|
W II połowie na sektorze Kozin pojawia się jeszcze jeden transparent "Daniel trzymaj się! ACAB". O co tu chodzi chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć. Na meczu jest robiony przyzwoity doping choć nie rewelacyjny. W II połowie przyszedł czas na prezentację. Najpierw na sektorze kozińskim zostają odpalone stroboskopy a nad głowami pojawia się sektorówka z czaszką - piratem. Stroboskopy zostają też odpalone na łuku pod flagą Karolewa. Następnie z płotu znika flaga Łódzki Klub Sportowy a na jej miejscu pojawia się napis na folii "Rycerze Wiosny" z wizerunkiem rycerza na środku. Na samej górze Galery pojawia się niewielka biało czerwono biała sektorówka z napisem "ŁKS", otaczają ją białe chorągiewki i transparenty z herbami a na dole rozwinięte zostają poziomo czerwone pasy materiału. Do tego odpalone zostają stroboskopy podświetlające napis na folii.
Po końcowym gwizdku zostają jeszcze odpalone 4 race nad flagą Karolewa. To tyle z atrakcji ultras. Teraz kilka słów o przyjezdnych, którzy zawitali do nas w 20 osób. Większość z nich była ubrana w biało-zielone koszulki. Mieli oni ze sobą 2 flagi ("Stoned Hunters" i "Biało-Zieloni") i 1 flagę na kiju. Próbują oni dopingować swój zespół w czym pomagać miał im bęben. W drugiej połowie na płocie na górze swojego sektora umieszczają białe i zielone chorągiewki co jest chyba nowością w świecie ultras. Później pojawia się u nich sektorówka w biało-zielone pasy. Do tego przyjezdni machają białymi i zielonymi chorągiewkami. Jak na tak niewielką ekipę to Świt zaprezentował się całkiem fajnie. Nasi piłkarze odnoszą efektowne zwycięstwo więc po meczu chyba nie było nikogo niezadowolonego. Oczywiście piłkarze dziękują nam za doping. Na meczu gościliśmy kilku fanów GKS Tychy i Resovii Rzeszów.
Na meczu nie mamy flag. Wisi jedynie malutka barwówka na płocie na górze sektora. Niestety nie robimy dopingu. Jedynie kilka razy coś krzyknęliśmy. Młyn miejscowych to jakieś 40-50 osób o niskiej średniej wiekowej robiących słaby doping i machających 2 flagami na kijach i kilkoma chorągiewkami. Do tego 4 flagi na płot. W II połowie jeden z miejscowych znalazł się za naszym sektorem, szybko zerwał barwówkę z płotu i błyskawicznie udał się na sektor miejscowych. Nawet nie było jak zareagować bo jak się połapaliśmy to miejscowy był już daleko w dodatku po drugiej strony płotu. Wstyd, ale nie spodziewaliśmy się, że ktoś może połasić się na barwówkę o wymiarach metr na metr. Choć strata najmniejszej pamiątki w Ełkaesiackich barwach boli, więc boli i strata tej barwówki. Tyle, że większość ekip nawet nie próbowała by akcji na takie płótno. Dla miejscowych jednak była to widać akcja życia, bo byli z siebie bardzo dumni. Zdjęli oni wszystkie swoje flagi z płotu, powiesili naszą barwówkę bokiem, zeszli na dół sektora i zaczęli śpiewać "Gdzie macie flagę?" i "Cała Łódź jude, jude". Bez komentarza. Na koniec meczu palą zdobycz. Nasi piłkarze odnoszą zwycięstwo.
Kilkanaście minut po meczu wsiadamy do swoich pojazdów i ruszamy w drogę. Do jednego z aut zabrał się też jedyny kibic ŁKS-u, który przybył na spotkanie pociągiem. Jechał on z Krakowa, gdzie był w delegacji służbowej. Dostajemy obstawę do granic Jaworzna. W Jaworznie od kolumny odłączają się 3 auta tyskie i 1 łódzkie, które chciały jechać inną drogą. W Sosnowcu widzą oni 6-7 aut Zagłębia, które ruszają za nimi w pościg, ale nikogo Zagłębiu nie udaje się dogonić. Gdy głównej grupie skończyła się eskorta to rozciągnęła się ona na długości kilku kilometrów. Za Częstochową zbieramy się wszyscy na jednej ze stacji benzynowych bowiem zaczęły pojawiać się koło nas jakieś dziwne samochody. Jadąc niemal zderzak w zderzak dojeżdżamy bez przygód do Łodzi.
