Tekst pochodzi z numeru 16 Lewej Nogi http://www.iwkip.org/lewanoga/ . Tekst dotyczy partyzantki miejskiej w Argentynie. W tym miejscu pragniemy gorąco podziękować redakcji Lewej Nogi, za udostępnienie tekstu dla czytelników LBC. Lewa Noga cały czas dostępna jest w Empikach, jak też w wydawnictwie Książka i Prasa - i jeśli czytanie na monitorze tak długiego tekstu sprawia wam problem - to możecie ją kupić.


Aneta Franas
Kobiety argentyńskiej lewicy rewolucyjnej lat 70.
Ideologia a osobiste doświadczenia udziału w walce rewolucyjnej*


 
W latach sześćdziesiątych pod wpływem zwycięstwa rewolucji na Kubie i obrania przez nią kursu socjalistycznego, zwycięstwa narodu algierskiego w wojnie o niepodległość, wojny wyzwoleńczej i amerykańskiej interwencji wojskowej w Wietnamie, amerykańskiej inwazji na Republikę Dominikańską oraz na tle ogólnoświatowego poruszenia, przebudzenia i buntu młodych, takich przełomowych wydarzeń, jak francuski maj 1968 r., interwencja Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, konferencja Latynoamerykańskiej Organizacji Solidarności (OLAS) w Hawanie, konferencja duchownych latynoamerykańskich w Medellín, na całym obszarze Ameryki Łacińskiej dochodzi do niespotykanej mobilizacji rewolucyjnej. Wszędzie pojawiają się organizacje, które biorąc przykład z rewolucji kubańskiej i kierując się ideami Ernesto Che Guevary, podejmują walkę zbrojną połączoną z pracą polityczną wśród klas pracujących.
W Argentynie wspólnym terminem lewicy rewolucyjnej określa się organizacje o dość odległych podstawach i założeniach polityczno-ideologicznych: zarówno środowiska peronizmu rewolucyjnego, jak również środowiska czysto marksistowskie. Podstawowym elementem wspólnym jest wrogość wobec panowania Stanów Zjednoczonych, kapitału międzynarodowego, wielkiej burżuazji i kast wojskowych, jak również dążenie do wyzwolenia narodowego i socjalizmu poprzez zbrojną walkę oddziałów ludowych. Jednak to, co naprawdę łączy członków wszystkich tych grup, to niezwykła wrażliwość społeczna, pragnienie aktywnego uczestniczenia w życiu kraju i zachodzących w nim przemianach oraz determinacja i gotowość, by poświęcić najlepsze lata życia niepewnej walce socjalistycznej o stworzenie Lepszego Świata i ukształtowanie Nowego Człowieka. W argentyńskich organizacjach rewolucyjnych szczególną rolę odegrały kobiety. Ideologiczne założenia mówiły o równouprawnieniu, przewidywały dla kobiet taką samą pozycję, szanse, obowiązki i prawa, jakimi dysponowali towarzysze płci męskiej.
 
TŁO HISTORYCZNE
 
Juan Domingo Perón, obalony w krwawym zamachu wojskowym 16 września 1955, przebywał na wygnaniu, jednak jego wierni zwolennicy, głównie przedstawiciele klasy robotniczej, młodzieży i środowisk związkowych, pomimo represji kolejnych rządów, nie przestawali przypominać społeczeństwu o swoim istnieniu, organizując różne formy oporu. Rosnące niezadowolenie klasy pracującej z postępowania przywódców związkowych – biurokratów zawsze gotowych na kompromis z klasami rządzącymi po to, aby tylko zachować własne wpływy, na dodatek zwolenników systemu kapitalistycznego, choć połączonego z nieco bardziej opiekuńczym państwem – sprzyjało krystalizacji radykalnej lewicy peronistowskiej. To z kolei zachęcało spore środowiska tradycyjnej lewicy do rezygnacji ze swojego krytycyzmu wobec peronizmu i dostrzeżenia w tym ruchu potencjału rewolucyjnego. Żadna inna partia nie dysponowała wystarczającym takim poparciem wyborczym, które pozwoliłoby stworzyć alternatywę dla ruchu peronistowskiego.
Polityczna niestabilność (pięciu prezydentów w okresie 1955-1966), i zastój gospodarczy, niekorzystny dla wielkiej burżuazji, oraz niepokojąca mobilizacja robotników i działaczy związkowych wymagały rządów silnej ręki. Stąd też zamach z 28 czerwca 1966 r., przeprowadzony przez gen. Juana Carlosa Onganíę przeciwko rządowi prezydenta Arturo Illi, który wprowadził system biurokracji autorytarnej, zyskał 66-procentowe poparcie społeczeństwa. Aż do połowy 1969 r. plan naprawy państwa i ożywienia gospodarki, wprowadzany w życie przez nowego prezydenta i jego ministra Adalberta Kriegera Vasenę, zdawał się przynosić owoce, sytuacja w kraju się normalizowała. Powszechna Konfederacja Pracy (CGT) (1) została pokonana, gdy nie powiódł się jej plan strajku powszechnego w lutym 1967. Została uznana za organizację bezprawną, a klasa robotnicza pozornie straciła swoją zdolność organizacyjną.
Tymczasem w miarę jak wielka burżuazja i kapitał międzynarodowy czerpały korzyści z rozwiązań gospodarczych zastosowanych przez zespół Kriegera Vaseny, inne grupy społeczne, takie, jak średni i drobni przedsiębiorcy, burżuazja z terenów pampy i klasa robotnicza zmuszone były ponosić drastyczne koszty rozwoju kraju. Pogłębiała się przepaść między uprzywilejowanymi elitami a grupami żyjącymi na marginesie, wykorzystywanie robotników stawało się coraz bardziej dotkliwe (zwolnienia, zamykanie fabryk, niskie płace, ograniczanie praw pracowniczych).
Niewielki stopień zagrożenia kapitalizmu, jaki istniał przed wprowadzeniem systemu biurokracji autorytarnej (O’Donnel nazywa go prewencyjnym systemem biurokracji autorytarnej) (2), umożliwił błyskawiczne i dobrze widoczne sukcesy gospodarcze, ale uśpił czujność rządu wobec działalności opozycji i w zawrotnym tempie pozwolił jej zademonstrować swoje siły. Na skutek rozczarowania kapitalizmem klasy średnie przeżyły niespotykaną wcześniej radykalizację, zwrot w kierunku programu socjalistycznego i zbliżenie do peronizmu, który wcześniej krytykowały. Reżim Onganii, który w początkowym okresie miał formę stosunkowo łagodnej dyktatury, szybko zaczął uciekać się do coraz bardziej represyjnych metod: surowa i prawie fanatyczna cenzura, idea krucjat moralizatorskich, zniesienie wszelkich form działalności politycznej, prześladowania peronistów i komunistów pod sztandarem Doktryny Bezpieczeństwa Narodowego, ogłoszonej w latach 60. Oprócz rosnącego niezadowolenia klasy średniej i niższej, pojawił się sprzeciw ruchu Duchownych Trzeciego Świata w Kościele katolickim oraz zawsze opozycyjnych wobec reżimu środowisk uniwersyteckich. Po ogłoszeniu ustawy, która kładła kres autonomii uniwersytetów (3), 29 lipca 1966 r. na rozkaz prezydenta Onganii wojsko brutalnie wkroczyło na Uniwersytet w Buenos Aires i urządziło tam tzw. Noc Długich Kijów: przy użyciu długich pał zmusiło studentów i wykładowców do opuszczenia budynku. Były setki zatrzymanych, rannych i poszkodowanych.
Kulminacją konfliktu między państwem a społeczeństwem było Cordobazo. 29 maja 1969 r. protesty szczególnie aktywnych studentów z Cordoby zbiegły się ze strajkiem robotników z fabryki Renault Santa Isabel przeciwko masowym zwolnieniom. Ucieleśnieniem sojuszu studencko-robotniczego było zajęcie miasta przez obie siły społeczne na okres dwóch dni. Cordobazo było zaskoczeniem dla  rządu i klas panujących, a stabilność państwa okazała się fikcją.
Cordobazo i poprzedzający go klimat społeczno-polityczny doprowadziły do odrodzenia się wielu form walki i protestu, zwłaszcza działalności partyzanckiej oraz powstania lewicy rewolucyjnej: zbrojnych organizacji rewolucyjnych. Niepowodzenia tzw. strategii ogniskowej (tworzenia „ognisk partyzanckich” na wzór kubański) z lat 50. i 60. skłoniły rewolucjonistów do wyboru partyzantki miejskiej i połączenia operacji wojskowych z pracą polityczną wśród mas w fabrykach i dzielnicach. Wobec braku tradycji demokratycznej, przemoc stała się skutecznym środkiem osiągania celów politycznych i społecznych, stosowanym i usprawiedliwianym przez obie strony - charakterystycznym elementem życia codziennego w Argentynie.
Organizacje rewolucyjne stosowały rozmaite sposoby nękania reżimu wojskowego, wielkiego kapitału i przywódców związkowych współpracujących z reżimem, w tym akcje propagandy zbrojnej (podkładanie bomb, zajmowanie fabryk, szkół, uniwersytetów, przedsiębiorstw), rabunki i napady w celach zdobycia środków na sfinansowanie kolejnych operacji, strajki, manifestacje, podpalenia, zajmowanie osiedli, porwania osób dla okupu lub aby zmusić władze do spełnienia żądań ludu, zamachy na życie, nazywane rewolucyjnym wymiarem sprawiedliwości, ataki na komisariaty i bazy wojskowe. Ekipa rządząca odpowiedziała na to okrutnymi represjami: zabójstwami, aresztowaniami i prześladowaniami.
Rosnąca aktywność środowisk robotniczych nie miała czysto politycznych form wyrazu ani pod żadnym względem nie była zbieżna z interesami przywódców związkowych, toteż wydaje się logiczne, że częściowo została zagospodarowana przez zbrojne organizacje rewolucyjne. Działacze tych organizacji usilnie starali się zbliżyć do ludu pracującego, poznać z autopsji jego życie i problemy - stąd idea proletaryzacji: członkowie oorganizacji rewolucyjnych pochodzenia drobnomieszczańskiego przeprowadzali się do dzielnic robotniczych, podejmowali pracę w fabrykach, dzielili z robotnikami swój czas wolny i codzienne problemy. Metody te często okazywały się jednak sztuczne i powierzchowne, a nawet  śmieszne i szokujące dla samych robotników. Argentyńskim rewolucjonistom nie udało się właściwie odczytać i ocenić potrzeb ludu, co doprowadziło do błędnych i pochopnych posunięć. Tak Richard Gillespie (4), jak i Luis Mattini (5), dochodzą w swoich pracach do wniosku, że organizacje rewolucyjne postrzegały czysto ekonomiczne postulaty robotników i ich poszukiwanie wsparcia i obrony (nie mieli się do kogo zwrócić) jako przejawy politycznego radykalizmu i gotowości do podjęcia walki zbrojnej. Bardzo szybko robotnicy zapłacili wysoką cenę za działania, jakie rewolucjoniści podejmowali w ich imieniu i obronie, bo to często na ich barki spadał ciężar represji. Narastająca militaryzacja podziemia rewolucyjnego i związane z nią wymogi bezpieczeństwa stopniowo oddalały organizacje zbrojne od ludu, którego sympatią cieszyły się w początkowym okresie swojej działalności.
Wielka burżuazja obarczała rząd winą za panujący w kraju nieład. Do tego dochodziły ciągłe konflikty w łonie armii pomiędzy trzema nurtami: paternalistycznym, nacjonalistycznym i liberalnym. Zastąpienie Onganii przez gen. Levingstona w 1970 r. i jego nacjonalistyczne reformy nie rozwiązały problemów dyktatury. 11 września 1970 r. ogłoszono „Godzinę Ludu”: porozumienie pomiędzy peronizmem, partią radykalną i kilkoma mniejszymi partiami. Zakładało ono szybkie przywrócenie demokracji i sprawiedliwszy podział wpływów między poszczególnymi środowiskami społecznymi. Na scenę powróciły partie polityczne, a wraz z nimi organizacje społeczne. 12-14 marca 1971 r. doszło do powstania robotników w fabryce Fiata w Cordobie, znanego jako Viborazo. Następnego dnia Levingston został zmuszony do dymisji, a jego miejsce zajął gen. Lanusse, który ogłosił stopniowe przejście do systemu demokratycznego. Lanusse znany był jako człowiek zdeterminowany i inteligentny, zdolny wydobyć kraj z przepaści i ochronić interesy wielkiej burżuazji. Jednak w swojej walce z opozycją popełnił poważny błąd, który pozbawił go znacznej część prestiżu i sympatii: masakrę uwięzionych w Trelew działaczy ruchów partyzanckich w sierpniu 1972 (6).
Lanusse rozumiał, że osiągnięcie spokoju społecznego będzie niemożliwe bez zalegalizowania peronizmu. Zaprosił opozycję do negocjacji ogłaszając Wielkie Porozumienie Narodowe (GAN) oraz zapowiadając wolne i demokratyczne wybory.
Peronizm, sam nazywający się chętnie justycjalizmem, czyli ruchem sprawiedliwości społecznej, był ruchem nadzwyczaj złożonym i niejasnym; zbiegały się w nim różne nurty, reprezentujące bardzo rozbieżne interesy klasowe, nieraz skrajnie przeciwstawne tak w teorii, jak i w praktyce. Zarówno prawica peronistowska, reprezentowana przez starych przywódców związkowych, jak i lewica, Tendencja Rewolucyjna, której potencjał i wpływy rosły, aspirowały do kierownictwa ruchu i starały się wyeliminować konkurentów. Perón zachowywał się jak wahadło, w zależności od sytuacji popierając raz jedną, raz drugą stronę. Aż do 1973 r. podsycał działalność organizacji zbrojnych lewicy peronistowskiej, gdyż zdawał sobie sprawę, że to one właśnie w decydującym stopniu mogą ułatwić mu powrót do kraju i do władzy. Zarazem dla prawicy i burżuazji Perón był jedynym człowiekiem zdolnym powstrzymać rozwój ruchów rewolucyjnych i podołać „zagrożeniu komunistycznemu”. Natomiast lewica peronistowska (a nawet część nieperonistowskiej lewicy rewolucyjnej) widziała w nim przywódcę rewolucyjnego, który poprowadzi kraj w kierunku socjalizmu. Liczne środowiska społeczne, w tym zwłaszcza liczne organizacje zbrojne, domagały się powrotu Perona. Perón i jego przedstawiciele w kraju (najpierw Daniel Paladino i od końca 1971 r. Héctor Cámpora) sprytnie manipulowali sytuacją i do końca utrzymywali wojskowych w niepewności co do swoich rzeczywistych zamiarów. W czerwcu 1972 r., jako odpowiedź na lansowane przez gen. Lanusse Wielkie Porozumienie Narodowe, Perón stworzył Justycjalistyczny Front Wyzwolenia (FREJULI), odrzucając tym samym propozycję porozumienia z dyktaturą wojskową. W listopadzie 1972 r., po raz pierwszy odkąd go obalono i wygnano, odwiedził Argentynę, ale zmuszono go do pozostania w hotelu.
Choć Lanusse użył wszelkich możliwych metod i sztuczek aby w sposób legalny uniemożliwić powrót peronizmu do władzy, w wyborach w marcu 1973 r., do których dopuścił, przytłaczające zwycięstwo odniósł FREJULI, a 25 marca, w obecności prezydenta Kuby (z którą Argentyna nie miała nawet stosunków dyplomatycznych!) Osvaldo Dorticosa i prezydenta Chile Salvadora Allende jako symbolicznych gwarantów lewicowości nowego rządu, Cámporę zaprzysiężono na prezydenta. Zwycięstwo było wynikiem strategii Perona, ale również zasługą jego „formacji specjalnych” z lewicy peronistowskiej. Cámpora był politykiem lewicy i początek jego rządów zdawał się oznaczać wyniesienie Tendencji Rewolucyjnej na szczyty władzy: wielu polityków z tej tendencji zajęło kluczowe miejsca w organach rządzących. Rząd wznowił oficjalne stosunki z krajami bloku socjalistycznego. Zniesiono antyrewolucyjne ustawy Onganii i rozwiązano Departament Informacji Antydemokratycznej w policji federalnej.
Natychmiast po ogłoszeniu amnestii dla więźniów politycznych, a był to pierwszy dekret nowego prezydenta, upojone zwycięstwem masy za wszelką cenę próbowały przyspieszyć lub ominąć procedury prawne i praktycznie wzięły szturmem więzienia uwalniając na własną rękę działaczy rewolucyjnych.
Rząd Cámpory na próżno usiłował wprowadzać w życie demokratyczne zasady uprawiania polityki, aby w ten sposób zniechęcać organizacje rewolucyjne do dalszego prowadzenia walki zbrojnej. 20 czerwca 1973 r. doszło do tragedii, która „pokryła chmurami błękitne niebo powszechnej radości”. Podczas ceremonii tłumnego (tłumy ocenia się na trzy miliony osób) powitania powracającego do kraju Perona na lotnisku Ezeiza, między prawicowymi działaczami peronistowskimi a ugrupowaniami peronizmu rewolucyjnego wybuchł konflikt o miejsce przy podium. Wobec oporu rewolucjonistów prawica użyła broni. W trwającej dwie godziny strzelaninie co najmniej 16 osób poniosło śmierć, a 430 odniosło rany. Samolot Perona ostatecznie wylądował w bazie w Morón. Krwawy incydent dramatycznie zaostrzył spór między prawicą i lewicą ruchu peronistowskiego.
13 lipca prawica zmusiła Cámporę do ustąpienia z funkcji prezydenta pod pretekstem, że ponieważ Perón powrócił do kraju, nikt inny nie ma już prawa rządzić „ojczyzną peronistowską”. 23 września 1973 r. w nowych wyborach zwyciężyła formuła Juan Perón – Isabel Martínez de Perón.
Po powrocie peronizmu do władzy działalność partyzancka nie tylko nie zamierała, lecz się wzmagała. Perón wyraźnie odcinał się od organizacji zbrojnych lewego skrzydła swojego ruchu, lansując swoją tradycyjną, „justycjalistyczną” koncepcję paktu społecznego, tj. pokojowego współżycia klas, i krytykując przemoc rewolucyjną. Atak marksistowskich partyzantów z Armii Ludowo-Rewolucyjnej (ERP) na koszary Comando de Sanidad w Buenos Aires 6 września 1973 r. i zamordowanie 25 września tegoż roku przez peronistowskich Montoneros sekretarza generalnego CGT José Ignacio Rucciego, który w oczach rewolucyjnych peronistów uosabiał zaprzedaną kapitałowi peronistowska biurokrację związkową, dostarczyły Peronowi doskonałego pretekstu do rozpoczęcia walki ze „szpiegami marksistowskimi”: zaostrzenia kodeksu karnego, cenzury publikacji lewicowych, eliminacji polityków sympatyzujących z Tendencją Rewolucyjną. 24 września zdelegalizowano Rewolucyjną Partię Pracujących – Armię Ludowo-Rewolucyjną (PRT-ERP). Parę dni wcześniej, 21 września 1973 r. świat dowiedział się o istnieniu Triple A (AAA - Potrójnego A, Argentyńskiego Aliansu Antykomunistycznego) (7), czyli „szwadronów śmierci”, które rozpoczęły dziesiątkowanie szeregów partyzantki i eliminację osób publicznych podejrzewanych o sympatie lewicowe, poprzez brutalne morderstwa, czarne listy, przymusową emigrację. Mimo to zbrojne organizacje rewolucyjne wciąż rosły i nasilały swoją działalność. Coraz częściej dokonywały zabójstw wysokich rangą oficerów i porwań wielkich przedsiębiorców.
O ile stosunki między Peronem a organizacjami marksistowskimi można bez wahania określić jako wyraźny antagonizm, związek między liderem a jego „ukochanymi chłopcami” z lewicy peronistowskiej był bardzo złożony i niejasny. Perón, biorąc pod uwagę zasługi grup partyzanckich w umożliwieniu mu powrotu do ojczyzny, nie mógł odsunąć się od nich w sposób kategoryczny i oficjalny. Natomiast działacze lewicy peronistowskiej uparcie tworzyli sobie fałszywy obraz Perona-socjalisty, który z powodu starości i złego stanu zdrowia pozwala, aby manipulowało nim prawicowe otoczenie. 1 maja 1974 r. w czasie oficjalnych obchodów święta pracy na Plaza de Mayo w Buenos Aires, Perón zerwał ostatecznie z peronizmem rewolucyjnym, wśród których główną siłą byli Montoneros. Sprowokowany przez agresywne oskarżenia wysuwane przez nich pod adresem rządu o to, że schodzi z drogi prowadzącej do socjalizmu i przez wyzwiska pod adresem swojej małżonki, odsądził lewicowych peronistów od czci i wiary. Ci ostentacyjnie opuścili plac.
Dwa miesiące później, 1 czerwca 1974 r., Perón zmarł, a jego miejsce na czele państwa zajęła wdowa po nim, Isabel Martínez de Perón, uległa wobec swojego wszechpotężnego, skrajnie prawicowego ministra i inspiratora  Triple A, José Lopeza Regi – pozbyła się go dopiero pod presją społeczną. Zaostrzyła ustawy represyjne i dała Triple A wolną rękę. Ocenia się, że latach 1974-75 mord polityczny zdarzał się w Argentynie co 19 godzin. We wrześniu 1974 r. Montoneros zeszli do podziemia, w którym wzmożoną działalność zbrojną ponownie prowadziła już PRT-ERP. Gdy Isabelita ostatecznie straciła kontrolę nad sytuacją, była zmuszona zwrócić się o pomoc do wojska. Generałowie odrzucili jednak możliwość podzielenia się z prawicą peronistowską władzą. 24 marca 1976 r. doszło do zamachu stanu i ustanowienia reżimu wojskowego gen. Jorge Rafaela Videli, który dał początek najokrutniejszej i najkrwawszej dyktaturze w historii nie tylko Argentyny, ale w ogóle Ameryki Łacińskiej. Rozpoczęła się brutalna i bezwzględna walka z opozycją. Liczba zamordowanych, uwięzionych lub zaginionych bez śladu (8) rewolucjonistów i osób podejrzanych o współpracę z nimi  rosła w tempie zastraszającym.
Organizacje rewolucyjne, które zawsze grzeszyły skłonnością do euforii w ocenie własnych możliwości i bojowych nastrojów mas oraz niedocenianiem siły wroga, nadal podejmowały ryzykowne i coraz częściej samobójcze operacje partyzanckie. Nie potwierdziły się prognozy rewolucjonistów, że powrót armii do władzy wywoła zryw powstańczy mas i że należy wzmóc walkę zbrojną po to, aby utorować drogę takiemu zrywowi. W rzeczywistości ruch robotniczy i wszelkie ruchy masowe przeżywały fazę głębokiej depresji. W tych warunkach coraz bezwzględniejszy terror państwowy w stosunku do rzeczywistej lub choćby tylko potencjalnej bazy społecznej ruchu rewolucyjnego okazał się skuteczny. Nastawione na zryw, a nie na głęboki odwrót organizacje rewolucyjne poniosły ciężkie straty, zostały w znacznym stopniu rozbite i ewakuowały z pola walki tych, którzy przeżyli, kierując ich na emigrację.
 
