![]()
|
Karolcio i Biskup
Karolcia poznalem zima 1962/3 kiedy wyszlismy z wykladu brata w New York Academy of Science. Byl kolega brata z poczatku lat piedziesieatych kiedy obaj poznali sie w Cold Spring Harbor Laboratory na Long Island, ktore bylo swiatowym centrum Molekularnej Biologii. Karolcio byl co prawda urodzony we Wiedniu i mial oficjalne imie "Karl", ale wychowal sie w majatku rodzicow Soroki, poczta Gwozdziec pod Kolomyja, gdzie w miescie rodzice mieli tez dom i on tam chodzil do gimnazjum. Karolcio, jak nazwalem go po lwowsku wzial ze mnie przyklad i pisze pamietniki po angielsku, ale czy i kiedy sie ukaza choc na internecie, to juz inna sprawa.
Irenke, czyli "Karolciowa" poznalem na przyjeciu z okazji Kongresu Mikrobiologii wydanym w Muzeum Archeologicznym w Mexico City w 1970 roku. On byl uczestnikiem a ja bralem udzial w wystawie jaka sie odbywala tam rownoczesnie. Nie pamietam czy zaproszenie dostalem jako wystawca, czy tez zaproszono mnie myslac ze to brat przyjechal i zaproszenie bylo dla niego. Nie mniej bylo tam sporo znajomych i bawilismy sie doskonale.
Pozniej nasze kontakty sie urwaly az do czasu, kiedy Karolcio przeniosl sie na Uniwersytet Rutgersa, ktory byl po drugiej stronie rzeki. Staralismy sie spotkac, ale zawsze nam to nie wychodzilo. Jak przeszedlem na emeryture i lato spedzalem w New Jersey na koniec udalo sie nam spotkac. Jadac do domu Karolcio wstepowal do nas na krotkie pogaduszki, raz sie nam udalo ich zaprosic na obiad.
Jak sie przenieslismy na Floryde, to wymielismy od czasu do czasu korespondencje, Karolcio przysylal kopie swoich artykulow w Polityce i innych czasopismach. Potem ja sie skomputeryzowalem i dowiedzialem ze Karolcio ma komputer na Uniwersytecie i po pewnym czasie udalo sie nam z bratem sklonic go do wejscia w wielki swiat internetu.
Od tego czasu zaczelismy miec ozywaiona korespondencje wymieniajac listy 2-4 razy w tygodniu jak Karolciu przyjezdzal do biura, bo emerytem byl juz od dawna, ale ma jeszcze swoj gabinet na uniwersytecie. Jego listy sa szalenie ciekawe i ma tyle kontaktow ze swiatem, ze moze opowiadac i pisac godzinami. Trzeba zaznaczyc ze On ma 87 lat, ale zachowuje sie jakby mial przynajmniej 20 lat mniej.
Obietnicy dotrzymal po latach jak byl zjazd w Orlando. Przylecieli z Irenka, a mysmy ich stamtad zabrali zeby przywiezc do nas. Woleli mieszkac w hotelu, ale wiekszosc czasu spedzilismy razem starajac sie pokazac nasz dom i okolice.
Poniewaz jak wspomnialem Karolcio byl z Kolomyji, a tu jak sie okazalo jest z Kolomyji Luba majaca sklep z naprawkami krawieckimi z ktorych Jul korzystala, pozatem jej znajoma miala przez Lube pomoc domowa z ktorej i mysmy skorzystali teraz jak Jul pracuje, wiec postanowilismy pokazac Karolciom Lube. Luba urodzona w 1964 niewiele wie o czasach przedwojennych, ale wie gdzie sa Soroki. Pozatem powiedziala nam ze w Warm Mineral Springs mieszkaja jej rodzice, ktorzy napewno sie uciesza jak ktos z Kolomyji rodem do nich wstapi. Poniewaz w planie byl wyjazd tam i pokazanie im kapieliska z woda mineralna i kapiel w tym jeziorku, ze stala temperatura 30C bardzo pomaga na artretyzm.
Posrednio dzieki temu jeziorku mysmy sie tu niedaleko osiedlili. Do tego jeziorka od lat przyjezdal z zona moj kuzyn Tadzio, a my odwiedzajac ich zasmakowalismy we zachodnim wybrzezu Florydy i pozniej sie tu osiedlilismy. Kuzyn i jego zona zmarli w miedzyczasie, nie mniej do tego kapielismy przyjezdza co roku, majacy juz 93 lata Ojciec Michal, budowniczy Amerykanskiej Czestochowy i zawsze sobie te kapiele chwali.
Po drodze wstapilismy do Zygmunta "Little Poland Deli" zeby kupic moj ulubiony i zabroniony kabanos. Pokazalismy gosciom jeziorko, nie bylo wielu kapiacych, ceny poszly w ciagu ostatnich lat o 150% w gore, ale mozna tam spotkac przedstawicieli roznych kraji ze wschodniej Europy. Byli tez i polacy ktory zaineteresowali sie tym ze mowilismy po polsku.
Potem pojechalismy do rodzicow Luby, ktorzy juz byli uprzedzeni o naszej wizycie. Mieszkaja z corka w swiezo odnowionym blizniaku, jakie tam sa popularne, bo w ten sposob ludzie wyjamuja czesc domu na zime, co splaca hipoteke. Ojciec byl postawnym wysokim mezczyzna, przywital nas na progu i po wstepie przeszlismy na jezyk polski z ukrainskimi nalecialosciami. Okazalo sie ze corka jest tu juz 6 lat, zas oni poltora roku. Mieli sporo pamiatek z domu, wlacznie z konfiturami. Szalenie goscinni, znajacy Soroki jak i dom Karolcia w ktrym obcnie jest biblioteka miejska. Zaczelo sie wspominanie, choc wszystko sie zmienilo, ale Karolcio byl tam ostatni raz w 1989 roku wiec znal zmiany.
Nasz gospodarz pochodzil z Kijowa, z rodziny polskiej ktora od kilku pokolen byla "Zielonoswiatkowcami". Z tego powodu sporo wycierpieli, bo ta sekta byla szczegolnie przez sowietow przesladowana. Niewiem dokladnie jak sie znalazl w Kolomyji, nie bylo czasu na detale. Jego zona chyba byla ze Lwowa, z mieszanego malzenstwa, rodzice wyjechali do Polski i zmarli w Zielonej Gorze. Niewiem czemu ona zostala. Jak zaczalem liczyc to Luba ma tylko 25% ukrainskiej krwi, ale urodzila sie i wychowala na sowieckiej Ukrainie i podaje za Ukrainke i mieszka wsrod Ukraincow.
Zegnajac sie wymienilismy sowieckim zwyczajem wizytowki. Jak sie okazalo ze nasz gospodarz jest doktorem "divinity" i biskupem ich kosciola. Co do doktoratu, to mysle ze to taki za kilkaset dolcow, jakie mozna kupic bez studiow, zas co do biskupstwa, to nie mam zadnego doswiadczenia w tej dziedzinie, ale w kazdym razie ich dom nie wygladal na palac biskupi.
Na obiad Karolciowie byli u nas i spedzilismy urocy wieczor. Nastepnego dnia po wczesnym lunchu odwiezlismy ich na lotnisko i przyszedl moment pozegnania. Pozostalo wiele milych wspomnien i obietnica ze w zimie na miesiac zawitaja w nasze strony.
Stanislaw Szybalski
Lipiec 2002 |
| Stanisław
Szybalski Punta Gorda, FL 33950 Prawa autorskie zastrzezone lipiec 2002 |