Krystyna de Walden-Gałuszko
NOWE ASPEKTY POMOCY
OSIEROCONYM RODZINOM
Abstract
New aspects of bereavement care
There are different ways of grieving depending on the
“value” of dead (painful, conflicting, conventional, ambivalent,
existential). We can observe also the influence of different cultures, times
and gender on the attitude toward death and bereavement.
Contemporary western
societies present mainly two attitudes to the dead persons:
1.
The living must leave the
dead behind and move on without them.
2.
The dead are always with us
and the bereaved continue to bond with them.
There are also two
proposals of management with grief:
1. Emotions
of grief should be contained – the distraction (practical tasks) are good
way of getting over the suffering.
2. The
grief must be expressed, talked through and so on.
We should realize that
everyone grieves differently and should accept wide variability of the ways
of bereavement care.
Key words: ways of
grieving, attitudes, management
Osierocenie jest
stanem psychicznym, powstającym u człowieka po stracie bliskiej osoby.
Należy go odróżnić od żałoby, będącej przykrą sytuacją, wraz z wszelkimi
formami dotyczącymi określonego sposobu zachowania się, ubioru itp.
W zależności od
tego, jaką „wartość” dla osieroconego stanowiła osoba zmarła – można mówić o
różnych „stylach” osierocenia.
Najbardziej
powszechnym, zwłaszcza wśród osieroconych małżonków, jest tzw. styl
„bolesny”. Pojawia się, gdy zmarły przedstawiał dla osoby osieroconej wielką
wartość – zarówno w sensie emocjonalnym, jak i poznawczym. Odejście takiego
bliskiego człowieka powoduje poczucie okaleczenia – przedświadczenie, że
część własnej osoby „umarła”. W sytuacji, gdy zmarły jest postrzegany
jako „wartość” w sensie poznawczym, lecz nie łączą z nią osieroconego więzi
emocjonalne, może pojawić się styl konfliktowy: śmierć człowieka nie
wywołuje żalu, co łączy się jednak z poczuciem winy, pewnego dyskomfortu z
tego powodu.
Do zupełnie innej
sytuacji dochodzi wtedy, gdy osoba zmarła nie tylko była emocjonalnie obca,
lecz także nie była akceptowana poznawczo – „nie stanowiła wartości”.
Osierocenie (do którego wówczas właściwie wcale nie dochodzi) przybiera
postać wyłącznie konwencjonalnej żałoby.
Jeszcze inaczej
dzieje się wtedy, gdy śmierć osoby bliskiej wiąże się z poczuciem straty –
lecz jednocześnie – rodzi poczucie ulgi wywołanej możliwością odpoczynku po
bardzo obciążającej, długotrwałej i wyczerpującej opiece. Mamy wówczas do
czynienia ze stylem „rozszczepiennym”. Natomiast jeśli osoba zmarła
„wypełniała” życie opiekuna – na niej koncentrowały się wszystkie siły i
całe zaangażowanie psychiczne – odejście jej wywołuje poczucie utraty sensu
życia. Mówimy wtedy o egzystencjalnym stylu osierocenia.
Przedstawione style
osierocenia wskazują, że nie wszyscy, którzy utracili bliską osobę wymagają
pomocy. Są zresztą i tacy, którzy chociaż przeżywają bardzo emocjonalny stan
utraty – potrafią samodzielnie wrócić do równowagi lub otoczenie zapewnia im
efektywne wsparcie. Trzeba ponadto podkreślić, że ludzie bardzo różnie
reagują na tę samą sytuację.
W ciągu ostatnich
100 lat poglądy na temat osierocenia – a co za tym idzie – wskazania
terapeutyczne uległy dużej zmianie. W znacznym stopniu wypływało to z
wzorców kulturowo-obyczajowych, które w tym czasie drastycznie się zmieniły.
