Poniedziałek rano.
Nazywam się Gordon Freeman, mam 27 lat i jestem naukowcem. Jak zwykle - po porannej kawie - udałem się do labolatorium naukowego. Ostatnio kumple przebąkiwali coś o tajnych badaniach nad nowymi formami życia z wykorzystaniem promieniowania. Dzisiaj, czyli właśnie w poniedziałek ma się odbyć próba generalna. Wszystko jest gotowe, więc nie będzie problemu. Nasz instutut to tajna jednostka powstała z funduszy Rządu. Nikt o niej nie wie, więcej nie mogę powiedzieć...
Ja zajmuję stanowisko jednego z głównych naukowców. Wprawdzie nie brałem udziału w projekcie od samego początku, ale od dzisiaj zostałem do niego przydzielony i będę miał okazję się wykazać. Wszystko dopięte na ostatni guzik-wspaniale.Tylko jeszcze jeden krok do sukcesu.
Wsiadam do kolejki, która zabiera mnie do samego centrum. Wita mnie przemiły głos "virtualnej konduktorki", która opowiada o tajnym labolatorium. Wow, nigdy nie widziałem tak skomplikowanych maszyn, to na prawdę robi wrażenie.
Ogarnia mnie dziwne uczucie, boję się, wkraczam w zupelnie dziwny świat-zupełnie mi obcy. Kolejka co kilkaset metrów staje, to znowu rusza, ile jeszcze będzie to trwalo? No, wreszcie ruszamy na dobre i dojeżdżam do ostatniego przystanku. Całkiem tu przyjemnie.
Wita mnie żolnierz, który odblokowuje drzwi od windy. Idę za nim i przechodzę przez wrota do glównego centrum dowodzenia. Czuję w powietrzu podniecenie, nikt nie mówi o niczym innym jak o Wielkim Eksperymencie. To chyba jest na prawdę ważne. Zanim jednak będę mógl wejść do pomiesczenia testowego muszę założyć specjalny kombinezon, z mnóstwem podręcznych, ulatwiających życie opcji.
Dobra, mam go już na sobie. Wszyscy, których mijam witają mnie z otwartymi rękami. Z każdą z napotkanych osób staram się zamienic jak najwięcej słów na temat testu, lecz niestety nikt nie ma czasu. Wszyscy są zadowoleni z ostatnich prób z laserem, oprócz jednego czlowieka... niestety widziałem go pierwszy raz i nie zapamiętałem jego nazwiska - mniejsza z tym. Stał on w towarzystwie innego naukowca, który negował jego zdanie na temat zaburzeń pracy lasera podczas ostatniej próby. Poczułem się trocho nieswojo, nogi ugięły się pode mną. W tym momencie nie wiedziałem komu ufać. Po krótkiej sprzeczce okazało się, że jednak wszystko jest w "porządku" a ja sam odgrywam wielkę rolę w samym eksperymencie. Nie wiem czy się cieszyć z tego powodu?
Z powodu tego całego zamieszania i nerwów idę na chwilę do toalety. Uff... już trochę lepiej. Tak, już chyba czas na ... eksperyment.
Zaraz po wejsciu do pomieszczenia moim oczom ukazał się wielki podest na którym widniał laser, skierowany pionowo w dół. Olbrzymia konstrukcja wzbudzała równcześnie zachwyt jak i trwogę. Podświadomie bałem się, pomimo iż urządzenie jeszcze nie działało. Po wejściu otrzymałem pierwsze instrukcje. Teraz należało włączyć to "maleństwo". Tak tez zrobiłem. Naraz wielka turbina zaczęła się rozpędzać. Zostałem sam jak palec z rozgrzewającym się laserem, gdzieś w podziemiach, o których nikt nie wiedział. Nagle wielki promień uderzył w podstawę podestu. "Wszystko idzie zgodnie z planem" -uslyszałem w słuchawce hełmofonu. To dodało mi trochę otuchy.
W momencie maksymalnych obrotów musiałem wepchnąć w strumień lasera materiał, który zapoczątkuje reakcję. To bardzo proste, wystarczyło popchnąć wózek w stronę wiązki. Nie wahając się popchnąlem wózek w kierunku promienia (ale to cholerstwo ciężkie).
W tym momencie zobaczyłem wielki błysk, potem usłyszałem grzmot. Siła uderzenia wiązki laserowej o podnóże odrzucila mnie na bok. O mały włos nie popękała szyba w hełmofonie, gdy z dużą silą przygrzmociłem w skalną scianę pomieszczenia. To był dopiero początek, naraz seria pojedynczych wiązek zaczęła niszczyć wszystko co znajdowało się w zasięgu. Głos dobiegający ze słuchawki hełmofonu nakazał mi uciekać, ale jak, którędy? Widziałem tylko wybuchy wokół siebie, mnóstwo porażających wyładowań - ale drzwi nie udało mi się zauważyć. Zacząłem biegać jak wariat przy ścianie modląc się abym na nie natrafił. Metoda poskutkowała, po krótkim starciu, drzwi ustapiły. Wreszcie jestem w środku,ale to co ukazało się moim oczom nie należało do przyjemności...
