Ludzie z piłką w sercu.
Wydawać by się mogło, że dziennikarze zaczęli pisać artykuły o kibicach
dopiero w latach 90tych. Nie jest to prawdą! Już w latach 50tych kibice ŁKSu
byli tematem gazetowych felietonów. Nic dziwnego przecież pierwszy KLUB KIBICA
powstał właśnie w ŁKS w roku 1954. Ten artykuł pochodzi z "Panoramy" z dnia 9.11.1958.
Obok artykułu zamieszczono kilkanaście zdjęć kibiców ŁKSu z tamtych czasów,
które w przyszłości będzie można obejrzeć w internecie.
"Kibice piłkarscy, jak wiadomo..., ba!, kibice piłkarscy to przedziwny i przemiły ludek, jedyny w swoim rodzaju! "Normalni" ludzie powiadają o nich z przekąsem, że mają piłkę w mózgu. Nieprawda! Nie w mózgu: w sercu - a to różnica!
Sam mózg nie kazałby - i nie pozwolił - zrywać się w środku nocy i pędzić na pociąg, by tłuc się sześć godzin w jedną stronę i sześć w drugą - po to tylko, aby dopingować swoją ukochaną drużynę, Nie, nie: mózg - wysiadka, cała władza w ręce...serca!
Są kibice, którzy nie opuszczą ani jednego spotkania swojej drużyny, lecz towarzyszą jej wszędzie. "A siódmego dnia bedziesz odpoczywał"... A siódmego dnia - w niedzielę - wstaniesz skoro świt i pojedziesz z Łodzi do Gdańska, bo tam akurat wypadło grać twojemu ŁKS-owi!... przy czym: właśnie takie spędzanie niedzieli uważają kibice za najlepszy wypoczynek. Pod jednym wszakże warunkiem: że ich drużyna - wygrała...
Ale prawdziwego kibica poznasz dopiero w biedzie! Nie sztuka wyciągać chorągiwki klubowe, gdy drużyna osiąga świetne wyniki, gdy prowadzi już trzema bramkami, gdy mecz ma w kieszeni. Ale towarzyszyć drużynie również w ciężkich chwilach, gdy przegrywa, gdy ma złą passę, gdy zagraża jej spadek, albo - co gorsze - gdy spadła... O, to jest sztuka! Słowo "kibic" jest synonimem słowa "przyjaciel"... (tu zastrzeżenie: mówimy dzisiaj tylko i wyłącznie o prawdziwych kibicach sportowych, a nie o niegodnych tego miana szowinistach!).
Takich prawdziwych kibiców ma właśnie Łódzki Klub Sportowy! Wiernych, ofiarnych, zapalonych, wytrwałych - słowem: czteroprzymiotnikowych!
WIERNYCH: ŁKS przechodził różne koleje, spadek do II ligi nie był mu oszczędzony. A przecież kibice pozostali przy nim wiernie, dopingując także w ciężkich chwilach.
OFIARNYCH: z wszystkich zespołów I ligi, to ŁKS-owi właśnie towarzyszy na każdy mecz wyjazdowy najwięcej kibiców. Także na treningi stawia się ich wielu.
ZAPALONYCH: o łódzcy kibice nie szczędzą gardeł i znają ich pod tym względem dobrze wszystkie krajowe stadiony! Chorągiewki, sztandary, syreny, piosenki...
WYTRWAŁYCH: 50 pełnych lat musieli łodzianie czekać na zdobycie przez piłkarzy ŁKS-u tytułu mistrza Polski - równe pół wieku.
Dodajmy jeszcze jeden przymiotnik: obecnie - bezgranicznie szczęśliwych!"
/Zbigniew Dutkowski - "Ludzie z piłką w sercu.", "Panorama" - tygodnik, 9.11.1958/
28.04.1957, Gwardia Warszawa - ŁKS ŁÓDŹ
Czy wiesz, że...? Najliczniejszy wyjazd polskich kibiców należy do kibiców ŁKS-u? Było to w roku 1957, dokładnie 28.04.1957. Dwa pociągi specjalne, setki ciężarówek, samochody osobowe, motory, wycieczki z zakładów pracy, a nawet wóz pogrzebowy :-). Słowem jechał każdy czym miał, by dopingować ŁKS. Na mecz z Gwardią Warszawa do stolicy pojechało 20.000 sympatyków ŁKS-u.
