WYJAZDY - JESIEŃ 2000 / WIOSNA 2001

JESIEŃ 2000

Dolcan Ząbki - ŁKS Łódź, Puchar Ligi, 19.07.2000

Zaczął się dla nas nowy sezon. A rozpoczęliśmy go wyjazdem w Pucharze Ligi do Ząbek, gdzie nas jeszcze nigdy nie było. W Ząbkach zmaldowało się 48 fanów ŁKSu. Główna ekipa w liczbie 40 osób wyruszyła pociągiem. Psiarnia najwidoczniej całkowicie zapomniała o tym, że w ogóle kedziemy na taki wyjazd. W efekcie wyruszyliśmy bez zbędnego psiarskiego balastu. Droga do Warszawy bez żadnych przygód. W pełnej gotowości wysiedliśmy w Warszawie na dworcu Wschodnim, ale ani psiarni ani Legii , więc spokojnie, ale czujni autobusem dotarliśmy do Ząbek. Pod stadionem pokierowano nas do wejścia dla przyjezdnych. Zaraz znaleźliśmy się na stadionie, na którym przyszło grać naszej drużynie. Sam stadion typowo wioskowy. Dotarło jeszcze czterech małolatów, trzy osoby dojechały taksówką, a także jeden dojechał znad morza . Tak więc 48 osób.
Zaraz po przerwie pod klatkę podszedł legionista z Teddy Boys i doszło do pierwszych poważniejszych rozmów. Niedługo po tym się zwinęliśmy. W drodze na dworzec w Ząbkach towarzyszyło nam kilku legionistów, psów i radiowóz. Dalej towarzyszyli nam już tylko kibice Legii. Na Wileńskim podzieliliśmy się na dwie grupy, jedna poszła na Wschodni, druga z warszawiakami pojechała tramwajem do Centrum. Wysiedliśmy za Pałacem Kultury i zaprowadzeni zostaliśmy na małe boisko szkolne, otoczone ze wszystkich stron wysoką siatką. Ci, którzy jechali z nami od samego stadionu zostali wyproszeni przez dwóch poważniejszych kolegów i z nimi ustaliliśmy, że nie kopiemy leżących a jak ktoś ma dość mówi "basta" i odchodzi na bok, powiedzieli też że Teddy Boys nie jeżdżą na wyjazdy. 15-20 minut później przyjechała samochodami grupa TB a rozmiary jej zawodników nie napawały nas optymizmem. Naprzeciw siebie stanęły dwie 19-osobowe grupy, przedstawiciele obu przeliczyli rywali i doszło do walki. Na początku szło nam nienajgorzej ale nie trzeba było długo czekać by kolejni łodzianie zaczęli odjeżdżać do boksów. Po około minucie było po wszystkim, zwyciężyli gospodarze. Hool's Legii przyznali, że jako pierwsi w Polsce zdecydowaliśmy się bić z nimi w Warszawie. Chwilę porozmawialiśmy , podziękowaliśmy za sparing i rozstaliśmy. My udaliśmy się na Centralny gdzie wsiedliśmy do pociągu, którym jechała już pozostał część ŁKS-u. Kiedy staliśmy na peronie podszedł do nas legionista, który był tylko biernym obserwatorem męskiej rywalizacji i przyznał iż biliśmy się z najlepszą ekipą jaka obecnie jest na Legii.
Droga powrotna do Łodzi przebiegła spokojnie. Na Fabrycznym wysiedliśmy ze śpiewem. Był to ciekawy wyjazd i niech żałują ci co nie byli.

Górnik Polkowice - ŁKS Łódź, Puchar Ligi, 02.08.2000

Nikogo z ŁKS-u w Polkowicach.