Meldujemy się w 115 osób w tym 3 osoby z GKS-u Tychy. Jak na piątek i odległość liczba bardzo dobra. Wywieszamy flagę "Rodowici Łodzianie", sporą barwówkę i 2 małe płótna: jedno z krzyżem celtyckim a drugie z napisem ACAB. Górnik bez młyna. Jedynymi oznakami resztek życia kibicowskiego były: jedna flaga, jakiś facet z bębnem i czasem dochodzące z trybuny krytej okrzyki "Górnik, Górnik". U nas doping przeciętny, ale o niebo lepszy niż w Jaworznie. Piłkarze po nudnym meczu remisują.
Po meczu wsiadamy w samochody i busy i pod silną eskortą policji udajemy się w drogę powrotną. W Lubinie przejeżdżamy pod stadionem Zagłębia gdzie akurat trwał mecz, ale zero atrakcji. Kolumna jechała z zawrotną prędkością 70-80 km/h. W dodatku gdy jakieś auta zjeżdżały na stację benzynową lub do sklepu to zostawał z nimi radiowóz. Kilku pojazdom udało się jednak po drodze urwać policji i inną drogą docierają do Łodzi. Reszta miała zmieniającą się co powiat eskortę aż do granic województwa Dolnośląskiego. Od Sieradza w każdej miejscowości na trasie stały psy, które przyglądały się pojazdom z fanatykami ŁKS-u. Do Łodzi docieramy bez przygód między 1 a 2 rano.
Na meczu spora liczba widzów. U nas dobre oflagowanie a wśród flag zawisł transparent z poparciem dla Zawiszy Bydgoszcz: "ZAWISZA JEST JEDEN IV LIGOWY NIE DLA ZŁODZEI Z HYDROBUDOWY". Niestety częściowo musiał zostać on zasłonięty ponieważ do słowa "złodziei" dopierdolił się obserwator PZPN. Widać na stadionach nie może istnieć wolność poglądów. Piłkarzy na boisko wyprowadzali rycerze w towarzystwie giermków. W ten sposób klub uczcił 49 rocznicę powstania przydomku "Rycerze Wiosny". Na mecz zaproszeni zostali również bohaterowie spotkania z Górnikiem Zabrze po którym drużynie ŁKS nadano ten przydomek. Na Galerze po raz kolejny pojawił się Stanisław Terlecki.
Tym razem nie przygotowano żadnej oprawy. Był za to przyzwoity doping oraz trochę bluzgów na Ruch jak i na RTS. Co do kibiców Ruchu to pojawili się oni w jakieś 150-160 głów (w tym kilku koszernych) bez żadnych barw (mieli kilka szali). Próbowali oni dopingować i kilka razy byli słyszalni. Oczywiście i oni nieco na nas bluzgali czasem wznosili też jakieś okrzyki po niemiecku. Nasza drużyna jedynie remisuje do czego przyczynił się sędzia, który nie przyznał nam ewidentnego karnego. I to w zasadzie wszystko co można napisać o tym meczu. Na meczu gościliśmy kilku fanów tyskiego GKS-u i 5 kibiców Zawiszy Bydgoszcz.
Piłkarze zaledwie zremisowali ten mecz w dodatku tracąc bramkę w ostatniej minucie spotkania. Spowodowało to nerwową atmosferę i po meczu w stronę piłkarzy, którzy podbiegli pod Galerę po meczu poleciało wiele "mocnych" słów. Piłkarze próbowali się tłumaczyć, ale niewiele sensownego umieli powiedzieć. Nerwy puściły Łukaszowi Madejowi, który się rozpłakał. Miejmy nadzieję, że już taka sytuacja się nigdy nie powtórzy bowiem nie należała ona do przyjemnych zarówno dla kibiców jak i piłkarzy.
