Na początek kilka słów o tym w jaki sposób i w jakim celu powstała niniejsza książka.
Po pierwsze - powstała ona zarówno na podstawie opracowań, jak badań bezpośrednich. Moje bezpośrednie badania polegały na pojechaniu do Japonii i sprawdzeniu jak omawiana przeze mnie sztuka funkcjonuje w tym kraju dziś. Byłem więc obecny przy obrzędach w sanktuarium shintô, oglądałem wystawy układów kwiatowych, brałem udział w lekcji sztuki parzenia herbaty, próbowałem pisać ideogramy pod okiem kaligrafa, a w klasztorach Zen spędziłem parę miesięcy. Niestety, moja znajomość japońskiego pozwala mi się wprawdzie porozumieć w codziennych sytuacjach, jest jednak niewystarczająca do czytania źródłowych rękopisów. W dodatku do badania historii Japonii konieczna jest znajomość chińskiego (który był tam w takim użyciu, jak w Polsce łacina), a z tym językiem mam jeszcze większe problemy. Dlatego musiałem się oprzeć na opracowaniach, przede wszystkim anglojęzycznych.
Po drugie - jest to wprawdzie praca humanistyczna, ja mam jednak również do humanistyki podejście ścisłe: wszelkie podawane przeze mnie informacje pochodzą z wyżej wspomnianych opracowań lub z własnych obserwacji. Wszelkie przypuszczenia opatrzone są warunkującym zwrotem typu "być może". Informacje pochodzące z legend również mają swe źródło we wspomnianych tekstach; niekiedy podaję je bez komentarza, wychodząc z założenia, że dwudziestowieczny czytelnik będzie wiedział jak potraktować wieści o wyspach szczęśliwości pływających po Pacyfiku albo o tym, że herbata wyrosła z powiek Pierwszego Patriarchy. Tym niemniej, mimo że naukowego żargonu starałem się unikać i że w tekście nie powołuję się na konkretne źródła, wszystkie podane przeze mnie informacje są - w miarę moich możliwości - ścisłe.
Po trzecie - fakty porządkuję w specyficzny sposób. Normalnie historia sztuki zajmuje się malarstwem, rzeźbą i architekturą, rozpatrując je pod względem stylu. Mnie natomiast interesuje przede wszystkim funkcja, jaką dzieło sztuki spełnia, czyli po co ono w ogóle powstało. Sanktuarium shintô jest całe dziełem sztuki, choć składają się na nie elementy architektury, metaloplastyki, niekiedy też tkactwa, malarstwa lub rzeźby. Swiątynia buddyjska jest zupełnie innym dziełem sztuki, na który składa się architektura, rzeźba, malarstwo, kaligrafia, często również ogrodnictwo. Pod tym przede wszystkim kątem porządkowałem zebrany materiał. Klasyczny podział sztuki na malarstwo, rzeźbę i architekturę zignorowałem. Chronologię wziąłem pod uwagę, ale pełni ona rolę drugorzędną.
Po czwarte - nie widzę powodu, by ignorować opinie ludzi, którzy tę sztukę tworzyli i byli jej odbiorcami. Jeśli w Japonii za ważne działy sztuki uważane są kaligrafia, ogrodnictwo czy picie herbaty, to ja również uważam je za ważne działy sztuki. Postanowiłem zignorować fakt, że w Europie te rodzaje aktywności nie są do sztuk pięknych zaliczane. Tym bardziej dotyczy to opinii religijnych. Jeśli na przykład buddyści twierdzą, że nie głoszą doktryn, lecz teksty mające doprowadzić do Przebudzenia, to uważam, że ich twierdzenia należy przyjąć przynajmniej jako roboczą teorię. Nie można traktować ich jak głupków, którzy nie wiedzą co mówią.
Po piąte - takie warunkowe (przynajmniej) przyjęcie ważności twierdzeń wyznawców innych religii prowadzi do kolejnej roboczej teorii. Nie myślę twierzdzić, że jest to ostateczny opis rzeczywistości, jest to tylko robocza teoria przyjęta na użytek niniejszej książki i pomocna w porządkowaniu prezentowanych w niej faktów. Otóż proponuję warunkowo przyjąć tezę, że "religie" nie są systemami wierzeń, dogmatów i przesądów (jak się przyjęło rozumieć to pojęcie w kręgu kultury zachodniej), lecz drogami wiodącymi ku temu, co na Zachodzie zwie się zwykle Transcendencją. Dogmaty, wierzenia i inne teksty są elementami religii, ale są też inne elementy, na przykład rytuał i związana z rytuałem sztuka. Proponuję również przyjąć, że religie nie są sposobami egoistycznego "zbawiania własnego tyłka", lecz drogami, którymi kroczą razem całe społeczności. Sztuka jest ściśle powiązana z tak rozumianą religią; nie istnieje ot tak sobie, dla przyjemności, lecz jest narzędziem prowadzenia społeczności ku Transcendencji. Jednakże jak wszelka aktywność ludzka - zachowania związane ze sztuką (zarówno jej tworzenie, jak odbiór) podlegają uwarunkowaniu i mogą istnieć dłużej niż pierwotna potrzeba, powtarzane nadal bez zrozumienia istoty, rzeczywiście już tylko dla przyjemności. W świetle tej proponowanej teorii niniejszą książkę można potraktować jako rozprawę "o powstawaniu gatunków artystycznych". Powtarzam jednak: jest to tylko propozycja, nie ostatnie słowo (nie widzę powodu, dla którego ostatnie słowo miałoby należeć do mnie).