Tak właśnie zaczyna się gra wydana przez znaną i cenioną przez graczy firmę - Sierra.
Gra pod tytulem Half-Life daje nam możliwość wcielenia się w postać naukowca cenionego przez środowisko badaczy. Celem gry jest ucieczka z tej paskudnej dziury. Niestety jesteśmy w dosyć trudnej sytuacji, ponieważ: "eksperyment wykonany lecz niestety nieudany". Całe podziemne labolatorium zostało skażone przez obce istoty niczym z filmu Aliens, które niestety nie polubiły gatunku ludzkiego. Z minuty na minutę przemierzasz korytarze w poszukiwaniu wyjścia. Baza jest w stanie ruiny, no może nie cała ale pomieszczenia bliższe reaktorowi. Do dyspozycji mamy na poczatek tylko łom, który okazuje się być bardzo przydatną bronia. Z jego pomocą możemy śmiało atakować małe i nieco większe stwory. Nie zapominajmy również o wykorzystaniu łoma do zbijania szyb w oknach lub drzwiach. Czasami drzwi są zaryglowane i jedyna droga prowadzi przez framugę okienną. Łomem możemy również niszczyć wszelkie kraty wentylacyjne - tak, dokładnie tak, szyby wentylacyjne sa czasami naszą jedyną nadzieją w odnalezieniu przejscia. Miejscami gra przypomina żywcem film Aliens. Dzięki temu ma niezwykły i niezapomniany...
Klimat:
Każdy z nas grając w gry typu first-perspective czyli popularnie mówiąc doom`owate uważa, że przeżył i zobaczył w tego typu grach już wszystko.
Ja jestem, a właściwie byłem tego typu osobą. Wcale nie żartuję, ta gra ma specyficzny klimat, jeżeli chcesz na prawdę się bać - po prostu zagraj w nią najlepiej w nocy. Wszystkie elementy zastosowane w Half-Life powodują iż na prawdę się boisz. Będę często nawiązywał w tej recenzji do doskonałego filmu Aliens, gdyż klimat pochodzi żywcem z niego. Każdy gracz wie, że nie wystarczy tylko doskonała grafika, gra musi posiadać ciekawą fabułę - najlepiej zupełnie nową, oryginalną. To o czym tu piszę potocznie nazywa się miodnością. Tak się składa, że produkt Sierry łączy w sobie wszystkie te cechy.
Half-Life nie jest zwykła gra. Nie wystarczy tylko zabijać napotkanych obcych. Musimy pamietac, że priorytetowym celem jest ucieczka ze skażonego terenu. Dlatego jeszcze raz przypominam o częstym używaniu łoma oraz przeszukiwaniu wszystkich zakamarków.
Wyposażenie:
Oczywiście nie samym prętem przyszło nam walczyć. Do naszej dyspozycji jest na początek lekki pistolet, póżniej znajdziemy rewolwer, shot-gun'a, karabin maszynowy, kuszę, granaty oraz wiele innych. Każdą z broni uzupełniamy nabojami zostawionymi przez strażników, którzy niestety już nie są w stanie spełniać swojego obowiązku. Po dłuższej chwili każdy gracz zapozna się z asortymentem i jego zastosowaniem. Z początku posiadamy bardzo małą ilość naboi, ale póżniej zostaje nam to zrekompensowane. Każda broń ma swoje zastosowanie. W zależności jaki obcy Ci się napatoczy wysyłasz go do piachu z odpowiedniego kalibru. Każda maszynka posiada własny niepowtarzany dżwięk wydawany przy strzelaniu a niej.
Dodatkowym wyposażeniem jest latarka - każdy wie do czego się przydaje. Jest na stałe wbudowana w twój kosmiczny "szlafrok". Tak, tak biegamy, skradamy się i czołgamy przez cały czas w specjalnym skafandrze, który posiada pole siłowe. Jak by nie było mamy przecież zimę. Baterie znajdujemy w przeróżnych zakamarkach. Dzięki wysokiemu poziomowi energii jesteśmy odporni na uderzenia i inne urazy. Gdy jednak energia wyczerpie się i dodatkowo stracimy nieco na zdrowiu to mamy możliwość(w specjalnych punktach) zaleczenia ran. Specjalne punkty to jakby ścienne medi-kit'y. Czasami są jedyną deska ratunku i nie należy o ich zapominać.
