BOGOWIE I OBUDZENI

TRZYDZIESTU OPIEKUNÓW

Sanktuarium w stylu nagare.

W 742 roku cesarz Shomu wysłał Gyogi Bosatsu do sanktuarium Słońca w Ise by się poradzić bogini w sprawie posągu Buddy Wielkiegosłońca. Nieco wcześniej ród Fujiwara ufundował w świeżo zbudowanej stolicy klasztor Kofuku ji, a o opiekę nad nim poprosił swego własnego boskiego przodka oraz trzy inne bóstwa, którym Fujiwarowie składali specjalną cześć. Dla tych czterech bóstw wybudowano w sąsiedztwie Kofuku ji sanktuarium Kasuga Taisha. Kilkadziesiąt lat później mnich Ennin, opat klasztoru na górze Hiei, długo i cierpliwie przepisywał Sutrę Lotosu metodą zwaną ichiji sanrai: po wykaligrafowaniu każdego znaku wstawał i składał trzy pokłony - Obudzonemu, jego Nauczaniu i jego Wspólnocie. Ukończywszy pracę po trzech latach, złożył księgę w specjalnym pawilonie, poczem wezwał trzydzieści najważniejszych bóstw Japonii, by strzegły jej po kolei w poszczególne dni miesiąca. Te bóstwa strzegące Sutry Lotosu nazwane zostały po japońsku Banshin. Wzywanie opieki bóstw w Japonii czczonych było oczywiście japońską specyfiką, ale ogólnie była to normalna praktyka buddystów. Buddyzm nie propagował doktryny ani ideologii, nie kwestionował istnienia bogów, nie kwestionował lokalnych wierzeń, zakładał jedynie, że jeśli czczone bóstwa rzeczywiście chcą dobra ludzi składających im cześć, to muszą popierać Nauczanie Obudzonego. W Indiach za protektorów buddyzmu uznani zostali bogowie wedyjscy, przede wszystkim Indra i Brahma. Zupełnie naturalnym było, że Japończycy szukali podobnej opieki u bóstw własnego panteonu.

PANŚRODKANIEBA

Mnich Ennin, a nieco wcześniej jego poprzednicy Kukai i Saicho, studiowali w Chinach i przywieźli stamtąd buddyjską naukę tantryzmu. Tantryzm to zespół praktyk mających doprowadzić do dostrzeżenia Niewidzialnej Rzeczywistości, ale towarzyszy mu swoisty, jakby filozoficzny obraz owego Niewidzialnego Swiata. Jest to system emanacji: niektórzy ludzie mogą być emanacjami bodhisattvów, bodhisattvowie są emanacjami buddów, a wszyscy buddowie są emanacjami najwyższego Buddy Wielkiegosłońca. Wpisanie lokalnych bóstw w system emanacji był w zasadzie logiczną konsekwencją. Tym bardziej, że skojarzenie Buddy Wielkiegosłońca z boginią słońca Amaterasu samo się narzucało. Inne bóstwa już się tak łatwo nie kojarzyły, tym niemnej mnisi pracowicie pokojarzyli kto jest czyją emanacją. Na jakiej pokojarzono ich podstawie dla nas dziś pozostaje zagadką. Na przykład bóstwo Amenokoyane, przodek rodu Fujiwara, który lustrem wywabił Słońce z jaskini, a potem zstąpił na ziemię razem z przodkami cesarzy - jest emanacją bodhisattvy prowadzącego zmarłych przez krainę cieni. Podróżujący na jeleniu opiekun łucznictwa imieniem Takemikazuchi, który przybył z nieba na ziemię by ją przygotować na przybycie cesarskich przodków, uznany został za emanację historycznego Mędrca Sakyów. Bóg Susanowo jest emanacją Amidy Bezmiernegoblasku. Jego (i Słońca) matka, Izanami, jest emanacją Tysiącrękiej Kannon Słuchającejpłaczówświata, czyli jest emanacją emanacji swego własnego syna, który z kolei jest emanacją emanacji swojej siostry. Oczywiście od takich mitów nikt nie wymaga normalnej logiki. Tym bardziej, że nie zawsze jest w tych identyfikacjach konsekwencja: Vairocana Wielkiesłońce kojarzony jest niekiedy nie z boginią Amaterasu Słońcem, lecz z Amenominakanushim Panemśrodkanieba. Według księgi Kojiki jest on pierwszym bóstwem, które samo się stworzyło z niczego, a potem natychmiast się ukryło, dlatego znane jest tylko jego imię.

