---
Czas wspominania rodzinnych korzeni
---
PRZED ZAPALENIEM CHOINKI
---
VII
---
   POWRÓT
---
   A podobno jest gdzieś ulica
   (lecz jak tam dojść? którędy?),
   ulica zdradzonego dzieciństwa,
   ulica Wielkiej Kolędy.
   Na ulicy tej taki znajomy,
   w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
   stoi dom jak inne domy,
   dom, w którymżeś się urodził.
   Ten sam stróż stoi przy bramie.
   Przed bramą ten sam kamień.
   Pyta stróż: "Gdzieś pan był tyle lat?"
   "Wędrowałem przez głupi świat."
   Więc na górę szybko po schodach.
   Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
   Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
   I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
   I brat, co miał okarynę.
   Potem umarł na szkarlatynę.
   Właśnie ojciec kiwa na matkę,
   że już wzeszła Gwiazda na niebie,
   że czas się dzielić opłatkiem,
   więc wszyscy podchodzą do siebie
   i serca drżą uroczyście
   jak na drzewie przy liściach liście.
   Jest cicho. Choinka płonie.
   Na szczycie cherubin fruwa.
   Na oknach pelargonie
   blask świeczek złotem zasnuwa,
   a z kąta, z ust brata, płynie
   kolęda na okarynie:
   LULAJŻE, JEZUNIU,
   MOJA PEREŁKO,
   LULAJŻE, JEZUNIU,
   ME PIEŚCIDEŁKO.
1947
---

---
Rodzina Gałczyńskich w Moskwie, ok. 1915 r.
Z prawej strony brat Konstantego, Mieczysław Zenon
---


This page hosted by  Get your own Free Home Page
Hosted by www.Geocities.ws

1