"Jest naszym życzeniem, by cały możliwy do uzyskania w kraju metal użyty był do odlania tego posągu i by wyrównane zostało wzgórze, na którym ta wielka budowla ma być zniesiona; by cały kraj połączył się z nami we wspieraniu Buddyjskiej Drogi i by wszyscy mieli swój udział w zasługach wiodących do osiągnięcia Przebudzenia.
To My posiadamy całe bogactwo kraju, to My posiadamy całą władzę w kraju. Dysponując całym bogactwem i władzą, postanowiliśmy stworzyć ten czcigodny obiekt kultu. Zadanie wydawać się może łatwe, a przecież niedopatrzenia z Naszej strony mogą spowodować, że wysiłek ludu pójdzie na marne, bowiem serce Buddy pozostałoby niewzruszone, gdyby w trakcie budowy pojawiły się zawiść i oszczerstwa prowadzące do przestępstw i grzechu. Dlatego wszyscy, którzy chcą wesprzeć to przedsięwzięcie muszą być szczerze pobożni, aby spłynęło na nich wielkie błogosławieństwo; codziennie muszą oddawać ześć Buddzie Wielkiemu Słońcu, aby wielką pobożnością przysłużyć się do stworzenia jego posągu. Każdemu, kto chce się przysłużyć do powstania tego posągu - choćby nie miał do ofiarowania więcej, niż gałązkę albo garść piasku - należy na to pozwolić. Władze prowincji i powiatów nie mają w imię tego przedsięwzięcia stawiać arbitralnych żądań. To ma być obwieszczone w całym kraju, aby wszyscy rozumieli Nasze zamiary w tej sprawie."
Edykt cesarza Shomu zapisany w kronice Shoku Nihongi"
OBUDZENIE
Na nasiąkniętej deszczem i pokrytej bujną roślinnością równinie Gangesu, na skraju małej wioski w pobliżu miasta Gaia, siedział pod rozłożystym drzewem człowiek. Niepozorna to była postać, wychudła, w marnej szacie, z leżącą obok żebraczą miską, niewątpliwie wędrowny asceta. Spożył właśnie skromny posiłek i odłożywszy miskę usiadł w pozycji lotosu, w milczeniu wsłuchując się w ciszę. Siedział tak i wsłuchiwał się w bezruchu w ciszę przez następne czterdzieści dziewięć dni. Pięćdziesiątego dnia nagle się ocknął, jakby się obudził z głębokiego snu. To obudzenie się niepozornego żebraka siedzącego pod drzewem było jednym z najważniejszych wydarzeń w historii świata. Mało znaczące z pozoru wydarzenie zmieniło bieg historii wielu narodów.
MARY
Ow żebrak bowiem dostrzegł (jak twierdził) Niewidzialną Rzeczywistość. Dostrzegł, że poza otaczającą nas widzialną rzeczywistością jest jeszcze inna rzeczywistość, znacznie ważniejsza i znacznie bardziej realna. Pozornie jest wprawdzie niewidoczna i nie dająca się opisać, ale wystarczy się obudzić by ją dostrzec. A dlaczego jest niewidoczna? Bo przesłaniają ją złudzenia, mary. Przesłaniają ją arogancja i chciwość, kłamstwo i indoktrynacja, obżarstwo i pogoń za seksem. Po pamiętnym wydarzeniu pod rozłożystym drzewem żebrak ów chodził po równinie Gangesu i nauczał. Nie głosił żadnej doktryny ani filozofii, uczył jedynie jak dojść do podobnego Obudzenia. Uczył, że trzeba się wyzwolić od chciwości i arogancji, od kłamstwa i indoktrynacji, od obżarstwa i pogoni za seksem. A ponieważ on sam dostrzegł ową Niewidzialną Rzeczywistość siedząc długi czas w bezruchu i wsłuchując się w ciszę, więc głosił, że to również jest pomocne.
SZMATY
Wkrótce miał wielu uczniów, którzy stworzyli wspólnotę i przyjęli dobrowolnie zakonną regułę. Reguła ta miała ułatwić wyzwolenie się od złudzeń. Aby wyzwolić się od pogoni za seksem przyjęto celibat. Aby wyzwolić się od obżarstwa przyjęto zasadę, że starczy jeden posiłek dziennie. Aby wyzwolić się od chciwości przyjęto zasadę ubóstwa, nieposiadania niczego poza zakonną szatą zszytą ze starych szmat oraz żebraczą miską. Aby wyzwolić się od indoktrynacji przyjęto zasadę nieprzywiązywania się do żadnych poglądów i doktryn oraz niezwalczania żadnych poglądów i doktryn. Aby wyzwolić się od arogancji, od uważania siebie za lepszych niż inni, przyjęto zasadę żebrania, by mieć zawsze świadomość, że nawet wysiłek ku dostrzeżeniu Niewidzialnej Rzeczywistości jest możliwy tylko dzięki aktywnej pomocy innych. A na znak odejścia od świata złudzeń i wejścia na ścieżkę ku Rzeczywistości Niewidzialnej golono głowy na łyso.
