POWIEKI BODHIDHARMY
Dniami i nocami siedział Bodhidharma przed ścianą jaskini, usiłując skupić swą uwagę na Pustce, na Bezdennej Głębi. Wokół panowała absolutna Cisza, ale jedna rzecz niepomiernie go drażniła: jego własne opadające powieki. Opadały i opadały, nie mógł tego opanować; w końcu, wściekły, oderwał je i wyrzucił daleko za jaskinię. To pomogło, powieki przestały opadać.
PRZYKLASZTORNE OGRODY
Z wyrzuconych powiek wyrosły krzaki, których liście mają kształt ludzkich oczu. Później mnisi założonego przez Bodhidharmę zakonu zwanego Chan - co znaczy Skupienie - zaparzali te liście przyrządzając napój, który w przedziwny sposób powstrzymywał powieki od opadania. Napój, który pomagał skupić się na Pustce. Powstawały klasztory Chan i przyklasztorne ogrody, w których uprawiano krzewy owego ziela, nazwanego później herbatą. Powstawała zakonna reguła i klasztorny ceremoniał, do którego włączone zostało także uroczyste picie herbaty.
SUTRA HERBATY
W Klasztorze Smoczej Chmury w prowincji Hubei wychowywał się od najmłodszych lat chłopiec imieniem Lu Yu; rodzice porzucili go jako niemowlaka na brzegu rzeki, a odnalazł i adoptował opat klasztoru. Wychowany od dzieciństwa w klasztornej dyscyplinie, Lu Yu nie został słynnym miestrzem medytacji, nauczył się jednak czegoś innego: zaparzania herbaty. Nie tylko nauczył się, ale doprowadził do takiej prfekcji, że od jego czasów zaparzanie herbaty zaliczone zostało w Chinach do sztuk pięknych. Osiągnął taką popularność, że cesarze Tang zapraszali go na swój dwór, a napisana przezeń księga "Cha Jing" (Sutra Herbaty) zapewniła mu sławę wiekopomną. W historii Chin znany jest dziś jako Pierwszy Wielki Mistrz Herbaty.
PRZED SWITEM
Oto, czego nauczał Lu Yu. Najlepsza herbata pochodzi z plantacji na pograniczu prowincji Zhejiang i Jiangsu. Zbierać ją nalezy wczesnym rankiem, najlepiej zacząć zbiór nieco przed świtem i skończyć tuż po wschodzie słońca. Najlepsze są pączki i pierwsze listki z młodych gałązek, herbata zawierający drugie listki jest gorszej jakości. Jeszcze tego samego dnia należy listki poddać obróbce nad parą i ugnieść w brykieciki, które po wyschnięciu będą twarde jak cegiełki. Bardzo ważma jest też woda do zaparzania herbaty: najlepsza jest ze środka dużej rwącej rzeki, następnie z szybko bijących źródeł; woda stojąca, ze studni, jezior czy z brzegu rzeki, jest gorszej jakości. Najlepsza woda w kraju pochodzi ze środka rzeki Yangze w miejscu, gdzie przełamuje się ona przez góry. Przy zaparzaniu herbaty należy uważać na stopień wrzenia. Pierwsze wrzenie jest wtedy, kiedy bąbelki jak rybie oczka pojawiają się na powierzchni - wtedy należy wrzucić szczyptę soli. Drugie wrzenie jest wtedy, kiedy bąbelki są jak sznury korali przyczepione do dna - wtedy należy wrzucić przypaloną nieco na brykieciku i sproszkowaną herbatę. Trzecie wrzenie jest, kiedy woda dziko się gotuje - wtedy trzeby dodać odrobinę zimnej wody. Nie należy dodawać masła, mleka ani przypraw, które zabijają smak szlachetnego napoju; jedynym dopuszczalnym dodatkiem jest sól.
OKO MADROSCI
Wpływ mistrza Lu Yu był ogromny. Od jego czasów dwór cesarski sprowadzał herbatę ze wskazanych przez niego plantacji. Od jego też czasów tylko barbarzyńcy wrzucają do herbaty dodatki: Tybatańczycy masło, Persowie przyprawy, Mongołowie kobyle mleko. Jego umiejętność przyrządzania napoju o subtelnym smaku była legendarna. Podobno opat Klasztoru Smoczej Chmury mawiał, że odkąd jego przybrany syn wyjechał, nigdy już nie pił naprawdę dobrej herbaty. Gdy dotarło to do uszu cesarza, ten postanowił to sprawdzić - opat został wezwany na dwór i poczęstowany herbatą, której łyk upiwszy, wykrzyknął: "Wasza Wysokość, na dworze Waszej Wysokości jest ktoś, kto potrafi przyrządzać herbatę jak mój przybrany syn!"; wówczas wszedł do komnaty Lu Yu, ukryty dotąd w sąsiednim pokoju. Sam Lu Yu też słynął z niezwykle wyrafinowanego podniebienia - potrafił po jednym łyku zdemaskować nieuczciwego służącego jednego z wielmożów, który miał przywieźć wodę ze środka Yangze, a nabrał jej przy brzegu. Lu Yu jest uważany za twórcę świeckiej sztuki herbaty, ale właśnie owe anegdoty o subtelnościach smaku wskazują na związek z buddyzmem Chan. Wyglądają one trochę jak metafora "Oka Mądrości", dzięki któremu Przebudzeni Mistrzowie potrafią dostrzegać rzeczy niewidoczne dla innych. Podobnie wiersze o herbacie, które też się zaczęły pojawiać od czasów Lu Yu, traktują ten napój jako nośną metaforę. Najsłynniejszy chiński wiersz o herbacie, autorstwa Lu Tonga, mógłby być równie dobrze opisem postępów na buddyjskiej (lub taoistycznej) ścieżce ku Przebudzeniu.
SKALNE URWISKO
Cai Xiang, podróżując po swej rodzinnej prowincji Fujian, znalazł herbatę o niezrównanym aromacie i uznał ją za najdoskonalszą w całym imperium. Zwała się ona "Biel Skalnego Urwiska", a zbierali ją mnisi z klasztoru Neng ren z dzikich krzaków rosnących na stromych skalnych zboczach. Kiedy Cai Xiang został ministrem do spraw herbaty na dworze cesarzy z dynastii Sung, zadecydował, że najlepsza herbata pochodzi z Fujian i że stamtąd ją należy sprowadzać na użytek dworu. "Biel Skalnego Urwiska" była wszakże zbyt rzadka, dlatego dla dworu sprowadzano przede wszystkim herbatę zwaną "Smocze Listki", zbieraną na plantacjach i formowaną w małe okrągłe brykieciki. Wpływ mistrza Cai Xianga też był wielki; jego opinia, że najlepsza herbata pochodzi z Fujian, utrzymuje się w Chinach do dziś. Cai Xiang również napisał traktat o herbacie, zatytułowany "Cha Lu", jednakże najważniejszym dziełem na ten temat z okresu Sung jest "Dakuan Chalun", pióra samego cesarza Huizonga. Cesarz Huizong był raczej kiepskim politykiem, który będąc głową potężnego państwa zdołał utracić połowę swego władztwa, zasłynął jednak jako jeden z najwybitniejszych artystów w dziejach Chin - malarz, kaligraf i mistrz herbaty. Jego księga opisuje proces zaparzania gest po geście; metoda zmieniła się radykalnie od czasów Lu Yu. Nie używano już żadnych dodatków, nawet soli. Herbatę zaparzano wodą, która się właśnie przestała gotować; zaparzano ją w naczyniu, z którego następnie ją pito. Zmieloną na proszek herbatę wsypywano do czarki, zalewano wrzątkiem, a następnie utrzepywano specjalną zrobioną z bambusa trzepaczką tak, aby na powierzchni pojawiła się pianka. Czarka powinna być dość głęboka, by podkreślić kolor herbaty, i na tyle szeroka, by swobodnie operować trzepaczką; powinna być też ciemnego koloru, aby podkreślić kolor herbaty. Najlepsza herbata (pisał Huizong) jest biała po zaparzeniu; jeśli przy zbiorze była zbyt słabo parowana, po zaparzeniu będzie błękitnoszara; zbyt mocno parowana będzie szarawobiała po zaparzeniu; żółtawobiała po zaparzeniu będzie herbata, która przed zbiorem miała zbyt ciepłą pogodę i pędy rosły zbyt szybko.
