---
Artystyczne powożenie zaczarowaną dorożką
---
JAK DOKTOR KULCZAK DOSTAŁ SIĘ DO PIEKŁA I WYDOSTAŁ SIĘ Z NIEGO
---
Doktor Kulczak (zagadnienia chorób wewnętrznych i chirurgia homotechniczna) wsiadł w
   dorożkę i poprosił uprzejmie dorożkarza, żeby ten go zawiózł na dworzec. Padał deszczyk i
   niejako pod wpływem tego deszczyka Kraków robił się jeszcze bardziej zgniły i zapleśniały.
   Ostatecznie to nikogo nie powinno obchodzić, dokąd wyjeżdżał doktor Kulczak. Ważne jest
   to, że z Szewskiej dorożkarz nagle skręcił w boczną uliczkę, objechał wkoło Uniwersytet
   (przez duże U) i doktor Kulczak razem z dorożką, dorożkarzem i białym koniem znalazł się
   nagle w zupełnie autentycznym piekle.
   W takim wypadku uczciwy katolik zawołałby "Jezus Maria", ale ponieważ doktor K. był
   ateistą, wysiadł grzecznie z dorożki, uiścił dorożkarza i pokornie wpakował się do beczki ze
   smołą, żeby się poddać przepisowym męczarniom. Piekło niby jest wieczne, ale i w teologii
   czasem teorie się zmieniają, więc nigdy nie należy tracić głowy. Koło południa dr Kulczak
   poprosił diabłów, żeby go wypuścili na godzinkę na czarną kawę. Odmówiono. Wieczorem
   zachciało mu się kobiety. Odmówiono.
   W ten sposób Kulczak domniemał się, że życie zacznie pędzić nudne, że wikt będzie stale
   podły, a smoła gorąca. A hejnały z Wieży Mariackiej co godzina trutumatum, a tramwaje
   materialistycznie, a dzwony teologicznie dzwonią. Poza tym jeszcze i żadnych gazet. Żeby się
   chociaż ogolić! Skąd? Rób się, bracie, brodaty choć do samej mamy-ziemi, jak ci obłąkani
   goście z pierwszych jednoaktówek Karola Chaplina!
   Pewnej nocy zaczęło coś nagle w Kulczaku hałasować. Zbadał. Okazało się serce.
   Serduszko. Ptaszek miłosierdzia. Ornitologicznie mówiąc, słowiczek. I otóż smoła nie smoła -
   wszystko się nagle Kulczakowi zaczęło podobać. Piekło - no to co? A ja to piekło (tzn. nie ja,,
   tylko Kulczak tak mówi), że tak powiem, miłością.
   I tak się serdecznie nadął, że kocioł pęknął i całe piekło rozleciało się. No to i dobrze. I
   normalnie. Bo miłość wszystko zwycięża oraz słońce porusza i gwiazdy, jak się sprytnie
   wyraził poeta włoski, prof. Dante Alighieri.
1947
---

---
K. I. Gałczyński w karykaturze Jerzego Zaruby, 1949 r.
---


This page hosted by  Get your own Free Home Page
Hosted by www.Geocities.ws

1