ORGANIZACJE LEWICY REWOLUCYJNEJ
 
Do największych i najważniejszych organizacji rewolucyjnych należały: Montoneros, FAP, PB, FAR i PRT-ERP.
Montoneros (ci, którzy walczą w dużej liczbie, pospolite ruszenie – tak w XIX w. nazywano złożone z gauczów i w ogóle elementów ludowych milicje, które w interiorze i na prowincji stawiały opór władzy centralnej w Buenos Aires) to największa organizacja lewicy peronistowskiej. Jej podstawę stanowiła młodzież z różnych organizacji katolickich. Bardzo nieliczni spośród pierwszych Montoneros mieli za sobą doświadczenia działalności w organizacjach lewicowych lub peronistowskich. Wielu twórców Montoneros wywodziło się z nacjonalistycznego ruchu Tacuara, dla którego inspiracją była hiszpańska Falanga (w Ameryce Łacińskiej nawet bardzo prawicowe rodowody lewicowych nurtów ruchów nacjonalistycznych i populistycznych, do których należy peronizm, nie są niczym niezwykłym). Do organizacji dołączyli też niezależni działacze lewicowi. Montoneros cieszyli się poparciem duchowym i ideologicznym szerokich środowisk ruchu Duchownych Trzeciego Świata. Zalążkiem organizacji był Oddział im. Camilo Torresa (księdza i socjologa, który zginął w 1966 r. jako bojownik lewicowego ruchu partyzanckiego w Kolumbii). Montoneros rozpoczęli swoją działalność zbrojną 29 maja 1970 r. od porwania i zabójstwa gen. Pedra Aramburu (pierwszego po obaleniu w 1955 r. prezydenta Argentyny, który zalegalizował rozstrzeliwanie robotników i wojskowych – uczestników peronistowskiego ruchu oporu) oraz zbrojnego zajęcia w czerwcu tego samego roku miejscowości La Calera (prow. Córdoba). W 1973 r. utworzyli swoją własną organizację masową – Związek Peronistowskiej Młodzieży Pracującej (JTP). Po ustanowieniu dyktatury Videli przetrwali trudny okres strat i aresztowań dzięki pomocy FAP.
Peronistowskie Siły Zbrojne (FAP) to druga co do znaczenia siła Tendencji Rewolucyjnej peronizmu, utworzona w 1967 r. przez działaczy Związku Młodzieży Peronistowskiej (JP) i różnych środowisk wywodzących się z peronistowskiego Ruchu Oporu, tzn. grup, które wcześniej, w latach 50. i 60., podejmowały próby walki zbrojnej. Ich głównym celem było wyzwolenia narodowe i sprawiedliwość społeczna. W marcu 1968 r. 14 członków FAP zatrzymano, biorąc ich za przemytników, gdy przygotowywali ognisko partyzantki wiejskiej w Taco Ralo (prow. Tucumán). FAP wznowiły działalność w 1970 r. Przez krótki czas skupiały się na operacjach wojskowych (w celu zdobycia broni i pieniędzy), ale po burzliwej debacie wewnętrznej opowiedziały się za pracą polityczną wśród mas i w związkach zawodowych. W 1972 r. powróciły do walki zbrojnej. W 1973 r. rozpadły się na trzy organizacje: FAP Oddział Narodowy, który później połączył się z PRT-ERP, FAP 17 Sierpnia, który w 1974 r. przeszedł do Montoneros, i FAP - Alternatywa Niezależna, który wybrał niezależność od związków zawodowych, partii i struktur ruchu peronistowskiego.
Peronizm od Podstaw (PB) to organizacja ściśle związana z FAP. Pojawiła się w 1970 r. w wyniku reorientacji politycznej FAP – uznania przez nie za priorytet pracy politycznej wśród mas. Nigdy nie należała do oficjalnych struktur ruchu peronistowskiego. W skład jej ciała koordynującego wchodzili działacze FAP, działacze związkowi i intelektualiści, którzy zajmowali się analizą koniunktury. Celem długofalowym było stworzenie partii rewolucyjnej, natomiast najważniejszym zadaniem bieżącym było tworzenie struktur organizacyjnych od podstaw w głównie robotniczych środowiskach społecznych oraz walka z biurokracją związkową i polityką gospodarczą państwa. Stosunek PB do walki zbrojnej był dość zawiły. W teorii zgadzał się z operacjami wojskowymi FAP, ale wielu członków PB dopuszczało użycie przemocy jedynie w obronie własnej.
Rewolucyjne Siły Zbrojne (FAR) wywodziły się ze środowiska marksistowskiego - spośród byłych działaczy partii komunistycznej i socjalistycznej, którzy w rezultacie bezpośrednich kontaktów z kubańskimi służbami specjalnymi utworzyli grupę wspierającą partyzantkę organizowaną w 1966-1967 r. przez Che Guevarę w Boliwii. Ich pierwszą akcją publiczną (do której przyznali się o wiele później) było zschynchronizowane podpalenie trzech supermarketów Minimax 26 czerwca 1969 podczas wizyty w Argentynie Nelsona Rockefellera, oficjalnego wysłannika prezydenta Nixona. Opinia publiczna dowiedziała się o nich 30 lipca 1970 r., gdy zajęli miejscowość Garin (prow. Buenos Aires) – była to niezwykle sprawnie i skutecznie przeprowadzona operacja. Ostra debata wewnętrzna doprowadziła FAR do rewaloryzacji roli peronizmu i przejścia na pozycje peronizmu rewolucyjnego. W 1971 r. zaczęły współdziałać z Montoneros, do których ostatecznie przyłączyły się w październiku 1973.
Rewolucyjna Partia Pracujących – Armia Ludowo-Rewolucyjna (PRT-ERP) to obok Montoneros druga co do znaczenia argentyńska organizacja rewolucyjna, a zarazem najważniejsza spośród zbrojnych organizacji marksistowskich. PRT powstała w wyniku połączenia się Ludowego Indoamerykanistycznego Frontu Rewolucyjnego (FRIP), organizacji rewolucyjno-nacjonalistycznej działającej na słabo rozwiniętej i ubogiej północy kraju i mającej wpływy wśród proletariatu cukrowniczego prowincji Tucumán, ze Słowem Robotniczym (PO) – główną argentyńską organizacją trockistowską kierowaną przez Nahuela Moreno. Porozumienie z maja 1963 r., które Luis Mattini (ostatni sekretarz generalny PRT) określa jako przejaw oportunizmu i wygodnictwa, opierało się na zbieżności poglądów co do tego, że nie należy rozpoczynać walki zbrojnej bez uprzedniego stworzenia partii rewolucyjnej. W 1967 r., podczas ostrego kryzysu przemysłu cukrowniczego w Tucumán, PRT przewodziła wystąpieniom robotników rolnych. W 1968 r. „moreniści” odeszli z PRT nie zgadzając się z kursem na walkę zbrojną. W sierpniu 1970 r. utworzono ERP, która w teorii była organizacją odrębną od PRT, ale kierowaną przez nią politycznie. Do 1973 r. PRT była argentyńską sekcją Czwartej Międzynarodówki. Mniejszościowa PRT-Czerwona Frakcja pozostała w Międzynarodówce. Inna mniejszość, która wyłamała się pod nazwą ERP 22 Sierpnia, zbliżyła się do peronizmu rewolucyjnego i ostatecznie przeszła do Montoneros. Z biegiem czasu PRT-ERP osadziła się wśród proletariatu wielkofabrycznego. Obok działalności politycznej i wojskowej prowadziła również szeroką działalność w ruchu związkowym i w środowiskach inteligenckich.
 
MOTYWACJE I REWOLUCYJNY SYSTEM WARTOŚCI
 
Źródła wskazują, że ogromna większość członków organizacji rewolucyjnych wywodziła się z klas średnich, z rodzin o ustabilizowanej sytuacji ekonomicznej, chociaż byli wśród nich zarówno działacze ze środowisk robotniczych, jak i bardzo dobrze sytuowanych. Wbrew oficjalnej propagandzie antyrewolucyjnej, nasi bohaterowie dorastali w zdrowych, szczęśliwych rodzinach, mieli dobry kontakt z rodzicami i jak twierdzi Luis Mattini (9), przypadł im w udziale najszczęśliwszy dla dzieci okres w historii Argentyny – czasy, w których pierwszy reżim peronistowski ustanowił państwo opiekuńcze. Pochodzili ze środowisk o bardzo zróżnicowanych modelach rodziny, orientacjach politycznych i światopoglądach.
Większość działaczy to absolwenci wyższych uczelni z pewnym doświadczeniem zawodowym lub studenci i uczniowie szkół średnich. María Moyano (10), nie waha się przed stwierdzeniem, że argentyńskie organizacje rewolucyjne z całą pewnością nie zasługują na miano „oddziałów robotniczych”, choć bardzo trudno określić liczbę działaczy pochodzenia robotniczego. W przypadku PRT-ERP, organizacji, która mogła poszczycić się największą obecnością robotników, Julio Santucho (11) szacuje ją na 30 proc. ogółu członków.
Na podstawie zebranych przez siebie danych María Moyano (12) określa średni wiek działacza na 24 lata; przez cały okres aktywnej walki, a więc lata 1969-79, najliczniejszą grupę stanowiły osoby w przedziale 21-24 i 25-28 lat.
Po to, aby zrozumieć proces kształtowania się postaw i decyzji przyszłych rewolucjonistów, trzeba zwrócić uwagę na szczególne miejsce, jakie polityka zajmowała w ówczesnym społeczeństwie argentyńskim. Od polityki nie można się było odgrodzić, żyć jedynie własnym życiem i własnymi sprawami, uważać, że ona kogoś nie dotyczy. Polityka zdecydowanie, a nawet brutalnie wkraczała w życie prywatne: praktycznie każdy już od najmłodszych lat spotykał się z problemem zwolnień z pracy, aresztowań, prześladowań, interwencji wojska na uniwersytecie, demonstracji i konfliktów społecznych. Polityka i problemy społeczne były centralnym tematem rozmów w rodzinie, szkole, na uczelni, w gronie znajomych czy sąsiadów. Zaangażowanie ludzi w działalność społeczną, związkową, pracowniczą, partyjną czy studencką było ogromne. Ludzie interesowali się tym, co się dookoła nich dzieje, aktywnie uczestniczyli w życiu publicznym, demonstrowali swoje zdanie; jak mówi jeden z rozmówców, „pod byle pretekstem wychodziło się na ulice”. Atmosfera panująca wówczas na uniwersytetach i w szkołach średnich to prawdopodobnie główny czynnik upolitycznienia i poruszenia w społeczeństwie - studenci żarliwie dyskutowali, organizowali się i wzajemnie mobilizowali. Słuchając wspomnień z tamtego okresu odnosi się wrażenie, że każdy gdzieś działał i osoba odrzucająca tego ducha mobilizacji musiała czuć się bardzo osamotniona i odizolowana od kolegów. Działacze wywodzący się ze środowisk katolickich byli przesiąknięci teologią wyzwolenia, zafascynowani przykładami księży walczących o sprawiedliwość społeczną.
Na przestrzeni historii Argentyna była krajem pozbawionym tradycji demokratycznych. Miała system gospodarczy zapewniający ogromne przywileje wąskim grupom oligarchii i wielkich przedsiębiorców, bezużyteczne i nieskuteczne partie polityczne, zbiurokratyzowane związki zawodowe i nieudolne, zmieniające się jak w kalejdoskopie rządy, dotykały jej głębokie kryzysy wartości i praw obywatelskich, niesprawiedliwość społeczna, częste zamachy stanu, korupcja i ciężkie represje władz, delegalizacja najbardziej masowego ruchu politycznego – peronizmu. Procedury nazywane „demokratycznymi” jawiły się jako jeden z wielu instrumentów stosowanych przez władzę do mamienia i podporządkowywania sobie społeczeństwa. Nasi młodzi bohaterowie podchodzili do procedur demokratycznych bardzo sceptycznie, a nawet nimi gardzili. Rozumieli politykę jako zaciekłą i agresywną walkę dwóch wrogich sobie sił. Wizja polityki, jaką zaszczepiono im od najmłodszych lat, to konfrontacja, antonimia i prześladowanie. (13) Polityk to był oszust, skorumpowany oportunista. Stąd powszechna niechęć młodych działaczy do zajmowania wysokich stanowisk. Oni woleli uprawiać politykę „od podstaw”, od nizin społecznych. Nikt nie wierzył, że na drodze wyborów czy pokojowych reform można coś osiągnąć i ten sceptycyzm wszyscy uważali za przejaw dojrzałości. Młodzi Argentyńczycy, motywowani przykładem innych narodów, obserwując sytuację w kraju, dochodzili do wniosku, że tylko natychmiastowe podjęcie konkretnych i gwałtownych działań jest w stanie ocalić kraj i naród. Czekanie, obserwowanie i dyskutowanie było wyjściem bardzo łatwym i wygodnym, ale nie miało nic wspólnego z patriotyzmem i heroizmem. Historia pokazywała, że wszystkie wielkie przemiany dokonywały się na drodze rewolucji.
