Aby cytować ten artykuł:

M. Olejniczak, Rozpad rodziny, jako typowe zjawisko w kulturze postomdernistycznej, [w:] L. Niebrój, M. Kosińska, Rodzina: opieka nad chorym, Eukrasia vol. 1, Wyd ŚAM, Katowice 2003, s. 43-49

Marek Olejniczak

ROZPAD RODZINY JAKO TYPOWE ZJAWISKO
W KULTURZE POSTMODERNISTYCZNEJ

Abstract

Breakdown of the family as a typical phenomenon
of postmodern culture

   The basis thesis of this article claims that breakdown of natural family, social and religious bonds is constitutional for the postmodern culture. The essential and noticeable feature of the culture is human feeling of being lost, resulting from negation of ancient systems of values, authorities and ideals which were the subject of quest yet at the beginning of the XX century. The man of postmodern age is a man who is no longer able to find the sense of his life, therefore he succumbs to the lure of relativism (the moral one and the one concerning the theory of knowledge), nihilism and very often despair. Quite frequently he rejects found social structures, natural human relations, religious and moral traditions, committing himself to consumerist and hedonistic life. In the postmodern culture it is the value of family as a community of people united with bonds of love which is challenged.

Key words: family, postmodernism, relativism, nihilism

Kiedy w 1956 roku Erich Fromm wydawał swoją najbardziej znaną książkę O sztuce mi­łości[1], na zachodzie rozwijał się już postmodernizm. Ocena zachodniej kultury, dokonana przez Fromma w tej książce, była niezwykle krytyczna. Wskazywał on bowiem, że czło-wiek w tej kulturze (u progu postmodernizmu) nie potrafi odnaleźć drogi do pełnego zjednoczenia się ze wspólnotą, której jest członkiem. Nie potrafi bardzo często w ogóle przyjąć twórczej postawy w życiu. Na skutek tej postępującej alienacji jest coraz bardziej zagubiony i zalękniony. To z kolei wynika z faktu, że czło­wiek na dłuższą metę nie może żyć sam, poza jakąś wspólnotą. Pragnienie zjednoczenia się z drugim człowiekiem – pisze Fromm – jest najpotężniejszym dążeniem ludzi. Jest ono najbar­dziej podstawową na­miętnością, jest siłą cementującą cały rodzaj ludzki, klan, rodzinę, społe­czeństwo[2]. Czym jest to pragnienie zjednoczenia, ta najbardziej podstawowa „namiętność” człowieka i jakie mogą być skutki błędów w jej postrzeganiu i panowaniu nad nią? Fromm wyraża się tutaj bardzo jednoznacznie: jest to miłość. Klęska na tym polu – pisze dalej – oznacza obłęd lub zagładę – zagładę samego siebie lub zagładę innych. Bez miłości ludzkość nie mogłaby ist­nieć ani jednego dnia[3].

Czy od czasu opublikowania tych słów Fromma nastąpiło w kulturze zachodniej coś, co uzdrowiłoby ją i sprawiło, że człowiek współczesny byłby mniej zagubiony i zalękniony niż człowiek sprzed pół wieku? Teza prezentowanego artykułu mówi, że nic takiego nie miało miej­sca. Przeciwnie – zjawiska, które w O sztuce miłości opisywał Fromm, nasiliły się jeszcze i wydają obecnie swoje owoce.

Zasadniczym celem tego artykułu jest opis i próba uchwycenia źródeł współcze­snego kryzysu wartości, który przejawia się takimi niepokojącymi zjawiskami, jak coraz częstsze, a być może nawet masowe (przynajmniej w pewnych krajach) stosowanie aborcji i eutanazji, coraz częstsze tworzenie się związków pozamałżeńskich i homoseksualnych oraz nasilanie się liczby rozwodów. Co jest właściwym źródłem tych zjawisk? Niewątpliwie, jak to już zostało zasygnalizowane, współczesny kryzys wartości można nazwać kryzysem miłości, jednak niezwykle ważna jest odpowiedź na pytanie, co stanowi przyczynę tego kryzysu?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw uchwycić sam problem rozpadu ro­dziny. Należy pokazać, czym jest rodzina i na czym polega kryzys, jaki ją dotyka. A na-stęp­nie, aby wyjaśnić źródła tego kryzysu i uzasadnić, dlaczego stanowi on zjawisko typowe w kultu­rze postmodernistycznej, trzeba wyjaśnić istotę postmodernizmu i pokazać, że rozpad rodziny wynika z niego z konieczności.

