Lesław Niebrój

Etyka i semantyka: „leczenie bezpłodności” czy  „reprodukcja asystowana”

Abstract:

Ethics and semantics: "treatment of infertility"  or
"assisted reproduction".

The aim of this paper is to put some of the ethical considerations concerning the use of different words and phrases to describe the very same fact or action in the language of the contemporary medicine. Particular attention is given to the issues pertaining to medically assisted reproduction. The paper  shows that the use of different  terms, such as “treatment of  infertility” and “assisted  reproduction”, might profoundly influence our ethical evaluation of artificial insemination or IVF-ET.

Key words: semantic, ethics, treatment of infertility, medically assisted reproduction

 

Uwagi dotyczące małżeństwa, szczególnie zaś znaczenia, jakie dla Arystotelesa ma ukierunkowanie małżeństwa na potomstwo i jego posiadanie, odnaleźć można w: „Polityce”, „Ekonomice” oraz „Etyce  nikomachejskiej”. Już  samo  poruszenie  tego  zagadnienia w trzech wskazanych księgach wydaje się istotne. Polityka poświęcona jest zagadnieniom organizacji społeczności państwa, Ekonomika domu rodzinnego, natomiast wykład Etyki nikomachejskiej dotyczy jednostki, osoby ludzkiej, jako odpowiedzialnej za swe czyny. Trzy te księgi obrazują kręgi zainteresowań, w jakich pozostaje kwestia małżeństwa i małżeńskiej płodności, tj.: państwa, rodziny oraz etycznej odpowiedzialności człowieka.

W „Polityce”, Arystoteles zauważa: najpierw tedy konieczną jest rzeczą, aby łączyły się ze sobą istoty, które bez siebie istnieć nie mogą, a więc żeńska i męska w celu płodzenia; dzieje się to nie z wolnego wyboru, lecz jak i u wszystkich zwierząt i roślin pod wpływem naturalnego popędu do pozostawienia po sobie dalszej tegoż rodzaju istoty [2].

Wskazując na wspólną światu ożywionemu przyczynę celową łączenia się istot męskich i żeńskich, daleki jest jednak Arystoteles od twierdzenia, że rodzina ludzka nie różni się niczym od roślin i zwierząt łączących się ze sobą wyłącznie dla płodzenia potomstwa. W „Ekonomice” autor ten zaznacza, że dla ludzi płodzenie dzieci nie tylko jest spełnieniem powinności przyrodzonej, lecz zapewnia także coś, co można by określić współpracą międzypokoleniową dla wytworzenia dobrych warunków życia [2]. Wreszcie w „Etyce nikomachejskiej” wskazane zostanie to, co najbardziej radykalnie odróżnia czysto biologiczne płodzenie potomstwa od ludzkiej płodności, realizującej się w małżeństwie i tworzącym rodzinę. Jest tym oparcie małżeńskiej miłości na dzielności etycznej, jeśli oboje małżonkowie są ludźmi prawymi. Każde z nich bowiem odznacza się cnotami, które mogą być przedmiotem wzajemnego upodobania [1]. Przy czym współpraca charakterystyczna dla ludzkiej rodziny, a nawet oparcie związku mężczyzny i kobiety na dzielności etycznej nie przekreśla jednak faktu, że także dla ludzkiej rodziny węzłem łączącym małżonków są ich dzieci. Nie jest to dla ludzi jedyny – jak w pozaludzkim świecie – węzeł ich łączący, lecz dodatkowy. „Dodatkowy” nie znaczy tu jednak „pozbawiony większego znaczenia”. Arystoteles zauważa: Dodatkowym zaś węzłem łączącym ich [małżonków] zdają się być dzieci (dlatego małżeństwa bezdzietne szybko się rozchodzą); wszak dzieci są wspólnym ich dobrem, a to co wspólne, stanowi więź [1].

Małżeństwa pozbawione dzieci zagrożone są w swej trwałości. Posiadanie potomstwa jedność tę umacnia. Medyczna pomoc małżeństwom, które z racji nie/bezpłodności są ich pozbawione, nabiera „podwójnie” etycznie istotnego waloru. Pomoc taka jest – wprost – leczeniem  choroby, jaką niewątpliwie stanowi nie/bezpłodność, z drugiej strony w swoich bezpośrednich konsekwencjach umożliwia (lub co najmniej ułatwia) leczonym ludziom pełne doświadczenie tej – jak się zdaje najdoskonalszej – więzi jaka istnieje pomiędzy „etycznie dzielnymi” małżonkami. Leczenie nie/bezpłodności ze swej natury może być niewątpliwie uznane za czyn etycznie dobry, o szczególnie wielkim – jeżeli można tak powiedzieć – walorze realizowanego w tym czynie dobra.

