Tekst pochodzi z numeru 16 Lewej Nogi http://www.iwkip.org/lewanoga/ . Tekst dotyczy partyzantki miejskiej w Argentynie. W tym miejscu pragniemy gorąco podziękować redakcji Lewej Nogi, za udostępnienie tekstu dla czytelników LBC. Lewa Noga cały czas dostępna jest w Empikach, jak też w wydawnictwie Książka i Prasa - i jeśli czytanie na monitorze tak długiego tekstu sprawia wam problem - to możecie ją kupić.
Aneta Franas
Kobiety argentyńskiej lewicy rewolucyjnej lat 70.
Ideologia a osobiste doświadczenia udziału w walce rewolucyjnej*
W latach sześćdziesiątych pod wpływem zwycięstwa rewolucji na Kubie i obrania
przez nią kursu socjalistycznego, zwycięstwa narodu algierskiego w wojnie o
niepodległość, wojny wyzwoleńczej i amerykańskiej interwencji wojskowej w
Wietnamie, amerykańskiej inwazji na Republikę Dominikańską oraz na tle
ogólnoświatowego poruszenia, przebudzenia i buntu młodych, takich przełomowych
wydarzeń, jak francuski maj 1968 r., interwencja Układu Warszawskiego w
Czechosłowacji, konferencja Latynoamerykańskiej Organizacji Solidarności (OLAS)
w Hawanie, konferencja duchownych latynoamerykańskich w Medellín, na całym
obszarze Ameryki Łacińskiej dochodzi do niespotykanej mobilizacji rewolucyjnej.
Wszędzie pojawiają się organizacje, które biorąc przykład z rewolucji kubańskiej
i kierując się ideami Ernesto Che Guevary, podejmują walkę zbrojną połączoną z
pracą polityczną wśród klas pracujących.
W Argentynie wspólnym terminem lewicy rewolucyjnej określa się organizacje o
dość odległych podstawach i założeniach polityczno-ideologicznych: zarówno
środowiska peronizmu rewolucyjnego, jak również środowiska czysto
marksistowskie. Podstawowym elementem wspólnym jest wrogość wobec panowania
Stanów Zjednoczonych, kapitału międzynarodowego, wielkiej burżuazji i kast
wojskowych, jak również dążenie do wyzwolenia narodowego i socjalizmu poprzez
zbrojną walkę oddziałów ludowych. Jednak to, co naprawdę łączy członków
wszystkich tych grup, to niezwykła wrażliwość społeczna, pragnienie aktywnego
uczestniczenia w życiu kraju i zachodzących w nim przemianach oraz determinacja
i gotowość, by poświęcić najlepsze lata życia niepewnej walce socjalistycznej o
stworzenie Lepszego Świata i ukształtowanie Nowego Człowieka. W argentyńskich
organizacjach rewolucyjnych szczególną rolę odegrały kobiety. Ideologiczne
założenia mówiły o równouprawnieniu, przewidywały dla kobiet taką samą pozycję,
szanse, obowiązki i prawa, jakimi dysponowali towarzysze płci męskiej.
TŁO HISTORYCZNE
Juan Domingo Perón, obalony w krwawym zamachu wojskowym 16 września 1955,
przebywał na wygnaniu, jednak jego wierni zwolennicy, głównie przedstawiciele
klasy robotniczej, młodzieży i środowisk związkowych, pomimo represji kolejnych
rządów, nie przestawali przypominać społeczeństwu o swoim istnieniu, organizując
różne formy oporu. Rosnące niezadowolenie klasy pracującej z postępowania
przywódców związkowych – biurokratów zawsze gotowych na kompromis z klasami
rządzącymi po to, aby tylko zachować własne wpływy, na dodatek zwolenników
systemu kapitalistycznego, choć połączonego z nieco bardziej opiekuńczym
państwem – sprzyjało krystalizacji radykalnej lewicy peronistowskiej. To z kolei
zachęcało spore środowiska tradycyjnej lewicy do rezygnacji ze swojego
krytycyzmu wobec peronizmu i dostrzeżenia w tym ruchu potencjału rewolucyjnego.
Żadna inna partia nie dysponowała wystarczającym takim poparciem wyborczym,
które pozwoliłoby stworzyć alternatywę dla ruchu peronistowskiego.
Polityczna niestabilność (pięciu prezydentów w okresie 1955-1966), i zastój
gospodarczy, niekorzystny dla wielkiej burżuazji, oraz niepokojąca mobilizacja
robotników i działaczy związkowych wymagały rządów silnej ręki. Stąd też zamach
z 28 czerwca 1966 r., przeprowadzony przez gen. Juana Carlosa Onganíę przeciwko
rządowi prezydenta Arturo Illi, który wprowadził system biurokracji
autorytarnej, zyskał 66-procentowe poparcie społeczeństwa. Aż do połowy 1969 r.
plan naprawy państwa i ożywienia gospodarki, wprowadzany w życie przez nowego
prezydenta i jego ministra Adalberta Kriegera Vasenę, zdawał się przynosić
owoce, sytuacja w kraju się normalizowała. Powszechna Konfederacja Pracy (CGT)
(1) została pokonana, gdy nie powiódł się jej plan strajku powszechnego w lutym
1967. Została uznana za organizację bezprawną, a klasa robotnicza pozornie
straciła swoją zdolność organizacyjną.
Tymczasem w miarę jak wielka burżuazja i kapitał międzynarodowy czerpały
korzyści z rozwiązań gospodarczych zastosowanych przez zespół Kriegera Vaseny,
inne grupy społeczne, takie, jak średni i drobni przedsiębiorcy, burżuazja z
terenów pampy i klasa robotnicza zmuszone były ponosić drastyczne koszty rozwoju
kraju. Pogłębiała się przepaść między uprzywilejowanymi elitami a grupami
żyjącymi na marginesie, wykorzystywanie robotników stawało się coraz bardziej
dotkliwe (zwolnienia, zamykanie fabryk, niskie płace, ograniczanie praw
pracowniczych).
Niewielki stopień zagrożenia kapitalizmu, jaki istniał przed wprowadzeniem
systemu biurokracji autorytarnej (O’Donnel nazywa go prewencyjnym systemem
biurokracji autorytarnej) (2), umożliwił błyskawiczne i dobrze widoczne sukcesy
gospodarcze, ale uśpił czujność rządu wobec działalności opozycji i w zawrotnym
tempie pozwolił jej zademonstrować swoje siły. Na skutek rozczarowania
kapitalizmem klasy średnie przeżyły niespotykaną wcześniej radykalizację, zwrot
w kierunku programu socjalistycznego i zbliżenie do peronizmu, który wcześniej
krytykowały. Reżim Onganii, który w początkowym okresie miał formę stosunkowo
łagodnej dyktatury, szybko zaczął uciekać się do coraz bardziej represyjnych
metod: surowa i prawie fanatyczna cenzura, idea krucjat moralizatorskich,
zniesienie wszelkich form działalności politycznej, prześladowania peronistów i
komunistów pod sztandarem Doktryny Bezpieczeństwa Narodowego, ogłoszonej w
latach 60. Oprócz rosnącego niezadowolenia klasy średniej i niższej, pojawił się
sprzeciw ruchu Duchownych Trzeciego Świata w Kościele katolickim oraz zawsze
opozycyjnych wobec reżimu środowisk uniwersyteckich. Po ogłoszeniu ustawy, która
kładła kres autonomii uniwersytetów (3), 29 lipca 1966 r. na rozkaz prezydenta
Onganii wojsko brutalnie wkroczyło na Uniwersytet w Buenos Aires i urządziło tam
tzw. Noc Długich Kijów: przy użyciu długich pał zmusiło studentów i wykładowców
do opuszczenia budynku. Były setki zatrzymanych, rannych i poszkodowanych.
Kulminacją konfliktu między państwem a społeczeństwem było Cordobazo. 29 maja
1969 r. protesty szczególnie aktywnych studentów z Cordoby zbiegły się ze
strajkiem robotników z fabryki Renault Santa Isabel przeciwko masowym
zwolnieniom. Ucieleśnieniem sojuszu studencko-robotniczego było zajęcie miasta
przez obie siły społeczne na okres dwóch dni. Cordobazo było zaskoczeniem dla
rządu i klas panujących, a stabilność państwa okazała się fikcją.
Cordobazo i poprzedzający go klimat społeczno-polityczny doprowadziły do
odrodzenia się wielu form walki i protestu, zwłaszcza działalności partyzanckiej
oraz powstania lewicy rewolucyjnej: zbrojnych organizacji rewolucyjnych.
Niepowodzenia tzw. strategii ogniskowej (tworzenia „ognisk partyzanckich” na
wzór kubański) z lat 50. i 60. skłoniły rewolucjonistów do wyboru partyzantki
miejskiej i połączenia operacji wojskowych z pracą polityczną wśród mas w
fabrykach i dzielnicach. Wobec braku tradycji demokratycznej, przemoc stała się
skutecznym środkiem osiągania celów politycznych i społecznych, stosowanym i
usprawiedliwianym przez obie strony - charakterystycznym elementem życia
codziennego w Argentynie.
Organizacje rewolucyjne stosowały rozmaite sposoby nękania reżimu wojskowego,
wielkiego kapitału i przywódców związkowych współpracujących z reżimem, w tym
akcje propagandy zbrojnej (podkładanie bomb, zajmowanie fabryk, szkół,
uniwersytetów, przedsiębiorstw), rabunki i napady w celach zdobycia środków na
sfinansowanie kolejnych operacji, strajki, manifestacje, podpalenia, zajmowanie
osiedli, porwania osób dla okupu lub aby zmusić władze do spełnienia żądań ludu,
zamachy na życie, nazywane rewolucyjnym wymiarem sprawiedliwości, ataki na
komisariaty i bazy wojskowe. Ekipa rządząca odpowiedziała na to okrutnymi
represjami: zabójstwami, aresztowaniami i prześladowaniami.
Rosnąca aktywność środowisk robotniczych nie miała czysto politycznych form
wyrazu ani pod żadnym względem nie była zbieżna z interesami przywódców
związkowych, toteż wydaje się logiczne, że częściowo została zagospodarowana
przez zbrojne organizacje rewolucyjne. Działacze tych organizacji usilnie
starali się zbliżyć do ludu pracującego, poznać z autopsji jego życie i problemy
- stąd idea proletaryzacji: członkowie oorganizacji rewolucyjnych pochodzenia
drobnomieszczańskiego przeprowadzali się do dzielnic robotniczych, podejmowali
pracę w fabrykach, dzielili z robotnikami swój czas wolny i codzienne problemy.
Metody te często okazywały się jednak sztuczne i powierzchowne, a nawet
śmieszne i szokujące dla samych robotników. Argentyńskim rewolucjonistom nie
udało się właściwie odczytać i ocenić potrzeb ludu, co doprowadziło do błędnych
i pochopnych posunięć. Tak Richard Gillespie (4), jak i Luis Mattini (5),
dochodzą w swoich pracach do wniosku, że organizacje rewolucyjne postrzegały
czysto ekonomiczne postulaty robotników i ich poszukiwanie wsparcia i obrony
(nie mieli się do kogo zwrócić) jako przejawy politycznego radykalizmu i
gotowości do podjęcia walki zbrojnej. Bardzo szybko robotnicy zapłacili wysoką
cenę za działania, jakie rewolucjoniści podejmowali w ich imieniu i obronie, bo
to często na ich barki spadał ciężar represji. Narastająca militaryzacja
podziemia rewolucyjnego i związane z nią wymogi bezpieczeństwa stopniowo
oddalały organizacje zbrojne od ludu, którego sympatią cieszyły się w
początkowym okresie swojej działalności.
Wielka burżuazja obarczała rząd winą za panujący w kraju nieład. Do tego
dochodziły ciągłe konflikty w łonie armii pomiędzy trzema nurtami:
paternalistycznym, nacjonalistycznym i liberalnym. Zastąpienie Onganii przez
gen. Levingstona w 1970 r. i jego nacjonalistyczne reformy nie rozwiązały
problemów dyktatury. 11 września 1970 r. ogłoszono „Godzinę Ludu”: porozumienie
pomiędzy peronizmem, partią radykalną i kilkoma mniejszymi partiami. Zakładało
ono szybkie przywrócenie demokracji i sprawiedliwszy podział wpływów między
poszczególnymi środowiskami społecznymi. Na scenę powróciły partie polityczne, a
wraz z nimi organizacje społeczne. 12-14 marca 1971 r. doszło do powstania
robotników w fabryce Fiata w Cordobie, znanego jako Viborazo. Następnego dnia
Levingston został zmuszony do dymisji, a jego miejsce zajął gen. Lanusse, który
ogłosił stopniowe przejście do systemu demokratycznego. Lanusse znany był jako
człowiek zdeterminowany i inteligentny, zdolny wydobyć kraj z przepaści i
ochronić interesy wielkiej burżuazji. Jednak w swojej walce z opozycją popełnił
poważny błąd, który pozbawił go znacznej część prestiżu i sympatii: masakrę
uwięzionych w Trelew działaczy ruchów partyzanckich w sierpniu 1972 (6).
Lanusse rozumiał, że osiągnięcie spokoju społecznego będzie niemożliwe bez
zalegalizowania peronizmu. Zaprosił opozycję do negocjacji ogłaszając Wielkie
Porozumienie Narodowe (GAN) oraz zapowiadając wolne i demokratyczne wybory.