Dla młodych rewolucjonistów praktyka była dużo ważniejsza od teorii. Najważniejszą sprawą było dołączyć do grupy ludzi gotowych działać; ideologia i poglądy polityczne stały na drugim planie. Wybór organizacji bardzo często zależał od przypadku, zbiegu okoliczności czy nawiązanej znajomości, rzadko był wynikiem przemyśleń czy głębszych analiz ideologiczno-programowych. Mimo licznych młodzieńczych lektur, cechą całego pokolenia było bardzo ograniczone przygotowanie teoretyczne, które instynktownie starało się ono zastąpić gotowością do czynu. Pytani o cele swojej walki rozmówcy bez zastanowienia wymieniają chęć naprawy świata i zlikwidowanie nierówności społecznych. Dopiero na drugim miejscu niektórzy, zwłaszcza ci sprawujący funkcje kierownicze, określają swój cel jako socjalizm. Działacze niższych szczebli znali założenia polityczne swoich organizacji bardzo pobieżnie (najlepiej zorientowani pod tym względem byli chyba działacze FAP-PB), ale wydaje się, że wtedy im to nie przeszkadzało, byli zbyt zajęci pracą społeczną, przygotowaniem i realizacją konkretnych zadań, aby spędzać czas na studiowaniu wywodów teoretycznych. Dopiero wraz z upływem czasu, a zwłaszcza po klęsce, poczuli potrzebę głębszych lektur i analiz, poznania teoretycznych podstaw tego, co od dawna wprowadzali w życie.
W miarę rozwoju działalności grup rewolucyjnych, procesu dojrzewania tych młodych ludzi, pojawiały się konflikty między kierownictwem a poszczególnymi działaczami, którzy nie zawsze zgadzali się  z decyzjami liderów, przeżywali rozczarowania, wątpliwości co do obieranej przez organizację drogi. Najczęstszym powodem sporów były sprawa proletaryzacji, teoria ogniska rewolucyjnego, postępująca militaryzacja organizacji i spychanie na dalszy plan pracy „u podstaw”, a także wertykalizm (arbitralne podejmowanie decyzji przez kierownictwo bez dania zwykłym działaczom szansy przedstawienia swojego zdania i narzucanie im bardzo surowego regulaminu). Byli tacy, których te różnice zmusiły do porzucenia lub zmiany organizacji, ale inni uważali, że dla dobra sprawy należy dalej podążać raz obraną drogą.
Istotą i podłożem zaangażowania młodych działaczy w walkę rewolucyjną była wyjątkowa wrażliwość społeczna. Ogromna większość już od dzieciństwa pracowała społecznie w ubogich dzielnicach, zachęcana przez rodziców, nauczycieli, katechetów, kolegów. Byli sfrustrowani i głęboko poruszeni tym, co widzieli wokół siebie, warunkami egzystencji niższych klas społecznych, pogrążonych w biedzie, niepewności jutra, pozbawionych podstawowych praw i wolności. Nie umieli pogodzić się z istniejącym stanem rzeczy i za wszelką cenę chcieli go zmienić. Wątek sprawiedliwości społecznej powtarza się w wypowiedziach byłych działaczy aż do znudzenia; jest to też prawdopodobnie jedyny element ich systemu wartości, który bez zmian przetrwał do dziś. Choć nie wszyscy się do tego przyznają, zmieniły się ich poglądy polityczne, rozczarowali się lub żałują stosowanych w młodości metod, ale w dalszym ciągu są przekonani do konieczności pracy społecznej i dążenia do poprawy warunków życia klas najbardziej potrzebujących.
Inną bardzo ważną cechą naszych bohaterów i tym, co zdaniem M.M. Ollier (14) odróżnia ich od zwykłych młodych, wrażliwych społecznie ludzi, jest pragnienie aktywnej interwencji w życie publiczne kraju i społeczeństwa, uczestniczenia w ważnych wydarzeniach.
Obok sprawiedliwości, fundamentalnymi wartościami były wolność i prawda. Wolność była dobrem zbiorowym; pogarda dla indywidualizmu nie pozwalała koncentrować się na wolnościach osobistych. Prawdę rozumieli jako konieczność poznania i pokazania prawdziwych realiów swojego kraju oraz, w znaczeniu moralnym, jako postawę wolną od kłamstwa i pozorów, jako życie w zgodzie z głoszonymi zasadami.
W panteonie rewolucyjnych bohaterów i autorytetów postacią, która wywarła największy wpływ na działaczy, bez względu na ich pochodzenie i poglądy, postacią, do której wszyscy się odwoływali i którą starali się naśladować, był bez wątpienia Ernesto Che Guevara. Jednak, jak podkreśla Luis Mattini (15), dla działaczy lat 60. i 70., w przeciwieństwie do następnych pokoleń, Guevara nie był mitem i nieskazitelnym ideałem, ale człowiekiem z krwi i kości, z którego postawą i poglądami można było dyskutować. Kluczowe w filozofii Guevary pojęcie Nowego Człowieka to fundament ideologii i etyki rewolucyjnej. Tworzenie nowego ładu społecznego wymagało kształtowania nowych ludzi - odrodzonych, oczyszczonych i wyzwolonych ze złych nawyków społeczeństwa kapitalistycznego. W odróżnieniu od kapitalizmu, w centrum socjalizmu był człowiek. Nowy Człowiek to ktoś zdolny wznieść się ponad własne pragnienia i potrzeby, połączyć je z interesem społecznym, to ktoś gotowy poświęcić własne dobro dla dobra ogółu, odczuwać cierpienie innych jak swoje własne. Wspomnienia działaczy są przesiąknięte ideą solidarności i wspólnoty, dzielenia się wszystkim z towarzyszami, wzajemnego wsparcia, szacunku i zaufania. Słowo „towarzysz” było święte.
Nasi bohaterowie wierzyli, że walka i działalność rewolucyjna ukształtuje ich w dobrym kierunku, oczyści z egoizmu i burżuazyjnych skłonności. Stawiali sobie bardzo wysoką poprzeczkę moralną, regulamin organizacji i rewolucyjna dyscyplina bardzo często ignorowały ludzkie słabości i prawo do błędu, wymagały od działaczy czynów przekraczających ludzie siły, sprzecznych z ludzką psychiką i fizjologią. Największe kontrowersje budzi chyba obowiązek zachowania (nawet pod karą rozstrzelania) całkowitego milczenia i zimnej krwi w razie aresztowania i przesłuchań oraz niezłomnej postawy w więzieniu. Trzeba pamiętać, że represje i tortury stosowane przez argentyński reżim wojskowy są porównywane z metodami hitlerowców.
Wraz z rozwojem organizacji, pod wpływem filozofii Guevary i teologii wyzwolenia oraz przykładów wielkich rewolucji socjalistycznych, rodziła się mistyka rewolucyjna, grupy rewolucyjne okrywały się aureolą chwały, heroizmu i walki o sprawiedliwość, a polegli działacze stawali się bohaterami ludu i męczennikami słusznej sprawy. To wszystko działało na wyobraźnię młodych i niespokojnych ludzi, z jednej strony dodając im siły i otuchy, ale z drugiej sprawiając, iż nieraz tracili poczucie rzeczywistości. Ci najbardziej fanatyczni dążyli do ideału człowieka ze stali, niezłomnego, zdolnego do największych poświęceń i wyrzeczeń. Niektórzy prowadzili prawie ascetyczny tryb życia, rezygnując ze zwyczajnych młodzieńczych radości i własnych ambicji. Podporządkowali swoje życie działalności rewolucyjnej, nie wahali się porzucać studiów, kariery zawodowej, rodziny. Byli głęboko przekonani, ze zwycięstwo zależy od ich całkowitego poświęcenia się sprawie. Nie pozwalali sobie na wątpliwości czy załamania, obsesyjnie walczyli aż do tragicznego końca.
Niektórzy, tępiąc drobnomieszczańskie nawyki towarzyszy lub swoje własne, dochodzili do absurdu, rezygnując z pójścia do teatru, wyjścia do restauracji, jazdy taksówką czy kupienia nowego ubrania. Najdotkliwszą obelgą, jaką można było usłyszeć od towarzyszy, było: „zachowujesz się jak burżuj”. Obsesja, by upodobnić się za wszelką cenę do robotników, sprawiała, że niektórzy wstydzili się własnego pochodzenia i wykształcenia, zatracali własną osobowość, potencjał i zdolności. Walka z drobnomieszczańskim modelem życia i myślenia często służyła za pretekst, łatwą wymówkę, uproszczone i powierzchowne wytłumaczenie złożonych i wymagających głębszego zastanowienia procesów czy sytuacji. Przeciwstawienie się decyzjom kierownictwa lub złamanie regulaminu automatycznie określano jako postawę liberalną, indywidualistyczną i burżuazyjną. Z góry zakładano, że błędy popełnione przez działacza z rodziny mieszczańskiej są wynikiem jego niewłaściwego pochodzenia i przyzwyczajeń; praktycznie nie brano pod uwagę innych czynników. W PRT-ERP usiłowano tłumaczyć wszystkie różnice i spory wewnątrz organizacji przy pomocy teorii o „walce klas w łonie partii między proletariatem a drobną burżuazją”. Choć wielu działaczy dostrzegało niebezpieczeństwo zbytniej militaryzacji, każda sugestia, by ograniczyć akcje zbrojne, była uznawana za oznakę tchórzostwa i drobnomieszczańskiej mentalności. (16)
Mówiąc o rewolucyjnej dyscyplinie warto zaznaczyć, że prości działacze, o wiele bardziej narażeni na niebezpieczeństwa niż kierownictwo, wydają się być bardziej wyrozumiali i skłonni wybaczyć towarzyszom nawet naprawdę poważne błędy. Natomiast liderzy organizacji w swoich krytykach i ocenach byli często nieczuli i bezwzględni. Jeśli chodzi o kierownictwo FAP i PRT-ERP, to prawość, poświęcenie i odwaga liderów, na czele z charyzmatycznym sekretarzem generalnym PRT i komendantem głównym ERP Mario Roberto Santucho, nie budzi wątpliwości. Dla działaczy najlepszym dowodem ich zaangażowania i czystości ideałów jest fakt, że większość przywódców poległa w walce. Natomiast w literaturze i wspomnieniach znajdujemy wiele przykładów, które podają w wątpliwość szczerość intencji i odpowiedzialność liderów Montoneros, w tym samego Mario Firmenicha, który stał na czele tej organizacji; pojawiają się nawet oskarżenia o zdradę. Czołowi przywódcy tej organizacji w kilka lat po upadku dyktatury i powrocie z emigracji bez wahania przyjęli propozycję peronistowskiego prezydenta Carlosa Menema i weszli w skład jego gabinetu.
Wrażliwość społeczna naszych bohaterów i chęć działania znalazły podatny grunt w szczególnej sytuacji społeczno-politycznej Argentyny i całym ówczesnym kontekście światowym. To skierowało ich w stronę socjalizmu i organizacji rewolucyjnych, gdzie wypracowali i przyjęli system wartości i idei, w którym celem nadrzędnym działania była naprawa kraju. Angażując się w walkę zanurzyli się w ideologii i etyce rewolucyjnej, która zawładnęła ich życiem osobistym. Całe ich życie stopniowo zaczynało kręcić się wokół organizacji, prywatność ograniczała się do minimum. Ze względów bezpieczeństwa kontakty zawężały się do grona współtowarzyszy, trzeba było zrezygnować z życia towarzyskiego, odseparować się od rodziny i przyjaciół, nieraz porzucić pracę czy studia, często zmieniać miejsce zamieszkania. Należało tak organizować swoje codzienne obowiązki, aby nie przeszkadzały w wykonywaniu zadań.
Nie wszyscy działacze byli fanatykami gotowymi poświęcić wszystko dla dobra sprawy; niektórzy bronili swojego prawa do prywatności i tak długo, jak to było możliwe, starali się prowadzić w miarę normalne życie. Rozwój wydarzeń, zaostrzenie represji i wzmożenie prześladowań powoli zmuszały wszystkich działaczy do zrywania ostatnich więzów łączących ich z normalnym światem. Kończyła się „przygoda”, a zaczynał się koszmar życia w podziemiu, którego nieodłącznym elementem był strach.
Z upływem czasu w naszych bohaterach rodziły się wewnętrzne konflikty, rozdarcie między życiem osobistym a interesem społecznym, wątpliwości co do przyjętych ideałów i metod. Największym powodem napięć i niepokojów była kwestia akcji zbrojnych i stosowania przemocy. Działacze podkreślają, że należy odróżnić ich przemoc od terroryzmu reżimu. Tłumaczą, że oni robili wszystko z miłości do ludu i posuwali się do przemocy tylko wtedy, kiedy było to naprawdę konieczne, że w istniejącej sytuacji społeczno-politycznej tylko poprzez przemoc można było coś osiągnąć. Intuicja mówiła im jednak, że w pewnym momencie się zagubili i przekroczyli granicę, pozwalając, by prawa wojny zdominowały ich postępowanie.
 