POPEKANA GLAZURA
Sztuka herbaty była impulsem do rozwoju ceramiki, czasy dynastii Sung to epoka niezwykłego rozkwitu tego rzemiosła. Powstawały naczynia pokryte glazurą, do której dodawano barwniki w ten sposób, że się w czasie wypieku rozlewały w nieregularne i nieostre plamy. Po wypieku gwałtownie obniżano temperaturę pieca, wskutek czego glazura pokrywała się siatką delikatnych pęknięć, w które niekiedy dla podkreślenia wpuszczano następnie inny barwnik. Do herbaty używano często czarek typu jianyao, pokrytych ciemną, czarnobrązową lub błękitnofioletową glazurą. Czarki te w czasie wypieku stały do góry dnem, a nie pokryty glazurą brzeżek pokrywano następnie złotym paskiem. Nie produkowano wtedy jeszcze czajniczków - te weszły w użycie w późniejszym okresie.
TRZY ODDECHY
Używanie czajniczka zalecał Xiu Zeshu, słynny mistrz herbaty z czasów dynastii Ming i autor kolejnego traktatu na ten temat: "Cha Shu". Znów metoda radykalnie się zmieniła: przy produkcji nie formowano już brykiecików, lecz suszono listki pozwijane w kuleczki, a zaparzano je w specjalnym imbryczku, rozlewając następnie do maleńkich kubeczków. Xiu Zeshu radzi nalać wrzątku do imbryczka, wrzucić listki, odczekać trzy oddechy, rozlać do kubeczków, wlać z powrotem do imbryczka, odczekać kolejne trzy oddechy, rozlać i podawać gościom. Opisuje też on szczegółowo pawilon herbaciany, w którym przyjmuje się zaproszonych na herbatę gości. Powinien być on dobrze oświetlony i czysty. Dwa przenośne piecyki mają stać pod ścianą i pod przykryciem, by przewiew nie rozwiewał popiołu. Inne przybory mają stać na półce na zewnątrz i też pod przykryciem, wnoszone mają być tylko wtedy, kiedy są właśnie używane. Pawilony w takim stylu można dziś jeszcze oglądać w Suzhou, w słynnych ogrodach tego miasta. Stoją one często na wyspie pośrodku sztucznego jeziora, z dojściem po zygzakowatym moście. Zbudowane są na planie kwadratu, koła lub ośmioboku, z fantastycznymi dachami, z oknami w różnych kształtach: "księżyca w pełni", wachlarza, dzwonu. Wewnątrz tylko podstawowe sprzęty do herbaty, mały stół i krzesła, często porcelanowe. Pawilony o wymyślnej architekturze były jednak mniej częste, niż pawilony w "stylu wiejskim": kryte strzechą, ze ścianami wyklejonymi papierem, w naturalnych kolorach i w naturalnym pejzażu. W Chinach zresztą przyjęcia herbaciane odbywały się często na świeżym powietrzu, w górach lub na łodzi na jeziorze.
HERBATA K'UNG FU
Styl picia herbaty z czasów Sung - sproszkowanej, zaparzanej w czarce i mieszanej bambusową trzepaczką - zarzucony został w Chinach tak całkowicie, że pisarze z czasów dynastii mandżurskiej nie wiedzieli już, jak taka trzepaczka wygląda. Ceremonia w stylu podobnym do opisanego przez Xiu Zeshu zachowała się w południowych Chinach, w prowincjach Fujian i Guangdong, jako tak zwana kongfu cha (czyli "herbata k'ung fu"). Jest to ściśle opisany ceremoniał, zawsze dla trzech gości, którzy siedzą na krzesłach wokół kwadratowego stołu. Używa się doń maleńkich kubeczków i miniaturowego imbryczka, w którym zaparzane są listki; ściśle zaplanowane są wszystkie ruchy, a także czas ich wykonywania. Piecyk na węgiel drzewny z dużym czajnikiem stoi obok stołu, a wachlarz używany do rozdmuchiwania żaru ma zawsze ułamany narożnik - zgodnie z chińskim powiedzeniem, że "nic, co bez uszczerbku, nie jest doskonałe". Poza jednak tym rejonem przyjęcia herbaciane w Chinach są znacznie mniej formalne, toczy się też przy nich luźna rozmowa.
SMAK MEDYTACJI
Do Korei nasiona herbaty przywiózł niejaki Kim Taeryom w czasach zjednoczonego królestwa Silla. Już w czasach następnej dynastii - Koryo - herbata była nie tylko elementem ceremoniału buddyjskiego, ale także państwowego. Król dostawał herbatę co rano w czasie ceremonii połączonej z muzyką, herbata towarzyszyła też ceremoniom dyplomatycznym. Jednakże pod koniec średniowiecza, w czasach dynastii Yi, na dworze ceremoniał buddyjski zastąpiono konfucjańskim, a herbatę poddano czemuś w rodzaju łagodnych prześladowań - jej produkcję obłożono wysokim podatkiem, tak że nawet większość klasztorów zarzuciła uprawę. Dopiero w osiemnastym wieku nastąpiło pewne odrodzenie, którego orędownikiem był niejaki Chou Son Sa. Mimo wszystko przetrwała do naszych czasów specyficzna koreańska ceremonia herbaty nosząca piętno buddyzmu nie tylko Zen, ale także tantryzmu. Tantryzm przykłada wielką wagę do kierunków świata oraz do tego, co powinno być po prawej, a co po lewej stronie. Po lewej stronie powinna być pasywna "esencja", a po prawej aktywna "funkcja", dlatego też przy przyrządzaniu herbaty czarki powinny być po lewej stronie, a po prawej buzujący piecyk i bulgoczący czajnik. Gospodarz siedzi zawsze twarzą ku wschodowi, a goście - których powinno być troje, najważniejsz z nich pośrodku - ku zachodowi. O powiązaniu herbaty z buddyzmem świadczy też koreańskie powiedzenie: "herbata i medytacja mają ten sam smak". Koreańczycy chlubią się też, że w VI wieku koreański mnich imieniem Yongri zawiózł do Japonii buddyzm i herbatę. Japończycy mają jednak na ten temat inne zdanie.
ABSURDALNA NAUKA
Kiedy w 1191 roku Eisai Zenji wrócił po czterech latach z Chin, przywiózł ze sobą nie tylko absurdalną naukę Zen (czyli Chan), ale także nasiona rośliny uprawianej przez chińskich mnichów w przyklasztornych ogrodach. Napój sporządzony z tej rośliny posiadał mnóstwo dobroczynnych właściwości, o czym Eisai napisał książkę, podarowaną następnie shogunowi Minamoto Sanetomo. Z przywiezionych przez niego nasion powstały słynne plantacje w Uji, skąd plon był w późniejszych czasach przeznaczony na użytek dworów shoguna i cesarza. Japończycy uważają Eisai za ojca japońskiej herbaty. Nic jednak nie wiadomo, czy uprawiał on również ceremonię, z którą się w chińskich klasztorach Zen musiał zetknąć.
TAJEMNICZY PRZEDMIOT
Nambo Shomei pojechał w 1259 roku do Chin by zgłębiać absurdalną naukę Zen, a wróciwszy po siedemnastu latach przywiózł ze sobą nieduży dwupoziomowy stolik, który nazywał daisu. Używał on tego stolika, by ceremonialnie częstować gości herbatą w sposób, jakiego nauczył się w Chinach. Stolik nie był po to, by na nim stawiać herbatę, o nie; czarkę z herbatą stawia się zawsze na podłodze. Na daisu wnosiło soę do pomieszczenia niezbędne przybory: mosiężny trójnóg z żarzącym się węglem drzewnym, kociołek, naczynie z wodą - wszystko starannie i dekoracyjnie ułożone. To pierwsze daisu przechowywane było później w Daitokuji w Kyoto, gdzie używał go także Muso Kokushi. Później jednakże nikt go nie używał i kiedy w połowie XV wieku do Daitokuji przybył młody mnich Murata Juko, daisu stało wśród rupieci i nikt nie wiedział co to naprawdę jest. Juko jednakże był geniuszem herbaty, natychmiast rozpoznał tajemniczy przedmiot i poprowadził z jego użyciem ceremonię, zwaną po japońsku chanoyu. Skąd Juko wiedział, jak używać daisu? Czy będąc geniuszem miał herbacianą mądrość we krwi? A może jednak gdzieś się tego nauczył?