Peronizm, sam nazywający się chętnie justycjalizmem, czyli ruchem
sprawiedliwości społecznej, był ruchem nadzwyczaj złożonym i niejasnym; zbiegały
się w nim różne nurty, reprezentujące bardzo rozbieżne interesy klasowe, nieraz
skrajnie przeciwstawne tak w teorii, jak i w praktyce. Zarówno prawica
peronistowska, reprezentowana przez starych przywódców związkowych, jak i
lewica, Tendencja Rewolucyjna, której potencjał i wpływy rosły, aspirowały do
kierownictwa ruchu i starały się wyeliminować konkurentów. Perón zachowywał się
jak wahadło, w zależności od sytuacji popierając raz jedną, raz drugą stronę. Aż
do 1973 r. podsycał działalność organizacji zbrojnych lewicy peronistowskiej,
gdyż zdawał sobie sprawę, że to one właśnie w decydującym stopniu mogą ułatwić
mu powrót do kraju i do władzy. Zarazem dla prawicy i burżuazji Perón był
jedynym człowiekiem zdolnym powstrzymać rozwój ruchów rewolucyjnych i podołać
„zagrożeniu komunistycznemu”. Natomiast lewica peronistowska (a nawet część
nieperonistowskiej lewicy rewolucyjnej) widziała w nim przywódcę rewolucyjnego,
który poprowadzi kraj w kierunku socjalizmu. Liczne środowiska społeczne, w tym
zwłaszcza liczne organizacje zbrojne, domagały się powrotu Perona. Perón i jego
przedstawiciele w kraju (najpierw Daniel Paladino i od końca 1971 r. Héctor
Cámpora) sprytnie manipulowali sytuacją i do końca utrzymywali wojskowych w
niepewności co do swoich rzeczywistych zamiarów. W czerwcu 1972 r., jako
odpowiedź na lansowane przez gen. Lanusse Wielkie Porozumienie Narodowe, Perón
stworzył Justycjalistyczny Front Wyzwolenia (FREJULI), odrzucając tym samym
propozycję porozumienia z dyktaturą wojskową. W listopadzie 1972 r., po raz
pierwszy odkąd go obalono i wygnano, odwiedził Argentynę, ale zmuszono go do
pozostania w hotelu.
Choć Lanusse użył wszelkich możliwych metod i sztuczek aby w sposób legalny
uniemożliwić powrót peronizmu do władzy, w wyborach w marcu 1973 r., do których
dopuścił, przytłaczające zwycięstwo odniósł FREJULI, a 25 marca, w obecności
prezydenta Kuby (z którą Argentyna nie miała nawet stosunków dyplomatycznych!)
Osvaldo Dorticosa i prezydenta Chile Salvadora Allende jako symbolicznych
gwarantów lewicowości nowego rządu, Cámporę zaprzysiężono na prezydenta.
Zwycięstwo było wynikiem strategii Perona, ale również zasługą jego „formacji
specjalnych” z lewicy peronistowskiej. Cámpora był politykiem lewicy i początek
jego rządów zdawał się oznaczać wyniesienie Tendencji Rewolucyjnej na szczyty
władzy: wielu polityków z tej tendencji zajęło kluczowe miejsca w organach
rządzących. Rząd wznowił oficjalne stosunki z krajami bloku socjalistycznego.
Zniesiono antyrewolucyjne ustawy Onganii i rozwiązano Departament Informacji
Antydemokratycznej w policji federalnej.
Natychmiast po ogłoszeniu amnestii dla więźniów politycznych, a był to pierwszy
dekret nowego prezydenta, upojone zwycięstwem masy za wszelką cenę próbowały
przyspieszyć lub ominąć procedury prawne i praktycznie wzięły szturmem więzienia
uwalniając na własną rękę działaczy rewolucyjnych.
Rząd Cámpory na próżno usiłował wprowadzać w życie demokratyczne zasady
uprawiania polityki, aby w ten sposób zniechęcać organizacje rewolucyjne do
dalszego prowadzenia walki zbrojnej. 20 czerwca 1973 r. doszło do tragedii,
która „pokryła chmurami błękitne niebo powszechnej radości”. Podczas ceremonii
tłumnego (tłumy ocenia się na trzy miliony osób) powitania powracającego do
kraju Perona na lotnisku Ezeiza, między prawicowymi działaczami peronistowskimi
a ugrupowaniami peronizmu rewolucyjnego wybuchł konflikt o miejsce przy podium.
Wobec oporu rewolucjonistów prawica użyła broni. W trwającej dwie godziny
strzelaninie co najmniej 16 osób poniosło śmierć, a 430 odniosło rany. Samolot
Perona ostatecznie wylądował w bazie w Morón. Krwawy incydent dramatycznie
zaostrzył spór między prawicą i lewicą ruchu peronistowskiego.
13 lipca prawica zmusiła Cámporę do ustąpienia z funkcji prezydenta pod
pretekstem, że ponieważ Perón powrócił do kraju, nikt inny nie ma już prawa
rządzić „ojczyzną peronistowską”. 23 września 1973 r. w nowych wyborach
zwyciężyła formuła Juan Perón – Isabel Martínez de Perón.
Po powrocie peronizmu do władzy działalność partyzancka nie tylko nie zamierała,
lecz się wzmagała. Perón wyraźnie odcinał się od organizacji zbrojnych lewego
skrzydła swojego ruchu, lansując swoją tradycyjną, „justycjalistyczną” koncepcję
paktu społecznego, tj. pokojowego współżycia klas, i krytykując przemoc
rewolucyjną. Atak marksistowskich partyzantów z Armii Ludowo-Rewolucyjnej (ERP)
na koszary Comando de Sanidad w Buenos Aires 6 września 1973 r. i zamordowanie
25 września tegoż roku przez peronistowskich Montoneros sekretarza generalnego
CGT José Ignacio Rucciego, który w oczach rewolucyjnych peronistów uosabiał
zaprzedaną kapitałowi peronistowska biurokrację związkową, dostarczyły Peronowi
doskonałego pretekstu do rozpoczęcia walki ze „szpiegami marksistowskimi”:
zaostrzenia kodeksu karnego, cenzury publikacji lewicowych, eliminacji polityków
sympatyzujących z Tendencją Rewolucyjną. 24 września zdelegalizowano Rewolucyjną
Partię Pracujących – Armię Ludowo-Rewolucyjną (PRT-ERP). Parę dni wcześniej, 21
września 1973 r. świat dowiedział się o istnieniu Triple A (AAA - Potrójnego A,
Argentyńskiego Aliansu Antykomunistycznego) (7), czyli „szwadronów śmierci”,
które rozpoczęły dziesiątkowanie szeregów partyzantki i eliminację osób
publicznych podejrzewanych o sympatie lewicowe, poprzez brutalne morderstwa,
czarne listy, przymusową emigrację. Mimo to zbrojne organizacje rewolucyjne
wciąż rosły i nasilały swoją działalność. Coraz częściej dokonywały zabójstw
wysokich rangą oficerów i porwań wielkich przedsiębiorców.
O ile stosunki między Peronem a organizacjami marksistowskimi można bez wahania
określić jako wyraźny antagonizm, związek między liderem a jego „ukochanymi
chłopcami” z lewicy peronistowskiej był bardzo złożony i niejasny. Perón, biorąc
pod uwagę zasługi grup partyzanckich w umożliwieniu mu powrotu do ojczyzny, nie
mógł odsunąć się od nich w sposób kategoryczny i oficjalny. Natomiast działacze
lewicy peronistowskiej uparcie tworzyli sobie fałszywy obraz Perona-socjalisty,
który z powodu starości i złego stanu zdrowia pozwala, aby manipulowało nim
prawicowe otoczenie. 1 maja 1974 r. w czasie oficjalnych obchodów święta pracy
na Plaza de Mayo w Buenos Aires, Perón zerwał ostatecznie z peronizmem
rewolucyjnym, wśród których główną siłą byli Montoneros. Sprowokowany przez
agresywne oskarżenia wysuwane przez nich pod adresem rządu o to, że schodzi z
drogi prowadzącej do socjalizmu i przez wyzwiska pod adresem swojej małżonki,
odsądził lewicowych peronistów od czci i wiary. Ci ostentacyjnie opuścili plac.
Dwa miesiące później, 1 czerwca 1974 r., Perón zmarł, a jego miejsce na czele
państwa zajęła wdowa po nim, Isabel Martínez de Perón, uległa wobec swojego
wszechpotężnego, skrajnie prawicowego ministra i inspiratora Triple A, José
Lopeza Regi – pozbyła się go dopiero pod presją społeczną. Zaostrzyła ustawy
represyjne i dała Triple A wolną rękę. Ocenia się, że latach 1974-75 mord
polityczny zdarzał się w Argentynie co 19 godzin. We wrześniu 1974 r. Montoneros
zeszli do podziemia, w którym wzmożoną działalność zbrojną ponownie prowadziła
już PRT-ERP. Gdy Isabelita ostatecznie straciła kontrolę nad sytuacją, była
zmuszona zwrócić się o pomoc do wojska. Generałowie odrzucili jednak możliwość
podzielenia się z prawicą peronistowską władzą. 24 marca 1976 r. doszło do
zamachu stanu i ustanowienia reżimu wojskowego gen. Jorge Rafaela Videli, który
dał początek najokrutniejszej i najkrwawszej dyktaturze w historii nie tylko
Argentyny, ale w ogóle Ameryki Łacińskiej. Rozpoczęła się brutalna i bezwzględna
walka z opozycją. Liczba zamordowanych, uwięzionych lub zaginionych bez śladu
(8) rewolucjonistów i osób podejrzanych o współpracę z nimi rosła w tempie
zastraszającym.
Organizacje rewolucyjne, które zawsze grzeszyły skłonnością do euforii w ocenie
własnych możliwości i bojowych nastrojów mas oraz niedocenianiem siły wroga,
nadal podejmowały ryzykowne i coraz częściej samobójcze operacje partyzanckie.
Nie potwierdziły się prognozy rewolucjonistów, że powrót armii do władzy wywoła
zryw powstańczy mas i że należy wzmóc walkę zbrojną po to, aby utorować drogę
takiemu zrywowi. W rzeczywistości ruch robotniczy i wszelkie ruchy masowe
przeżywały fazę głębokiej depresji. W tych warunkach coraz bezwzględniejszy
terror państwowy w stosunku do rzeczywistej lub choćby tylko potencjalnej bazy
społecznej ruchu rewolucyjnego okazał się skuteczny. Nastawione na zryw, a nie
na głęboki odwrót organizacje rewolucyjne poniosły ciężkie straty, zostały w
znacznym stopniu rozbite i ewakuowały z pola walki tych, którzy przeżyli,
kierując ich na emigrację.
ORGANIZACJE LEWICY REWOLUCYJNEJ
Do największych i najważniejszych organizacji rewolucyjnych należały: Montoneros,
FAP, PB, FAR i PRT-ERP.
Montoneros (ci, którzy walczą w dużej liczbie, pospolite ruszenie – tak w XIX w.
nazywano złożone z gauczów i w ogóle elementów ludowych milicje, które w
interiorze i na prowincji stawiały opór władzy centralnej w Buenos Aires) to
największa organizacja lewicy peronistowskiej. Jej podstawę stanowiła młodzież z
różnych organizacji katolickich. Bardzo nieliczni spośród pierwszych Montoneros
mieli za sobą doświadczenia działalności w organizacjach lewicowych lub
peronistowskich. Wielu twórców Montoneros wywodziło się z nacjonalistycznego
ruchu Tacuara, dla którego inspiracją była hiszpańska Falanga (w Ameryce
Łacińskiej nawet bardzo prawicowe rodowody lewicowych nurtów ruchów
nacjonalistycznych i populistycznych, do których należy peronizm, nie są niczym
niezwykłym). Do organizacji dołączyli też niezależni działacze lewicowi.
Montoneros cieszyli się poparciem duchowym i ideologicznym szerokich środowisk
ruchu Duchownych Trzeciego Świata. Zalążkiem organizacji był Oddział im. Camilo
Torresa (księdza i socjologa, który zginął w 1966 r. jako bojownik lewicowego
ruchu partyzanckiego w Kolumbii). Montoneros rozpoczęli swoją działalność
zbrojną 29 maja 1970 r. od porwania i zabójstwa gen. Pedra Aramburu (pierwszego
po obaleniu w 1955 r. prezydenta Argentyny, który zalegalizował rozstrzeliwanie
robotników i wojskowych – uczestników peronistowskiego ruchu oporu) oraz
zbrojnego zajęcia w czerwcu tego samego roku miejscowości La Calera (prow.
Córdoba). W 1973 r. utworzyli swoją własną organizację masową – Związek
Peronistowskiej Młodzieży Pracującej (JTP). Po ustanowieniu dyktatury Videli
przetrwali trudny okres strat i aresztowań dzięki pomocy FAP.
Peronistowskie Siły Zbrojne (FAP) to druga co do znaczenia siła Tendencji
Rewolucyjnej peronizmu, utworzona w 1967 r. przez działaczy Związku Młodzieży
Peronistowskiej (JP) i różnych środowisk wywodzących się z peronistowskiego
Ruchu Oporu, tzn. grup, które wcześniej, w latach 50. i 60., podejmowały próby
walki zbrojnej. Ich głównym celem było wyzwolenia narodowe i sprawiedliwość
społeczna. W marcu 1968 r. 14 członków FAP zatrzymano, biorąc ich za
przemytników, gdy przygotowywali ognisko partyzantki wiejskiej w Taco Ralo (prow.
Tucumán). FAP wznowiły działalność w 1970 r. Przez krótki czas skupiały się na
operacjach wojskowych (w celu zdobycia broni i pieniędzy), ale po burzliwej
debacie wewnętrznej opowiedziały się za pracą polityczną wśród mas i w związkach
zawodowych. W 1972 r. powróciły do walki zbrojnej. W 1973 r. rozpadły się na
trzy organizacje: FAP Oddział Narodowy, który później połączył się z PRT-ERP,
FAP 17 Sierpnia, który w 1974 r. przeszedł do Montoneros, i FAP - Alternatywa
Niezależna, który wybrał niezależność od związków zawodowych, partii i struktur
ruchu peronistowskiego.