Półoficjalnie na stadionie pojawiło się około 40 - 50 kibiców ŁKS-u, którzy przyjechali do Bydgoszczy. Zasiedli oni na trybunie miejscowych oczywiście bez barw i bez dopingu choć zbytnio nie ukrywano komu się kibicuje. Przed Bydgoszczą psiarnia wyłapywała auta na łódzkich blachach i legitymowała pasażerów. Sam mecz to nudy na boisku jak i na trybunach. Frekwencja na meczu to jakieś 1000 osób. Głównie rodzin z dziećmi, starszych osób, pikników. Wszyscy oglądają mecz na siedząco. Od czasu do czasu pojawiają się okrzyki WKS i Zawisza. Oczywiście zero flag. Do tego masa dzieci nie zainteresowanych meczem, biegających po całym stadionie i traktujących go jako plac zabaw. W przerwie mini koncert dał zespół De Mono. Jak stwierdził jeden z kibiców ŁKS-u do pełnego pikniku brakowało by na trybunach urządzić piaskownice. Po meczu bez przygód powracamy do Łodzi.
Ogólnie taka atmosfera na meczach jest preferowana zarówno przez PZPN jak i media. W gazetach oprócz Piłki nożnej, która podała prawdziwą frekwencję, liczbę widzów szacowano na 3-4 tysiące. Pojawiły się też artykuły jak to fajnie jest na meczach Hydrotworu bo można przyjść całą rodziną i jest bezpiecznie i panuje fajna atmosfera bez stadionowych bandytów pełnych nienawiści. Zapomniano tylko dodać, że ci pełni nienawiści bandyci robią na meczach doping i oprawy i są z klubem na dobre i na złe. A co do atmosfery to przypominała ona sparing, nawet nie bo na niektórych sparingach panuje lepsza atmosfera niż była na tym meczu. Miejmy nadzieję, że kibice Zawiszy wytrzymają ze swoim bojkotem i nie będą chodzić na mecze Hydrotworu. A złodzieje z Hydrotworu znikną z polskiej piłki nożnej raz na zawsze bo jedyne co umieją robić to niszczyć, oszukiwać, robić afery i uważają, że za pieniądze można mieć wszystko. Otóż nie można i pewnego dnia się o tym przekonają.
ZAWISZA JEST JEDEN IV LIGOWY. NIE DLA ZŁODZEI Z HYDROBUDOWY.
Co do gości to sami ocenili się na 300 osób i faktycznie mogło ich tylu być, choć od nas wyglądało, że jest ich 250-280. Przyjechali oni pociągiem specjalnym i na stadionie pojawili się 2 godziny przed meczem . Większość z nich ubrana była w koszulki w żółto-czerwone pasy. Przed meczem mogli mieć starcie z ochroną bowiem nie chcieli zdjąć flagi z jednego z płotów, ale do niczego nie doszło. Przywieźli oni ze sobą 7 flag lecz z braku miejsca wisiało tylko 6 ich flag. Także kibice gości przygotowali na ten mecz oprawę. Na początku pierwszej połowy pokazują transparent o treści: "Oni tworzyli polską potęgę przed wiekami". Do tego rozwijają sektorówkę z herbem Jagiellonów i machają czerwonymi flagami na kijach. W II połowie pokazują następną część tej oprawy. Tym razem pojawia się transparent o treści: "My kontynuujemy ich dzieło". Towarzyszy temu jakiś nieczytelny rysunek na czerwonych pasach materiału i żółte flagi na kijach. Oprócz tego robią bardzo dobry doping i ogólnie nieźle się bawią ( robią pociąg, biegają po sektorze, część z nich mimo niskiej temperatury i padającego deszczu rozbiera się do pasa). Podczas meczu kilka razy wymieniają się z nami "uprzejmościami". Ogólnie była to do tej pory najlepiej prezentująca się ekipa gości w tym sezonie na naszym stadionie.
