Rozdział IV DOPISKI
1. Organizacja pierwszego ruchu partyzanckiego w warunkach nielegalności
2. Obrona zdobytej władzy.
3. Epilog: analiza aktualnej sytuacji na Kubie oraz perspektyw na
przyszłość
1. ORGANIZACJA PIERWSZEGO RUCHU PARTYZANCKIEGO W WARUNKACH NIELEGALNOŚCI
Wojna partyzancka podlega zarówno ogólnym prawom wojennym,
jak również własnym specyficznym prawom. Źródłem jej jest akcja konspiracyjna,
prowadzona przez małą grupę inicjatorów. Akcję tę rozpoczyna przybycie
konspiratorów z obcego kraju lub inicjują ją drobne komórki rozsiane w pewnych
rejonach. Jeśli ruch rewolucyjny powstaje jako spontaniczna akcja grupy ludzi,
mająca na celu opór wobec gwałtów, dokonywanych przez rząd - zorganizowanie
oddziału partyzanckiego może niekiedy uchronić ten ruch przed zagładą. Na ogół
jednak walka partyzancka ma swój początek w świadomej woli rewolucjonistów.
Jakiś przywódca o dużym autorytecie wśród mas ludowych organizuje ten ruch, aby
wyzwolić swój naród. Przywódca ten musi zazwyczaj pracować w trudnych warunkach
w obcym kraju.
Prawie wszystkie ruchy ludowe, walczące przeciw dyktatorom, były słabo
przygotowane, skutkiem czego inicjatorzy tych ruchów na ogół nie stosowali się
do reguł konspiracji, wymagającej pracy niezwykle ostrożnej.
Najczęściej o zamiarach danej grupy lub grup władze zostają poinformowane przez
policję lub też dowiadują się o tym na skutek nieostrożności, a w niektórych
wypadkach na skutek otwartych manifestacji urządzanych przez te grupy. Miało to
miejsce właśnie na Kubie, gdzie zapowiedziano inwazję, rozgłaszając słowa Fidela
Castro: "W roku 1956 będziemy ludźmi wolnymi albo męczennikami".
Pierwszą zasadą rewolucjonistów winno być zachowanie absolutnej tajemnicy. Drugą
zasadą, równie ważną, . jest staranny dobór ludzi. Niekiedy taka selekcja jest
stosunkowo łatwa, a niekiedy jest niezwykle utrudniona. Należy bowiem używać
ludzi, którzy są pod ręką. Mogą to więc być długoletni uchodźcy polityczni lub
też ochotnicy, którzy się zgłosili do walki wyzwoleńczej. W tych warunkach jest
rzeczą niezwykle trudną sprawdzanie każdego ochotnika. Jeśliby się nawet
znaleźli wśród ochotników informatorzy nasłani przez reżym nieprzyjacielski,
niedopuszczalne jest, aby mogli oni informować swoje władze o mającej nastąpić
akcji. W okresie bowiem przygotowawczym do akcji zbrojnej wszyscy, którzy mają
brać w niej udział, powinni zostać zgrupowani w miejscowościach odległych, o
których tylko jedna lub dwie osoby mogą wiedzieć. W tych miejscowościach
ochotnicy znajdą się pod stałą, czujną kontrolą dowódców i będą całkowicie
odcięci od świata zewnętrznego. Podczas przygotowań do wymarszu lub podczas
pracy nad przeszkoleniem bojowym albo podczas ucieczki przed policją należy
utrzymywać ścisłą kontrolę nad nowymi ochotnikami i nad ludźmi, których
dokładnie się nie zna.
W warunkach konspiracji nikomu nie wolno mówić więcej, aniżeli to jest
koniecznie potrzebne. Po zgrupowaniu ochotników konieczne jest nawet kontrolować
ich korespondencję, aby dokładnie wiedzieć o wszystkich ich kontaktach. Nie
należy zezwolić, aby ochotnik mieszkał sam lub sam wychodził. Należy postarać
się, aby przyszły żołnierz armii wyzwoleńczej nie nawiązywał żadnych kontaktów
ze światem zewnętrznym. Inne poważne zagadnienie, które należy tu podkreślić ¦-
to stosunek do kobiet. Kobiety, które bywają tak bardzo użyteczne w walce, mogą
być bardzo niebezpieczne w warunkach wyżej opisanych. Wiadomo, jaką słabość do
kobiet mają młodzi ludzie, znajdujący się z dala od swego otoczenia, w sytuacji
niezwykle ciężkiej. Wrogowie znają tę słabość i nasyłają kobiety-szpiegów.
