ŁKS ŁÓDŹ - WIOSNA 2004

Poniżej znajdują się opisy wszystkich oficjalnych meczy w wykonaniu fanów ŁKS-u oraz derbów Rzeszowa i meczu Olimpia Elbląg - Ruch Wysokie Maz. Oprócz opisów Redakcji wykorzystaliśmy opisy z magazynu "Głos Stadionu", fanzinu "Galera News" oraz opis M. (wyjazd do Bielska).

WYJAZDY: WIOSNA 2004:

Pogoń Szczecin: 325 + 5 GKS Tychy
Stal Gorzyce: 30 +140 Resovia
Polar Wrocław: 25 + 2 Zawisza
Ruch Chorzów: 400 + 80 GKS Tychy + 18 Resovia + 3 Zawisza
Arka Gdynia: 4 (zakaz wyjazdowy PZPN)
Cracovia Kraków: 100 (zakaz wyjazdowy PZPN)
Podbeskidzkie Bielsko-Biała: 12 + 1 GKS Tychy

BYLI U NAS: WIOSNA 2004:

GKS Bełchatów: 85
Aluminium Konin: 18
Zagłębie Lubin: 0
RKS Radomsko: 0
Jagiellonia Bialystok: 115
Szczakowianka Jaworzno: 36
Stasiak-KSZO Ostrowiec Św.: 0
Piast Gliwice: 0


MECZ PO MECZU

(32kB)

13.03.2004, ŁKS ŁÓDŹ- GKS Bełchatów

Na inaugurację przygotowaliśmy całkiem przyzwoitą oprawę. Z całego bogatego programu wieczoru: pasy materiału, sektorówka z Wikingami, baloniada, chorągiewki, race, bengale najbardziej na uwagę zasługuje wodospad ognia spływający z górnej części Galery. Na tym meczu była zamknięta Trybuna, więc cała pięciotysięczna publika rozlokowała się po jej przeciwległej stronie. Być może dzięki temu nasz młyn liczył ok. 1000 gardeł. Na meczu obecni byli fani Resovii w sile 9 głów, których flaga "Maltańscy Wojownicy" zawisła na płocie przed Galerą. Bełchatowianie przyjechali w 85 głów i był to dla nich pierwszy wyjazd, prawie że od roku, bo jesienią zaliczyli same zera. Do nas mieli niedaleko, to i przyjechali ale szkoda, że zapomnieli przywieźć do miasta Łodzi swoich flag. Za to trochę poultrasowali: 10 rac ułożonych w kształcie "V", pomachali też 60-cioma małymi chorągiewkami.

20.03.2004, Pogoń Szczecin - ŁKS ŁÓDŹ

Tym razem do Szczecina pojechaliśmy i dojechaliśmy! Wyjechaliśmy o godzinie 8.38 z dworca Łódź Kaliska, bez psiarskiej obstawy. Droga do Szczecina była na tyle długa, że niektórzy zdążyli się najpierw upić a następnie wytrzeźwieć. To co działo się w pociągu łatwo sobie wyobrazić a kto nie był niech żałuje. W okolicach Choszczna dostaliśmy obstawę w postaci policyjnego helikoptera a po dojechaniu do Szczecina na wszystkich mijanych stacjach i wręcz po wszystkich krzakach roiło się od policjantów. Po ośmiu godzinach, na stacji Szczecin Pogodno, zakończyliśmy naszą podróż pociągową. Tam czekały na nas liczne oddziały prewencyjno-antyterrorystyczne. Na oko ich liczba to przynajmniej połowa tego co nas. Stadion był zlokalizowany kilka minut spacerkiem obok stacji a na mecz weszliśmy przed pierwszym gwizdkiem (początek 18.00) tylko dlatego, że przyjechaliśmy wystarczająco wcześnie. Najpierw kontrola psiarska: legitymowanie i kamerowanie naszych dokumentów. Potem kontrola stadionowa. Wszystko trwało ponad godzinę ale i tak przemyciliśmy trochę pirotechniki. To co kontrolujący znaleźli przy nas, o dziwo oddali nam po skończeniu meczu. Na sektorze było nas 325 i 5 kibiców GKS-u Tychy. Ok. 290 przyjechało specem, reszta samochodami a kilka osób podróżowała na własną rękę. Smutne jest to, że byli kibice ŁKS-u, którzy woleli niszczyć swój samochód jadąc prawie tysiąc kilometrów i wydając więcej pieniędzy na benzynę niż my płaciliśmy za pociąg, byle tylko nie jechać z ekipą. Powiesiliśmy następujące flagi: "Rodowici Łodzianie", "Street Warrors Limanka", "Troublemakers", flaga NF. Z choreografii zaprezentowaliśmy: baloniadę w żółto-czerownych barwach Łodzi, sektorówkę z herbem, chorągiewki, pasy materiału. Do tego odpaliliśmy 20 rac i wulkany. Choreografia Pogoni to: szachownica z kartonów, serpentyny, sektorówka w asyście kilku wulkanów, transparenty na kijach oraz 6 pasów materiału, których długość nie starczyła nawet na całą szerokość sektoru. Tak więc znacznie lepiej zaprezentowaliśmy się od tej strony. Ze strony dopingu niewiele mogliśmy zrobić, jako że Pogoni było na stadionie ok. 17 tysięcy a sam młyn mieli na 3 tysiące. Pełen stadion robił wrażenie. Tyle, że dopingiem kierował u nich spiker skutecznie nas zagłuszając i lokalny wodzirej w młynie z mikrofonem, który spisywał się słabiutko. Nie mogliśmy ich przekrzyczeć to gasiliśmy ich pomysłowością. Nasze okrzyki to" "Piotrcovia Szczecin", "Huj wam w twarze paprykarze", "Kto spierdalał ze stadionu" itp. Oni ograniczali się w kółko do dwóch "przyśpiewek", "Cała Łódź..." i "ŁKS h... jest", zero pomysłowości. Mimo, że kibice Pogoni nie zostawili na nas dobrego wrażenia to trudno odmówić im atmosfery wielkiego święta jakie stworzyli poprzez liczne przybycie na mecz. Po skończonym meczu trzymają nas z pół godziny na stadionie po czym idziemy na stację i ładujemy się w pociąg. Powrót polegał na tym, że każdy szukał sobie kawałka miejsca aby się zdrzemnąć. Jedynie w Krzyżu zrobiono promocję. Jak pociąg się zatrzymał to kilkunastu kiboli wpadło na dworzec, na dzień dobry poszła szyba a potem wyniesiono co tylko się dało. Do Łodzi przyjechaliśmy przed szóstą rano.