KOBIETY W ORGANIZACJACH LEWICY REWOLUCYJNEJ
 
W jednym ze swoich pism, które możemy uznać za podręcznik organizacji partyzantki i wzorca rewolucjonisty, a mianowicie w Wojnie partyzanckiej, Ernesto Guevara, opierając się na doświadczeniach rewolucji kubańskiej, podkreśla znaczenie udziału kobiet w partyzantce, krytykując tym samym stare uprzedzenia mentalności kolonialnej. Mimo przekonania o zdolności kobiet do noszenia broni i brania czynnego udziału w operacjach wojskowych, Guevara wydaje się dopuszczać taką możliwość tylko w sytuacjach ekstremalnych. Radzi powierzać towarzyszkom przede wszystkim zadania, które kobiety wykonywały w oddziałach partyzanckich od zawsze, czyli opiekę nad rannymi, przygotowanie posiłków, szycie mundurów, indoktrynację ideologiczną lub transport amunicji i przekaz informacji. Nie waha się też zlecać im działalności szpiegowskiej w obozie wroga. Jednocześnie ostrzega przed kontaktami z kobietami spoza organizacji, gdyż zakłada, że przeciwnik posługuje się podobnymi metodami. (17)
Argentyńskie organizacje rewolucyjne lat 60. i 70. chciały pójść znacznie dalej w swoich staraniach włączenia kobiet do walki. Rozmówcy i autorzy wspomnień podkreślają istnienie głębokiego pragnienia wykorzenienia machismo i dyskryminacji kobiety. Teoria zakładała wprowadzenie programu edukacji towarzyszy w duchu równości płci. Jedynie wąskie grupy działaczy za wszelką cenę domagały się potwierdzenia męskiego przywództwa.
Zmiany mentalności nie dokonują się jednak z dnia na dzień. Działacze wywodzili się z konkretnego społeczeństwa, w którym paternalizm, machismo i dominująca pozycja mężczyzny były bardzo silnie zakorzenione. Pomimo dobrych chęci towarzyszy, praktyka i rzeczywistość odbiegały od pięknych ideałów. Jak usprawiedliwia to jedna z działaczek, do tej pory jeszcze żadna organizacja na świecie nie zdołała zaprowadzić w swoich szeregach pełnej równości płci.
Niektóre działaczki twierdzą, że w organizacjach było mniej więcej tyle samo kobiet co mężczyzn. Być może czynią tak ze względu na swój buntowniczy feminizm - po to, aby uwydatnić rewolucyjne zaanggażowanie kobiet. Wielu bezpośrednich świadków wydarzeń też często wyolbrzymia udział kobiet w organizacjach, co można łatwo wytłumaczyć wartościami i stereotypami panującymi w społeczeństwie argentyńskim w tamtych czasach. Kobieta otwarcie zaangażowana w działalność polityczną, a przede wszystkim zbrojną, to było coś, co u większości ludzi wywoływało ogromny szok.
Roberto Perdía mówi o 3 tysiącach działaczek, co stanowiło 30 proc. ogółu Montoneros (18). Według jednej z rozmówczyń, 70-80 spośród każdych 200 towarzyszy to były kobiety, a udział kobiet w mobilizacjach wynosił około 40 proc. Luis Mattini (19) szacuje obecność kobiet w PRT-ERP na 40 proc. María Moyano (20) twierdzi, że udział kobiet w argentyńskiej Lewicy Rewolucyjnej wzrastał wraz z rozwojem organizacji zbrojnych. W latach 1959-68 tylko jedna osoba na 88 zatrzymanych w charakterze partyzantów lub zamordowanych przez siły represyjne była kobietą. W latach 1969-72 kobiety stanowiły 21 proc. działaczy, a po 1973 t. - już 30proc.
Podsumowując wszystkie dane, jakie udało się przeanalizować, można zaryzykować twierdzenie, że w organizacjach rewolucyjnych w Argentynie było 30-40 proc. kobiet. Liczba ta odnosi się do okresu największej popularności tych ruchów; zmniejszała się wraz ze zmianą koniunktury.
Niektórzy działacze potwierdzają, że wciągnęli swoje narzeczone, żony lub siostry (odwrotne przypadki były dość rzadkie) do działalności rewolucyjnej, ale już w następnym zdaniu podkreślają, że wszystkie te kobiety bardzo szybko osiągały własny, niezależny stopień zaangażowania i przekonania ideologicznego. Są tacy działacze, którzy kategorycznie negują swój wpływ na decyzję partnerek, co wydaje się przesadnie sztuczne. Nawet w przypadku bardzo niezależnej intelektualnie kobiety, fakt, że mąż był działaczem, musiał przyczynić się do jej własnego zaangażowania. W pewnym momencie udział obojga w walce stawał się decydującym warunkiem utrzymania związku. Sam Luis Mattini wymienia towarzyszki, głównie prostego pochodzenia, które wstępowały do organizacji pod wpływem swoich partnerów. Zdarzały się dziewczyny, które do organizacji przyciągali „ładni chłopcy”. Wiele kobiet przyznaje, że choć same przeżywały rozterki, miały własne przemyślenia i były otwarte na zaangażowanie się w działalność polityczną, to partnerzy poszerzali ich wizję świata i polityki, to pod wpływem ich zaangażowania one dojrzewały ideologicznie. Jednak z całą pewnością większość kobiet sama decydowała o wstąpieniu do organizacji i czyniła to z głębokiego przekonania oraz konkurowała z mężczyznami w poświęceniu i zaangażowaniu w sprawę.
 