Niekiedy można z łatwością wykryć więzy łączące kobietę-szpiega z policją.
Jednak nawet w tych wypadkach, kiedy nie można tych kontaktów wykryć, nie należy
dopuszczać do nawiązywania z nimi jakichkolwiek stosunków.
Nie należy nigdy liczyć na to, że rząd kraju, w którym rewolucjoniści robią
przygotowania do wojny partyzanckiej, będzie im pomagał aż do końca. Może to być
rząd przyjazny im lub taki, który toleruje te przygotowania przez niedbałość.
Należy zawsze, z wyjątkiem niektórych wypadków wyjątkowych, być przygotowanym na
niebezpieczeństwo, tak jak by się przebywało w kraju nieprzyjacielskim.
Ilość ochotników, których mamy przygotować do akcji, zależna jest od zbyt wielu
warunków, ażeby można było wyznaczyć z góry ich liczbę. Można jedynie mówić o
najmniejszej ilości ochotników, którzy mogliby rozpocząć wojnę partyzancką.
Zważywszy, że mimo surowej selekcji istnieje możliwość dezercji i załamania się
niektórych uczestników - należy liczyć na trzydziestu -¦ pięćdziesięciu
ochotników co najmniej. Tej ilości wystarczy, aby rozpocząć walkę zbrojną w
jakimkolwiek południowoamerykańskim kraju, o terenach dogodnych dla partyzantki,
o ludności cierpiącej na głód ziemi, brak sprawiedliwości itp.
Jak już mówiliśmy, broń powinna być tego samego typu, jakiego używa
nieprzyjaciel. Przyjmując za pewnik niechęć każdego rządu do akcji zbrojnej,
dokonywanej na jego terytorium, grupy ochotników, przygotowujących się do tej
akcji, nie powinny liczyć ponad 50-100 ludzi. Oznacza to, że ilość ludzi,
mających rozpocząć wojnę partyzancką, może sięgać np. pięciuset lub więcej, ale
ludzie ci nie powinni być skoncentrowani w jednej grupie. Ilość taka - przede
wszystkim - zwraca uwagę, a w razie zdrady, interwencji zbrojnej, cała grupa
może być zlikwidowana.
Centralny klub uchodźców może być mniej lub więcej znany szerokiej publiczności.
Będą się tam gromadzić emigranci polityczni, mogą odbywać się zebrania,
przywódcy jednak powinni się tam pokazywać bardzo rzadko i nie wolno tam
przechowywać kompromitujących dokumentów. Mieszkania przywódców powinny być
zakonspirowane. Składy broni powinny być tak zakonspirowane, aby tylko jedna lub
dwie osoby o nich wiedziały. Powinny one być rozmieszczone w różnych
miejscowościach.
Bojownicy otrzymują broń w chwili, gdy wybucha wojna partyzancka. W ten sposób
uniknie się represji przeciw tym, którzy będą się ćwiczyli we władaniu bronią, a
także utraty broni, o którą jest tak trudno.
Należy ochotników przygotować do bardzo ciężkiej walki, do bardzo surowej
dyscypliny, do wysokich wymogów etycznych i do pełnego zrozumienia swoich zadań.
Muszą zrozumieć, że nie należy liczyć na łatwe zwycięstwo, że walka będzie
długa, że nie wykluczone są ciężkie klęski, że ruch może się znaleźć wobec
groźby zagłady i że jedynie wysoki poziom moralny, żelazna dyscyplina, wiara w
ostateczne zwycięstwo i zaufanie do dowództwa mogą partyzanta uratować. Takie
właśnie były doświadczenia wojny na Kubie, gdzie dwunastu ludzi potrafiło
stworzyć jądro armii partyzanckiej. Zostało to osiągnięte dzięki temu, że
zrealizowane zostały wszystkie wyżej wymienione warunki i że tym ruchem kierował
Fidel Castro.