26.03.2004 (piątek), ŁKS ŁÓDŹ - Górnik Konin

ŁKS-iacy na tym meczu zaprezentowali choreografię z pasów materiału, białych i czerwonych chorągiewek, folii aluminiowej oraz kilku rac. Po trzeciej bramce odpalili kolejnych 10 rac. Kibole z Konina pojawili się w liczbie 18 sztuk bez flag. Po bramce odpalili 5 rac. /"Głos Stadionu"/

03.04.2004, ŁKS ŁÓDŹ - Zagłębie Lubin

Zagłębia Lubin oczywiście zero. Nas na Galerce ok. 800 głów.

10.04.2004, Stal Gorzyce - ŁKS ŁÓDŹ

Na stadionie Stali w Gorzycach zameldowało się 30 fanów ŁKS-u wraz z jedną flagą. Bardzo dobrze wspomogli ich ziomale z Resovii, którzy przyjechali trzema autokarami i dwoma autami w sile 140 osób również z flagą. Wraz z nimi gościnnie było 7 fanów Arminii Bielefeld. W drugiej połowie zanotowali krótki dym z ochroną w efekcie czego łupem padł kask. Miejscowi mieli młyn na około 130 osób. Wspomagało ich też 14 fanów Unii Nowa Sarzyna. W I połowie odpalili czarne świece dymne, które przerwały mecz. Zaprezentowali też choreografię z małych flag na kijach i kartonów w barwach. W drugiej połowie zaprezentowali sektorówkę-koszulkę. /"Głos Stadionu"/

24.04.2004, Polar Wrocław - ŁKS ŁÓDŹ

Było nas tam 25 Ełkaesiaków, nie powiesiliśmy żadnej flagi. Wspomagani byliśmy przez 2 fanów-piłkarzy Zawiszy. Do tego w naszym sektorze gościnnie zasiadło dwóch fanów Cracovii w odmiennym stanie świadomości.

03.05.2004, Ruch Chorzów - ŁKS ŁÓDŹ

Na początek prezentujemy przebieg wydarzeń odtworzony przez prokuratora z Prokuratory Rejonowej w Chorzowie Zbigniewa Jamrozego. Opis pochodzi z aktu oskarżenia kibiców za ten mecz. Także sprostowania można pisać do owej instytucji, jak się komuś nie podoba. Nasza REDAKCJA nie przewiduje pisania kolejnego opisu "okiem kibica" na tą stronę www. Takich opisów stworzonych było już wystarczająco wiele, zainteresowanych odsyłamy do m.in. "Galery News" i "Głosu Stadionu".

W poniedziałek 03.05.2004 r. o godz. 17:00 na stadionie Ruchu Chorzów rozpoczął się mecz pomiędzy drużynami Ruchu Chorzów i ŁKS-u Łódź. Około godz. 17:50 zarządzono przerwę w meczu. W trakcie przerwy przez tunel wbiegła na boisko grupa kilkuset kibiców Ruchu Chorzów i Widzewa Łódź uzbrojona w drewniane kije, metalowe pręty. Kibice ci mieli zakryte maseczkami twarze oraz naciągnięte na głowę kaptury. Cała grupa tych kibiców skierowała się w stronę sektora nr 3 na którym znajdowali się przyjezdni kibice ŁKS-u Łódź.
Wówczas znajdujący się w buforze sektora nr 3 policjanci wyszli na płytę naprzeciw nadbiegającym kibicom Ruchu Chorzów i Widzewa Łódź, zaś ochrona obiektu nie pozwalała na starcie kibicom ŁKS-u Łódź, którzy przedarli się przez ogrodzenie na płytę boiska. W tej fazie zamieszek zarówno policja jak i służby ochrony nie dokonały żadnych zatrzymań kibiców.
W czasie kiedy część kibiców ŁKS-u Łódź przeskoczyła ogrodzenie by zetrzeć się z kibicami Ruchu Chorzów i Widzewa Łódź większa część kibiców ŁKS-u podjęła udaną próbę przedarcia się przez ogrodzenie na sektor 3a w trakcie której kibice przewrócili ogrodzenie oddzielające sektory 3 i 3a, a nastęnie z naruszonego w ten sposób podłoża zaopatrzyli się w kamienie i kawałki gruzu, metalowe kątowniki z reklam oraz drewniane kije, którymi wcześniej zostali obrzuceni przez kibiców Ruchchu Chorzów i Widzewa Łódź. Wówczas policjanci z Oddziałów Prewencji Policji w Katowicach weszli na płytę boiska koroną stadionu w sektorach oddzielających sektory zajmowane przez kibiców ŁKS-u Łódź i Ruchu Chorzów oraz pomiędzy koroną ogrodzeniem stadionu.
Nastęnie policjanci wypchnęli kibiców Ruchu Chorzów i Widzewa Łódź którzy wtargnęli przez tunel na płytę boiska na sektory zajmowane przez kibiców Ruchu Chorzów oznaczone nr 7 i 8. Jednak w czasie spychania przez policjantów kibiców Ruchu Chorzów i Widzewa Łódź, kibice ŁKS-u Łódź zaatakowali policjantów kamieniami, metalowymi kątownikami i drewnianymi kijami z sektora 3 i 3a.
Ponieważ policjantom zabrakło w tym momencie amunicji do broni gładkolufowej, a atakowani byli w tym samym momencie przez kibiców z sektorów Ruchu Chorzów i ŁKS-u Łódź, policjanci ustawili się w sektorach nr 2 i 3a, aby uniemożliwić kibicom obu drużyn toczenie walk pomiędzy sobą. W trakcie tych działań policjanci zatrzymali 60 agresywnych kibiców ŁKS-u Łódź, a nastęnie przewieźli do komisariatów i Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie. Po dotarciu posiłków z okoicznych komend oraz z Katowic policjanci wypchnęli kibiców Ruchu Chorzów poza obręb stadionu, gdzie nadal obrzucali oni kamieniami przejeżdżające radiowozy oraz policjantów, zaś część (około 100) kibiców ŁKS-u Łódź otoczono. Nastęnie policjanci z Oddziałów Prewencji Policji w Katowicach wskazali które osoby z tej grupy najbardziej aktywnie uczestniczyły w zamieszkach. Osoby te zostały zatrzymane i przewiezione do komisariatów i komendy Policji w Chorzowie, zaś pozostali kibice ŁKS-u Łódź pod eskortą Policji odprowadzono na pociąg specjalny z Katowic do Łodzi.