Derby na dobre rozpoczęły się już nieco ponad 2 godziny przed meczem. Otóż pewna mądra głowa wpadła na pomysł, że najlepiej pochód kibiców z pod Łodzi przeprowadzić przy wejściach na Galerę. Oczywiście rywale korzystając z okazji zaczęli szturmować bramę na Galerę. Ta dość szybko padła i tłum w czerwonych koszulkach wlał się na nasze sektory! Nas w tym czasie było około 25 osób (głownie ultrasi i kilku starszych kibiców). Kilka osób stało na sektorze obok Galery, reszta znajdowała się na murawie. Na Galerze było jedynie 3 chłopców na oko 12 letnich. Widząc co się dzieje kibice z sektora ewakuują się do reszty na murawę. To samo robi ochrona, która chowa się za nami. U nas w pewnym momencie wybuch lekkiej paniki i cofamy się w kierunku trybuny. Na szczęście starsi kibice w porę zapanowali nad sytuacją i momentalnie wszyscy wracamy w okolice Galery. Widzimy jak koszerni buszują w oprawie, którą musieliśmy wcześniej z przyczyn niezależnych od nas wynieść na Galerę. Szukają flag ale robią to w bardzo ekspresowym tempie bo pierwsi, którzy wpadli ewakuują się już przez płot na ulicę. W tym momencie na sektor wchodzi kilka osób od nas (ochotę miało więcej, ale ochrona pozamykała bramki po wejściu pierwszych kilku osób) i zaczyna polowanie na różnych widzewskich zakrętów (typu goście którzy zamiast na Galerę pobiegli na łuk, lub stali i się gapili albo ugrzęźli na płocie). Kilku od nich dostało, kilku się postawiło a w tym czasie prawie wszyscy z około 60 osobowej grupy, która wpadła ewakuowała się już przez płot. Po chwili następuje kolejny szturm na bramę. Tym razem wpadło około 40 osób, ale znacznie lepszej ekipy od poprzedników (większość to ich chuliganka). Po raz kolejny trzeba cofnąć się na murawę. Jedna osoba od nas dostaje 2-3 strzały. Podobnie jak pierwsza grupa wpadają na Galerę i grzebią trochę w oprawie po czym ewakuują się przez płot.
Trzeba podkreślić przedziwną postawę ochrony, która uciekała i biernie patrzyła co się dzieje lub przeszkadzała nam zamykając bramki. Przy drugim ataku Widzewa chwilę za nimi wpadło kilku policjantów, którzy wbiegli na boisko stanęli obok ochrony i również nie wiedzieli co robić. Naprawdę tak zakręconych służb porządkowych jeszcze nie widziałem. Po chwili widzimy, że koszerni w jakieś 80 osób są na sektorze kozińskim, który tego dnia miał pełnić funkcję sektora buforowego. Widząc, że nie bardzo wiedzą co robić, biegniemy do nich wzdłuż murawy w około 10-15 osób nawołując ich do walki. Nie przeskakują płotu a jedyne na co ich stać to bluźnienie na nas. Stoimy pod sektorem a po chwili widzimy, że na sektor wchodzi ochrona i chyba psy. Wracamy powoli w okolice Galery a pejsi próbują uciekać górą przez płot. Jakimś 20 osobom ta sztuka się nie udała i psy wsadzają ich do lodówy i gdzieś wywożą. Trzeba przyznać, że grupa, która wpadła na koziński składała się wyłącznie z przypadkowych kibiców widzewa. Oni chyba myśleli, że wjechali z bramą na swój sektor. Po chwili widzewiacy wchodzą na swój sektor i wszystko się uspokaja.
Małe podsumowanie. Niewątpliwie nasza porażka. Straciliśmy jedną okazjonalną sektorówkę obrażającą rywali, jeden transparent (również obrażający rywali), 20-40 flag na kijach a także okradzione zostało stoisko z pamiątkami. Zmusiło to nas do zmodyfikowania oprawy na ten mecz.
Widzewiacy meldują się w liczbie około 5000. Przyszli oni pochodem przez miasto. Również kibice ŁKS-u zorganizowali pochody ze swoich osiedli (Teofilów, Retkinia, Koziny, Rokicie+Górniak+Chojny+Piastów). Pod stadionem przed meczem obrywają widzewiacy, którzy indywidualnie dotarli na al. Unii. Na meczu duża frekwencja - około 15000. U nas większość ubrana na biało a goście w czerwonych koszulkach. Przed meczem palimy dywan z 80 - 90 szali Widzewa a także kilka bluz. Widzewiacy palą również dywan z naszych barw. Z tym, że większość barw pochodziła z naszego sklepiku. Raczej mało honorowe zagranie. Co innego wykroić komuś szal a co innego branie barw hurtem w paczkach z zdemolowanego sklepu.