Najwierniejszy z wiernych
Ten wywiad z kibicem ŁKS-u z 1958 pochodzi z książki: "50 lat sportu, jubileusz Łódzkiego Klubu Sportowego" z 1958 roku.
Pan Tadeusz Zdzienicki jest kibicem od 38 lat. Ale kibicem nie bez adresu. Wystarczy powiedzieć, że p. Tadeusz jest z Łodzi, by domyślić się reszty: oczywiście kibicem ŁKS-u. Na temat jego "kariery" kibica przeprowadzamy następującą rozmowę:
- Od jak dawna uprawia pan tę "konkurencjję"?
- Od 1920 roku, to znaczy od siódmego rooku życia.
- Na czym polegał pierwszy pana kontakt zz ŁKS-em?
- Na przechodzeniu przez płoty i wszystkiie inne możliwe zapory, bowiem boisko WKS-u, na którym odbywało się wiele meczów ŁKS-u, było dobrze strzeżone wałami i ochronnymi siatkami.
- Co pana urzekło w tej drużynie?
- Nie umiem na to odpowiedzieć. Było to zzupełnie tak samo, jak często bywa z kobietą - miłość od pierwszego wejrzenia.
- Czy dochował pan wierności swojej drużyynie przez wszystkie lata?
- Czasami siła wyższa zmuszała mnie do zddrad. Ale wówczas myślami i sercem całym byłem pod bramką ŁKS-u, gdziekolwiek on rozgrywał swoje mecze. Natomiast w Łodzi byłem na wszystkich. Szczęśliwy wiek młodości pozwalał mi spędzać całe dnie na boisku. A potem przeszło to w nałóg.
- Czy to choroba nieuleczalna?
- Nieuleczalna...
- Do jakich skutków może doprowadzić?
>
- Do ciężkich komlikacji życiowych z rozzwodami włącznie. Mnie jednak tak srogo nie dotknęła, a zaprowadziła aż do... Sztokholmu.
- Proszę opowiedzieć.
- Było to w roku 1949. Pojechałem z drużyyną na mecz z Lechią do Gdańska. Kiedy opuszczaliśmy Gdańsk odlatując samolotem, nastroje nasze (mówię o kibicach) były wręcz tragiczne. Lechia wygrała wówczas 2:1. Wzdychając zakrapialiśmy nasz smutek, czym się dało. Alkoholizowanych kefirów jeszcze nie znano. Nasza psychiczna równowaga było nieco zachwiana. Ale nim zdołaliśmy zanalizować dokładnie sytuację wynikającą z gdańskiej porażki, załoga samolotu została sterroryzowana, w konsekwencji czego zamiast w Łodzi wylądowaliśmy pod Sztokholmem. Ta niezamierzona podróż dzięki ŁKS-owi pozwoliła mi spotkać się z bratem, którego nie widziałem przeszło 10 lat.
- Którego gracza ŁKS lubi pan najbardziejj?
- Jańczyka. Pamiętam jeszcze jego ojca grrającego w piłkę.
- Jakie było pana najsmutniejsze przeżyciie związane losem kibica ŁKS-u?
- Spadek ŁKS-u z ligi w 1938 r. po niezassłużonej przegranej z warszawską Polonią 2:1 na ul. Kowiktorskiej. Płakaliśmy wówczas wszyscy rzewnymi łzami - kibice i gracze.
- Czy mogą być sytuacje wzruszające do łeez?
- Oho, jeszcze jak! Płakałem i nie mogłemm jeść. Teraz jestem człowiekiem rozsądniejszym. Żołądek nie bierze udziału w meczach, ale uczucie tak. I jeszcze czasami łza się w oku kręci.
- A najradośniejsze pana przeżycie?
- Awans do I ligi po jednorocznym pobyciee w II lidze. Byłem jednym z niewielu, którzy wierzyli w powrót ŁKS-u do ekstraklasy.
- Na czym opierał pan swoja wiarę?
- Całą nieszczęsną kwarantannę ŁKS-u w III lidze przejeździłem z drużyną, a w Lublinie przeżyłem przesławne lanie w 1953 roku. Pamiętam, że byłem wówczas w garniturze z "sześćdziesiątki". Deszcz lał jak z cebra. Ubranie zrobiło się sztywne. Do prasowania trzeba je było pruć. Człowiek jechał dwie noce w pociągu, rano szedł do pracy, a oczu nieodrywał od tabeli.
