KILKA BRAKUJACYCH ZDAŃ

czyli zdumiewająca historia buddyzmu shin

(...) Nie istnieje, o Anando, nic, do czego możnaby porównać, i za pomocą tego porównania zrozumieć, głębię owego blasku, jaki z siebie emanuje Takprzeszedł Bezmiernyblask. Z tego właśnie powodu, o Anando, ten Takprzeszedł nosi imię Bezmiernyblask, dlatego właśnie nosi on imię Bezmiernawspaniałość, dlatego nosi on imię Niezgłębionelśnienie, dlatego nosi on imię Nieskończonaświatłość, dlatego nosi on imię Blasknieograniczony, dlatego nosi on imię Blaskpłomieniablasku, dlatego nosi on imię Blaskniebiańskiegoklejnotu, dlatego nosi on imię Blaskniepowstrzymanychpromieni, dlatego nosi on imię Przepięknyblask, dlatego nosi on imię Uroczyblask, dlatego nosi on imię Rozkosznyblask, dlatego nosi on imię Wabiącyblask, dlatego nosi on imię Niepowstrzymanyblask, dlatego nosi on imię Niezwyklemocnyblask, dlatego nosi on imię Nieporównywalnyblask, dlatego nosi on imię Blaskwiększyniżblaskotacza jącywładcówtrzechświatów, dlatego nosi on imię Blaskzaćmiewającyksiężycwpełniinawetsłońce, dlatego nosi on imię Blaskzaćmiewającyblaskotaczającywszystkichpokonanychbogówniewyłączającpa naniebios(...)

(Sukhavativyuha)

Istnieją dwa rodzaje pomyłek przy odczytywaniu tekstów, szczególnie świętych. Pierwsza pomyłka dotyczy metafory: chodzi o odczytywanie jako metafory tekstu przeznaczonego do rozumienia dosłownego, albo odwrotnie, odczytywanie dosłowne tekstu metaforycznego. Druga pomyłka dotyczy humoru: chodzi o niepoważne traktowanie poważnego tekstu, albo odwrotnie, celebrowanie ze świętą powagą tekstu ewidentnie dowcipnego. Niekiedy tego rodzaju pomyłki robią gigantyczną karierę. Taką, jak zrobiła sutra zwana Sukhâvatîvyűha , która sama na tych dwóch pomyłkach gigantyczną karierę zrobiła. To prawda, sutra ta zrobiła swą wielką karierę dopiero w chińskim tłumaczeniu, a jak wiadomo w tłumaczeniu humor często zanika, na przykład grę słów rzadko da się przetłumaczyć, a humor sytuacyjny może być niezrozumiały w innym kręgu cywilizacyjnym. Jednakże nawet czytelnik z kręgu cywilizacyjnego odległego o tysiące kilometrów i tysiące lat musi się dobrze wysilić, by niektóre groteskowe obrazy wyjaśnić inaczej, niż poczuciem humoru autora.

(...) Takprzeszedł Bezmiernyblask otoczony jest, Anando, zgromadzeniem słuchaczy tak wielkim, że trudno jest tę liczbę zrozumieć, trudno jest powiedzieć że, powiedzmy, jest tam tyle a tyle kroci słuchaczy, że jest tyle a tyle setek, tysięcy, milionów, bilionów, pimpilionów, hoptylionów, kszoptylionów, chruptalionów, kuptalionów(...)

(Sukhavativyuha)

Dawno, bardzo dawno temu, wiele eonów przed epoką Obudzonego z rodu Sakyów, po ziemi chodził Obudzony imieniem Lokeśvararaja. W gronie jego uczniów był mnich imieniem Dharmâkara. Ow mnich pewnego dnia oświadczył, że on sam chce zostać Obudzonym tylko pod pewnymi warunkami, wyliczył tych warunków kilkadziesiąt. Dotyczyły one po pierwsze jakości świata, w którym ów mnich miał się odrodzić jako Obudzony (miał być to istny raj na ziemi), po drugie świadomości odradzających się tam istot (wszystkie miały być bodhisattvami odradzającymi się po raz ostatni, a niektórzy z tych bodhisattvów mieli mieć zdolność do pojawiania się w innych światach celem głoszenia Dobrego Nauczania), a ponadto wszystkie istoty we wszystkich światach muszą się odrodzić w jego świecie jeśli tylko szczerze zechcą. Jeśli te warunki nie zostaną spełnione, oświadczył Darmâkara, to on nie chce nigdy być Obudzonym. Kiedy skończył mówić, zadrżała ziemia, z nieba spadł deszcz kwiatów, a nie wiadomo skąd dał się słyszeć głos: "Ty będziesz kiedyś Obudzonym". To było dawno dawno temu, w międzyczasie ów mnich po wielu cnotliwych żywotach osiągnął Obudzenie i chodzi sobie po swym wymarzonym świecie, który znajduje się gdzieś daleko na zachodzie. Jego zasługi w poprzednich żywotach były tak wielkie, że w ich wyniku dziś cokolwiek sobie pomyśli, to się staje, a myśli sobie, że wszystkie istoty powinny odrodzić się w jego świecie jeśli ze szczerą wiarą wezwą jego imienia. Jego imię jest Amitâbha, czyli Bezmiernyblask, jest on bowiem źródłem nieskończonej światłości, jego imię jest również Amitâyus, czyli Bezmiernyżywot, bowiem żyć on może sobie niezmierzoną ilość lat jeśli tylko zechce. A my to wszystko wiemy dlatego, że opowiedział o tym, w rozmowie ze swymi uczniami Anandą i Ajitą, Budda Sakyamuni.