Peronizm od Podstaw (PB) to organizacja ściśle związana z FAP. Pojawiła się w
1970 r. w wyniku reorientacji politycznej FAP – uznania przez nie za priorytet
pracy politycznej wśród mas. Nigdy nie należała do oficjalnych struktur ruchu
peronistowskiego. W skład jej ciała koordynującego wchodzili działacze FAP,
działacze związkowi i intelektualiści, którzy zajmowali się analizą koniunktury.
Celem długofalowym było stworzenie partii rewolucyjnej, natomiast najważniejszym
zadaniem bieżącym było tworzenie struktur organizacyjnych od podstaw w głównie
robotniczych środowiskach społecznych oraz walka z biurokracją związkową i
polityką gospodarczą państwa. Stosunek PB do walki zbrojnej był dość zawiły. W
teorii zgadzał się z operacjami wojskowymi FAP, ale wielu członków PB
dopuszczało użycie przemocy jedynie w obronie własnej.
Rewolucyjne Siły Zbrojne (FAR) wywodziły się ze środowiska marksistowskiego -
spośród byłych działaczy partii komunistycznej i socjalistycznej, którzy w
rezultacie bezpośrednich kontaktów z kubańskimi służbami specjalnymi utworzyli
grupę wspierającą partyzantkę organizowaną w 1966-1967 r. przez Che Guevarę w
Boliwii. Ich pierwszą akcją publiczną (do której przyznali się o wiele później)
było zschynchronizowane podpalenie trzech supermarketów Minimax 26 czerwca 1969
podczas wizyty w Argentynie Nelsona Rockefellera, oficjalnego wysłannika
prezydenta Nixona. Opinia publiczna dowiedziała się o nich 30 lipca 1970 r., gdy
zajęli miejscowość Garin (prow. Buenos Aires) – była to niezwykle sprawnie i
skutecznie przeprowadzona operacja. Ostra debata wewnętrzna doprowadziła FAR do
rewaloryzacji roli peronizmu i przejścia na pozycje peronizmu rewolucyjnego. W
1971 r. zaczęły współdziałać z Montoneros, do których ostatecznie przyłączyły
się w październiku 1973.
Rewolucyjna Partia Pracujących – Armia Ludowo-Rewolucyjna (PRT-ERP) to obok
Montoneros druga co do znaczenia argentyńska organizacja rewolucyjna, a zarazem
najważniejsza spośród zbrojnych organizacji marksistowskich. PRT powstała w
wyniku połączenia się Ludowego Indoamerykanistycznego Frontu Rewolucyjnego (FRIP),
organizacji rewolucyjno-nacjonalistycznej działającej na słabo rozwiniętej i
ubogiej północy kraju i mającej wpływy wśród proletariatu cukrowniczego
prowincji Tucumán, ze Słowem Robotniczym (PO) – główną argentyńską organizacją
trockistowską kierowaną przez Nahuela Moreno. Porozumienie z maja 1963 r., które
Luis Mattini (ostatni sekretarz generalny PRT) określa jako przejaw oportunizmu
i wygodnictwa, opierało się na zbieżności poglądów co do tego, że nie należy
rozpoczynać walki zbrojnej bez uprzedniego stworzenia partii rewolucyjnej. W
1967 r., podczas ostrego kryzysu przemysłu cukrowniczego w Tucumán, PRT
przewodziła wystąpieniom robotników rolnych. W 1968 r. „moreniści” odeszli z PRT
nie zgadzając się z kursem na walkę zbrojną. W sierpniu 1970 r. utworzono ERP,
która w teorii była organizacją odrębną od PRT, ale kierowaną przez nią
politycznie. Do 1973 r. PRT była argentyńską sekcją Czwartej Międzynarodówki.
Mniejszościowa PRT-Czerwona Frakcja pozostała w Międzynarodówce. Inna
mniejszość, która wyłamała się pod nazwą ERP 22 Sierpnia, zbliżyła się do
peronizmu rewolucyjnego i ostatecznie przeszła do Montoneros. Z biegiem czasu
PRT-ERP osadziła się wśród proletariatu wielkofabrycznego. Obok działalności
politycznej i wojskowej prowadziła również szeroką działalność w ruchu
związkowym i w środowiskach inteligenckich.
MOTYWACJE I REWOLUCYJNY SYSTEM WARTOŚCI
Źródła wskazują, że ogromna większość członków organizacji rewolucyjnych
wywodziła się z klas średnich, z rodzin o ustabilizowanej sytuacji ekonomicznej,
chociaż byli wśród nich zarówno działacze ze środowisk robotniczych, jak i
bardzo dobrze sytuowanych. Wbrew oficjalnej propagandzie antyrewolucyjnej, nasi
bohaterowie dorastali w zdrowych, szczęśliwych rodzinach, mieli dobry kontakt z
rodzicami i jak twierdzi Luis Mattini (9), przypadł im w udziale najszczęśliwszy
dla dzieci okres w historii Argentyny – czasy, w których pierwszy reżim
peronistowski ustanowił państwo opiekuńcze. Pochodzili ze środowisk o bardzo
zróżnicowanych modelach rodziny, orientacjach politycznych i światopoglądach.
Większość działaczy to absolwenci wyższych uczelni z pewnym doświadczeniem
zawodowym lub studenci i uczniowie szkół średnich. María Moyano (10), nie waha
się przed stwierdzeniem, że argentyńskie organizacje rewolucyjne z całą
pewnością nie zasługują na miano „oddziałów robotniczych”, choć bardzo trudno
określić liczbę działaczy pochodzenia robotniczego. W przypadku PRT-ERP,
organizacji, która mogła poszczycić się największą obecnością robotników, Julio
Santucho (11) szacuje ją na 30 proc. ogółu członków.
Na podstawie zebranych przez siebie danych María Moyano (12) określa średni wiek
działacza na 24 lata; przez cały okres aktywnej walki, a więc lata 1969-79,
najliczniejszą grupę stanowiły osoby w przedziale 21-24 i 25-28 lat.
Po to, aby zrozumieć proces kształtowania się postaw i decyzji przyszłych
rewolucjonistów, trzeba zwrócić uwagę na szczególne miejsce, jakie polityka
zajmowała w ówczesnym społeczeństwie argentyńskim. Od polityki nie można się
było odgrodzić, żyć jedynie własnym życiem i własnymi sprawami, uważać, że ona
kogoś nie dotyczy. Polityka zdecydowanie, a nawet brutalnie wkraczała w życie
prywatne: praktycznie każdy już od najmłodszych lat spotykał się z problemem
zwolnień z pracy, aresztowań, prześladowań, interwencji wojska na uniwersytecie,
demonstracji i konfliktów społecznych. Polityka i problemy społeczne były
centralnym tematem rozmów w rodzinie, szkole, na uczelni, w gronie znajomych czy
sąsiadów. Zaangażowanie ludzi w działalność społeczną, związkową, pracowniczą,
partyjną czy studencką było ogromne. Ludzie interesowali się tym, co się dookoła
nich dzieje, aktywnie uczestniczyli w życiu publicznym, demonstrowali swoje
zdanie; jak mówi jeden z rozmówców, „pod byle pretekstem wychodziło się na
ulice”. Atmosfera panująca wówczas na uniwersytetach i w szkołach średnich to
prawdopodobnie główny czynnik upolitycznienia i poruszenia w społeczeństwie -
studenci żarliwie dyskutowali, organizowali się i wzajemnie mobilizowali.
Słuchając wspomnień z tamtego okresu odnosi się wrażenie, że każdy gdzieś
działał i osoba odrzucająca tego ducha mobilizacji musiała czuć się bardzo
osamotniona i odizolowana od kolegów. Działacze wywodzący się ze środowisk
katolickich byli przesiąknięci teologią wyzwolenia, zafascynowani przykładami
księży walczących o sprawiedliwość społeczną.
Na przestrzeni historii Argentyna była krajem pozbawionym tradycji
demokratycznych. Miała system gospodarczy zapewniający ogromne przywileje wąskim
grupom oligarchii i wielkich przedsiębiorców, bezużyteczne i nieskuteczne partie
polityczne, zbiurokratyzowane związki zawodowe i nieudolne, zmieniające się jak
w kalejdoskopie rządy, dotykały jej głębokie kryzysy wartości i praw
obywatelskich, niesprawiedliwość społeczna, częste zamachy stanu, korupcja i
ciężkie represje władz, delegalizacja najbardziej masowego ruchu politycznego –
peronizmu. Procedury nazywane „demokratycznymi” jawiły się jako jeden z wielu
instrumentów stosowanych przez władzę do mamienia i podporządkowywania sobie
społeczeństwa. Nasi młodzi bohaterowie podchodzili do procedur demokratycznych
bardzo sceptycznie, a nawet nimi gardzili. Rozumieli politykę jako zaciekłą i
agresywną walkę dwóch wrogich sobie sił. Wizja polityki, jaką zaszczepiono im od
najmłodszych lat, to konfrontacja, antonimia i prześladowanie. (13) Polityk to
był oszust, skorumpowany oportunista. Stąd powszechna niechęć młodych działaczy
do zajmowania wysokich stanowisk. Oni woleli uprawiać politykę „od podstaw”, od
nizin społecznych. Nikt nie wierzył, że na drodze wyborów czy pokojowych reform
można coś osiągnąć i ten sceptycyzm wszyscy uważali za przejaw dojrzałości.
Młodzi Argentyńczycy, motywowani przykładem innych narodów, obserwując sytuację
w kraju, dochodzili do wniosku, że tylko natychmiastowe podjęcie konkretnych i
gwałtownych działań jest w stanie ocalić kraj i naród. Czekanie, obserwowanie i
dyskutowanie było wyjściem bardzo łatwym i wygodnym, ale nie miało nic wspólnego
z patriotyzmem i heroizmem. Historia pokazywała, że wszystkie wielkie przemiany
dokonywały się na drodze rewolucji.
Dla młodych rewolucjonistów praktyka była dużo ważniejsza od teorii.
Najważniejszą sprawą było dołączyć do grupy ludzi gotowych działać; ideologia i
poglądy polityczne stały na drugim planie. Wybór organizacji bardzo często
zależał od przypadku, zbiegu okoliczności czy nawiązanej znajomości, rzadko był
wynikiem przemyśleń czy głębszych analiz ideologiczno-programowych. Mimo
licznych młodzieńczych lektur, cechą całego pokolenia było bardzo ograniczone
przygotowanie teoretyczne, które instynktownie starało się ono zastąpić
gotowością do czynu. Pytani o cele swojej walki rozmówcy bez zastanowienia
wymieniają chęć naprawy świata i zlikwidowanie nierówności społecznych. Dopiero
na drugim miejscu niektórzy, zwłaszcza ci sprawujący funkcje kierownicze,
określają swój cel jako socjalizm. Działacze niższych szczebli znali założenia
polityczne swoich organizacji bardzo pobieżnie (najlepiej zorientowani pod tym
względem byli chyba działacze FAP-PB), ale wydaje się, że wtedy im to nie
przeszkadzało, byli zbyt zajęci pracą społeczną, przygotowaniem i realizacją
konkretnych zadań, aby spędzać czas na studiowaniu wywodów teoretycznych.
Dopiero wraz z upływem czasu, a zwłaszcza po klęsce, poczuli potrzebę głębszych
lektur i analiz, poznania teoretycznych podstaw tego, co od dawna wprowadzali w
życie.
W miarę rozwoju działalności grup rewolucyjnych, procesu dojrzewania tych
młodych ludzi, pojawiały się konflikty między kierownictwem a poszczególnymi
działaczami, którzy nie zawsze zgadzali się z decyzjami liderów, przeżywali
rozczarowania, wątpliwości co do obieranej przez organizację drogi. Najczęstszym
powodem sporów były sprawa proletaryzacji, teoria ogniska rewolucyjnego,
postępująca militaryzacja organizacji i spychanie na dalszy plan pracy „u
podstaw”, a także wertykalizm (arbitralne podejmowanie decyzji przez
kierownictwo bez dania zwykłym działaczom szansy przedstawienia swojego zdania i
narzucanie im bardzo surowego regulaminu). Byli tacy, których te różnice zmusiły
do porzucenia lub zmiany organizacji, ale inni uważali, że dla dobra sprawy
należy dalej podążać raz obraną drogą.
Istotą i podłożem zaangażowania młodych działaczy w walkę rewolucyjną była
wyjątkowa wrażliwość społeczna. Ogromna większość już od dzieciństwa pracowała
społecznie w ubogich dzielnicach, zachęcana przez rodziców, nauczycieli,
katechetów, kolegów. Byli sfrustrowani i głęboko poruszeni tym, co widzieli
wokół siebie, warunkami egzystencji niższych klas społecznych, pogrążonych w
biedzie, niepewności jutra, pozbawionych podstawowych praw i wolności. Nie
umieli pogodzić się z istniejącym stanem rzeczy i za wszelką cenę chcieli go
zmienić. Wątek sprawiedliwości społecznej powtarza się w wypowiedziach byłych
działaczy aż do znudzenia; jest to też prawdopodobnie jedyny element ich systemu
wartości, który bez zmian przetrwał do dziś. Choć nie wszyscy się do tego
przyznają, zmieniły się ich poglądy polityczne, rozczarowali się lub żałują
stosowanych w młodości metod, ale w dalszym ciągu są przekonani do konieczności
pracy społecznej i dążenia do poprawy warunków życia klas najbardziej
potrzebujących.
Inną bardzo ważną cechą naszych bohaterów i tym, co zdaniem M.M. Ollier (14)
odróżnia ich od zwykłych młodych, wrażliwych społecznie ludzi, jest pragnienie
aktywnej interwencji w życie publiczne kraju i społeczeństwa, uczestniczenia w
ważnych wydarzeniach.
Obok sprawiedliwości, fundamentalnymi wartościami były wolność i prawda. Wolność
była dobrem zbiorowym; pogarda dla indywidualizmu nie pozwalała koncentrować się
na wolnościach osobistych. Prawdę rozumieli jako konieczność poznania i
pokazania prawdziwych realiów swojego kraju oraz, w znaczeniu moralnym, jako
postawę wolną od kłamstwa i pozorów, jako życie w zgodzie z głoszonymi zasadami.