Od co najmniej kilku dziesięcioleci, najskuteczniejszą formą umożliwienia bezdzietnej parze posiadania, w jakimś przynajmniej sensie, własnego potomstwa są zabiegi polegające na wspomaganym medycznie przeniesieniu komórek rozrodczych męskich i/lub żeńskich, często związanych także z takim „sztucznym” transferem ludzkiego embrionu. Nie wnikając w tym miejscu w całą różnorodność wskazanych zabiegów, pomijając tym samym osąd etyczny wobec każdego z ich typów, w jego specyfice, w tym miejscu przedmiotem zainteresowania staje się jedynie pytanie, jak słusznie należałoby nazwać wszystkie owe zabiegi? „Słusznie” oznacza tutaj „właściwie oddając ich istotę”. Czy zatem należy określać je mianem „metod leczenia nie/bezpłodności”, czy raczej „metodami reprodukcji asystowanej”?

Godność treści i słowa

Bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości, jesteśmy dzisiaj świadomi, że użycie pewnych słów w miejsce innych, by wskazywać na określoną rzeczywistość, jest czymś radykalnie dalekim od obojętnego lub nie posiadającego konsekwencji [4]. Prawdziwość tego stwierdzenia staje się niezwykle oczywista, gdy weźmie się pod uwagę, że dokładnie na tę samą rzeczywistość wskazać można mówiąc o „leczeniu” i „reprodukcji”. Nie chodzi przy tym oczywiście tylko o elegancję wypowiedzi posługujących się każdym z tych słów. Problem jest zdecydowanie bardziej istotny [16]. Trzeba dostrzec istnienie niezwykle ścisłego związku pomiędzy rozumem (świadomością, w tym świadomością etyczną) człowieka i je-go językiem. Hamann wyraził to zwięźle w postaci aforyzmu, że rozum jest językiem i że bez słowa nie ma rozumu, nie ma świata. Mówienie nie polega na posługiwaniu się językiem pośredniczącym między człowiekiem i milczącym światem, lecz jest dialogiem z samym językiem i danym w nim światem [3].

Nazywanie określonych zabiegów „leczeniem bezpłodności” wpisuje ich etyczną słuszność, ich godność we wskazaną uprzednio wartość moralną leczenia ludzkiej bezpłodności. Nazywanie ich „reprodukcją asystowaną” każe myśleć o nich jako o określonej technologii, wykorzystywanej przez jednych ludzi (pracowników ochrony zdrowia i ich pacjentów), aby zapanować nad innymi (oczekiwanymi dziećmi). Już w tym miejscu zabiegi takie stają się etycznie co najmniej wątpliwie.

„Obrona” etycznej dopuszczalności, etycznej słuszności takich zabiegów powinna zatem polegać przede wszystkim na wykazaniu słuszności określania ich mianem „leczenia bezpłodności”. By móc  to  jednak  wykazać, należy  uprzednio  dowieść, że zabiegi  te są w ogóle jakąś formą leczenia. „Leczenia”, które stosownie do propozycji zawartej w Polskim Słowniku Medycznym [17] może być zdefiniowane jako termin ogólny oznaczający stosowanie środków fizycznych, chemicznych, biologicznych i psychicznych w celu przywrócenia zdrowia lub złagodzenia objawów choroby.

Definicja nawiązuje do powszechnie stosowanego rozróżnienia pomiędzy leczeniem przyczynowym, zmierzającym do przywrócenia zdrowia, a objawowym dążącym do zniesienia, a właściwie raczej jedynie złagodzenia objawów choroby. Aby rozważane zabiegi mogły być nazwane „leczeniem”, ich skutkiem musiałoby zatem być przywrócenie pacjentów do zdrowia lub co najmniej złagodzenie objawów choroby. Żadna jednak z rozważanych technik nie osiąga ani jednego, ani drugiego celu. Zabiegi te nie mają charakteru leczenia przyczynowego, gdyż po ich przeprowadzeniu mężczyzna i/lub kobieta pozostają tak samo bez/niepłodni, jak przed zabiegiem [5,6,15]. Nie ma też charakteru leczenia objawowego, nie znosi objawów nie/bezpłodności. Zabiegi takie co najwyżej znoszą „objaw” bezdzietności. Bezdzietność danego człowieka nie może być jednak uważana za objaw choroby, w szczególności nie może być traktowana jako objaw nie/bezpłodności [13]. Jest to prawda tak rudymentarna, że jakiekolwiek dalsze jej wyjaśnianie wydaje się całkowicie zbędne.