Wspomniałem wcześniej o klimacie w grze, który sprawia iż integrujemy się z otoczeniem, wcielamy się w rolę bohatera. Co jest takiego w Half-Life, że nie pozwala na odejscie od komputera przez kilka godzin?
Po pierwsze grafika - ale o tym pożniej, efekty dżwiękowe oraz ... cała reszta. Gra jest jest dopracowana w każdym calu. Efekty dzwiękowe stoją na najwyższym poziomie. Nawet najlepsza gra - pod względem gaficznym byłaby niczym bez świetnej muzyki. Ten produkt może poszczycić się jednym i drugim. Krążąc po ciemnych lochach słyszysz zbliżających się obcych, czujesz ich niemalże na sobie. Do tego dochodzą krzyki przerażonych, uciekających naukowców, żołnierzy, którzy zaczepiają cie gadką (dodają sobie otuchy) oraz ostrzeżenia dobiegające z głośnikow w labolatoriach i innych pomieszczeniach.
Jeśli chodzi natomiast o grafikę to jest ona po prostu... piękna. Pomijam możliwości akceleratorow, które ją wzbogacają. Chodzi o sam wystrój wnętrz ich aranżację, zróżnicowanie. Do tego dochodzą jeszcze efekty specjalne w postaci rozmywanych tekstur, efektów świetlnych, bajecznie kolorowych wybuchów. Te pomieszczenia tętnia własnym życiem wraz z obcymi, którzy Cię atakują. Kreatury począwszy od maleńkich stworzonek, które lubią przylegać do twarzy, posiadają także o wiele wieksze rozmiary. Każdy alien zachowuje się w charakterystyczny dla siebie sposób. Maluchy korzystając z tego że są niewielkie i trudno je trafić pędzą do ciebie, większe gady kryją się po kątach i w momencie kontaktu z tobą strzelają wiązką promieni. Każda z poczwar wydaje inne odgłosy co pozwala na ich identyfiakcję - oczywiście po pewnym czasie gry. Inteligencja stworów jest na dosyć wysokim poziomie, kiedy są słabe czekają, a gdy sa np. w grupie to szybko atakują. Nawet maleństwa potrafią zadać spore rany. Należy bezzwłocznie uważać na liczne zakamarki, bo w każdym z nich może czaić się nie lubiany typ.
Po pewnym czasie ucieczki dowiadujemy się, że z pomocą przybedzie oddział marines, który ma za zadanie uratować nas - cieszymy się prawda? W rzeczywistosci jest to jeszcze jeden dodatkowy wróg i to o wiele silniejszy, gdyż posiada uzbrojenie zbliżone do naszego i jest lepiej wyszkolony. Po prostu wspaniale tego nam brakowalo do szczęścia. Ale przeciez jesteśmy znanym i szanowanym naukowcem - no własnie naukowcem a nie komandosem do zwalczania "osób" nie pożądanych. Tylko upór i determinacja zmuszają nas do działania. Przecież nie damy się zainfekować przez te oślizłe stworzenia. Tak więc nie straszne są nam obce stwory, ani oddział komandosów, którego zadaniem jest eliminacja wszelkich żywych istot. My wciąż idziemy do przodu, drażymy w kanałach i ... tępimy plugawe robactwo. Z każdą chwilą czujesz, że gdzieś tam znajduje się wyjście. Osiągnięcie tego celu życzę sobie i Wam.
Wymagania:
Gra wymaga dosyć silnego procesora, z powodu ogromu efektów oraz samego engine'u graficznego. Pomocnym narzędziem są w tym momencie karty graficzne z akceleracją lub same akceleratory. Zacznijmy od tego, że gra obsługuje trzy tryby wyświetlania i przetwarzania grafiki. Należą do nich funkcje: Direct3D, OpenGL oraz renderowanie software'owe. O ile dwa pierwsze tryby są w skutkach doskonałe to trzeciego radzę nie używac. Gra "chodzi" w 16-bitowym kolorze. Więc jeśli jesteś szczęśliwym posiadaczem karty graficznej zdolnej wykorzystać chociażby jeden tryb to nie masz problemu.
Dodam po krótce, że Half-Life współpracuje z większością kart graficznych dostępnych na rynku. Nie będę podawał listy bo jest ona dosyć długa, ale wymienię najważniejsze. Należą to nich karty oparte na chipie: Voodoo1 i 2, G-200, Riva TNT, Banshee, Savage.
Do wymagań minimalnych zaliczyłbym: P200 MMX, 32 MB, CD-ROM x20, Win95,karta graficzna zgodna z D3D.
Stawiam diagnozę: gra zasługuje na 9 punktów.
Plusy:
Grafika i animacja
Muzyka
Wspaniały klimat
Inteligencja przeciwników
Na prawdę się boisz
Wciągająca akcja
Szybka identyfikacja z głównym bohaterem