Pierwszą połowę XX wieku charakteryzowała fascynacja techniką i postępem –
wierzono w możliwości opanowania świata, w to że sukces zależy od aktywności
własnej jednostki. Był to okres dominacji mężczyzn w „życiu publicznym”.
Fakt ten rzutował mocno na „obyczaje” i sposób przeżywania osierocenia.
Mężczyźni na ogół niechętnie ujawniają swoje uczucia, cenią opanowanie,
powściągliwość, rzadko szukają wsparcia u innych. Cenią też sobie własną
autonomię i samodzielne rozwiązywanie problemów.
Czynniki te
sprawiły, że w tym czasie akcent położono na podwójne umocowanie
osierocenia: jego część emocjonalną lokalizowano w sferze prywatnej,
domowej, przynależnej raczej kobietom – natomiast w życiu publicznym ceniono
przede wszystkim opanowanie oraz przekształcenie przeżyć w formę aktywności
i zaangażowania w pracę.
W drugiej połowie XX
wieku – po doświadczeniach wojny, holocaustu i obozów zachwiała się wiara w
postęp i cywilizację. Zaczęto ponownie zwracać się ku przeszłości – doceniać
rolę uczuć. Tendencje te zyskiwały coraz większe znaczenie, tym bardziej,
że towarzyszyły im gwałtowne zmiany społeczne. Kobiety masowo i bardzo
aktywnie zaczęły się angażować w pracę zawodową i brać udział w życiu
publicznym. Zaowocowało to między innymi zmianą postawy wobec problemu
osierocenia. Rozwinął się – bardzo kobiecy w swojej istocie – ruch
ekspresywistów, który podkreślał rolę uczuć w przeżywaniu stresu i
konieczność jego odreagowania poprzez ujawnienie emocji na zewnątrz – czyli
ekspresję.
W latach 90.
pojawiły się nowe koncepcje, nawiązujące do pogłębionych analiz
psychologicznych na utratę osób bliskich, dostrzeżono też inne aspekty
emocji osób osieroconych.
Obserwacje te
dotyczyły zwłaszcza grupy osieroconych małżonków – te utraty były określane
jako największy stres życiowy (100 pkt. na skali stresu). Wyniki ujawniły,
że wdowcy reagują częściej i głębiej depresją na utratę aniżeli wdowy.
Częściej popełniają samobójstwa, częściej też zdarzają się wśród nich zgony
następujące wkrótce po śmierci żony.
Strobe
uważa, że mężczyźni na ogół czerpią większe korzyści z małżeństwa,
w związku z tym po śmierci żony gorzej sobie radzą z czynnościami domowymi i
narażeni są na konieczność całkowitego przeorganizowania życia, co stanowi
dla nich dodatkowo duży stres. Wdowy adaptują się łatwiej do
codziennej egzystencji – tym bardziej, że w znacznie większym stopniu
niż mężczyźni czerpią satysfakcję z kontaktów z innymi ludźmi, doznając od
nich skutecznego wsparcia. Ta reguła dotyczy jednak wyłącznie układów
małżeńskich – wszystkie inne natomiast utraty bliskich osób (dzieci,
rodziców, rodzeństwa) stanowią znacznie poważniejsze przeżycie emocjonalne
dla kobiet, które reagują wówczas silniejszym przygnębieniem niż mężczyźni i
w znacznie większym stopniu od nich potrzebują profesjonalnej pomocy.
Badanie nad
osieroceniem przeprowadzano częściej w grupach kobiet, które też chętniej w
nich uczestniczyły. Prawdopodobnie dlatego klasycy teorii osierocenia do
nich przede wszystkim dostosowali swoje programy pomocy, opierając się na
przyjętych ogólnie schematach przebiegu omawianego procesu. Schemat ten –
opisywany wielokrotnie przez Parkesa i Bowlby’ego zakładał, że w pierwszym
etapie pojawia się u osieroconej osoby szok, odrętwienie i poczucie
nierealności. Następnie, w drugim etapie, następuje stopniowe uświadomienie
sobie straty. Pojawiają się paroksyzmy żalu, smutku, rozpaczy a następnie
tęsknota, szukanie osoby zmarłej. Wyraża się to przeglądaniem listów, zdjęć,
chodzeniem na cmentarz, koncentracją na swojej stracie, połączonej z
dezorganizacją życia, trudnościami w codziennej aktywności, przygnębieniem,
apatią i izolacją. Stopniowo stan ten łagodnieje – paroksyzmy żalu zdarzają
się coraz rzadziej, są też coraz słabsze – w końcu człowiek rozpoczynał
kolejny – trzeci etap reorganizacji i powrotu do normalnego życia.