Idea i wartość rodziny

Kryzys wartości w kulturze postmodernistycznej dotyka chyba wszystkich dziedzin ludz­kiego życia. Jednak szczególnie trudny i bolesny jest upadek wartości odnoszących się do sa­mego życia człowieka. Można powiedzieć, że kultura współczesnego świata jest „kulturą śmierci”[4], bowiem wartość życia straciła swój absolutny charakter. Konsekwencję tego stanowi coraz częstsze stosowanie aborcji i eutanazji, a nawet w niektórych krajach ich legalizacja. Zjawi­ska te świadczą o upadku w świadomości coraz większej liczby ludzi idei rodziny jako elementarnej, niepodzielnej i pierwotnej ludzkiej społeczności[5], będącej zarazem  wspólnotą  życia i miłości, opartej  na  małżeństwie[6]. Rodzina to wspólnota  osób i jako taka z istoty swojej opiera się na miłości. W przypadku aborcji ten fundament istnienia rodziny – miłość do dziecka – zostaje wprost odrzucony. W odniesieniu do eutanazji natomiast sytuacja jest bardziej złożona, jednak jej przyczyny mogą być często podobne do źródeł zaistnienia aborcji. Dlaczego bowiem ludzie starzy, schorowani, niedołężni, którzy proszą o śmierć, nie chcą żyć? Możliwe, że przyczyna leży właśnie w rozpadzie więzi rodzinnych? Kiedy bowiem dzieci odsuwają się od starych rodziców, bo ci stali się dla nich ciężarem, eutanazja być może wy­daje się wówczas ulgą?…

Aby rodzina mogła trwać, konieczne jest, żeby opierała się na związku małżeńskim na­kierowanym na przekazywanie życia. Musi więc być to związek dwojga ludzi przeciwnej płci. Jednak w czasach postmodernizmu, gdzie wartości moralne uległy relatywizacji, jakby nie dostrzega się negatywnej wartości związków homoseksualnych, które z istoty swo­jej nie są i nie mogą być nakierowane na przekazywanie życia, a motywy ich zaistnienia są zawsze czysto hedonistyczne. W imię pluralizmu etycznego pojawia się nawet żądanie po­wszechnej tolerancji również wobec tzw. innych orientacji seksualnych, a nawet więcej: legalizacji związków homoseksualnych i adopcji przez takie pary dzieci. Jest to przejaw jawnego odrzucenia idei rodziny, w imię akceptacji związków nastawionych wyłącznie hedonistycznie.

Również podobne nastawienie mają inne związki pozamałżeńskie. Ich także nie można określić jako prawdziwej rodziny, nawet jeżeli nastawione są na przekazywanie życia i pojawiają się w nich dzieci. Jeśli bowiem partnerzy traktują się wzajemnie (nawet nieświadomie) jako przedmiot użycia seksualnego, to nie kochają się[7]. A jeżeli tak, więzi rodzinne nigdy nie po­wstaną, a związek prawdopodobnie prędzej czy później rozpadnie się, ponieważ w miarę sta­rzenia się ludzie stają się coraz mniej atrakcyjni seksualnie, co sprawia, że znika de facto je­dyna podstawa zaistnienia takiego związku.

Innym jeszcze przykładem odrzucenia wartości rodziny i faktycznym jej rozpadem jest rozwód. Ostatnie dziesięciolecia cechują się, jak wiadomo, wzrostem liczby przeprowadza­nych rozwodów. Co jest tego przyczyną? Fakt, że niektórzy małżonkowie nie kochają się i rozwodzą się, nie jest niczym niezwykłym. Dlaczego jednak liczba rozwodów stale wzrasta? Dlaczego rodziny w większym stopniu niż kiedyś rozpadają się?