Polonia Bytom - ŁKS Łódź, 05.08.2000

Pierwszy drugoligowy wyjazd zapowiadał się niezwykle atrakcyjnie.
Kibole Polonii w miarę się liczą. Jeszcze w 1994 roku mieliśmy z nimi zgodę, ale to już historia. Obawialiśmy się, że stadion w Bytomiu jest zamknięty po zamieszkach na meczu Polonia-GKS Katowice, ale na ŁKS nie docierały żadne sygnały na ten temat, więc można było sposobić się na ten wyjazd. Oczywiście była też okazja, by wpaść do Tychów, więc pierwsza grupka pojawiła się tam w czwartek popołudniu. Następnie sukcesywnie docierały w piątek i sobotę rano. Nikt się jednak nie spodziewał, że ci plus samochodowi będą jedynymi kibolami ŁKS-u, którzy pojawią się w Bytomiu. Jak wiemy, główna ekipa wyruszająca w dniu meczu pociągiem miała w Łodzi przeprawę z żydami i tutaj oddajemy głos jednemu z uczestników dymu z pejsami:
Do Bytomia wybieraliśmy się z dworca Fabrycznego "Sołą". Na berzę przyszło ok. 60 osób. Na 5 minut przed odjazdem, gdy większość znajdowała się w pociągu, na peron wpadła uzbrojona grupa ok. 50 koszernych. Ci, którzy stali na peronie postawili się, a pozostali wyskoczyli na zewnątrz. Posypał się na nas grad kamieni, którymi żydzi rzucali z bliska i ugięliśmy się pod ich naporem. Mówiąc krótko, z peronu zostaliśmy wygonieni. Czterech ŁKS-iaków zostało rannych. Wsiedliśmy jeszcze do tego samego pociągu, ale już na widzewie czekał oddział psów, którzy biorąc pod uwagę brak biletów wysadził nas. Do Tychów tym pociągiem dojechały dwie osoby. Wracając autobusem minęliśmy jadących w przeciwnym kierunku kilkunastu parchów. Otrzymaliśmy informację, że koszerni do Krakowa jadą o 11.30 z przesiadką w Katowicach. W sile 28 hools taksówkami pojechaliśmy na stację widzew. Spodziewaliśmy się sporej (nawet 100 osobowej) grupy. Weszliśmy od strony miasta, lecz psów nikogo nie było. Przed budynkiem również. Sprzęt zostawiliśmy w krzakach i wróciliśmy na peron. Dowiedzieliśmy się, że żadni kibice nie jadą tym pociągiem, więc postanowiliśmy pojechać nim na swój mecz. Jednak jechało nim już sporo psów, którzy wyprosili nas z dworca. Gdy wracaliśmy pod "Piekiełkiem" do tego samego autobusu planowało wsiąść dwóch podejrzanych gości. Jak tylko nas ujrzeli, zaczęli uciekać. Jednemu się to nie udało i dostał solidny oklep. Kilka przystanków dalej zatrzymała nas policja, która skręciła parę osób.
Tak więc, gdyby ta ekipa dotarła, w Bytomiu bylibyśmy niezłą ekipą. Wyruszyliśmy z dworca w Tychach pociągiem. Z przesiadką w Katowicach dojechaliśmy do Bytomia. W Bytomiu przejął nas spory oddział psów. Wiedzieliśmy o tym, że psiarnia bytomska jest nadzwyczaj pojebana, ale w spokoju dotarliśmy pod stadion. Na mecz spóźniliśmy się kilka minut. Na początku Polonia nie miała młyna, ale po kilkunastu minutach zebrali się i było ich ok. 150. Później odpalili kilkanaście dość kiepskich rac. Doszło do wzajemnej wymiany "uprzejmości". Po zgodzie nie ma już nic. Ogólnie jednak nam udzieliła się wakacyjna atmosfera, nie wysilając się z dopingiem. W przerwie w naszym sektorze lekko się zakotłowało, bo pod kasami doszło do drobnego starcia. Najpierw dwóch tyskich hools, którzy stali pod kasami zaatakowało 5-ciu Polonistów. Rzucili jakieś butelki i na tyle było ich stać, bo po chwili Tyszanie ich pognali. Chwilę później tyscy już w czterech starli się pod kasami z dyszką Bytomian i to starcie też było dla nich udane. Potem zakończyły to psy. Na mecz dotarło jeszcze parę osób, które dojeżdżały na własną rękę. Wszystkich na tym meczu było nas ok. 40 plus ok. 5 dyszek fanów GKS-u Tychy. Porażka młodzieży prowadzonej przez Grzesia Krysiaka.Po meczu psiarnia prowadzi nas na dworzec na skróty przez park. Tam wsiadamy do autobusu i z przesiadką w Katowicach wracamy do Tychów. Część wraca do Łodzi w nocy, a reszta w niedzielę.
Jeden z ciekawszych drugoligowych wyjazdów nie był zbyt udanym. A to głównie za sprawą żydów. Mimo tego w Bytomiu pokazaliśmy się i zaczynamy poznawać smak drugiej ligi. /Galera News/

Stal Stalowa Wola - ŁKS Łódź, 2.09.2000

W Stalowej Woli 2 kibiców ŁKS-u i 38 kibiców Resovii.