Oprócz przygotowań o charakterze ideologicznym należy również przeprowadzić
dokładne przygotowania o charakterze praktycznym. Partyzanci wybierają
oczywiście dla swojej działalności okolicę górzystą albo bardzo niedostępną. W
każdym razie, gdziekolwiek by się znaleźli, podstawą działalności partyzanckiej
są przemarsze i dlatego w partyzantce nie mogą się znajdować ludzie, którzy
poruszają się powoli lub szybko się męczą. Aby ochotników zahartować, należy
przeprowadzać z nimi dniem i nocą wyczerpujące marsze, stopniowo przedłużając
je, wprowadzając współzawodnictwo w szybkości i doprowadzając uczestników do
ostatecznego wyczerpania.
Wyrobienie szybkości i odporności - oto jest cel tych ćwiczeń. Poza tym można
zapoznawać ochotników z pewnymi zagadnieniami teoretycznymi - takimi jak
umiejętność orientowania się w terenie, znajomość czytania map, różnych metod
akcji sabotażowej. Jeśli to jest możliwe, zapoznaje się ich również z karabinem,
uczy celnego strzelania i różnych sposobów wykorzystywania naboi.
Dla partyzanta konieczność oszczędzania amunicji powinna być czymś w rodzaju
dogmatu religijnego. W wypadku realizacji wszystkich tych warunków partyzantka
ma duże szansę osiągnięcia swojego celu.
2. OBRONA ZDOBYTEJ WŁADZY
Nie można oczywiście mówić o definitywnym zwycięstwie, nim
się nie zniszczyło armii popierających stary reżym. Nie koniec na tym - należy
dążyć do zburzenia całego aparatu państwowego tego reżymu. W tym podręczniku
partyzanta nie zajmujemy się jednak tymi zagadnieniami. Spróbujemy natomiast
przeanalizować zadania obrony narodowej w wypadku wojny, w wypadku agresji
przeciw nowej władzy.
Czeka nas przede wszystkim ofensywa przeciw wyzwolonemu krajowi ze strony tak
zwanej światowej opinii publicznej, "poważnej prasy", "prawdomównych" agencji
Stanów Zjednoczonych i innych krajów, rządzonych przez monopole. Ta ofensywa
będzie tym bardziej agresywna i systematyczna, im bardziej zdecydowane i planowe
będą reformy przeprowadzone na korzyść ludu. Dlatego nie wolno zostawić nawet
śladu po starej armii i nie wolno przyjmować starych wojskowych do nowej armii.
Militaryzm, mechaniczne posłuszeństwo, dawne pojęcia obowiązku wojskowego,
dyscypliny i moralności nie mogą być za jednym zamachem wykorzenione. Nie mogą
poza tym współżyć w jednym wojsku zwycięzcy - zahartowani w trudach wojennych,
szlachetni, dobroduszni, ale często pozbawieni wykształcenia - ze zwyciężonymi,
dumnymi ze swojego wojskowego wykształcenia, wyspecjalizowanymi w określonych
rodzajach broni lub posiadającymi rozległe wiadomości z dziedziny matematyki,
fortyfikacji, zaopatrzenia itd., nienawidzącymi "niekulturalnych" partyzantów.
Oczywiście, zdarzają się wojskowi, którzy zrywają z przeszłością i wstępują do
nowego wojska z zamiarem lojalnej współpracy. Tacy ludzie są podwójnie cenni,
łączą oni bowiem przywiązanie do ludu z wykształceniem niezbędnym dla nowej
armii ludowej. Po likwidacji starej armii i po zastąpieniu jej przez nową
powinna natychmiast nastąpić reorganizacja. Stara organizacja partyzancka,
oparta na silnych indywidualnościach, nawet w jakiejś mierze na wodzostwie,
powinna być zmieniona. Musimy zdać sobie przy tym sprawę z tego, 5e'
reorganizacja powinna mieć jako punkt wyjścia koncepcje operacyjne partyzantki.