RADOSC
Obudzony (po sanskrycku Buddha) ów żebrak pochodził z ludu Sakyów, dlatego też zwano go Mędrcem Sakyów (po sanskrycku Sakyamuni). Podobno był nawet królewiczem, który uciekł z pałacu swego ojca w mieście Kapilavastu i wybrał życie żebraka. Wędrował on jeszcze wiele lat po równinie Gangesu, aż w końcu, podczas postoju w mieście Kusinagara, odszedł całkowicie w Niewidzialną Rzeczywistość. Jego uczniowie zadecydowali wówczas, że trzeba nauczanie Mistrza zachować dla przyszłych pokoleń. Tłum łysych żebraków zebrał się w tym celu w mieście Rajagriha, stolicy największego wówczas na równinie Gangesu królestwa Magadha. Był to piąty wiek przed naszą erą, pismo nie było wówczas w Indiach w powszechnym użyciu, postanowiono więc przypomnieć sobie jak najwięcej kazań Mędrca Sakyów i opanować je pamięciowo. Najbliższym uczniem, który towarzyszył Mędrcowi Sakyów przez kilka ostatnich lat życia, był Brat Radość (po sanskrycku Ananda), potrafił on z pamięci wyrecytować najwięcej kazań. Problem był jednak w tym, że Brat Radość nie zdołał za życia swego mistrza dostrzec Rzeczywistości Niewidzialnej, ale na wielkim zjeźdie łysych żebraków w Rajagriha było czterystu dziewięćdziesięciu dziwięciu już obudzonych. Pamięć jest, jak wiadomo, zawodna; Brat Radość mógł niektóre kazania zniekształcić. Czterystu dziewięćdziesięciu dziewięciu obudzonych było koniecznych, by potwierdzić, że zapamiętane kazanie istotnie prowadzi do dostrzeżenia Niewidzialnej Rzeczywistości, że jest jak nić prowadząca do wyjścia z labiryntu złudzeń. Trzeba też było owe kazania zredagować tak, by ułatwić ich pamięciowe opanowanie, a więc w wersety. Ustalono też, że tak jak bramini recytują codziennie święte Wedy, aby przekazywać je następnym pokoleniom i aby "nasiąkać" świętym tekstem, tak mnisi nowego "budzącego" zakonu będą recytować kazania Mędrca Sakyów by przekazać je potomnym i by nasiąkać tekstami pomagającymi w Obudzeniu. Kazania te, przekazywane z pokolenia na pokolenie, stały się jakby "nicią" zszywającą całą wspólnotę budzicieli i budzonych. "Nicią", czyli po sanskrycku sutrą.
ŁYSI
Wspólnota (po sanskrycku sangha) budzicieli szybko zyskiwała popularność. Łysi żebracy nie zwalczali żadnych doktryn, przyjęli więc rozpowszechnioną wówczas w Indiach tezę o reinkarnacji. Dodali do niej tylko, że nawet jeśli ktoś w obecnym życiu nie zdoła dostrzec Niewidzialnej Rzeczywistości, to dobre czyny spowodują, że dojdzie do tego celu w przyszłym lub późniejszym życiu. Nie zwalczali hinduskiej tezy o istnieniu bogów, dodali tylko, że bogowie również wspierają wspólnotę budzicieli, jednym ze świeżo nawroconych na buddyzm był Indra, wedyjski gromowładca. Wyjątkiem był tu tylko zły duch Zwodziciel (po sanskrycku Mara), źródło wszystkich złudzeń przesłaniających Niewidzialną Rzeczywistość. Pierwszym krokiem na ścieżce ku Obudzeniu jest bezinteresowne dawanie, dlatego niesłychanie ważny był ten żebrzący zakon. A szczególną zasługę stanowi wspieranie Trzech Klejnotów (po sanskrycku Tri Ratna), czyli Obudzonego (po sanskrycku Buddha), Nauczania (po sanskrycku Dharma) i Wspólnoty (po sanskrycku sangha).
KALINGA
Aleksander Wielki wkroczył z wojskami do doliny Indusu likwidując po kolei tamtejsze królestwa, a następnie po krótkim czasie wycofał się z powrotem na zachód. Z powstałego zamieszania skorzystało królestwo Magadha, które pod władzą dynastii Maurya opanowało doliny obu wielkich rzek oraz Dekkan. Najdłużej opierało się Mauryom królestwo Kalinga, podbite w końcu w krwawej wojnie przez cesarza Aśokę. Tymczasem na terenie całego cesarstwa coraz więcej wędrowało łysych mnichów budzicieli głoszących, że kto zabija, ten odrodzi się w piekle, a kto powstrzymuje się od zabijania, ten ma szansę na dostrzeżenie Niewidzialnej Rzeczywistości. Wstrząśnięty rozlewem krwi w wojnie przeciwko królestwu Kalinga, cesarz Aśoka posłuchał łysych mnichów i całkowicie zmienił postępowanie. Zaprzestał prowadzenia wojen i polowań dla rozrywki, zamiast tego odbywał pielgrzymki do buddyjskich świętych miejsc. W całym swoim imperium kazał ustawić kamienne filary, na których wyryto jego orędzia; w orędziach tych powtarza się zdanie: "Wszyscy ludzie to dzieci moje; czego pragnę dla własnych dzieci - aby ich udziałem było osiągnięcie dobrobytu na tym i na tamtym świecie - tego samego pragnę dla wszystkich ludzi." Dbając więc o "tamten świat" wspierał buddyjski zakon, fundował klasztory. W jego ślady szli późniejsi władcy indyjskich królestw, najsławniejszym z nich był Kaniszka z dynastii Kuszan. Władza tej dynastii rozciągała się w pierwszych wiekach naszej ery w dolinach Indusu, Amu Darii i Tarymu. Król Kaniszka był wielkim protektorem Trzech Klejnotów; zakon budzicieli zaczął się rozprzestrzeniać w krajach Azji Srodkowej. Zgromadzenia mnichów recytowały sutry w klasztorach kutych w skale pośród pustyń, w górach dzisiejszego Afganistanu, w oazach wzdłuż Jedwabnego Szlaku. W końcu wędrowni kaznodzieje dotarli do kraju, skąd jedwab pochodził.