Opierając się na tak
zarysowanym przebiegu tego procesu opracowano w miarę dokładny program
„pracy nad żalem osierocenia”.
Zakładał on kolejne,
w marę harmonijne i pogłębione przechodzenie osoby osieroconej przez
poszczególne etapy, szczególną uwagę zwracając na to, by na początku
doświadczyć realności straty, po to by następnie świadomie przeżyć ból
rozstania, nie negując go, nie unikając, ani nie tłumiąc. Etap końcowy
programu zakłada pożegnanie się ze zmarłym, rozliczenie z bogactwem wspólnej
przeszłości, podziękowanie za to, powrót z nowym zapasem energii do życia, z
ukierunkowaniem ku przyszłości. Program zdrowienia był ściśle określony
czasowo, mieszcząc się w granicach ok. 12 miesięcy. Taki też program
przeprowadzania przez proces osierocenia był długo powszechnie aprobowany
jako jedynie skuteczny. Ostatnio zaczęto podważać jego uniwersalność.
Stroebe, analizując wyniki badań nad efektywnością przedstawionych form
pomocy, nie znalazł jednoznacznych dowodów na to, że im bardziej ludzie na
początku ujawniają swoje emocje, im więcej o nich mówią, tym szybciej
wracają do równowagi psychicznej. Stroebe i Schmit, opierając
się na badaniach własnych, zaproponowali inny model procesu osierocenia.
Przedstawiali go jako stan pewnego continuum, znajdującego się między
biegunem koncentracji na uczuciach: żalu, tęsknoty i silnego związku ze
zmarłym a biegunem aktywności, działania, rozwiązania konkretnych problemów,
czasem kontynuacji dzieła osoby zmarłej. Bazując na tak pojmowanym modelu
osierocenia zwracali uwagę na fakt, że ludzie znajdujący się bliżej bieguna
aktywności (szczególnie mężczyźni) inaczej przeżywają osierocenie i wymagają
innych form pomocy niż osoby reagujące przede wszystkim emocjonalnie.
Spostrzeżenia Stroebe i Schmita zaowocowały nowymi
propozycjami programów pomocy – osieroconym. Początkowo uważano, że
większość kobiet i niewielka grupa mężczyzn reagujących bardziej
emocjonalnie chce i potrzebuje pomocy skoncentrowanej na uczuciach,
zachęcającej do ich ekspresji. Osoby takie czują się lepiej, gdy terapeuci
znają i aprobują uczucia omawiając ich stany emocjonalne.
Pomoc tego rodzaju,
jak zauważono, nie zawsze jednak skracała okres żalu, natomiast z reguły
satysfakcjonowała obie strony. Z kolei, jak wiadomo, większość mężczyzn
zachowywała dystans w stosunku do wszelkich form pomocy, uważając że im to
nie jest potrzebne – osoby te unikają wówczas z reguły mówienia o swoich
emocjach.