Lechia Gdańsk - ŁKS Łódź, 6.09.2000

W Gdańsku było nas ok. 8 dyszek plus niecałe 3 dyszki Zawiszy. Jak na środę, to jest to bardzo dobry wyczyn.
Wyruszyliśmy z Kaliskiego (niestety z psami) pociągiem w prawie 60 osób. Dla świętego spokoju zakupiono ponad 30 biletów ulgowych. Mieliśmy jednak nieszczęście jechać z przyjebanym kanarem. Takiego łba dawno nie widzieliśmy. Kutas chciał wołać legitymacje. Wszelkie próby dogadania spełzły na niczym. Już w Kutnie część musiała zaliczyć wypad. Zaczęły się ganianki z psami. Część zaczęła wskakiwać do pociągu z drugiej strony, kiedy pociąg już zaczął ruszać. Nie wszyscy zdążyli wskoczyć i poszedł hamulec. Wtedy pociąg opuścili wszyscy. Ci, co nie mieli biletów udali się szybko do kas, reszta wsiadła z powrotem. Nie wszyscy zdążyli wrócić i znowu poszedł hamulec. Wtedy pociąg znów opuścili wszyscy, ale już definitywnie. Wydawać by się mogło, że to już koniec wyjazdu. Tym pociągiem, który w Kutnie opóźniliśmy o ok. 40 minut, pojechaliśmy dalej w 8 osób, którym udało się przemycić. Zdecydowaliśmy się jednak wysiadać we Włocławku, gdyż wiadomo, że w tyle osób nic nie zwojujemy. Jednak we Włocławku wsiadło 16-tu z F.C. Włocławek, którzy zadecydowali, że jedziemy dalej. W 24 osoby w Gdańsku raczej nie błyśniemy, ale okazało się, że jest jeszcze pociąg, którym reszta może dojechać z przesiadką w Bydgoszczy. Co prawda spóźnieni, ale by dojechali. Zaistniała więc nadzieja, że w Gdańsku jednak się pokażemy. Szybki telefon do naszych do Kutna. Została naświetlona im sytuacja. Po kilkunastu minutach drugi i okazało się, że jadą ! Wobec czego pierwsza grupa wysiadła w Bydgoszczy, by tam oczekiwać na resztę ekipy. Reszta dojechała po niecałej godzinie. W Kutnie musieli się zrywać psom, którzy ściemnili, robiąc się przy tym nad wyraz grzecznymi, że takiego pociągu nie ma. Zbytnio chcieli wracać do Łodzi, ale im to się nie udało. Na szczęście nasza decyzja została podjęta zaledwie tuż przed odjazdem powrotnego do Łodzi. Doszło też do śmiesznej sytuacji. Kiedy pociąg do Łodzi już ruszył, został w nim jakiś zakręcony pies, który musiał ciągnąć za hamulec. Później do Bydgoszczy nasi dotarli już bez problemów. W Bydgoszczy doszło do połączenia obu grup. Przed odjazdem pociągu do Gdańska doszło do drobnej przepychanki z bydgoską psiarnią, którzy chcieli skręcić jednego z naszych. W dalszą drogę ruszyliśmy wspomagani przez prawie 3 dyszki naszych ziomków z Zawiszy. W Tczewie niemiła niespodzianka. Antyterrorka, która w kilka sekund zrobiła szybki porządek. Kilka osób dostało. Tak profilaktycznie. Parę też skręcono. Też dla przykładu. Po prostu wprowadzili terror i w tym momencie nikomu nie było do śmiechu. To nie były zwykłe psy, którym spokojnie można się postawić, tylko specjalna brygada, która z nikim się nie pierdoli. Na szczęście długo nie musieliśmy znosić ich towarzystwa.

W Gdańsku przejęła nas miejscowa psiarnia, straż miejska i chuj wie kto jeszcze. Zostaliśmy wszyscy spisani, skręcono jeszcze kogoś, także nasza ekipa została uszczuplona o minimum 7 osób. Potem wsadzono nas w autobus i w eskorcie ponad 30 (!) radiowozów dojechaliśmy pod stadion. Kiedy weszliśmy, kończyła się pierwsza połowa. Na sektorze siedziało 5 osób, które dotarły samochodem. Razem z Zawiszą na sektorze było nas 105-ciu. Lechia nie miała młyna. Jedynie pod krytą trybuną stało kilkudziesięciu ich bojówkarzy. Lechia zebrała się na drugą połowę w ok. 300 osób i zaczęli doping. Bojówkarze natomiast zawyli raz: "oficjalni chuligani - Lechia Gdańsk". My, jak to ostatnio w zwyczaju bywa parę razy krzyknęliśmy na początku, pozdrowiliśmy ziomków z Zawiszy, no i zawyliśmy "Lechia Gdańsk - kurwa szajs", co oczywiście nie spotkało się z aplauzem miejscowych. Później daliśmy sobie spokój z dopingiem. Jeszcze tylko kilka drobnych wymian "uprzejmości" i na 3 minuty przed końcem psy wyprowadziły nas ze stadionu, byśmy zdążyli na wcześniejszy pociąg i nie koczowali potem 3 godziny w Gdańsku.

Pozostała jeszcze perspektywa powrotu do Łodzi. Pociąg, którym jechaliśmy, był do Poznania. Tam złapalibyśmy pociąg do Łodzi, gdzie wrócilibyśmy po 3-ej w nocy. Przy okazji, kto wie, czy byśmy nie trafili pejsów wracających z pucharu ligi z Wronek. Psiarnia jednak rozwiała nasze plany. Musieliśmy wszyscy wysiadać w Bydgoszczy i stamtąd osobówką do Kutna, gdzie musielibyśmy czekać 5 godzin na pierwszy pociąg do Łodzi. Niewesoła perspektywa. Pożegnaliśmy się z Zawiszą. Już mieliśmy wsiadać do tego pociągu, kiedy doszło do przepychanki z łódzkimi psami, gdy jeden z nich pałką wytrącił jednemu hamburgera. Chyba pies sam był głodny i pewno naszemu zazdrościł, albo chciał się chłopaczyna wykazać. Może dostanie awans. W końcu powiedzieliśmy psom "chuj wam w dupę, nie jedziemy z wami", po czym odwróciliśmy się o 180 stopni i ruszyliśmy na miasto zostawiając głupią i zaskoczoną psiarni samą. Jedynie wracał z nimi Włocławek, bo musieli wracać tym pociągiem, a my rozbiliśmy się na grupki, by po dwóch godzinach zebrać się z powrotem. Obraliśmy wariant powrotu przez Inowrocław i Karsznice. Wydawać by się mogło, że powrót bez psów będzie już bez żadnych problemów. Okazało się jednak, że znów mieliśmy nieszczęście trafić na przyjebanego kanara, który w Inowrocławiu stwierdził, że dalej nie pojedzie, jak nie opuścimy pociągu. Wezwał psiarnię, ale co mogło zrobić kilku policjantów i SOK-istów. Najzwyczajniej w świecie zaczęliśmy się bawić w "kotka i myszkę" jeszcze ich strasząc, że jak wysiądziemy, to i tak będą musieli z nami koczować do rana. Oni stwierdzili, że najchętniej by chcieli, byśmy pojechali dalej, ale kanar był nieugięty i nic na to nie poradzą. A, że 20 minut później był następny pociąg na Karsznice, więc w końcu zdecydowaliśmy się przesiąść powodując opóźnienie pierwszego pociągu o ok. pół godziny. Tym drugim wyruszyliśmy bez problemów. Zapewne miejscowe psy i SOK-iści odetchnęli z ulgą pozbywając się nas w Inowrocławiu. Myśleliśmy jeszcze o tym, żeby coś jeszcze odjebać, aby łódzka psiarnia miała pojechane za to, że nas zostawili bez opieki. Stwierdziliśmy jednak, że odpuścimy, zwłaszcza, że wszyscy chcieli już jak najszybciej wrócić do domów, gdyż dla większości czwartek był już normalnym roboczym dniem (niektórzy prosto z wyjazdu udawali się do pracy). W Karsznicach wysiadka i stamtąd z buta ok. 6 kilometrów na stację w Zduńskiej Woli. Ciekawie to musiało wyglądać, kiedy ponad 50-cioosobowa wataha gnała w nocy przez Zduńską Wolę, by zdążyć na pociąg do Łodzi. Psy nawet nie podjeżdżały. Na pociąg zdążyliśmy prawie na sam styk. Jeszcze ostatni etap podróży i ok. 5.30 wyjazd ten skończył się na Kaliskim.