SZCZATKI
Pozostałe po spaleniu szczątki Mędrca Sakyów zostały (jak głosi tradycja) rozprowadzone po całych Indiach jako cenne skarby; w miejscach gdzie je w końcu pochowano budowano ogromne mauzolea zwane stupami. Największa taka stupa, zbudowana na Cejlonie, wysokością ustępuje tylko trzem egipskim piramidom. Stupom okazywano cześć obchodząc je wokół zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Wizerunków Buddy początkowo nie wykonywano, a nawet wręcz unikano: na przedstawiających grupowe sceny płaskorzeźbach jego obecność zaznaczano jedynie śladami stóp. Miało to być może symbolizować fakt, że odszedł on do Swiata Niewidzialnego. Później jednak, początkowo na terenie królestwa Kuszanów, zaczęły powstawać posągi Buddy, którym okazywano cześć padając na twarz. Kuszanowie panowali nad terenami zajmowanymi wcześniej przez hellenistyczne królestwo Baktrii; Grecy starożytni okazywali cześć bóstwom za pośrednictwem posągów i być może tą drogą zwyczej ten przeniknął do Buddyzmu. Niewątpliwie najwcześniejsze posągi Buddy są wyraźnie hellenistyczne w stylu, postacie o doskonałych proporcjach, w szatach udrapowanych na grecki sposób. Później ta hellenistyczna u swych początków sztuka, ewoluując dalej, rozpowszechniła się aż do najdalszych zakątków Eurazji. Centralną praktyką buddyjskiego zakonu pozostawało zawsze siedzenie w skupieniu (po sanskrycku dhyana), jednakże obudzeni mistrzowie nigdy nie kwestionowali ważności praktyk wstępnych, takich jak okazywanie czci czy składanie darów. Padanie na twarz to oznaka pokory, składanie darów to zaprzeczenie chciwości - są to pierwsze kroki na drodze ku dostrzeżeniu Niewiedzialnej Rzeczywistości. A jak wiadomo - żadna podróż nie odbędzie się bez zrobienia pierwszego kroku.
NICI
W czasach cesarza Aśoki zaczęły się pojawiać nowe pomoce mnemotechniczne: sutry spisne na palmowych liściach. Wraz z pojawieniem się nowego medium zaczęły również powstawać nowe rodzaje tekstów: komentarze psychologiczne (jako że głównym obiektem zainteresowania buddyzmu są psychiczne bariery na drodze do dostrzeżenia Niewidzialnej Rzeczywistości) oraz reguły życia zakonnego (jako że głównym obiektem zainteresowania buddyzmu było znalezienie sposobów przezwyciężenia psychicznach barier). Około pierwszego wieku przed naszą erą pojawił się kanon tekstów podzielony pod względem treści na trzy "kosze": Kosz Nici (po sanskrycku Sutra Pitaka), Kosz Komentarzy (po sanskrycku Abhidharma Pitaka), oraz Kosz Zakonnej Reguły (po sanskrycku Vinaya Pitaka). Pojawiła się szkoła, zwana Drogą Starych Mężów (po sanskrycku Sthavira vada), dbająca o czystość doktryny i broniąca jej przed nowymi wpływami. Bowiem stulecia mijały, czasy się zmieniały i pojawiały się głosy, że nauczanie trzeba dostosować do nowej rzeczywistości. Zmieniał się na przykład język. Mędrzec Sakyów świadomie unikał języka dotychczasowych świętych tekstów, którego nie rozumiały niskie kasty, on swoje przesłanie adresował do wszystkich ludzi i w potocznym języku głosił swe kazania. W potocznym języku, zwanym pali, spisany został najwcześniejszy kanon. Od tego momentu Droga Starych Mężów (po palijsku Theravada) pilnie strzegła tego kanonu i nie pozwalała nic w nim zmienić.