OSIODŁANY JELEŃ

Buddyjski rytuał nie przewiduje przynoszenia do świątyni wotów, natomiast jest to zupełnie na miejscu w sanktuariach shinto. Przyjął się więc zwyczaj przynoszenia do sanktuariów metalowych plakietek z płaskorzeźbami przedstawiającymi buddyjskie odpowiedniki danego bóstwa. Niekiedy ów wizerunek był nie w płaskorzeźbie, lecz wygrawerowany, a niekiedy był to nie wizerunek, lecz sanskrycka litera symbolizująca danego buddę lub bodhisattvę. Plakietki takie nazywały się kakebotoke, co znaczy dosłownie "wiszący budda". Wieszano je na ścianach sanktuariów wewnątrz albo na zewnątrz, albo pod frontowym okapem. Albo na jeleniu, jak w sanktuarium Kasuga. Jednym z czterech czczonych w Kasuga bóstw jest jeżdżący ny jeleniu Takemikazuchi, więc jako wota przynoszono tam rzeźby lub malowidła przedstawiające osiodłanego jelenia ze stojącą w siodle gałęzią świętego drzewa sakaki, a na gałęzi zawieszone było kakebotoke. Niekiedy wisiały na tej gałęzi cztery kakebotoke, po jednym dla każdego czczonego w Kasuga bóstwa, albo nawet pięć, jeśli wliczono bóstwo czczone w bocznym sanktuarium wakamiya. W sanktuariach powiązanych z klasztorami tantrycznymi malowano także mandale przedstawiające konstelacje bóstw w ich shintoistycznych aparycjach (jako że bóstwa shinto ukazują się niekiedy swym wyznawcom tak, jak Matka Boska ukazuje się katolikom), oraz odpowiadające im mandale buddyjskich odpowiedników. Takie mandale powstawały na przykład w Hie Taisha, dużym zespole sanktuariów położonym u stóp góry Hiei, gdzie czczono bóstwa opiekujące się (jakżeby inaczej) zakonem Tendai.

CZTERY DUSZE

Buddowie mogą mieć po kilka emanacji, ale żeby było jeszcze trudniej zgadnąć, to jedno bóstwo może być emanacją kilku buddów. Sciślej, każde bóstwo ma cztery aspekty duszy i każdy aspekt może być odrębną emanacją innego buddy. W shinto mówi się o czterech aspektach duszy, a może raczej o czterech duszach każdej istoty; nie jest to całkiem jasne, jako że shinto nie ma teologów, którzy by uściślili terminy. Dusza po japońsku nazywa się tama, albo - z przedrostkiem oznaczającym szacunek - mitama. Rzecz w tym, że każdy człowiek i każde bóstwo posiada cztery takie mitamy: aramitama jest dzika i surowa, nigimitama jest spokojna i subtelna, sakimitama jest radosna i rozkwitająca, a kushimitama jest ukryta i tajemnicza. Czasem buduje się odrębne sanktuaria dla poszczególnych mitam różnych bóstw. Na przykład na górze Hiei bóstwo Oyamugi, czyli Król Góry, ma odrębne sanktuarium dla nigimitama w Hie Taisha w dolinie, a odrębne dla aramitama na szczycie; podobnie jego towarzyszka Tamayori hime. W mandalach tych sanktuariów, również tych przedstawiających niebuddyjskie aparycje, owe mitamy pojawiają się w odrębnych ludzkich postaciach.