Oznacza to zachowanie starej treści, ale ujęcie jej w nowe formy regularnej
armii. Nie powinno się powtarzać błędu, który popełniliśmy w pierwszych
miesiącach po zwycięstwie. Polegał on na tym, że chcieliśmy narzucić nowej armii
ludowej dyscyplinę starej organizacji wojskowej. Taki błąd może doprowadzić do
rozbicia i do dezorganizacji armii.
Już obecnie powinno się przystąpić do przygotowań do nowej wojny obronnej.
Przygotowania te powinny być podjęte przez armię ludową, przyzwyczajoną do dużej
stosunkowo niezależności dowódców i do wielkiej dynamiczności poszczególnych
grup. Armia stanie wobec dwóch problemów. Do zwycięskich szeregów naszej armii
wstąpią tysiące rewolucjonistów "z ostatniej chwili"; będą wśród nich zarówno
dobrzy, jak i źli. Wszyscy jednak będą musieli przejść przez rygory życia
partyzanckiego, a także odbyć przyspieszone i intensywne szkolenie polityczne.
Szkolenie to, które daje armii ludowej jedność ideologiczną, jest podstawą
bezpieczeństwa narodowego.
Drugim problemem jest trudność przystosowania się do nowych form
organizacyjnych. Należy natychmiast utworzyć organizację, która się zajmie
propagowaniem we wszystkich jednostkach wojskowych nowych zasad rewolucji.
Będzie ona wyjaśniać żołnierzom, chłopom i robotnikom istotę nowej
sprawiedliwości, powie im prawdę o przebiegu rewolucji, naświetli dążenia, w
imię których zginęło tylu towarzyszy.
Poza szkoleniem politycznym powinno się również prowadzić kursy w zakresie
szkoły podstawowej, które pozwolą w pierwszym okresie zlikwidować analfabetyzm,
a w okresie późniejszym stopniowo podnosić poziom wykształcenia Armii
Rewolucyjnej. Powstanie w ten sposób armia o wysokim poziomie technicznym,
oparta o solidną bazę ideologiczną i wyróżniająca się wspaniałą siłą bojową.
Można następnie szkolić starych bojowników na specjalnych kursach, aby mogli
stać się zawodowymi oficerami. Można poza tym wprowadzić przeszkolenie wojskowe
całej lub części młodzieży w formie obowiązkowej lub ochotniczej służby
wojskowej. Zależy to od sytuacji w danym kraju, nie można narzucać ogólnych
reguł.
Wszystko, co powiemy poniżej, jest opinią dowództwa Armii Powstańczej w sprawie
polityki, jaką należy prowadzić na Kubie, wychodząc z założenia, że istnieje
konkretna groźba inwazji z zewnątrz i biorąc pod uwagę sytuację międzynarodową z
końca 1959 i początku 1960 roku. Oznacza to, że nie tworzymy na podstawie
naszych wydarzeń projektów przeznaczonych dla innych krajów, odwrotnie -
wyciągamy wnioski z doświadczeń innych narodów, aby je zastosować w obronie
naszego kraju.
3. ANALIZA OBECNEJ SYTUACJI NA KUBIE ORAZ PERSPEKTYWY NA PRZYSZŁOŚĆ
Już minął rok od czasu ucieczki dyktatora, w wyniku
zdecydowanej cywilnej i zbrojnej walki ludu kubańskiego. Osiągnięcia rządu w
dziedzinie społecznej, gospodarczej i politycznej są olbrzymie. Należy teraz
przeprowadzić analizę sytuacji, ocenić znaczenie każdego osiągnięcia i pokazać
naszemu narodowi dokładny zasięg rewolucji kubańskiej. Ta rewolucja narodowa, o
charakterze przede wszystkim agrarnym, ale poparta entuzjastycznie przez klasę
robotniczą, warstwy średnie i dotychczas popierana nawet przez przemysłowców, ma
doniosłe znaczenie dla całego kontynentu amerykańskiego, a nawet dla całego
świata.
Nie chodzi tu o to, aby dać przegląd, nawet najbardziej pobieżny, wszystkich
reform przeprowadzonych na korzyść ludu. Wystarczy podkreślić niektóre z nich,
wskazując jednocześnie na logiczny związek między nimi.