SANSKRYT
Tymczasem mijały stulecia i czasy się zmieniały. W okresie późnej starożytności rozpowszechniło się w Indiach pismo i niemały procent ludności potafił czytać. W owym czasie literackim językiem północnych Indii, używanym przez tamtejsze klasy wykształcone, był Sanskryt. W tym języku zaczęły się pojawiać sutry o charakterze wyraźnie róźnym o tych zawartych w kanonie palijskim. Napisane tak, jakby Mędrzec Sakyów sam je wygłosił, z podaniem miejsca i okoliczności, są znacznie dłuższe od sutr palijskich, niektóre są tak długie, że wygłoszenie ich musiałoby zająć kilka dni. Pojawiały się w nich nowe pojęcia, a inne, wcześniej istniejące terminy miały rozszerzone znaczenie. Rozszerzono na przykład pojęcie Bojownika o Obudzenie (po sanskrycku bodhisattva), w kanonie palijskim oznacza ono jedynie bojownika o Obudzenie własne, który doskonali się w ciągu kolejnych wcieleń, tymczasem w sanskryckich sutrach oznacza on Bojownika o Obudzenie innych, jako że sam osiągnął on już doskonałość, a wciela się ponownie wyłącznie dla dobra ludzkości. Wśród prostego ludu rozwinął się nawet kult poszczególnych Bojowników, którym nadano imiona; największą popularność zdobył Pan Słuchający Płaczów Swiata (po sanskrycku Avalokiteśvara). Pojawiają się w tych sutrach także pojęcia upersonifikowane, na przykład w sutrze Wieniec Kwiatów (po sanskrycku Avatamsaka) pojawia się - jako Budda Wielkie Słońce (po sanskrycku Vairocana) -upersonifikowana Rzeczywistość Niewidzialna. Współcześni badacze uważają, że sutry te powstały później niż kanon palijski i że trudno ich autorstwo przypisywać Mędrcowi Sakyów. Kwestia autorstwa jest ważna dla nas, których nie interesuje dostrzeżenie Niewidzialnej Rzeczywistości. Dla tych, których to interesuje, sprawa autorstwa jest nieistotna, istotne jest jedynie to, czy tekst spełnia swoją funkcję, czyli prowadzi ku Obudzeniu. Tymczasem kwestię autorstwa właśnie podnosiła Droga Starych Mężów, która ponadto twierdziła, że zakonna dyscyplina jest absolutnie konieczna do Obudzenia. Tymczasem pośród nauczycieli nowego nurtu było wielu świeckich. Oczywiście nikt nie twierdził, że nie trzeba się wyzwolić od chciwości czy indoktrynacji, jednakże zwolennicy nowego nurtu zwracali uwagę, że dążenie do własnego Obudzenia to właściwie wersja chciwości, a ścisłe przywiązywanie się do starych zasad to właśnie indoktrynacja. Charakterystyczne, że Droga Starych Mężów rozprzestrzeniając się w innych krajach - na Cejlonie, w Birmie czy Syjamie - zachowała swój kanon w języku pali, niezrozumiałym dla mieszkańców, tymczasem zwolennicy nowej szkoły dostosowywania się do nowych warunków tłumaczyli sutry na języki nowych krajów: irańskie języki Azji Srodkowej, chiński czy tybetański.
NICOŚĆ
Nowa szkoła zwana była zwykle Wielkim Wozem (po sanskrycku Mahayana). Nie była to bynajmniej prostacka herezja i uproszczenie życia, do szkoły tej należały najlepsze umysły subkontynentu. Nagarjuna, żyjący w drugim wieku naszej ery w południowych Indiach autor traktatu Madhyamaka Sastra, uważany jest dość powszechnie za jednego z najtęższych myślicieli w dziejach Indii. Traktat ten mówi o tym, że wszystko - nawet nieistnienie - podszyte jest nicością (po sanskrycku śunyata) i dla czytelnika nie zainteresowanego Niewidzialną Rzeczywistością jest zupełnie absurdalny. Rzecz w tym, że wszystkie teksty Wielkiego Wozu, zarówno sutry, jak traktaty (po sanskrycku śastra), mają na celu pomoc w dostrzeżeniu Niewidzialnej Rzeczywistości, a nie opisywanie jej, i przeznaczone są dla czytelnika, który podjął już pewne praktyki. Wielki Wóz wylicza sześć praktyk "wiodących na drugą stronę" (po sanskrycku paramita): dawanie (po sanskrycku dana), moralność (po sanskrycku śila), wybaczanie (po sanskrycku ksanti), męstwo (po sanskrycku virya), skupienie (po sanskrycku dhyana) oraz rozumienie (po sanskrycku prajña). To są istotne rzeczy, wszelkie mądre księgi są tylko dodatkiem, tak jak figury Buddy. Zresztą absurdalne teksty są nierzadkie w literaturze Wielkiego Wozu, atakują one naturalną tendencję umysłu do samoindoktrynacji. Jeszcze bardziej absurdalne wydają się dharani, teksty całkowicie pozbawione znaczenia, jedynie zestawy dźwięków. Niekiedy są one tak długie, że ich recytacja trwa ponad godzinę. Mają one odpędzać "demony", czyli szkodliwe stany psychiczne, i - niczym muzyka - wywoływać stan emocjonalny sprzyjający najważniejszemu celowi: dostrzeżeniu... Dla Starych Mężów były one - podobnie jak dla nas - bezsensownymi zaklęciami, zwolennicy Wielkiego Wozu mieli jednak inną na ten temat opinię. Pierwszym, który bez polemiki wspominał w swych tekstach o dharani był żyjący w piątym wieku Asanga, autor traktatu Yogacara Bhumi Sastra. Traktat ten miał dużą popularność wśród adeptów Wielkiego Wozu, tłumaczony był na kilka języków, ale jeszcze bodaj większy wpływ niż Asanga miał jego brat Vasubhandu. Napisał on kilka ksiąg, z których najbardziej znana to Abhidharmakośa, będąca czymś w rodzaju summy buddologicznej. Vasubhandu już za życia cieszył się ogromnym autorytetem; urodzony w Peshavarze, działał na klasztornych uniwersytetach w Kaszmirze i na równinie Gangesu, a także na dworze królów z dynastii Gupta. Wszystkie te traktaty uważa się dziś za filozoficzne, ale trzeby pamiętać, że nie jest to filozofia w sensie zachodnim. Nie jest to opisywanie istniejącego świata, celem nie jest indoktrynacja, lecz nakierowanie umysłu w pewnym kierunku. Teksty te powstawały jako odpowiedź na sytuację zaistniałą w określonym czasie i w określonym miejscu, w żadnym razie się wzajemnie nie wykluczały. W późniejszych okresach i w innych miejscach często wykorzystywane były wymiennie, w zależności od potrzeb. Również w czasach Nagardżuny i Vasubhandu zakon budzicieli nie głosił doktryn ani nie zwalczał doktryn; nie przywiązując się do niczego, filozofie i poglądy zmieniał sobie jak rękawiczki.