Wkrótce po meczu na naszej stronie ukazał się poniższy tekst.

Na razie nie ma co liczyć na pełną relację z tych zajść. Mimo, że odpowiednie służby wszystko bardzo dokładnie wiedzą (monitoring, kasety telewizji, itd.) należy wstrzymać się jeszcze przez jakiś czas z relacjonowaniem tych zajść, przez wzgląd na zatrzymanych fanów. Być może taka relacja by im zaszkodziła. W każdym razie my jako redakcja www.geocities.com/lkslodzfans możemy napisać, że była to największa awantura minionych 15 lat (tyle w stecz sięgamy pamięcią) po Polska - Anglia i Spodku. To co się działo na stadionie przypominało Heysel.
Ze strony ŁKS-u pojechała tam najlepsza ekipa jaką kiedykolwiek widziano na naszym wyjeździe. Po zakończeniu pierwszej połowy miejscowi wbiegli na boisko ze sprzętem zachęcając nas do tego samego, a ponieważ z powodu policji nie było to możliwe zaczęła się jazda z policją, która trwała dobre pół godziny. Mówiąc krótko policja dostała bicie. Za tą porażkę "odbili" sobie na kibicach na komendach. I tu po raz kolejny wychodzi, że policja to kompletne zera z psychiką sadystycznego dziecka. Na stadionie, mimo strzelb, nie mogli sobie poradzić z kibicami. Za to kiedy ci sami kibice byli pozakuwani w kajdanki i bezbronni to wtedy się na nich wyżywali i nas katowali. Gdzie tu mowa o honorze? Czy można tak traktować jeńców? My jako kibice ŁKS-u siedzieliśmy po dołkach razem z kibicami Ruchu Chorzów i mimo, wcześniejszej nienawiści, nawet nikt z nas nawet złym gestem nie przyczepiał się do kibiców Ruchu. Wszyscy sobie pomagaliśmy w tch ciężkich chwilach. To co działo się po meczu pozbawia nas wszelkich złudzeń, których i tak wczeniej nie mieliśmy. Ale co innego przeczytać w zinach a co innego przeżyć to na własnej skórze. Polska to kraj policyjny z sądownictwem na poziomie czsów stalinowskich.

Ledwie w tydzień późńiej policja ostrzelała z ostrej amunicji studentów w czasie Juwenaliów w Łodzi. Dwie osoby zabili. Wreszcie Polacy dowiedzieli się całej prawdy o policji, bo nasz głos kibiców nie jest w ogóle słyszany.

Do kibiców ŁKS-u mamy apel. Przeprowadzane są teraz zbiórki na rzecz naszych kolegów, którzy mieli pecha i zostali fałszywie posądzeni. Teraz siedzą po kryminałach i czekają na naszą pomoc. Dlatego każdy Ełkaesiak, który czyta te słowa powinien przekazać pieniądze na rzecz swoich braci. Nie chodzi o 1-2 zł tylko o tak dużą sumę jaką możecie dać. Oczywiście nie będziemy w stanie sprawdzić czy pomogliście zatrzymanym Ełkaesiakom czy nie. Ale jeżeli nasz apel nie skłoni Was do działania i wpłacenia pieniędzy to nigdy więcej nie wchodźcie na tą stronę i nigdy więcej nie przychodźcie na mecze ŁKS-u.

Po publikacji fragmentów tego tekstu w "Dzienniku Łódzkim", z pewnych względów, wyrzuciliśmy wulgaryzmy z opisu. Następnie zamieściliśmy oświadczenie naszej strony, które prawie w całości ukazało się w "Dzienniku Łódzkim". Z tym, że ów gazeta potraktowała to jako oświadczenie kibiców ŁKS-u.

OŚWIADCZENIE redakcji www.geocities.com/lkslodzfans
(do dziennikarzy z "Dziennika Łódzkiego")

W sobotę (15.05) ukazał się artykuł w "Dzienniku Łódzkim" i wypada nam go skomentować. Sam artykuł jest bardzo dobry, autorowi udało się dotrzeć do wielu faktów. Widać, że niektórymi informacjami ochoczo podzielili się jacyś kumaci kibice ŁKS-u i Widzewa. Z reguły artykuły o kibicach pisane są przez amatorów i są bardzo złe. Tym razem ktoś solidnie zabrał się za jego przygotowanie. W artykule jest tylko kilka nieścisłości, przekłamań. Co jest w nim prawdziwe a co nie pozostawimy bez komentarza. Także gratulujemy autorowi i zachęcamy do drążenia sprawy. Może teraz Pan się zajmie zachowaniem policji, ochrony, prokuratury?