Taka jest w zarysie treść sutry Sukhâvatîvyűha. Jej tytuł znaczy "Objawienie Kraju Beztroski" i istotnie większą jej część stanowią długie opisy wspaniałości owego kraju i wspaniałych jego mieszkańców. Napisane jest to wszystko w charakterystycznym dla sutr Wielkiego Wozu rytmie zdań o podobnej konstrukcji. Podejmowane są także tematy znane z innych sutr, ale tu traktowane co najmniej oryginalnie. Na przykład tradycyjnie buddyzm uznaje pięć narządów zmysłów za źródło złudnego obrazu świata, natomiast w Sukhâvativyuha owe wyliczone po kolei narządy zmysłów mogą być uzdrowione w kontakcie z cudownym Drzewem Obudzenia; nic tam nie ma o ułudach, ale może jest to echo jakichś przesądów związanych ze świętym drzewem w Bodhgai, gdzie Sakyamuni osiągnął Obudzenie? Jeśli tak, to ów fragment trąci ironią. Zresztą więcej fragmentów trąci tam ironią. Na przykład w charakterystycznym dla sutr rytmie wyliczane są imiona coraz dłuższe, rosnące do absurdalnych rozmiarów, najdłuższe z imiom Bezmiernegoblasku brzmi po sanskrycku Abhibhuyalokapalaśakrabrahmaśuddhâvâsamaheśvarasarvadevajihmikarañaprabha. Albo podobnie wyliczane są coraz większe liczby, w pewnym momencie znane liczby się kończą i pojawiają się nowe, o wymyślonych nazwach. Niektóre opisy też są cokolwiek groteskowe. Na przykład wszystkie rośliny - drzewa, kwiaty i owoce - są w owym kraju ze srebra, złota i drogich kamieni. Są to oczywiście substancje wysoce cenione w naszym świecie, ale ta sutra robi wrażenie wariantu legendy o królu Midasie. Albo dzieci. Gdzie się rodzą dzieci? Przecież nie między nogami! Jakżeby w tak świętym świecie dzieci mogły się rodzić w takim miejscu! W Kraju Beztroski dzieci rodzą się w kwiatach lotosu!

(...)Jak można to wyjaśnić, o Błogosławiony, z jakiego powodu niektóre istoty mieszkają wewnątrz kwiatowych kielichów, podczas gdy inne, urodzone w cudowny sposób, jawią się jakby siedziały ze skrzyżowanymi na kwiatach lotosu? Błogosławiony odrzekł: Ci Bojownicy o obudzenie, o Ajito, którzy mieszkając w innych krajach Obudzenia wątpią w to, że mogą się odrodzić w świecie Czystej Ziemi, i którzy wątpiąc zbierają zasób zasług, mają miejsce wewnątrz kwiatowego kielicha. Natomiast ci, którzy przepełnieni wiarą, wolni od wątpliwości, gromadzą zasub zasług po to, by się odrodzić w Czystej Ziemi i które rozpoznają, wierzą i ufają wiodącej na drugą stronę mądrości szlachetnych Obudzonych, jawią się siedząc ze skrzyżowanymi nogami na kwiatach lotosu.(...)

(Sukhavativyuha)

Księgę Dasabhumikavibhasaśastra napisał podobno Nagarjuna. Tak w każdym razie twierdzą dzisiejsi wyznawcy Bezmiernegoblasku. Jest to najstarszy buddyjski tekst rozróżniający "własną moc" od "innej mocy". Cóż to takiego, te moce? "Własna moc" jest egocentryczna, dba o siebie i nie jest w stanie doprowadzić do dostrzeżenia Niewidzialnej Rzeczywistości. "Inna moc" przenika całe stworzenie niczym niezmierzona światłość i ona może doprowadzić do Dostrzeżenia... Trzeba tylko przestać polegać na "własnej mocy" i zawierzyć "innej mocy", która cały czas na to zawierzenie czeka. Potrzebna jest wiara. Wiara, ale niekoniecznie wierzenie; buddyści, a z pewnością Nagarjuna, do wierzeń mieli zawsze stosunek bardzo luźny. Potrzebna jest szczera, nie udawana wiara. Kiedy przestanie się polegać na "własnej mocy", wówczas owa "inna moc" stanie się tak widoczna, jak niezmierzona światłość przenikająca całe stworzenie. Kto widzi tę niezmierzoną światłość, ten już nie wraca do świata złudzeń. Personifikacją tej niezmierzonej światłości jest oczywiście Takprzeszedł Bezmiernyblask, czyli Tathâgata Amitâbha, a formuła "Skłaniam się przed Bezmiernymblaskiem", czyli Namomitâbhâya Buddhâya, jeśli wypowiedziana ze szczerą wiarą, może doprowadzić do otwarcia się na działanie "innej mocy".

(...) swym blaskiem i wspaniałością przypominają kolor stopionego złota, swą cierpliwością w znoszeniu dobra i zła wszystkich istot przypominają ziemię, swą zdolnością oczyszczania i obmywania grzechów przypominają wodę, swą zdolnością spalania grzechu pychy gdziekolwiek są przypominają królewski ogień, swą zdolnością nieprzylegania do niczego przypominają wiatr, swą zdolnością przenikania wszystkiego i jednocześnie nieprzejmowania się niczym przypominają eter, swą zdolnością nieprzylegania do brudów świata przypominają lotosy, swym entuzjazmem w głoszeniu Dobrego Nauczania przypominają ciężkie chmury w czas monsunu, swą zdolnością zalewania oceanem Dobrego Nauczania przypominają tropikalny deszcz (...)

(Sukhavativyuha)

Nie wiadomo dziś praktycznie nic na temat oddziaływaniy sutry Sukhâvatîvyűha w Indiach, wiadomo natomiast, że zrobiła ona wielką karierę w Chinach. A jeszcze większą karierę zrobiła tam formuła wezwania imienia Bezmiernegoblasku, po chińsku brzmiąca Namo Amitofo.