KROLESTWO OKINAWY
Murata Juko był synem ślepego mnicha z Nara adoptowanym w dzieciństwie przez bogatą rodzinę kupiecką. XV wiek to okres dynamicznego rozwoju nadmorskich miast, bogacących się dzięki handlowi kwitnącemu w tym okresie na morskich szlakach wschodniej Azji. Chiny zezwalały na handel jedynie krajom, które uznały zwierzchność chińskiego cesarza; Japonia rutynowo tego rodzaju żądania odrzucała, ale pośredniczyć w handlu z kontynentem mogły królestwa Korei i Okinawy, które formalną zwierzchność Syna Niebios uznały. Okinawa, pod rozumną władzą trzech kolejnych królów z dynastii Sho, przeżywała wtedy okres świetności - handel jej sięgał od Korei i Japonii po Luzon, Malakkę i Jawę, a bogaciła się na nim tak, jak w Europie Wenecja. Dzięki temu handlowi kwitły też nadmorskie miasta Japonii, jak Nagasaki czy Sakai. Niektóre z nich, jak Sakai, zdołały się nawet wykupić spod jurysdykcji lokalnych wielmożów, tworząc miejskie republiki. Kwitło w nich - stymulowane wpływami z kontynentu - życie kulturalne, w tym na niepoślednim miejscu sztuka parzenia herbaty. Arystokratyczne towarzystwo w Kyoto też nie pozostawało w tyle, w końcu to ono było głównym nabywcą luksusowych towarów przywożonych do nadmorskich miast. Wiadomo, że powstawały w owym czasie kolekcje chińskiej ceramiki i innych cennych przedmiotów; na dworze shogunów Ashikaga istniał nawet specjalny urząd doboshu, czyli eksperta i kustosza kolekcji. W naturalny sposób najlepszymi znawcami towarów importowanych byli ludzie wywodzący się z klasy kupieckiej, przez których ręce najwięcej takich towarów przechodziło, ale którzy jako ludzie niskiego stanu nie mogli się pojawiać na dworze shoguna. Był jednakże na to sposób - na dworze mogli się pojawiać buddyjscy mnisi, dlatego doboshu wstępowali do zakonu amidystów (jedynego nie wymagającego celibatu) i przyjmowali zakonne imię kończące się na ...ami; stąd mówi się o działającej na dworze Ashikaga szkole Ami - malarzy, znawców sztuki i mistrzów herbaty. Twórcą tej szkoły miał być (starszy o ćwierć wieku od Juko) Noami, jego następcą jego własny syn Geiami (młodszy od Juko o pięć lat), a kolejnym kontynuatorem Soami, syn Geiami.
KSIĘŻYC W PEŁNI
Mistrzowie szkoły Ami używali do ceremonii herbacianej najdroższych chińskich naczyń, przede wszystkim ceramiki jianyao, po japońsku temmoku. Ich styl zwany był shoin chanoyu; nazwa pochodziła od architektury shoin. W rezydencjach w stylu shoin można było dowolnie przesuwać i wyjmować ściany, dlatego na czas herbacianego przyjęcia można było wydzielić odpowiednią przestrzeń, do tego ściany mogły być przyozdobione odpowiednim malowidłem. Juko, jako adept Zen, dążył do prostoty. To on jest uważany za ojca japońskiej sztuki herbaty. Nie jest zupełnie jasne dlaczego; surowa zakonna ceremonia była przed nim i jest do dziś normalnym elementem życia klasztorów Zen, a wykwintna świecka ceremonia wykonywana była przez wcześniejszą niż Juko szkołę Ami. Dość nieprawdopodobnie brzmi też historia z daisu w Daitokuji - trudno sobie wyobrazić, by w jednym z największych klasztorów kraju nikt nie znał ceremonii herbaty. Może akurat w danym momencie nie było nikogo, kto by znał użycie tego właśnie sprzętu, który zresztą w tym samym czasie i w tym samym mieście używała do tego właśnie celu szkoła Ami. Być może rola Juko polegała na połączeniu obu nurtów - klasztornego i świeckiego - i na zapoczątkowaniu tego dążenia do prostoty, które stało się później tak charakterystyczną cechą japońskiego ceremoniału herbacianego. Niewątpliwie jemu się przypisuje budowę pierwszego pawilonu o powierzchni czterech i pół maty, krytego strzechą, przypominającego zenistyczną pustelnię soan i przeznaczonego wyłącznie do chanoyu. "Księżyc w pełni nie jest w moim smaku", mawiał Juko rezygnując z demonstracji kosztowności. Uważał, że droga importowana ceramika nie jest wcale konieczna do dobrze poprowadzonej ceremonii, rodzima japońska ceramika również się do tego nadaje. Jego rewolucyjne wówczas idee przysporzyły mu sławy, uznany został za największego mistrza swego czasu, mianowano go nawet osobistym nauczycielem shoguna Ashikaga Yoshimasa.
DOMOSTWA RYBAKOW
Murata Juko zmarł w 1502 roku; w tym samym roku urodził się Takeno Joo. Był on synem bogatego mieszczanina z Sakai; w młodości udał się do Kyoto, gdzie przez jakiś czas był mnichem Zen, potem służył u bogatego samuraja i na dworze cesarskim, gdzie otrzymał stopień dworski piątej rangi. Studiował wtedy japońską poezję i sztukę herbaty; w tej ostatniej sztuce doszedł do takiej perfekcji, że uznano go za największego mistrza od czasów Juko. W końcu porzucił służbę na dworze i zamieszkał w swojej rezydencji w Sakai, gdzie poświęcił się sztukom pięknym, głównie herbacie. Traktował tę sztukę ze swobodą, zmieniał zasady, wprowadzał nowe elementy. Szedł dalej niż Juko w kierunku prostoty, budował herbaciane pawilony o ścianach nie wyklejonych nawet papierem, a tylko tynkowanych gliną zmieszaną ze słomą. Wzorem rybaków z okolic swego miasta wbudowywał pośrodku pawilonu poniżej poziomu podłogi palenisko, którego używał zamiast chińskiego trójnogu, a kociołek wieszał nad żarem tak jak rybacy - na długim łańcuchu uwieszonym u sufitu. Podobnie też wzorem rybackich domostw wejście do pawilonu zostawiał bardzo niskie, tak że trzeba było doń wchodzić na czworakach - niskie pochylenie się miało być znakiem pokory niezbędnej do właściwego udziału w ceremonii. Całe środowisko herbaciarzy w Sakai szło w podobnym kierunku. Sakai było wówczas głównym ośrodkiem sztuki herbaty, a Joo był głównym autorytetem.
MŁOTEK W REKAWIE
Pewnego wieczoru Joo szedł na umówione spotkanie, gdy w jednej z uliczek zobaczył młodego człowieka spryskującego wodą ścieżkę przed furtką ogrodu; uderzyła go gracja, z jaką ów młody człowiek wykonuje tę prostą czynność. Zatrzymał się na moment, zagadnął, powiedział, że żałuje że nie może wejść do ogrodu i obejrzeć wspaniałych kwiatów mukuge, które zobaczył przez otwartą furtkę; młody człowiek zaprosił go na herbatę na następny dzień rano. Kiedy Joo przyszedł rano i otworzył furtkę, zobaczył, że wszystkie mukuge były zerwane, nie został ani jeden. Pomyślawszy sobie, że to głupi żart chciał odejść, coś go jednak tknęło i wszedł do środka; dopiero kiedy wszedł do pawilonu przeszyło go elektryczne uczucie. "Ten chłopak jest jak żyleta, będzie kiedyś mistrzem", pomyślał: w tokonoma, w samym środku, wisiał wazon z jednym, najpiękniejszym, kwiatem mukuge. Owym młodzieńcem był Sen no Rikyu. Od tego czasu Rikyu został uczniem Joo. Harmonia pomiędzy mistrzem i uczniem była legendarna. Opowiadano, jak kiedyś Joo i Rikyu idąc razem na jakieś spotkanie przechodzili przed witryną sklepu, w którym stał wazon na kwiaty z dwoma uchami; Joo pomyślał, że w drodze powrotnej będzie musiał ten wazon kupić. Kiedy jednak przyszedł do sklepu, okazało się, że chwilę wcześniej ten właśnie wazon kupił już Rikyu. Jakiś czas później Joo był zaproszony do Rikyu na herbatę i tak jak się spodziewał, zastał w tokonoma tenże wazon, ale - z obłamanym jednym uchem. "Ha!" wykrzyknął Joo, "w takim razie nie będę musiał robić użytku z młotka, który przyniosłem w rękawie". Rikyu traktował sztukę herbaty z podobną swobodą, również wprowadzając zmiany i posuwając się jeszcze dalej w kierunku prostoty, ale zawsze konsultował swe innowacje z mistrzem. Razem uznali, że powierzchnię pawilonu można zmniejszyć do dwóch mat i prawie jednocześnie takie pawilony zbudowali, zapoczątkowali też aranżowanie scenerii wokół pawilonu, tworząc ogródki zwane roji. Rikyu uważał, że herbatę powinien przenikać duch wabi, czyli prostoty i ubóstwa. Wprowadzony przez Joo i Rikyu nowy styl, z pawilonem wzorowanym na rybackich domostwach i z użyciem japońskiej ceramiki, uznano za "nieformalny"; dawny sposób, z użyciem chińskich sprzętów i daisu, nadal stosowany przy bardziej uroczystych okazjach, uznano za "formalny".