W panteonie rewolucyjnych bohaterów i autorytetów postacią, która wywarła
największy wpływ na działaczy, bez względu na ich pochodzenie i poglądy,
postacią, do której wszyscy się odwoływali i którą starali się naśladować, był
bez wątpienia Ernesto Che Guevara. Jednak, jak podkreśla Luis Mattini (15), dla
działaczy lat 60. i 70., w przeciwieństwie do następnych pokoleń, Guevara nie
był mitem i nieskazitelnym ideałem, ale człowiekiem z krwi i kości, z którego
postawą i poglądami można było dyskutować. Kluczowe w filozofii Guevary pojęcie
Nowego Człowieka to fundament ideologii i etyki rewolucyjnej. Tworzenie nowego
ładu społecznego wymagało kształtowania nowych ludzi - odrodzonych,
oczyszczonych i wyzwolonych ze złych nawyków społeczeństwa kapitalistycznego. W
odróżnieniu od kapitalizmu, w centrum socjalizmu był człowiek. Nowy Człowiek to
ktoś zdolny wznieść się ponad własne pragnienia i potrzeby, połączyć je z
interesem społecznym, to ktoś gotowy poświęcić własne dobro dla dobra ogółu,
odczuwać cierpienie innych jak swoje własne. Wspomnienia działaczy są
przesiąknięte ideą solidarności i wspólnoty, dzielenia się wszystkim z
towarzyszami, wzajemnego wsparcia, szacunku i zaufania. Słowo „towarzysz” było
święte.
Nasi bohaterowie wierzyli, że walka i działalność rewolucyjna ukształtuje ich w
dobrym kierunku, oczyści z egoizmu i burżuazyjnych skłonności. Stawiali sobie
bardzo wysoką poprzeczkę moralną, regulamin organizacji i rewolucyjna dyscyplina
bardzo często ignorowały ludzkie słabości i prawo do błędu, wymagały od
działaczy czynów przekraczających ludzie siły, sprzecznych z ludzką psychiką i
fizjologią. Największe kontrowersje budzi chyba obowiązek zachowania (nawet pod
karą rozstrzelania) całkowitego milczenia i zimnej krwi w razie aresztowania i
przesłuchań oraz niezłomnej postawy w więzieniu. Trzeba pamiętać, że represje i
tortury stosowane przez argentyński reżim wojskowy są porównywane z metodami
hitlerowców.
Wraz z rozwojem organizacji, pod wpływem filozofii Guevary i teologii wyzwolenia
oraz przykładów wielkich rewolucji socjalistycznych, rodziła się mistyka
rewolucyjna, grupy rewolucyjne okrywały się aureolą chwały, heroizmu i walki o
sprawiedliwość, a polegli działacze stawali się bohaterami ludu i męczennikami
słusznej sprawy. To wszystko działało na wyobraźnię młodych i niespokojnych
ludzi, z jednej strony dodając im siły i otuchy, ale z drugiej sprawiając, iż
nieraz tracili poczucie rzeczywistości. Ci najbardziej fanatyczni dążyli do
ideału człowieka ze stali, niezłomnego, zdolnego do największych poświęceń i
wyrzeczeń. Niektórzy prowadzili prawie ascetyczny tryb życia, rezygnując ze
zwyczajnych młodzieńczych radości i własnych ambicji. Podporządkowali swoje
życie działalności rewolucyjnej, nie wahali się porzucać studiów, kariery
zawodowej, rodziny. Byli głęboko przekonani, ze zwycięstwo zależy od ich
całkowitego poświęcenia się sprawie. Nie pozwalali sobie na wątpliwości czy
załamania, obsesyjnie walczyli aż do tragicznego końca.
Niektórzy, tępiąc drobnomieszczańskie nawyki towarzyszy lub swoje własne,
dochodzili do absurdu, rezygnując z pójścia do teatru, wyjścia do restauracji,
jazdy taksówką czy kupienia nowego ubrania. Najdotkliwszą obelgą, jaką można
było usłyszeć od towarzyszy, było: „zachowujesz się jak burżuj”. Obsesja, by
upodobnić się za wszelką cenę do robotników, sprawiała, że niektórzy wstydzili
się własnego pochodzenia i wykształcenia, zatracali własną osobowość, potencjał
i zdolności. Walka z drobnomieszczańskim modelem życia i myślenia często służyła
za pretekst, łatwą wymówkę, uproszczone i powierzchowne wytłumaczenie złożonych
i wymagających głębszego zastanowienia procesów czy sytuacji. Przeciwstawienie
się decyzjom kierownictwa lub złamanie regulaminu automatycznie określano jako
postawę liberalną, indywidualistyczną i burżuazyjną. Z góry zakładano, że błędy
popełnione przez działacza z rodziny mieszczańskiej są wynikiem jego
niewłaściwego pochodzenia i przyzwyczajeń; praktycznie nie brano pod uwagę
innych czynników. W PRT-ERP usiłowano tłumaczyć wszystkie różnice i spory
wewnątrz organizacji przy pomocy teorii o „walce klas w łonie partii między
proletariatem a drobną burżuazją”. Choć wielu działaczy dostrzegało
niebezpieczeństwo zbytniej militaryzacji, każda sugestia, by ograniczyć akcje
zbrojne, była uznawana za oznakę tchórzostwa i drobnomieszczańskiej mentalności.
(16)
Mówiąc o rewolucyjnej dyscyplinie warto zaznaczyć, że prości działacze, o wiele
bardziej narażeni na niebezpieczeństwa niż kierownictwo, wydają się być bardziej
wyrozumiali i skłonni wybaczyć towarzyszom nawet naprawdę poważne błędy.
Natomiast liderzy organizacji w swoich krytykach i ocenach byli często nieczuli
i bezwzględni. Jeśli chodzi o kierownictwo FAP i PRT-ERP, to prawość,
poświęcenie i odwaga liderów, na czele z charyzmatycznym sekretarzem generalnym
PRT i komendantem głównym ERP Mario Roberto Santucho, nie budzi wątpliwości. Dla
działaczy najlepszym dowodem ich zaangażowania i czystości ideałów jest fakt, że
większość przywódców poległa w walce. Natomiast w literaturze i wspomnieniach
znajdujemy wiele przykładów, które podają w wątpliwość szczerość intencji i
odpowiedzialność liderów Montoneros, w tym samego Mario Firmenicha, który stał
na czele tej organizacji; pojawiają się nawet oskarżenia o zdradę. Czołowi
przywódcy tej organizacji w kilka lat po upadku dyktatury i powrocie z emigracji
bez wahania przyjęli propozycję peronistowskiego prezydenta Carlosa Menema i
weszli w skład jego gabinetu.
Wrażliwość społeczna naszych bohaterów i chęć działania znalazły podatny grunt w
szczególnej sytuacji społeczno-politycznej Argentyny i całym ówczesnym
kontekście światowym. To skierowało ich w stronę socjalizmu i organizacji
rewolucyjnych, gdzie wypracowali i przyjęli system wartości i idei, w którym
celem nadrzędnym działania była naprawa kraju. Angażując się w walkę zanurzyli
się w ideologii i etyce rewolucyjnej, która zawładnęła ich życiem osobistym.
Całe ich życie stopniowo zaczynało kręcić się wokół organizacji, prywatność
ograniczała się do minimum. Ze względów bezpieczeństwa kontakty zawężały się do
grona współtowarzyszy, trzeba było zrezygnować z życia towarzyskiego,
odseparować się od rodziny i przyjaciół, nieraz porzucić pracę czy studia,
często zmieniać miejsce zamieszkania. Należało tak organizować swoje codzienne
obowiązki, aby nie przeszkadzały w wykonywaniu zadań.
Nie wszyscy działacze byli fanatykami gotowymi poświęcić wszystko dla dobra
sprawy; niektórzy bronili swojego prawa do prywatności i tak długo, jak to było
możliwe, starali się prowadzić w miarę normalne życie. Rozwój wydarzeń,
zaostrzenie represji i wzmożenie prześladowań powoli zmuszały wszystkich
działaczy do zrywania ostatnich więzów łączących ich z normalnym światem.
Kończyła się „przygoda”, a zaczynał się koszmar życia w podziemiu, którego
nieodłącznym elementem był strach.
Z upływem czasu w naszych bohaterach rodziły się wewnętrzne konflikty, rozdarcie
między życiem osobistym a interesem społecznym, wątpliwości co do przyjętych
ideałów i metod. Największym powodem napięć i niepokojów była kwestia akcji
zbrojnych i stosowania przemocy. Działacze podkreślają, że należy odróżnić ich
przemoc od terroryzmu reżimu. Tłumaczą, że oni robili wszystko z miłości do ludu
i posuwali się do przemocy tylko wtedy, kiedy było to naprawdę konieczne, że w
istniejącej sytuacji społeczno-politycznej tylko poprzez przemoc można było coś
osiągnąć. Intuicja mówiła im jednak, że w pewnym momencie się zagubili i
przekroczyli granicę, pozwalając, by prawa wojny zdominowały ich postępowanie.
KOBIETY W ORGANIZACJACH LEWICY REWOLUCYJNEJ
W jednym ze swoich pism, które możemy uznać za podręcznik organizacji
partyzantki i wzorca rewolucjonisty, a mianowicie w Wojnie partyzanckiej,
Ernesto Guevara, opierając się na doświadczeniach rewolucji kubańskiej,
podkreśla znaczenie udziału kobiet w partyzantce, krytykując tym samym stare
uprzedzenia mentalności kolonialnej. Mimo przekonania o zdolności kobiet do
noszenia broni i brania czynnego udziału w operacjach wojskowych, Guevara wydaje
się dopuszczać taką możliwość tylko w sytuacjach ekstremalnych. Radzi powierzać
towarzyszkom przede wszystkim zadania, które kobiety wykonywały w oddziałach
partyzanckich od zawsze, czyli opiekę nad rannymi, przygotowanie posiłków,
szycie mundurów, indoktrynację ideologiczną lub transport amunicji i przekaz
informacji. Nie waha się też zlecać im działalności szpiegowskiej w obozie
wroga. Jednocześnie ostrzega przed kontaktami z kobietami spoza organizacji,
gdyż zakłada, że przeciwnik posługuje się podobnymi metodami. (17)
Argentyńskie organizacje rewolucyjne lat 60. i 70. chciały pójść znacznie dalej
w swoich staraniach włączenia kobiet do walki. Rozmówcy i autorzy wspomnień
podkreślają istnienie głębokiego pragnienia wykorzenienia machismo i
dyskryminacji kobiety. Teoria zakładała wprowadzenie programu edukacji
towarzyszy w duchu równości płci. Jedynie wąskie grupy działaczy za wszelką cenę
domagały się potwierdzenia męskiego przywództwa.
Zmiany mentalności nie dokonują się jednak z dnia na dzień. Działacze wywodzili
się z konkretnego społeczeństwa, w którym paternalizm, machismo i dominująca
pozycja mężczyzny były bardzo silnie zakorzenione. Pomimo dobrych chęci
towarzyszy, praktyka i rzeczywistość odbiegały od pięknych ideałów. Jak
usprawiedliwia to jedna z działaczek, do tej pory jeszcze żadna organizacja na
świecie nie zdołała zaprowadzić w swoich szeregach pełnej równości płci.
Niektóre działaczki twierdzą, że w organizacjach było mniej więcej tyle samo
kobiet co mężczyzn. Być może czynią tak ze względu na swój buntowniczy feminizm
- po to, aby uwydatnić rewolucyjne zaanggażowanie kobiet. Wielu bezpośrednich
świadków wydarzeń też często wyolbrzymia udział kobiet w organizacjach, co można
łatwo wytłumaczyć wartościami i stereotypami panującymi w społeczeństwie
argentyńskim w tamtych czasach. Kobieta otwarcie zaangażowana w działalność
polityczną, a przede wszystkim zbrojną, to było coś, co u większości ludzi
wywoływało ogromny szok.
Roberto Perdía mówi o 3 tysiącach działaczek, co stanowiło 30 proc. ogółu
Montoneros (18). Według jednej z rozmówczyń, 70-80 spośród każdych 200
towarzyszy to były kobiety, a udział kobiet w mobilizacjach wynosił około 40
proc. Luis Mattini (19) szacuje obecność kobiet w PRT-ERP na 40 proc. María
Moyano (20) twierdzi, że udział kobiet w argentyńskiej Lewicy Rewolucyjnej
wzrastał wraz z rozwojem organizacji zbrojnych. W latach 1959-68 tylko jedna
osoba na 88 zatrzymanych w charakterze partyzantów lub zamordowanych przez siły
represyjne była kobietą. W latach 1969-72 kobiety stanowiły 21 proc. działaczy,
a po 1973 t. - już 30proc.
Podsumowując wszystkie dane, jakie udało się przeanalizować, można zaryzykować
twierdzenie, że w organizacjach rewolucyjnych w Argentynie było 30-40 proc.
kobiet. Liczba ta odnosi się do okresu największej popularności tych ruchów;
zmniejszała się wraz ze zmianą koniunktury.
Niektórzy działacze potwierdzają, że wciągnęli swoje narzeczone, żony lub
siostry (odwrotne przypadki były dość rzadkie) do działalności rewolucyjnej, ale
już w następnym zdaniu podkreślają, że wszystkie te kobiety bardzo szybko
osiągały własny, niezależny stopień zaangażowania i przekonania ideologicznego.