An Shigao, perski książę który został buddyjskim mnichem, w połowie drugiego stulecia naszej ery przetłumaczył Sukhavativyuha na chiński. W następnym stuleciu indyjski mnich Sanghavarman dokonał nowego przekładu i ta wersja jest w powszechnym użyciu do dziś. Żyjący w czwartym wieku w klasztorze na górze Lushan w prowincji Hubei mnich Huiyuan uczył medytacji polegającej na koncentracji umysłu na Bezmiernymblasku. Huiyuan był twórcą stowarzyszenia gromadzącego wielu świeckich, w tym wysokich rangą członków cesarskiego dworu; nosiło ono nazwę Bailanqiao, czyli Stowarzyszenie Białego Lotosu. Niektórzy twierdzą, że nazwa ta wzięła się od lotosowego stawu znajdującego się w klasztorze Huiyuana. Przetrwało ono stulecia jako tajne stowarzyszenie o nonkonformistycznym charakterze, nierzadko biorące udział w działaniach przeciwko nadużyciom władzy. W szóstym wieku mnich Danluan napisał "Poemat O Trzech Fazach Wiary", w którym rozbudował tezę o niegodnej zaufania "własnej mocy" i pomocnej "innej mocy", kładł także wielki nacisk na szczerość wiary. Przypuszcza się, że to Danluan wprowadził w buddyjskich klasztorach Chin praktykę śpiewania imienia Bezmiernegoblasku, praktykę zwaną po chińsku nianfo. W siódmym wieku mnich Daocho napisał wstęp do "Sutry Skupienia Umysłu Na Bezmiernymżywocie", w którym to wstępie po raz pierwszy określił ów Kraj Beztroski mianem Czysta Ziemia, po chińsku Zhingdu. Podobno Daocho odmawiał nianfo z różańcem w ręku dokładnie 70000 (słownie siedemdziesiąt tysięcy) razy dziennie i nigdy nie odwrócił się tyłem ku zachodowi. Natomiast jego uczeń Shandao w jednym ze swoich licznych pism rozbudował starą tezę Wielkiego Wozu o "trzech okresach głoszenia Nauczania": okres "Dobrego Nauczania" trwa wtedy, kiedy głoszą je ludzie głęboko rozumiejący, okres "Skażonego Nauczania" jest wtedy, kiedy głoszą je ludzie wprawdzie dobrej woli, ale nie całkiem je rozumiejący, okres "Fałszywego Nauczania" jest wtedy, kiedy Dobre Nauczanie zyskało wprawdzie respekt, ale właśnie dlatego głoszą je karierowicze, których rzeczywisty cel jest inny, niż pierwotny cel głoszenia Nauczania. Według indyjskich myślicieli, lubiących symboliczne okrągłe liczby, każdy z tych okresów miał trwać około pięciuset lat, więc żyjący w siódmym wieku Shandao wyliczył sobie, że właśnie nastał "Okres Fałszywego Nauczania", okres zamieszania, wojen i zbrodni. W tym okresie najpewniejszą praktyką prowadzącą do dostrzeżenia Niewidzialnej Rzeczywistości jest nianfo, które zapewni odrodzenie się w Czystej Ziemi. Shandao bynajmniej nie zaprzeczał ważności innych buddyjskich praktyk, sam pilnie przepisywał sutry i podobno krótszą wersję Sukhâvatîvyűhy przepisał dziesięć tysięcy razy, namalował też podobno trzysta obrazów przedstawiających Czystą Ziemię. W ogóle w Chinach nurt Czystej Ziemi nigdy nie uformował się w odrębną szkołę, zarówno wizualizacja Kraju Beztroski w czasie medytacji jak i nianfo praktykowane były w różnych szkołach. W dziesiątym wieku mnich Fayan włączył nianfo do praktyki Chan i do dziś w chińskich klasztorach tej szkoły oprócz wielogodzinnego siedzenia w milczeniu praktykuje się rownież wielogodzinne bardzo powolne bicie pokłonów przed posągiem Bezmiernegoblasku połączone z również bardzo powolnym powtarzaniem formuły Namo Amitofo.

 

(...) I znów, o Anando, dźwięk, jaki wydaje to Drzewo Przebudzenia, kiedy poruszane jest wiatrem, można usłyszeć w nieprzeliczonych światach. I ktokolwiek usłyszy, Anando, dźwięk wydawany przez to Drzewo Przebudzenia, nie musi się już obawiać żadnych chorób uszu aż do czasu, kiedy sam osiągnie Przebudzenie. I cała niezmierna, niepoliczalna, nieporównywalna, niesłychana, nieobejmowalna umysłem i niewyrażalna w słowach ilość istot, które ujrzą to Drzewo Przebudzenia, nie musi się już obawiać żadnej choroby oczu aż do czasu, kiedy one same osiągną Przebudzenie. I znów, Anando, ktokolwiek poczuje aromat tego Drzewa Przebudzenia, nie musi się już obawiać żadnej choroby nosa aż do czasu, kiedy sam osiągnie Przebudzenie. Ktokolwiek pozna smak owoców tego Drzewa Przebudzenia, nie musi się już obawiać żadnej choroby języka aż do czasu, kiedy sam osiągnie Przebudzenie. I na kogokolwiek padnie blask tego Drzewa Przebudzenia, nie musi się już obawiać żadnej choroby ciała aż do czasu, kiedy sam osiągnie Przebudzenie. I ktokolwiek, Anando, skupia swój umysł na tym Drzewie Przebudzenia zgodnie z Nauczaniem, ten aż do momentu, kiedy sam osiągnie Przebudzenie, nie musi się obawiać, że jakiekolwiek troski zmącą jego myśli.(...)