Ochrona meczu Ruch - ŁKS uzbrojona była w kije i inny sprzęt. Kiedy policja zaatakowała nas, również i ochrona rzuciła się do ataku na nas. Ochroniarze obrzucili nas kamieniami.
Po zatrzymaniu leżeliśmy kilka godzin na ziemi. W tym czasie byliśmy bici przez policję i ochronę. Na miejsce zdarzeń przyjechali spece z policji kryminalnej, którzy pozbawili nas wszelkich dowodów na łamanie prawa przez ochronę i policję. Zostały nam ukradzione aparaty fotograficzne, telefony komórkowe, flagi, szaliki. Po meczu na komendach byliśmy bici. Aby być uczciwym musimy napisać, że na niektórych komisariatach policjanci nikogo nie bili ani nic nie kradli.

Zatrzymani to byli zupełnie przypadkowi ludzie. Większość to byli kibice ŁKS-u, nas nietrudno było wyłapać. Z kibiców Ruchu wyłapywano przypadkowych ludzi wracających z meczu. Przykładowo policja zatrzymała autobus i wszystkich jego pasażerów zatrzymano, nie wnikając kto wraca z meczu a kto na nim nawet nie był. Po prostu wyłapano pierwszych lepszych i postawiono im bardzo poważne zarzuty.

Odpowiednie służby posiadają wystarczający materiał filmowy, na którym widac kto rozrabiał a kto nie. Nie ma się co oszukiwać, że część kibiców odpowie za to za co narozrabiała. Ale dlaczego w aresztach siedzą jeszcze niewinni ludzie?

A czy odpowiedzą przed sądem policjanci-złodzieje, policjanci-kaci i ochroniarze-zadymiarze?

Na koniec jeszcze dwie sprawy.
Strona ta jest robiona przez grupę kibiców ŁKS-u. Strona nie jest ani oficjalną ani nieoficjalną stroną żadnej z grup kibiców ŁKS-u. Jedynym jej celem jest rzetelne poinformowanie czytelników o wydarzeniach z udziałem kibiców ŁKS-u.

Nasza relacja z meczu Ruch - ŁKS napisana jest bardzo emocjonalnie, to fakt, ale jest to szczera prawda.

NASI "ZNAJOMI" POLICJANCI Z KATOWIC ZNOWU W AKCJI!

Trzem katowickim policjantom z oddziału prewencji zarzuca się próby szantażu i wyłudzeń pieniędzy. Podejrzani policjanci podając się za agentów Centralnego Biura Śledczego zatrzymywali w dyskotekach i nocnych klubach młodych ludzi.
Zarzucali im posiadanie narkotyków, które podrzucali im w drodze na komisariat. Policjanci grozili zatrzymanym sprawa karną. Jednocześnie proponowali zapomnienie o wszystkim za odpowiednią łapówkę.
Wpadli, gdy jeden z zatrzymanych mężczyzn nie chciał zapłacić łapówki, a o całym zdarzeniu zawiadomił prokuraturę.
Policjanci, przeciwko którym mysłowicka prokuratura wszczęła śledztwo, zostali tymczasowo aresztowani. /maj 2004, www.onet.pl
/

07.05.2004, ŁKS ŁÓDŹ - RKS Radomsko

Co można napisać o tym spotkaniu. W sumie niewiele. Przyjezdni nie pojawili się, chociaż na innych stadionach się pojawiali. My nie wywiesiliśmy flag w ramach protestu za potraktowanie naszych przez psów po Chorzowie. W drugiej połowie zawisł długi transparent "nie jesteśmy zwierzętami, przecz z brutalnymi i bezpodstawnymi zatrzymaniami", oraz skierowany do chłopaków "trzymajcie się" oraz "ACAB". Do tego wisiały dwa mniejsze transparenty ze słowami otuchy dla dwóch siedzących w areszcie fanów ŁKS-u. Doping w sumie taki sobie. Było sporo bluzg na psiarnię. Fajnie to wyglądało, kiedy w przerwie meczu przed bramą wejściową na stadion od strony "Galery" stało kilku psów, a po drugiej stronie bramy stało sporo małolatów i non stop bluzgało na kurwy. Można jeszcze wspomnieć o tym, że w drugiej połowie na peronie na Kaliskim stały jakieś typy i coś się darły. Najprawdopodobniej jacyś wysiedli z pociągu. Ktoś pomyślał, że to żydzi i mnóstwo osób postanowiło wybiec do nich ze stadionu. Momentalnie pod bramę podjechało więcej psów i na tym się skończyło. Mecz bez oprawy. Cieszy zwycięstwo po raz kolejny uzyskane na sam koniec meczu. Po bramce została odpalona symboliczna raca. I to był jedyny ultrasowski element zaprezentowany na tym spotkaniu. /"Galera News"/

12.05.2004, Arka Gdynia - ŁKS ŁÓDŹ

Wyjazd do Gdyni po wydarzeniach w Chorzowie zapowiadał się bardzo nieciekawie, zwłaszcza, że mieliśmy zakaz wyjazdowy. Wychodziło na to, że będzie to nasze pierwsze zero wyjazdowe od bardzo dawna. Jednak na ten mecz postanowiły wybrać się 3 osoby. Arkowcy wcześniej wyszli z propozycją wprowadzenia nas na stadion tak więc z wejściem nie było problemu. Dwie osoby pojechały autem już dzień przed meczem. Jedyną przygodą jaką mieli to awaria pod Włocławkiem, z którą po godzinie napraw się uporali. W Gdyni mieli wynajęty nocleg, z którego z rana się zerwali. Dzień meczu upłynąłna zwiedzaniu Gdyni. Dwie godzinki przed meczem nasi zameldowali się pod stadionem. Nasi piłkarze na nasz widok fanów ŁKS-u nieźle zdziwieni. Trochę rozmów z Arkowcami i trzeba było wyjechać po 3 osobę która jako transport wybrała sobie PKS. Dworzec PKP, jak i PKS obstawiony był przez psiarnię. ŁKS-iak musiał nieźle nakombinować, aby wydostać się z dworca, co mu się udało i w 3 osoby kibole ŁKS-u zameldowali się na stadionie Arki, gdzie zajęli pusty sektor (najbliższy od klatki) i wraz z młodymi hoolsami Arki oglądali sobie meczyk. W międzyczasie dotarł 4 fan ŁKS-u z Włocławka studiujący na co dzień w Gdyni. Na rozpoczęcie drugiej połowy nasi przenieśli się na prawowity sektor dla przyjezdnych za bramką, gdzie rozbłysnęły wulkany i inne elementy pirotechniczne odpalane przez Arkowców. Cały stadion myślał, że przyjechał ŁKS. Po kilkunastu minutach powrót znowu na prostą i tam do końca meczu nasi przyglądali się wyczynom naszych gwiazd, którzy robili wszystko, aby ten mecz przegrać. Na szczęście zakończyło się remisem. Arka w drugiej połowie odpaliła ponad 20 rac na płocie a nad nimi podobną ilość wulkanów. Młyn Arkowców liczył około 400 osób. Doping w pierwszej połowie bardzo dobry, w drugiej już słabiej. Po meczu Arkowcy odprowadzili naszych na parking, skąd ŁKS-iacy pojechali jeszcze ze znajomym fanem Arki do knajpki i tam kilka godzin imprezki po czym się na nocleg i z samego rana powrót do miasta Łodzi. Wyjazd zakończył się w czwartek około godziny 13-ej. Na koniec wielkie podziękowania i szacunek dla Gdynian za umożliwienie obejrzenia naszym tego meczu. Jebać policję i PZPN !!! /"Galera News"/