Jeżeli miłość jest – jak pisze Fromm – tak podstawową potrzebą człowieka, że bez niej nie jest on w stanie w sposób zdrowy funkcjonować, narzuca się oczywiste pytanie, dlaczego człowiek  kultury  postmodernistycznej  nie potrafi i nie chce  kochać? Dlaczego w kulturze chrześcijańskiego zachodu wartości chrześcijańskie przeżywają tak głęboki kryzys? Żeby wyjaśnić ten problem, trzeba sięgnąć do samych jego źródeł i uchwycić istotę postmo­dernizmu. Należy pokazać, co takiego pojawiło się w kulturze zachodniej, co wywołuje wszystkie opisane negatywne zjawiska i utrudnia rozwój prawdziwej „cywilizacji życia”.

Zjawisko i źródła postmodernizmu

Zanim zostaną  omówione  istotne  rysy  postmodernizmu, głównie w zakresie etyki i  teorii  poznania, oraz  jego  konsekwencje, warto  przytoczyć  pewną „nieprawomyślną” w czasach postmodernizmu wypowiedź angielskiego filozofa Ernesta Gellnera. Postmoder-nizm – pisze Gellner – dość otwarcie opowiada się za relatywizmem (…) jednocześnie jest wrogiem idei unikatowej, wyłącznej, obiektywnej, zewnętrznej i trans­cendentnej prawdy. Prawda jest nieuchwytna, wielopostaciowa, ukryta, subiektywna[8]. I dalej czytamy: ruch postmodernizmu, będąc jedynie ulotną kulturową modą, jest godny uwagi jako żywy i współ- czesny przykład relatywizmu i jako taki na długo z nami pozostanie[9].

Z tym twierdzeniem Gellnera zasadniczo można się zgodzić: postmodernizm jest rze­czywiście swego rodzaju modą, charakteryzującą się przede wszystkim relatywizmem. Jednak warto zauważyć, że „ulotność” tej intelektualnej mody nie jest wcale taka oczywista, a zba­gatelizowanie jej mogłoby się okazać poważnym błędem. Postmodernizm bowiem, właśnie ze względu na charakterystyczny dla niego relatywizm, to moda czy też sta-nowisko zgub­ne i niebezpieczne.

Samo pojęcie postmodernizmu nie jest do końca jasne, a charakterystyczne dla niego przekonania nie stanowią jakiegoś zwartego systemu. Bez wątpienia jego sztandarową posta­cią jest Jean-Fracois Lyotard ze swoim dziełem Kondycja ponowoczesna[10], ale do postmoder­nistów zalicza się również Jacquesa Derridę, Richarda Rorty’ego, Paula Feyerabenda, Zyg­munta Baumana i in. Jednak wielu zwolenników nie przyznaje się do przynależności do tego ruchu. Na przykład angielski filozof Christopher Norris, zadeklarowany „derridiańczyk” i dekonstrukcjonista, broni  filozofii Derridy przed  zarzutem  postmodernizmu i sugeruje, że Derrida zna doskonale myśl Kanta i kontynuuje niejako jego oświeceniowy ideał filozofii krytycznej. Sam Norris też nie uważa się za postmodernistę[11].

Biorąc pod uwagę te i inne niejasności można wstępnie powiedzieć, że postmodernizm to nie mający ściśle wyznaczonych granic ruch intelektualny, będący reakcją na modernistyczną wiarę w moc rozumu i nauki. Jego charakterystyczną, łatwo dającą się zauważyć cechą jest bunt, polegający na odrzucaniu wcześniejszych ideałów moralnych, autorytetów, tradycji, struktur społecznych, schematów myślowych, wiary w naukę itd. Ta buntowniczość i de­strukcyjność wynika z pewnością w znacznej mierze ze straszliwej klęski, jaką ponio­sła ludzkość w czasie II wojny światowej. To wojna jest bowiem, jak się zdaje, głównym źró­dłem postmodernizmu, ale swoimi korzeniami sięga on o wiele głębiej, aż do nihilistycznej filozofii Fryderyka Nietzschego[12], a być może jeszcze wcześniej.

