Marek Olejniczak
ROZPAD RODZINY JAKO
TYPOWE ZJAWISKO
W KULTURZE POSTMODERNISTYCZNEJ
Abstract
Breakdown of the family as a typical phenomenon
of postmodern culture
The basis thesis of this article claims that breakdown
of natural family, social and religious bonds is constitutional for the
postmodern culture. The essential and noticeable feature of the culture is
human feeling of being lost, resulting from negation of ancient systems of
values, authorities and ideals which were the subject of quest yet at the
beginning of the XX century. The man of postmodern age is a man who is no
longer able to find the sense of his life, therefore he succumbs to the lure
of relativism (the moral one and the one concerning the theory of
knowledge), nihilism and very often despair. Quite frequently he rejects
found social structures, natural human relations, religious and moral
traditions, committing himself to consumerist and hedonistic life. In the
postmodern culture it is the value of family as a community of people united
with bonds of love which is challenged.
Key
words:
family, postmodernism, relativism, nihilism
Kiedy w 1956 roku
Erich Fromm wydawał swoją najbardziej znaną książkę O sztuce miłości,
na zachodzie rozwijał się już postmodernizm. Ocena zachodniej kultury,
dokonana przez Fromma w tej książce, była niezwykle krytyczna. Wskazywał on
bowiem, że czło-wiek w tej kulturze (u progu postmodernizmu) nie potrafi
odnaleźć drogi do pełnego zjednoczenia się ze wspólnotą, której jest
członkiem. Nie potrafi bardzo często w ogóle przyjąć twórczej postawy w
życiu. Na skutek tej postępującej alienacji jest coraz bardziej zagubiony i
zalękniony. To z kolei wynika z faktu, że człowiek na dłuższą metę nie może
żyć sam, poza jakąś wspólnotą. Pragnienie zjednoczenia się z drugim
człowiekiem – pisze Fromm – jest najpotężniejszym dążeniem ludzi.
Jest ono najbardziej podstawową namiętnością, jest siłą cementującą cały
rodzaj ludzki, klan, rodzinę, społeczeństwo.
Czym jest to pragnienie zjednoczenia, ta najbardziej podstawowa „namiętność”
człowieka i jakie mogą być skutki błędów w jej postrzeganiu i panowaniu nad
nią? Fromm wyraża się tutaj bardzo jednoznacznie: jest to miłość. Klęska
na tym polu – pisze dalej – oznacza obłęd lub zagładę – zagładę
samego siebie lub zagładę innych. Bez miłości ludzkość nie mogłaby istnieć
ani jednego dnia.
Czy od czasu
opublikowania tych słów Fromma nastąpiło w kulturze zachodniej coś, co
uzdrowiłoby ją i sprawiło, że człowiek współczesny byłby mniej zagubiony i
zalękniony niż człowiek sprzed pół wieku? Teza prezentowanego artykułu mówi,
że nic takiego nie miało miejsca. Przeciwnie – zjawiska, które w O
sztuce miłości opisywał Fromm, nasiliły się jeszcze i wydają obecnie
swoje owoce.
Zasadniczym celem
tego artykułu jest opis i próba uchwycenia źródeł współczesnego kryzysu
wartości, który przejawia się takimi niepokojącymi zjawiskami, jak coraz
częstsze, a być może nawet masowe (przynajmniej w pewnych krajach)
stosowanie aborcji i eutanazji, coraz częstsze tworzenie się związków
pozamałżeńskich i homoseksualnych oraz nasilanie się liczby rozwodów. Co
jest właściwym źródłem tych zjawisk? Niewątpliwie, jak to już zostało
zasygnalizowane, współczesny kryzys wartości można nazwać kryzysem miłości,
jednak niezwykle ważna jest odpowiedź na pytanie, co stanowi przyczynę tego
kryzysu?