ŚPIACY W GÓRACH

W siódmym wieku, czyli jeszce w epoce Asuka, niejaki En-no Gyoja wyruszył w góry by uprawiać mitama shizume, czyli uspokojenie duszy. Uspokajał swą duszę medytując pod wodospadem spadającym na głowę, przechadzając się w skąpym przyodziewku po ośnieżonych szczytach, żywiąc się korzonkami; w końcu doszedł do zjednoczenia z Amenominakanushim Panemśrodkanieba. Uważa się go za twórcę zakonu yamabushi, shintoistycznach ascetów uspokajających swą duszę wysoko w górach. Nazwa yamabushi znaczy "śpiący w górach"; jest to nieortodoksyjna sekta, której praktyki wzorowane są podobno na tantrycznym buddyźmie. Ich nauka jest, podobnie jak w tantryźmie, w dużej mierze sekretna. Cztery aspekty duszy yamabushi powiązali z kierunkami świata; medytacja na ośnieżonych szczytach lub pod wodospadami służy uzyskaniu równowagi pomiędzy nimi, aby promieniować mogło miejsce pośrodku (zwane naohi, czyli "promienie słońca"), które jest punktem kontaktu z Panemśrodkanieba. Yamabushi gromadzą się głównie wokół kompleksów sanktuariów w Kumano na południu półwyspu Kii oraz w górach Dewa Sanzan na północy kraju. Bardziej radykalny odłam z Dewa Sanzan znany był z tego, że niektórzy asceci tam zgromadzeni doprowadzali swe ciało do automumifikacji: w przeciągu długiego okresu czasu zmniejszali ilość przyjmowanego pożywienia, a w końcu zamurowywali się w specjalnych komorach wysoko w górach, gdzie umierali z wyschnięcia. Mitama shizume praktykowana jest też przez niezwiązanych z yamabushi kapłanów niektórych wielkich sanktuariów, przy czym techniki medytacji, a niekiedy także praktyk ruchowych, główny kapłan przekazuje w ścisłym sekrecie wyłącznie swojemu następcy. Tak się dzieje na przykład w wielkim sanktuarium Izumo Taisha.

PIĘKNA KALIGRAFIA

W Kumano znajdują się trzy wielkie sanktuaria, tak zwane Kumano Sanzan: w głównym, zwanym Hongu, czczony jest Susanowo Zawierucha, w pobliskim Hayatama Taisha czci się jego ojca Izanagi, a w również nieodległym Nachi Taisha czczona jest jego matka Izanami. Oprócz tych trzech jest jeszcze dziewięć mniejszych sanktuariów, stąd mówi się o dwunastu bóstwach z Kumano. Tam również powstawały mandale bóstw i ich buddyjskich odpowiedników, tyle że nie układano ich w konstelacje, lecz malowano w rzędach. Bóg Susanowo uważany był za emanację Amidy Bezmiernegoblasku, stąd znane są malowidła przedstawiające wizję Amidy wyłaniającego się znad góry Nachi. Kumano było w historii jednym z najpopularniejszych celów pielgrzymek, pielgrzymi na głównym prowadzącym tam trakcie przypominali podobno kolumnę mrówek, a pośród nich byli także cesarze. Istniał zwyczaj pisania związanych z pielgrzymką wierszy i zostawiania ich - wypisanych piękną kaligrafią - w pielgrzymkowych sanktuariach przy głównym szlaku. Zachowało się tam wiele autografów znanych poetów, a wiersze wypisane ręką cesarzy (żywych bogów przecież) uważane są za relikwie i obiekty kultu.

