26. kolejka I ligi sezonu 1997/98
| Data | Godz. | Gospodarze | Wynik | Goście |
| 26.04.98 | 17.00 | Widzew Łódź | 1:1 (1:0) | Amica Wronki |
GALERIA ZDJĘĆ Z MECZU WIDZEW-AMICA
Pogoń 1-2 ŁKS
Ruch 2-1 Zagłębie
Stomil 1-1 Legia
Polonia 1-1 Lech
Odra 1-1 Wisła
Statystyka meczu
Zdobywcy bramek
| Gole | Min. | Strzelcy | Drużyna |
| 1:0 | 22' | Szymkowiak | Widzew |
| 1:1 | 61' | Szymkowiak (sam.) | Amica |
Kartki
| Dla Gospodarzy | Dla Gości |
| Gęsior (będzie pauzował w następnej kolejce) |
Siara (za faul) |
| 38' Siara (za zagranie ręką) | |
| Kryszałowicz |
| Widzów | 6 000 | |||||||||
| Sędzia | G. Kasperkowicz (Poznań) | |||||||||
| Doping | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Skład Widzewa: Onyszko - Bogusz, Terlecki, Siadaczka - Wichniarek, Gęsior, Czajkowski, Szymkowiak, Szarpak (80' Zając) - Szemoński (83' Świętosławski), Kobylański
ASYSTY W WIDZEWIE: bez asysty
Widzewiacy rozpoczęli mecz z dużym impetem. Już w 2 min. po ładnej akcji defensorzy z Wronek z trudem zablokowali strzał Szemońskiego. Dwie minuty później minął się z piłką po dośrodkowaniu Piotra Szarpaka Andrzej Kobylański. W 12 min. mocnym uderzeniem próbował zaskoczyć bramkarza Amiki Dariusz Gęsior. W kolejnej minucie przed szansą uzyskania prowadzenia stanął Szemoński. Otrzymał doskonałe podanie od Szarpaka i będąc w pozycji sam na sam z Jarosławem Stróżyńskim nie potrafił skierować piłki do siatki.
W 22 min. gry do akcji ofensywnej Widzewa włączył się Mirosław Szymkowiak. Prostopadłym podaniem zatrudnił Szemońskiego i sam wpadł w pole karne. Dopadł do zablokowanej piłki i bez namysłu silnie strzelił. Bramkarz gości zdołał obronić, ale piłkarz Widzewa jeszcze raz uprzedził obrońców i głową zdobył upragnionego gola.Gdy w 38 min. za kolejny umyślny faul, drugą żółtą kartkę zobaczył obrońca z Amiki Mirosław Siara wydawało się, że łodzianie dorzucą do korzystnego wyniku kolejne bramki.
Niestety, sympatyków Widzewa spotkało wielkie rozczarowanie. Piłkarze z Wronek skonsolidowali obronę i jak tylko mogli przeprowadzali groźne kontry. Łódzcy piłkarze natomiast jakby usiedli na laurach. Nie potrafili stworzyć liczebnej przewagi pod polem karnym przeciwnika, dali rywalom zbyt dużo swobody w środku pola.
Rezultatu mało ambitnej gry Widzewa doczekaliśmy się w 61 min. spotkania. Prawym skrzydłem pod pole karne gospodarzy pobiegł Andrzej Przerada. Gdy dośrodkowywał na pole karne wydawało się, że nic groźnego stać się nie może, a jednak... .Arkadiusz Onyszko wyszedł do piłki, odbił ją, a nadbiegający Mirosław Szymkowiak wkopnął ją do swojej bramki.
Już do końca pojedynku Widzew nie potrafił strzelić bramki. Po dobrych centrach Piotra Szarpaka marnował dogodne sytuacje strzeleckie Szemoński, a celny strzał głową Andrzeja Kobylańskiego przerzucił nad poprzeczką Stróżyński.