(Sukhavativyuha)

Król Bimbisara był przyjacielem Obudzonego Mędrca Sakyów i chętnie słuchał jego nauk. Inaczej jego syn, Ajataśatru, który chciwy władzy uwięził swego ojca, a także swą matkę, królową Vaidehi. Zamknięta w celi królowa rozpaczała przede wszystkim z tego powodu, że nie mogła słuchać nauczania Obudzonego. Mędrzec Sakyów, jako wszechwiedzący Obudzony, wiedział co się dzieje i pojawił się przed nią na obłoczku w towarzystwie swego ucznia Anandy. Ujrzawszy mistrza, królowa zaczęła wypytywać co robić, by w przyszłym życiu osiągnąć wyzwolenie. Wtedy mędrzec Sakyów przedstawił jej w kilkunastu punktach sposób skupienia umysłu na Kraju Bezmiernegożywota. Najpierw trzeba usiąść twarzą ku zachodowi, najlepiej tuż przed zachodem słońca, kiedy jego tarcza wisi niczym bęben tuż nad widnokręgiem, i skupić umysł na jego blasku. Następnie należy wyobrazić sobie czystą wodę i na niej skupić umysł. Następnie należy wyobrazić sobie ziemię z lapis lazuli i chorągwie z drogich kamieni i na nich skupić swój umysł. Następnie trzeba wyobrazić sobie wspaniałe wielopiętrowe budynki i na nich skupić swój umysł. Następnie trzeba wyobrazić sobie drogocenny lotosowy tron i na nim skupić swój umysł. Następnie trzeba wyobrazić sobie, że Takprzeszedł Bezmiernyżywot siedzi na lotosowym tronie, a po jego obu stronach, na podobnych lotosowych tronach, siedzą Bojownicy o przebudzenie: po lewej Słuchającypłaczówświata, a po prawej Wielkasiła, i na tych trzech postaciach skupić swój umysł. Następnie trzeba skupić umysł na wielkim świetlistym ciele Bezmiernegożywota, który jest rozmiarów wielkiej góry. Następnie należy skupić umysł na postaci Słuchającegopłaczówświata. Następnie trzeba skupić umysł na postaci Wielkiejsiły. Następnie trzeba wyobrazić sobie siebie odrodzonego w Kraju Bezmiernegoblasku i na tym skupić swój umysł. Następnie trzeba skupić umysł na małym ciele Bezmiernegożywota, który jeśli chce, może się pojawiać w rozmiarach normalnego człowieka. Następnie trzeba skupić umysł na kilku stopniach odrodzenia w Kraju Bezmiernegożywota. Owe stopnie zależą od zasobu zasług i szczerości wiary odradzającego się; każdy się odradza w lotosie na jeziorze, ale te lotosy otwierają się po różnym czasie, od tygodnia do milionów lat. Kiedy Mędrzec Sakyów skończył mówić, królowa Vaidehi ujrzała kraj Bezmiernegożywota w całej wspaniałości, a ujrzawszy go dostąpiła Pełnego Przebudzenia. Ananda natomiast został poinstruowany, że ma rozgłaszać to co właśnie usłyszał, bowiem ktokolwiek przechowuje w pamięci Kraj Bezmiernegożywota, ten jest niczym Biały Lotos pośród ludzi.

Taka jest w zarysie treść księgi Amitâyurdhyânasűtra, "Nić Skupienia Umysłu Na Bezmiernymżywocie". Jest to druga z podstawowych sutr nurtu Czystej Ziemi. W buddyźmie tantrycznym Takprzeszedł Bezmiernyżywot prowadzi ku Obudzeniu przez bramę skupienia umysłu, czyli medytacji, a Amitâyurdhyânasűtra jest oczywiście dokładną instrukcją jak należy medytować. Była ona także wielkim impulsem dla malarstwa, na jej podstawie można było dokładnie namalować Kraj Bezmiernegożywota. To właśnie ilustrację tej sutry Shandao namalował w trzystu egzemplarzach. Ciekawe jest również to, że Sukhâvatîvyűha i Amitâyurdhyâna są w kilku punktach sprzeczne. Na przykład Sukhâvatîvyűha wyraźnie stwierdza, że nikt się w owej krainie szczęśliwości nie odrodzi w postaci kobiecej, zgodnie z głoszoną niekiedy przez wczesnych buddystów tezą, że kobiety nie są w stanie osiągnąć Obudzenia, tymczasem w Amitâyurdhyâna królowa Vaidehi osiąga Pełne Przebudzenie, i to na tym świecie, nie musi się nigdzie odradzać. Inną powtarzaną kilkakrotnie w Sukhâvatîvyűha tezą jest, że się w Kraju Beztroski nie odrodzi nikt, kto popełnił śmiertelne grzechy, tymczasem wedle Amitâyurdhyâna również ci grzesznicy mogą się tam odrodzić, jeśli na łożu śmierci wezwą imienia Bezmiernegożywota. Widać jest coś z prawdy w tezie, że buddyści nie przywiązują zbyt wielkiej wagi do wierzeń.

(...)I znów, Anando, na brzegach tych wielkich rzek rosną kosztowne drzewa o różnorakich aromatach, a zwieszają się z nich pęki kwiatów, liści i gałęzi różnego rodzaju. A jeśli istoty, które się nad brzegami tych rzek znajdują, zechcą w bosko rozkoszny sposób pobawić się w wodzie, woda podnosi się do kostek skoro tylko postawią stopę w rzece, jeśli tak właśnie chcą, albo też, jeśli tak właśnie chcą, woda podnosi się do kolan, do bioder, do piersi albo też powyżej uszu, i mogą z boską rozkoszą bawić się w wodzie. I znów, jeśli te istoty chcą, by woda była zimna, woda będzie zimna, jeśli chcą, by woda była gorąca, będzie gorąca, a jeśli chcą, by woda była jednocześnie zimna i gorąca, będzie jednocześnie zimna i gorąca(...)