TANCZĄCY NA ULICACH

Najsławniejszym pielgrzymem do Kumano nie był żaden z cesarzy, lecz mnich z góry Hiei imieniem Ippen. Przybył on do Kumano w 1274 roku i doznał objawienia, w czasie którego tamtejsze bóstwo ukazało mu się jako Amida i nakazało pielgrzymować po kraju i propagować święte Imię. Od tego czasu do swej śmierci w 1289 roku Ippen to właśnie robił z niezwykłym uporem: chodził od wsi do wsi, od miasta do miasta, śpiewał nembutsu tańcząc na ulicach (nazywało się to odori nembutsu, czyli tańczone wzywanie Imienia) i wręczał napotkanym ludziom karteczki z wykaligrafowanym imieniem Amidy czy tego chcieli czy nie. No i głosił oczywiście, że czcić Amidę można zarówno w buddyjskich świątyniach, jak w sanktuariach shinto. A wizja japońskiego bóstwa objawiającego się jako Amida nad świętą górą w Kumano stała się odtąd tematem malarstwa.

CZAS JAPONII

W tym samym mniej więcej okresie inny mnich z góry Hiei, imieniem Nichiren, również pielgrzymował po kraju i z równym uporem głosił, że recytowanie mantry "Namu Amida Butsu" jest niesłuszne i że jedyną godną recytacji jest mantra "Namu Myoho Renge Kyo". Nichiren był znacznie bardziej oryginalny; mantra "Namu Amida Butsu" przywędrowała gdzieś z dalekich Indii poprzez Chiny, natomiast mantrę "Namu Myoho Renge Kyo" wymyślił sam Nichiren. Składa się ona z sanskryckiego słowa nam oraz chińskiego tytułu Sutry Lotosu w japońskiej wymowie. Nichiren głosił, że sutry Czystej Ziemi są heretyckie i pisał listy do shoguna, by prześladował wyznawców Amidy. Heretyckie są zresztą nie tylko te sutry, ale tak naprawdę wszystkie sutry poza Sutrą Lotosu. A w Sutrze Lotosu przepowiedziane jest przyjście jego - Nichirena - uważał się on bowiem za wcielenie bodhisattvy imieniem Viśistacarita, mającego głosić prawdziwy buddyzm w okresie upadku Prawdziwej Nauki. Oto nadszedł czas Japonii, głosił Nichiren, w Japonii wymyśla się teraz mantry, w Japonii będzie głoszona Dobra Nauka i z Japonii będzie głoszona na całym świecie. Nawet imię "Nichiren" można rozumieć jako "Lotos rozkwitający w Japonii". A wszystko dlatego, że w Japonii zachowała się nieskażona Sutra Lotosu, strzeżona od czasów Ennina przez trzydzieści shintoistycznych bóstw, czyli Trzydziestu Banshinów. Do dziś w założonym przez Nichirena zakonie malowidła przedstawiające Trzydziestu Banshinów ustawia się w świątyni do niektórych ceremonii.