Rzecz jasna, można wskazywać inne jeszcze przyczyny zaistnienia zjawiska postmoderni­zmu. Można mówić o gwałtownym rozwoju cywilizacji naukowo-technicznej, aglomeryzacji i uniformizacji życia, dewastacji środowiska naturalnego itp. Ale u źródeł buntu nigdy nie leży świat rzeczy czy świat zjawisk, które otaczają człowieka, lecz świat wartości, którymi dany człowiek żyje, a ściślej mówiąc załamanie się dotychczasowej hie-rarchii wartości. Na­tomiast bunt postmodernistyczny i wszystkie związane z nim zjawiska, wynikają z ducho­wego załamania najbardziej radykalnego: z poczucia pustki, nicości, bezsensu życia.

Postmodernistyczna etyka

Jak już powiedziano, charakterystyczny dla postmodernizmu jest relatywizm i nihilizm. Relatywizm może być przejawem nihilizmu, czyli przekonania, że nie ma wartości absolut­nych, a życie ostatecznie nie ma sensu. Konsekwencją tego przekonania, tak często w naszych czasach spotykanego, jest rozpaczliwa próba ucieczki od lęku przed bezsensem w konsump­cjonizm i hedonizm. Jednak ta droga prowadzi donikąd. Jak to trafnie ujął ks. Jan Łata w artykule komentującym postmodernistyczny nihilizm – wszyst­kiego się próbuje, a nic człowieka nie zadowala[13]. Z perspektywy chrześcijańskiej można by powiedzieć, że człowiek czasu postmodernizmu zagubił to, co w życiu jest najcenniejsze – jego sens.

Doskonale tę kondycję duchową współczesnego człowieka ukazuje polski etyk, postmo­dernista Zygmunt Bauman, omawiający typowe dla postmodernistycznej kultury wzory osobowe. O ile dla czasów nowożytnych charakterystyczny był, według Baumana, wzór osobowy pielgrzyma, o tyle w świecie postmodernistycznym dominują wzory włóczęgi, spacerowicza, turysty i gracza[14]. „Pielgrzym” to człowiek, który ma swoje życiowe powoła­nie, cel, do którego realizacji dąży przez całe życie. Można powiedzieć, że sporządził sobie „plan na całe życie”. Tymczasem w kulturze postmodernistycznej nie ma już miejsca na wzór osobowy pielgrzyma. Kultura ta charakteryzuje się bowiem epizodycznością, brakiem  trwa­łych  struktur społecznych i brakiem stałości w życiu. Człowiek żyjący w tej kulturze od­czuwa jej bezsens i czuje się zagubiony. Nie próbuje jednak dociekać głębi sensu w życiu, nie szuka wartości absolutnych, na których mógłby się oprzeć, lecz przeciwnie – w kulturze postmodernistycznej człowiek staje się „turystą”, który życie traktuje jak zabawę, z której należy czerpać maksimum przyjemności i rozrywki, albo „włóczęgą”, który wprawdzie również  cały czas  jest w drodze, jednak w jego  podróży nie ma  żadnego  wyznaczonego z góry celu. Te i inne wzory osobowe opisywane przez Baumana trafnie obrazują stan współ­czesnej kultury: jest to kultura zagubienia.

Przejawem tego postmodernistycznego zagubienia jest m.in. fakt kryzysu moralności i etyki. Ów kryzys wynika, jak się zdaje, z nihilizmu, ale przejawia się relatywizmem, etno­centryzmem, pluralizmem etycznym oraz indywidualizmem. Bauman otwarcie twierdzi, że moralność jest nieuleczalnie aporetyczna[15]. Broni się wprawdzie przed zarzutem relatywi­zmu, niemniej stwierdza, że Kodeksu [etycznego] niezawodnegoobowiązującego po­wszechnie i wspartego na niezachwianych fundamentach – nie spisze się nigdy. Poparzywszy sobie palce o jeden raz za dużo, wiemy dziś to, o czym nie wiedziano na początku podróży: że moralność nieaporetyczna, jednoznaczna, wsparta na etyce o powszechnym walorze i nieza­wodnie ugruntowanej, jest niemożliwa do osiągnięcia; że, co więcej: jest ona ze swej natury contradictio in adiecto[16].