ZADANIA KOBIET I STOSUNEK TOWARZYSZY
 
Z większości świadectw wynika, że na najniższych szczeblach organizacji kobiety wykonywały te same zadania, co mężczyźni. Tylko nieliczne działaczki mówią o wyznaczaniu kobietom prostszych zadań z powodu braku zaufania do ich zdolności i przygotowania. Do najbardziej typowych zadań, jakie wykonywały kobiety, należy zaliczyć: pracę polityczną w dzielnicach i fabrykach, transport broni, dokumentów i informacji, działalność uniwersytecką i propagandową (przygotowanie ulotek, plakatów, czasopism, gazet, książek oraz ich dystrybucja na ulicach, w szkołach, na uniwersytetach i w dzielnicach robotniczych, malowanie haseł rewolucyjnych, antyoligarchicznych, antyimperialistycznych).
Zakładano, że każdemu powierza się obowiązki odpowiadające jego przygotowaniu i zdolnościom, choć zdarzało się, że dowództwo stawiało przed niektórymi zadania, do których zupełnie nie byli przygotowani. Oczywiście wykorzystywano wykształcenie działaczy. Organizacje potrzebowały lekarzy, pielęgniarek, dziennikarzy, adwokatów (gotowych bronić coraz liczniejszych więźniów politycznych i udzielać porad robotnikom w konfliktach z pracodawcami), księgowych, którzy zajęliby się finansami, nauczycieli historii, ideologii, taktyki i strategii w szkołach partyjnych, pracowników socjalnych. We wszystkich tych sferach działania kobiety były równie liczne, jak mężczyźni, bo chodziło o znalezienie osoby najlepiej przygotowanej - płeć raczej nie miała znaczenia.
Liczne były również towarzyszki pracujące w wywiadzie, zajmujące się dokumentacją, administracją, kontaktami z więźniami, mobilizacją. Były kobiety, które poświęcały się działalności publicznej i politycznej – takiej, jak organizacja komitetów i kampanii wyborczych, gdy pojawiała się możliwość wzięcia udziału w wyborach, kontakty z partiami i ruchami społecznymi, spotkania z politykami lub innymi wpływowymi osobami, uczestniczenie w wiecach w obronie więźniów politycznych, przeciwko terroryzmowi państwa i na rzecz poszanowania praw człowieka. Bardzo ważna była też praca w związkach zawodowych.
W organizacjach masowych, w środowisku uniwersyteckim i w grupach politycznych nie obserwowało się dominacji mężczyzn. Kilka działaczek podkreśla, że w walce w dzielnicach przewodziły kobiety. Istniały nawet grupy, w których kobiet było więcej niż mężczyzn.
Bycie kobietą nie zawsze było przeszkodą lub utrudnieniem - w wielu sytuacjach ułatwiało wykonywanie zadań lub pomagało uniknąć represji. Typowe było przemycanie broni między pieluszkami dziecka. Wiele jest anegdot o tym, jak uczynny policjant nieświadomie pomagał działaczkom w wykonaniu zadania, niosąc ciężką torbę lub pilnując samochodu. Często w chwili zatrzymania kobiety zaczynały płakać, udawały roztargnienie, robiły z siebie słodkie, niewinne dziewczątka i starały się wzbudzić litość. Jedna z działaczek opowiada, jak zatrzymała ją policja, gdy pewnego razu prowadziła samochód z fałszywym prawem jazdy. Udając zaskoczenie i przerażenie przekonała policjanta, że została oszukana i ten puścił ją wolno, w zamian za obietnicę zgłoszenia się za kilka dni na komisariacie z prawdziwym prawem jazdy.
Bardzo atrakcyjne fizycznie działaczki często zakładały minispódniczki i bluzki z dekoltami, aby odwrócić uwagę policjantów lub mężczyzn, którym towarzysze usiłowali ukraść samochód. Poszkodowani często byli tak zaszokowani widokiem kobiety- rewolucjonistki, że prawie się nie opierali, a nawet wdawali się z nimi w pogawędki.
Po to, aby nie wzbudzać podejrzeń, działacze wykonywali wiele zadań w duetach damsko-męskich, udając małżeństwo, narzeczonych czy zakochaną parę. Często taka para, jak najzwyklejsze małżeństwo, wynajmowała dom lub mieszkanie, w którym tworzono więzienie dla porwanego lub przechowywano broń, ulotki czy dokumenty. (21)
Im wyższe stanowiska w organizacji, tym mniej było na nich kobiet i tym bardziej widoczne było machismo. Tam, gdzie podejmowano ważne decyzje, głos żeński miał mniejsze znaczenie.
Luis Mattini wyjaśnia, że w przypadku PRT wśród sekretarzy komórek liczba kobiet była równa liczbie mężczyzn, ale już niewiele kobiet uzyskiwało stanowisko sekretarza organizacji regionalnej. W skład Komitetu Centralnego PRT wchodziło 60 towarzyszy i tylko dwie towarzyszki: Ana María Villareal de Santucho i Clarisa Leaplace, a po 1975 r. także Susana Gaggero. Inne przykłady kobiet z odpowiedzialnymi stanowiskami w PRT-ERP to Liliana Santucho, szefowa propagandy na szczeblu krajowym, i Mercedes Gómez, odpowiedzialna za finanse w regionie Cordoby. Wymienia się też wiele kobiet z funkcjami kierowniczymi w sektorze organizującym pracę u podstaw.
Z relacji z jednego z zebrań Montoneros w 1974 r. wynika, że w skład ścisłego kierownictwa krajowego najwyższego szczebla wchodziło 14-15 mężczyzn i że nie było tam ani jednej kobiety. W szerzej pojętym kierownictwie, liczącym 30 członków, były 2-3 kobiety. Wreszcie w najszerzej pojętym kierownictwie, liczącym 60 osób, było 8-10 kobiet. Wymienia się dwie kobiety pochodzące z FAR, które wspięły się na wysokie szczeble w hierarchii, ale widać, że w przypadku Montoneros kobiety mogły liczyć jedynie na stanowiska drugorzędne, choć jeden z działaczy wymienia grupy Montoneros kierowane przez kobiety.
Wydaje się, że awans kobiet na stanowiska przywódcze w FAP i PB był dużo łatwiejszy niż u Montoneros, ale raczej nie można mówić, że miały porównywalne do mężczyzn szanse i możliwości.
Rozmówcy i autorzy wspomnień podają różne przyczyny mniejszej liczby kobiet na stanowiskach kierowniczych niż na niższych szczeblach. W niektórych wspomnieniach sugeruje się, że były kobiety, które świadomie odmawiały przyjęcia awansu, ale mówi się też o tym, że zdolność kobiet do dowodzenia grupami i akcjami czy do podejmowania decyzji budziła pewną nieufność. Niektóre działaczki przyznają, że gotowość kobiet do pełnego zaangażowania nie była tak duża, jak w przypadku towarzyszy i że wiele z nich było gorzej przygotowanych teoretycznie. W kilku świadectwach pojawia się nieśmiała sugestia, że być może niewielka liczba kobiet-przywódców to po prostu skutek tego, że w organizacjach były w mniejszości. Kilku rozmówców twierdzi, że awans kobiet zależał od nich samych - po prostu musiały dowieść swojej chęci działania i odwagi, domagać się należnego im miejsca i pod żadnym pozorem nie odsuwać się w cień.
Męskie reguły gry, jakimi kierowały się organizacje, nie dawały kobietom szans na zademonstrowanie w pełni swoich zdolności. Łzy, okazanie lęku, kierowanie się intuicją, kreatywność traktowano z pogardą. Jakiekolwiek opinie lub kryteria nie mieszczące się w granicach męskiego punktu widzenia określano jako „babskie sprawy”. Od kobiet na stanowiskach przywódczych wymagano twardości, chłodnej oceny sytuacji, energii, szybkich decyzji; pod żadnym pozorem nie mogły wykorzystać cech swojej kobiecej psychiki. Prawdą jest, że towarzyszki nie robiły nic, żeby zmienić te reguły gry i narzucić swoje kryteria; ślepo i nieświadomie starały się naśladować mężczyzn – do tego stopnia, że grubym głosem wydawały rozkazy. Wiele rezygnowało z kobiecych strojów, makijażu. Istniała silna, choć skrywana konkurencja między kobietami i mężczyznami. One starały się im udowodnić, że pod każdym względem są zdolne im dorównać.
Te nieliczne kobiety, którym udało się wspiąć na najwyższe szczeble hierarchii rewolucyjnej, miały poczucie dokonania czegoś niezwykle trudnego - okazały się tak dobre, że były w stanie przezwyciężyć męskie uprzedzenia i wątpliwości. Po to, aby osiągnąć to samo stanowisko, musiały udowodnić znacznie więcej niż mężczyźni. W przypadku tych kobiet nikt już nie mógł zaprzeczyć ich zdolnościom organizacyjnym i kierowniczym, zarzucić im zbyt wiele błędów, narzekać na to, jak sprawują swoje funkcje.
Były kobiety uległe, które wolały nie dyskutować ze swoimi przełożonymi, ale były też inne, buntownicze feministki, które protestowały ilekroć czuły się dyskryminowane, twardo domagały się swoich praw i nie pozwalały się podporządkować. Niektóre rozmówczynie mówią o silnie zakorzenionym machismo, które wcześniej czy później wychodziło na jaw, o wyższości, z jaką traktowali ich niektórzy towarzysze. Cytują nawet obraźliwe żarty, drwiny na temat kobiecych umiejętności i cech charakteru. Jednak większość działaczek podkreśla szacunek i podziw, jakim darzyli je towarzysze, a także pochwały, jakie od nich otrzymywały. Machismo nie zawsze przejawiało się w sposób negatywny - przybierało też formę troskliwości i czułości. Mężczyźni instynktownie czuli, że ich obowiązkiem jest chronić towarzyszki i się nimi opiekować.
Wiele działaczek wyznaje, że w tamtych czasach tak naprawdę nie dostrzegały swojej niższej pozycji względem towarzyszy ani nie zdawały sobie z niej sprawy - być może ze względu na ówczesną mentalność, a może dlatego, że problem machismo zbytnio się wyolbrzymia. Nie przychodziło im do głowy, by kwestionować swoją rolę i domagać się awansu. Jedna z działaczek uważa, że towarzysze, formułując statuty organizacji, zastawili na kobiety pułapkę i sprawili, iż uwierzyły, że równość płci była już faktem dokonanym. Z upływem czasu, poprzez analizy, przemyślenia i krytykę tamtego doświadczenia, doszły do wniosku, że być może odebrano im pewne szanse większego zaangażowania, uczestniczenia w podejmowaniu decyzji, że zaprzepaszczono wiele z ich talentów.
Choć rola kobiety w organizacjach rewolucyjnych w Argentynie pozostała drugorzędna, wszystkie przyznają, że w żadnym innym momencie historii ani w żadnym innym środowisku społecznym kobiety nie mogły czuć się równie aktywne. Biorąc pod uwagę krótki okres działalności tych organizacji, zmiany, jakim uległa w nich pozycja kobiety, były dość gwałtowne. Działalność rewolucyjna kobiet w latach 70. to zaczyn walki feministek, która rozwinęła się w Argentynie w latach 80.
Wielu rozmówców żałuje, że w tamtych czasach nie byli w stanie odrzucić swojego machismo i dać kobietom większe szanse. Zastanawiają się, co one zrobiłyby, gdyby mogły dowodzić walką. Luis Mattini mówi wręcz, że być może wszystko skończyłoby się inaczej, gdyby to one stały na czele organizacji i kierowały sprawami wedle własnych kryteriów. Trudno dziś oceniać szczerość takich wyznań; łatwo jest dywagować nad sprawami przeszłości. Jednak nie ulega wątpliwości, że towarzysze głęboko podziwiali odwagę, zaangażowanie i poświęcenie koleżanek. Wymieniają ich wzorcowe postawy i kładą nacisk na rolę, jaką odegrały w walce.
Działaczki argentyńskie mogą być dumne ze swoich dokonań. Dowody ich zaangażowania widać wyraźnie w dniu dzisiejszym, kiedy to wydają się być dużo silniejsze i wierniejsze ideałom rewolucyjnym niż ich towarzysze.
 