Aby odpowiedzieć na
to pytanie, trzeba najpierw uchwycić sam problem rozpadu rodziny. Należy
pokazać, czym jest rodzina i na czym polega kryzys, jaki ją dotyka. A
na-stępnie, aby wyjaśnić źródła tego kryzysu i uzasadnić, dlaczego stanowi
on zjawisko typowe w kulturze postmodernistycznej, trzeba wyjaśnić
istotę postmodernizmu i pokazać, że rozpad rodziny wynika z niego z
konieczności.
Idea i wartość
rodziny
Kryzys wartości w
kulturze postmodernistycznej dotyka chyba wszystkich dziedzin ludzkiego
życia. Jednak szczególnie trudny i bolesny jest upadek wartości odnoszących
się do samego życia człowieka. Można powiedzieć, że kultura współczesnego
świata jest „kulturą śmierci”,
bowiem wartość życia straciła swój absolutny charakter. Konsekwencję tego
stanowi coraz częstsze stosowanie aborcji i eutanazji, a nawet w niektórych
krajach ich legalizacja. Zjawiska te świadczą o upadku w świadomości coraz
większej liczby ludzi idei rodziny jako elementarnej, niepodzielnej i
pierwotnej ludzkiej społeczności,
będącej zarazem wspólnotą życia i miłości, opartej na małżeństwie.
Rodzina to wspólnota osób i jako taka z istoty swojej opiera się na
miłości. W przypadku aborcji ten fundament istnienia rodziny – miłość do
dziecka – zostaje wprost odrzucony. W odniesieniu do eutanazji natomiast
sytuacja jest bardziej złożona, jednak jej przyczyny mogą być często podobne
do źródeł zaistnienia aborcji. Dlaczego bowiem ludzie starzy, schorowani,
niedołężni, którzy proszą o śmierć, nie chcą żyć? Możliwe, że przyczyna leży
właśnie w rozpadzie więzi rodzinnych? Kiedy bowiem dzieci odsuwają się od
starych rodziców, bo ci stali się dla nich ciężarem, eutanazja być może
wydaje się wówczas ulgą?…
Aby rodzina mogła
trwać, konieczne jest, żeby opierała się na związku małżeńskim nakierowanym
na przekazywanie życia. Musi więc być to związek dwojga ludzi przeciwnej
płci. Jednak w czasach postmodernizmu, gdzie wartości moralne uległy
relatywizacji, jakby nie dostrzega się negatywnej wartości związków
homoseksualnych, które z istoty swojej nie są i nie mogą być nakierowane na
przekazywanie życia, a motywy ich zaistnienia są zawsze czysto
hedonistyczne. W imię pluralizmu etycznego pojawia się nawet żądanie
powszechnej tolerancji również wobec tzw. innych orientacji seksualnych, a
nawet więcej: legalizacji związków homoseksualnych i adopcji przez takie
pary dzieci. Jest to przejaw jawnego odrzucenia idei rodziny, w imię
akceptacji związków nastawionych wyłącznie hedonistycznie.
Również podobne
nastawienie mają inne związki pozamałżeńskie. Ich także nie można określić
jako prawdziwej rodziny, nawet jeżeli nastawione są na przekazywanie życia i
pojawiają się w nich dzieci. Jeśli bowiem partnerzy traktują się wzajemnie
(nawet nieświadomie) jako przedmiot użycia seksualnego, to nie kochają się.
A jeżeli tak, więzi rodzinne nigdy nie powstaną, a związek prawdopodobnie
prędzej czy później rozpadnie się, ponieważ w miarę starzenia się ludzie
stają się coraz mniej atrakcyjni seksualnie, co sprawia, że znika de
facto jedyna podstawa zaistnienia takiego związku.
Innym jeszcze
przykładem odrzucenia wartości rodziny i faktycznym jej rozpadem jest
rozwód. Ostatnie dziesięciolecia cechują się, jak wiadomo, wzrostem liczby
przeprowadzanych rozwodów. Co jest tego przyczyną? Fakt, że niektórzy
małżonkowie nie kochają się i rozwodzą się, nie jest niczym niezwykłym.