DŁUGONOSY
An Shigao był synem szaha dynastii Arsacydów, która w drugim wieku władała Iranem; zrezygnował on z tronu, został buddyjskim mnichem i Jedwabnym Szlakiem dotarł do Chin. Tu zasłynął jako pierwszy w dziejach tłumacz sutr z sanskrytu na chiński. Przetłumaczył on tylko kilka tekstów, ale zapoczątkował strumyczek, który z czasem zamienił się w rzekę. Pod koniec czwartego wieku chińscy mnisi wyruszali już do Indii w konkretnym celu: w poszukiwaniu sutr. Najsławniwjszym z nich jest Faxian, który w 399 roku ruszył na zachód przez pustynie, objechał Kaszmir, równinę Gangesu, Cejlon, przez Indonezję wrócił do Chin, a następnie spisał wrażenia ze swej podróży. Innym był Zhiyen, który w Indiach napotkał mistrza imieniem Buddhabhadra i namówił go do przyjazdu do swego kraju. Buddhabhadra przyjechał i w cesarskiej stolicy napotkał innego długonosego cudzoziemca, pochodzącego z Azji środkowej i przybyłego na usilną prośbę Chińczyków celem tłumaczenia sutr. Cudzoziemcem tym był Kumarajiva, który po studiach w Kaszmirze i nad Gangesem zyskał w swej rodzinnej oazie na Jedwabnym Szlaku renomę wielkiego mędrca; przybył on do Chin dwa lata po wyruszeniu Faxiana na zachód i siedział w luksusie na cesarskim dworze odwalając tłumaczenie za tłumaczeniem. Przetłumaczył między innymi sutry, które miały później ogromny wpływ na rozwój buddyzmu na Dalekim Wschodzie: Wątek Mądrości Wiodącej Na Drugą Stronę (po sanskrycku Prajńa Paramita Sutra), Lotos Dobrego Nauczania (po sanskrycku Saddharma Pundarika Sutra), Opis Czystej Ziemi (po sanskrycku Sukhavati Vyuha), a także Traktat o Drodze Srodkowej (po sanskrycku Madhyamaka Sastra) pióra Nagarjuny. Wbrew regule buddyjskiego zakonu mieszkał sobie w pałacu, tym niemniej nikt nie podważał jego kompetencji; Buddhabhadra prowadził z nim uczone dyskusje. Buddhabhadra również tłumaczył sutry, między innymi bardzo później wpływowy Wieniec Kwiatów (po sanskrycku Avatamsaka Sutra), jednakże cesarskich honorów nie akceptował. Przestrzegał on zakonnej reguły i żył w stolicy z codziennego żebrania, a przez jakiś czas mieszkał w ustronnym klasztorze na górze Lushan, gdzie powstawało wówczas słynne Towarzystwo Białego Lotosu.
SŁOŃ
Dwa stulecia później, w 629 roku, uciekł w kierunku zachodnich pustyń, bez cesarskiego pozwolenia, młody mnich imieniem Xuanzang. Drogą wzdłuż Jedwabnego Szlaku i przez Kaszmir dotarł nad Ganges, gdzie studiował na wielkim buddyjskim uniwersytecie w Nalandzie pod kierunkiem mistrza imieniem Silabhadra. Błyskotliwym umysłem i sprawnością w dysputach, prowadzonych oczywiście w sanskrycie, zdobył sobie szerokie uznanie i patronat króla Harszy, który - gdy Xuanzang po kilkunastu latach postanowił wrócić do swego kraju - chciał mu dać na drogę cztery słonie do transportu sutr. Xuanzang, zgodnie z buddyjską zasadą ubóstwa, przyjął tylko jednego słonia, który zresztą utopił się podczas przeprawy przez Indus i nasz pielgrzym musiał się zadowolić karawaną mułów. Kiedy karawana dotarła wreszcie do Chin, ów uciekinier sprzed kilkunastu lat przyjęty został z honorami przez cesarza. Cesarz rozpytywał sławnego podróżnika o stosunki polityczne w krajach za siedmioma górami i na jego użytek Xuanzang napisał swój słynny "Opis Krajów Zachodu", ale było to tylko dzieło uboczne; resztę swego życia poświęcił on tłumaczeniu sutr. Przetłumaczył ich niewiarygodną ilość, jego tłumaczenia stanowią dziś piątą część ogromnego chińskiego kanonu ksiąg buddyjskich. Uważa się przy tym, że są to tłumaczenia najwyższej jakości; miał on zresztą do pomocy przydzieloną przez cesarza ekipę współpracowników, których zadaniem było sprawdzanie wierności z oryginałem oraz poprawności i przejrzystości chińszczyzny. Na marginesie pracy translatorskiej wielki tłumacz tworzył też kompilacje na użytek początkujących mnichów. Jedna z takich kompilacji, oparta na pismach Vasubandhu, stała się nawet głównym przedmiotem studiów odrębnej szkoły, zwanej Faxiang.