Jeden z ciekawszych wyjazdów w drugiej lidze był dla nas udany. Co prawda od strony chuligańskiej nic się nie wydarzyło, ale było sporo innych przygód, co wyżej zostało dokładnie opisane. No i najważniejsze: udanie pokazaliśmy się w Gdańsku. Na koniec chcemy podziękować Bydgoszczanom za wspomaganie nas na tym wyjeździe. /Galera News/

Zagłębie Sosnowiec - ŁKS Łódź, 26.09.2000

Termin tego meczu przekładano trzykrotnie. W końcu mecz rozegrano we wtorek. Z wyjazdu jesieni nic nie wyszło. Tylko 50 kibiców ŁKS-u w Sosnowcu. Na tym wyjeździe nic ciekawego się nie działo.

Hetman Zamość - ŁKS Łódź, 30.09.2000

0 kibiców ŁKS-u w Zamościu. 25 kibiców zakończyło podróż na dworcu w Łodzi, ponieważ psiarnia nie wpuściła naszych do pociągu.

Górnik Łęczna - ŁKS Łódź, ...2000

0 kibiców ŁKS-u w Łęcznej

Górnik Polkowice - ŁKS Łódź, ...2000

0 kibiców ŁKS-u w Polkowicach.

RKS Radomsko - ŁKS Łódź, 12.11.2000

Ełkaesiacy, którzy planowali podróż koleją zebrali się na mieście, skąd dotarli na Fabryczny. Sporo osób dotarło bezpośrednio na dworzec.
Pociągiem wyruszyło ponad 170 osób w dwóch wagonach. Kanar nie robił żadnych problemów, psiarnia wyjątkowo, nad wyraz grzeczna (pojebało ich czy co?). Tak więc po półtorej godziny podróży kolejowi byli już w Radomsku, a że do meczu było jeszcze ok. 2,5 godziny, kilkanaście osób urwało się.
Droga z dworca na stadion była bardzo krótka. Trochę koczowania pod stadionem i po negocjacjach wpuszczono nas po dwóch na jeden bilet. Czas do meczu jakoś zleciał.
Dojeżdżały ekipy samochodowe. Zajebiście zorganizowały się Koziny, które przyjechały autokarem. Każdy z nich na drogę otrzymał zestaw: pałka i maska clowna. Zestawy miały się okazać niezbędne podczas wjazdu, jaki Koziny zaplanowały miejscowym pod kasy. Wjazd: owszem był, z tym, że pod kasami nie było kogo bić. Tuż przed rozpoczęciem meczu doszło do drobnej przepychanki z ochroniarzami. Jeden z nich o wyglądzie Arnolda Boczka z "Kiepskich" zbytnio wczuł się w swoją rolę i przed linczem ze strony kiboli ŁKS-u uratowało go szybkie pojawienie się przed naszym sektorem psiarni. Później było trochę wrzutów na Boczka. Miejscowi nie powiesili żadnej flagi. Nie mieli też młyna. Typowo wioskowy klimat, gdzie po udanej akcji miejscowych cała prosta zgredów wyła "RKS, RKS..." Z naszego sektor latały w ich stronę jakieś kamienie, a psy obserwowały nasz sektor...lornetką (tamtejszy monitoring). Po przeliczeniu całej naszej ekipy na tym meczu małe zaskoczenie: 310 osób !!! Dawno tylu osób nie było na wyjeździe. Doping w porównaniu do poprzednich wyjazdów: bardzo dobry. Cenny remis na boisku rywala. Po końcowym gwizdku piłkarze podbiegają do nas. Odjeżdżają ci co byli transportem kołowym. Po chwili reszta udaje się na dworzec, skąd był szybko pociąg do Koluszek, gdzie dojechaliśmy bez problemów. Kilkunastominutowe oczekiwanie w Koluszkach na pociąg do Łodzi i w jednym ze sklepów koło dworca odbyła się sporawa promocja artykułów spożywczych i wyrobów browarniczych.
Do Łodzi wróciliśmy pośpiechem ok. 16.45. Rozjeżdżamy się na swoje rewiry. Niestety jedna z ekip zalicza pech na korzyść koszernych, którzy z kamieniami (to u nich normalka) i ostrym sprzętem zaatakowali tramwaj z naszymi. Kilku kiboli ŁKS-u się postawiło, ale żydom udało się wjechać do tramwaju i parę osób konkretnie oberwało. Oberwało też kilka postronnych osób, m.in. bogu ducha winna panienka, która wyłapała bejsbolem. Na pewno takim postępowaniem żydzi mogą się szczycić.
W Radomsku był obecny jeden kibic GKS Tychy i 1 Zawiszy Bydgoszcz. /Galera News/