(Sukhavativyuha)

Pewnego dnia do klasztoru Taima-dera w pobliżu miasta Nara, w owym czasie stolicy cesarstwa Japonii, przyszły trzy nieznane nikomu mniszki. Poprosiły one o pewną ilość włóczki, poczem zabrały się do pracy. Pracowały pilnie trzy dni, w ciągu tego czasu wykonały wspaniały kilim, poczem... uniosły się w powietrzu i odpłynęły w kierunku zachodnim. Kilim ten przedstawiał Kraj Bezmiernegożywota tak, jak jest on opisany w sutrach Sukhavativyuha i Amitayurdhyana. Wydarzyło się to w 763 roku.

W tym samym mniej więcej czasie w klasztorze Gango-ji w Nara żył mnich imieniem Chikô. Pewnej nocy miał on przedziwny sen: oto sam Takprzeszedł Bezniernyblask wręczył mu obraz, polecił dobrze go sobie zapamiętać, po obudzeniu namalować i następnie skupiać na nim swój umysł w czasie medytacji. Obraz ten również przedstawiał Kraj Bezmiernegoblasku, choć nieco mniej skomplikowany niż tkanina z Taima.

W 996 roku mnich z zakonu Hossô imieniem Shôkai wędrował do Kyôto, by tam otrzymać dwie mandale tantryczne. Po drodze spotkał nieznanego mnicha, który wręczył mu rysunki przedstawiające Kraj Bezmiernegoblasku i powiedział, że skupiając umysł na tych przedstawieniach można sobie zapewnić odrodzenie w owym kraju. Rysunki przypominały obrazy z Taima i z Gango, ale różniły się szczegółami. Wyjaśniwszy wszystko ów nieznany mnich znikł, a Shôkai doszedł do wniosku, że był to Bojownik o Obudzenie Słuchającypłaczówświata.

Te w tak niezwykły sposób otrzymane obrazy były bardzo potrzebne w średniowiecznej Japonii. Koncentracja umysłu na Kraju Bezmiernegoblasku (po japońsku zwanego Amidą) była wówczas popularna. Zakon Tendai stosował, pośród wielu innych praktyk, coś co nazywano po japońsku jôgyô-zammai: przez dziewięćdziesiąt dni od rana do wieczora recytowano wezwanie imienia (brzmiące po japońsku Namu Amida Butsu) (chińska praktyka nianfo zwała się po japońsku nembutsu), obchodzono w koło posąg Bezmiernegoblasku i medytowano zgodnie ze wskazówkami sutry Amitâyurdhyâna. Zakon Shingon teoretycznie bardziej się koncentrował na praktykach tantrycznych, tym niemniej skupianie umysłu na Bezmiernymblasku nie było tam nieznane, a w dwunastym wieku mnich Chingai utworzył odrębną gałąź tego zakonu zajmującą się głównie praktykami wiodącymi do odrodzenia w Czystej Ziemi. Zapotrzebowanie na obrazy przedstawiające Czystą Ziemię było duże. Kopiowano je tak jak sutry i wieszano w świątyniach jako pomoce do medytacji.

Mandala amidystyczna

Takie przedstawienia Czystej Ziemi Japończycy nazywają słowem mandara; czyli tak samo, jak tantryczne schematy Niewidzialnego Swiata. Jest to oczywiście sanskryckie słowo mandala, oznaczające dosłownie "krąg". W buddyjskiej terminologii słowem tym określano krąg ziemi u stóp drzewa, pod którym Mędrzec Sakyów dostąpił Obudzenia. Spośród japońskich mandar Czystej Ziemi najmniej skomplikowana jest Chikô Mandara. Namalowana jest w z grubsza zbieżnej perspektywie, ale ikonograficznie podzielona jest na sześć poziomych pasów. Dolny pas, a w perspektywie obrazu pierwszy plan, nazywa się bugaku-dan, czyli przestrzeń tańca i muzyki: po bokach lotosowego stawu siedzą postacie grające na różnych instrumentach, a na dwóch mostach prowadzących na centralnie położoną wyspę znajdują się dwie postacie tańczące. Następny pas, i następny plan, nazywa się hôsui-dan, czyli przestrzeń kryształowej wody: jest to staw z lotosami, z których niektóre są w pąkach, a inne otwarte z małymi dziećmi wewnątrz. Następny pas nazywa się hôchi-dan, czyli ziemia z drogich kamieni, rosną na tej ziemi drzewa również z klejnotów. Następny pas nazywa się shôson-dan, czyli przestrzeń dworu Obudzonego: centralną postacią jest tam siedzący na lotosowym tronie Bezmiernyblask, po jego lewej stronie (czyli po prawej stronie obrazu) siedzi na podobnym lotosie Słuchającypłaczówświata (czyli po japońsku Kannon), po jego prawej stronie siedzi Wielkasiła (czyli po japońsku Seishi), a wokół jest tłumek mniejszych postaci. Następny pas nazywa się rôkaku-dan, czyli przestrzeń wielopiętrowych budynków, które wznoszą się za plecami i nad głowami Amidy i jego dworu; jest to architektura w stylu chińskim, z krzywymi dachami. Najwyższy pas nazywa się koku-dan, czyli pusta przestrzeń. Mandara ta była wielokrotnie kopiowana, w świątyni Gango-ji w Nara znajduje się kilka takich kopii, najstarsza z dwunastego wieku. Cudowny oryginał mnicha Chikô niestety zaginął.