- To pan zna całą historię ŁKS-u?
- Prawie. W każdym razie pamiętam marynarrkę zostawioną ze szczęścia i w roztargnieniu po zwycięstwie czerwono-białych nad Kamraterną i 10:1 na ŁTSG w 1939 r. Człowiek niechętnie się starzeje, więc tylko z konieczności wspomina czasy, w których na świecie nie było jeszcze moich dzieci. W tej najbardziej współczesnej epoce do granic życiowej klęski doprowadziła mnie porażka ŁKS-u z warszawskim Lotnikiem i dwa remisy z Gwardią Kielce, co zapowiadało klęskę nadzei na powrót do I ligi. Wtedy przyszedł mecz z Garbarnią w Krakowie. Powinniśmy go przegrać na podstawie przebiegu gry 0:3, 0:4. Odtąd szło jak z płatka ŁKS-owi i mnie. W zeszłym roku wygrałem w konkursie PKO "Warszawę".
"Piętnaście lat temu zaczął się szał tworzenia Klubów Kibica. Początek dał ŁÓDZKI KLUB SPORTOWY i bardzo szybko wszystkie ligowe drużyny miały własne grona przyjaciół - takich na śmierć i życie. Z czasem zmieniały się formy działalności, zapał stygł lub się wzmagał. Zdarzało się, że pod szyldem Klubu Kibiców kryli się organizatorzy "Lewych Kas", jakże znanych w naszym piłkarstwie, ale chociaż różne były i z różnym skutkiem prowadzone próby organizacyjnego ujęcia żywiołu, to nigdy on nie osłabł, a jedynie przemieszczał się z jednych rejonów kraju w inne. Charakterystyczne jednak, że nie pozytywne cechy kibicowskiego żywiołu, lecz negatywne zmusiły do zwrócenia uwagi na problem jak z widownią rozmawiać. Wspólnym wysiłkiem "Sportowca" i Polskiego Związku Piłki Nożnej powołano do życia "Puchar Kibica" przyznawany corocznie klubowi pierwszej i drugiej ligi wyróżniającemu się najbardziej zdyscyplinowanymi, rozumiejącymi sens sportowej walki kibicami. W tym roku (1971/72) najwięcej zdobył punktów Klub Polonia Bytom, klub z wielkimi tradycjami."
W latach siedemdziesiątych, podczas gry ŁKS w II lidze, zaczęło się tworzyć od nowa zainteresowanie zbiorowym dopingiem piłkarzy ŁKS. Łódzka prasa organizowała zbiorowe wyjazdy "Z Placu Komuny Paryskiej" na każdy wyjazd. Trzeba było wcześniej przyjść na zbiórkę, zawsze brakowało autokarów.
W Łódzkich "Wiadomościach Dnia" organizowane były konkursy na hasło dopingujące ŁKS. Wygrało "ŁKs cza, cza, cza - SADECZKI O HEJ" na cześć Jurka Sadka. Pierwsza flaga była z herbem Łodzi i napisem ŁKS. Przynosili ją kibole z Limanki. Siadali zawsze w sektorze sąsiadującym z "Galerką". W ostatnim sezonie kwarantanny ŁKS w II lidze, już od meczu z Arką Gdynia na Wybrzeżu, rozpoczął się szał na ŁKSie. W Gdyni było około 200 - 300 osób z Łodzi. Przyszli koloniści, wczasowicze, wszyscy wierzyli w ŁKS. Z meczu na mecz zaczęło przybywać flag, transparentów. W marcu 1971 na rozpoczęcie sezonu odbył się pamiętny przemarsz STUDENTÓW Z FLAGAMI, TRANSPARENTAMI po bieżni stadionu. Zajeli miejsce między GALERĄ i ZEGAREM. To oni byli autorami pieśni:
Glory, Glory, Aleluja,
Glory, Glory, Aleluja,
Dzisiaj wygra ŁKS.
