Z PAMIETNIKA BABUNI


“Nie mozesz byc silniejszy od przeznaczenia.” - Eurypides



Juz nie wiem jak to bylo. Chyba czyjas ciepla refleksja o jakiejs wyjatkowo zywotnej staruszce, przywolala to zakurzone juz troche wspomnienie mojej wlasnej babci. Wspomnienie pelne milosci i tesknoty. Leokadia, czyz nie piekne, staromodne imie? Babcia Lodzia odeszla, przezywszy 91 lat. Urodzila sie wiec w drugiej polowie jeszcze zeszlego wieku, w 1878 roku, jesli dobrze licze.

Przezyc prawie sto lat w warunkach bardzo trudnych, zwalczajac dotkliwa materialna biede najciezsza praca, oj, nie kazdemu cos takiego sie udaje. Wychodzac za maz, miala zaledwie 16 lat, w sensie dojrzalosci fizjologicznej, z tego, co wiem, nie byla jeszcze nawet kobieta. Widac w tamtych czasach wypuszczalo sie corki jak najwczesniej z domu, pewnie tylko zreszta z tych biedniejszych domow.

W Swoim zyciu kobiety wydala na swiat pietnascioro (!!!) dzieci. Ostatnia ciaza przytrafila sie Babci w wieku 55 lat. Rodzila synow i corki, dzieci umieraly pewnie troche z biedy jak i chorob, chorob nawet dzisiaj banalnych, a ktore w tamtych czasach byly nieuleczalne. Dwoch synow mlodziencow stracili Niemcy pod sciana warszawskiej kamienicy, dwoje innych zaginelo bez sladu podczas Powstania. Babcie przezylo zaledwie dwoje dzieci: moja Mama i brat.

Babcia Lodzia uwieziona wraz z mezem, corka i kilkuletnim wnuczkiem przezyla Oswiecim. Opowiadala mi po latach, wciaz z ogromnym upokorzeniem i bolem, jak mloda Niemka uderzyla Ja kolba karabinu w twarz, kiedy to Babcia usilowala przemycic kartofla z wlasnej racji przez druty odzielajace Ja od corki i malego Jureczka. Zostala Babci gleboka, brzydka blizna po tym uderzeniu. Zostala tez bolesna pamiec.

Za to niemieckiemu chirurgowi - opowiadala - zawdzieczala zycie. Gdy wobec wyjatkowo zlosliwego raka zzerajacego piers Babci polscy lekarze byli bezradni i wlasciwie wydali na Nia wyrok, Niemiec wyciachujac Babci pol torsu wraz ze smiercionosnym miesakiem, darowal Jej jeszcze w ten sposob ponad dwadziescia lat zycia. Wciaz nie najlatwiejszego zycia, jednak tego Niemca Babcia wspominala z wdziecznoscia.

Cale Swoje zycie Babcia Lodzia ciezko pracowala. Zatyrane zycie prostej kobiety. Kiedy sluchalam Jej opowiesci, trudno mi bylo wprost uwierzyc, ze niepozorna kobieta, kobieta umeczona ciazami, porodami do takiego wysilku jest zdolna. Babcia lapala sie doslownie wszystkiego, by moc wyzywic Swoja dziatwe. Pracowala kolejno w roznych fabrykach, a do domu - nedznej, wilgotnej oficyny - brala jeszcze od ludzi pranie.

Do konca zycia, nawet gdy juz nastaly mechaniczne pralki, balia z grzana w kotlach woda, tara, mydlo ucierane na tarce, krochmal domowej roboty i farbka byly prawdziwa Jej obsesja. Zdarzalo sie podczas wizyt Babci w naszym domu, kiedy moja Mama choc na krotko zostawiala Babcie sama, natychmiast zaczynalo sie generalne pranie. Babcia Lodzia bez litosci wyciagala poukladana w szafach uprana we "Frani" bielizne, by uprac ja raz jeszcze - tradycyjnie i jedynie skutecznie. To “babciusiowe pranie” do dzisiaj kojarzy mi sie z duchota klebiastej pary, odorem chlorku i, co najdziwniejsze, ze smakiem kapusniaku. Dlaczego zawsze, ale to zawsze, gdy w domu bylo pranie, na obiad byl wlasnie kapusniak, nigdy jakos nie udalo mi sie zrozumiec.

Moja Babcia nigdy sie na nic nie skarzyla, nie biadolila nad Soba. Gdy opowiadala mi o Swoim zyciu i mnie od tej opowiesci wlosy stawaly deba ze zgrozy, dla Niej wszystko bylo naturalne, normalne, bez najmniejszego wysilku akceptowala bol zycia, nawet wiecej, byla czlowiekiem najbardziej pozytywnym, optymistycznym i jednoczesnie bojowym, jakiego w zyciu poznalam. Zawsze zajeta, zawsze w biegu. Miala sily na wszystko i dla wszystkich przy kazdej okazji cos do ofiarowania: a to pajecze szydelkowe serwetki lub firanki, a to zaoszczedzonego dolara przyslanego przez siostry zza oceanu, gdzie wywedrowaly za chlebem, a to pare zlotych dla wnuczki Magdy - biednej studentki, zeby miala na papierosy, chociaz papierosiska - ubolewala - to takie przeciez swinstwo.

Za to od malego kieliszka Babcia nie stronila. Zawsze powtarzala, ze dobrze Jej starym kosciom robi piecdziesiateczka czysciochy. I chyba miala racje, moze wlasnie to Ja tak swietnie konserwowalo? Miala juz 84 lata, gdy polamala Sobie zebra, spadajac z krzesla przy wieszaniu firanek i, o dziwo, ku ogromnemu zdumieniu pesymistycznych lekarzy kosci zrosly sie szybko jak u mlodej dziewczyny, niebywale.

W rok pozniej, juz mocno niedowidzaca i niedoslyszaca, a ciagle w biegu na skroty, dostala sie pod tramwaj na Marszalkowskiej. Na szczescie tramwajarz zahamowal w pore, a Babcia podrywajac sie z szyn, pierwsze co sprawdzila, czy wiezione w torbie ze wsi jajka aby sie nie potlukly, a juz uspokojona, wyzwala jeszcze nieszczesnego tramwajarza od nieudolnych mlokosow.

Sama pamietam jak niesamowicie przejeta odpowiedzialna misja eskortowania Babci po wizycie u nas w domu do Warszawy, niemal nie nioslam Jej na rekach, taka zdawala sie kruchutka i slaba, az do momentu, gdy na przystanek po drugiej stronie ruchliwej ulicy podjechal babciusiowy trolejbus, Babcia rzucila sie jak fryga, wskakujac do pojazdu niemal w biegu. Nagle znalazlam sie sama, calkiem glupia wciaz jeszcze na krawezniku, podczas gdy Babcia machala mi wesolo spoza szyby. Nic z tego nie rozumialam wtedy, a chyba i dzisiaj nie wiele wiecej rozumiem... Skad sie w kims bierze taka zyciowa odpornosc, taki hart ducha? Kochana Babcia, dobra Babcia, wspaniala kobieta. Choc przezyla 91 lat, bardzo zaluje, ze opuscila mnie tak wczesnie.


(c) Magdalena Nawrocka
www.geocities.com/magdanawrocka 1
Hosted by www.Geocities.ws