ASYMETRYCZNE OKNA
Nie zachował się do dziś żaden pawilon zbudowany przez Joo, istnieje natomiast jeden zaprojektowany prawie na pewno przez Rikyu. Jest nim Tai an stojący przy świątyni Myokin an w pobliżu Kyoto: mały kryty strzechą domek z pokojem dla gości o powierzchni dwóch mat i pokojem przygotowań obok. Sciany są tynkowane gliną i tylko przy samej podłodze jest pas wyklejony papierem, pnie narożne i okalające tokonoma są widoczne wewnątrz, sękate i grubo ciosane; sufit wsparty jest na bambusowym belkowaniu. Całość robi wrażenie surowości i prostoty, tylko rozczłonkowanie ścian nie pozostawia wątpliwości, że jest to posunięcie artystyczne: okna są porozmieszczane nieregularnie i asymetrycznie, pozostawione są także wystające listwy dzielące ścianę na nieregularne prostokąty. Nie mają one uzasadnienia konstrukcyjnego, tworzą natomiast kompozycję przypominającą obrazy Mondriana z okresu neoplastycyzmu. Jest to jedyny pawilon przypisywany Rikyu z dużą dozą pewności. Oprócz tego istnieją kopie jego pawilonów odbudowane wkrótce po jego śmierci. W szkole herbaty Omote senke w Kyoto znajduje isę Zangetsu tei, duży pokój w stylu shoin, który na wzór pokoju istniejącego wcześniej w rezydencji Rikyu zaprojektował jego syn Sen Shoan, ojciec Sotana. Sen Sotan natomiast zaprojektował stojący dziś w szkole Ura senke Yu in, klasyczny pokój na cztery i pół maty, też na wzór pawilonu stojącego wcześniej w Sakai. Istnieje ponadto więcej pawilonów o chwiejnej lub wątpliwej atrybucji.
SIEDMIU MĘDRCÓW
W 1555 roku zmarł Joo, a sława Rikyu rosła. Początkowo był znany jako jeden z "Trzech Mistrzów z Sakai", ale z czasem jego sława zaczęła przesłaniać wszystkich innych. Jego trafne z reguły innowacje spowodowały, że zasłynął jako główny autorytet swoich czasów, natomiast gracja i płynność ruchów przy przyrządzaniu napoju, harmonia aranżacji wnętrza z tym, czego się spodziewali (lub właśnie nie spodziewali) goście, słynne posunięcia zaskakujące uczestników - wszystko to powodowało, że Rikyu stał się czymś w rodzaju Elvisa japońskiej herbaty. W 1570 roku został Wielkim Mistrzem Herbaty w służbie Ody Nobunagi. Nobunaga, nie nowicjusz w sztuce herbaty, zauważył, że Rikyu używa daisu w jakiś nowy, nieznany mu sposób; zdumiał się niepomiernie, ale Rikyu wszystko mu uzasadnił. Wtedy Nobunaga uznał, że ten styl nie powinien się zbyt rozpowszechniać i zezwolił Rikyu na wtajemniczenie weń tylko siedmiu najzdolniejszych uczniów; w ten sposób powstała lista "Siedmiu Mędrców Herbaty", czyli najbliższych uczniów Rikyu.
BRAMA KLASZTORU
Po śmierci Nobunagi Rikyu pełnił tę samą funkcję na dworze Toyotomi Hideyoshi. Przez wiele lat panowały między nimi dobre stosunki, w końcu jednak Rikyu wypadł z łask. Różne są sugestie co do przyczyn tego faktu. Wedle jednej teorii Rikyu był w każdym towarzystwie popularniejszy niż Hideyoshi i ten ostatni, uważając się za najważniejszego człowieka w Japonii, był zazdrosny. Wedle innej Rikyu został posądzony o sprzyjanie chreścijaństwu, jako że kilku spośród jego "Siedmiu Mędrców" było chrześcijanami, a Hideyoshi właśnie rozpoczynał prześladowania. Jeszcze inna teoria dotyczy sporu o kobietę. Otóż pewnego dnia Hideyoshi spotkał młodą damę, której urok nań podziałał i której później proponowano, by została nałożnicą wielkiego wodza. Dama odmówiła twierdząc, że jest samotną wdową i musi wychowywać trójkę dzieci. Okazało się wkrótce, że dama owa jest córką Rikyu; Hideyoshi sugerował, by Rikyu wywarł na nia nacisk, ten jednak odparł, że sprzedażą córki w niczyje łaski wkupywać się nie będzie. Hideyoshi początkowo zmilczał, lecz wkrótce potem nakazał Rikyu opuścić Kyoto i nie ruszać się ze swej rezydencji w Sakai. Jeszcze inna teoria związana jest z bramą, która do dziś stoi w Daitokuji. Rikyu, będąc u szczytu swej kariery bardzo bogatym człowiekiem, ufundował bramę do tego klasztoru, a ówczesny opat postanowił nad wejściem umieścić rzeźbę przedstawiającą fundatora. Hideyoshi, dowiedziawszy się o tym, wpadł we wściekłość; oznaczało to, że każdy, również on, wchodząc do tej największej świątyni w Kyoto musiałby przechodzić pod figurą Rikyu. Sam Rikyu obawiał się, że Hideyoshi może z tego powodu zniszczyć cały klasztor, kiedy więc całe odium spadło na niego - nie protestował i spokojnie przyjął wyrok śmierci. Istnieje jeszcze inna teoria, wedle której Hideyoshi tak naprawdę szukał pretekstu. Propagowana przez Rikyu sztuka herbaty miała być subtelnym sposobem na łagodzenie obyczajów, tymczasem Hideyoshi z wiekiem dziczał. Coraz więcej wydawał wyroków śmierci; jedną z ofiar był Toyotomi Hidetsugu, którego początkowo bezdzietny Hideyoshi adoptował, ale którego później - skoro urodził mu się prawdziwy syn - skazał na śmierć. Hidetsugu należał do grona najbliższych uczniów Rikyu, był jednym z "Siedmiu Mędrców Herbaty"; niewykluczone, że Hideyoshi chciał się pozbyć człowieka, który nawet nic nie mówiąc był wyrzutem sumienia, lub - co gorsza - mógłby mieć w jakiś sposób negatywny wpływ na kwestię sukcesji. Są to jednak wszystko teorie, każda jest w jakimś stopniu prawdopodobna, żadna nie jest pewna; przyczyna śmierci największego mistrza herbaty pozostaje tajemnicą. Pewne jest jedno: został on oskarżony o zdradę i otrzymał nakaz popełnienia samobójstwa. Było to w roku 1591; Rikyu miał wtedy siedemdziesiąt lat.
MSZA W PAWILONIE
Posądzenie o sprzyjanie chrześcijaństwu jako przyczyna śmierci Rikyu wydaje się nieprawdopodobne nie dlatego, że było pozbawione podstaw, ale dlatego, że w armii Hideyoshi'ego było wielu dowódców chrześcijan, których żadne prześladowania nie spotkały. Chrześcijaństwo pośród adeptów sztuki tak silnie naznaczonej buddyzmem Zen? A jednak! Portugalscy misjonarze tego czasu w swoich opisach kraju wsponimają o mszach odprawianych w herbacianych pawilonach i niewątpliwie nie chodziło o jakiś odosobniony przypadek; nawet w środowisku wielkich mistrzów herbaty było wielu chrześcijan. Hosokawa Tadaoki, pochodzący z bocznej gałęzi rodu Minamoto, jeden z najbardziej wpływowych ludzi swej epoki, należący do kręgu "Siedmiu Mędrców Herbaty", znany był także z tego, że ożenił się z gorliwą chrześcijanką. Inny z "Siedmiu Mędrców", Gamo Ujisato, praktykował wpierw Zen w jednym ze słynnych klasztorów, a później przyjął chrzest za namową swego przyjaciela Ukona. Takayama Ukon też był jednym z "Siedmiu Mędrców", podobno modlił się często w pawilonie herbacianym i uważał chanoyu za drogę umacniania cnót chrześcijańskich; zmarł on później na wygnaniu w Manili. Oda Yuraku, brat Nobunagi i kolejny spośród "Siedmiu Mędrców", przyjął chrzestne imię Juan i podobnym imieniem, pisanym z japońska Jo an, nazwał zbudowany przez siebie (i istniejący do dziś) pawilon herbaciany. Chrześcijaninem był też Toyotomi Hideyori, syn i teoretycznie następca wielkiego dowódcy. Wygląda na to, że jezuiccy misjonarze byli tylko o włos od nawrócenia najwyższych władz kraju. Tokugawowie tym właśnie uzasadniali konieczność prześladowania zamorskiej wiary, wskazywali oni na przykład Filipin i niebezpieczeństwo kolonizacji. Jednakże powiązanie sztuki herbaty z chrześcijaństwem było luźne i sztuka rozkwitała nadal, mimo że chrześcijaństwo zostało wykorzenione.