xx.xx.2004, ŁKS ŁÓDŹ - Jagiellonia Białystok

Kiepska pogoda tego dnia zmusiła ultrasów ŁKS-u do zrezygnowania z niektórych elementów oprawy. Została ona ograniczona do zaprezentowania pasów materiału tworzących herb „plecionkę”. Po bokach zostało odpalonych kilka rac, a drugiej połowie zapłonęło następnych 10 rac. Natomiast kibice Jagiellonii przyjechali pociągiem specjalnym w liczbie 115 osób. Bardzo dobrze się oflagowali (flagi "The Best Fans...", "Weterani", "Pretorians", "Dynastia Jagiellonów" i flaga z herbem i napisem "Siora"). Prezentacja też bardzo dobra. Na początku meczu zaprezentowali pasy materiału w asyście sektorówki z herbem. Na początku drugiej połowy pokazali poziome pasy materiału w asyście sektorówki z literą „J”. Później odpalili jeszcze race oraz machali kilkunastoma niedużymi flagami na kijach. Bardzo dobrze dopingowali swoich piłkarzy. Zresztą w dopingu pomagał im bęben. /"Głos Stadionu"/

xx.xx.2004, ŁKS ŁÓDŹ - Szczakowinaka Jaworzno

Na stadionie Łódzkiego K.S.-u zameldowało się 36 fanów Szczaksy z dwiema flagami na płot i transparentem anty-PZPN-owskim. Odpalili bengale. Mieli też race, które jednak zabrała im ochrona. ŁKS-iacy zaprezentowali na „Galerze” choreo z kilkuset białych i czerwonych szarf tworzących barwy ŁKS-u w towarzystwie 10 rac. Pod koniec meczu na płocie zostało odpalonych 10 zielonych rac. /"Głos Stadionu"/

26.05.2004, ŁKS ŁÓDŹ - Stasiak-KSZO Ostrowiec

Zaległe spotkanie nie było meczem, który zapamiętamy do końca życia. Na pewno cieszy zwycięstwo, które coraz bardziej przybliżyło naszych piłkarzy do utrzymania się bez potrzeby grania baraży. Przyjezdnych tego dnia nie stwierdzono. Ale co można powiedzieć o tym, skoro oni nie jeżdżą na wyjazdy w weekendy, to i w środę też na pewno by nie przyjechali. Zresztą sami fani w Ostrowcu motają się nad tym, czy przyjąć nową drużynę, czy też nie. Głównie chodziło im o nazwę. Z naszej strony symboliczna oprawa w postaci 8 rac. Doping normalny, aczkolwiek nie rewelacyjny. W zasadzie to wszystko, co można odnośnie tego meczu napisać. /"Galera News"/

29.05.2004, ŁKS ŁÓDŹ - Piast Gliwice

Po trzech dniach ponownie był mecz na naszym stadionie. Tym razem podejmowaliśmy Piasta Gliwice. Ekipa Piasta po awanturach na meczu z Ruchem odpuściła sobie jeżdżenie, a na wyjazdy jeździła piknikowa ekipa. Stąd też spodziewaliśmy się, że jacyś się pojawią. Najprawdopodobniej jednak nikogo z Piasta nie było. Piszemy najprawdopodobniej, gdyż ktoś na sektorze dla przyjezdnych siedział, ale nikt tego nie potwierdził, że akurat byli z Gliwic. Mecz, jak mecz. Kolejne zwycięstwo osiągnięte w ostatniej minucie i kolejna walka o utrzymanie na 100 % zakończona sukcesem. Z racji, że było to ostatnie spotkanie w sezonie 2003/04 na naszym stadionie pod koniec meczu sporo osób zaczęło włazić na ogrodzenie mając chrapkę na koszulki naszych piłkarzy. Z racji, że nasz klub jest na celowniku i ewentualne wtargnięcie na murawę mogło się różnie skończyć, kilkanaście osób pilnowało, aby nikt nie wbiegł na murawę. W ten sposób skórokopy ocaliły swoje stroje. W sumie mecz ten niewiele się różnił od tego środowego z KSZO. Oprawa również ograniczona do minimum. Tym razem to była choreografia z trzech poziomych czerwonych pasów materiału tworzących napis "ŁKS Łódź", a nad nimi i pod nimi białe chorągiewki. /"Galera News"/