UDZIAŁ KOBIET W OPERACJACH ZBROJNYCH
 
Udział kobiet w akcjach wojskowych wywoływał w społeczeństwie prawdziwą konsternację. Szok na widok kobiety-partyzantki był tak silny, że w doniesieniach prasowych często wyolbrzymiano ich liczbę lub uzbrojenie. Pisano o „silnie uzbrojonej kobiecie”, podczas gdy ta miała w ręku zaledwie zwykły pistolet lub w ogóle nie miała broni palnej.
Wszystkie działaczki teoretycznie umiały posługiwać się bronią, ale wiele, czy to z powodu paraliżującego strachu, czy też wrodzonego pacyfizmu, przerażała już sama myśl o wykorzystaniu tych umiejętności w praktyce. Wszystkie popierały przemoc, jaką stosowały ich organizacje, ale część z nich nigdy nie odważyła się brać w niej aktywnego udziału, a kierownictwo szanowało ich wybór. Wiele z rozmówczyń unikało tematu działań zbrojnych, wyjaśniając, że nie dotyczył ich bezpośrednio, że zajmowały się czymś innym.
Z drugiej strony, sporo kobiet wybrało działalność na froncie wojskowym jako najbardziej bezpośrednią formę walki, która przynosi szybkie i dobrze widoczne rezultaty. Uznały, że w tym konkretnym momencie historii użycie broni jest nieuniknionym elementem walki kobiety i matki argentyńskiej. Po to, aby uzasadnić swoją postawę, pytają, co jest bardziej przerażające: matka, która pracuje 20 godzin zostawiając w domu dzieci, czy kobieta, która z bronią w ręku walczy dla nich o lepszą przyszłość. W przypadku niektórych kobiet nie można wykluczyć tego, że być może do udziału w operacjach wojskowych skłaniało je nieświadome poszukiwanie przygód i silnych wrażeń.
Zdaniem Luisa Mattini, w dowództwie wojskowym ERP było wiele towarzyszek, ale podobnie jak w innych sektorach, nie zajmowały najwyższych stanowisk. Kobiety stanowiły 35proc. wśród sierżantów kierujących operacjami, sporo było kobiet wśród poruczników, nieco mniej wśród poruczników operacyjnych i nie znany jest żaden przypadek kobiety-dowódcy batalionu. Grupa kobiet zdecydowała się na uczestniczenie w przygotowaniu partyzantki wiejskiej w lasach Tucumán, gdzie musiały znosić wielogodzinne marsze i prymitywne warunki obozowania. María Soeane (22) podaje, że w skład 90-osobowej kompanii leśnej ERP w Tucumán wchodziło 10 kobiet.
Nie udało nam się dotrzeć do danych dotyczących liczby kobiet na frontach wojskowych u Montoneros i w FAP, ale we wszystkich świadectwach i źródłach wspomina się o kobietach-bojowniczkach, choć zawsze były w mniejszości.
Mężczyźni pod rozkazami kobiety, zmuszeni powstrzymywać swoje uprzedzenia i pretensje, nie mieli innego wyjścia, jak prześcigać się w demonstrowaniu swojej odwagi i możliwości fizycznych po to, aby przypadkiem nie okazać się gorszymi od kobiety. Oczywiście, na froncie wojskowym czekało na kobiety znacznie więcej przeszkód do pokonania niż na mężczyzn, ale nie poddawały się, ucząc się na własnych błędach, toteż budziły zdumienie współtowarzyszy i świadków wydarzeń. Dzięki odwadze i zaangażowaniu zyskały sobie sławę wśród innych latynoamerykańskich ruchów rewolucyjnych, a rewolucjonistki z Nikaragui i Salwadoru brały je za wzór. Walczyły nie tylko z wrogiem, ale także z uprzedzeniami - stąd ich pasja, męstwo i przekonanie graniczące z fanatyzmem. Były w stosunku do siebie bardzo surowe i wymagające, nie pozwalały sobie na okazanie słabości i za wszelką cenę starały się uniknąć jakichkolwiek ulg w obowiązkach z powodu swojej płci. Udowodniły, że w chwili zagrożenia są w stanie zachować zimną krew i stąpać twardo po ziemi, podejmować energiczne i konkretne decyzje, bez zbędnych wahań typowych dla niektórych towarzyszy. W żadnym ze źródeł nie ma krytyki towarzyszek z powodu braku odwagi czy nieużyteczności na froncie wojskowym, nie pojawiają się też przypadki operacji nieudanych z winy kobiety. Zawodziły podobnie jak mężczyźni i nie miało to związku z płcią. Spotykamy natomiast wiele przykładów kobiet o niesłychanej odwadze i gotowości do poświęceń, której nie zdradzał ich wygląd fizyczny. Niektóre stały się legendami jak Negra (Czarna) z ERP, szefowa wojskowa w Rosario, a później Villa Constitución, poległa w walce, Raquel Gellin, Sayo czyli Ana María Villareal, pierwsza żona Mario Roberto Santucho. Towarzysze mówią o nich z nieukrywanym podziwem i szacunkiem, przyznają, że wiele z nich przewyższało mężczyzn. Największą pochwałą, jaką mogła usłyszeć kobieta, było to, że „jest tak dobra, iż można ją wziąć za faceta”. Równość między kobietami i mężczyznami widać wśród rannych i poległych - pech i śmierć nie miały preferencji co do płci.
Znamy przypadki kobiet, których dokonania rewolucyjne wstrząsnęły opinią publiczną, jak np. sprawa Any Marii González z Montoneros, sprawczyni zamachu na życie gen. Cesareo Angela Cardozo, szefa Policji Federalnej w 1976 r. W wywiadzie udzielonym jednej z hiszpańskich gazet, Ana María przedstawiła szczegóły przeprowadzonej operacji. Była koleżanką ze studiów córki generała i jej przełożeni zasugerowali, aby znalazła sposób na zaprzyjaźnienie się z dziewczyną. Pomimo odmiennych poglądów politycznych Anie udało się pozyskać zaufanie całej rodziny Cardozo. W czasie jednej z wizyt w domu generała, Ana umieściła w łazience mechanizm bomby. Później podłożyła bombę w sypialni małżeńskiej, pod łóżkiem, dokładnie na wysokości miejsca, w którym generał kładł głowę do snu. (23)
Niektóre bojowniczki przyznają się do strachu i ogromnego napięcia przed operacją i po jej przeprowadzeniu, inne wyznają, że powstrzymywane w czasie akcji emocje wybuchały potem w formie płaczu, wymiotów lub dreszczy. Mimo strachu i nieustannego poczucia niebezpieczeństwa nie traciły poczucia humoru i dziś z uśmiechem wspominają zabawne elementy niektórych operacji.
Niektóre na początku swojej działalności wojskowej były zupełnie nieprzygotowane i nie miały pojęcia, jak się zachowywać. Zabierały ze sobą zbyt ciężkie plecaki, nie umiały rozwieszać hamaków, tak, żeby się nie zmoczyć. Jedna z rozmówczyń wspomina noc spędzoną obok bomby, która na szczęście nie wybuchła; skazano ją za to na tydzień odsiadki w partyzanckim „więzieniu”. Innym razem na froncie dwie towarzyszki chciały wykorzystać okazję i wykąpać się po długim marszu w pobliskiej rzece. Naiwnie sądziły, że grupa robotników pod ich rozkazami posłusznie zostanie na warcie. Później dowiedziały się, że robotnicy rozpowiedzieli wszystkim szczegóły ich kąpieli na półnago. Inna działaczka opowiada, jak pewnego razu wychodząc z hotelu nie wiedziała, gdzie ukryć broń. Postanowiła schować ją za zasłonką. Otwarte okno wychodziło na malutkie patio. Gdy kładła tam broń, ta spadła na dół. Zbiegła po nią, ale gdy miała ją podnieść, usłyszała z tyłu kroki. Szybko popchnęła broń pod stojący obok fotel. Udając roztargnienie poczekała, aż przechodzień się oddali.
 
„REWOLUCYJNE PARY”
 
„Związek między kobietą a mężczyzną może opierać się jedynie na integralnym stosunku między jego stronami, mającym za podstawę materialną działalność społeczną ich obojga, konkretną rolę, jaką odgrywają w społeczeństwie: rolę działaczy rewolucyjnych. (...) Ich związek będzie harmonijny i pozytywny w tej mierze, w jakiej będzie przyczyniał się do ich rozwoju jako rewolucjonistów i do wzbogacenia ich stosunków z organizacją rewolucyjną, klasą robotniczą, ludem i z całym procesem rewolucyjnym. (...) Związek między kobietą a mężczyzną to także działalność polityczna.” Tak wygląda status związku działaczy w dokumencie wydanym przez PRT-ERP pt. Moralność i proletaryzacja (24). Biorąc pod uwagę to, że nawet najdrobniejsze szczegóły życia codziennego były uwarunkowane działalnością rewolucyjną, coś tak istotnego, jak stosunki osobiste, nie mogło pozostać na marginesie. Kierownictwa, z względu na bezpieczeństwo i etykę rewolucyjną, nalegały, aby działacze pozostawali w stałych związkach i aby oboje byli aktywnymi członkami tej samej organizacji. Niewierność i zdradę małżeńską często krytykowano, potępiano, a nawet karano partyzanckim „więzieniem”.
Ogromna większość par działaczy rzeczywiście była członkami jeżeli nie tej samej, to dwóch bliskich sobie organizacji, ale rzadko można mówić o związkach wymuszonych, „strategicznych” czy zawieranych „z rozsądku”. Działacze obracali się w zamkniętym środowisku, toteż logiczne i naturalne jest to, że zakochiwali się w gronie współtowarzyszy i wśród nich wybierali sobie partnerów. Obok par, które zeszły się na gruncie zbieżności ideologicznych, zdarzały się prawdziwie namiętne uczucia – tak było np. w przypadku Mario Roberto Santucho i Any Marii Villareal czy Julio Santucho i Cristiny Navajas.
Wiele par, które zawiązały się jeszcze  przed zaangażowaniem w walkę, poznało się we „wzburzonym” środowisku uniwersyteckim lub w „rozgorączkowanej” dzielnicy, na zebraniach, dyskusjach; zbliżały ich niepokoje polityczne i społeczne i poszukiwania rozwiązań. W końcu wspólnie wstępowali do organizacji. W latach 70., w niektórych środowiskach uniwersyteckich praktycznie każdy gdzieś działał, przynależność do organizacji rewolucyjnych stała się czymś w rodzaju mody, pozwalała szpanować, wyróżniać się, robić wrażenie na innych, była sposobem na poderwanie dziewczyny.
Kierownictwa organizacji w delikatny sposób próbowały nakłaniać towarzyszy do tego, by włączali swoje partnerki do walki. Związki z osobami spoza organizacji były zwykle epizodyczne, przynosiły rozczarowanie i niesmak z powodu zderzenia dwóch odmiennych wizji świata i oczekiwań. Nieliczne pary, w których tylko jedno należało do organizacji (były przypadki zarówno mężczyzn z niezaangażowanymi partnerkami, jak i kobiet z niezaangażowanymi partnerami), a drugie uparcie wzbraniało się przed zaangażowaniem w walkę, nie przetrwały próby czasu, brały w nich górę nieustanne konflikty i napięcia. Dobry i harmonijny związek z osobą niezaangażowaną był praktycznie niemożliwy, chociaż znane są przypadki, gdy jedna ze stron, choć nie należała do organizacji, szanowała i wspierała moralnie walkę partnera.
Bardzo szczególną parą są jedni z rozmówców, Dora i Octavio: ona - działaczka Montoneros stosunkowo wysokiego szczebla, on - wybitny działacz PB. Mimo licznych ostrzeżeń i kwestionowania tego związku przez obie organizacje, ku zdumieniu wszystkich mają już za sobą 20 lat małżeństwa. Nie obyło się bez problemów i poważnych trudności, ale dzięki wzajemnemu zrozumieniu i szacunkowi udało im się prowadzić wspólne życie. Każde z dumą mówi o działalności i postawie partnera. Zawsze dzielili się opiniami politycznymi i ideologicznymi. Octavio sądzi, że gdyby nie krytyczny stosunek Dory do kontrofensywy Montoneros w 1978-1979 r. (25), ich związek nie przetrwałby tak trudnej próby.
Sprawa zawierania związku małżeńskiego wydaje się nieco skomplikowana. Choć małżeństwo było jednym z elementów życia mieszczańskiego, tak odległego od ideałów rewolucyjnych, organizacje opowiadały się za legalizowaniem związków, ale nie było w tej dziedzinie żadnego rodzaju presji.
Związki uczuciowe miały z reguły pozytywny wpływ na działalność rewolucyjną. Wzmacniały duchowo i witalnie, dawały siłę i energię do kontynuowania walki, pomagały radzić sobie ze stresem, rozładować napięcie, powstrzymywały zbytnią zapalczywość lub fanatyzm. Jednak, z uwagi na zamknięty charakter i  izolację grup rewolucjonistów, zazdrość i zdrada małżeńska były źródłem poważnych konfliktów.
Rozmówcy podkreślają, że pary działaczy, pomimo różnego rodzaju problemów, z jakimi się borykały, były wyjątkowe i że prawdopodobnie nie będzie już takich związków. Oprócz uczucia i pociągu fizycznego, łączyły ich ideały i walka o lepszy świat, co wzmacniało ich związek i nadawało mu szczególny charakter. Działacze potrzebowali u swego boku osoby odważnej, zaangażowanej w sprawę, gotowej do poświęceń, osoby, która potrafiła nie tylko ich wesprzeć, ale również dać przykład i bodziec do wytrwania na rewolucyjnej drodze. W relacjach bardzo wyraźnie daje się zauważyć podziw dla działalności i zaangażowania partnera. Tak kobiety, jak i mężczyźni przyznają, że w pewnych chwilach siła i zdecydowanie partnera miały ogromne znaczenie. Podobnie jak w innych okresach historycznych, również w okresie działalności rewolucyjnej w Argentynie lat 60. i 70., niektóre kobiety stały się duchowym i moralnym wsparciem liderów rewolucyjnych – tak było w przypadku Any Marii Villareal i Liliany Delfino, kolejnych towarzyszek Mario Roberto Santucho; obie przypłaciły swoją działalność rewolucyjną śmiercią: zostały zamordowane.
Największym dowodem miłości było oparcie się torturom i nie wydanie partnera lub innych towarzyszy w ręce wroga. Ana, bohaterka filmu dokumentalnego o Montoneros, ma poczucie, że jej partner Juan umarł w przekonaniu, że ona dopuściła się zdrady, bo wyszła żywa z więzienia. Ana opowiada też o innym kontrowersyjnym zachowaniu swojego partnera, który odebrała jako dowód miłości. W czasie ucieczki przed policją, w pewnym momencie ranna Anna stwierdziła, że już nie wytrzyma i chciała się poddać. Wtedy Juan wycelował do niej z pistoletu i powiedział: „Jeśli się poddasz, zabiję cię”. Ana sądzi, że właśnie ta jego determinacja i bezwzględna postawa ocaliły jej życie.
Mężczyźni czuli naturalną potrzebę chronienia swoich partnerek przed niebezpieczeństwem, oszczędzania im wysiłku. One oczywiście protestowały przeciwko tego rodzaju ulgom, ale w głębi duszy na pewno doceniały męską troskę i czułość.
Strach i niepokój o życie i bezpieczeństwo partnera były nieustanne, chociaż starano się ukryć te uczucia i im nie ulegać. Działacze trwali u swojego boku do samego końca, aby razem znieść to, co przynosi przeznaczenie. Gdy partner dostawał się w ręce wroga, zapalczywie walczyło się o jego uwolnienie lub ujawnienie gdzie jest, jeśli został uprowadzony i zaginął bez wieści. Tamte wydarzenia pozostawiły po sobie wiele boleśnie dotkniętych utratą ukochanej osoby wdów i wdowców, którzy żyją idealizując swój „rewolucyjny” związek.
Poważnym problemem i źródłem bezustannych konfliktów dla zaangażowanych rewolucyjnie par była kwestia podziału obowiązków domowych i wychowanie dzieci oraz pogodzenie tych obowiązków z działalnością w organizacji. Było to też zasadniczą przeszkodą na drodze do równouprawnienia kobiet. W ogóle niektóre kobiety uważają to za główną przyczynę drugorzędnej roli kobiety w organizacjach. Organizowano kampanie wewnętrzne, aby przekonać mężczyzn do dzielenia z partnerkami zajęć domowych. W założeniach towarzyszka miała prawo poskarżyć się na partnera, jeżeli ten odmawiał pomocy w domu. W praktyce, w większości przypadków, to kobieta musiała rezygnować z udziału w zebraniach lub akcjach i zostawać w domu z dziećmi, co wywoływało burzliwe dyskusje. Wynajęcie opiekunki uznawano za drobnomieszczański luksus. Liczne działaczki przychodziły na zebrania z dziećmi.
Większość działaczek usilnie starała się pogodzić działalność w organizacji z karierą zawodową i wychowaniem dzieci. Nie chciały zamienić się w kury domowe i domagały się pomocy ze strony partnerów, tworząc coś w rodzaju kobiecych grup solidarności. Towarzyszki z klas niższych nie były tak pewne siebie co ich koleżanki z klas średnich, aby wymóc na mężu pomoc w domu. Często małżeńskie kłótnie stawały się bardzo dziecinne: długie wymiany zdań i poglądów na temat tego, kto dzisiaj pozmywa.  Niektórzy mężczyźni bardzo starali się zmienić, ale rzadko pomagali w domu sami z siebie, bez uprzedniej prośby; można mówić raczej o pomocy niż równym podziale obowiązków.
To bardzo często kobieta musiała martwić się o sprawy materialne, utrzymanie rodziny, gdyż mąż przedkładał ponad wszystko działalność w organizacji i fanatycznie wierzył, że to rozwiąże wszystkie przyziemne problemy. Bardzo często kłócili się, gdy jedno domagało się odrobiny prywatności, intymności, podczas gdy drugie głosiło podporządkowanie wszystkiego sprawie i organizacji.
Na ogół przedkładano awans towarzyszy nad awans towarzyszek. Jeżeli jakiś działacz się wyróżniał, przydzielano mu ważne funkcje i jego partnerka, jeżeli było to konieczne, musiała się z nim przeprowadzić, nawet jeżeli oznaczało to porzucenie ulubionego środowiska i utratę szansy na odpowiedzialne funkcje. Czasem, ze względów bezpieczeństwa, rozsądniej było awansować żonę działacza wysokiego szczebla, niż jakąś inną, która być może bardziej na to zasługiwała. Dlatego, jeżeli partnerka jednego z dowódców dostawała ważną funkcję, nawet mimo jej zasług i zdolności zawsze pozostawała wątpliwość, że awans zawdzięcza mężowi, a nie swoim zaletom.
Jeżeli w okresie aktywnej walki, kobietom często potrzebna była siła i twardość mężczyzn, po przegranej to one wykazały niezwykłą wolę przetrwania z godnością w nowej sytuacji i ocalenia towarzyszy z desperacji i wewnętrznej destrukcji.
 