Istnieje natomiast do dziś owa cudowna tkanina z Taima-dera, czyli Taima Mandara; przechowywana jest obecnie w muzeum narodowym w Nara. Dzisiejsi uczeni, jak to uczeni, powątpiewają w cudowne powstanie tego dzieła i przypuszczają, że powstało ono w Chinach i być może w epoce Nara zostało do Japonii przywiezione. Niewątpliwe jest, że jego ikonografia pasuje idealnie do komentarzy chińskiego mnicha Shandao. Centralna część mandali rozplanowana jest podobnie do Chikô, tyle że jest tam znacznie tłoczniej: dwór wokół centralnej trójcy jest liczniejszy, nad budynkami w pustej przestrzeni unoszą się liczne postacie na obłokach, a u dołu obok muzykantów są sceny "ojca witającego dzieci", czyli Amidy witającego nowonarodzonych. Wokół centralnego obrazu są rzędy małych scen ilustrujących sutrę Amitâyurdhyâna: po lewej jest historia uwięzienia królowej Vaidehi, po prawej trzynaście stadiów medytacji, a u dołu dziewięć sposobów powitania nowonarodzonych w Czystej Ziemi, w zależności od zasobu zasług i wiary w obecnym życiu. Podobno w czasach Heian Taima Mandara była zapomniana, odkryto ją na nowo w czasach Kamakura i wtedy zaczęły powstawać liczne kopie. Oryginalna tkanina jest dużych rozmiarów, kopie malowano zazwyczaj mniejsze, ale w określonej proporcji, na przykład ćwierć, albo jedną ósmą, albo jedną szesnastą. Najsłynniejsza z tych kopii, zwana Kempô-shin Mandara, znajduje się dziś w świątyni Zenrin-ji w Kyôto.

Shôkai Mandara jest teoretycznie czymś pośrednim pomiędzy Taima i Chikô, ale tak naprawdę jest niewiele bardziej skomplikowana od tej ostatniej. Jej charakterystyczną cechą są dwa mosty w architekturze za Amidą. Jej kopie znajdują się dziś między innymi w świątyni Jôdo-ji w Nara oraz w Shôkô-ji w Kyôto.

W późnym okresie Heian nie tylko malowano obrazy mające przedstawiać Kraj Bezmiernegoblasku, budowano także świątynie wzorowane na owych mandalach Amidy. Najbardziej znaną z nich jest Byôdo in w Uji w pobliżu Kyôto, świątynia zakonu Tendai. Zbudował ją w 1053 roku Fujiwara Yorimichi, regent cesarza, i do dziś jest dobrze zachowana. Główny pawilon stoi na wyspie pośrodku lotosowego stawu. Pawilon jest piętrowy, co w średniowiecznej Japonii było rzadkie, ale zgodne ze wskazaniami sutry. Pośrodku pawilonu stoi złocony posąg Amidy prawie trzymetrowej wysokości. Wewnątrz posągu znajduje się mały postumencik w kształcie lotosu, na owym lotosie położony jest dysk, na którym wypisana jest wielosylabowa mantra. W pawilonie znajduje się także dziewięć obrazów przedstawiających dziewięć sposobów, w jaki Amida wita nowonarodzonych; są to te same sceny, które w Taima Mandara są w rzędzie u dołu. Taka scena powitania przez Bezmiernyblask nazywa się po japońsku Amida Raigô.

Przedstawienie Amidy przybywającego na chmurze było również częstym tematem malarstwa tego okresu. Być może miały one być pomocą w przygotowaniu na śmierć. Być może miały pomóc umierającemu w rozpoznaniu tego, co w momencie śmierci zobaczy. Istniał również specjalny amidystyczny rytuał przedśmiertny: w rękę umierającego wkładano nitkę, której drugi koniec przymocowywano do ręki posągu Amidy specjalnie w tym celu przyniesionego. Z naszej perspektywy taka praktyka wygląda trochę jak myślenie życzeniowe w rodzaju powtarzania słowa "cukier" z nadzieją na słodki smak w ustach. Historia sutry Sukhâvatîvyűha to zdaje się historia pomyłek w odczytywaniu tekstów. Ale nie tylko. Jej żywotność chwilami zadziwia; nie wiadomo właściwie dlaczego w ciągu historii pojawiały się nonkonformistyczne ruchy, które tę właśnie sutrę uważały za swoją główną inspirację. Jeden z tych ruchów pojawił się w Japonii w epoce Kamakura.

(...)Istotom żyjącym w tym Kraju Obudzonego zupełnie jest nieznane pojęcie własności. Istoty przechodzące i idące przez ten Kraj Obudzonego nie czują wcale przyjemności ani cierpienia, stawiają kroki bez pragnienia, z pragnieniem nie stawiają kroków, nie myślą o istotach. I znów, Anando, istoty urodzone w tym świecie zwanym Sukhâvatî nie znają w ogóle pojęcia "innych", nie znają pojęcia "siebie", nie znają pojęcia nierówności, nie znają pojęcia zmagania, nie znają pojęcia sporu, nie znają pojęcia sprzeciwu. Pełne zrównoważonej myśli, pełne dobrej myśli, pełne troskliwej myśli, pełne czułej myśli, pełne użytecznej myśli, pełne spokojnej myśli, pełne stanowczej myśli, pełne niestronniczej myśli, pełne niezmąconej myśli, pełne myśli skupionej na mądrości wiodącej na drugą stronę, posiadłszy wiedzę będącą solidną podstawą wszelkiej myśli, wiedzą równi oceanowi, mądrością równi górze Meru, posiadając wiele rozlicznych cnót, wsłuchując się w muzykę Obudzonego, doceniając muzykę Obudzonego, porzucają one oko cielesne, patrzą jedynie okiem Mądrości(...)