GKS Bełchatów - ŁKS Łódź, 15.11.2000

60 kibiców ŁKS-u w Bełchatowie.

Włókniarz Kietrz - ŁKS Łódź, 25.11.2000

20 kibiców ŁKS-u w Kietrzu.

TURNIEJ KIBICÓW W PIECHOWICACH, 17.02.2001

Wyjechaliśmy o 1.30 w nocy. Najpierw dojechaliśmy do Jeleniej Góry, gdzie przez dobrę pół godziny błądziliśmy po mieście, potem dowiedzieliśmy się, że mamy jechać do Piechowic. Byliśmy tam pierwszą ekipą o godz 9 rano. Okazało się, że hali nie ma. Nie ma też normalnych szatni, barów, w ogóle nic nie ma. Temperatura około 0 stopni i ciągle padająca drobna mżawka nie zachęcała do czegokolwiek. Zjeżdżały się coraz to kolejne ekipy i turniej halowy pod gołym niebem w końcu się rozpoczął.
Zajęliśmy 4 miejsce. Turniej wygrał Spartakus. Nasze wyniki: Spartakus 1:3, Bałtyk 5:0, Motor Lublin 3:1, Karkonosze 0:2, Pogoń Szczecin 0:1, Miedź 3:0, Śląsk walkower dla Sląska.
Czas mijał na dopingowaniu naszych "piłkarzy", pijaństwie i rozmowach z kibicami z innych klubów. Do centrum Piechowic było kawałek drogi. W mieście bardzo dużo psów, którzy jednak nie prowokowali i nawet nie zwijali zataczających się kibiców z butelkami w rękach. Na samym turnieju psiarze się nie pojawiali. "Obiekty" Piechowic zasłane były pijanymi kibolami. Przodowali w tym kibice klubu XXX, którzy dawali niezły pokaz. Wielu z nich spało na gołej ziemi w zażyganych i zajszczanych spodniach itd.
Liczebność ekip na turnieju była mniej więcej taka:
ŁKS Łódź 49, Pogoń 36, Śląsk - 100, Bałtyk 22, Miedź 35, Motor 13, Spartakus 20-30, Karkonosze 20-30.
W ostatniej chwili z przyjazdu na turniej zrezygnował Chrobry Głogów. Nie wiem jakie były nieoficjalne powody ich decyzji ale oni sami na pewno wiedzą...
Droga do Łodzi spokojna, tylko jedna większa promocjia na stacji benzynowej,cały czas konwojowani byliśmy przez zmieniające się patrole policji. Co ciekawe autokar nie był trzepany i ani razu nie zostaliśmy spisani. W łodzi byliśmy o 11 w nocy. /J./

WIOSNA 2001

KS MYSZKÓW - ŁKS Łódź, 10.03.2001

270 łobuziaków z Galery w Myszkowie i 12 ziomali z Tych. Około 150 osób dojechało pociągiem. Reszta busami i autami. Powiesiliśmy dwie flagi. Ok. 30 widzewiaków z ostrym sprzętem rano wpadło na Dąbrowe i zaatakowało kilkunastu od nas. W dwóch samochodach wybili szyby a jeden z naszych trafił do szpitala. Widzewiacy mieli dużo szczęścia, gdyż w chwilę po całej akcji dojechały dwa nasze busy.
Myszków zaprezntował się całkiem dobrze 6 dużych flag i ok. 100 w młynie (serpentyny, flagi na kij). Wyjazd piknikowy. /J./

CERAMIKA OPOCZNO - ŁKS Łódź, 25.03.2001

Obecnie w Ceramice gra były bramkarz ŁKS- Bodzio W. Od niego dowiedzieliśmy się o przygotowaniach jakie poczyniono w Opocznie. Działacze Ceramiki postanowili nie przyjeżdżać na ten mecz swoimi autami z obawy, że fani ŁKS-u mogą je skasować. Poza tym sektor dla przyjezdnych dzień przed meczem został dokładnie sprawdzony, a ogrodzenie wzmocnione dodatkowymi spawami, abyśmy przypadkiem nie rozpierdalali ogrodzenia i nie próbowali wjazdów na murawę.
Na ten mecz pojechaliśmy autami. Jeden z busów został zaatakowany przez widzewiaków, skończyło się na utracie 3 szyb. Ekipa z busa i samochodu, która zaparkowała od strony miejscowych napotkała ok. 30 miejscowych, którzy momentalnie zwiali.
Na meczu typowo wioskowe klimaty, po boisku biegał pies, 50 miejscowych szalikowców to nic innego jako żydopachołki, do tego śnieżyca, przez którą przerwano mecz. Na sektorze było nas 340 oraz jeden fan GKSu Tychy. Powiesiliśmy flagę Kanibalsów. Pociągiem dojechało tylko 50 kibiców w wieku bardzo młodzieżowym, którzy po powrocie do Łodzi dostali kredyty. Po meczu podbiegł do nas Bodzio, który zdjął bluze bramkarską a pod nią miał koszulkę ŁKS-u! /J./