Nie ulega wątpliwości, że postmodernistyczny nihilizm, a także przekonanie o nie­możliwości sformułowania etyki uniwersalnej i słusznej, bo opartej na wartościach absolut­nych, sprawiają, że człowiek żyjący w tej kulturze nie ma już niepowątpiewalnego punktu, na którym mógłby się w swoim życiu oprzeć. Czołowi filozofowie postmoderni­styczni skutecznie „zdekonstruowali” pojęcie prawdy i programowo zburzyli możliwość sen­sownej komunikacji. A ponieważ filozofia ma zawsze obok religii największy wpływ na kształtowanie się światopoglądu, kultura tej doby w przeważającej części również stała się nihilistyczna i relatywistyczna. Zjawiska niepokojące moralnie nie powinny więc nikogo dzi­wić.

Jedną z form relatywizmu w postmodernistycznej filozofii jest etnocentryzm, według którego wiedza jest tworem społecznym czy też kulturowym, i społeczeństwo, lub inaczej  kultura, w pełni  odpowiada  za  jej  treść[17]. Oznacza  to, że  ani  nauka, ani  filozofia, a szczególnie etyka, nie docierają nigdy do prawdy obiektywnej. Dane przekonanie lub twier­dzenie jest prawdziwe lub fałszywe wyłącznie w obrębie określonej kultury, danego języka czy społeczeństwa, ale nigdy samo w sobie. W filozofii na przykład Richarda Rorty’ego, zakła­dającego etnocentryzm, trudno dopatrywać się choćby tylko możliwości wiary w jednego Boga. Bóg jest o tyle tylko, o ile stanowi wytwór ściśle określonej kultury, a nie jeden dla każdej z kultur. Co prawda zakłada się, że kultura, w której ktoś się wychował, jest lepsza od każdej innej, więc „nasz” Bóg jest lepszy od „ich” Boga, ale podejście to ma charakter czysto prag­matyczny, nie zważający na prawdę.

Etnocentryzm pociąga za sobą również pluralizm zarówno w nauce, gdzie na przykład Paul Feyerabend mówi, że wybór między konkurencyjnymi teoriami naukowymi jest tylko kwestią „smaku”, jak i w etyce, gdzie Zygmunt Bauman stwierdza na przykład, że kodeksy etyczne są «względne», przypisane do miejsca i czasu, a ich względność jest odzwierciedle­niem plemiennej parafiańszczyzny władz uzurpujących sobie autorytet etyczny[18]. Pochwała wielości równowartościowych teorii naukowych lub kodeksów etycznych bez troski o prawdę – bo ta przestała już być ważna – wydaje się ogromnym nieporozumieniem.

Innym  jeszcze, obok  etnocentryzmu  i  pluralizmu, przejawem  kryzysu  etycznego i moral­nego w postmodernizmie jest indywidualizm. Ideał człowieka tej epoki stanowi samorealiza­cja[19] oraz dążenie do pełnej wolności w podejmowaniu wszelkich decyzji. Konsekwencją tego staje się odrzucanie ustalonych struktur społecznych, tradycji, Kościoła jako wspólnoty oraz wszelkich autorytetów moralnych, szczególnie przez młodzież, która z natury autorytetów i osobowych wzorów potrzebuje[20]. Indywidualizm postmodernistyczny prowadzi wszakże do alienacji człowieka i nie pozwala na rozwiązanie podstawowych problemów natury moralnej. Właśnie indywidualizm i fałszywie pojmowana wolność (wol-ność jako samowola, która w praktyce sprowadza się do prostej negacji zasad powszechnie uznawanych) w największym stopniu przyczyniają się do rozpadu rodziny w świecie współczesnym i rozpowszechniania się takich zjawisk, jak aborcja, związki pozamałżeńskie, homoseksualne czy wzra­stająca liczba rozwodów.