Dlaczego jednak liczba rozwodów stale wzrasta? Dlaczego rodziny w większym
stopniu niż kiedyś rozpadają się?
Jeżeli
miłość jest – jak pisze Fromm – tak podstawową potrzebą człowieka, że bez
niej nie jest on w stanie w sposób zdrowy funkcjonować, narzuca się
oczywiste pytanie, dlaczego człowiek kultury postmodernistycznej nie
potrafi i nie chce kochać? Dlaczego w kulturze chrześcijańskiego zachodu
wartości chrześcijańskie przeżywają tak głęboki kryzys? Żeby wyjaśnić ten
problem, trzeba sięgnąć do samych jego źródeł i uchwycić istotę
postmodernizmu. Należy pokazać, co takiego pojawiło się w kulturze
zachodniej, co wywołuje wszystkie opisane negatywne zjawiska i utrudnia
rozwój prawdziwej „cywilizacji życia”.
Zjawisko i źródła
postmodernizmu
Zanim zostaną
omówione istotne rysy postmodernizmu, głównie w zakresie etyki i teorii
poznania, oraz jego konsekwencje, warto przytoczyć pewną
„nieprawomyślną” w czasach postmodernizmu wypowiedź angielskiego filozofa
Ernesta Gellnera. Postmoder-nizm
– pisze Gellner – dość otwarcie opowiada się za relatywizmem (…)
jednocześnie jest wrogiem idei unikatowej, wyłącznej, obiektywnej,
zewnętrznej i transcendentnej prawdy. Prawda jest nieuchwytna,
wielopostaciowa, ukryta, subiektywna….
I dalej czytamy: ruch postmodernizmu,
będąc jedynie ulotną kulturową modą, jest godny uwagi jako żywy i współ-
czesny przykład relatywizmu i jako taki na długo z nami pozostanie.
Z tym
twierdzeniem Gellnera zasadniczo można się zgodzić: postmodernizm jest
rzeczywiście swego rodzaju modą, charakteryzującą się przede wszystkim
relatywizmem. Jednak warto zauważyć, że „ulotność” tej intelektualnej mody
nie jest wcale taka oczywista, a zbagatelizowanie jej mogłoby się okazać
poważnym błędem. Postmodernizm bowiem, właśnie ze względu na
charakterystyczny dla niego relatywizm, to moda czy też sta-nowisko zgubne
i niebezpieczne.
Samo pojęcie
postmodernizmu nie jest do końca jasne, a charakterystyczne dla niego
przekonania nie stanowią jakiegoś zwartego systemu. Bez wątpienia jego
sztandarową postacią jest Jean-Fracois Lyotard ze swoim dziełem Kondycja
ponowoczesna,
ale do postmodernistów zalicza się również Jacquesa Derridę, Richarda
Rorty’ego, Paula Feyerabenda, Zygmunta Baumana i in. Jednak wielu
zwolenników nie przyznaje się do przynależności do tego ruchu. Na przykład
angielski filozof Christopher Norris, zadeklarowany „derridiańczyk” i
dekonstrukcjonista, broni filozofii Derridy przed zarzutem postmodernizmu
i sugeruje, że Derrida zna doskonale myśl Kanta i kontynuuje niejako jego
oświeceniowy ideał filozofii krytycznej. Sam Norris też nie uważa się za
postmodernistę.
Biorąc pod uwagę te
i inne niejasności można wstępnie powiedzieć, że postmodernizm to nie mający
ściśle wyznaczonych granic ruch intelektualny, będący reakcją na
modernistyczną wiarę w moc rozumu i nauki. Jego charakterystyczną, łatwo
dającą się zauważyć cechą jest bunt, polegający na odrzucaniu
wcześniejszych ideałów moralnych, autorytetów, tradycji, struktur
społecznych, schematów myślowych, wiary w naukę itd. Ta buntowniczość i
destrukcyjność wynika z pewnością w znacznej mierze ze straszliwej klęski,
jaką poniosła ludzkość w czasie II wojny światowej. To wojna jest bowiem,
jak się zdaje, głównym źródłem postmodernizmu, ale swoimi korzeniami sięga
on o wiele głębiej, aż do nihilistycznej filozofii Fryderyka Nietzschego,
a być może jeszcze wcześniej.
