym Instytucie Robót Ręcznych w Warszawie, co było bardzo absorbujące. ("'Po ukończeniu tego studium w 1938 r. prof.Bohun uzyskał uprawnienia do nauczania przedmiotu roboty ręczne w szkołach średnich. Dotychczas pełnił tylko obowiązki /p. o./ profesora tego przedmiotu.)

 

Dyrektor wyznaczył innego opiekuna drużyny, został nim prof.Dominik Amborski. Jednak profesor Bohun pilnował nadal majsterkowania harcerzy.

W powietrzu wisiała wojna i pod koniec 1938 roku prof.Bohun zaczął udzielać się publicznie wygłaszając prelekcje na temat zagrożenia Polski przez faszyzm niemiecki. Nawoływanie prof. Bohuna do ofiarności na rzecz obronności kraju znajdowało zrozumienie wśród społeczeństwa i fundusz obrony narodowej w gminie Szczebrzeszyn bardzo wzrósł. Na zorganizowanym w lecie 1939 roku wiecu antyhitlerowskim niesiono kukłę wyobrażającą Hitlera i utopiono ją w Wieprzu przy moście koło młyna Drożdżyka i Perety. Nikt nie przypuszczał jak potoczą się losy Polski i świata.

Fot. 62

Gimnazjalna 2 Drużyna Skautów im. Płk Lisa-Kuli w Szczebrzeszynie w dniu 3-ego Maja 1939 roku.

 

Fot. 63 

Prof. Wiktor Jóźwiakowski, dyrektor gimnazjum, entuzjasta harcerstwa.

 

W lecie 1939 roku "ruch harcerski" był bardzo intensywny. W Hamerni koło Józefowa Biłgorajskiego Komenda Chorągwi Lubelskiej zorganizowała obóz szkoleniowy drużynowych i zastę­powych z całego województwa, było na nim trzech harcerzy ze Szczebrzeszyna. Komendantem tego obozu był podharcmistrz lubelski, pochodzący ze Szczebrzeszyna, Kazimierz Doleżal. Należał on w początkach lat 30-tych do drużyny harcerskiej w Szczebrzeszynie. W okolicy Długiego Kąta był żeński obóz szkoleniowy drużynowych. Z żeńskiej drużyny gimnazjalnej ze Szczebrzeszyna była na tym obozie Halina Pado.

 

W sierpniu 1939 roku 2 Drużyna Skautów wyjechała na obóz do Augustowa nad jezioro Białe. Pojechał z dryżyną opiekun prof. Amborski. Komenda Chorągwi Lubelskiej zorganizowała tu kilka obozów, których skład był formowany na miejscu w Augustowie. W obozie, w którym była drużyna Szczebrzeszynska był jeszcze zastęp z Bychawy i niepełny zastęp z Lublina. Komendantem został wyznaczony przez Chorągiew Lubelską - podharcmistrz Marceli Mełges. Miejsce obozu było wspaniałe; w Puszczy Augustowskiej nad jeziorem. Inne obozy Chorągwi Lubelskiej były w pobliżu tak, że ogniska odbywały się wspólnie. Byłem zachwycony życiem obozowym i jeziorem. Obóz nasz otrzymał trzy ło­dzie wiosłowe, którymi robiliśmy rejsy po jeziorze i jeździli do Augustowa po zakupy dla naszej kuchni.

 

Po pewnym czasie, zwiedzając okolicę napotkaliśmy teren budowy umocnień wojskowych. Pracujący tam ochotniczo młodzi ludziie wezwali nas do pomocy.

 

Wieczorem na apelu komendant Marceli Mełges rozkazał ochotnikom do tej pracy wystąpić, wystąpili wszyscy. Od tej pory sześć dni w tygodniu dwie trzecie obozu chodziło na budowę. Nosiliśmy deski na szalunki, woziliśmy taczkami beton itp.

Pozostali pełnili funkcje gospodarcze: gotowali jedzenie, znosili suche gałęzie i rąbali je do palenia pod kotłami w kuchni. Grupa gospodarcza zmieniała się dwa razy w tygodniu tak, że wszyscy w niej byli najmniej dwa razy. W wolnych chwilach pływaliśmy i zdawali na sprawność pływaka. Wieczorem przy ognisku słuchaliśmy gawęd i śpiewali harcerskie piosenki.

 

Fot. 64

"Nasz Krzyż Harcerski to odwieczny znak

......................................................................

znacie wszak rycerski stary krzyż - Virtuti Militari.”

 

 

Fot. 65

Obóz drużyny lubelskiej i Komendy Choragwi Lubelskiej

 

Fot. 66

       Obóz drużyny ze Szczebrzeszyna, zastępu z Bychawy i zastępu z Lublina

 

Fot. 67

 

Fot. 68

 

Fot. 69

Fragmenty kuchni i posiłku drużyny ze Szczebrzeszyna.

 

Fot. 70

      Druh Tadeusz Michalski i druh Zdzisław Galiński przy naprawie łodzi.

 

Zajęci pracą nie przejmowaliśmy się wieściami o zbliżającej się wojnie. Wracaliśmy pod koniec sierpnia. Na stacjach było pełno transportów wojskowych i wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że to wojna.

 

Fot. 71 Żołnierze czekający na stacji kolejowej na transport.

 

 

POWRÓT    DALEJ

Hosted by www.Geocities.ws

1