Rozpacz i nadzieja, czyli o możliwości przezwyciężenia kryzysu wartości

Podsumowując tę część rozważań należy stwierdzić, że postmodernizm jest epoką zagu­bienia. Źródłowo wynika ono z załamania się nowoczesnej wiary w rozum i możliwości budowania na nim lepszego świata. Natomiast świadectwem tego zagubienia są wypisy­wane na sztandarach postmodernistyczne hasła relatywizmu, pluralizmu, etnocentryzmu czy indywidualizmu oraz wszystkie owoce tej kultury.

Problem do rozstrzygnięcia, jaki został postawiony w tym artykule, dotyczył właściwych przyczyn rozpadu rodziny we współczesnym świecie. Biorąc pod uwagę powyższe ustalenia odnośnie istotnych rysów postmodernizmu należy stwierdzić, że kryzys wartości w postmo­dernizmie  polega na relatywizowaniu  wartości  dobra i zła, co źródłowo wynika z załamania się nowoczesnej wizji budowy świata coraz to lepszego, bo opartego na niezawodnych roz­strzygnięciach rozumu. Wywołało to u niektórych myślicieli poczucie pustki, nicości, przekonanie, że życie ostatecznie nie ma żadnego sensu i nie da się go uczynić istotnie lepszym.

Z kolei myśliciele chrześcijańscy zasadniczo odnoszą się sceptycznie do „rewelacji” współczesnych filozofów. Zdają sobie bowiem sprawę z zagrożenia, jakie dla chrześcijaństwa może nieść ten szeroko  rozumiany  ruch  intelektualny[21]. W podobnym  tonie  mówi o postmodernizmie i związanych z nim zjawiskach Jan Paweł  II w encyklice Fides et ratio. W jej świetle stanowiska filozoficzne, zaliczane do nurtu postmodernizmu, nie dadzą się pogodzić z wiarą chrześcijańską[22].

W odniesieniu do relatywizmu, który za Gellnerem został uznany tutaj za istotę postmo­dernizmu, stwierdza Ojciec Święty, że Filozofia o charakterze zdecydowanie fenomenali­stycznym czy relatywistycznym nie byłaby w stanie dopomóc w poznawaniu bogactw za­wartych w słowie Bożym. Pismo Święte bowiem zakłada zawsze, że człowiek, choć splamił się nieuczciwością i kłamstwem, jest w stanie pojąć czystą i prostą prawdę[23]. To przekonanie o możliwości poznania obiektywnej prawdy, kwestionowane przez postmodernistów, stanowi podstawę dla chrześcijaństwa. Oznacza to, że kultura postmodernistyczna nie jest i z istoty swojej nie może być kulturą chrześcijańską.

Na zakończenie warto zadać sobie pytanie, czy postmodernizm to rzeczywiście tylko ulotna i przemijająca moda, jak sugeruje Gellner, czy też zjawisko, które należy jakoś przezwyciężyć albo walczyć z nim? Biorąc pod uwagę nihilistyczną i relatywistyczną na- turę postmodernizmu, konieczna jest nie tyle walka na drodze merytorycznej dyskusji, bo tę z za­łożenia postmoderniści odrzucają, jeżeli przez „merytoryczność” rozumielibyśmy dążenie do prawdy (dyskusja jest przecież kolejną z „gier językowych”), ile próba jego pozytywnego przezwyciężenia poprzez wskazywanie pozytywnych wartości, nadających życiu człowieka sens. Jeżeli nie nastąpi istotna przemiana duchowa w kulturze zachodniej, nie pojawi się nowa nadzieja na przyszłość i wiara w sens, to postmodernizm i jego skutki same z siebie nie przeminą.


 

[1] Zob. E. Fromm: O sztuce miłości, tłum. Aleksander Bogdański, Warszawa 1997.