GNIEW BOGóW
Kiedy Sen no Rikyu opuszczał Kyoto na zawsze płynąc rzeką Kamo do Sakai, towarzyszyło mu w tej podróży dwóch uczniów: Hosokawa Tadaoki i Furuta Oribe. Oribe też był jednym z "Siedmiu Mędrców Herbaty", a po śmierci mistrza on właśnie osiągnął największą sławę. Oribe był samurajem, dowódcą w armii Tokugawów; shogun Ieyasu mianował go nauczycielem swego syna, Tokugawa Iemitsu. Sztukę herbaty też traktował z pewną nonszalancją, acz odbiegał od surowego stylu Rikyu w kierunku dekoracyjności. Używał do ceremonii charakterystycznej ceramiki, krzywej i wielobarwnej, rozbudowywał otoczenie pawilonu ze skromnej ścieżki w bujny ogród, w architekturze stosował często zaskakujące dysonanse. Oribe miał dziwny zwyczaj rozbijania cennych antycznych naczyń i sklejanja ich na nowo; w pewnym sensie było to zgodne z duchem herbaty, teoretycznie przeciwnym popisywaniu się kosztownościami - posklejane naczynia przestawały być drogocenne, nie trzeba się było obawiać o stłuczenie. Z drugiej jednak strony niektórzy współcześni mówili, że taki brak szacunku dla rzeczy starych i pięknych spowoduje gniew bogów i że Oribe wkrótce zginie marną śmiercią. Bogom Oribe specjalnej czci nie okazywał, ignorował też buddów; był to dobrze znany fakt, dlatego niektórzy i jego podejrzewali o chrześcijaństwo. Nie ma żadnych dowodów na to że Oribe istotnie przyjął chrzest. Zmarł wprawdzie marną śmiercią, choć trudno powiedzieć, czy powodem było rozbijanie czarek do herbaty; z pewnością nie było nim powiązanie z chrześcijaństwem. Zaczęło się od jakiegoś spięcia słownego między shogunem a herbaciarzem podczas oblężenia zamku Osaka; Oribe później żywił urazę do shoguna i się z tym specjalnie nie krył. W końcu oskarżono go o sprzyjanie jakiemuś spiskowi przeciw Tokugawom i shogun przysłał mu nakaz popełnienia harakiri. Było to w roku 1615; Oribe, starszy wówczas o rok niż Rikyu w momencie śmierci, za przykładem swego sławnego mistrza rozkaz wykonał.
NIEOKOROWANY PIEŃ
Zachował się jeden pawilon projektowany przez Oribe: En an, stojący obecnie w szkole herbaty Yabunouchi w Kyoto. Nie jest on taki surowy w stylu jak Tai an, ma większą powierzchnię, a ściany w całości wyklejone białym papierem. Okna i listwy dzielące ściany tworzą tu również "neoplastyczną" kompozycję; wszystkie są wprawdzie grubo ciosane, ale proste - z jednym wyjątkiem: nakabashira. Stojąca w niektórych pawilonach nakabashira stanowi dodatkowy element dekoracyjny, nie ma bowiem uzasadnienia konstrukcyjnego: jest to kolumna stojąca w środku pokoju, połączona z zewnętrznymi ścianami cienką ścianką, ale zaczynającą się nie od podłogi, lecz od jednej trzeciej wysokości. W En an nakabashira wykonana jest z krzywego nieokorowanego pnia; motyw bardzo charakterystyczna dla Oribe, lubującego się w krzywiznach i dysonansach.
ELEGANCKA PROSTOTA
Oribe zapoczątkował nurt zwany daimyo chanoyu, czyli "herbata wielkich panów". Jego najsłynniejszym uczniem był Kobori Enshu, syn pana zamku Matsuyama na wyspie Shikoku. Po śmierci mistrza Enshu osiągnął największą sławę i został uznany godnym tego, by uczyć sztuki herbaty kolejnego shoguna, Tokugawa Iemitsu. Jego nie oskarżano o udział w spiskach, służył on wiernie jako zarządca kilku prowincji, a po śmierci ojca odziedziczył tytuł daimyo zamku Matsuyama. W sztuce herbaty jego styl był pośrodku pomiędzy nadmierną dekoracyjnością i nadmierną surowością; używał niekiedy cennych importowanych sprzętów, ale znany był z tego, że używając ich nie robił wrażenia wystawności czy popisu. Twierdził przy tym, że japońska ceramika jest nie tylko nie gorsza, ale wręcz lepsza od chińskiej i przyczynił się walnie do powstania w wielu miastach warsztatów produkujących naczynia najwyższej jakości. Jego styl określano mianem kiirei sabi, o oznacza elegancką prostotę. Mistrzostwo Enshu było tak poszechnie akceptowane, że niektórzy sugerowali, iż jest on większym mistrzem niż Rikyu, który miał wielu wrogów. Enshu jednak zaprzeczał: "To dlatego, że Rikyu potrafił powiedzieć to, co naprawdę myśli, ja natomiast zawsze mówię to, co mój słuchacz chce usłyszeć. Rikyu był naprawdę twórcą, wprowadzał nowe elementy na podstawie własnej intuicji, co nie wszystkim się podobało, moja natomiast wiedza jest całkowicie nabyta, powtarzam tylko rzeczy powszechnie znane." Bezkonfliktowość cechowała zarówno sztukę Enshu, jak i jego życie - nikt go o zdradę nie oskarżał, zmarł spokojną śmiercią w 1647 roku w wieku sześćdziesięciu ośmiu lat.
FUNKCJA KONSTRUKCYJNA
Istnieje do dziś kilka pawilonów projektowanych przez Enshu, najbardziej znanym z nich jest Mittan stojący na terenie klasztoru Daitokuji w Kyoto. Jest on znacznie bardziej uporządkowany niż En an, a nawet niż Tai an: nie ma krzywizn, nie ma "neoplastycznych kompozycji na ścianach. Sciany pokryte są papierem z namalowanym na nim mglistym pejzażem, duże okna umieszczone są w jednym rzędzie na całej długości jednej ze ścian, wszelkie wystające belki mają wyraźną funkcję konstrukcyjną i są idealnie gładziutko wykończone. Jedynym łagodnym dysonansem jest nakabashira z okrągłego, grubo ciosanego i sękatego pnia, ale - inaczej niż u Oribe - idealnie prostego. Co nie znaczy, że Enshu zawsze budował takie uładzone pawilony; inny zachowany pawilon jego projektu - Hasso no Seki przy klasztorze Nanzenji w Kyoto - ma ściany pokryte tylko gliną, okna rozmieszczone asymetrycznie, a nakabashira jest z wygiętego drzewa.
DUCH UBóSTWA
Kiedy Kobori Enshu raczył znajomych wielmożów hebatą w stylu eleganckim, w Kyoto działał starszy od niego o rok Sen Sotan, kontynuator stylu wabi. Był on wnukiem Rikyu; w kierunku surowej prostoty posuwał się jeszcze dalej, miał przydomek "Éebrak Sotan". Tępił bezlitośnie przede wszystkim wszelkie udawanie, na przykład wydawanie ogromnych sum pieniędzy na pęknięty wazon z bambusowej tuby, by następnie używając go popisywać się "duchem ubóstwa". Jemu przypisuje się powiedzenie, że sztuka herbaty powinna przejawiać cztery elementy: wa-kei-sei-jaku, czyli "harmonię szacunek czystość spokój". Jemu też przypisuje się autorstwo klasycznej japońskiej książki o sztuce herbaty: "Zen Cha Roku", czyli "Zapiski o Herbacie Zenistycznej".
CZYSTOŚĆ CEREMONIAŁU
Rację miał Kobori Enshu - minęła epoka twórcza, nadchodziły czasy powtarzania i kodyfikacji. Sotan nie był pierwszym, który napisał kodyfikującą księgę; takich pisarzy bało więcej. Najważniejszy z nich to Nambo Sokei, mnich z Sakai i bliski uczeń Rikyu, autor książki "Nambo Roku", uważanej za "Biblię herbaty". Sotan był jednak oprócz tego twórcą szkoły Senke, najważniejszej japońskiej szkoły herbacianego ceremoniału, która przetrwała przez pokolenia aż do dziś. W szkole uczono ceremoniału gest po geście, nie pozostawiając wiele miejsca na innowację. Wprowadzono stanowiski iemoto, czyli głównego mistrza szkoły, którego zadaniem jest strzeżenie czystości ceremoniału. Rację miał Kobori Enshu... Wkrótce po śmierci Sotana (w 1658 roku) szkoła Senke rozpadła się na kilka gałęzi - Omote Senke, Ura Senke itd - z których każda ma swojego iemoto. Szkoły te (przekazujące naukę, jak częst w Japonii, z ojca na syna) istnieją do dziś i nadal praktykują tę sztukę tak, jak tego uczył ich przodków Sen Sotan. Jest jednak jedna bardzo charakterystyczna różnica: Rikyu i Sotan ubierali się do ceremonii tak, jak się normalnie ubierano w owym kraju w owych czasach; dziś do ceremonii należy się ubrać tak, jak się ubierano w Japonii w czasach Rikyu i Sotana.