Rzecz jasna, można
wskazywać inne jeszcze przyczyny zaistnienia zjawiska postmodernizmu. Można
mówić o gwałtownym rozwoju cywilizacji naukowo-technicznej, aglomeryzacji i
uniformizacji życia, dewastacji środowiska naturalnego itp. Ale u źródeł
buntu nigdy nie leży świat rzeczy czy świat zjawisk, które otaczają
człowieka, lecz świat wartości, którymi dany człowiek żyje, a ściślej mówiąc
załamanie się dotychczasowej hie-rarchii wartości. Natomiast bunt
postmodernistyczny i wszystkie związane z nim zjawiska, wynikają z
duchowego załamania najbardziej radykalnego: z poczucia pustki, nicości,
bezsensu życia.
Postmodernistyczna
etyka
Jak już powiedziano,
charakterystyczny dla postmodernizmu jest relatywizm i nihilizm. Relatywizm
może być przejawem nihilizmu, czyli przekonania, że nie ma wartości
absolutnych, a życie ostatecznie nie ma sensu. Konsekwencją tego
przekonania, tak często w naszych czasach spotykanego, jest rozpaczliwa
próba ucieczki od lęku przed bezsensem w konsumpcjonizm i hedonizm. Jednak
ta droga prowadzi donikąd. Jak to trafnie ujął ks. Jan Łata w artykule
komentującym postmodernistyczny nihilizm – wszystkiego się próbuje, a
nic człowieka nie zadowala.
Z perspektywy chrześcijańskiej można by powiedzieć, że człowiek czasu
postmodernizmu zagubił to, co w życiu jest najcenniejsze – jego sens.
Doskonale tę
kondycję duchową współczesnego człowieka ukazuje polski etyk,
postmodernista Zygmunt Bauman, omawiający typowe dla postmodernistycznej
kultury wzory osobowe. O ile dla czasów nowożytnych charakterystyczny był,
według Baumana, wzór osobowy pielgrzyma, o tyle w świecie
postmodernistycznym dominują wzory włóczęgi, spacerowicza, turysty i gracza.
„Pielgrzym” to człowiek, który ma swoje życiowe powołanie, cel, do którego
realizacji dąży przez całe życie. Można powiedzieć, że sporządził sobie
„plan na całe życie”. Tymczasem w kulturze postmodernistycznej nie ma już
miejsca na wzór osobowy pielgrzyma. Kultura ta charakteryzuje się bowiem
epizodycznością, brakiem trwałych struktur społecznych i brakiem stałości
w życiu. Człowiek żyjący w tej kulturze odczuwa jej bezsens i czuje się
zagubiony. Nie próbuje jednak dociekać głębi sensu w życiu, nie szuka
wartości absolutnych, na których mógłby się oprzeć, lecz przeciwnie – w
kulturze postmodernistycznej człowiek staje się „turystą”, który życie
traktuje jak zabawę, z której należy czerpać maksimum przyjemności i
rozrywki, albo „włóczęgą”, który wprawdzie również cały czas jest w
drodze, jednak w jego podróży nie ma żadnego wyznaczonego z góry celu. Te
i inne wzory osobowe opisywane przez Baumana trafnie obrazują stan
współczesnej kultury: jest to kultura zagubienia.
Przejawem tego
postmodernistycznego zagubienia jest m.in. fakt kryzysu moralności i etyki.
Ów kryzys wynika, jak się zdaje, z nihilizmu, ale przejawia się
relatywizmem, etnocentryzmem, pluralizmem etycznym oraz indywidualizmem.
Bauman otwarcie twierdzi, że moralność jest nieuleczalnie
aporetyczna.
Broni się wprawdzie przed zarzutem relatywizmu, niemniej stwierdza, że
Kodeksu [etycznego] niezawodnego – obowiązującego powszechnie
i wspartego na niezachwianych fundamentach – nie spisze się nigdy.
