KIBICE ŁKS-u W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM
ŁKS powstał z inicjatywy młodych ludzi, którzy grali razem w piłkę i szybko stał się najważniejszym klubem miasta Łodzi. Był to klub polski i pozostawił w cieniu łódzkie drużyny niemieckie czy żydowskie. O mocnej pozycji w mieście wspomina "Kurier Łódzki" z 1925 r. I jeszcze jedno: jesteśmy jak kibice angielscy, bo na wyjazdy jeździmy już "od przed wojny"!
"Zadyma" z 1918 r.
"W pierwszych dniach listopada 1918 roku, tuż przed rozbrajaniem Niemców, odbył się w Helenowie mecz ŁKS - Sturm. Sfaulowany brutalnie Antoni Kowalski oddał cios przeciwnikowi kopiąc go w tylną dolną część ciała aż ten wywinął kozła. Wówczas polska publiczność rzuciła się bić okupantów w niemieckich mundurach obecnych na meczu." /Jacek Strzałkowski - "Łódzki Klub Sportowy 1908-1983"/
ŁKS najpopularniejszym klubem Łodzi
"W piłce nożnej sympatia dla drużyny przodującej i mającej się czem poszczycić zawsze jest większa niż dla przeciętnej innej drużyny. Na dowód niech posłuży zeszłoroczny program piłkarski na terenie Łodzi. Rozegrano całą masę zawodów mistrzowskich, towarzyskich, międzymiastowych, międzynarodowych, jednak lwia część tych zawodów należała do ŁKS, inni mniej grali, gdyż nie mieli należytego poparcia ze strony społeczeństwa. A więc w naszych warunkach, tylko towarzystwa obdarzone wielką sympatią i powodzeniem mogą śmiało patrzeć w przyszłość, inne muszą wegetować." /"Kurier Łódzki" 10.04.1925/
Specjalne tramwaje na mecze ŁKS-u (1925 r.)
ŁKS rozgrywał wiele meczy towarzyskich, także z drużynami zagranicznymi. Cieszyły się one aż tak wielkim powodzeniem, że organizowano specjalne tramwaje wiozące kibiców na mecz.
"Z jednej strony mistrz Austrii, z drugiej strony masy ludzi do pospieszenia na boisko ŁKS, a zebrało się owego dnia 12000 osób. Tramwaje miały dużo pracy, ale organizowały komunikację nieudolnie, gdyż specjalnne wagony nate mecze oczekiwały na Górnym Rynku i na Starym Mieście by zabrać wycieczkowiczów. Tymczasem trudno było zorientować lub domyśleć się, że te wagony przeznaczone są na mecz. Zarząd tramwajowy często musi starać się o wygodny przejazd dla tysięcy osób zdążających na boisko ŁKS, ale nie pomyśleli o tym, żeby przygotować kilka tabliczek "Na boisko ŁKS", tak że tramwaje nie będą odjeżdżały puste z miejsc zbiórki." /"Kurier Łódzki", 7.07.1925 /
Wyjazd do Krakowa z 1925 r.
Kiedy pojechaliśmy na pierwszy wyjazd dokładnie nie wiadomo. Najstarsza wzmianka o naszych wyjazdach pochodzi z 1925 r. Rozgrywki o mistrzostwo Polski rozgrywane były wtedy najpierw w grupach a potem mistrzowie grup grali ze soba w finale. ŁKS był w grupie m.in. z Wisłą Kraków.
"W sobotę dnia 9 maja o godz 3.20 po poł. z dworca Łódź Fabryczna wyjeżdża pierwsza drużyna ŁKS do Krakowa celem rozegrania decydujących zawodów z mistrzem Krakowa "Wisłą". Ekspedycje tę prowadzi prezes ŁKS p. Konopka i kierownik sekcji piłki nożnej inż. Kowalski(...).
JAK SIĘ DOWIADUJEMY O GODZNIE 8 WIECZOREM Z DWORCA ŁÓDŹ KALISKA ODJEŻDŻA DRUGA EKSPEDYCJA SKŁADAJACA SIĘ Z KIBICÓW I SYMPATYKÓW KLUBU, W LICZBIE 30 OSÓB BY UJRZEĆ NA OBCYM GRUNCIE OWE NAJCIEKAWSZE ZAWODY." /"Kurier Łódzki", 8.05.1925/
"Zadyma" z 1928 r.