Już w trakcie meczu na murawie zostaje obity widzewiak, który zbunkrował się na naszym sektorze i próbował dobrać się do flagi Tyszan. Nic mu z tego nie wyszło. Próbował przedostać się do swoich biegnąc przez boisko a przebiegając koło Galery pokazał fuck you. Po chwili został złapany przez kilka osób i nieco obity. Po chwili został wyprowadzony przez ochronę a nasi szybko wrócili na trybuny. Po tej akcji na bieżni pojawiło się sporo psów i pozostali tam już do końca meczu.
Podczas meczu zaprezentowaliśmy: sektorówkę z Maurem i transparent: Najciemniejsza strona miasta, sektorówkę z herbem ŁKS-u i rozchodzącymi się od niego promieniami wraz z transparentem: Najjaśniejsza strona życia, sektorówkę antyharnasiową, w II połowie trzy sektorówki: hooligans, ultras, pikniki. W planach mieliśmy także konkretny pokaz pirotechniczny, ale nic z tego nie wyszło z powodu awantury z policją. Poza tym debiutowały nowe flagi: Hells Boys, Konstantynów, Młodzi Hools i flaga skinheadów. Rywale pokazali jedną konkretną oprawę a także wykorzystali jedną ze swych wcześniejszych opraw. Poza tym pokazali sektorówkę o zbędnym balaście Łodzi i odpowiedzi na naszą sektorówkę o harnasiu i transparent, który miał wisieć na trasie ich pochodu a ostatecznie wisiał na trybunie. Oprócz tego powiesili 7 flag na płot. Doping w pierwszej połowie wyrównany w drugiej zdecydowanie dla rywali. Wpływ na to miał zapewne wynik meczu jak i to, że od 70 minuty mieliśmy inne zajęcie niż doping. Otóż wtedy doszło do wymiany na latające race między nami a koszernymi. Nie spodobało się to psiarni, które konkretnie zagazowała Galerę B. W odpowiedzi poleciały na nich race i strobole. Wtedy do akcji wkroczyła armatka wodna, która obficie oblała wodą z gazem żelowym prawie całą Galerę. W tym momencie kibice ŁKS-u będący na łuku wyłamali bramki na bieżnie ale i oni zostali poczęstowani wodą z drugiej armatki stojącej przy trybunie. Do końca meczu trwała już typowa rozpierducha. W policję latały kamienie, pirotechnika itp. Oni odpowiadali gazem. Na meczu wspomagali nas nasi ziomale: GKS Tychy - 135-140, Zawisza Bydgoszcz - 25, Resovia Rzeszów - 10. Dziękujemy za wsparcie na tak ważnym meczu.
Oczywiście przed jak i po meczu doszło jak zwykle przy okazji derbów do jakiś spotkań na osiedlach. Podsumowując. Te derby niestety mamy w plecy. Najbardziej zadecydowały o tym wydarzenia przed meczem. Najbardziej boli fakt, że wystarczyło 20-30 osób więcej i wszystko mogło potoczyć się inaczej. Co do oprawy to aż tak dużo jej elementów nie straciliśmy i co nieco udało się pokazać. Na pewno pod względem ultras było lepiej niż jesienią 2004. Doping niestety niezbyt nam wyszedł, ale tu zrobił swoje wynik jak i to, że raczej niewiele osób będzie śpiewać będąc polewanym wodą i częstowanym gazem. Jest też kilka rzeczy pozytywnych. Wreszcie kibice ŁKS-u nauczyli się przychodzić na mecz w białych koszulkach. Naprawdę wyszło to zajebiście. Pozytywem jest też to, że co nas nie zabija to nas wzmacnia i wbrew temu co mówią nasi rywale zza miedzy wcale nie przestaliśmy istnieć o czym przekonali się bardzo szybko.
Wywieszamy 2 flagi: "ŁKS Łódź Polska" i celtyka. Po pewnym czasie musimy zdjąć flagę z krzyżem celtyckim bo dopierdala się do niej ochrona. Robimy przeciętny doping. Pod koniec pierwszej połowy spotkania na stadion docierają kibice GKS-u Tychy w około 90 osób. Wraz z nimi przyjechało kilka osób od nas. Mieli oni problemy w Katowicach bo psy nie chciały puścić ich dalej z powodu braku biletów na mecz. My mieliśmy dla nich bilety i w końcu udało im się dotrzeć. W sumie jest nas 230 osób a samych kibiców ŁKS-u 140. Kilka słów o miejscowych. Tworzą oni niewielki jak na ich możliwości młyn, który przez cały mecz stara się dopingować. Nie wywieszają flag na płot (chyba mają jakiś protest). Na początek meczu robią słabiutką baloniadę, której towarzyszy napis: "Wieczna legenda" utworzony z liter na transparentach na górze sektora. Później prezentują sektorówkę z motywem herbu Zagłębia na fladze na kiju w towarzystwie flag na kijach. Drugą połowę rozpoczyna u nich deszcz serpentyn i konfetti. Później pokazują sektorówkę dotyczącą 100-lecia Zagłębia a po jej bokach rozwijają pasy materiału z datami 1906 i 2006. Pod koniec meczu robią racowisko i odpalają strobole.