Pierwsze posunięcia, niweczące nadzieje klas pasożytniczych, to były dekrety o
obniżce komornego, opłat za światło i za telefony. Po raz pierwszy poczuli
niepokój wszyscy ci, którzy dotychczas uważali Fidela Castro i innych przywódców
rewolucji za politykierów starej daty, za głupców, którymi łatwo będzie
manewrować, za ludzi wyróżniających się jedynie swoimi brodami. Zaczęli oni
wreszcie podejrzewać, że ci ludzie reprezentują coś nowego, coś, co się wywodzi
z łona ludu, i że ich przywilejom grozi niebezpieczeństwo. Słowo "komunizm"
zaczęło krążyć dokoła przywódców rewolucji i partyzantów, a w konsekwencji słowo
"antykomunizm" zaczęło jednoczyć tych wszystkich, którzy czuli się zawiedzeni,
którzy zostali pozbawieni swoich niesprawiedliwych dochodów.
Dekrety o ziemi opuszczonej lub o sprzedaży na kredyt, również wywołały niepokój
lichwiarzy. Były to jednak tylko małe potyczki z reakcją. Wszystko jeszcze
wyglądało dobrze i wyrażano nadzieję, że ten "zwariowany chłopak", Fidel Castro,
przyjmie "dobre rady" i da się poprowadzić drogą "demokratyczną" przez takich
Dubois lub Porter.
Dekret o reformie rolnej stał się potężnym wstrząsem. Większość ludzi
dotkniętych tą reformą otworzyła wreszcie oczy. Poprzednio jeszcze
przedstawiciel reakcji, Ga-ston Baguero, w przewidywaniu rozwoju wypadków
wycofał się na spokojne wody dyktatury hiszpańskiej. Jednak niektórzy wciąż
jeszcze myśleli, że prawo jest tylko prawem i że były już takie rządy, które
wydawały prawa, teoretycznie korzystne dla ludu, w praktyce jednak przybierające
zupełnie inną postać. I to niespokojne i dziwaczne dziecko, noszące nazwę INRA,
było na początku obserwowane niechętnym acz przymilnym okiem z wieży nauk
socjalnych i ekonomicznych, dokąd nie sięgały prymitywne umysły partyzantów.
INRA jednak śmiało poszedł naprzód, jak traktor lub jak czołg bojowy, niszcząc
na swojej drodze latyfundia, tworząc nowe stosunki społeczne ona wsi. Reforma
rolna wysunęła się na czoło wszystkich reform, dokonanych dotychczas w Ameryce.
Była to reforma antyfeudalna, gdyż nie tylko zlikwidowała latyfundia, ale
przekreśliła wszystkie zobowiązania do płacenia renty w naturze i zniosła także
stosunki niewolnicze, które się utrzymały głównie na plantacjach kawy i tytoniu.
Była to poza tym reforma rolna, która zniweczyła presję, wywieraną na chłopów
przez monopole. Reforma ofiarowała robotnikom i chłopom, którzy zostali
nadzieleni ziemią, pomoc techniczną w postaci maszyn i obsługującego je
personelu, pomoc finansową w postaci kredytów INRA i banków państwowych. Poza
tym z wielkim rozmachem rozwinął się we wschodnich prowincjach, a rozwija się
także i w pozostałych częściach kraju, tzw. Związek Sklepów Ludowych, który
usuwa pośredników, płacąc sprawiedliwą cenę za zbiory.
Cechą wyróżniającą reformę rolną na Kubie spośród reform rolnych w trzech innych
krajach Ameryki (Meksyk, Guatemala, Boliwia) jest bezkompromisowość w jej
przeprowadzaniu. Ta reforma rolna respektuje tylko prawa ludu i nie dyskryminuje
żadnej klasy lub narodowości. Traktuje tak samo United Fruit lub King Ranch jak
obszarników kreolskich.