02.06.2004, Cracovia Kraków - ŁKS ŁÓDŹ

Miał to być dla nas wyjazd wiosny, na który mieliśmy jechać specem. Niestety po wydarzeniach w Chorzowie mieliśmy karencję na dwa wyjazdy. W Krakowie obowiązywała jeszcze owa karencja. Czyli oficjalnie miało nas nie być. Jednak wiadomo, że w trudnych przypadkach kibice sobie pomagają. Na dodatek z Cracovią mamy dobre stosunki i mieliśmy obiecany udostępniony jeden sektor. Ostatecznie na stadionie Cracovii zameldowało się około 100 fanów ŁKS-u. Dojeżdżaliśmy na różne sposoby. Staraliśmy się to robić w konspiracji, bo kto wie, czy pewnym służbom nie zachce się szukać nas gdzieś po drodze. Okazało się, że każdy dojechał bez problemów. Nawet ci, którzy przyjechali pociągiem (a takich osób było kilkanaście). Ani jeszcze w Łodzi, ani w Krakowie psiarnia się nie narzucała. Kolejowi (pojedynczo, lub w drobnych grupkach) podróżowali bez większych przygód. Generalnie jednak przemieszczaliśmy się autami. Pierwsi fani ŁKS-u w Krakowie balowali dzień wcześniej we wtorek. Pozostali przyjeżdżali w dzień meczu. Im bliżej meczu, tym dojeżdżali kolejni fani ŁKS-u. Część dojechała w trakcie. Natomiast ostatni ŁKS-iacy przyjechali na ostatnie kilka minut. Przed meczem spora grupa w barwach umilała sobie czas do meczu na spijaniu browarków wraz z fanami Cracovii w ich przystadionowym pubie. Jeśli chodzi o sam mecz to wynik z góry był pewny. Cracovia walczyła o baraże, a my utrzymanie mieliśmy już zapewnione. Usiedliśmy na najbliższym sektorze od tego, na którym na stadionie Pasów zasiadają przyjezdni. Doping z naszej strony dobry, ale z przerwami. Szkoda tylko, że nie zabraliśmy żadnej flagi ŁKS-u. Natomiast na płocie na naszym sektorze wisiała flaga GKS-u Tychy. Nasi ziomale, którzy również trzymają z Cracovią pojawili się w liczbie około 7 dyszek. Po jedynej bramce dla ŁKS-u odpaliliśmy 6 rac. W czasie racowiska miejscowa publika biła nam brawo. Ogólnie przyjemna atmosfera. Szkoda tylko, że popsuta przez pogodę, bo w 1 połowie całkiem mocno lało. Ale było nieźle. Doszło też do wymian na szale, tak, że część fanów ŁKS-u wracała do Łodzi w szalach Cracovii. Jeśli chodzi o oprawę Cracusów to na sam początek meczu poleciało mnóstwo białych i czerwonych serpentyn. Chwilę później na gnieździe prowadzącego doping dla Craxy pojawił się hejnalista i odegrał hejnał z Wieży Mariackiej. Później były jeszcze białe i czerwone dymy. Do tego liczny młyn o dobry doping. Po końcowym gwizdku piłkarze (co prawda nie wszyscy) podbiegają do naszego sektora. Kilku naszych robi sobie jeszcze pamiątkowe fotki na murawie. Część od razu rusza w drogę powrotną. Inni piwkują jeszcze z Cracovią w pubie pod stadionem a jeszcze inni w kilku innych knajpkach. Czas jednak było wracać. Droga powrotna wszystkim przebiegła bez zakłóceń. Ostatni ŁKS-iacy wracali w czwartek. Ogólnie bardzo fajny wyjazd. Dzięki dla fanów Cracovii za udostępnienie nam sektora i za miłe przyjęcie nas. Szkoda tylko, że przez Chorzów nie pojechaliśmy specem. Wtedy z pewnością byłoby nas z 2 razy więcej i atmosfera z pewnością byłaby jeszcze lepsza. A tak to pojechał, kto po prostu miał pojechać nie zważając na zakazy. /"Galera News"/

11.06.2004, Podbeskidzkie Bielsko-Biała - ŁKS ŁÓDŹ

Rano jak zwykle zaspałem na pociąg, więc sporo czasu żeby zdążyć na następny (dobrze mieć plan awaryjny), na który też ledwo zdążyłem. Tradycyjny spacer korytarzem pociągu i w jakims 274 z kolei przedziale spotykam pięciu naszych. Momentalnie moj zapas 6 Heinekenow idzie w zapomnienie. Wszyscy niestety jada od razu do Rzeszowa więc szybka i konkretna (pożyczka), perswazja i dwóch postanawia jechać do Bielska (w tym N.R.). Kanar jest na maxa wyluzowany - jednym wypisuje kredyty, dokąd chcą, innym pozwala dojechać do Cz-wy za darmo. W mieście medalików sprint po bilet dla N.R., a dalsza podróż do Bielska bez zakłóceń.
Za Tychami dosiada się młody łepek z Tychów, który tego dnia stanowił nasze wsparcie od naszych ziomali. Wycieczka piesza z dworca na stadion była krótka i sprawna (nie to co rok temu gdy sam szedłem przez miasto po kilkunastu piwach :-). Na stadion wchodzimy z bramą... Żartuje :-). Kupujemy bileciki, niestety musimy dać się wymacać i wchodzimy na sektor, na którym jest już nasza banda w sile... 9 chłopa! O meczu i atmosferze na trybunach nie bedę pisał, bo "Galera News" zrobiła to wlaściwie. "Na meczu kilka razy krzyknęliśmy. Miejscowi mieli młyn kilkudziesięcioosobowy. Mieli kilka flag na płocie, kilka na kiju. Zaprezentowali małe flagi w barwach, a pod koniec meczu transparent "II liga nasza, za rok ekstraklasa". Po końcowym gwizdku nie wszyscy piłkarze podbiegli do nas. To już się stało wkurwiające, bo podobna sytuacja zdarzyła się też w Krakowie. Piłkarze rzucili 3 koszulki plus Skrzypiec swoją bluzę bramkarską."