Czym zatem są rozważane zabiegi, jeżeli nie stanowią żadnej formy leczenia? Muszą zostać uznane za technologię zmierzająca do realizacji określonych potrzeb osób, które podejmują się ją stosować. Nie/bezpłodna para, lub taka dana kobieta czy mężczyzna, rozpoznają swoją potrzebę rodzicielstwa, macierzyństwa, ojcostwa. „Wynajmują” zatem umiejętności pracowników ochrony zdrowia, aby ci – stosując daną technikę – zrealizowali rozpoznawaną potrzebę. Zostaje zaspokojona przez dziecko, wyprodukowane z wykorzystaniem odpowiednich medycznych technik. Dziecko dla owej nie/bezpłodnej pary jest więc środkiem dla realizacji jej potrzeb. Jeżeli ogólną zasadą imperatywu kategorycznego obowiązku [8] jest  zakaz  traktowania osób wyłącznie jako środków, a nie celów samych w sobie, to w przypadku reprodukcji asystowanej dochodzi do jego rażącego pogwałcenia. Dziecko, używane jest wyłącznie jako środek, a więc jako rzecz. Powyższe argumenty wystarczą, by uznać, że reprodukcja asystowana in genere jest nieetyczna.

Wracając do nauki Arystotelesa o znaczeniu płodności dla małżeństwa, z łatwością można wykazać, że reprodukcja asystowana jest skutecznym środkiem realizacji naturalnej dążności świata roślin i zwierząt, do wydania potomstwa, radykalnie sprzeczna będzie jednak z rozumieniem ludzkiej rodziny jako miejsca współpracy (współpracą nie jest posługiwanie się inną osobą), zwłaszcza zaś jako spotkania osób dzielnych etycznie, a więc zdolnych właściwie rozróżniać pomiędzy odniesieniem do członków rodziny i rzeczy przez tę rodzinę posiadanych. Metody reprodukcji asystowanej promują zwierzęcą dążność do płodności, odzierają ludzką płodność z tego, co dla niej charakterystyczne, co odróżnia ją od owej płodności zwierzęcej. Czy nie należałoby zatem uznać tych metod za sposoby zezwierzęcania ludzkiej rodziny?!

Język samookłamywania

Zwrócenie uwagi na niewłaściwe posługiwanie się terminem „leczenie niepłodności” w odniesieniu do metod  reprodukcji asystowanej, nie oznacza, że mamy do czynienia z nową, nieznaną do tej pory w etyce medycznej, manipulacją, manipulacją semantyczną. Chodzi raczej o pewną szerszą tendencję. Mówienie o „leczeniu bezpłodności” w odniesieniu do technik reprodukcji asystowanej, to bowiem nie tyle używanie izolowanego „słowa-
-kłamcy”, lecz raczej użycie jednego ze słów całego takiego „języka-kłamcy”. Języka, który Liverni nazwał antyjęzykiem słów, których używamy po to, aby nie powiedzieć tego, co boimy się nazwać wprost.

Zapewne po raz pierwszy, przynajmniej w odniesieniu do tak poważnej kwestii i na tak „szeroką” (społecznie, kulturowo) skalę, język  ten  znalazł  zastosowanie w mówieniu o aborcji. Łatwo zauważyć zmianę w użyciu słów, które mają do tej rzeczywistości odnosić. Jeżeli wydana w okresie międzywojennym, dwudziestotomowa (licząc z suplementami) „Wielka Ilustrowana Encyklopedja Powszechna” [19], wydawnictwa Gutenberga nie wpro-wadza hasła „przerywanie ciąży”, lecz mówi o „spędzaniu płodu”, o tyle zarówno „Polski Słownik Medyczny” [17], jak i mająca popularny charakter „Mała Encyklopedia Powszech-na  PWN” [11], gotowe są  pisać o „poronieniu” lub „przerwaniu  ciąży”, nie zaś o „spędzaniu płodu”. Niemalże niepostrzeżenie zachodzi fundamentalna zmiana: gdy mówiono, pisano o „spędzaniu płodu” koncentrowano się na zabiciu dziecka w łonie jego matki, gdy zaś mówi się i pisze o przerwaniu ciąży, akcent zostaje położony na przerwaniu pewnego bezosobowego procesu fizjologicznego zwanego „ciążą” [4]. Wskazana zmiana językowa nie dotyczy, rzecz jasna tylko języka polskiego i, jakkolwiek przede wszystkim obserwować ją można w pozycjach o charakterze popularyzatorskim, przenika także do pozycji ściśle naukowych [7,18].