(Sukhavativyuha)

Epoka Kamakura to epoka samurajskich wojen, czasy zręcznego obcinania głów i rozcinania brzuchów. To również epoka feudalnych włości wielkich klasztorów, których bronili ćwiczący się w sztukach walki mnisi. Epoka fałszywej nauki, tak właśnie jak to pisał Shandao. Niektórzy już wówczas zdawali sobie z tego sprawę. W 1175 roku mnich z góry Hiei, imieniem Hônen, pod wpływem lektury pism Shandao zaczął głosić, że w epoce fałszywej nauki praktyki tantryczne i tym podobne do niczego dobrego nie doprowadzą. Wszystkie te praktyki bez szczerej wiary są pustą indoktrynacją. Do prawdziwej wiary może doprowadzić nembutsu, czyli praktyka wzywania imienia Bezmiernegoblasku. To wezwanie, jeśli wypowiedziane z czystym sercem, pozwala otworzyć się na działanie "innej mocy". Owa "inna moc" (zwana po japońsku tariki) jest w każdym człowieku, zazwyczaj głęboko ukryta; jest ona tam dlatego, że Takprzeszedł Bezmiernyblask złożył kiedyś ślub że ona tam będzie. Zazwyczaj jest ukryta, bowiem przasłania ją "własna moc" (zwana po japońsku jiriki), ale każdy może się otworzyć na jej działanie, niezależnie od tego czy jest żebrzącym mnichem, czy ojcem sześciorga dzieci.

Takie podważanie autorytetu klasztornych instytucji nie było w smak tkwiącym po uszy w schyłkowej epoce fałszywej nauki mnichom z góry Hiei. Hônen był człowiekiem o łagodnym usposobieniu, niezbyt skorym do otwartych konfrontacji. Na zarzut, że podważa wartość buddyjskiego zakonu odpowiadał, że choć nembutsu jest najważniejsze, to jednak buddyjskie zakonne śluby nie są bezużyteczne. Powiadał, że "Nawet grzeszników Amida wyzwoli, o ileż bardzej cnotliwych". Sam zresztą przestrzegał zakonnych ślubów, pozostawał w celibacie i nigdy oficjalnie nie opuścił zakonu Tendai. Tym niemniej przy głównych tezach swego nauczania pozostawał uparcie i próby łagodzenia konfliktów nie uchroniły go przed prześladowaniami: choć początkowo cieszył się respektem cesarza, w wyniku mnisich intryg został w końcu zesłany do odległej prowincji na zachodzie i dopiero przed śmiercią pozwolono mu wrócić do stolicy.

Główny uczeń Hônena, imieniem Shinran, był znacznie mniej skłonny do wszelkich ceregieli. Aby nie było wątpliwości że nie ma zamiaru dyskutować z wielce uczonymi interpretetorami sutr (nawiasem mówiąc on sam studiował dwadzieścia lat na górze Hiei zanim został uczniem Hônena), przyjął on imię Gutoku, co znaczy "głuptasek". Sformułowanie Hônena zgrabnie przerobił na: "Nawet cnotliwych Amida wyzwoli, o ileż bardziej grzeszników", co oczywiście nie było pochwałą grzechu, lecz demaskacją grzechu pychy. Nawracający się grzesznik posiada jedną cechę absolutnie konieczną do prawdziwej wiary: pokorę, której nierzadko brakuje zadowolonym z siebie "cnotliwym". Shinran nie tracił czasu na zjednywanie sobie pozerów i hipokrytów. Na przykład fałszywych celibatariuszy. Nie miał on nic przeciw prawdziwemu głębokiemu celibatowi, ale pozorny celibat grożący w najlepszym razie natręctwami myślowymi, a w gorszym rozpustą lub zboczeniami seksualnymi, jest z pewnością barierą na drodze do prawdziwej wiary. Nie jest natomiast barierą małżeństwo: sam Shinran ożenił się i miał sześcioro dzieci. A z drugiej strony to nie moralność prowadzi do wiary, lecz odwrotnie: moralność wynika z wiary. Kto choć raz w życiu z prawdziwie głęboką wiarą wezwał imienia Bezmiernegożywota, otworzył się na dzałanie "innej mocy", ten już potem będzie unikał złych czynów, które są zawsze wynikiem dzałania "własnej mocy".

Bowiem wezwanie z prawdziwie głęboką wiarą imienia Bezmiernegoblasku oczyszcza z grzechów. Zgodnie z buddyjską nauką dawne złe czyny powodują, że popełnia się nowe złe czyny. Działa tu prosty mechanizm, na przykład odwet tych, których skrzywdzono powoduje chęć kolejnego odwetu - jest to zaklęty krąg. Ale jakże popełniać zło, mścić się itd. - ze świętym imieniem na ustach? A ktokolwiek choć raz w życiu wezwał Imienia z prawdziwie głęboką wiarą, ten rozumie istotę zła i nie będzie chciał go popełniać. Taki ktoś już się urodził w Czystej Ziemi. To urodzenie się w Czystej Ziemi już za życia nazywa się po japońsku gensô, w odróżnieniu od odrodzenia po śmierci, zwanego ôsô. Sama Czysta Ziemia zwie się po japońsku Jôdo i tym mianem nazywa się zwykle zapoczątkowany przez Hônena nurt w buddyźmie.