My opuszczamy stadion w 80 minucie meczu aby zdążyć na pociąg powrotny. Wraz z nami wychodzą Tyszanie. Na sektorze zostaje jakieś 50 osób podróżujących autami. Po drodze dowiadujemy o zwycięstwie naszych piłkarzy, którzy zdobyli bramkę w 90 minucie. Wybucha u nas szał radości. Po opuszczeniu parku, w którym znajduje się stadion Zagłębia rozdzielamy się z Tyszanami, którzy udają się na tramwaj. Bez przygód w obstawie psów (w tym łódzkich tajniaków, którzy ciągle nas kamerowali) docieramy na dworzec. Wsiadamy w pociąg i udajemy się w drogę powrotną. Wraz z nami jadą psy, które wysiadają w Częstochowie. Kanar próbował sprawdzać bilety, ale bardzo szybko zrozumiał, że niewiele wskóra i dał sobie spokój. W Częstochowie był dłuższy postój więc zrobiono zakupy. Oprócz indywidualnych także ogólne za kasę, która została nam za bilety na mecz, które sami rozprowadzaliśmy. Był też mały problem bo ktoś coś spromował, ale sytuację szybko udało się wyjaśnić. W końcu pociąg opuścił Częstochowę. Za Piotrkowem wszyscy wsiadamy do jednego wagonu. Liczyliśmy się z atakiem koszernych, którzy kończyli swój mecz niecałą godzinę przed naszym przejazdem przez Niciarnianą. Na stacji Widzew do pociągu wsiadają psy i wpierdalają nas wszystkich do przedziałów. Bez przygód dojechaliśmy na Fabryczny gdzie również stały psy. Stamtąd w zwartej grupie uderzamy na tramwaj. Po chwili wsiadamy w 12 i wszyscy razem jedziemy na dworzec Kaliski. Tramwaj dostaje obstawę psów. Po drodze robimy terror psychiczny pejsom, którzy mieli pecha znaleźć się na przystankach przez które przejeżdżał tramwaj z nami. Z Kaliskiego, na którym jesteśmy przed 23.00 rozjeżdżamy się na swoje rewiry. Tak więc wyjazd minął bez przygód. Tyszanie w Katowicach przesiedli się z tramwaju na autobus jadący do Tych. Oni też wrócili spokojnie do domów.
Ogólnie wyjazd udany choć pojechało nas nieco za mało jak na sobotę i dość atrakcyjnego kibicowsko rywala.
Na stadionie zajmujemy ostatni sektor na prostej. Jest nas około 230 osób + mniej więcej 100, która zawróciła do Łodzi. Nie mamy flag i robimy przeciętny doping. Śląsk na początku meczu rzuca serpentyny i robi baloniadę. W sektorze obok naszego stoi bojówka Śląska. Trochę ze sobą rozmawiamy, część starszych kibiców odnawiało stare znajomości. Nie było żadnych zgrzytów choć w przerwie meczu towarzystwo trochę się między sobą wymieszało. Śląsk tego dnia wspomagali kibice Miedzi, Lechii, Wisły i Motoru. Po meczu udajemy się do swoich samochodów. Widzimy pod stadionem tajniaków z Łodzi, którzy spisują numery aut na łódzkich blachach. Te osoby, które spisały w drodze na mecz psy miały auta pod stadionem, reszta pod jednym z hipermarketów. Bez żadnych przygód wracamy do Łodzi. Jedynie kawałek przed Łodzią widząc, że licznie stojące na trasie psy zatrzymują nasze pojazdy w celu wylegitymowania pasażerów część pojazdów zmienia trasę i okrężną drogą wraca do Łodzi. P.S. Podziękowania i szacunek dla kibiców Śląska Wrocław za udostępnienie nam sektora i pomoc w dotarciu na stadion.