KOCIOŁEK NA ŁAŃCUCHU
W Japonii podłogi powierzchni mieszkalnych przykrywa się matami z ryżowej słomy, po których chodzi się albo boso, albo w tabi - skarpetach zszywanych z białego płótna. Maty utrzymywane są w absolutnej czystości, tak że jest zupełnie przyjętym stawianie na nich naczyń z jedzeniem lub napojami. Maty te mają standardowe rozmiary: 93 X 186cm; ich ilością określa się powierzchnię pomieszczeń mieszkalnych. Pawilon herbaciany na cztery i pół maty uważa się od czasów Juko za standardowy. Od czasów Joo i Rikyu pośrodku podłogi wycina się niewielki kwadrat i wbudowuje tam palenisko poniżej poziomu podłogi. Joo niekiedy wieszał kociołek na łańcuchu uwieszonym po sufitem, zazwyczaj jednak stawia się kociołek na palenisku. Tak czy owak używa się paleniska tylko zimą, latem zwykle gotuje się wodę na przenośnym trójnogim piecyku. Cztery i pół maty to rozmiar spotykany najczęściej, powstawały jednak również pawilony innych rozmiarów. Joo i Rikyu dążąc do prstoty zmniejszyli powierzchnię i budowali pawiloniki tylko na dwie maty. "Żebrak Sotan szedł jeszcze dalej, zmniejszyjąc powierzchnię do półtorej maty. Lubujący się w asymetrii i niezwykłych efektach Oribe budował pawilony na dwie i jedną trzecią maty, co przyjęło się później jako "styl Oribe". Powstawały też pawilony o powierzchni większej niż standardowa, choć te uważano za odpowiednie do wysoce formalnej ceremonii z użyciem daisu i nie budowano w nich paleniska pomiędzy matami.
NA CZWORAKACH
Pokój dla gości nie jest jedynym pomieszczeniem w pawilonie herbacianym, obok znajduje się zwykle pokój przygotowań. Dwa niezbędne elementy pokoju herbacianego to nisza tokonoma, gdzie jest jedyna w całym wnętrzu dekoracja, oraz znajdujące się w przeciwległej ścianie nijiriguchi, czyli wejście dla gości. Nijiriguchi znaczy "wejście do wczołgiwania się"; jest ono zwykle tak niskie, że trzeba przez nie wchodzić na czworakach. Tokonoma jest wyewoluowaną formą buddyjskiego ołtarza. Na ołtarzu w świątyni znajduje się zawsze figura Buddy, wazon z kwiatami oraz dymiący patyczek kadzidełka. W domowym ołtarzyku zamiast figury mogło być kakemono, czyli wiszący zwój, z malowidłem o temacie buddyjskim. W wersji zenistycznej mógł to być portret Bodhidharmy, przedstawianego zwykle w formie karykatury manalowanej kilkoma pociągnięciami pędzla, albo też wykaligrafowane powiedzonka jakiegoś sławnego mistrza. W pawilonie herbacianym wiesza się niekiedy poezje dotyczące przyrody, pór roku, lub malowane pejzaże, nierzadko pędzla sławnego adepta Zen. Zdecydowanie nie na miejscu są w pawilonie herbacianym poezja miłosna, jak również dydaktyczne cytaty z klasyków konfucjanizmu. Kakemono może być tylko jedno, niekiedy zresztą nie ma go wcale, zamiast tego pośrodku ściany w tokonoma zawieszony jest wazon z kwiatami. Kwiaty również należy układać zgodnie z zasadami herbaty. Nie na miejscu są monumentalne układy w stylu rikka; dążący do prostoty Rikyu wprowadził nowy styl, zwany nageire: w tym stylu układa się tylko kilka gałązek tak, że wyglądają na wrzucone byle jak (nageire znaczy "byle jak wrzucone"). Istotne jest, by dekoracja w tokonoma współgrała z porą roku oraz ze spodziewanym nastrojem gości. Pewnego dnia Takeno Joo zaproszony bał na herbatę do jednego z przyjaciół w Sakai; natychmiast po wejściu do ogrodu powiedział do towarzyszy: "Rozumiem, zobaczycie, że w tokonoma będzie wisiał wiersz Fujiwary Sadaie". Towarzysze, widać mniej doświadczeni w sztuce herbaty, nie zrozumieli o co chodzi, ale po wejściu do pawilonu istotnie ujrzeli znany wiersz tego poety:
Noc tak wspaniała,
Koniczyna wyrasta
Wokół szałasu.
Ani śladu człowieka;
Scena prawdziwie jesienna.
Później, pytany przez towarzyszy jak to odgadł, Joo wyjaśnił: "Słyszałem, że nasz gospodarz niedawno nabył tę kaligrafię, a kiedy wszedłem do ogrodu i ujrzałen nieuprzątnięte liście pozostawione na mchu, ten wiersz natychmiast przyszedł mi na myśl".
ROSA NA ŚCIEŻCE
W jednej z przypowieści w Sutrze Lotosu znajduje się zdanie: "...uciekłszy z płonącego domu znaleźli się na ścieżce mokrej od rosy." Przez taką ścieżkę muszą przejść goście zaproszeni na herbatę; otoczenie pawilonu znane jest w europejskich językach jako "ogródek herbaciany", po japońsku jednak zwie się roji, co znaczy "ścieżka mokra od rosy". Rikyu projektował rzeczywiście niewiele więcej niż ścieżki otoczone krzewami, Oribe rozbudowywał otoczenie w prwdziwy ogród, funkcja pozostała jednak ta sama: odcięce od zgiełku codziennego życia i wprowadzenie w specyficzną atmosferę herbacianego przyjęcia. Rośliny sadzone w roji nie powinny skupiać na sobie szczególnej uwagi, najlepsze są takie, które rosną pospolicie w danej okolicy. Nie na miejscu są rośliny o barwnach kwiatach, jak azalia cza wistaria, jak również (o ironio) krzew herbaciany. Zazwyczaj sadzi się klony, wierzby i bambusy, koniecznie też jakieś drzewa iglaste. Rikyu sadził zwykle sosny, Oribe natomiast wprowadzał jodły. Rikyu uważał ponadto, że niskie drzewa powinny rosnąć za wysokimi, podczas gdy Oribe zalecał odwrotny układ. Ogród powinien być utrzymywany w czystości, ale unikać należy wrażenia sztuczności; Rikyu zalecał, by do porannego przyjęcia uprzątać liście wieczorem, a do wieczornego rano, aby nieco nowych liści zdążyło opaść. Podobną zasadę zalecał przy podlewaniu ogrodu. Najważniejszym elementem ogródka jest ścieżka, ułożona zazwyczaj z płaskich kamieni wystających nieco ponad powierzchnię ziemi. Istnieją zasadnicze różnice zdań co do tego, jak wysoko nad ziemię powinny te kamienie wystawać. W szkole Senke uważa się, że kamienie powinny wystawać około dwóch cali, Furuta Oribe stosował wysokość około półtora cala, a Kobori Enshu jeden cal. Scieżka nie powinna nigdy prowadzić w prostej linii; być może jest to motyw zaczerpnięty z sanktuariów shinto, gdzie zbliżanie się przed oblicze bóstwa w prostej linii uważane jest za oznakę braku respektu. Łączyć ona musi trzy podstawowe punkty ogrodu: furtkę w ogrodzeniu, basenik z wodą do płukania rąk i ust, oraz wejście do pawilonu. Kamienie ułożone są w grupach po trzy lub cztery, przy czym nigdy nie może być tak, że wszystkie kamienie w grupie są tej samej wielkości. Szczególnie ściśle określone są reguły dotyczące grup kamieni w trzech głównych punktach ogrodu, są one nieco wyższe niż inne kamienie i każdy z nich ma swoją nazwę. Przy furtce są Kamień Gościa, Kamień Gospodarza i Kamień Przenośnej Latarni; przy baseniku jest Kamień Nabierania Wody, Kamień Swiecy i Kamień Wiadra Ciepłej Wody; trzy kamienie przy domku łagodnie wznoszą się ku wejściu. Basenik z wodą i zawsze leżącym na nim czerpakiem również zapożyczony został z sanktuariów shinto, gdzie obok ścieżki stoi zawsze basenik do rytualnego przepłukania ust i obmycia rąk. Z tym, że basenik w roji jest zazwyczaj bardzo niski; konieczność niskiego schylenia się ( podobnie jak przy wejściu przez nijiriguchi) ma być znakiem pokory niezbędnej do odpowiedniego odbioru ceremonii herbaty. Zwyczaj budowania niskich baseników przyjął się, odkąd Tokugawa Ieyasu, budując taki w swoim ogrodzie, orzekł, że również shogun powinien się czasem nisko pochylać.