SPALIĆ RZEŹBY

Istotnie nastał chyba okres upadku Dobrej Nauki. Nietolerancja Nichirena, jego przywiązanie do doktryny i nacjonalizm wydają się być wręcz zaprzeczeniem buddyzmu. Nichiren głosił swe tezy używając jeszcze buddyjskiego języka, po nim jednakże przyszli inni, którzy zrobili następny konsekwentny krok: odrzucili buddyzm całkowicie. Skoro Japonia jest najlepsza na świecie, skoro rządzą w niej boscy potomkowie Słońca, to po co przyjmować jakąś zagraniczną naukę pochodzącą z barbarzyńskiego kraju? We wczesnej epoce Tokugawa pojawili się myśliciele łączący shinto z konfucjanizmem, ale odrzucający buddyzm, a w osiemnastym wieku jeszcze bardziej konsekwentni myśliciele odrzucili również konfucjanizm jako zbędny obcy wpływ. Spośród tych ostatnich myślicieli (a właściwie "myślicieli") największy wpływ mieli Motoori Norinaga i Hirata Atsutane. Oni nie mieli wątpliwości, że w Japonii rządzą potomkowie Słońca i że w związku z tym jest to najważniejszy kraj na świecie. Tak przecież wprost napisano w Kojiki, najstarszej księdze Japonii opisującej stworzenie świata. Buddyzm przyjechał z Indii, które są krajem barbarzyńców bez kultury. Hirata pisał o Indiach jakby tam rzeczywiście był. Być tam oczywiście nie mógł, bowiem w epoce Tokugawa wyjazd za granicę był bezwzględnie zakazany i karany śmiercią w momencie powrotu, ale czy to ma znaczenie? Buddyzm jest zagraniczny i dlatego szkodliwy i powinno się go zakazać, a już świętokradztwem jest mieszanie buddyzmu z shinto. Z sanktuariów shinto należy bezwzględnie usunąć wszelkie przedmioty podejrzane o buddyjskie pochodzenie. Spalić należy wszelkie rzeźby przedstawiające bóstwa shinto w ludzkich postaciach, bowiem japońscy bogowie nie mają ciał i takie rzeźby powstały pod wpływem buddyzmu. Zakazać również należy działalności ascetom yamabushi, bowiem ich praktyka medytacji to także buddyjski wpływ.

Kaplan shinto w czasie ceremonii.

PRAWDZIWA TEZA

Motoori i Hirata wprawdzie tego nie dożyli, ale ich postulaty zaczęto spełniać po upadku Tokugawów w 1868 roku. Tokugawowie patronowali buddyzmowi, więc gniew przeciwko zwolennikom shoguna obrócił się też częściowo przeciw klasztorom. Na początku lat siedemdziesiątych pojawił się ruch zwany haibutsu kishaku, co znaczy "wyniszczyć Obudzonych, porzucić Pisma", który z ogromnym zapałem przystąpił do palenia klasztorów i zmuszania mnichów i mniszek do powrotu do życia świeckiego. Ekscesy tego ruchu sprowokowały reakcję ludności, mającej mimo wszystko szacunek dla buddyjskich duchownych, w końcu rewolucyjny rząd Meiji poprzestał na ścisłym rozdziale shinto od buddyzmu. Ogłoszono, że shinto nie zna wizerunków bóstw, a ponieważ była to teza głoszona przez rewolucyjny rząd, więc z definicji prawdziwa, postanowiono zniszczyć wszystkie wizerunki bóstw powstałe w ciągu wieków. Postanowiono też usunąć z sanktuariów wszystko, co choć trochę pachniało buddyzmem. Zaczęła się orgia ikonoklazmu.

SWIĘTA TRADYCJA

Niewiele ocalało z tego pogromu. Niektóre wizerunki zachowały się w buddyjskich klasztorach, gdzie przenoszono wszelkie buddyjskie rzeźby lub malowidła, na przykład mandale bóstw i ich buddyjskich odpowiedników. Niektóre trafiły do prywatnych kolekcji i nie będąc już obiektami kultowymi nie interesowały czyścicieli oficjalnej religii. Niektóre wreszcie zachowały się w niewielu sanktuariach, gdzie kapłani woleli trzymać się lokalnej świętej tradycji i gdzie oficjalni czyściciele jakimś cudem nie dotarli. Tak więc w małym sanktuarium Nabi Jinja w prefekturze Gifu zachowało się półtorej setki kakebotoke - plakietek z wyobrażeniami buddów wieszanych jako wota. W Hayatama Taisha cudem uchroniło się kilka rzeźb z epoki Heian bez żadnej wątpliwości przedstawiających bóstwa shinto. A rzeźby w sanktuarium Yoshio Mikumari w prefekturze Nara, pochodzące z epoki Kamakura i również przedstawiające bóstwa shinto, są tak pełne uroku, że sama myśl że mogłyby pójść pod siekierę budzi dreszcz.





Strona główna





Hosted by www.Geocities.ws

1