[2] Tamże, s. 33.

[3] Tamże.

[4] Zob. Jan Paweł II: Enc. Evangelium vitae, Wrocław 1995, 95, s. 175.

[5] Por. A.E. Szołtysek: Filozofia wychowania, Toruń 1998, s. 238.

[6] Jan Paweł II: Enc. Evangelium vitae, dz. cyt., 92, s. 169.

[7] Zob. K. Wojtyła: Miłość i odpowiedzialność, Lublin 1986, s. 32.

[8] E. Gellner: Postmodernizm, rozum i religia, przeł. Maciej Kowalczyk, Warszawa 1997, s. 37.

[9] Tamże.

[10] J.F. Lyotard: Kondycja ponowoczesna, przeł. Małgorzata Kowalska i Jacek Migasiński, Warszawa 1997.

[11] Ch. Norris: Dekonstrukcja przeciw postmodernizmowi, przeł. Artur Przybysławski, Kraków 2001.

[12] Por. G. Vatimo: Nihilizm i postmodernizm w filozofii, przeł. Maciej Potępa (współpraca: Romana Kola­rzowa), [w:] Postmodernizm a filozofia. Wybór tekstów, pod red. S. Czerniaka i A. Szahaja, Warszawa 1996, s. 183–184.

[13] Ks. J.A. Łata: Lęk przed pustką i bezsensem, Communio 1994 (Postmoder­nizm), nr 6 (84), rok XIV, s. 42.

[14] Zob. Z. Bauman: Dwa szkice o moralności ponowoczesnej, Warszawa 1994.

[15] Z. Bauman: Etyka ponowoczesna, tłum. J. Bauman, J. Tokarska-Bakir, Warszawa 1996, s. 19.

[16] Tamże, s. 17.

[17] A. Szahaj: Ironia i miłość. Neopragmatyzm Richarda Rorty’ego w kontekście sporu o postmodernizm, Wrocław 1996, s. 18.

[18] Z. Bauman: Etyka ponowoczesna, dz. cyt., s. 23.

[19] Zob. J. Mariański: Religia i Kościół między tradycją i ponowoczesnością. Studium socjologiczne, Kraków 1997, s. 98.

[20] Tamże, s. 120.

[21] Zob. Communio1994 (Postmodernizm), nr 6 (84), rok XIV, szczególnie zaś artykuły: ks. Jan Adrian Łata: Lęk przed pustką i bezsensem, s. 40–45; Johan van der Vloet: Wiara wobec wyzwań postmodernizmu, tłum. ks. Franciszek Mickiewicz SAC, s. 60–67; Juan Jose Garrido: Misja chrześcijanina w czasach kryzysu kultury, tłum. Grzegorz Ostrowski, s. 71–101.

[22] Jedno wszakże nie ulega wątpliwości: nurty myślowe odwołujące się do postmodernizmu zasługują na uwagę. Niektóre z nich głoszą bowiem, że epoka pewników minęła bezpowrotnie, a człowiek powinien  teraz  nauczyć  się  żyć w sytuacji  całkowitego  braku  sensu, pod  znakiem  tymczasowości i przemijalności. Wielu auto­rów, dokonując  niszczycielskiej  krytyki  wszelkich pewników, zapomina o niezbędnych rozróżnieniach i pod­waża nawet pewniki wiary. Nihilizm ten znajduje swego rodzaju potwierdzenie w straszliwym doświadczeniu zła, jakie dotknęło naszą epokę. W obliczu tragizmu tego doświadczenia załamał się racjonali­styczny optymizm, który odczytywał historię jako zwycięski pochód rozumu, źródła szczęścia i wolności; w konsekwencji jednym z największych zagrożeń jest dzisiaj, u kresu stulecia, pokusa rozpaczy, Jan Paweł II: Enc. Fides et ratio, Wydawnictwo „M” (brak roku i miejsca wydania), 91, s. 102.

[23] Tamże, 82, s. 93.

 

 

Hosted by www.Geocities.ws

1