Po szóste - proponowana teoria sugeruje odpowiedź na pytanie o społeczną rolę inteligencji humanistycznej. W społeczeństwach przednowoczesnych inteligencję humanistyczną stanowił przede wszystkim kler, w Japonii shintoistyczny i buddyjski. Osobiście przeciwny jestem traktowaniu kleru wszelkiej maści jako bandy krwiopijców, oszustów i wyzyskiwaczy. Oczywiście, oszuści i pozoranci znajdą się wszędzie tam, gdzie jakaś pozycja społeczna zyskuje respekt, ale respekt pojawia się wcześniej (tak jak muszą istnieć prawdziwe dolary zanim ktoś zacznie drukować fałszywki). Każdy kler (czyli inteligencja humanistyczna) u swych początków prowadzi społeczeństwa ku Transcendencji, stąd respekt, ale pozycja społeczna, której respekt utrwalony został przez uwarunkowanie, jest magnesem dla pozerów. Ciekawe, że myśl buddyjska bierze pod uwagę taki właśnie rozwój religii. Wedle bardzo starej buddyjskiej tezy budda, czyli Obudzony, pojawia się na świecie co jakiś czas, a jego nauka przechodzi przez trzy okresy: Dobrej Nauki, Zniekształconej Nauki i Fałszywej Nauki. Dobra Nauka podtrzymywana jest przez rozumiejących ją sukcesorów, Zniekształcona nauka podtrzymywana jest przez sukcesorów nie całkiem ją rozumiejących, choć nadal spełnia (przynasjmniej w części) swą funkcję, a Fałszywa Nauka podtrzymywana jest przez pozerów i karierowiczów, którzy nadal głoszą podobne teksty, ale ich rzeczywisty cel jest wręcz przeciwny (bo wynikający z chciwości) niż pierwotny cel owej nauki. Jednakże rozpaczanie nad upadkiem obyczajów nie jest rolą inteligencji humanistycznej, nie jest też nią przynudzanie i mielenie słów na proszek. Taka jest być może rola pozerów usiłujących uchodzić za inteligencję humanistyczną. Rolą inteligencji humanistycznej jest prowadzenie społeczeństw ku Transcendencji niezależnie od tego, jaka aktualnie jest sytuacja.
Po siódme - niezależnie od proponowanych teorii, niniejsza książka nie ma być naukową rozprawą ani filozoficznym traktatem. Teorie proponuję jedynie w celu uporządkowania informacji. Wszystkie zebrane tu teksty pisałem z myślą o czytelniku, dla którego są to informacje nowe. Na przykład o potencjalnym turyście, który jadąc to tego dalekiego kraju chciałby coś wiedzieć o tamtejszych zabytkach. Polski turysta wchodzący do kościoła w Rzymie wie, po co jest ten budynek i co się w nim odbywa; ta wiedza wcale nie jest tak oczywista w przypadku sanktuariów shintô czy buddyjskich klasztorów. Wychodząc z założenia, że dla większości czytelników będzie to materiał zupełnie nowy, świadomie ograniczyłem ilość wprowadzanych imion czy nazw własnych. Na przykład w rozdziale o sztuce parzenia herbaty wprowadzam nazwiska tylko sześciu głównych mistrzów; to trochę tak, jakbym omawiając na przykład historię malarstwa włoskiego nazwał po imieniu tylko sześciu artystów. Podobnie omawiam bliżej tylko kilka sanktuariów shintô , choć jest ich w tym kraju tysiące. Jest więc ta książka w zasadzie tylko wprowadzeniem; mam nadzieję, że potencjalnemu turyście pomoże rozpoznać, co widzi. Świadomie nie podpisuję zamieszczonych zdjęć - właśnie po to, by czytelnik mógł je sam powiązać z tekstem (każde zdjęcie jest pośrednio w tekście objaśnione).
Po ósme wreszcie - należę do ludzi, którzy uważają, że w historii dzieją się rzeczy znacznie ważniejsze niż polityka. Tak się jednak składa, że politycy zawsze robią najwięcej hałasu, są najbardziej widoczni i historycy zwykli wydarzenia polityczne traktować jako główne odnośniki chronologii (nieprawda: w świecie zachodnim lata liczy się od wydarzenia, które z polityką nie miało nic wspólnego). Politycy ponadto dysponują funduszami i dlatego mogą finansować przedsięwzięcia artystyczne. Dlatego też nazwiska polityków pojawiają się w niniejszej książce. Mógłbym właściwie uznać, że nie zajmuję się polityką i odesłać zainteresowanego czytelnika do którejś z licznych książek tą gałęzią historii się zajmujących. W końcu jednak zdecydowałem się ułatwić lekturę i poświęcić pierwszy rozdział głównym wydarzeniom politycznym, na których tle dzieją się rzeczy omawiane w pozostałych rozdziałach. Postanowiłem się jednak ograniczyć do zarysu historii wysp japońskich, a zainteresowanych tłem historycznym Korei, Chin czy Indii odesłać mimo wszystko do odpowiednich opracowań.
Wyjaśniwszy tych kilka punktów, zapraszam do lektury. Mam nadzieję, że moja książka nie okaże się przynudzaniem i mieleniem słów na proszek.