Poparzywszy sobie palce o jeden raz za dużo, wiemy dziś to, o czym nie
wiedziano na początku podróży: że moralność nieaporetyczna, jednoznaczna,
wsparta na etyce o powszechnym walorze i niezawodnie ugruntowanej, jest
niemożliwa do osiągnięcia; że, co więcej: jest ona ze swej natury
contradictio in adiecto.
Nie ulega
wątpliwości, że postmodernistyczny nihilizm, a także przekonanie o
niemożliwości sformułowania etyki uniwersalnej i słusznej, bo opartej na
wartościach absolutnych, sprawiają, że człowiek żyjący w tej kulturze nie
ma już niepowątpiewalnego punktu, na którym mógłby się w swoim życiu oprzeć.
Czołowi filozofowie postmodernistyczni skutecznie „zdekonstruowali” pojęcie
prawdy i programowo zburzyli możliwość sensownej komunikacji. A ponieważ
filozofia ma zawsze obok religii największy wpływ na kształtowanie się
światopoglądu, kultura tej doby w przeważającej części również stała się
nihilistyczna i relatywistyczna.
Zjawiska niepokojące moralnie nie powinny więc nikogo dziwić.
Jedną z form
relatywizmu w postmodernistycznej filozofii jest etnocentryzm, według
którego wiedza jest tworem społecznym czy też kulturowym, i
społeczeństwo, lub inaczej kultura, w pełni odpowiada za jej treść.
Oznacza to, że ani nauka, ani filozofia, a szczególnie etyka, nie
docierają nigdy do prawdy obiektywnej. Dane przekonanie lub twierdzenie
jest prawdziwe lub fałszywe wyłącznie w obrębie określonej kultury, danego
języka czy społeczeństwa, ale nigdy samo w sobie. W filozofii na przykład
Richarda Rorty’ego, zakładającego etnocentryzm, trudno dopatrywać się
choćby tylko możliwości wiary w jednego Boga. Bóg jest o tyle tylko, o ile
stanowi wytwór ściśle określonej kultury, a nie jeden dla każdej z kultur.
Co prawda zakłada się, że kultura, w której ktoś się wychował, jest lepsza
od każdej innej, więc „nasz” Bóg jest lepszy od „ich” Boga, ale podejście to
ma charakter czysto pragmatyczny, nie zważający na prawdę.
Etnocentryzm pociąga
za sobą również pluralizm zarówno w nauce, gdzie na przykład Paul Feyerabend
mówi, że wybór między konkurencyjnymi teoriami naukowymi jest tylko kwestią
„smaku”, jak i w etyce, gdzie Zygmunt Bauman stwierdza na przykład, że
kodeksy etyczne są «względne», przypisane do miejsca i czasu, a ich
względność jest odzwierciedleniem plemiennej parafiańszczyzny władz
uzurpujących sobie autorytet etyczny.
Pochwała wielości równowartościowych teorii naukowych lub kodeksów etycznych
bez troski o prawdę – bo ta przestała już być ważna – wydaje się ogromnym
nieporozumieniem.
Innym jeszcze,
obok etnocentryzmu i pluralizmu, przejawem kryzysu etycznego i
moralnego w postmodernizmie jest indywidualizm. Ideał człowieka tej epoki
stanowi samorealizacja
oraz dążenie do pełnej wolności w podejmowaniu wszelkich decyzji.
Konsekwencją tego staje się odrzucanie ustalonych struktur społecznych,
tradycji, Kościoła jako wspólnoty oraz wszelkich autorytetów moralnych,
szczególnie przez młodzież, która z natury autorytetów i osobowych wzorów
potrzebuje.