Są tacy działacze, którzy kategorycznie negują swój wpływ na decyzję partnerek,
co wydaje się przesadnie sztuczne. Nawet w przypadku bardzo niezależnej
intelektualnie kobiety, fakt, że mąż był działaczem, musiał przyczynić się do
jej własnego zaangażowania. W pewnym momencie udział obojga w walce stawał się
decydującym warunkiem utrzymania związku. Sam Luis Mattini wymienia towarzyszki,
głównie prostego pochodzenia, które wstępowały do organizacji pod wpływem swoich
partnerów. Zdarzały się dziewczyny, które do organizacji przyciągali „ładni
chłopcy”. Wiele kobiet przyznaje, że choć same przeżywały rozterki, miały własne
przemyślenia i były otwarte na zaangażowanie się w działalność polityczną, to
partnerzy poszerzali ich wizję świata i polityki, to pod wpływem ich
zaangażowania one dojrzewały ideologicznie. Jednak z całą pewnością większość
kobiet sama decydowała o wstąpieniu do organizacji i czyniła to z głębokiego
przekonania oraz konkurowała z mężczyznami w poświęceniu i zaangażowaniu w
sprawę.
ZADANIA KOBIET I STOSUNEK TOWARZYSZY
Z większości świadectw wynika, że na najniższych szczeblach organizacji kobiety
wykonywały te same zadania, co mężczyźni. Tylko nieliczne działaczki mówią o
wyznaczaniu kobietom prostszych zadań z powodu braku zaufania do ich zdolności i
przygotowania. Do najbardziej typowych zadań, jakie wykonywały kobiety, należy
zaliczyć: pracę polityczną w dzielnicach i fabrykach, transport broni,
dokumentów i informacji, działalność uniwersytecką i propagandową (przygotowanie
ulotek, plakatów, czasopism, gazet, książek oraz ich dystrybucja na ulicach, w
szkołach, na uniwersytetach i w dzielnicach robotniczych, malowanie haseł
rewolucyjnych, antyoligarchicznych, antyimperialistycznych).
Zakładano, że każdemu powierza się obowiązki odpowiadające jego przygotowaniu i
zdolnościom, choć zdarzało się, że dowództwo stawiało przed niektórymi zadania,
do których zupełnie nie byli przygotowani. Oczywiście wykorzystywano
wykształcenie działaczy. Organizacje potrzebowały lekarzy, pielęgniarek,
dziennikarzy, adwokatów (gotowych bronić coraz liczniejszych więźniów
politycznych i udzielać porad robotnikom w konfliktach z pracodawcami),
księgowych, którzy zajęliby się finansami, nauczycieli historii, ideologii,
taktyki i strategii w szkołach partyjnych, pracowników socjalnych. We wszystkich
tych sferach działania kobiety były równie liczne, jak mężczyźni, bo chodziło o
znalezienie osoby najlepiej przygotowanej - płeć raczej nie miała znaczenia.
Liczne były również towarzyszki pracujące w wywiadzie, zajmujące się
dokumentacją, administracją, kontaktami z więźniami, mobilizacją. Były kobiety,
które poświęcały się działalności publicznej i politycznej – takiej, jak
organizacja komitetów i kampanii wyborczych, gdy pojawiała się możliwość wzięcia
udziału w wyborach, kontakty z partiami i ruchami społecznymi, spotkania z
politykami lub innymi wpływowymi osobami, uczestniczenie w wiecach w obronie
więźniów politycznych, przeciwko terroryzmowi państwa i na rzecz poszanowania
praw człowieka. Bardzo ważna była też praca w związkach zawodowych.
W organizacjach masowych, w środowisku uniwersyteckim i w grupach politycznych
nie obserwowało się dominacji mężczyzn. Kilka działaczek podkreśla, że w walce w
dzielnicach przewodziły kobiety. Istniały nawet grupy, w których kobiet było
więcej niż mężczyzn.
Bycie kobietą nie zawsze było przeszkodą lub utrudnieniem - w wielu sytuacjach
ułatwiało wykonywanie zadań lub pomagało uniknąć represji. Typowe było
przemycanie broni między pieluszkami dziecka. Wiele jest anegdot o tym, jak
uczynny policjant nieświadomie pomagał działaczkom w wykonaniu zadania, niosąc
ciężką torbę lub pilnując samochodu. Często w chwili zatrzymania kobiety
zaczynały płakać, udawały roztargnienie, robiły z siebie słodkie, niewinne
dziewczątka i starały się wzbudzić litość. Jedna z działaczek opowiada, jak
zatrzymała ją policja, gdy pewnego razu prowadziła samochód z fałszywym prawem
jazdy. Udając zaskoczenie i przerażenie przekonała policjanta, że została
oszukana i ten puścił ją wolno, w zamian za obietnicę zgłoszenia się za kilka
dni na komisariacie z prawdziwym prawem jazdy.
Bardzo atrakcyjne fizycznie działaczki często zakładały minispódniczki i bluzki
z dekoltami, aby odwrócić uwagę policjantów lub mężczyzn, którym towarzysze
usiłowali ukraść samochód. Poszkodowani często byli tak zaszokowani widokiem
kobiety- rewolucjonistki, że prawie się nie opierali, a nawet wdawali się z nimi
w pogawędki.
Po to, aby nie wzbudzać podejrzeń, działacze wykonywali wiele zadań w duetach
damsko-męskich, udając małżeństwo, narzeczonych czy zakochaną parę. Często taka
para, jak najzwyklejsze małżeństwo, wynajmowała dom lub mieszkanie, w którym
tworzono więzienie dla porwanego lub przechowywano broń, ulotki czy dokumenty.
(21)
Im wyższe stanowiska w organizacji, tym mniej było na nich kobiet i tym bardziej
widoczne było machismo. Tam, gdzie podejmowano ważne decyzje, głos żeński miał
mniejsze znaczenie.
Luis Mattini wyjaśnia, że w przypadku PRT wśród sekretarzy komórek liczba kobiet
była równa liczbie mężczyzn, ale już niewiele kobiet uzyskiwało stanowisko
sekretarza organizacji regionalnej. W skład Komitetu Centralnego PRT wchodziło
60 towarzyszy i tylko dwie towarzyszki: Ana María Villareal de Santucho i
Clarisa Leaplace, a po 1975 r. także Susana Gaggero. Inne przykłady kobiet z
odpowiedzialnymi stanowiskami w PRT-ERP to Liliana Santucho, szefowa propagandy
na szczeblu krajowym, i Mercedes Gómez, odpowiedzialna za finanse w regionie
Cordoby. Wymienia się też wiele kobiet z funkcjami kierowniczymi w sektorze
organizującym pracę u podstaw.
Z relacji z jednego z zebrań Montoneros w 1974 r. wynika, że w skład ścisłego
kierownictwa krajowego najwyższego szczebla wchodziło 14-15 mężczyzn i że nie
było tam ani jednej kobiety. W szerzej pojętym kierownictwie, liczącym 30
członków, były 2-3 kobiety. Wreszcie w najszerzej pojętym kierownictwie,
liczącym 60 osób, było 8-10 kobiet. Wymienia się dwie kobiety pochodzące z FAR,
które wspięły się na wysokie szczeble w hierarchii, ale widać, że w przypadku
Montoneros kobiety mogły liczyć jedynie na stanowiska drugorzędne, choć jeden z
działaczy wymienia grupy Montoneros kierowane przez kobiety.
Wydaje się, że awans kobiet na stanowiska przywódcze w FAP i PB był dużo
łatwiejszy niż u Montoneros, ale raczej nie można mówić, że miały porównywalne
do mężczyzn szanse i możliwości.
Rozmówcy i autorzy wspomnień podają różne przyczyny mniejszej liczby kobiet na
stanowiskach kierowniczych niż na niższych szczeblach. W niektórych
wspomnieniach sugeruje się, że były kobiety, które świadomie odmawiały przyjęcia
awansu, ale mówi się też o tym, że zdolność kobiet do dowodzenia grupami i
akcjami czy do podejmowania decyzji budziła pewną nieufność. Niektóre działaczki
przyznają, że gotowość kobiet do pełnego zaangażowania nie była tak duża, jak w
przypadku towarzyszy i że wiele z nich było gorzej przygotowanych teoretycznie.
W kilku świadectwach pojawia się nieśmiała sugestia, że być może niewielka
liczba kobiet-przywódców to po prostu skutek tego, że w organizacjach były w
mniejszości. Kilku rozmówców twierdzi, że awans kobiet zależał od nich samych -
po prostu musiały dowieść swojej chęci działania i odwagi, domagać się należnego
im miejsca i pod żadnym pozorem nie odsuwać się w cień.
Męskie reguły gry, jakimi kierowały się organizacje, nie dawały kobietom szans
na zademonstrowanie w pełni swoich zdolności. Łzy, okazanie lęku, kierowanie się
intuicją, kreatywność traktowano z pogardą. Jakiekolwiek opinie lub kryteria nie
mieszczące się w granicach męskiego punktu widzenia określano jako „babskie
sprawy”. Od kobiet na stanowiskach przywódczych wymagano twardości, chłodnej
oceny sytuacji, energii, szybkich decyzji; pod żadnym pozorem nie mogły
wykorzystać cech swojej kobiecej psychiki. Prawdą jest, że towarzyszki nie
robiły nic, żeby zmienić te reguły gry i narzucić swoje kryteria; ślepo i
nieświadomie starały się naśladować mężczyzn – do tego stopnia, że grubym głosem
wydawały rozkazy. Wiele rezygnowało z kobiecych strojów, makijażu. Istniała
silna, choć skrywana konkurencja między kobietami i mężczyznami. One starały się
im udowodnić, że pod każdym względem są zdolne im dorównać.
Te nieliczne kobiety, którym udało się wspiąć na najwyższe szczeble hierarchii
rewolucyjnej, miały poczucie dokonania czegoś niezwykle trudnego - okazały się
tak dobre, że były w stanie przezwyciężyć męskie uprzedzenia i wątpliwości. Po
to, aby osiągnąć to samo stanowisko, musiały udowodnić znacznie więcej niż
mężczyźni. W przypadku tych kobiet nikt już nie mógł zaprzeczyć ich zdolnościom
organizacyjnym i kierowniczym, zarzucić im zbyt wiele błędów, narzekać na to,
jak sprawują swoje funkcje.
Były kobiety uległe, które wolały nie dyskutować ze swoimi przełożonymi, ale
były też inne, buntownicze feministki, które protestowały ilekroć czuły się
dyskryminowane, twardo domagały się swoich praw i nie pozwalały się
podporządkować. Niektóre rozmówczynie mówią o silnie zakorzenionym machismo,
które wcześniej czy później wychodziło na jaw, o wyższości, z jaką traktowali
ich niektórzy towarzysze. Cytują nawet obraźliwe żarty, drwiny na temat
kobiecych umiejętności i cech charakteru. Jednak większość działaczek podkreśla
szacunek i podziw, jakim darzyli je towarzysze, a także pochwały, jakie od nich
otrzymywały. Machismo nie zawsze przejawiało się w sposób negatywny -
przybierało też formę troskliwości i czułości. Mężczyźni instynktownie czuli, że
ich obowiązkiem jest chronić towarzyszki i się nimi opiekować.
Wiele działaczek wyznaje, że w tamtych czasach tak naprawdę nie dostrzegały
swojej niższej pozycji względem towarzyszy ani nie zdawały sobie z niej sprawy -
być może ze względu na ówczesną mentalność, a może dlatego, że problem machismo
zbytnio się wyolbrzymia. Nie przychodziło im do głowy, by kwestionować swoją
rolę i domagać się awansu. Jedna z działaczek uważa, że towarzysze, formułując
statuty organizacji, zastawili na kobiety pułapkę i sprawili, iż uwierzyły, że
równość płci była już faktem dokonanym. Z upływem czasu, poprzez analizy,
przemyślenia i krytykę tamtego doświadczenia, doszły do wniosku, że być może
odebrano im pewne szanse większego zaangażowania, uczestniczenia w podejmowaniu
decyzji, że zaprzepaszczono wiele z ich talentów.
Choć rola kobiety w organizacjach rewolucyjnych w Argentynie pozostała
drugorzędna, wszystkie przyznają, że w żadnym innym momencie historii ani w
żadnym innym środowisku społecznym kobiety nie mogły czuć się równie aktywne.
Biorąc pod uwagę krótki okres działalności tych organizacji, zmiany, jakim
uległa w nich pozycja kobiety, były dość gwałtowne. Działalność rewolucyjna
kobiet w latach 70. to zaczyn walki feministek, która rozwinęła się w Argentynie
w latach 80.
Wielu rozmówców żałuje, że w tamtych czasach nie byli w stanie odrzucić swojego
machismo i dać kobietom większe szanse. Zastanawiają się, co one zrobiłyby,
gdyby mogły dowodzić walką. Luis Mattini mówi wręcz, że być może wszystko
skończyłoby się inaczej, gdyby to one stały na czele organizacji i kierowały
sprawami wedle własnych kryteriów. Trudno dziś oceniać szczerość takich wyznań;
łatwo jest dywagować nad sprawami przeszłości. Jednak nie ulega wątpliwości, że
towarzysze głęboko podziwiali odwagę, zaangażowanie i poświęcenie koleżanek.
Wymieniają ich wzorcowe postawy i kładą nacisk na rolę, jaką odegrały w walce.
Działaczki argentyńskie mogą być dumne ze swoich dokonań. Dowody ich
zaangażowania widać wyraźnie w dniu dzisiejszym, kiedy to wydają się być dużo
silniejsze i wierniejsze ideałom rewolucyjnym niż ich towarzysze.
UDZIAŁ KOBIET W OPERACJACH ZBROJNYCH
Udział kobiet w akcjach wojskowych wywoływał w społeczeństwie prawdziwą
konsternację. Szok na widok kobiety-partyzantki był tak silny, że w
doniesieniach prasowych często wyolbrzymiano ich liczbę lub uzbrojenie. Pisano o
„silnie uzbrojonej kobiecie”, podczas gdy ta miała w ręku zaledwie zwykły
pistolet lub w ogóle nie miała broni palnej.