Warto zwrócić uwagę na wprowadzanie do języka potocznego określonych terminów „technicznych” z języka nauk medycznych, w ten jednak sposób, że nadaje się im nowe znaczenie o charakterze ontologicznym poprzez zestawienie (co oznacza także przeciwstawienie) terminom właściwym dla języka potocznego. Można sobie wyobrazić np. zwolennika pobierania komórek macierzystych z organizmów znajdujących się w najwcześniejszych etapach ontogenezy człowieka, który będzie bronił tej metody przed zarzutem, że jest w nieunikniony sposób związania z mordowaniem niewinnych ludzi, twierdzeniem, że on wykorzystuje embriony a nie ludzi (nie dzieci, nie osoby ludzkie itp.). Przez zestawienie (przeciwstawienie) takim terminom, jak „człowiek”, „osoba” „dziecko”, nadaje się terminowi „embrion” znaczenie, którego on w naukach medycznych nie posiada (jest tu definiowany jedynie jako stadium rozwoju, bez aspiracji do orzekania o statusie ontologicznym, czy godności osobowej, co oczywiście przekraczałoby „możliwości” metodologiczne medycyny).

Nieco odrębną tendencją w języku „świata” medycyny jest wykorzystywanie terminów mających pozytywne konotacje społeczne, celem zdobycia aprobaty moralnej dla działań, zwłaszcza tych, które budzą etyczny niepokój. Doskonałym tego przykładem może być obserwowana w latach osiemdziesiątych tendencja do odejścia od określenia „manipulacje genetyczne” na rzecz „inżynierii genetycznej” [10]. Biorąc pod uwagę definicję leksykalną, rzeczownik „manipulacja” lub czasownik „manipulować”, oznacza (odpowiednio) produkt czynności lub samą czynność, działanie (etymologicznie rzecz biorąc fizyczne działanie) nad jakąś rzeczą lub osobą celem zmienienia jej, także na lepsze. Nie ulega również wątpliwości, że wskazany termin kojarzy się z dokonaniem zmiany: (1) dla określonej korzyści, (2) przeciwko woli (zwłaszcza) osoby manipulowanej. „Inżynieria” ma konotacje społeczne radykalnie różne od manipulacji. „Inżynieria” jest techniką, którą ludzie końca dwudziestego i początku dwudziestego pierwszego wieku skłonni są uważać za znak wielkości człowieka. To ona tworzy wyrafinowane konstrukcje, używając przy tym coraz doskonalszych materiałów; wywołuje wyobrażenie potęgi, inteligencji, zwycięstwa kultury nad naturą. O ileż łatwiej zdobyć społeczne uznanie dla „inżynierii genetycznej” niż dla „manipulacji genetycznych”, o ile łatwiej się do niej samemu przekonać.