Indywidualizm postmodernistyczny prowadzi wszakże do alienacji człowieka i
nie pozwala na rozwiązanie podstawowych problemów natury moralnej. Właśnie
indywidualizm i fałszywie pojmowana wolność (wol-ność jako samowola, która w
praktyce sprowadza się do prostej negacji zasad powszechnie uznawanych) w
największym stopniu przyczyniają się do rozpadu rodziny w świecie
współczesnym i rozpowszechniania się takich zjawisk, jak aborcja, związki
pozamałżeńskie, homoseksualne czy wzrastająca liczba rozwodów.
Rozpacz i nadzieja,
czyli o możliwości przezwyciężenia kryzysu wartości
Podsumowując tę
część rozważań należy stwierdzić, że postmodernizm jest epoką zagubienia.
Źródłowo wynika ono z załamania się nowoczesnej wiary w rozum i możliwości
budowania na nim lepszego świata. Natomiast świadectwem tego zagubienia są
wypisywane na sztandarach postmodernistyczne hasła relatywizmu, pluralizmu,
etnocentryzmu czy indywidualizmu oraz wszystkie owoce tej kultury.
Problem do
rozstrzygnięcia, jaki został postawiony w tym artykule, dotyczył właściwych
przyczyn rozpadu rodziny we współczesnym świecie. Biorąc pod uwagę powyższe
ustalenia odnośnie istotnych rysów postmodernizmu należy stwierdzić, że
kryzys wartości w postmodernizmie polega na relatywizowaniu wartości
dobra i zła, co źródłowo wynika z załamania się nowoczesnej wizji budowy
świata coraz to lepszego, bo opartego na niezawodnych rozstrzygnięciach
rozumu. Wywołało to u niektórych myślicieli poczucie pustki, nicości,
przekonanie, że życie ostatecznie nie ma żadnego sensu i nie da się go
uczynić istotnie lepszym.
Z kolei myśliciele
chrześcijańscy zasadniczo odnoszą się sceptycznie do „rewelacji”
współczesnych filozofów. Zdają sobie bowiem sprawę z zagrożenia, jakie dla
chrześcijaństwa może nieść ten szeroko rozumiany ruch intelektualny.
W podobnym tonie mówi o postmodernizmie i związanych z nim zjawiskach Jan
Paweł II w encyklice Fides et ratio. W jej świetle stanowiska
filozoficzne, zaliczane do nurtu postmodernizmu, nie dadzą się pogodzić z
wiarą chrześcijańską.
W odniesieniu do
relatywizmu, który za Gellnerem został uznany tutaj za istotę
postmodernizmu, stwierdza Ojciec Święty, że Filozofia o charakterze
zdecydowanie fenomenalistycznym czy relatywistycznym nie byłaby w stanie
dopomóc w poznawaniu bogactw zawartych w słowie Bożym. Pismo Święte bowiem
zakłada zawsze, że człowiek, choć splamił się nieuczciwością i kłamstwem,
jest w stanie pojąć czystą i prostą prawdę.
To przekonanie o możliwości poznania obiektywnej prawdy, kwestionowane przez
postmodernistów, stanowi podstawę dla chrześcijaństwa. Oznacza to, że
kultura postmodernistyczna nie jest i z istoty swojej nie może być kulturą
chrześcijańską.
Na zakończenie warto
zadać sobie pytanie, czy postmodernizm to rzeczywiście tylko ulotna i
przemijająca moda, jak sugeruje Gellner, czy też zjawisko, które należy
jakoś przezwyciężyć albo walczyć z nim? Biorąc pod uwagę nihilistyczną i
relatywistyczną na- turę postmodernizmu, konieczna jest nie tyle walka na
drodze merytorycznej dyskusji, bo tę z założenia postmoderniści odrzucają,
jeżeli przez „merytoryczność” rozumielibyśmy dążenie do prawdy (dyskusja
jest przecież kolejną z „gier językowych”), ile próba jego pozytywnego
przezwyciężenia poprzez wskazywanie pozytywnych wartości, nadających życiu
człowieka sens. Jeżeli nie nastąpi istotna przemiana duchowa w kulturze
zachodniej, nie pojawi się nowa nadzieja na przyszłość i wiara w sens, to
postmodernizm i jego skutki same z siebie nie przeminą.