Wszystkie działaczki teoretycznie umiały posługiwać się bronią, ale wiele, czy
to z powodu paraliżującego strachu, czy też wrodzonego pacyfizmu, przerażała już
sama myśl o wykorzystaniu tych umiejętności w praktyce. Wszystkie popierały
przemoc, jaką stosowały ich organizacje, ale część z nich nigdy nie odważyła się
brać w niej aktywnego udziału, a kierownictwo szanowało ich wybór. Wiele z
rozmówczyń unikało tematu działań zbrojnych, wyjaśniając, że nie dotyczył ich
bezpośrednio, że zajmowały się czymś innym.
Z drugiej strony, sporo kobiet wybrało działalność na froncie wojskowym jako
najbardziej bezpośrednią formę walki, która przynosi szybkie i dobrze widoczne
rezultaty. Uznały, że w tym konkretnym momencie historii użycie broni jest
nieuniknionym elementem walki kobiety i matki argentyńskiej. Po to, aby
uzasadnić swoją postawę, pytają, co jest bardziej przerażające: matka, która
pracuje 20 godzin zostawiając w domu dzieci, czy kobieta, która z bronią w ręku
walczy dla nich o lepszą przyszłość. W przypadku niektórych kobiet nie można
wykluczyć tego, że być może do udziału w operacjach wojskowych skłaniało je
nieświadome poszukiwanie przygód i silnych wrażeń.
Zdaniem Luisa Mattini, w dowództwie wojskowym ERP było wiele towarzyszek, ale
podobnie jak w innych sektorach, nie zajmowały najwyższych stanowisk. Kobiety
stanowiły 35proc. wśród sierżantów kierujących operacjami, sporo było kobiet
wśród poruczników, nieco mniej wśród poruczników operacyjnych i nie znany jest
żaden przypadek kobiety-dowódcy batalionu. Grupa kobiet zdecydowała się na
uczestniczenie w przygotowaniu partyzantki wiejskiej w lasach Tucumán, gdzie
musiały znosić wielogodzinne marsze i prymitywne warunki obozowania. María
Soeane (22) podaje, że w skład 90-osobowej kompanii leśnej ERP w Tucumán
wchodziło 10 kobiet.
Nie udało nam się dotrzeć do danych dotyczących liczby kobiet na frontach
wojskowych u Montoneros i w FAP, ale we wszystkich świadectwach i źródłach
wspomina się o kobietach-bojowniczkach, choć zawsze były w mniejszości.
Mężczyźni pod rozkazami kobiety, zmuszeni powstrzymywać swoje uprzedzenia i
pretensje, nie mieli innego wyjścia, jak prześcigać się w demonstrowaniu swojej
odwagi i możliwości fizycznych po to, aby przypadkiem nie okazać się gorszymi od
kobiety. Oczywiście, na froncie wojskowym czekało na kobiety znacznie więcej
przeszkód do pokonania niż na mężczyzn, ale nie poddawały się, ucząc się na
własnych błędach, toteż budziły zdumienie współtowarzyszy i świadków wydarzeń.
Dzięki odwadze i zaangażowaniu zyskały sobie sławę wśród innych
latynoamerykańskich ruchów rewolucyjnych, a rewolucjonistki z Nikaragui i
Salwadoru brały je za wzór. Walczyły nie tylko z wrogiem, ale także z
uprzedzeniami - stąd ich pasja, męstwo i przekonanie graniczące z fanatyzmem.
Były w stosunku do siebie bardzo surowe i wymagające, nie pozwalały sobie na
okazanie słabości i za wszelką cenę starały się uniknąć jakichkolwiek ulg w
obowiązkach z powodu swojej płci. Udowodniły, że w chwili zagrożenia są w stanie
zachować zimną krew i stąpać twardo po ziemi, podejmować energiczne i konkretne
decyzje, bez zbędnych wahań typowych dla niektórych towarzyszy. W żadnym ze
źródeł nie ma krytyki towarzyszek z powodu braku odwagi czy nieużyteczności na
froncie wojskowym, nie pojawiają się też przypadki operacji nieudanych z winy
kobiety. Zawodziły podobnie jak mężczyźni i nie miało to związku z płcią.
Spotykamy natomiast wiele przykładów kobiet o niesłychanej odwadze i gotowości
do poświęceń, której nie zdradzał ich wygląd fizyczny. Niektóre stały się
legendami jak Negra (Czarna) z ERP, szefowa wojskowa w Rosario, a później Villa
Constitución, poległa w walce, Raquel Gellin, Sayo czyli Ana María Villareal,
pierwsza żona Mario Roberto Santucho. Towarzysze mówią o nich z nieukrywanym
podziwem i szacunkiem, przyznają, że wiele z nich przewyższało mężczyzn.
Największą pochwałą, jaką mogła usłyszeć kobieta, było to, że „jest tak dobra,
iż można ją wziąć za faceta”. Równość między kobietami i mężczyznami widać wśród
rannych i poległych - pech i śmierć nie miały preferencji co do płci.
Znamy przypadki kobiet, których dokonania rewolucyjne wstrząsnęły opinią
publiczną, jak np. sprawa Any Marii González z Montoneros, sprawczyni zamachu na
życie gen. Cesareo Angela Cardozo, szefa Policji Federalnej w 1976 r. W
wywiadzie udzielonym jednej z hiszpańskich gazet, Ana María przedstawiła
szczegóły przeprowadzonej operacji. Była koleżanką ze studiów córki generała i
jej przełożeni zasugerowali, aby znalazła sposób na zaprzyjaźnienie się z
dziewczyną. Pomimo odmiennych poglądów politycznych Anie udało się pozyskać
zaufanie całej rodziny Cardozo. W czasie jednej z wizyt w domu generała, Ana
umieściła w łazience mechanizm bomby. Później podłożyła bombę w sypialni
małżeńskiej, pod łóżkiem, dokładnie na wysokości miejsca, w którym generał kładł
głowę do snu. (23)
Niektóre bojowniczki przyznają się do strachu i ogromnego napięcia przed
operacją i po jej przeprowadzeniu, inne wyznają, że powstrzymywane w czasie
akcji emocje wybuchały potem w formie płaczu, wymiotów lub dreszczy. Mimo
strachu i nieustannego poczucia niebezpieczeństwa nie traciły poczucia humoru i
dziś z uśmiechem wspominają zabawne elementy niektórych operacji.
Niektóre na początku swojej działalności wojskowej były zupełnie nieprzygotowane
i nie miały pojęcia, jak się zachowywać. Zabierały ze sobą zbyt ciężkie plecaki,
nie umiały rozwieszać hamaków, tak, żeby się nie zmoczyć. Jedna z rozmówczyń
wspomina noc spędzoną obok bomby, która na szczęście nie wybuchła; skazano ją za
to na tydzień odsiadki w partyzanckim „więzieniu”. Innym razem na froncie dwie
towarzyszki chciały wykorzystać okazję i wykąpać się po długim marszu w
pobliskiej rzece. Naiwnie sądziły, że grupa robotników pod ich rozkazami
posłusznie zostanie na warcie. Później dowiedziały się, że robotnicy
rozpowiedzieli wszystkim szczegóły ich kąpieli na półnago. Inna działaczka
opowiada, jak pewnego razu wychodząc z hotelu nie wiedziała, gdzie ukryć broń.
Postanowiła schować ją za zasłonką. Otwarte okno wychodziło na malutkie patio.
Gdy kładła tam broń, ta spadła na dół. Zbiegła po nią, ale gdy miała ją
podnieść, usłyszała z tyłu kroki. Szybko popchnęła broń pod stojący obok fotel.
Udając roztargnienie poczekała, aż przechodzień się oddali.
„REWOLUCYJNE PARY”
„Związek między kobietą a mężczyzną może opierać się jedynie na integralnym
stosunku między jego stronami, mającym za podstawę materialną działalność
społeczną ich obojga, konkretną rolę, jaką odgrywają w społeczeństwie: rolę
działaczy rewolucyjnych. (...) Ich związek będzie harmonijny i pozytywny w tej
mierze, w jakiej będzie przyczyniał się do ich rozwoju jako rewolucjonistów i do
wzbogacenia ich stosunków z organizacją rewolucyjną, klasą robotniczą, ludem i z
całym procesem rewolucyjnym. (...) Związek między kobietą a mężczyzną to także
działalność polityczna.” Tak wygląda status związku działaczy w dokumencie
wydanym przez PRT-ERP pt. Moralność i proletaryzacja (24). Biorąc pod uwagę to,
że nawet najdrobniejsze szczegóły życia codziennego były uwarunkowane
działalnością rewolucyjną, coś tak istotnego, jak stosunki osobiste, nie mogło
pozostać na marginesie. Kierownictwa, z względu na bezpieczeństwo i etykę
rewolucyjną, nalegały, aby działacze pozostawali w stałych związkach i aby oboje
byli aktywnymi członkami tej samej organizacji. Niewierność i zdradę małżeńską
często krytykowano, potępiano, a nawet karano partyzanckim „więzieniem”.
Ogromna większość par działaczy rzeczywiście była członkami jeżeli nie tej
samej, to dwóch bliskich sobie organizacji, ale rzadko można mówić o związkach
wymuszonych, „strategicznych” czy zawieranych „z rozsądku”. Działacze obracali
się w zamkniętym środowisku, toteż logiczne i naturalne jest to, że zakochiwali
się w gronie współtowarzyszy i wśród nich wybierali sobie partnerów. Obok par,
które zeszły się na gruncie zbieżności ideologicznych, zdarzały się prawdziwie
namiętne uczucia – tak było np. w przypadku Mario Roberto Santucho i Any Marii
Villareal czy Julio Santucho i Cristiny Navajas.
Wiele par, które zawiązały się jeszcze przed zaangażowaniem w walkę, poznało
się we „wzburzonym” środowisku uniwersyteckim lub w „rozgorączkowanej”
dzielnicy, na zebraniach, dyskusjach; zbliżały ich niepokoje polityczne i
społeczne i poszukiwania rozwiązań. W końcu wspólnie wstępowali do organizacji.
W latach 70., w niektórych środowiskach uniwersyteckich praktycznie każdy gdzieś
działał, przynależność do organizacji rewolucyjnych stała się czymś w rodzaju
mody, pozwalała szpanować, wyróżniać się, robić wrażenie na innych, była
sposobem na poderwanie dziewczyny.
Kierownictwa organizacji w delikatny sposób próbowały nakłaniać towarzyszy do
tego, by włączali swoje partnerki do walki. Związki z osobami spoza organizacji
były zwykle epizodyczne, przynosiły rozczarowanie i niesmak z powodu zderzenia
dwóch odmiennych wizji świata i oczekiwań. Nieliczne pary, w których tylko jedno
należało do organizacji (były przypadki zarówno mężczyzn z niezaangażowanymi
partnerkami, jak i kobiet z niezaangażowanymi partnerami), a drugie uparcie
wzbraniało się przed zaangażowaniem w walkę, nie przetrwały próby czasu, brały w
nich górę nieustanne konflikty i napięcia. Dobry i harmonijny związek z osobą
niezaangażowaną był praktycznie niemożliwy, chociaż znane są przypadki, gdy
jedna ze stron, choć nie należała do organizacji, szanowała i wspierała moralnie
walkę partnera.
Bardzo szczególną parą są jedni z rozmówców, Dora i Octavio: ona - działaczka
Montoneros stosunkowo wysokiego szczebla, on - wybitny działacz PB. Mimo
licznych ostrzeżeń i kwestionowania tego związku przez obie organizacje, ku
zdumieniu wszystkich mają już za sobą 20 lat małżeństwa. Nie obyło się bez
problemów i poważnych trudności, ale dzięki wzajemnemu zrozumieniu i szacunkowi
udało im się prowadzić wspólne życie. Każde z dumą mówi o działalności i
postawie partnera. Zawsze dzielili się opiniami politycznymi i ideologicznymi.
Octavio sądzi, że gdyby nie krytyczny stosunek Dory do kontrofensywy Montoneros
w 1978-1979 r. (25), ich związek nie przetrwałby tak trudnej próby.
Sprawa zawierania związku małżeńskiego wydaje się nieco skomplikowana. Choć
małżeństwo było jednym z elementów życia mieszczańskiego, tak odległego od
ideałów rewolucyjnych, organizacje opowiadały się za legalizowaniem związków,
ale nie było w tej dziedzinie żadnego rodzaju presji.
Związki uczuciowe miały z reguły pozytywny wpływ na działalność rewolucyjną.
Wzmacniały duchowo i witalnie, dawały siłę i energię do kontynuowania walki,
pomagały radzić sobie ze stresem, rozładować napięcie, powstrzymywały zbytnią
zapalczywość lub fanatyzm. Jednak, z uwagi na zamknięty charakter i izolację
grup rewolucjonistów, zazdrość i zdrada małżeńska były źródłem poważnych
konfliktów.
Rozmówcy podkreślają, że pary działaczy, pomimo różnego rodzaju problemów, z
jakimi się borykały, były wyjątkowe i że prawdopodobnie nie będzie już takich
związków. Oprócz uczucia i pociągu fizycznego, łączyły ich ideały i walka o
lepszy świat, co wzmacniało ich związek i nadawało mu szczególny charakter.
Działacze potrzebowali u swego boku osoby odważnej, zaangażowanej w sprawę,
gotowej do poświęceń, osoby, która potrafiła nie tylko ich wesprzeć, ale również
dać przykład i bodziec do wytrwania na rewolucyjnej drodze. W relacjach bardzo
wyraźnie daje się zauważyć podziw dla działalności i zaangażowania partnera. Tak
kobiety, jak i mężczyźni przyznają, że w pewnych chwilach siła i zdecydowanie
partnera miały ogromne znaczenie. Podobnie jak w innych okresach historycznych,
również w okresie działalności rewolucyjnej w Argentynie lat 60. i 70., niektóre
kobiety stały się duchowym i moralnym wsparciem liderów rewolucyjnych – tak było
w przypadku Any Marii Villareal i Liliany Delfino, kolejnych towarzyszek Mario
Roberto Santucho; obie przypłaciły swoją działalność rewolucyjną śmiercią:
zostały zamordowane.