W tych warunkach szybko rozwija się produkcja niektórych, niezwykle dla kraju
ważnych, upraw, jak ryżu, roślin oleistych i bawełny. Naród jednak na tym nie
poprzestanie, aż wyzwoli wszystkie swoje zagrabione bogactwa. Bogate złoża
mineralne Kuby, które były przedmiotem walk między monopolami i obiektem ich
eksploatacji, zostały praktycznie już wyzwolone przez dekret o złożach
naftowych. Ten dekret, tak samo jak reforma rolna i wszystkie inne ustawy wydane
przez rewolucję, odpowiada potrzebom życiowym narodu, który chce być wolny,
który chce być panem własnej gospodarki, który dąży do podniesienia dobrobytu i
do postępu. Reformy te, będące przykładem dla całego kontynentu amerykańskiego,
wzbudzają uzasadnione obawy monopoli naftowych. Nie oznacza to, że Kuba
spowodowała duże straty monopoli naftowych. Kraj ten bowiem nie jest poważnym
dostawcą płynnego paliwa, chociaż istnieją uzasadnione nadzieje, że wydobędziemy
dość ropy, aby móc pokryć potrzeby wewnętrzne. Jednak Kuba jest żywym przykładem
dla bohaterskich narodów Ameryki. Wiele z tych krajów przekształcono w prywatną
domenę monopoli, inne są popychane do bratobójczych walk, aby zadowolić apetyty
poróżnionych ze sobą trustów. Przykład Kuby dowodzi, że można dokonać tego
samego. Mała wyspa na Morzu Karaibskim nie tylko odważyła się zlikwidować
własność potężnego Foster Dullesa, Uinited Fruit Co, ale zaatakowała również
domenę Rockefellera oraz koncernu Deutsch.
Reforma rolna i dekret o kopalniach stanowią odpowiedź ludu kubańskiego tym
wszystkim, którzy chcą go rzucić na kolana grożąc użyciem siły, nalotami
lotniczymi i podobnymi środkami.
Niektórzy twierdzą, że dekret o kopalniach jest tak samo ważny jak reforma
rolna. Biorąc jednak pod uwagę gospodarkę całego kraju, uważamy, że reforma
rolna ma większe znaczenie. Obserwujemy ponadto nowe zjawisko: 25-procentowy
podatek, który towarzystwa muszą płacić za wywóz naszych kopalin, nie tylko
przyczynia się do wzrostu dobrobytu ludności Kuby, ale jednocześnie wzmacnia
pozycję monopoli kanadyjskich w ich wal-oe z monopolami -eksploatującymi nasz
nikiel. Rewolucja kubańska zatem nie tylko likwiduje obszarnictwo, ogranicza
zyski monopoli zagranicznych i zagranicznych pośredników zajmujących się
importem, reprezentuje w Ameryce Łacińskiej nową politykę, odważa się ona
również na podważenie ustalonego stosunku sił między gigantami kopalnianymi.
Rewolucja kubańska zrywa wszystkie bariery wznoszone przez agencje prasowe i
rozpowszechnia swoją prawdę wśród amerykańskich mas ludowych, dążących do
lepszego życia. Kuba jest symbolem nowego nacjonalizmu, a Fidel Castro symbolem
wyzwolenia.
Mała wyspa o obszarze 114 000 km2 i 6,5 miliona mieszkańców stoi obecnie na
czele walki antykolonialnej w Ameryce. Mniej słabe gospodarczo kraje Ameryki
kolonialnej, które rozwijają swój narodowy kapitalizm w stałej walce - często
gwałtownej i bezlitosnej - przeciw monopolom zagranicznym, stopniowo ustępują
miejsca temu małemu krajowi, reprezentującemu nową wolność. Rządom tych krajów
brak sił, aby doprowadzić walkę do końca. Walka ta bowiem nie jest ani prosta,
ani wolna od niebezpieczeństw i trudności. Aby doprowadzić tę walkę do końca w
warunkach prawie zupełnego osamotnienia, tak jak my ją prowadzimy w Ameryce,
konieczne jest poparcie całego ludu. Nasze zwycięstwo świadczy również o
ideowości i ofiarności przywódców rewolucji. Małe kraje próbowały już przedtem
zająć to czołowe stanowisko: była to Guatemala, ojczyzna ąuentza-la - ptaka,
który umiera, kiedy próbuje się go oswoić; Guatemala Indianina Tecumi Uman,
który zginął broniąc swego kraju przed agresją kolonizatorów. Była to również
Boliwia, ojczyzna Morilla, męczennika sprawy niepodległości. Musiał on ustąpić
wobec straszliwych trudności walki. Domagał się likwidacji starej armii, reformy
rolnej i nacjonalizacji kopalń, będących źródłem bogactw tego kraju, a
jednocześnie i źródłem jego nieszczęść. Wytyczne Morilla były wzorem dla
rewolucji kubańskiej.