Chwilę po rozpoczęciu meczu dojeżdżają kibice Zawiszy. Oni nie kupowali biletów tylko po rewizji gdy ochroniarz otworzył bramkę weszli energicznie na stadion. Jest nas 210 osób w tym 24 kibiców Zawiszy i liczny tego dnia fan-club z Włocławka. Nie mamy flag i prowadzimy przeciętny doping. W przerwie meczu część osób chce pójść do aut po coś do picia lub wziąć suche ciuchy bo w I połowie konkretnie padało. Ochrona nie chce otworzyć bramki, ale gdy część osób przeszła przez płot dali sobie spokój i do końca meczu każdy bez problemu mógł kiedy chciał opuścić sektor. Psy były nawet na tyle uprzejme, że od czasu do czasu blokowały ruch na głównej drodze w mieście abyśmy mogli przechodzić na parking. Korzystając z zamieszania kilka osób znalazło się na sektorach miejscowych, z którymi trochę porozmawiali na tematy kibicowskie. Miejscowi nie mieli młyna, ale obok naszego sektora znajdowało się około 20 osób w szalach i do momentu gdy zaczął padać deszcz wisiały nawet 3 flagi (wisiały one mniej więcej 10 minut). Z ciekawostek sportowych to nasi piłkarze strzelili trzy bramki a mecz wygraliśmy tylko 1:0.
Po meczu wsiadamy w swoje pojazdy i pod eskortą jedziemy do Łodzi. Kilka samochodów zrobiło sobie jeszcze postój we Włocławku. Reszta wracała cały czas z eskortą psów, która trwała aż do Zgierza. Gdy psy odpuściły pojawił się tramwaj, z którego wysiadł zgierski fan-club Widzewa wracający z meczu. Większość naszych aut momentalnie się zatrzymała ale koszerni nie mieli ochoty się sprawdzić. I to właściwie wszystko co można napisać na temat tego meczu.
Nasz liczny w tym dniu młyn, tradycyjnie w większości ubrany na biało zrobił tego dnia dobry doping, do którego momentami dołączał się cały stadion. Zaprezentowaliśmy las biało - czerwono - białych flag na kijach. Na sektorze Kozin rozwinięto ich osiedlową sektorówkę. Po bramce odpaliliśmy 10 rac. Następnie odpalono kilka konkretnych czerwonych świec dymnych. Później na płocie pojawił się transparent: Przyszłość jest jedna. Przyszłość to Orange. Do tego odpalono kilka pomarańczowych świec dymnych. Po meczu wybuch radości. ŁKS ZNÓW JEST W I LIDZE!!! Ze względu na grożące kary nie ma tradycyjnego wjazdu na boisko. Piłkarze podbiegają pod Galerę i odpalają kilka rac. Również kilka rac zapłonęło na Galerze. Wspólne śpiewy i świętowanie awansu do białego rana a dla części osób właściwie do końca weekendu. Na meczu gościliśmy kilku kibiców GKS-u Tychy. Co do kibiców gości to zawitali oni do Łodzi w jakieś 250-270 osób (w tym 7 Stal Rzeszów) pociągiem specjalnym. Konkretnie się oflagowali wywieszając 8 flag. Nic nie mogę powiedzieć o ich dopingu bowiem nie mieli szans się przebić przez nasz. Pod koniec meczu rozwijają sektorówkę - koszulkę i odpalają 7 rac.
Co do kibiców Piasta to prowadzą oni doping a na początku meczu rzucili serpentyny i konfetti. Po meczu przeskakujemy niewielki płotek i przybijamy "piątki" z naszymi piłkarzami. Potem rozmawiamy jeszcze chwilę z kibicami Piasta i wracamy do Łodzi. Po drodze oczywiście świętujemy awans. Większość osób obecnych na wyjeździe melduje się na stadionie ŁKS-u gdzie wraz z piłkarzami i kibicami, którzy nie wybrali się na ten wyjazd fetowano długo oczekiwany awans do ekstraklasy. Były wspólne śpiewy, odpalono stroboskopy i polał się strumieniami szampan oraz inny alkohol. P.S. Podziękowania i szacunek dla kibiców gliwickiego Piasta za pomoc w wprowadzeniu nas na stadion i udostępnienie nam swojego sektora.