Największym dowodem miłości było oparcie się torturom i nie wydanie partnera lub
innych towarzyszy w ręce wroga. Ana, bohaterka filmu dokumentalnego o Montoneros,
ma poczucie, że jej partner Juan umarł w przekonaniu, że ona dopuściła się
zdrady, bo wyszła żywa z więzienia. Ana opowiada też o innym kontrowersyjnym
zachowaniu swojego partnera, który odebrała jako dowód miłości. W czasie
ucieczki przed policją, w pewnym momencie ranna Anna stwierdziła, że już nie
wytrzyma i chciała się poddać. Wtedy Juan wycelował do niej z pistoletu i
powiedział: „Jeśli się poddasz, zabiję cię”. Ana sądzi, że właśnie ta jego
determinacja i bezwzględna postawa ocaliły jej życie.
Mężczyźni czuli naturalną potrzebę chronienia swoich partnerek przed
niebezpieczeństwem, oszczędzania im wysiłku. One oczywiście protestowały
przeciwko tego rodzaju ulgom, ale w głębi duszy na pewno doceniały męską troskę
i czułość.
Strach i niepokój o życie i bezpieczeństwo partnera były nieustanne, chociaż
starano się ukryć te uczucia i im nie ulegać. Działacze trwali u swojego boku do
samego końca, aby razem znieść to, co przynosi przeznaczenie. Gdy partner
dostawał się w ręce wroga, zapalczywie walczyło się o jego uwolnienie lub
ujawnienie gdzie jest, jeśli został uprowadzony i zaginął bez wieści. Tamte
wydarzenia pozostawiły po sobie wiele boleśnie dotkniętych utratą ukochanej
osoby wdów i wdowców, którzy żyją idealizując swój „rewolucyjny” związek.
Poważnym problemem i źródłem bezustannych konfliktów dla zaangażowanych
rewolucyjnie par była kwestia podziału obowiązków domowych i wychowanie dzieci
oraz pogodzenie tych obowiązków z działalnością w organizacji. Było to też
zasadniczą przeszkodą na drodze do równouprawnienia kobiet. W ogóle niektóre
kobiety uważają to za główną przyczynę drugorzędnej roli kobiety w
organizacjach. Organizowano kampanie wewnętrzne, aby przekonać mężczyzn do
dzielenia z partnerkami zajęć domowych. W założeniach towarzyszka miała prawo
poskarżyć się na partnera, jeżeli ten odmawiał pomocy w domu. W praktyce, w
większości przypadków, to kobieta musiała rezygnować z udziału w zebraniach lub
akcjach i zostawać w domu z dziećmi, co wywoływało burzliwe dyskusje. Wynajęcie
opiekunki uznawano za drobnomieszczański luksus. Liczne działaczki przychodziły
na zebrania z dziećmi.
Większość działaczek usilnie starała się pogodzić działalność w organizacji z
karierą zawodową i wychowaniem dzieci. Nie chciały zamienić się w kury domowe i
domagały się pomocy ze strony partnerów, tworząc coś w rodzaju kobiecych grup
solidarności. Towarzyszki z klas niższych nie były tak pewne siebie co ich
koleżanki z klas średnich, aby wymóc na mężu pomoc w domu. Często małżeńskie
kłótnie stawały się bardzo dziecinne: długie wymiany zdań i poglądów na temat
tego, kto dzisiaj pozmywa. Niektórzy mężczyźni bardzo starali się zmienić, ale
rzadko pomagali w domu sami z siebie, bez uprzedniej prośby; można mówić raczej
o pomocy niż równym podziale obowiązków.
To bardzo często kobieta musiała martwić się o sprawy materialne, utrzymanie
rodziny, gdyż mąż przedkładał ponad wszystko działalność w organizacji i
fanatycznie wierzył, że to rozwiąże wszystkie przyziemne problemy. Bardzo często
kłócili się, gdy jedno domagało się odrobiny prywatności, intymności, podczas
gdy drugie głosiło podporządkowanie wszystkiego sprawie i organizacji.
Na ogół przedkładano awans towarzyszy nad awans towarzyszek. Jeżeli jakiś
działacz się wyróżniał, przydzielano mu ważne funkcje i jego partnerka, jeżeli
było to konieczne, musiała się z nim przeprowadzić, nawet jeżeli oznaczało to
porzucenie ulubionego środowiska i utratę szansy na odpowiedzialne funkcje.
Czasem, ze względów bezpieczeństwa, rozsądniej było awansować żonę działacza
wysokiego szczebla, niż jakąś inną, która być może bardziej na to zasługiwała.
Dlatego, jeżeli partnerka jednego z dowódców dostawała ważną funkcję, nawet mimo
jej zasług i zdolności zawsze pozostawała wątpliwość, że awans zawdzięcza
mężowi, a nie swoim zaletom.
Jeżeli w okresie aktywnej walki, kobietom często potrzebna była siła i twardość
mężczyzn, po przegranej to one wykazały niezwykłą wolę przetrwania z godnością w
nowej sytuacji i ocalenia towarzyszy z desperacji i wewnętrznej destrukcji.
„DZIECI REWOLUCJI”
Organizacje rewolucyjne starały się utrzymać wśród swoich działaczy pozytywny
klimat i optymistyczne spojrzenie w przyszłość. Walka była ciężka i
niebezpieczna, wymagała bezustannych poświęceń, ale nie wolno było tracić wiary
i nadziei na stworzenie lepszego świata. Symbolem tego nowego społeczeństwa były
dzieci, toteż ze strony kierownictwa nie istniała żadna presja, aby działacze
rezygnowali z posiadania potomstwa; decyzja zależała wyłącznie od uczuć i
przekonań danej pary.
Niektóre działaczki wolały odłożyć założenie rodziny na lepsze i bezpieczniejsze
czasy, a na razie poświęcić się całkowicie sprawie rewolucji. Starały się
zapobiegać zajściu w ciążę, a jeżeli już do tego dochodziło, decydowały się na
aborcję. Rozmówczynie przyznają, że były dość naiwne i mało systematyczne jeśli
chodzi o stosowanie środków antykoncepcyjnych. Jednak znaczna większość
działaczek, mimo że zdawała sobie sprawę z czekających je trudności,
postanawiała urodzić i teraz są przekonane, że to najlepsza rzecz, jaką zrobiły.
Żyły na granicy życia i śmierci, a dzieci pozwalały im chwycić się życia, wrócić
do rzeczywistości. Dzieci dodawały im siły, pozwalały się nie poddawać, nie
załamywać, to dla nich walczyły o lepszą przyszłość. Dzieci były czymś w rodzaju
gwarancji, przedłużeniem ich istnienia, miłości i ideałów. Niektóre spośród
działaczek, które w swojej burzliwej młodości nie odważyły się na urodzenie
dzieci, bardzo tego żałują.
Były działaczki, które wraz z narodzinami dziecka instynktownie stawiały
macierzyństwo i wychowanie dziecka w centrum, odsuwając wszystko inne, a więc
również działalność rewolucyjną, na drugi plan. Inne w takich kluczowych dla
każdej matki chwilach, jak ostatnie miesiące ciąży lub pierwsze miesiące życia
dziecka, porzucały działalność. Kilka wyznaje, że okres połogu był etapem
ideologicznego załamania.
Nie ulega wątpliwości, że działaczki gorąco kochały swoje dzieci. Ich ochrona i
bezpieczeństwo stało się najważniejszą sprawą, często wręcz obsesją. Wiele
wyznaje, że gdyby policja groziła im, że zrobi krzywdę dziecku, to na
przesłuchaniach na pewno nie byłyby w stanie zachować milczenia. We
wspomnieniach znajdujemy bardzo dużo przykładów matek, które w ekstremalnych
sytuacjach najść lub ataków sił represyjnych znajdowały w sobie niezwykłą siłę i
zimną krew, aby ocalić dzieci. Jednak, mimo troski i obawy o życie dzieci,
liczne działaczki pod żadnym pozorem nie chciały zamienić się w kury domowe;
pragnienie działania było w nich silniejsze niż instynkt macierzyński.
Protestowały, gdy towarzysze lub kierownictwo próbowali nakłonić je do
zaniechania na pewien czas działalności. Brały udział w akcjach zbrojnych w
bardzo zaawansowanej ciąży, chodziły na zebrania z dziećmi na rękach. Czasami,
gdy miały przenieść ulotki lub amunicję, zabierały ze sobą dzieci, aby wzbudzać
mniej podejrzeń. Obraz kobiety w ciąży z bronią w ręku powraca w wielu
świadectwach bezpośrednich świadków wydarzeń (26).
Zdarzały się incydenty, które wzbudzały dyskusje i krytykę - przypadki matek,
które narażały życie swoich dzieci, aby wypełnić rewolucyjny obowiązek.
Najbardziej komentowanym przypadkiem była matka niemowlęcia, która po tym, jak
jej męża zastrzelono podczas ataku na ich dom, otworzyła drzwi mieszkania i
wyszła na zewnątrz trzymając przed sobą maleństwo i krzycząc, że chce się
poddać. Mimo gróźb szła w stronę żołnierzy. Ci zupełnie nie wiedzieli, jak
zareagować. W odległości trzech metrów od żołnierzy rzuciła dziecko na ziemię i
wystrzeliła w kierunku oficera; oboje zginęli w tej samej chwili. Inna
działaczka, nie mogąc znieść bezczynności na emigracji, porzuciła dziecko w
Meksyku i pojechała walczyć do Nikaragui, w szeregach tamtejszego ruchu
rewolucyjnego. Wiele kobiet zostawiło swoje dzieci, aby uczestniczyć w
organizacji kompanii leśnej ERP w Tucumán.
Zdaniem niektórych działaczek, walka o lepszy świat usprawiedliwiała cierpienia
i niedogodności, jakie musiały ponosić ich dzieci. Sprawiedliwe i harmonijne
społeczeństwo było najlepszym prezentem, jaki rodzice mogli dać swoim dzieciom.
Mimo wysiłków, aby pogodzić działalność w organizacji z wychowaniem dzieci,
kobiety często były zmuszone wybierać: albo traciły jako matki, albo jako
działaczki. Nie chciały zostawiać dzieci pod opieką innych, ale zadania i
kwestie bezpieczeństwa często zmuszały je do dłuższej rozłąki. Nie widząc dzieci
przez długie miesiące, starały się w pełni wykorzystać każdą sposobność bycia
razem z nimi. Te chwile to były święta przepełnione miłością, czułością,
radością i specjalnym traktowaniem.
ZAKOŃCZENIE
Idea miłości, działania i walki z miłości i dla miłości dominuje we wszystkich
wspomnieniach. Ówcześni działacze obojga płci są przekonani, że jedynie wiara w
utopię lepszego świata i miłość do ludu tłumaczą ich motywacje, dobrowolne
poświęcenie, żarliwość i ofiary, jakie byli gotowi ponieść. Działalność w
organizacjach rewolucyjnych wywarła ogromny wpływ na życie naszych bohaterów.
Nie brakuje historii tragicznych, elementów zniechęcających czy wstydliwych.
Jednak ogromna większość rozmówców czuje się dumna, że brała udział w walce
rewolucyjnej i wciąż kultywuje wiele ideałów młodości. Można się nie zgadzać ze
stosowanymi przez rewolucjonistów metodami walki, może razić ich ideologiczna
egzaltacja, a wręcz fanatyzm. Wielu ludziom może być obca ich chęć interwencji w
życiu publicznym, ale nie można przejść obojętnie obok siły ich motywacji i
zaangażowania.
___________________________
* Poniższy artykuł powstał na podstawie pracy magisterskiej pt. La generación de
los 70: La militancia en las organizaciones de la izquierda revolucionaria en la
Argentina en la década 1966-76 (Pokolenie lat 70 – działalność w organizacjach
lewicy rewolucyjnej w Argentynie w dekadzie 1966-76), napisanej pod kierunkiem
dr Małgorzaty Nalewajko i nagrodzonej pierwszą nagrodą w konkursie na najlepszą
pracę magisterską poświęconą Ameryce Łacńskiej, organizowanym przez Centrum
Studiów Latynoamerykańskich (CESLA) Uniwersytetu Warszawskiego. Praca jest
rezultatem badań przeprowadzonych podczas pobytu w Argentynie w latach 1998-1999
na stypendium przyznanym w ramach umowy między polskim Ministerstwem Edukacji
Narodowej i Sportu a argentyńskim Ministerstwem Kultury i Edukacji. Autorka
pracowała w Centrum Badań Społeczno-Historycznych na Wydziale Humanistycznym
Uniwersytetu w La Plata. Uczestniczyła w wielu seminariach poświęconych
problemom latynoamerykańskim w XX w. Nawiązała kontakty z wykładowcami i
naukowcami z różnych argentyńskich ośrodków akademickich, m.in. z Buenos Aires,
Córdoby, Rosario. Udało jej się przestudiować i zgromadzić bogatą bibliografię
związaną z latynoamerykańskimi ruchami rewolucyjnymi i historią Argentyny XX w.