ZENISTYCZNA LATRYNA
Wczesne roji w czasach Joo i Rikyu były niewielkie, rzeczywiście niewiele więcej niż ścieżka ułożona z kamieni przez ziemię pokrytą mchem, z kilkoma krzewami wokół. Później zaczęto do tego dodawać tak zwany "zewnętrzny ogród", oddzielony od wewnętrznego płotkiem z furtką. Zewnętrzny ogród kontrastuje z wewnętrznym: w wewnętrznym ziemię pokrywa mech, gdy w zewnętrznym kamienny ścieżka prowadzi nad białym żwirem. W zewnętrznym ogrodzie znajduje się machiai, czyli ławeczka pod daszkiem, gdzie goście czekają na zaproszenie do wnętrza, oraz setsuin, czyli ubikacja. Setsuin to kolejny element o zenistycznym rodowodzie; pierwszy ideogram tej nazwy pochodzi od imienia mnicha z Fuzhou, który czyszcząc latryny osiągnął Przebudzenie. Podobnie jak w klasztorach Zen, setsuin w ogrodzie herbacianym musi być nieskazitelnie czysty; obok niego stoi drugi kamienny basenik z wodą i czerpakiem. Goście zawsze oglądają ze znawstwem całe otoczenie pawilonu i latryna nie jest tu wyjątkiem, a żeby nie było wątpliwości że chodzi o element artystyczny, często są dwie latryny: jedna, zwana kafuku setsuin, do użytku, i druga, zwana kazari setsuin, nieużywana, stojąca wyłącznie dla ozdoby. Pierwszy raz taki ozdobny setsuin zbudował Sen Doan, starszy syn Rikyu, i od tego czasu zwyczaj się przyjął. Jeszcze innym elementem o buddyjskiej proweniencji, choć tym razem niekoniecznie zenistycznej, są latarnie w kształcie uproszczonej kamiennej pagody. Ustawia się je w pięciu miejscach: przy furtce, przy baseniku z wodą, przy wejściu do pawilonu, przy ławeczce dla czekających gości i przy latrynie, ale nigdy we wszystkich tych miejscach na raz; zazwyczaj w ogrodzie stoją tylko dwie latarnie. Regułą jest, że obok latarni rośnie jakieś drzewo, którego jedna gałąź pochyla się nad latarnią, przesłaniając częściowo jej blask. Funkcją latarni jest nie tyle oświetlanie drogi, co wprowadzenie odpowiedniego nastroju w czasie porannych i wieczornych przyjęć.
BLASK KSIĘŻYCA
Dobór odpowiedniej pory dnia może być pociągnięciem artystycznym dającym zaskakujące efekty. Toyotomi Hidetsugu, jeden z "Siedmiu Mędrców Herbaty", zaprosił kiedyś Rikyu i jego towarzyszy na herbatę przed brzaskiem. Było jeszcze prawie zupełnie ciemno i kompletna cisza, słychać było tylko granie wody w kociołku, a na shoji - rozsuwanych ścianach - widać było blask księżyca. Spostrzegłszy to, Rikyu wstał i rozsunął ściany, a wówczas blask księżyca oświetlił tokonoma i wiszący tam zwój z wykaligrafowanym na pięknym papierze wierszem:
Na głos kukułki
Popatrzałem na niebo
Szare przed świtem,
Lecz nie było nic widać,
Tylko poranny księżyc.
NOSZENIE WODY
Rikyu uważał, że pierwszym obowiązkiem gospodarza jest noszenie wody. Na jakiś czas przed umówioną porą gospodarz wypełnia wodą baseniki w ogrodzie, a jeśli trzeba - zapala też latarnie. Kiedy goście przybędą, wita ich przy furtce i zaprasza do wnętrza; goście wchodzą przez nijiriguchi, gospodarz natomiast odrębnym wejściem przez pokój przygotowań. Gości powinno być nie więcej niż pięciu, najlepiej trzech, ale może też być i jeden. Rikyu uważał, że przy herbacie wszyscy są równi; jest to chyba jedyne wskazanie wielkiego mistrza, które później zostało całkowicie zignorowane. Tradycyjnie przyjęło się, że główny gość jest traktowany inaczej niż pozostali. Goście po wejściu oglądają ze znawstwem dekorację w tokonoma i całe wnętrze, a następnie siadają wzdłuż ściany przeciwległej do tokonoma, główny gość zawsze po prawej stronie. Gospodarz po chwili pojawia się w drzwaiach pokoju przygotowań i po kolei przynosi niezbędnie sprzęty, węgiel drzewny i wodę. Istnieje kilka stylów podawania herbaty, w każdym stylu każdy kolejny gest jest ściśle ustalony. Jest to jak gdyby dawno przygotowana choreografia, która w czasie ceremonii jest aktorsko odtwarzana. Gospodarz po kolei rozpala ogień, , wlewa bambusowym czerpakiem wodę do kociołka, gotuje wodę, z ceramicznego pojemniczka nasypuje sproszkowaną herbatę do czarki, nabierając wrzątek czerpakiem zalewa herbatę w czarce, bambusową trzepaczką miesza ją tak, że na powierzchni tworzy się zielona pianka, w końcu z głębokim ukłonem, prawie dotykając głową podłogi, podaje napój gościowi. Niekiedy każdy gość dostaje osobną czarkę, niekiedy - jak to czynił Rikyu - używana jest tylko jedna czarka, z której każdy nieco upija. Herbata jest mocna i gorzka, dlatego przedtem gospodarz częstuje gości cukiereczkami ułożonymi ozdobnie na tacce. Goście, a przede wszystkim główny gość, mają obowiązek chwalić gospodarza za wirtuozerię w wykonywaniu poszczególnych czynności. Owa wirtuozeria to właśnie najważniejszy element chanoyu, w Japonii nie smak herbaty jest najistotniejszy, lecz elegancja gestów przy jej zaparzaniu. Ruchy mogą być półkoliste i łagodne, albo też proste i urywane; zależą od osobowości wykonującego je tak, jak charakter pisma. Jest to trochę tak, jak ze śpiewaniem - tę samą piosenkę można zaśpiewać niemrawo, a można z taką ekspresją, jak gwiazdy muzyki soul. Opisana wyżej ceremonia trwa około godziny. Jest to jednak wersja najprostsza; w bardziej rozbudowanych wersjach gospodarz podaje różne rodzaje herbaty, w przerwach goście wychodzą do ogrodu, podczas gdy gospodarz zmienia dekorację wnętrza. Jeśli przyjęcie trwa dłużej, podaje się także niewyszukany posiłek. Istnieją zasady dotyczące prowadzonej przy herbacie rozmowy; zasadniczo nie powinna ona być zbyt angażująca, aczkolwiek bywało, że przy herbacie zapadały istotne polityczne decyzje. Hideyoshi cenił sobie tę ceremonię, ponieważ pozwalała mu ona spotykać się z różnymi osobami w sytuacji nieformalnej i rozmawiać niejako na neutralnym gruncie. Tokugawa Ieyasu cenił ją sobie z innego powodu: używane przez mistrzów sławne naczynia i sprzęty osiągały nierzadko taką cenę, że można było wasalom dawać za okazanie na polu bitwy usługi czarkę do herbaty zamiast lennych ziem.
CERAMIKA MISTYCZNA
Japońska ceramika używana do herbaty ma w sobie niewątpliwie pewien specyficzny urok. Twierdzi się, że nalepsze dzieła mają w sobie taką siłę, że nie sposób pić z nich herbaty inaczej, niż z głębokim spokojem; jest w nich jakiś mistyczny wymiar. W tym świetle trudno się dziwić świeżo nawróconym chrześcijanom, że ceremonia herbaty kojarzyła im się z mszą. A wszystko, jak zwykle, zaczęło się od Rikyu.