ODRA OPOLE - ŁKS Łódź, 7.04.2001

Już na meczu z Polonią Bytom kibice Odry Opole zaproponowali nam sparing.
Oczekiwaliśmy, że przez 3 tygodnie konkretnie się zbiorą. Tak więc i my specjalnie się zebraliśmy. Bojówka pojechala autokarem, do tego busy i samochody. W sumie gotowych do bójki było około stu kiboli. Jedna z ekip z busa zaliczyła jeszcze kawałek meczu KKS Kluczbork - Fortuna Głogówek w IV lidze. Nie natrafili tam na żadnych szalikowców, wobec czego trochę pokrzyczeli "Klubem Łodzi jest ŁKS" i "Żydzew Chuj" i sobie poszli. Po dojechaniu pod Opole doszło do sparingu. Odry zebrało się tylko 8 kiboli. Sparing zakończył się bardzo szybko. Opolanie okazali się zdecydowanie gorsi od naszej ósemki.
Później wszyscy w konwoju pojechaliśmy w kierunku Opola. Na rogatkach Opola zostaliśmy zatrzymani i przeszukani przez policje.
Pod stadionem jeden z naszych zaczął popisywać się swoimi umiejętnościami kickbokserskimi na kibolu Odry co zakończyło się izbą wytrzeźwień. Na sektor wchodzimy po dwóch na jeden bilet. Rozwieszamy flagi: "Rodowici Łodzianie", "Nygusy", "ŁKS Hools", "Koziny" i małą z krzyżem i plecionką. Na sektorze była nas 140 plus ziomale z Tych - autokar 40 osób, którzy też rozwiesili swoją flagę oraz 3 z Resovii Rzeszów. Odry w młynie nie więcej jak 200 osób, których zakrzyczeliśmy, zresztą w II połowie Odra nie prowadziła dopingu.
Po meczu trochę trzymają nas na stadionie a potem bez problemów dojeżdżamy do miasta Łodzi.Jedyny problem to ten, że kibole z Opola wzięli rewanż na naszych samochodach: porysowali lakier i poprzebijali opony w kilku z nich.
Na zakończenie chciałbym napisać, że często mówi się, że jakaś ekipa jest dobra, liczna i nie wiadomo jeszcze jaka. Rzeczywistość weryfikuje takie opinie./J./

LECH POZNAŃ - ŁKS Łódź, 21.04.2001

Zebraliśmy się na Kaliskim i aby mieć większą szansę dotarcia na mecz większość zakupiła bilety. Było to błędem, gdyż po wejściu do pociągu okazało się, że jest nas ponad 200 bardzo dobrej ekipy. Do tego tylko kilku psów, którzy nawet nie próbowali się do nas odzywać. Tak więc w spokoju dojechaliśmy do Ostrowa. Po drodze za okno wyleciały nalewki i inne specjały wbrew woli ich właścicieli, ale naprawdę zależało nam na dojechniu do Poznania!
W Ostrowie prawie godzinny postój, chyba niektórzy zostali zwinięci za obrabianie sklepów.
Wsiadamy w pospieszny do Poznania, wraz z nami wsiadł jeszcze jakiś mały oddziałek psów. Ciekawie zaczęły się w Jarocinie. Jeszcze pociąg się nie zatrzymał a już kilkunastoosobowy fan club Lecha zerwał się na bezpieczną odległość. Kiedy pociąg się zatrzymał i wybiegło parę osób Lech zerwał się już na dobre. Wszyscy odtetchnęli z ulgą. Co by było gdyby nie zdążyli uciec? Znowu wylądowaliby w szpitalu a my nie obejrzelibyśmy meczu. Podobna sytuacja miała miejsce w Środzie, gdzie też zrywał się jakiś fan club. Tak więc Wielkopolska nasza i docieramy do stolicy pyrów. Tu już żarty się skończyły. Wysiedliśmy na przedmieściach Poznania. Tam oczekiwały już tak duże siły policyjne, że o dalszych potyczkach można było zapomnieć. Wsiadamy w trzy podstawione autobusy i w eskorcie ok. 30 radiowozów, polewaczki i karetki jedziemy przez całe miasto na stadion.
Wchodzimy na sektor, gdzie rozwieszamy flagę ŁKS ŁÓDŹ, po czym z przeciwległego sektora wybiega ok. 30 Lechitów. My już w tym momencie byliśmy zamknięci w klatce ale od razu wskakujemy na płot i chcemy się dostać do Lecha. Pod płotem stało już trochę psów i nie udało się przeskoczyć, za chwilę zresztą zjechało się ok. 20 radiowozów z psami co upokoiło sytuację. W sumie chętnych do awantury ze strony Lecha niezbyt wielu.
Sam mecz to dobry doping naszej 240 osobowej grupy. Wśród nas także po dwóch fanów z GKSu Tychy, Resovii Rzeszów, Zawiszy Bydgoszcz. Lech zaprezentował się dobrze, ponad 1000 kibiców w młynie, orkiestra. Wkurwiało tylko darcie mordy przez spikera w rodzaju " Hej Kolejorz" czy trochę mniej wyszukane zwykłe wycie "lalalala". Zagłuszało to nasz doping dosyć skutecznie.
Po meczu ładujemy sie w podstawione autobusy i bez przeszkód docieramy na dworzec gdzie czekają na nas 2 wagony. Wkrótce ruszamy i na tym można by zakończyć opis. Jednak Jarocin postanowił się zemścić i gdy wjeżdzaliśmy na dworzec rzucili kilka kamieni. Jeden zaledwie o kilka centymetrów minął się z głową naszego fana, który spał i gdyby dostał tym sporym głazem to już by się nie obudził. Oberwał też jeszcze jakiś pies.
Podsumowują był to bardzo dobry wyjazd pojechaliśmy w niezłej ilościowo i jakościowo ekipie, dobrze się zaprezentowaliśmy. Cały wyjazd kosztował nas ok. 10 złotych plus bilet. Oczywiście co bardziej doświadczeni kibice nie zapłacili nawet złotówki. /J./