Analizując głębiej
uzyskane wyniki swoich obserwacji Schmit uznał, że po to by programy
pomocy były efektywne, należy skłonić osieroconych do takich zachowań,
jakich oni w naturalny sposób unikają. Profesjonalna pomoc zatem, zdaniem
Schmita, powinna zmierzać do zaoferowania ludziom tego, czego oni
naprawdę potrzebują, a nie tego, czego chcą. Opracowany przez niego system
pomocy dotyczył wdowców (których zachęcano do mówienia o swoich zmarłych,
doprowadzając ich w ten sposób pośrednio do ujawnienia emocji) oraz wdów,
które z kolei były skłaniane do rozwiązywania praktycznych zadań i
realizowania się w pracy. Wyniki badań istotnie ujawniły obniżenie poziomu
stresu po takiej terapii w obu grupach. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że
program został zastosowany w wybranej grupie osieroconych. Nie wiadomo, czy
sprawdzi się on u innych osób, zwłaszcza tych, które przeżywają żal
osierocenia w sposób patologiczny, prezentując np. szczególnie wysoki poziom
depresji. Nie wiadomo także, czy skuteczność tej propozycji nie zmieni się z
biegiem czasu. Wiadomo, że obyczaje i wzorce kulturowe ewoluują obecnie
bardzo szybko, a role społeczne mężczyzn i kobiet ulegają ujednoliceniu.
Wydaje się, jednak, że aktualnie program Schmita zasługuje na
uwagę i próby wprowadzenia go w życie.
Nowe
spojrzenie na problem osierocenia i wynikające z niego implikacje praktyczne
zawdzięczamy również Susan le Poidevin, która zaproponowała wieloobszarowy
model osierocenia. Zwróciła uwagę, że utrata bliskiej osoby rzutuje nie
tylko na sferę emocji osieroconych, lecz wywiera też wpływ na inne obszary
ich życia, np. obszar społeczny, mobilizując do przyjęcia roli pełnionej
dotąd przez osobę zmarłą. Zmiana dotyczy także obszaru stylu życia lub
obszaru osobowej tożsamości (identyfikacja osoby wiąże się czasem ze zmianą
statusu społecznego, utratą społecznego prestiżu itp.).
Nie wolno w tych
rozważaniach pomijać również bardzo ważnego obszaru duchowego, który wyraża
się często przewartościowaniem dotychczasowego systemu poglądów, nowym
spojrzeniem na problem nieśmiertelności, wolności i Boga.
W nawiązaniu do tego
ostatniego modelu warto wspomnieć o jeszcze innej propozycji programu pomocy
osieroconym. Są osoby, które nie potrafią i nie chcą realizować programu,
który nakazuje im odcięcie się od bliskiej osoby zmarłej. W 1966 r.
Klass pisał o „wewnętrznej reprezentacji zmarłego w życiu osoby
osieroconej”, a Walter w tym samym czasie proponował, by dostrzec
proces osierocenia w innej perspektywie: celem przeżywanego żalu utraty
osoby zmarłej nie powinno być przerwanie z nią więzi, lecz raczej włączenie
jej do bieżącego życia. Tak zrozumiany program pomocy osobom osieroconym
zmierzałby zatem do tego, by pomóc im znaleźć właściwe miejsce dla swoich
bliskich zmarłych w bieżącym życiu. Zmarły pozostaje wówczas w jakimś
stopniu wśród bliskich żywych. Jest wcielony w życie rodziny a przeszłość,
do której należy, jest konstruktywnie wbudowana w teraźniejszość,
wzbogacając ją.
Zwolennicy programów
tego typu argumentują, że pożegnanie zmarłego i zerwanie z nim więzów dla
wielu nie jest i nie może być magiczną formułą wyzdrowienia. Każdy człowiek
jest niepowtarzalny zarówno pod względem swych dyspozycji psychicznych, jak
i osobistych doświadczeń, poglądów oraz systemu wartości. Programy pomocy w
sytuacjach trudnych muszą być w miarę możliwości dostosowane do każdego
indywidualnie.
Wydaje się, że
przedstawione teorie osierocenia i bazujące na nich programy pomocy wskazują
na bardzo duże zróżnicowanie sposobów jego przeżywania. Należy się cieszyć,
że prawidłowość ta została współcześnie dostrzeżona i podjęto skuteczne
próby zastosowania jej w praktyce.