PATRIARCHA
Był to bowiem okres formowania się chińskich szkół buddyjskich, które wprawdzie się nie zwalczały, ale używały różnych tekstów jako głównego przedmiotu studiów. Szkoła Sanlun, czyli Trzy Traktaty, opirała swą naukę na trzech księgach, z których najważniejszą była Madhyamaka Sastra pióra Nagarjuny. Szkoła Zushe za swój gówny przedmiot studiów uważała księgę Abhidharmakośa, czyli ową "summę buddologiczną" pióra Vasubandhu. W siódmym wieku mnich Du Fashun stworzył szkołę Huayen, czyli Wieniec Kwiatów, której głównym przedmiotem studiów była Avatamsaka Sutra. Żyjący mniej więcej w tym samym czasie mnich Daoxuan, widząc to całe rozintelektualizowanie, stworzył szkołę Vinaya, czyli po chińsku Lü, której głównym przedmiotem zainteresowania była czystość zakonnej dyscypliny i rytuału. Były też inne nierozintelektualizowane szkoły. Na dalekim południu mieszkał w owym czasie Szósty Patriarcha szkoły Chan, niepiśmienny wieśniak imieniem Huineng, który swe nauki przekazywał chlastając swych uczniów bambusowym kijem. A na początku ósmego wieku przybył z Indii do Chin mnich Vajrabodhi, przywożąc ze sobą tajemną naukę tantryzmu.
OBYCZAJE
W czasie kiedy Faxian wybierał się na Zachód w poszukiwaniu sutr, z położonego dalej na wschodzie Kraju Swieżego Poranka mnisi przybywali do Chin w tym samym celu. Kraj Swieżego Poranka, czyli Korea, podzielona była wówczas na trzy królestwa; władcy dwóch z nich, Koguryo i Paekche, już od czwartego wieku byli gorącymi zwolennikami buddyzmu. Intelektualne życie Korei już od starożytności odzwierciedlało to, co się działo w Chinach. W epoce, kiedy buddyzm rozpowszechniał się w Państwie Srodka, koreańscy mnisi studiowali sutry w chińskich klasztorach, a niektórzy podróżowali nawet do Indii. Takim wędrownikiem był mnich Hyech'o, który w czasach Tang pojechał do Inndii z grupą chińskich mnichów, a po powrocie spisał wrażenia z podróży. Powstające w chinach buddyjskie szkoły wkrótce miały swe odpowiedniki w Korei. Oczywiście królowie byli buddystami tylko w bardzo szerokim pojęciu, wojen bynajmniej nie zaprzestali, choć może buddyzm rzeczywiście łagodził obyczaje i świadomie w tym celu go rozpowszechniano. Na przykład Syong myong, król Paekche, w 545 roku wysłał poselstwo do Kimmei, cesarza Japonii, z darami, wśród których było kilka sutr i posąg Buddy oraz wyjaśnienie, że jest to najwspanialsza nauka, jaką zna świat. Japończycy byli wówczas dzikim ludem, dokonującym ofiar z ludzi na pogrzebach, a po śmierci cesarza tradycyjnie zakopywano żywcem cały rząd, dwór i harem. Król Syong myong chciał podobno sojuszu z cesarzem Kimmei przeciwko królestwu Silla, ale prawdą jest też, że już następnego roku cesarz Kimmei wydał edykt zakazujący ofiar z ludzi na pogrzebach.
KANAŁ
Nauka powstała gdzieś w dalekim kraju, nawet nie w Chinach, ale jeszcze dalej, gdzieś za siedmioma górami, stworzona przez królewicza, który dobrowolnie został żebrakiem, ale dzięki tej nauce osiągnął wiedzę o wszechświecie i teraz władcy padają na twarz przed jego posągiem - to wszystko dla Japończyków było powiewem prawdziwie szerokiego świata. Dla części elit władzy ówczesnej Japonii ta szerokość horyzontów była atrakcyjna. Ród Soga, najbardziej wpływowy na dworze cesarskim, aspirował do światowości i popierał tę nową naukę, budował w swych dobrach świątynie dla przywożonych z Korei figur i klasztory dla przybywających stamtąd mnichów. Jak to często bywa, "obce wpływy" budziły kontrowersje; konkurujące z Sogami rody Mononobe i Nakatomi podnosiły wrzask o "utracie tożsamości narodowej, obcym spisku i zagrożeniu niepodległości, o jakichś obcych kultach zagrażających rodzimej religii". W owym czasie narodowe dyskusje prowadzone były nie na papierze, lecz w czynie: na Soga napadano, świątynie palono, mnichom i mniszkom robiono krzywdę, a posągi wrzucano do kanału. Były to jednak tylko przegrane bitwy, a nie kampania, bowiem to Soga prowadzili oficjalną politykę kraju: oni wprowadzali na tron cesarzy, a jeśli cesarz stawał okoniem, to mu odrzynali głowę. Ow patronat nad buddyzmem nabrał rozpędu, kiedy głową rodu został Soga-no Umako, polityk o światowych horyzontach. W 592 roku cesarz Sujun, wprowadzony wprawdzie na tron przez Soga, ale mający obiekcje wobec ich poczynań, postradał głowę w wyniku oderżnięcia, a na tron wprowadzono cesarzową Suiko, córkę cesarza Kimmei i siostry Soga-no Umako. Wkrótce potem regentem rządzącym w imieniu cesarzowej został książę rodziny cesarskiej, Shotoku Taishi.