DOLCAN ZĄBKI - ŁKS Łódź, 29.04.2001

Termin meczu wyznaczono na niedziele na 11 rano. Trudno powiedzieć gdzie i o której godzinie się zbieraliśmy, nie jest to takie oczywiste. Najważniejsze, że mimo panującego chaosu zaczęliśmy ładować się na pociąg do Warszawy o 8.40 z Fabrycznej. Psiarnia z kanarem wpuszczała do pociągu po zakupieniu biletu do Warszawy, więc na minutę przed odjazdem w pociągu siedziało ok. 30 kibiców. Dopiero w ostatniej chwili wpuszczono resztę. W Skierniewicach psiarnia postanowiła wyrzucić kilkunastu kiboli, więc zaczęły się ganianki wokół pociągu. Po tym jak zaciągnięto hamulec, zaczęły się konkretne przepychanki z psami. Kiedy wszyscy szykowali się już na to, że za chwilę zakończy się nasz wyjazd policja dała sobie spokój i w spokoju dojechaliśmy na dworzec Warszawa Wschodnia a wcześniej na Warszawie Zachodniej dosiadła się do nas prewencja warszawska. Ze Wschodniej przemaszerowaliśmy na dworzec Warszawa Wileńska a stamtąd jeden przystanek i już byliśmy w Ząbkach. Na mecz spóźniliśmy się ponad pół godziny. Na sektorze obecna już była ekipa samochodowa - 50 a w sumie było nas 200.
Sam mecz to nic ciekawego.
Droga powrotna taka sama. "Mądre" psy na Wschodnim puściły gaz od czego ucierpieli i kibole i...same psy. Kiedy wsiadaliśmy do pociągu do Łodzi posbyliśmy się szalika na korzyść psów warszawskich. Jest to nauczka dla wszystkich, żeby bardziej dbać o barwy kiedy jesteśmy w towarzystwie warszawskich chamów. Ze Wschodniej na Zachodnią mieliśmy nieprzyjemność jechać i z łódzką i warszawską psiarnią. Warszawska bardzo kozaczyła, robiąc mały terror. W sumie im to nie wyszło chociaż dziewczyny były naprawdę ostre. Na do widzenia wyjebaliśmy im jedną tarcze, którą potłukliśmy o najbliższą ścianę.
Niespodzianka była w Żydrardowie gdzie po tym jak pociąg ruszył ok. 20 Widzewiaków urządziło kamionkę wybijając 9 szyb. Szybko rwiemy hamulec i wysypujemy się z pociągu. Niestety przeciwnicy jak tylko nas zobaczyli od razu zwiali. Wszystko działo się błyskawicznie i niestety jeden z naszych skręcił kostke wyskakując z pociągu.
Do Łodzi był już spokój. /J./

TŁOKI GORZYCE - ŁKS Łódź, 5.05.2001

Na ten wyjazd pojechałem sam. Po kilkunastu godzinach podróży i 3 przesiadkach wysiadłem w Gorzycach. Na szczęście przyjechało kilka busów i aut, więc w całkiem dobrej liczbie zaliczyliśmy ten niełatwy wyjazd. Drużyna z Gorzyc posiada swoich szalikowców i młyn. Są to głównie małolaci ale mają ładną flagę.
Na sektorze było 60 kibiców ŁKSu oraz 13 kibiców Resovii a także jeden fan z Tychów. Powiesiliśmy flagę "ŁKS Łódź".
W trakcie meczu przychodzi Stal Stalowa Wola proponując ustawkę 20x20. My się godzimy i po meczu staramy się zgubić psy. Jakoś to się udało i na stacji benzynowej ok. 20 km za Sandomierzem doszło do dymu. Okazało się, że Stali jest kilkunastu i ostatecznie zdecydowali się bić po 10. Sam dym trwał ok. pół minuty. W pierwszym starciu padło 4 Stalowców a po kilkunastu sekundach było po wszystkim. Zwycięstwo ŁKS-u i plus dla Stalówki za dążność do dymu, bo 3 tygodnie wcześniej przecież nic nie wyszło (mecz ŁKS- Stal SW). /J./