"Niecodziennie okoliczności towarzyszyły spotkaniu ligowemu ŁKS-WISŁA rozegranemu w Łodzi na boisku Wojskowego Klubu Sportowego przy ul.Towarowej (obecne boisko WKS Orzeł). Na 26 minut przed zakończeniem meczu przy stanie 2 : 1 dla łodzian, prawy łącznik gości Czulak przedarł się na pole karne przedarł się na pole karne i będąc sam na sam z bramkarzem został przewrócony przez obrońcę ŁKS - Pilica. Prowadzący spotkanie sędzia Bilor z Lwowa podyktował rzut karny. Liczna grupa spośród 10-tysięcznej publiczności, gwałtownie protestując wtargnęła na boisko. Zawodnicy otoczyli sędziego chroniąc go przed pobiciem. Oficerowie wyciągniętymi szablami sięgali między zawodnikami w kierunku arbitra. Przestraszony sędzia odwołał swoją poprzednią decyzję, a zadowolona publiczność wróciła na swoje miejsca i mecz dokończono. Wynik 2:1 pozostał bez zmian, strzelcem obu bramek dla łodzian był Władysław Król. W pomeczowym sprawozdaniu sędzia wykazał, że działał pod presją. Postanowiono spotkanie powtórzyć od rzutu karnego przeciw ŁKS i grać tylko 26 minut. W tym powtórzonym meczu (3 XI) karnego dla mistrza Polski egzekwował kapitan drużyny i król strzelców Henryk Reyman, który mocno strzelił ale bramkarz ŁKS Józef Mila popisał się piękną obroną. Przez następne 26 minut żadnej z drużyn nie udało się zmienić wyniku meczu. Na spotkanie nie wolno było wpuszczać publiczności, ale kilka tysięcy osób stało na wysokich wozach dostawczych ustawionych na ul.Towarowej wzdłuż parkanu. Setki kibiców przepłacając zdobyło opaski porządkowych i w ten sposób dostało się na widownię. Kilka razy zdarzało się, że "porządkowi" dziurawili piłki." /Jacek Strzałkowski - "Łódzki Klub Sportowy 1908-1983"/
Legia W-wa - ŁKS Łódź, 1932 r.
Z pewnością na wyjazdach nasi kibice nie zachowywali się jak widzowie w teatrze Dopingiem starali się pomóc naszej drużynie o czym świadczy informacja z gazety o meczu Legia Warszawa - ŁKS Łódź.
"Po przerwie zdawało się iż łodzianie przyjdą do głosu. Przede wszystkim zorganizował się na trybunach chór łodzian, którzy dopingowali gości. Tymczasem okazało się iż tylko ci łodzianie doszli do głosu."
Do głosu doszli dlatego tylko nasi kibice, bo piłkarze przegrali 4:1. Skąd my to znamy? /"Raz, Dwa, Trzy", 29.11.1932/
Rywalizacja z Czarnymi Lwów
W 1932 wygraliśmy korespondencyjny pojedynek z Czrnymi Lwów na liczbę kibiców. Plebiscyt organizował "Przegląd Sportowy". W nagrodę zamontowano nam zegar, który służył do 1973 r.
"Jedna ze Szwajcarskich fabryk zegarów ofiarowała go dla klubu, który wytypowany zostanie w plebiscycie rozpisanym przez "Przegląd Sportowy". O ten cenny sprzęt rozgorzała walka pomiędzy dwoma klubami: ŁKS i Czarnymi ze Lwowa. Początkowo kibice ŁKS o wynik plebiscytu byli spokojni. ŁKS miał więcej sympatyków od lwowian. Z biegiem jednak czasu miny łodzian rzedły. Losy zegara poczęły się ważyć. Raz obaj rywale szli "łeb w łeb", to znów do przodu wysuwał się ŁKS lub Czarni. W gronie sympatyków czerwono-białych zawrzało. Jeden z najzagorzalszych kibiców - Wiesław Rychter, na czele ekipy zawodników ze wszystkich niemal sekcji rozpoczął akcję na własną rękę. W dniach, w któryvh miał się ukazać "Przegląd", grono młodych ludzi blokowało kioski i wykupywano wszystkie jego egzemplarze. W ruch poszły nożyczki. Kupony forsujące ŁKS poczęły się sypać w redakcji "Przeglądu Sportowego" jak z rogu obfitości. Los zegara był przesądzony. Wyniki plebiscytu wykazały ogromna przewagę łKS nad Czarnymi. Po prowizorycznych obliczeniach dokonanych przez łódzkich aktywistów okazało się, że gdyby nawet akcja wykupywania "Przeglądu" nie zrodziła się w ich umysłach, ŁKS i tak odniósłby zwycięstwo". /z książki p.t. "50 lat sportu. Jubileusz Łódzkiego Klubu Sportowego"/
A co się działo jak sędzia nie był przyjaźnie nastawiony do ŁKS-u?
Mecz: ŁKS - Garbarnia Kraków: "Tu decyzja sędziego była powodem bardzo gwałtownej interwencji publiczności, która bardzo głośno wyrażała swoje niezadowolenie. W kilka minut potem następuje usunięcia Millera z boiska. Publiczność jeszcze dobitniej zareagowała na takie posunięcie arbitra I jedno jeszcze fałszywe rozstrzygnięcie, a kilkanaście osób z miejsc stojących wpadło na boisko. Na skutek energicznej interwencji gospodarzy usunięto publiczność z boiska I gra potoczyła się dalej"/"Nowy Kurier Łódzki", 28.05.1934/