„DZIECI REWOLUCJI”
 
Organizacje rewolucyjne starały się utrzymać wśród swoich działaczy pozytywny klimat i optymistyczne spojrzenie w przyszłość. Walka była ciężka i niebezpieczna, wymagała bezustannych poświęceń, ale nie wolno było tracić wiary i nadziei na stworzenie lepszego świata. Symbolem tego nowego społeczeństwa były dzieci, toteż ze strony kierownictwa nie istniała żadna presja, aby działacze rezygnowali z posiadania potomstwa; decyzja zależała wyłącznie od uczuć i przekonań danej pary.
Niektóre działaczki wolały odłożyć założenie rodziny na lepsze i bezpieczniejsze czasy, a na razie poświęcić się całkowicie sprawie rewolucji. Starały się zapobiegać zajściu w ciążę, a jeżeli już do tego dochodziło, decydowały się na aborcję. Rozmówczynie przyznają, że były dość naiwne i mało systematyczne jeśli chodzi o stosowanie środków antykoncepcyjnych. Jednak znaczna większość działaczek, mimo że zdawała sobie sprawę z czekających je trudności, postanawiała urodzić i teraz są przekonane, że to najlepsza rzecz, jaką zrobiły. Żyły na granicy życia i śmierci, a dzieci pozwalały im chwycić się życia, wrócić do rzeczywistości. Dzieci dodawały im siły, pozwalały się nie poddawać, nie załamywać, to dla nich walczyły o lepszą przyszłość. Dzieci były czymś w rodzaju gwarancji, przedłużeniem ich istnienia, miłości i ideałów. Niektóre spośród działaczek, które w swojej burzliwej młodości nie odważyły się na urodzenie dzieci, bardzo tego żałują.
Były działaczki, które wraz z narodzinami dziecka instynktownie stawiały macierzyństwo i wychowanie dziecka w centrum, odsuwając wszystko inne, a więc również działalność rewolucyjną, na drugi plan. Inne w takich kluczowych dla każdej matki chwilach, jak ostatnie miesiące ciąży lub pierwsze miesiące życia dziecka, porzucały działalność. Kilka wyznaje, że okres połogu był etapem ideologicznego załamania.
Nie ulega wątpliwości, że działaczki gorąco kochały swoje dzieci. Ich ochrona i bezpieczeństwo stało się najważniejszą sprawą, często wręcz obsesją. Wiele wyznaje, że gdyby policja groziła im, że zrobi krzywdę dziecku, to na przesłuchaniach na pewno nie byłyby w stanie zachować milczenia. We wspomnieniach znajdujemy bardzo dużo przykładów matek, które w ekstremalnych sytuacjach najść lub ataków sił represyjnych znajdowały w sobie niezwykłą siłę i zimną krew, aby ocalić dzieci. Jednak, mimo troski i obawy o życie dzieci, liczne działaczki pod żadnym pozorem nie chciały zamienić się w kury domowe; pragnienie działania było w nich silniejsze niż instynkt macierzyński. Protestowały, gdy towarzysze lub kierownictwo próbowali nakłonić je do zaniechania na pewien czas działalności. Brały udział w akcjach zbrojnych w bardzo zaawansowanej ciąży, chodziły na zebrania z dziećmi na rękach. Czasami, gdy miały przenieść ulotki lub amunicję, zabierały ze sobą dzieci, aby wzbudzać mniej podejrzeń. Obraz kobiety w ciąży z bronią w ręku powraca w wielu świadectwach bezpośrednich świadków wydarzeń (26).
Zdarzały się incydenty, które wzbudzały dyskusje i krytykę - przypadki matek, które narażały życie swoich dzieci, aby wypełnić rewolucyjny obowiązek. Najbardziej komentowanym przypadkiem była matka niemowlęcia, która po tym, jak jej męża zastrzelono podczas ataku na ich dom, otworzyła drzwi mieszkania i wyszła na zewnątrz trzymając przed sobą maleństwo i krzycząc, że chce się poddać. Mimo gróźb szła w stronę żołnierzy. Ci zupełnie nie wiedzieli, jak zareagować. W odległości trzech metrów od żołnierzy rzuciła dziecko na ziemię i wystrzeliła w kierunku oficera; oboje zginęli w tej samej chwili. Inna działaczka, nie mogąc znieść bezczynności na emigracji, porzuciła dziecko w Meksyku i pojechała walczyć do Nikaragui, w szeregach tamtejszego ruchu rewolucyjnego. Wiele kobiet zostawiło swoje dzieci, aby uczestniczyć w organizacji kompanii leśnej ERP w Tucumán.
Zdaniem niektórych działaczek, walka o lepszy świat usprawiedliwiała cierpienia i niedogodności, jakie musiały ponosić ich dzieci. Sprawiedliwe i harmonijne społeczeństwo było najlepszym prezentem, jaki rodzice mogli dać swoim dzieciom.
Mimo wysiłków, aby pogodzić działalność w organizacji z wychowaniem dzieci, kobiety często były zmuszone wybierać: albo traciły jako matki, albo jako działaczki. Nie chciały zostawiać dzieci pod opieką innych, ale zadania i kwestie bezpieczeństwa często zmuszały je do dłuższej rozłąki. Nie widząc dzieci przez długie miesiące, starały się w pełni wykorzystać każdą sposobność bycia razem z nimi. Te chwile to były święta przepełnione miłością, czułością, radością i specjalnym traktowaniem.
 
ZAKOŃCZENIE
 
Idea miłości, działania i walki z miłości i dla miłości dominuje we wszystkich wspomnieniach. Ówcześni działacze obojga płci są przekonani, że jedynie wiara w utopię lepszego świata i miłość do ludu tłumaczą ich motywacje, dobrowolne poświęcenie, żarliwość i ofiary, jakie byli gotowi ponieść. Działalność w organizacjach rewolucyjnych wywarła ogromny wpływ na życie naszych bohaterów. Nie brakuje historii tragicznych, elementów zniechęcających czy wstydliwych. Jednak ogromna większość rozmówców czuje się dumna, że brała udział w walce rewolucyjnej i wciąż kultywuje wiele ideałów młodości. Można się nie zgadzać ze stosowanymi przez rewolucjonistów metodami walki, może razić ich ideologiczna egzaltacja, a wręcz fanatyzm. Wielu ludziom może być obca ich chęć interwencji w życiu publicznym, ale nie można przejść obojętnie obok siły ich motywacji i zaangażowania.
 
___________________________
 
* Poniższy artykuł powstał na podstawie pracy magisterskiej pt. La generación de los 70: La militancia en las organizaciones de la izquierda revolucionaria en la Argentina en la década 1966-76 (Pokolenie lat 70 – działalność w organizacjach lewicy rewolucyjnej w Argentynie w dekadzie 1966-76), napisanej pod kierunkiem dr Małgorzaty Nalewajko i nagrodzonej pierwszą nagrodą w konkursie na najlepszą pracę magisterską poświęconą Ameryce Łacńskiej, organizowanym przez Centrum Studiów Latynoamerykańskich (CESLA) Uniwersytetu Warszawskiego. Praca jest rezultatem badań przeprowadzonych podczas pobytu w Argentynie w latach 1998-1999 na stypendium przyznanym w ramach umowy między polskim Ministerstwem Edukacji Narodowej i Sportu a argentyńskim Ministerstwem Kultury i Edukacji. Autorka pracowała w Centrum Badań Społeczno-Historycznych na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu w La Plata. Uczestniczyła w wielu seminariach poświęconych problemom latynoamerykańskim w XX w. Nawiązała kontakty z wykładowcami i naukowcami z różnych argentyńskich ośrodków akademickich, m.in. z Buenos Aires, Córdoby, Rosario. Udało jej się przestudiować i zgromadzić bogatą bibliografię związaną z latynoamerykańskimi ruchami rewolucyjnymi i historią Argentyny XX w. (głównie okres rządów peronizmu w latach 1946-1955 i 1973-1976 oraz dyktatury wojskowej lat 1976-1983). Zaintrygowana lekturą reportaży i wspomnień dotyczących działalności lewicy rewolucyjnej w latach 1966-76, postanowiła przeanalizować w swojej pracy motywy i powody, jakie skłoniły tylu młodych ludzi do podjęcia walki rewolucyjnej, zgłębić system wartości, którym się kierowali oraz zastanowić nad wpływem jaki to doświadczenie miało na ich życie prywatne i osobiste przeżycia. Z powodu niedostatku źródeł pisanych oraz świeżości problemu, autorka nawiązała bezpośrednie kontakty z byłymi uczestnikami tej walki. Przeprowadziła z nimi rozmowy i wywiady i brała udział w organizowanych przez nich wystąpieniach, spotkaniach i dyskusjach. Pierwszy kontakt nawiązała dzięki znajomemu z uniwersytetu, a następne pojawiały się już na zasadzie łańcucha wzajemnych powiązań. Rozmówcy, początkowo mimo pewnej nieufności, otwarcie i życzliwie dzielili się swoimi wspomnieniami, przeżyciami, obserwacjami i poglądami z tamtego okresu. Tematem pracy była ogólna charakterystyka problemu działalności w organizacjach rewolucyjnych z punktu widzenia indywidualnych uczestników, a nie analiza porównawcza organizacji, ich założeń i ewolucji ideologiczno-programowej. Wszystkich bohaterów, bez względu na poglądy polityczne, objęto wspólnym terminem działacza rewolucyjnego i potraktowano jako przedstawicieli swojego wyjątkowego pokolenia. Intencją autorki było wysłuchanie byłych działaczy, umożliwienie im wyjaśnienia swoich ówczesnych postaw, a w żadnym razie nie próba oceny czy krytyka. Ogromną większość pracy stanowią słowa samych bohaterów, uzupełnione stwierdzeniami czy hipotezami historyków, socjologów, dziennikarzy zajmujących się tą tematyką, jak również własnymi wrażeniami i wnioskami.
 