To była pieśń. W tym czasie ludzie zwyczajowo podczas meczu siadali na betonie. STUDENCI zawsze tą pieśń śpiewali na stojąco. Efekt był piorunujący. Za każdym ich podniesieniem (co 10 minut) przybywało śpiewających na stojąco. To była niezapomniana paka. Jeździli na wyjazdy. Rozdawali piosenki na trybunach. Wspaniali ludzie. W końcówce sezonu jeździło na każdy wyjazd ŁKS kilka setek kibiców. We Wrocławiu na awansie było 5000 kibiców ŁKS. Cały Wrocław był we władaniu fanów z Łodzi. Po awansie do I ligi, najwięksi fani zaczęli się gromadzić na GALERCE. Tu powstawały myśli o tworzeniu KLUBU KIBICA.
Na pamiętnym meczu z drużyną Wisły Kraków z kilku miejsc wyskoczyli poprzebierani w barwy ŁKS kibice. Tak w jednym dniu w kilku głowach narodziła się ta sama myśl. Pionierami KAPŁANÓW Z ŁKS byli Włodek Warda, jego paczka z ulicy Drukarskiej, Marek Czarny z Obr. Stalingradu, Sławek Chorąży z Dąbrowy i "Jacek".
W Warszawie na meczu z Legią przegranym 0 : 5, co dawało Legii pozostanie w I lidze, było kibiców ŁKS więcej niż ŻYLETY. Siedzieli jeden sektor od Żylety. Chodzili po całym stadionie by przeskoczyć na murawę, nie dali rady. Nie było modłów i ŁKS przegrał mecz.
Na tym meczu odliczyli się wszyscy, którzy kilka miesięcy później oficjalnie reaktywowali działalność KLUBU KIBICA ŁKS, najstarszego Fan Klubu swojej drużyny w Polsce.
W Polsce w tym czasie zorganizowani kibice byli też w Legii Warszawa, Polonii Bytom oraz doskonale zorganizowani kibice koszykówki Wybrzeża Gdańsk, Spójni Gdańsk.
W Polsce już pod koniec lat pięćdziesiątych w ŁKS i Legii powstały Kluby Kibica, które przetrwały do dziś, mimo różnych kolei losów i zasad działania.
Po sukcesach polskiego piłkarstwa na początku lat 70-tych (1972, 1974) poczęły jak grzyby po deszczu powstawać przy klubach piłkarskich zorganizowane i niezorganizowane grupy kibiców, przez złośliwców nazywane "przebierańcami" z racji ubierania się w barwy klubowe swojej drużyny.
Właśnie początek lat 70-tych jest rozkwitem KK w Polsce. Kibice w poszczególnych klubach organizowali się różnie, wszędzie prym wiodła młodzież. To właśnie młodzi ludzie, kochający swój klub przychodzili na każdy mecz różnych sekcji swojej drużyny, zaczęli - ściągając z migawek lig zagranicznych w TV i transmisji meczów o europejskie puchary - przywdziewać barwy klubowe, śpiewać piosenki. Pojawiły się wtedy szaliczki - z początku z materiału tzw. "szarfy". Dziś są to piękne szale z włóczki, flagi, czapeczki.
Pierwszą kolorową grupą kibiców, która miała swoje szaliczki i czpeczki była Polonia Bytom. Jej piosenka "Hej Polonia, heja Polonia..." przeszła do historii i dziś śpiewana jest przez kibiców każdej drużyny, którzy w miejsce słowa polonia wstawiają nazwę swojego klubu.
Kibice Polonii w 1973 roku zdobyli Puchar Kibiców. W tym czasie w II lidze szaleli kibice Śląska Wrocław i Lechii Gdańsk. W ekstraklasie Lech, ŁKS, Legia, Wisła, Arka i Polonia Bytom miały najlepiej zorganizowane grupy kibiców, które jechały na każdy mecz wyjazdowy swojej drużyny. Podróżowali na swój koszt. Po nieprzespanych nocach, zmęczeni szli do pracy i szkoły. Mimo, że nieraz przyjeżdżali do domu bez punktów w swoim środowisku propagowali swój klub.
Poniżej przedstawiamy fragment tekstu z oficjalnego biuletynu PZPN pt. "Kluby Kibica w Polsce", Warszawa 1983r.