Byliśmy także:
Sadownik Waganiec - Zawisza Bydgoszcz - 21 (f-c Włocławek)
Lech Rypin - Zawisza Bydgoszcz - 4
Igloopol Dębica - Resovia Rzeszów - 3
Resovia Rzeszów - Stal Mielec - 4
Stal Rzeszów - Resovia Rzeszów - 15 (finał wojewódzkiego pucharu Polski)
Wisłoka Dębica - Resovia Rzeszów - 15
Być może jeszcze ktoś gdzieś był, ale nic mi o tym nie wiadomo.
Ze stadionu Łódzkiego Widzewa wyruszylismy kolo godziny 15.30 czyli ok 3,5 godziny przed meczem derbowym na który czekaliśmy od czerwca (bo w sumie na jesienii nie mieliśmy derbów, bo kibice ŁKS zbojkotowali - moim zdaniem słusznie), ale powrócimy do derbów. W czasie pochodu wiele ludzi dołącza z bliskich osiedli i w pochodzie jest nas około 4 tysiece. Pod stadion docieramy ok. godziny 17.30, ale w miedzyczasie wydarzyla sie sytuacja jakiej chyba nikt sie nie spodziewał Ze wzgledu, że psy puściły nas inną drogą niż zawsze wychodzimy pod wiaduktem kolo alei Uni, czyli w sumie pod samą Galerą kilkudziesięciu kolesi od nas urywa sie psom i wjeżdża na Galerę, na której znajdowała się oprawa przygotowana na mecz. Widzewiacy zabierają co mogą i wracają. Niestety kilku z nich zawinęła policja...
Na stadionie gromadzimy się do pierwszego gwizdka sedziego (w huj ludzi dociera poza pochodem). Wszyscy którzy zjawili sie pod stadionem weszli na niego, za co duży plus dla działaczy eŁKSy.
Ok. godziny 19 już wszyscy jesteśmy na sektorze dla gości. Jest nas około 6 tysięcy a EŁKSy na moje oko kolo 9 (mogę się mylić). Od początku obie strony prowadzą dość wyrównany doping. W około 8 minucie pierwszej czesci spotkania z sektora ŁKS wyskakuje desperant który próbyje zdobyć flagę Tychów. Prawie mu sie to udało gdyby nie to, że eŁkaesiacy sie w pore zorientowali co jest grane. Gdy desperant ucieka w stronę sektora zajmowanego przez nas, z Galery wyskakuje kilku hools ŁKS i chłopak zalicza solidny oklep. Od razu w naszym sektorze emocje sie podniosły i gdyby nie interwencja psów to mogło by dojść do konkretnych dymów. Lecz wrócimy do meczu. Od samego początku trwa wymiana na słowa jak i na.......... transparenty. Widzewiacy odpowiadają na hasła ŁKS-u i na odwrót. Tak do końca pierwszej połowy spotkania. W drugiej dobra kartoniada ze strony Widzewa, ale niestety z jednej i z drugiej strony idą race (w miedzy czasie obie strony paliły swoje barwy) i kończy sie sielanka. Race lecą także w psów. W pewnym momencie psy gazują Galerę a także użyli dwóch armatek, i gazują kibiców ŁKS-u ( a przecież były tam male dzieci jak i dziewczyny) HWDP. Awantura na Galerze trwa do końca meczu .MY w tym czasie śpiewamy pieśni ,,pochwalne" na policję, ale także cieszymy się, ze zwycięstwa 3-1, bo to pierwsze drugoligowe zwycięstwo jednej z drużyn. Jesteśmy trzymani około 2 godzin po meczu.
Moze wydac wam sie dziwne, że napisałem tekst na stronę ŁKS-u, choć jestem kibicem Widzewa, ale myślę, że każdy kto nie był na meczu powinien mieć obraz tego meczu taki jaki był, bo opisalem go tak jak było i nie miało znaczenia, że jestem kibicem Widzewa. Po prostu byłem na meczu i go opisałem tak jak moim zdaniem bylo. Pozdro dla kibiców z Łodzi i okolic obu łódzkich Klubów... TAKICH DERBÓW NIEMA NIGDZIE. /kibic Widzewa/