___________________________
 
(1) Powszechna Konfederacja Pracy (CGT), od czasu upaństwowienia związków zawodowych przez reżim peronistowski w latach 40. stała się w Argentynie jedyną centralą związkową i pozostając również po obaleniu Perona pod kontrolą potężnej biurokracji peronistowskiej, przez długi czas monopolizowała ruch związkowy.
 
(2) G. O’Donnel, El estado burocrático autoritario, Buenos Aires, Editorial de Belgrano 1982, rozdz. II. 2.
 
(3) W 1968 roku przypadała 50. rocznica reformy uniwersyteckiej z 1918 r. – wielkiego radykalnego ruchu społeczno-politycznego młodzieży akademickiej, który następnie objął również inne kraje Ameryki Łacińskiej.
 
(4) R. Gillespie, Soldados de Perón, Buenos Aires, Grijalbo SA 1987, s.210, 214, 239.
 
(5) L. Mattini, Hombres y mujeres del PRT-ERP, Buenos Aires, CYAN 1995, rozdz. XII.
 
(6) Podczas ucieczki rewolucjonistów z więzienia Rawson w Patagonii sześciu z nich – przywódców PRT-ERP, FAR i Montoneros - zdołało odlecieć do Chile uprowadzonym samolotem pasażerskim, który wylądował po nich na pobliskim lotnisku w Trelew, podczas gdy kilkunastu innych dotarło za późno na lotnisko i zostali otoczeni przez oddziały wojska. Poddali się w obecności sędziego, lekarza i dziennikarzy. Wbrew obietnicom, jakie uzyskali, szesnastu z nich w kilka dni później zamordowano w bazie wojskowej, gdzie ich przetrzymywano.
 
(7) Tajemnicą poliszynela było to, że twórcą i mózgiem tej formacji był minister polityki społecznej López Rega, prawa ręka Perona.
 
(8) Słowo „desaparecido” – „zaginiony” - ma w społeczeństwie argentyńskim wyjątkowo bolesny wydźwięk i automatycznie kojarzy się z okresem dyktatury wojskowej lat 1976-83. Odnosi się do tysięcy osób, których aresztowania i śmierci nie odnotowano w żadnych oficjalnych dokumentach. Zostały porwane i wyeliminowane przez siły represyjne w tajemnicy (ciała chowano w zbiorowych, bezimiennych grobach lub wyrzucano z samolotów do oceanu), rodziny nie otrzymywały żadnego powiadomienia. Dzieci urodzone przez więźniarki oddawano do adopcji. Do dziś bliscy i przyjaciele zaginionych z niesamowitym uporem walczą, by poznać prawdę o ich losie w ramach takich organizacji, jak Matki z Placu Majowego, Dzieci Zaginionych, Babcie z Placu Majowego. W grudniu 1983 r. na podstawie dekretu rządowego utworzono Narodową Komisję ds. Zaginionych (CONADEP), która zajęła się badaniem poszczególnych przypadków.
 
(9) L. Mattini, El Che y la Revolución Cubana – wystąpienie w Katedrze Che Guevary, maj 1998 r.
 
(10) M. Moyano, Argentina’s lost patrol, Londyn, Yale University Press 1995, s.109.
 
(11) J. Santucho, Los ultimos guevaristas, Buenos Aires, Puntosur Editores 1998, s.206-217.
 
(12) M. Moyano, op.cit., s.112.
 
(13) M.M. Ollier, La creencia y la pasion, Buenos Aires, Ariel 1998, s.56-71.
 
(14) Tamże, s.103-110.
 
(15) L. Mattini, El Che y la Revolución Cubana, op. cit.
 
(16) L. Mattini, Hombres y mujeres del PRT-ERP, op.cit., rozdz. II, VI.
(17) E. Guevara, La guerra de guerrillas, La Habana, INRA 1960, s.140-144. Po polsku: Kuba – Wojna partyzancka, Warszawa, Wyd. MON 1961.
 
(18) Wspomnienie „Roberto Perdía recuerda a las mujeres montoneras” w: M. Diana , Mujeres guerrilleras, Buenos Aires, Planeta 1997, s.375-381.
 
(19) Wspomnienie „Luis Mattini recuerda a las mujeres del PRT-ERP” w: tamże, s.371.
 
(20) M. Moyano, op.cit, s.112.
 
(21) Przypadki opisane w A. Alonso Piñero, Cronica de la subversion en Argentina, Buenos Aires, Ediciones Depalma 1980.
 
(22) M. Seoane, Todo o nada: La historia secreta y pública de Mario Roberto Santucho, Buenos Aires, Planeta 1991, s.205.
 
(23) A. Alonso Pinero, op.cit., s. 34-35; R.Gillespie, op.cit., s.285.
 
(24) Pequeña burguesía y revolución. Moral y proletarización (broszura PRT bez miejsca i daty wydania), s. 29.
 
(25) Kontrofensywa Montoneros z 1979 r. – nieudana próba powrotu z emigracji, zaatakowania i osłabienia armii oraz odzyskania wpływów w kraju. Plan, który zakładał serię operacji wojskowych i masową mobilizację robotników, okazał się kolejnym wyczynem woluntarystycznym i błędem strategicznym coraz bardziej oderwanego od krajowych realiów kierownictwa Montoneros, które błędnie oceniło gotowość robotników do wystąpienia przeciwko dyktaturze wojskowej i przeliczyło się z własnymi siłami. Poniesione podczas tej operacji straty w ludziach i infrastrukturze okazały się nieodwracalne.
 
(26) Informacje i komentarze w: A. Alonso Piñero, op.cit.; A. Petric, Asi sangraba la Argentina, Buenos Aires, Ediciones Depalma 1980.
 
 
BIBLIOGRAFIA
 
23 wywiady z byłymi działaczami Montoneros, FAP, PB, PRT-ERP oraz odłamów partii komunistycznej z trzech obszarów działalności (prowincje Buenos Aires, Córdoba i Tucumán) i z różnych szczebli hierarchii organizacyjnych.
 
Wykłady i wystąpienia w niezależnej Katedrze Che Guevary na Uniwersytecie w La Plata, maj-czerwiec 1998:
El Che y la Revolución Cubana, wystąpienie L. Mattini.
Humanismo y ética revolucionaria, wystąpienie D. De Santis i G. Daleo.
El pensamiento filosófico del Che, wystąpienie R. Dri.
La influencia del Che en Argentina, wystąpienie L. Mattini i E. El Kadri.
El legado del Che en la actualidad, wystąpienie G. Cieza i H. de Bonafini.
 
Wspomnienia i dokumenty
 
E. Anguita, M. Caparrós, La Voluntad, t. I: Una historia de la militancia revolucionaria en la Argentina 1966-73), Buenos Aires, Grupo Editorial Norma 1997.
E. Anguita, M. Caparrós, La Voluntad, t. II: Una historia de la militancia en la Argentina 1973-76), Buenos Aires, Grupo Editorial Norma 1998.
E. Anguita, M. Caparrós, La Voluntad, t. III: Una historia de la militancia en la Argentina 1976-78), Buenos Aires, Grupo Editorial Norma 1998.
R. Baschetti, Documentos de la resistencia peronista 1955-1970, La Plata, Editorial de la Campana 1997.
R. Baschetti, Documentos 1970-1973: De la guerrilla peronista al gobierno popular,  La Plata, Editorial de La Campana 1995.
R. Baschetti, Documentos 1973-1976: De Cámpora a la ruptura, La Plata, Editorial de La Campana 1996.
D. De Santis, A vencer o morir: PRT-ERP documentos, t. I-II, Buenos Aires, Eudeba 1998.
M. Diana, Mujeres guerrilleras, Buenos Aires, Editorial Planeta 1997.
A. García, M. Fernández Vidal, Piri (Testimonios sobre Susana Lugones), Buenos Aires, Unión de Trabajadores de Prensa de Buenos Aires y Ediciones de La Flor 1994.
J. Gasparini, Montoneros: final de cuentas, Buenos Aires, Puntosur Editores 1988.
P. Giussani, Montoneros: la soberbia armada, Buenos Aires, Sudamericana Planeta 1984.
L.Mattini, Hombres y mujeres del PRT- ERP: De Tucumán a la Tablada, Buenos Aires, CYAN 1995.
E. Méndez, Confesiones de un montonero, Buenos Aires, Grupo Editorial Planeta 1988.
R. Perdía, La otra historia: Testimonio de un jefe montonero, Buenos Aires, Agora 1997.
J. Santucho, Los últimos guevaristas: Surgimiento y eclipse del Ejército Revolucionario del Pueblo, Buenos Aires, Puntosur Editores 1988.
„El sentido de la memoria”, wywiad z Guillermo Cieza, Juana Azurduy nr 4, 1997.
„La manera en que se ejercita la memoria”, wywiad z Eduardo Anguita, Juana Azurduy nr 4, 1997.
 
Opracowania
 
A. Alonso Piñero, Crónica de la subversión en la Argentina, Buenos Aires, Ediciones Depalma 1980.
G. Amezola de, „Lanusse o el arte de lo imposible: El lanzamiento del GAN (III-V. 1971)”, Cuadernos del Centro de Investigaciones Socio-Históricas nr 2/3, Facultad de Humanidades y Ciencias de la Educación, Universidad Nacional de La Plata 1997.
M.E. Andersen, Dossier secreto: Los desaparecidos y el mito de la guerra sucia, Boulder, Colo., Westview Press 1993
O. Anzorena, Tiempo de violencia y utopía: Del golpe de Onganía al golpe de Videla, Buenos Aires, Ediciones del Pensamiento Nacional 1998.
J.A. Boza, „Perón y el Frente Cívico de Liberación Nacional: Coalición y Confrontación”, Cuadernos del Centro de Investigaciones Socio-Históricas nr 2/3, Facultad de Humanidades y Ciencias de la Educación, Universidad Nacional de La Plata 1997.
S. Ciancaglini, M.Granovsky, Nada más que la verdad, Buenos Aires, Planeta 1995.
M. Diament, „La historia secreta del botín de los montoneros”, La Nación z 20 października 1996 r.
J. Gelman, M. La Madrid, Ni el flaco perdón de Dios, Buenos Aires, Planeta 1997.
R. Gillespie, Soldados de Perón (los Montoneros), Buenos Aires, Grijalbo 1987.
Wywiad Equipo de Investigación Periodística z R. Gillespie, Adrián Korol, Buenos Aires, 4 maja 1997 r.
E. Guevara, La guerra de guerrillas, La Habana, INRA 1960 (po polsku: Kuba – Wojna partyzancka, Warszawa, Wyd. MON 1961).
C. Hilb, D. Lutzky, La nueva izquierda argentina 1960-1980: política y violencia, Buenos Aires, Centro Editor de América Latina 1984.
Z.M. Kowalewski, Guerrilla latynoamerykańska, Zakł. Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1978.
Z.M. Kowalewski, „La formación del Partido Revolucionario de los Trabajadores de Argentina 1963-72”, Estudios Latinoamericanos t. 8, 1981.
F. Labordo, „El pago, una dramática novela de suspenso”, La Nación z 20 października 1996 r.
C. Luvece, Las FAP y el PB, Buenos Aires, Centro Editor de América Latina 1993.
M.J. Moyano, Argentina’s Lost Patrol: Armed Struggle 1969-79, New Haven, Yale University Press, 1995.
Nunca más, raport Comisión Nacional sobre la Desaparición de Personas, Buenos Aires, Eudeba 1984.
G. O’Donnell, El estado burocrático autoritario, Buenos Aires, Editorial de Belgrano 1982.
M.M. Ollier, La creencia y la pasión: Privado, público y político en la izquierda revolucionaria, Buenos Aires, Ariel 1998.
M. Orsolini, Montoneros: sus proyectos y sus planes, Buenos Aires, Centro Editor de América Latina 1989.
A. Petric, Así sangraba la Argentina, Buenos Aires, Ediciones Depalma 1980.
M. Seoane, Todo o nada: La historia secreta y pública de Mario Roberto Santucho, Buenos Aires, Planeta 1991.
E. Vázquez, La última PRN: Origen, apogeo y caída de la dictadura militar, Buenos Aires, Eudeba 1985.
 
__________________________
 
Aneta Franas (ur. 1975) – magister filologii hiszpańskiej Instytutu Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego (1994-1999), tłumaczka i lektorka języka hiszpańskiego. Autorka pracy pt. La generación de los 70: La militancia en las organizaciones de la izquierda revolucionaria en la Argentina en la década 1966-76 (CESLA 2002).
 

Hosted by www.Geocities.ws

1