KSIĄŻĘ
Shotoku Taishi był w dziejach Japonii postacią niezwykłą. Niewątpliwie był zręcznym politykiem, działał w harmonii z Umako, ale jeśli Umako był od odrzynania głów, książę Shotoku był od łagodzenia obyczajów. Istnieją o nim opowieści takie, jak o świętym Marcinie: podobno na przykład on - książę cesarskiego rodu - nakarmił i odział umierającego przy drodze żebraka. Smierć przy drodze nie była w ówczesnej Japonii rzeczą niezwykłą, według shinto zetknięcie ze śmiercią, a więc i z umierającym, powodowało rytualną nieczystość, dlatego nie ratowano tonących ani nie pomagano umierającym żebrakom. Pomagając umierającemu książę Shotoku świadomie łamał stare religijne uwarunkowania. Był on jednak nie tylko dobroduszny, był również wysoce wykształconym buddystą, jego nauczycielem był przybyły z Korei mnich Hyecha (po japońsku Eji). Książę znał biegle chiński i nie tylko przepisywał piękną kaligrafią sutry, ale też pisał do nich długie komentarze. Jeden taki wielotomowy komentarz własnoręcznie przezeń wykaligrafowany znajduje się do dziś w zbiorach cesarskich. Wiedział on oczywiście, że do Korei buddyzm przybył z Chin i że lepiej uczyć się bliżej źródeł; w 608 roku wyruszyło z Japonii poselstwo na dwór chińskiego cesarza. Trudno mieć wątpliwości, że książę propagował buddyzm celem łagodzenia obyczajów, jego słynny "Edykt Siedemnastu Punktów" miał z całą pewnością taki cel. To za rządów księcia Shotoku, a dokładnie w 607 roku, powstał najstarszy istniejący do dziś klasztor Japonii: Horyű-ji. Wkrótce po śmierci księcia w 621 roku w kraju było już 46 klasztorów, ponad ośmiuset mnichów i ponad pięćset mniszek.
METROPOLIA
W następnym stuleciu kontrowersje wokół buddyzmu ucichły. Arogancki ród Soga został zręcznie wyrżnięty za sprawą najzręczniejszego polityka owego czasu, Nakatomi-no Katamari, który za zasługi otrzymał od cesarza nazwisko Fujiwara i stał się protoplastą kolejnej familii. Jako premier rządu miał on istotnie zasługi niemałe, kontynuuając reformy księcia Shotoku, a skoro ze zlikwidowaniem Soga buddyzm przestał być kością niezgody - popierał również mnichów. W 653 roku mnich Dosho wysłany został do Chin, gdzie studiował u samego Xuanzanga, a wróciwszy po kilku latach przywiózł do kraju szkołę Faxiang, czyli po japońsku Hosso. Do tej szkoły należą najstarsze w Japonii klasztory, m. in. Horyű-ji, a także ufundowany przez ród Fujiwara i stojący do dziś w Nara klasztor Kofuku-ji. W epoce Nara, czyli w ósmym wieku, przybywali do Japonii również nauczyciele innych szkół. Była w Nara szkoła Zhushe, czyli po japońsku Kusha, studiująca teksty Vasubandhu. Była szkoła Trzech Traktatów, po japońsku Sanron, studiująca teksty Nagarjuny. W 736 roku przybył do Japonii mnich Dosen, przywożąc ze sobą szkołę Wieńca Kwiatów, czyli po japońsku Kegon. Na tym samym statku przyjechał także Bodhisena, bramin z południowych Indii, który w Japonii nauczał sanskrytu, oraz Kibi-no Makibi, który też się sanskrytu nauczył i prawdopodobnie pod jego wpływem opracował japoński alfabet zwany katakana. Innym mieszkańcem Nara był niejaki Fat-triet, mnich z Kambodży zwany z japońska Buttetsu, który uczył Japończyków opartych na indyjskiej mitologii rytualnych tańców, odtwarzanych do dziś w Horyű-ji przy uroczystych okazjach. Nara była wówczas metropolią o iście międzynarodowym charakterze. A w 747 roku cesarz Shomu postanowił uświetnić swó stolicę największą w świecie figurą Buddy odlaną z brązu.
BOGINI
Na początek postanowiono poradzić się wieszczków bogini Amaterasu gdzie będzie najlepsze miejsce. Minęły bowiem czasy, kiedy buddyzm uważano za zagrożenie dla rodzimej religii. Buddyzm, jak zawsze, nie głosił doktryn, nie podważał ważności rodzimych wyznań. Głównym eksponentem tezy o braku opozycji pomiędzy buddyzmem a shinto był niejaki Gyogi Bosatsu, mnich szkoły Hosso. Wedle niektórych źródeł był on Koreańczykiem, który przybył do Japonii jako świecki, wedle innych pochodził z Izumi; tak czy owak przyjął mnisi habit w klasztorze Yakushi-ji w Nara w 685 roku, studiował w szkole Hosso i podróżował po całej Japonii propagując nową naukę. W 742 roku wysłany został przez cesarza do sanktuarium bogini Słońca w Ise by zapytać jej wieszczków co bogini myśli o planie budowy posągu Buddy Wielkiego Słońca w Nara. Odpowiedź była raczej mętna, ale zinterpretowano ją pozytywnie. Wynikało z tego oczywiście, że bogini jest również opiekunką zakonu budzicieli, podobnie jak w Indiach gromowładny Indra.