Express Ilustrowany, 27 kwietnia 1998
Po meczu powiedzieli
Maciej Terlecki: Gramy bardzo słabą piłkę. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Obecnie wszystkie zespoły grające w lidze nic specjalnego nie pokazują i o zwycięstwie decydują przygotowanie i szczęście. Nam ono nie dopisuje, a w treningach uczestniczą zupełnie inni piłkarze niż grają w meczach. Jak w takiej sytuacji mamy wygrywać? Wczoraj niepotrzebnie cofnęliśmy się po zdobyciu gola. Uważam, że powinniśmy zagrać znacznie bardziej agresywnie. Gdybyśmy mogli grać w pełnym składzie to byśmy już tę ligę dawno rozwalili.
Arkadiusz Onyszko: Wybiłem piłkę, ale niestety trafiła ona w nogi Mirka Szymkowiaka. Nie wygramy meczu, gdy nie będziemy strzelać bramek, a wczoraj mogliśmy ich zdobyć naprawdę dużo.
Marek Bajor (obecnie Amica, były gracz Widzewa): Na początku trochę się obawialiśmy meczu z Widzewem. Strata zawodnika podziałała na nas mobilizująco. Zmusiła nas do dużej konsekwencji w grze. Graliśmy uważnie w tyłach i kontratakowaliśmy. Konsekwencją naszej taktyki była zdobyta przez nas bramka. Wprawdzie Widzew miał liczebną i optyczną przewagę, ale my też mieliśmy jeszcze szansę na strzelenie drugiego gola.
Marek Citko: Graliśmy dobrze do momentu zejścia z boiska Mirosława Siary. Mieliśmy przewagę, atakowaliśmy. Później osłabionej Amice pozostawiliśmy zbyt dużo swobody, nikt za nikogo nie odpowiadał i straciliśmy bramkę. Nie udało się nam wygrać, bo nie potrafiliśmy wykorzystać wielu okazji do zdobycia bramek.
Janusz Wójcik (trener reprezentacji Polski): Zawsze chętnie przyjeżdżam do Łodzi na obserwacje meczów I - ligowych. Z reguły mogłem z nich wynieść, jako selekcjoner, wiele ciekawych spostrzeżeń i wniosków. Tym razem piłkarze Widzewa sprawili nie tylko mnie, ale przede wszystkim kibicom, spory zawód. Z wyjątkiem początkowej fazy spotkania, później gospodarze grali gorzej, a w drugiej odsłonie - fatalnie. Żaden z zawodników mistrza Polski nie zasłużył na wyróżnienie. Amice należą się słowa uznania za ambicję i dobrą grę taktyczną. Można mieć dużo zastrzeżeń do poziomu gry. Ja nie mogę nic Widzewowi doradzać. Nie wiem, jak przepracowano okres przygotowawczy do sezonu. Trener Franciszek Smuda zna najlepiej przyczyny słabości swej drużyny i z pewnością wie, co należy zrobić, aby poprawić jej styl gry.
Wojciech Wąsikiewicz, trener Amiki: Moi piłkarze przystąpili do meczu bez wiary w swe siły i umiejętności. Przestraszyli się mistrza Polski. Dlatego do przerwy wypadli słabo. W szatni musiałem im uświadomić, że są zdolni do nawiązania z Widzewem równorzędnej walki, nawet grając w dziesiątkę. Trzeba będzie tylko włożyć w ten pojedynek więcej wysiłku. Poskutkowało. Mirosław Siara otrzyma karę finansową, zgodną z naszym wewnętrznym regulaminem, za otrzymanie drugiej żółtej, czyli czerwonej kartki w tym meczu.
Franciszek Smuda: Niełatwo dochodzi się do pełnej formy po przebytej kontuzji. Potrzeba na to kilku tygodni. Dlatego też poniżej swego normalnego poziomu zagrali Dariusz Gęsior i Zbigniew Czajkowski. O postawie Widzewa w drugiej połowie spotkania chciałbym jak najszybciej zapomnieć. Na koniec sezonu trzeba będzie się pożegnać z tymi piłkarzami, którzy, jak się okazuje, są za słabi na słabą polską I ligę.
OPINIE KIBICÓW O MECZU:
Darek Knychas, kibic Widzewa Łódź: Czyżby Szymkowiak walczył o króla strzelców? Cieszą powroty zawodników po kontuzjach.