Po meczu psy proszą nas żebyśmy wsiedli do radiolki a oni nas zawiozą na dworzec.
-to dla waszego dobra
-ale my nie chcemy
-jeszcze was to BKS pobije
-dobra dobra, damy rade
-tak bedzie lepiej, wsiadajcie
-my nie chcemy z wami jechac
-prosze wsiadac!
No więc widząc, że cierpliwość im się konczy wsiedliśmy i... poprosliśmy o transport do Krakowa, jednak radiolka zatrzymała się w miejscowości Czechowice-Dziedzice, gdzie kobita zamykająca budkę z żarciem dała sie uprosić i zjedliśmy zajebiste hamburgery za jedyne 2,7 PLN
Stamtąd pociąg do Katowic (przed Tychami NR zaciąga hamulec co by Tyszanin wyskoczył i się skrył w otchłani gęstej mgły). Telefon do innego ziomka z Tychow celem zalatwienia sobie noclegu, ale jak sie okazało, temu pociągi z Krakowa (gdzie kilku Tyszan wspomagało Cracovię) uciekały jeden za drugim, więc czekała nas perspektywa kimania na dworcu. Wyskoczylisśy na ulicę przylegaącą do dworca, a tu niemiła niespodzianka - natknelismy sie na kilkuset-(!)-osobową grupę Gieksy wracająca ze swojego meczu z Legią. Nie było szans na cokolwiek, stracony szal ale gdy nam wyciagali 2 koszulki otrzymane od piłkarzy zapytali czy oryginalne a ponieważ takie były oddali je. Okazało się, że wzięli nas za kiboli Zaglebia S. Pogadaliśmy z nimi chwilę i wróciliśmy na dworzec. Jeden od nas znalazł jakieś magiczne połączenie do Rzeszowa via Kraków o 2, więc humory nieco nam sie poprawiły. Po 22 zajeżdża pociąg jednosta wypchany po brzegi kibolami Legii, później już spokój, więc czas na drzemkę na peronie. Jak każdy prawdziwy mężczyzna nie mam problemu z natychmiastowym zasypianiem. Jak się okazalo po pobudce, mało brakowało żeby został zwinięty jak jakiś kloszard przez psiarnie. :-)

O północy podchodzi dwóch mundurowych. Pozwólcie, że przytoczę w skrócie tę rozmowę:
-Co panowie tu robicie?
-Czekamy na pociag
-Skąd jedziecie?
-Z Bielska, z meczu
-Aha, a dokąd jedziecie?
-Do Rzeszowa
-Jesteście z Rzeszowa, tak?
-Nie, z Łodzi- ŁKS Łódź
(zdziwili się)
-I co, tak sobie po Polsce jeździcie?
-No, tak sobie jeździmy
-A w Chorzowie byliście?
-Byliśmy
-I co, nieźle policja napierdalała, nie? -Zaraz, zaraz, to chyba 57 policjantów byłoo w szpitalu więc kto napierdalał? :)
-Oj, oj, nie 57 tylko 15, reszta była tylkoo trochę ranna
-A jeden był w śpiączce, nie?
-No i chuj, jakbyśmy mogli to byśmy was zniiszczyli, tylko dowództwo nie pozwoliło
-No jaaasne
-Dobra dajcie dokumenty to was spiszemy. Spisali :-/
-Jedziecie tym pociagiem o 2?
-Tak
-Wisła wraca nim z Poznania
I poszli. Dodać można, że jak wspomniał ktoś o Juwenaliach to jeden z nich powiedział, że ktoś powinien iść siedzieć, że skoro na 6 strzałów tylko 2 zabitych. O 1 z Krakowa przyjechał wyczekiwany Tyszanin - pogadaliśmy, poczekał z nami na pociąg. W pociągu nie dało się stwierdzić zorganizowanej grupy Wisły ale w co drugim przedziale siedziało po dwóch łbów - może to oni, nie wiem. I od tego momentu zaczął się wyjazd na derby Rzeszowa. /M./

12.06.2004, RESOVIA RZESZÓW - Stal Rzeszów

Ostatni akcent sezonu 2003/2004 u naszych ziomali zapowiadał się ciekawie. Wszak na ostatnią kolejkę przypadały derby, które Resovia miała grać na własnym stadionie. A, że ten mecz nie pokrywał się z żadnym naszym (w Bielsku graliśmy dzień wcześniej), była więc okazja aby licznie wspomóc przyjaciół. Pierwsi ŁKS-iacy przyjechali do Rzeszowa w piątek popołudniu. Następna grupka zjeżdża wieczorem autem prosto z Bielska. Oczywiście od razu byliśmy goszczeni przez naszych ziomków, popijając piwko na Rynku w miłej atmosferze. Potem nocleg, rano śniadanko i dalsze piwkowanie. W międzyczasie nad ranem dojechało trezch ŁKS-iaków, którzy też byli w Bielsku, ale pociągiem. Czas do meczu spędzaliśmy głównie na stadionie a Resoviacy cały czas dbali o to, żeby nasze puszki nie były puste. Dojeżdżali kolejni ŁKS-iacy autami. W sumie na meczu było nas około 25 osób. Stanowczo jednak za mało, zważywszy na to, że mieliśmy wolne. Ale i tak byliśmy najliczniejszą grupą wśród ziomali Resovii.