ZASŁUGI
W 747 roku przystąpiono do budowy. Cesarz Shomu postanowił, że ma to być przedsięwzięcie całego narodu, każdy jego poddany ma mieć szansę zdobycia zasługi na pośmiertną przyszłość. Cesarz nie zamierzał wcale całej zasługi przypisać sobie. Ktoś w owym czasie i w owym miejscu zdawał sobie sprawę, że Droga ku Obudzeniu to nie jest indywidualny wysiłek dbania o własny tyłek, lecz wysiłek całej społeczności w tym samym kierunku. Z perpektywy widzimy, że w owym czasie i w owym miejscu zachodziło niezwykłe wydarzenie, w którym brał udział cały kraj. Osobą odpowiedzialną za zbieranie w całym kraju funduszy na budowę był mnich Gyogi, który słusznie chyba miał przydomek Bosatsu, co znaczy Bodhisattva, czyli Bojownik o Obudzenie.
OCZY
Tymczasem na miejscu budowę posągu nadzorował Roben, mnich ze szkoły Kegon. Bowiem klasztor Todai-ji, gdzie budowano posąg, przeznaczono dla szkoły Kegon, a sam posąg miał przedstawiać centralną postać sutry Wieńca Kwiatów, Buddę Wielkie Słońce. Budowę prowadzono z wielkim rozmachem, zniwelowano zbocze góry, przez dwa lata cierpliwie odlewano fragmenty posągu, a kiedy w 749 roku zmontowano wreszcie po kilku nieudanych próbach całość, w jednej z prowincji kraju odkryto (zdaniem uczestników owego przedsięwzięcia - wcale nie przypadkowo) złoto. Tegoż roku cesarz Shomu wydał edykt dziękczynny, w którym on - sam uważany za bóstwo - tytułuje się "Sługą Trzech Klejnotów". Trzy lata później ukończony został wielki budynek kryjący figurę; wtedy dokonano uroczystej ceremonii otwarcia oczu wielkiego Buddy.
STATUS
Najwyraźniej cesarz Shomu chciał, by cała ludność jego państwa miała możność wstąpienia na Scieżkę prowadzącą ku Obudzeniu. Z początku próżny, chciał nawet budować nową, jeszcze świetniejszą niż Nara stolicę, przeszedł on przemianę taką jak Aśoka kiedy przez kraj przeszła zaraza ścinając z nóg niemal połowę ludości. Wtedy cesarz zaczął myśleć o życiu pośmiertnym, ale nie tylko własnym, również swoich poddanych. Jeszcze przed rozpoczęciem budowy posągu w stolicy nakazał on budowę klasztorów we wszystkich prowincjach, w każdym miała być przechowywana i recytowana sutra Wieniec Kwiatów i w każdym miał stać posąg Buddy Wielkiego Słońca co najmniej pięciometrowej wysokości. A osiemnastometrowy posąg w stolicy był nie tylko największy w kraju, był też (o czym pewnie cesarz podówczas nie wiedział) największym w świecie posągiem odlanym z brązu. W 749 roku, kiedy posąg był już gotowy, cesarz Shomu uznał, że jego rola jest skończona, postanowił zrezygnować ze statusu bóstwa i przyjąć status mnicha: abdykował i sam osobiście wstąpił na Scieżkę prowadzącą ku Obudzeniu.
ŚLEPIEC
Entuzjazm dla nowej Nauki był wielki, różne szkoły myślenia zapuszczały korzenie, nie było jednak pewności, czy japoński zakon zapoczątkowany został prawidłowo wedle należytego rytu. Aby tę pewność mieć, zaproszono do Japonii mistrza szkoły Lü (po japońsku Ritsu), która specjalizowała się w dbaniu o prawidłową klasztorną dyscyplinę i rytuał. Zaproszony mistrz miał na imię-jianzhen, czyli wedle japońskiej wymowy Kanjin. Zaproszenie on przyjął i kilkakrotnie się do zamorskiego kraju wybierał, ale za każdym razem stawały mu na drodze nieprzewidywalne przeszkody: a to chińska biurokracja, a to sztormy, a to piraci. W czasie jednej z takich niedoszłych podróży stracił nawet wzrok. Był jednak uparty i w końcu w 753 roku, po piętnastu latach prób, dotarł do Nara jako sześdziesięciosześcioletni ślepiec. Wedle jego wskazówek zbudowano więc kaidan, czyli odpowiednią platformę do rytu inicjacji, i pewnego pięknego dnia kilkuset osobom prawidłowo ogolono głowy.
PRZYSZŁOŚĆ
Taki był początek prawdziwego buddyjskiego zakonu w wyspiarskim cesarstwie na wschodnim oceanie. Przyszłość wyglądała świetliście. Tak świetliście, jak wschodzący Budda Wielkie Słońce.