SIEDEM CZARECZEK
W epoce Muromachi najwyżej ceniona była chińska ceramika jianyao, czyli z japońska temmoku. Takeno Joo oraz Sen no Rikyu do swego nieformalnego stylu używali często ceramiki koreańskiej - niewyszukanych krzywych miseczek przeznaczonych w Korei do ryżu. Dzięki wpływowi mistrzów ceramika ta stała się niezwykle popularna, dlatego podczas koreańskich kampanii feudałowie z rejonu Satsuma na Kyushu sprowadzili sobie koreańskich garncarzy by pracowali na miejscu; w ten sposób powstały warsztaty produkujące japońską ceramikę zwaną satsuma. Rikyu twierdził ponadto, że ceramika wykonana w Japonii może być wcale nie gorsza od chińskiej; znalazł sobie nawet rzemieślnika w Kyoto, imieniem Tanaka Chojiro, który mu produkował czarki na zamówienie. Chojiro znał tajniki chińskiej sztuki ceramiki, był bowiem synem chińskiego garncarza osiadłego w Japonii, robił jednak czarki wedle wskazań japońskiego mistrza herbaty. To właśnie jego wyroby, na pozór proste i nie najlepiej wykończone, mają w sobie podobno taką siłę, że pijący z nich ociera się niemal o transcendencję. "Siedem Czarek Chojiro" to arcydzieła sławne na cały kraj; każda ma swoje imię, często związane z wydarzeniem dowodzącym, że pozory mylą.Na przykład Kengyo, czyli "Slepy Muzykant": Rikyu poszedł raz do warsztatu Chojiro i spytał, czy ma jakieś czarki, na co zapytany odpowiedział, że tylko jedną, bo byli u niego właśnie jacyś koneserzy i kupili wszystkie, zostawiając tę jedną; "Oni są jak ślepi mizykanci", skomentował. Komori, czyli "Strażnik Drzewa" - tą nazwą określa się owoc pozostawiany w Japonii zwyczajowo na drzewie; jest to również czarka pozostawiona przez koneserów. Czarka Hayabune, czyli "Smigly statek", przywieziona była podobno łodzią z Kyoto do Sakai, ale nazwa powstała wtedy, kiedy pijący z niej Hosokawa Tadaoki zapytał skąd ona jest; "Posłałem po nią śmigły statek aż do Korei" odpowiedział ze śmiechem Rikyu. Hideyoshi przyznał Chojiro stały wysoki dochód, aby nie musiał się utrzymywać ze sprzedaży tanich wyrobów i mógł produkować tylko dzieła najwyższej jakości. Chojiro zapoczątkował - jakżeby inaczej - szkołę, którą kontynuowali jego synowie; pieczętowali oni swoje wyroby ideogramem raku, stąd ich ceramika nosi taką właśnie nazwę.
KWIATY FUJI
Ideogram na tej pieczęci wykaligrafował Hon'ami Koetsu, przyjaciel Furuty Oribe i wydawca książek. Koetsu uważał się, jak się zdaje, przede wszystkim za kaligrafa, zasłynął jednakże głównie jako drugi po Chjiro mistrz ceramiki. Tokugawa Ieyasu dał mu ziemię we wsi Takagamine na pónocny zachód od Kyoto, by mógł sobie spokojnie pracować nie troszcząc się o zarobek. Koetsu miał opinię człowieka, który ignoruje tych, co mają władzę i nie stara się zaspokajać ich gustu. Mimo to (a może właśnie dlatego) w powszechnej opinii jego ceramika ma tę samą niemal mistyczną siłę, co dzieła Chijiro. To Koetsu jest twórcą jednej z najsłynniejszych czarek w Japonii, zwanej Fuji san; ma ona u góry glazurę prawie białą (jak śnieg?), a ku dołowi stopniowo przechodzącą w różowo fioletowy kolor kwiatów wistarii (zwanych po japońsku fuji)
POJEMNICZKI DO OLEJKOW
Za jeszcze cenniejsze niż czarki uważano chaire, czyli pojemniczki na sproszkowaną herbatę. Początkowo używano chińskich pojemniczków przeznaczonych w kraju swego pochodzenia do przechowywania olejków i lekarstw, później naczyńka o podobnym kształcie zaczęto produkować w Japonii. W tej dziedzinie najbardziej ceniono sobie wyroby trzynastowiecznego garncarza Kato Toshiro, który pojechał do Chin studiować ceramikę, a po powrocie on i jego następcy zaczęli w mieście Seto produkować pojemniczki chaire zwane ceramiką seto. Później, kiedy ceremonia herbaty stała się popularna, chaire produkowane przez Toshiro były tak poszukiwane, że rozkopywano okolice jego warsztatu i wydobywano obiekty z defektami, które on sam uznał za nic nie warte i godne wyrzucenia.
INFLACJA CEN
Ceramika używana do chanoyu ma swój niewątpliwy urok, ale otaczający ją snobizm dużo z tego uroku odbiera. Już w czasach Momoyama osiągała ona niewiarygodne ceny, a to, co się działo w epoce Edo, przechodzi wszelkie wyobrażenie; zjawisko to da się porównać tylko z inflacją cen za obrazy Vermeera czy Van Gogha w dzisiejszych czasach. Przed epoką Momoyama płacono ogromne sumy za chińskie czarki temmoku. Przeciwny popisowi bogactwa przy herbacie Murata Juko twierdził, że japońska ceramika jest równie dobra - wtedy nie płacono za nią takich cen. Znane są anegdoty o Rikyu, który słysząc rozmowy koneserów: "To naczynie jest stare, pewnie będzie drogie; tamto nie wygląda na stare, nie będzie dużo kosztować", wygłaszał opinię, że cena jest przy herbacie absolutnie nieistotna, liczy się wyłącznie wartość estetyczna. Sam Rikyu używał często sprzętów najprostszych, na przykład zamiast drogiego wazonu na kwiaty wycinał sobie w tym celu bambusową tubę. Kobori Enshu twierdził, że japońska ceramika jest tak naprawdę lepsza od chińskiej, przyczynił się także do powstania warsztatów w wielu miastach, tak że ceramika ta stała się mniej poszukiwana, a więc tańsza. Japończycy niezwykle sobie cenią opinię tych mistrzów, w szczególności Rikyu, w skutek czego wszystkie przedmioty, o których powiedział coś pozytywnego, zaczęły wkrótce osiągać ceny przwyższające stare temmoku. A przedmioty, których używał...
HISTORIA BAMBUSOWEJ TUBY
Szaleństwo dotyczyło nie tylko ceramiki. Wydawanie ogromnych sum na "ducha ubóstwa" było - jak można wnioskować z zachowanych anegdot - nagminne. Pewnego dnia Rikyu ze swym synem przechodził obok domostwa należącego do bogatego człowieka; "Ten dom zachowuje stył wabi" spostrzegł syn, na co Rikyu odparł: "Nie zachowuje. Spójrz na te drzwi, takich się nie robi w tej okolicy; są one wprwdzie w wiejskim stylu, ale sprowadzono je z odległej części kraju wielkim nakładem kosztów". Wielkim nakładem kosztów z odległych części kraju sprowadzano sobie na przykład pnie drzew nadgryzione przez korniki, żeby je wmontować w hebaciany pawilon, żeby wyglądało ubogo. Pewien samuraj sprowadził sobie nawet bazę kolumny jednego z budynków w Seulu, zniszczonego podczas koreańskiej kampanii, żeby z niej zrobić basenik do mycia rąk w ogrodzie herbacianym. Oczywiście zdanie Rikyu było zawsze wysoce cenione i rzeczy, które on uznał za piękne, osiągały niebotyczną cenę. W czasie oblegania jednego z zamków Hideyoshi miał ochotę na herbatę, ale był jeden problem: nikt nie miał wazonu, żeby ustawić kwiaty w tokonoma. Rikyu poszedł więc do bambusowego gaju, wyciął jedną tubę i zrobił z niej wiszący wazon. Wazon ten natychmiast stał się cennym skarbem, a ponieważ po wyschnięciu pojawiło się na nim małe pęknięcie, nadano mu imię Onjoji - jako że w klasztorze Onjoji znajdował się słynny pęknięty dzwon. Później pewien daimyo kupił ten wazon za kilka worków złota i używał w czasie przyjęć, okazało się jednak, że cieknie. Ktoś zapytał, czy nie można by go naprawić, właściciel jednak odrzekł, że "na tym polega duch ubóstwa". Dziś ta pęknięta bambusowa tuba znajduje się w muzeum w Tokyo i stanowi skarb narodowy. Wnuk Rikyu, "Żebrak Sotan", też wielokrotnie krytykował tego "ducha ubóstwa" nabytego za worki złota. Niestety, jego to też nie ominęło, używane przezeń "żebracze" sprzęty też się wkrótce stały poszukiwane, a dziś stanowią skarby narodowe.
PO HERBACIE
Sotan próbował przywrócić herbacie prawdziwe ubóstwo, swojej szkole zalecał ścisłe stosowanie się do wskazań Rikyu, ale przecież i on tylko powtarzał to, co wymyślił jego sławny przodek. Rację miał Kobori Enshu - skończył się czas tworzenia. Być może jest coś z prawdy w powiedzeniu, że wraz z ostatnią ceremonią poprowadzoną przez Rikyu umarła Prawdziwa Herbata.