Im bliżej meczu tym bardziej krzątała się ochrona i psy szukając wszelkich kamieni i innych desek. Udało im się znaleźć konkretny arsenał, który był nieźle ukryty. Mimo tego został wywęszony. Zaczęło się wynoszenie wszystkiego. Potem psy wydały nakaz rozebrania ławek i ochroniarze musieli je rozpierdalać. Do meczu coraz bliżej. Zaczęli się chodzić fani Resovii. Fajnie to wyglądało, jak niemal wszyscy byli w pasiastych koszulkach. Na dachu trybunki tuż nad sektorem przyjezdnych została wywieszona dmuchana lala w barwach Stali. Została jednak zdjęta przez ochronę, co zostało skwitowane gromkim okrzykiem: "zostaw kibica...". Kilkanaście minut przed meczem kiedy prowadzono Stal, Resoviacy próbowali na nich ruszyć przez ogrodzenie. Interweniowała ochrona, która sama załapała się na bicie. Główna grupa Stali weszła tuż przed rozpoczęciem meczu. Ogólnie było ich około 400 i wywiesili 2 flagi. Natomiast nasi ziomale mieli młyn oscylujący w granicach 7 setek. Przyjezdni byli niemal na wyciągnięcie ręki. Oddzielał ich od Resovii jedynie płot i kordon psów. Ziomki przygotowali niezłą oprawę. Na płocie wisiały 2 flagi Resovii, w tym jedna nowa oraz nasza fana "1908". Wisiały też transparenty przypominające ostatnie zwycięstwa chuliganki Resovii nad Stalowcami oraz transparent: "good night blue-white bitch". Był też dywan z sali Stali, który spłonął w przerwie meczu. Zaś na początku była kartoniada. Potem białe i czerwone chorągiewki. Resoviacy machali też pasiastymi flagami na kijach. Z pirotechniki były bengale i dwukrotne racowiska po około 20 rac. Kilka z nich poleciało do sektora Stali. Podrzucona została im też gazówka, która po chwili została odrzucona na murawę. Poleciało też kilka kamieni. Po jednym z nich Stalowiec musiał skorzystać z pomocy medycznej. Przyjezdni zaprezentowali choreo złożone z balonów, kartonów i pasów materiału. Obie strony bardzo dobrze dopingowały swoich piłkarz. Było też sporo bluzgów. Pod koniec meczu w stojącą przed sektorem Resovii ochronę zaczęły latać różne przedmioty. Sędzia też trochę przeginał i po końcowym gwizdku schodzący do szatni pod ochroną zarobił w łeb. To dało sygnał do ataku Resoviaków na psiarnię. Wjechali na bieżnię. Ochrona uciekła, a w psów zaczęło latać wszystko, co było pod ręką. Po chwili zawrócili na sektor, skąd kontynuowali obstrzał. Do akcji wkroczyła armatka wodna, która urządziła śmigus-dyngus. W tym czasie przyjezdni także wkroczyli na bieżnię, jednak psiarnia stojąca na boisku nie dopuściła do więcej. Była też psiarnia na koniach. Potem psy z dwóch stron wjechały na trybunę i urządziły konkretne pałowanie Resoviakom. Awantura się skończyła.

Potem psy usuwały wszystkich ze stadionu. Po kilkunastu minutach zebraliśmy się i udaliśmy się pod scenę, która była na stadionie i trwałą dalsza impreza, w której brało udział kilkadziesiąt osób. Był grill oraz mnóstwo złocistego trunku. Dołączyło też kilku piłkarzy Resovii. Okazało się też, że psy chciały zepsuć imprezę podjeżdżając dwoma radiowozami na miejsce imprezy. Zaczęli argumentować, że mamy się rozejść, bo pijemy w miejscu publicznym itp. Piłkarze jednak ugadali z nimi, że lepiej, jak tam będziemy, niż mamy się rozłazić po mieście. Męty jednak zrozumiały i odpuściły odjeżdżając. Imprezka była konkretna. Później ktoś wpadł na pomysł, by jechać na Rynek. Tak też zrobiliśmy. Udaliśmy się na przystanek autobusowy, na który po chwili zajechały kurwy i zaczęły stwarzać problemy. Udało się jednak wsiąść do nocnego autobusu i podjechaliśmy na Rynek. Tam dalsza impreza. Powoli już jednak zaczęliśmy się już rozjeżdżać. Ci co mieli wracać pociągiem udali się jeszcze na nocleg i w niedzielę w południe wracali do miasta Łodzi. Jednak dużo nie brakowało by, na ten pociąg nie zdążyli. Kiedy byli już na dworcu, pociąg ruszał. Jeden z ŁKS-iaków zdążył dobiec i uwiesić się na drzwiach. Baby zaczęły krzyczeć, a maszynista zauważył to i zatrzymał pociąg. Tak więc trochę brawury (może i bezmyślności) i nasi wrócili tym pociągiem via Kraków do Łodzi.

Tak więc takie było zakończenie sezonu 2003/2004 w Rzeszowie. Szkoda tylko, że Resovia spadła do IV ligi. Tam jednak też będzie kilka ciekawych spotkań. Zajebiste dzięki za super ugoszczenia nas. Naprawdę było ekstra. Szkoda tylko, że nie pojawiliśmy się większą ekipą, niż te 25 osób. Prócz nas Resovię wspomagało kilku fanów Stali Stalowa Wola, 3 fanów Miedzi, fan Arminii Bielefeld, którego szybko nauczyliśmy śpiewać "jebać, jebać rts J", z jego ust to brzmiało mniej więcej: "jebacz, jebacz artees". Gościnnie byli też dwaj Niemcy z Unionu Berlin i Dynama Berlin. Jeszcze raz dzięki przyjaciele za ugoszczenie nas w Rzeszowie !!! /"Galera News"/

03.07.2004, Olimpia Elbląg - Ruch Wysokie Maz., stadion ŁKS-u

W dniu 03.07 odbył się na stadionie ŁKS-u baraż o utrzymanie się w III lidze pomiędzy Olimpią Elbląg a Ruchem Wysokie Mazowieckie.
Jak by nie patrzeć była to od czasu finału Pucharu Polski Legia - GKS Katowice największa impreza piłkarska na naszym stadionie :-). Na stadion przyszli tylko ci kumatsi kibice ŁKS-u. W pierwszej połowie było około stu kibiców ŁKS-u, z czego zdecydowana większość to bojówka i ultrasi. W I-szej połowie w klatce siedział tylko jeden kibic Olimpii lub Legii, który o dziwo parę razy zakrzyknął. Na drugą połowę zostało może ze 30 kibiców ŁKS-u. W 25 minucie II połowy pojawiło się jeszcze 17 kibiców Olimpii z flagą, jednak ani razu nic nie krzyknęli. Cieszyli się za to sympatycy Mlekovity - dizadkowie z działaczami, po kolejnych dla niej bramkach. Siedzieli oni na miejscach dla VIP-ów.
Oficjalne statystyki to:
ŁKS - ok. 100
Olimpia Elbląg - 17
Mlekovita - 0
Widzew - 0

1