Zdarzają się wreszcie sytuacje, w których pracownicy ochrony zdrowia gotowi są wprowadzać zmiany w zakresie stosowanej terminologii, świadomie używając takiej zmiany jako narzędzia służącego podniesieniu standardów etycznych ludzi zajmujących się medycyną. Podkreślić należy, że intencja podjęcia takich działań jest jak najbardziej słuszna, zwłaszcza jeżeli dostrzeże się potęgę języka nadającego godność temu, do czego się odnosi, jak wskazują na to chociażby powyższe przykłady. Nie sposób jednak nie zauważyć, że pomysły te bywają strasznie nieudolne. Dość powszechnie przyjęło się np. stosowanie – zwłaszcza w literaturze anglojęzycznej – w miejsce terminu „pacjent”, określenia „klient” [12]. Uznano, że w ten sposób  podkreśla się autonomię  człowieka  leczącego  się (w szczególności prawo do tzw. świadomej zgody) i odrzuci się, skompromitowany powiązaniami z paternalizmem medycznym, termin „pacjent”. Nie zbadano jednak przy tym, jak każdy z tych terminów funkcjonuje, jaką ma etymologię, jakie powiązania. Umknął uwadze zwłaszcza fakt, że, użycie terminu „klient”, po precyzyjniej analizie jego źródła, prowadzi raczej do promocji paternalizmu, niż próby wyparcia go poszanowaniem dla autonomii pacjenta. Nie dostrzeżono też, że użycie tego terminu prowadzi do skoncentrowania relacji pomiędzy pracownikiem ochrony zdrowia a człowiekiem chorym na rzeczy (klient i sprzedający nie interesują się sobą jako  osobami, lecz jedynie przekazywanym sobie towarem), a nie na relacji wzajemnie szanujących się osób.

Zakończenie

Blaise Pascal twierdził: Ta sama treść zmienia się wedle słów, które ją wyrażają. Treść otrzymuje swą godność od słów, nie zaś odwrotnie. Trzeba szukać na to przykładów [14]. Jeżeli analiza wybranych terminów stosowanych we współczesnej medycynie pozwala dość łatwo znaleźć odpowiednie przykłady, to pozwala równocześnie wskazać, że słowa gotowe są kłamliwie nadawać godność wyrażanej treści.

PIŚMIENNICTWO

[1] Arystoteles: Dzieła  wszystkie, tom 5, Wydawnictwo  Naukowe PWN, Warszawa 2002. [2] Arystoteles: Dzieła wszystkie, tom 6, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2001.– [3] Bronk A.: Rozumienie, dzieje, język. Filozoficzna hermeneutyka H.-G. Gadamera, RW KUL, Lublin 1988.– [4] Ciccone L.: Non  uccidere. Questioni di morale  della  vita  fisica, Edizioni Ares, Milano 1984.– [5] Di Pietro M.L., Casini M.: Il dibattito parlamentare sulla ‘procreazione medicalmente assistita’, Medicina e Morale 2002, 4, 617–666.– [6] Di Pietro M. L., Sgreccia E.: Procreazione assistita e fe-condazione artificiale tra scienza, bioetica e diritto, La Scuola, Brescia 1999.– [7] Gentles I.: Abortion, Law, and Human Behaviour, The Human Life Review 1987, 2, 68.– [8] Kant I.: Uzasadnienie metafizyki moralności, PWN, Warszawa 1984.– [9] Liverni P.G.: Dizionario dell’antylingua. Le parole dette per non dire quello che si ha paura di dire, Edizioni Ares, Milano 1993.– [10] Lombardi M.: Etica e semantica, Medicina e Morale 1990, 5, 915–932.–

[11] Mała Encyklopedia Pewszechna PWN, Warszawa 1974, s. 648.– [12] Niebrój L.: Model autonomii w medycynie: „pacjent” vs „klient” usług pielęgniarskich, [w:] I Podlaska Konferencja Naukowo-Szkoleniowa „Pielęgniarstwo we współczesnej medycynie”, Białystok 2000, s. 137–146.– [13] Niebrój L.: U początków ludzkiego życia, WN PAT, Kraków 1997.– [14] Pascal B.: Myśli, tłum. Tadeusz Boy-Żeleński, IW PAX, Warszawa 1956.– [15] Pessina A.: Bioetica. L’uomo sperimentale, Bruno Mandatori, Milano 1999.– [16] Poirier S., Brauner D.J.: Ethics and the Daily Languages of Medical Discourse, Hastings Center Report 1988, 4, 5–8.– [17] Polski Słownik Medyczny PZWL, Warszawa 1981.– [18] Sgreccia E.: Manuale di bioetica, Vita e Pensiero, Milano 1989.– [19] Wielka Ilustrowana Encyklopedja Powszechna, Wydawnictwo Gutenberg, Kraków (brak daty wydania).

 

Aby cytować ten artykuł:

L. Niebrój, Etyka i semantyka: "leczenie bezpłodności" czy "reprodukcja asystowana" [w:] L. Niebrój, M. Kosińska, Rodzina: dziecko i jego potrzeby zdrowotne, Eukrasia vol. 2, Wyd. ŚAM, Katowice 2003, s. 23-27

 

Hosted by www.Geocities.ws

1