"Prekursorami nowej działalności KK byli Anna Elżbieta Adamczyk i Jacek Bogusiak, na kórych spoczywały wszelkie sprawy organizowane i propagandowe. poetą klubu, który układał piosenki, hasła, który dyrygował śpiewem na trybunach był Włodzimierz Witkowski. Plastykami, którzy wykonywali własnoręcznie pierwsze proporczyki KK ŁKS byli bracia Sobolewscy.
Duże zasługi w działalności KK w tym pionierskim okresie ponieśli Andrzej Knopp, Zbigniew Buda, Marek Skonieczny, Sławomir Owczarek.
KK ŁKS organizuje dla wszystkich sympatyków i kibiców klubu spotkania ze sportowcami i działaczami, wyświetla filmy sportowe, organizuje pokazy magnetowidowe ze spotkań ŁKS w meczach wyjazdowych, organizuje konkursy sportowe w celu popularyzacji klubu oraz ze znajomości przepisów gry w piłkę nożną, prowadzi także izbę historii klubu, wykonują prace społeczne na rzecz klubu, organizują zbiorowe wyjazdy na mecze drużyn ŁKS, organizują wspólne wakacje i rajdy, zajmuje się pamiątkarstwem i wydawaniem programów na mecze. KK ŁKS prowadzi wewnętrzną klasyfikacje na najlepszego kibica z uwzględnieniem takich elementów, jak praca społeczna na rzecz miasta i ŁKS, obecność na meczach, wyniki w nauce, znajomość przepisów gryw różne dyscypliny sportowe oraz zachowanie się na meczach."
W tym czasie kibice ŁKS organizowali zbiorowy doping na meczach ŁKS w piłce nożnej, hokeju na lodzie, koszykówce i siatkówce. W łodzi członkowie KK ŁKS przed meczami wręczają kwiaty sędziom i kapitanom drużyn. Są autorami hasła "ŁKS wita sędziów", "Brawa dla sędziów". Najaktywniejsi fani ŁKS zaczynają opiekować się kibicami gości, przynoszą dla kibiców przyjezdnych kanapki, zapraszaja do domu na obiad, pokazują swoje miasto - nawiązują się pierewsze przyjażnie, kontakty.
Wiosną 1975 roku Klub Kibica ŁKS gościł w klubowej świetlicy dziennikarza tygodnika "Piłka Nożna" i później na łamach tej gazety apelował o zorganizowanie ogólnopolskiej narady kibiców i o zorganizowanie ligi piłkarskiej Klubów Kibica.
Klub Kibica Lechi Gdańsk wydawał własne znaczki i miał własną służbę porządkową. Klub Kibica ŁKS wydawał swoje proporczyki. Dla uhonorowania kariery Włodzimierza Lubańskiego Klub Kibica ŁKS robi niespodziankę i w... Zabrzu wręcza piłkarzowi specjalny Puchar. Zaraz potem podobnie postąpili fani Wisły Kraków, wręczając Lubańskiemu Lajkonika. Zaszokowani tym kibice Górnika zaczęli się powoli organizować. Zarząd Górnika Zabrze przesyłał przez kilka sezonów przysyłał na adres ŁKS bezpłatne bilety na mecze Górnik Zabrze - ŁKS.
Członkowie Klubu Kibica ŁKS odpowiadają na apel Zarządu Widzewa i dopingują tę drużynę w bardzo ważnym meczu o awans do I ligi, z Motorem Lublin.
Kibice Śląska Wrocław jeżdżą specjalnymi autokarami na mecze Moto Jelcz Oława, by dopingować ich piłkarzy. Sympatycy Arki Gdynia po każdym meczu swojej drużyny sprzątają stadion, Kibice Lechii Gdańsk organizują w świetlicy pokazy filmów z meczów swojej drużyny. Na łamach "Przeglądu Sportowego" w rubryce KLUB KIBICA redaktor Grzegorz Aleksandrowicz coraz częściej zaczyna pisać o tych samorzutnie powstających - przy klubach ligowych - grupach kibiców, udziela im rad i wskazówek.
Klub Kibica ŁKS organizuje plebiscyt na najlepszego sportowca ŁKS w 1974r. Zwycięża w nim hokeista Walery Kosyl, który otrzymuje specjalny Puchar ufundowany przez kibiców. Kilka klubów nawiązuje piłkarskie przyjaźnie poprzez wywieszanie flag zaprzyjaźnionych drużyn na swoim stadionie.
/ "Ełkaesiak" (1994-1995)/