Hônena zesłano na zachód kraju, Shinran w tym samym czasie zesłany został do wschodnich prowincji, kiedy jednak cofnięto nakaz banicji - Shinran nie myślał wracać. Na wschodzie też byli ludzie, którym trzeba było głosić Dobrą Naukę. Co więcej - byli tam ludzie, którzy nigdy nie słyszeli o Buddzie. Shinran pochodził z arystokratycznej rodziny, ale głosił swą naukę wśród chłopów. Nauczanie Shinrana było reakcją na nadużycia i uwarunkowania, ale wielu jego słuchaczy po raz pierwszy zetknęło się z buddyzmem w tej właśnie formie. Tym niemniej byli to w większości chłopi, więc trudno się dziwić, że w ciągu historii utworzona przez nich szkoła wykazywała nierzadko skłonności do nonkonformizmu. Sam Shinran nie zakładał nowej szkoły, uważał że rozpowszechnia jedynie nauczanie Hônena. Dopiero uczniowie Shinrana utworzyli nową szkołę, zwaną Jôdo Shin. Była ona nonkonformistyczna od początku. Za wzorem Shinrana zarzucono obowiązek celibatu. Zarzucono przedśmiertne ceremonie z figurą Amidy i nitką, wychodząc z założenia, że istotnie jest urodzenie się w Czystej Ziemi za życia, czyli prawdziwe nawrócenie, a nie marzenia o wygodnym życiu po śmierci. Zarzucono też medytację, również ową wizualizację Amidy, wychodząc z założenia, że powoduje ona raczej samozadowolenie i indoktrynację niż otwarcie się na działanie "innej mocy", czyli prawdziwą wiarę. Zamiast takiej medytacji szkoła Shinshű zaleca analizę własnych przeszłych czynów, co pozwala zrozumienie ich przyczyn, czyli działanie "własnej mocy", a to z kolei pomaga w otwarciu się na działanie "innej mocy".

Szkoła Shin cieszyła się ogromną popularnością wśród ludu, natomiast inne zakony uważały ją za heretycką. Jej świątynie były napadane i palone. Główna świątynia szkoły, zwana Hongan-ji, była kilkakrotnie niszczona i odbudowywana w nowym miejscu. Bywało, że główny opat zakonu, zamiast rezydować we wspaniałej świątyni, pielgrzymował po kraju jako wędrowny kaznodzieja. Takim był żyjący w piętnastym wieku Rennyô Shônin, potomek Shinrana przywabiający tłumy słuchaczy i uważany za "drugiego założyciela". A w ciągu wieków wielu wyznawców, często prostych ludzi, niepiśmiennych, uznawano za myôkônin, czyli tych, którzy już na ziemi urodzili się w Czystej Ziemi.

(...)O Błogosławiony, jeśli - kiedy już osiągnę Pełne Przbudzenie - wszystkie istoty we wszyskich stronach świata pokładające we mnie głęboką wiarę i pragnące odrodzenia w moim świecie nie odrodzą się tam wezwawszy ze szczerą wiarą mego imienia choćby dziesięć razy (z wyjątkiem tych istot, które popełnią pięć śmiertelnych grzechów i tych które będą zwalczać Dobrą Naukę) - niech nie osięgnę Najwyższej Najdoskonalszej Mądrości(...)

(Sukhavativyuha; fragment zawarty w przekładach chińskich, ale nieobecny w zachowanych rękopisach sanskryckich)

Jest jeszcze jeden rodzaj pomyłek przy odczytywaniu świętych tekstów: marginalizowanie ważnych stwierdzeń i odwrotnie, przypisywanie wielkiej wagi stwierdzeniom marginalnym.

Japończycy czytali Sukhâvatîvyűha w chińskim tłumaczeniu i znaleźli tam śluby Bezmiernegoblasku w liczbie czterdziestu ośmiu. Wszystkie śluby były oczywiście bardzo miłe, ale najlepszy był ślub numer osiemnaście, bowiem obietnicą odrodzenia w Czystej Ziemi obejmował największą liczbę ludzi. Szkoła Shin uznała go za najważniejszy, "królewski klejnot pośród ślubów Amidy", i na nim opierała swą naukę o tym, że wiara nie zależy od "własnej mocy", lecz od "innej mocy", która jest wynikiem osiemnastego ślubu Amidy. W wyniku tej nauki pojawiali się i pojawiają w Japonii myôkônin, urodzeni w Czystej Ziemi za życia.

Tymczasem w 1880 roku europejski badacz Max Müller odkrył w jednym z japońskich klasztorów starożytne indyjskie teksty spisane na palmowych liściach; jeden z tych tekstów okazał się być sanskrycką wersją Sukhâvatîvyűha. Müller przetłumaczył ją bezpośrednio z sanskrytu na angielski, ale odkrył przy okazji bardzo ciekawą rzecz: w sanskryckiej wersji ślubów było tylko czterdzieści sześć, a brakowało właśnie owego "królewskiego", w chińskiej wersji osiemnastego. Cóż za zbieg okoliczności!

Czy to odkrycie wpłynęło jakoś na nauczanie szkoły Shin? Skądże! Czy kilka brakujących zdań może mieć jakieś znaczenie? Przecież i dziś są w Japonii myôkônin, którzy otwarci na działanie "innej mocy" na własne oczy widzieli Czystą Ziemię!

(...)A teraz, Anando, wstań, zwróć się twarzą ku zachodowi i wziąwszy w dłonie garść kwiatów padnij na twarz. W tej właśnie stronie Błogosławiony Bezmiernyblask, Takprzeszedł święty i w pełni przebudzony, przebywa, mieszka, żyje i głosi Dobrą Naukę, którego nieskazitelne i święte imię, sławne w każdym zakątku świata we wszystkich dziesięciu kierunkach, błogosławieni Przebudzeni liczni jak ziarna piasku w Gangesie, nauczając i odpowiadając na pytania wciąż i wciąż bez przestanku, głoszą i wychwalają i któremu oddają cześć(...)

(Sukhavativyuha)





Strona główna





Hosted by www.Geocities.ws

1