KSZO OSTROWIEC ŚW. - ŁKS Łódź, 19.05.2001

Główna grupa Ełksy pojechała autokarem w liczbie 46 głów. Podróż minęła bez walk na autostradzie ale to już nie nasza wina. Na 15 kilometrów przed Ostrowcem we wsi Waśniów zatrzymaliśmy się, gdyż zauważyliśmy jakiś mecz. Zawody Waśniów - Miłków rozgrywane były na pastwisku, więc było trochę zbytków. Zrobiono też promocję w sklepie. Zakończyło się to przyjazdem policji w sile kilku radiowozów. Psiarze próbowali zatrzymać kilka osób. Nam się to nie podobało, więc wynikło ogólne zamieszanie: ganianki, "solówki" z policjantami itd. Psy mawet powyciągały pistolety ale jakoś to się uspokoiło. Wszystko rozgrywało się na boisku a mecz był przerwany. Warto dodać, że ludność tubylcza była zaszokowana zachowaniem policji i trzymała naszą stronę. Cały incydent zakończył się tym, że już w obstawie psów dojechaliśmy na stadion. Na mecz dojechały także busy i samochody i było nas wszystkich 84. Powiesiliśy dwie flagi "ŁKS ŁÓDŹ" i " CRAZY CANNIBALS". Ekipa z jednego auta nacięła się na miejscowych. Skończyło się to dla naszych oklepem i utratš szala.
W przerwie meczu ochroniarze poprosili policję aby zrobili z nami porządek. Za chwilę na sektor wjechała psiarnia. My się postawiliśmy ale w wyniku krótkiego starcia musieliśy trochę się cofnąć. W całym tym zamieszaniu psy straciły krótkofalówkę. Sprzęt, który zdobyliśmy na policjantach w ostatnim czasie (pałki, tarcze, pagony...) to prawie kompletny ekwipunek policjanta. Stadion KSZO był pełen. Jednak nie można o miejscowych kibicach napisać nic dobrego. Niby mieli jakiś młyn i nawet dwie ładne flagi ale doping w rodzaju "KSIO, KSIO" był żenujący a kiedy mieliśy starcie z psami stadion bił brawo. Widzieliśmy też kilku kibiców Broni Radom, którzy przyjechali po flagi KSIO ale nic im nie wyszło. Kiedy weszliśy do autokaru okazało się, że niestety został przetrzepany. Droga do Łodzi strasznie się nam dłużyła a jedynym wydarzeniem godnym uwagi było rozebranie płotu jakiemuś gospodarzowi. /J./

POLAR WROCŁAW - ŁKS Łódź, 03.06.2001

Wyjazd nie zapowiadał się sympatycznie. Na miejscu zbiórki stał co prawda autokar ale w otoczeniu dwóch radiowozów. Ponieważ nie kwapiliśmy się do wsiadania kierowca wykorzystał okazję i zwiał. Na biegu zostały zorganizowane busy i samochody i dzięki temu dotarliśmy do Wrocławia. Ok. 50 kibiców pojechało na umówiony sparing ze Śląskiem Wrocław a drugie tyle pojechało prosto na mecz.
W ustronnym miejscu czekało ok. 50 chuliganów WKS-u a ostatecznie biło się po 25 hoolsów z każdej ze stron. Starcie zakończyło się bezapelacyjnym zwycięstwem ŁKSu. Walka trwała ok. 1 minuty. Mimo, że po pierwszych starciach padło wielu kiboli Śląska zwycięstwo nie przyszło łatwo. Było wiele krwi,trochę kontuzji ale ponieważ nie chcemy ujawniać szczegółów, więc to by było na tyle.
Ci co byli na meczu zdziwieni byli wyglądem obiektów Polaru. Malutki stadion, góra 400 kibiców a wokół łąki. Na ok. 20 minut przed końcem meczu dotarła na stadion ta grupa, która pojechała na sparing. Na stadion weszli przechodząc przez płot po przeciwległej stronie sektoru gości. Wobec czego przemaszerowali przez cały stadion wzdłuż murawy a na nasz sektor weszli od strony boiska. Na ostatnie 10 minut dotarła jeszcze grupa pociągowa i ostatecznie było nas 115. /J./

ŚWIT NOWY DWÓR MAZOWIECKI - ŁKS Łódź, 13.06.2001

Dopiero w dniu wyjazdu okazało się, że podstawiony jest autokar. Dlatego też pojechało nim tylko 30 kibiców. Reszta pojechała samochodami i jednym busem. Z powodu tego zamieszania 6 kibiców wybrało podróż pociągiem. Niestety na dworcu W-wa Wschodnia wpadła Legia w ok. 20 i nasi dostali lekki oklep ale dotarli do Nowego Dworu. W Nowym Dworze bus i autokar był trzepany przez psiarnię. Ostatecznie na sektorze było 124 (liczeni przy wyjściu z klatki) kiboli ŁKS-u. Na całym stadionie razem z nami było ok. 500 kibiców. Miejscowi nie mieli młynu. Po meczu psiarnia puszcza samochodziarzy samych a autokar i bus musi jeszcze czekać. Konwojowani jesteśmy prawie do Sochaczewa. /J./ 1