(głównie okres rządów peronizmu w latach 1946-1955 i 1973-1976 oraz dyktatury
wojskowej lat 1976-1983). Zaintrygowana lekturą reportaży i wspomnień
dotyczących działalności lewicy rewolucyjnej w latach 1966-76, postanowiła
przeanalizować w swojej pracy motywy i powody, jakie skłoniły tylu młodych ludzi
do podjęcia walki rewolucyjnej, zgłębić system wartości, którym się kierowali
oraz zastanowić nad wpływem jaki to doświadczenie miało na ich życie prywatne i
osobiste przeżycia. Z powodu niedostatku źródeł pisanych oraz świeżości
problemu, autorka nawiązała bezpośrednie kontakty z byłymi uczestnikami tej
walki. Przeprowadziła z nimi rozmowy i wywiady i brała udział w organizowanych
przez nich wystąpieniach, spotkaniach i dyskusjach. Pierwszy kontakt nawiązała
dzięki znajomemu z uniwersytetu, a następne pojawiały się już na zasadzie
łańcucha wzajemnych powiązań. Rozmówcy, początkowo mimo pewnej nieufności,
otwarcie i życzliwie dzielili się swoimi wspomnieniami, przeżyciami,
obserwacjami i poglądami z tamtego okresu. Tematem pracy była ogólna
charakterystyka problemu działalności w organizacjach rewolucyjnych z punktu
widzenia indywidualnych uczestników, a nie analiza porównawcza organizacji, ich
założeń i ewolucji ideologiczno-programowej. Wszystkich bohaterów, bez względu
na poglądy polityczne, objęto wspólnym terminem działacza rewolucyjnego i
potraktowano jako przedstawicieli swojego wyjątkowego pokolenia. Intencją
autorki było wysłuchanie byłych działaczy, umożliwienie im wyjaśnienia swoich
ówczesnych postaw, a w żadnym razie nie próba oceny czy krytyka. Ogromną
większość pracy stanowią słowa samych bohaterów, uzupełnione stwierdzeniami czy
hipotezami historyków, socjologów, dziennikarzy zajmujących się tą tematyką, jak
również własnymi wrażeniami i wnioskami.
___________________________
(1) Powszechna Konfederacja Pracy (CGT), od czasu upaństwowienia związków
zawodowych przez reżim peronistowski w latach 40. stała się w Argentynie jedyną
centralą związkową i pozostając również po obaleniu Perona pod kontrolą potężnej
biurokracji peronistowskiej, przez długi czas monopolizowała ruch związkowy.
(2) G. O’Donnel, El estado burocrático autoritario, Buenos Aires, Editorial de
Belgrano 1982, rozdz. II. 2.
(3) W 1968 roku przypadała 50. rocznica reformy uniwersyteckiej z 1918 r. –
wielkiego radykalnego ruchu społeczno-politycznego młodzieży akademickiej, który
następnie objął również inne kraje Ameryki Łacińskiej.
(4) R. Gillespie, Soldados de Perón, Buenos Aires, Grijalbo SA 1987, s.210, 214,
239.
(5) L. Mattini, Hombres y mujeres del PRT-ERP, Buenos Aires, CYAN 1995, rozdz.
XII.
(6) Podczas ucieczki rewolucjonistów z więzienia Rawson w Patagonii sześciu z
nich – przywódców PRT-ERP, FAR i Montoneros - zdołało odlecieć do Chile
uprowadzonym samolotem pasażerskim, który wylądował po nich na pobliskim
lotnisku w Trelew, podczas gdy kilkunastu innych dotarło za późno na lotnisko i
zostali otoczeni przez oddziały wojska. Poddali się w obecności sędziego,
lekarza i dziennikarzy. Wbrew obietnicom, jakie uzyskali, szesnastu z nich w
kilka dni później zamordowano w bazie wojskowej, gdzie ich przetrzymywano.
(7) Tajemnicą poliszynela było to, że twórcą i mózgiem tej formacji był minister
polityki społecznej López Rega, prawa ręka Perona.
(8) Słowo „desaparecido” – „zaginiony” - ma w społeczeństwie argentyńskim
wyjątkowo bolesny wydźwięk i automatycznie kojarzy się z okresem dyktatury
wojskowej lat 1976-83. Odnosi się do tysięcy osób, których aresztowania i
śmierci nie odnotowano w żadnych oficjalnych dokumentach. Zostały porwane i
wyeliminowane przez siły represyjne w tajemnicy (ciała chowano w zbiorowych,
bezimiennych grobach lub wyrzucano z samolotów do oceanu), rodziny nie
otrzymywały żadnego powiadomienia. Dzieci urodzone przez więźniarki oddawano do
adopcji. Do dziś bliscy i przyjaciele zaginionych z niesamowitym uporem walczą,
by poznać prawdę o ich losie w ramach takich organizacji, jak Matki z Placu
Majowego, Dzieci Zaginionych, Babcie z Placu Majowego. W grudniu 1983 r. na
podstawie dekretu rządowego utworzono Narodową Komisję ds. Zaginionych (CONADEP),
która zajęła się badaniem poszczególnych przypadków.
(9) L. Mattini, El Che y la Revolución Cubana – wystąpienie w Katedrze Che
Guevary, maj 1998 r.
(10) M. Moyano, Argentina’s lost patrol, Londyn, Yale University Press 1995,
s.109.
(11) J. Santucho, Los ultimos guevaristas, Buenos Aires, Puntosur Editores 1998,
s.206-217.
(12) M. Moyano, op.cit., s.112.
(13) M.M. Ollier, La creencia y la pasion, Buenos Aires, Ariel 1998, s.56-71.
(14) Tamże, s.103-110.
(15) L. Mattini, El Che y la Revolución Cubana, op. cit.
(16) L. Mattini, Hombres y mujeres del PRT-ERP, op.cit., rozdz. II, VI.
(17) E. Guevara, La guerra de guerrillas, La Habana, INRA 1960, s.140-144. Po
polsku: Kuba – Wojna partyzancka, Warszawa, Wyd. MON 1961.
(18) Wspomnienie „Roberto Perdía recuerda a las mujeres montoneras” w: M. Diana
, Mujeres guerrilleras, Buenos Aires, Planeta 1997, s.375-381.
(19) Wspomnienie „Luis Mattini recuerda a las mujeres del PRT-ERP” w: tamże,
s.371.
(20) M. Moyano, op.cit, s.112.
(21) Przypadki opisane w A. Alonso Piñero, Cronica de la subversion en Argentina,
Buenos Aires, Ediciones Depalma 1980.
(22) M. Seoane, Todo o nada: La historia secreta y pública de Mario Roberto
Santucho, Buenos Aires, Planeta 1991, s.205.
(23) A. Alonso Pinero, op.cit., s. 34-35; R.Gillespie, op.cit., s.285.
(24) Pequeña burguesía y revolución. Moral y proletarización (broszura PRT bez
miejsca i daty wydania), s. 29.
(25) Kontrofensywa Montoneros z 1979 r. – nieudana próba powrotu z emigracji,
zaatakowania i osłabienia armii oraz odzyskania wpływów w kraju. Plan, który
zakładał serię operacji wojskowych i masową mobilizację robotników, okazał się
kolejnym wyczynem woluntarystycznym i błędem strategicznym coraz bardziej
oderwanego od krajowych realiów kierownictwa Montoneros, które błędnie oceniło
gotowość robotników do wystąpienia przeciwko dyktaturze wojskowej i przeliczyło
się z własnymi siłami. Poniesione podczas tej operacji straty w ludziach i
infrastrukturze okazały się nieodwracalne.
(26) Informacje i komentarze w: A. Alonso Piñero, op.cit.; A. Petric, Asi
sangraba la Argentina, Buenos Aires, Ediciones Depalma 1980.
BIBLIOGRAFIA
23 wywiady z byłymi działaczami Montoneros, FAP, PB, PRT-ERP oraz odłamów partii
komunistycznej z trzech obszarów działalności (prowincje Buenos Aires, Córdoba i
Tucumán) i z różnych szczebli hierarchii organizacyjnych.
Wykłady i wystąpienia w niezależnej Katedrze Che Guevary na Uniwersytecie w La
Plata, maj-czerwiec 1998:
El Che y la Revolución Cubana, wystąpienie L. Mattini.
Humanismo y ética revolucionaria, wystąpienie D. De Santis i G. Daleo.
El pensamiento filosófico del Che, wystąpienie R. Dri.
La influencia del Che en Argentina, wystąpienie L. Mattini i E. El Kadri.
El legado del Che en la actualidad, wystąpienie G. Cieza i H. de Bonafini.
Wspomnienia i dokumenty
E. Anguita, M. Caparrós, La Voluntad, t. I: Una historia de la militancia
revolucionaria en la Argentina 1966-73), Buenos Aires, Grupo Editorial Norma
1997.
E. Anguita, M. Caparrós, La Voluntad, t. II: Una historia de la militancia en la
Argentina 1973-76), Buenos Aires, Grupo Editorial Norma 1998.
E. Anguita, M. Caparrós, La Voluntad, t. III: Una historia de la militancia en
la Argentina 1976-78), Buenos Aires, Grupo Editorial Norma 1998.
R. Baschetti, Documentos de la resistencia peronista 1955-1970, La Plata,
Editorial de la Campana 1997.
R. Baschetti, Documentos 1970-1973: De la guerrilla peronista al gobierno
popular, La Plata, Editorial de La Campana 1995.
R. Baschetti, Documentos 1973-1976: De Cámpora a la ruptura, La Plata, Editorial
de La Campana 1996.
D. De Santis, A vencer o morir: PRT-ERP documentos, t. I-II, Buenos Aires,
Eudeba 1998.
M. Diana, Mujeres guerrilleras, Buenos Aires, Editorial Planeta 1997.
A. García, M. Fernández Vidal, Piri (Testimonios sobre Susana Lugones), Buenos
Aires, Unión de Trabajadores de Prensa de Buenos Aires y Ediciones de La Flor
1994.
J. Gasparini, Montoneros: final de cuentas, Buenos Aires, Puntosur Editores
1988.
P. Giussani, Montoneros: la soberbia armada, Buenos Aires, Sudamericana Planeta
1984.
L.Mattini, Hombres y mujeres del PRT- ERP: De Tucumán a la Tablada, Buenos
Aires, CYAN 1995.
E. Méndez, Confesiones de un montonero, Buenos Aires, Grupo Editorial Planeta
1988.
R. Perdía, La otra historia: Testimonio de un jefe montonero, Buenos Aires,
Agora 1997.
J. Santucho, Los últimos guevaristas: Surgimiento y eclipse del Ejército
Revolucionario del Pueblo, Buenos Aires, Puntosur Editores 1988.
„El sentido de la memoria”, wywiad z Guillermo Cieza, Juana Azurduy nr 4, 1997.
„La manera en que se ejercita la memoria”, wywiad z Eduardo Anguita, Juana
Azurduy nr 4, 1997.
Opracowania
A. Alonso Piñero, Crónica de la subversión en la Argentina, Buenos Aires,
Ediciones Depalma 1980.
G. Amezola de, „Lanusse o el arte de lo imposible: El lanzamiento del GAN
(III-V. 1971)”, Cuadernos del Centro de Investigaciones Socio-Históricas nr 2/3,
Facultad de Humanidades y Ciencias de la Educación, Universidad Nacional de La
Plata 1997.
M.E. Andersen, Dossier secreto: Los desaparecidos y el mito de la guerra sucia,
Boulder, Colo., Westview Press 1993
O. Anzorena, Tiempo de violencia y utopía: Del golpe de Onganía al golpe de
Videla, Buenos Aires, Ediciones del Pensamiento Nacional 1998.
J.A. Boza, „Perón y el Frente Cívico de Liberación Nacional: Coalición y
Confrontación”, Cuadernos del Centro de Investigaciones Socio-Históricas nr 2/3,
Facultad de Humanidades y Ciencias de la Educación, Universidad Nacional de La
Plata 1997.
S. Ciancaglini, M.Granovsky, Nada más que la verdad, Buenos Aires, Planeta 1995.
M. Diament, „La historia secreta del botín de los montoneros”, La Nación z 20
października 1996 r.
J. Gelman, M. La Madrid, Ni el flaco perdón de Dios, Buenos Aires, Planeta 1997.
R. Gillespie, Soldados de Perón (los Montoneros), Buenos Aires, Grijalbo 1987.
Wywiad Equipo de Investigación Periodística z R. Gillespie, Adrián Korol, Buenos
Aires, 4 maja 1997 r.
E. Guevara, La guerra de guerrillas, La Habana, INRA 1960 (po polsku: Kuba –
Wojna partyzancka, Warszawa, Wyd. MON 1961).
C. Hilb, D. Lutzky, La nueva izquierda argentina 1960-1980: política y violencia,
Buenos Aires, Centro Editor de América Latina 1984.
Z.M. Kowalewski, Guerrilla latynoamerykańska, Zakł. Narodowy im. Ossolińskich,
Wrocław 1978.
Z.M. Kowalewski, „La formación del Partido Revolucionario de los Trabajadores de
Argentina 1963-72”, Estudios Latinoamericanos t. 8, 1981.
F. Labordo, „El pago, una dramática novela de suspenso”, La Nación z 20
października 1996 r.
C. Luvece, Las FAP y el PB, Buenos Aires, Centro Editor de América Latina 1993.
M.J. Moyano, Argentina’s Lost Patrol: Armed Struggle 1969-79, New Haven, Yale
University Press, 1995.
Nunca más, raport Comisión Nacional sobre la Desaparición de Personas, Buenos
Aires, Eudeba 1984.
G. O’Donnell, El estado burocrático autoritario, Buenos Aires, Editorial de
Belgrano 1982.
M.M. Ollier, La creencia y la pasión: Privado, público y político en la
izquierda revolucionaria, Buenos Aires, Ariel 1998.
M. Orsolini, Montoneros: sus proyectos y sus planes, Buenos Aires, Centro Editor
de América Latina 1989.
A. Petric, Así sangraba la Argentina, Buenos Aires, Ediciones Depalma 1980.
M. Seoane, Todo o nada: La historia secreta y pública de Mario Roberto Santucho,
Buenos Aires, Planeta 1991.
E. Vázquez, La última PRN: Origen, apogeo y caída de la dictadura militar,
Buenos Aires, Eudeba 1985.
__________________________
Aneta Franas (ur. 1975) – magister filologii hiszpańskiej Instytutu Studiów
Iberyjskich i Iberoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego (1994-1999),
tłumaczka i lektorka języka hiszpańskiego. Autorka pracy pt. La generación de
los 70: La militancia en las organizaciones de la izquierda revolucionaria en la
Argentina en la década 1966-76 (CESLA 2002).