Kuba zna te wysiłki, wie o klęskach i trudnościach, ale zdaje sobie również
sprawę, że znajduje się w przededniu nowej ery w historii świata. Pod naciskiem
walki narodowej i ludowej w Azji i Afryce fundamenty kolonializmu zostały już
obalone. Tendencje do jednoczenia się ludów nie tłumaczą się więzią religijną,
obyczajową lub rasową. Te tendencje wywodzą się z podobieństwa systemów
gospodarczych i warunków społecznych oraz ze wspólnego dążenia do postępu i
rozwoju swoich sił. Azja i Afryka podają obecnie ręce tu, w Ha wannie, całej
Ameryce kolonialnej i upośledzonej pod względem narodowościowym.
Wobec walki ludów wielkie mocarstwa kolonialne były zmuszone pójść na ustępstwa.
Belgia i Holandia - to dwie karykatury imperializmu. Niemcy i Włochy utraciły
swoje kolonie. Francja zaangażowana jest w wojnie, która z góry jest już dla
niej przegrana. Anglia zaś, ze swoją zręczną dyplomacją, likwiduje władzę
polityczną, utrzymując swoje wpływy gospodarcze.
Kapitalizm północnoamerykański zastąpił niektóre stare mocarstwa kolonialne w
młodych krajach, rozpoczynających swój byt niepodległy. Wie on jednak, że stan
ten jest przejściowy i że jego spekulacje finansowe nie mają realnych widoków na
dalszą metę. Orzeł imperialny ma już obcięte szpony. Kolonializm zmarł lub
umiera śmiercią naturalną we wszystkich tych krajach.
Inna jest sytuacja w Ameryce Łacińskiej. Od dłuższego już czasu lew brytyjski
musiał wypuścić kontynent amerykański ze swych łap, a młodzi i sympatyczni
kapitaliści północnoamerykańscy zainstalowali podobne instytucje, jakie mieli tu
Anglicy, nadając im formę "demokratyczną". Następnie narzucili swoje panowanie
nad każdą z dwudziestu republik.
Kraje te stanowią posiadłość kolonialną monopoli północnoamerykańskich. Gdyby
wszystkie narody Ameryki Łacińskiej podniosły sztandar niezawisłości, tak jak to
zrobiła Kuba, monopoliści byliby zmuszeni przystosować się do nowej sytuacji
polityczno-ekonomicznej i musieliby godzić się na poważne obcięcie swoich
zysków. Monopole nie lubią ograniczać swoich zysków, a przykład Kuby, ten "zły
przykład" obrony godności narodowej, szerzy się we wszystkich krajach Ameryki
Łacińskiej. Za każdym razem, gdy jakiś zrozpaczony naród zrywa się do walki,
oskarża się o to Kubę. W istocie, w pewnej mierze Kuba ponosi za to winę, gdyż
pokazała innym drogę do zbrojnej walki ludu przeciw armiom, które uważane były
za niezwyciężone.
Monopoliści nie mogą spokojnie spać, dopóki istnieje zły przykład Kuby, dopóki
kraj ten stawia czoło niebezpieczeństwu i idzie nadal ku lepszej przyszłości.
"Należy go zniszczyć" - wołają przedstawiciele tych monopoli. "Sytuacja na Kubie
wywołuje nasze zaniepokojenie" - mówią przebieglejsi obrońcy trustów. Wszyscy
jednak wiemy, że przez to również rozumieją: "Należy zniszczyć Kubę".
Jakie wobec tego istnieją możliwości zniszczenia tego złego przykładu? Jedna
droga jest czysto gospodarcza. Można ograniczyć kredyty udzielane przez banki
północnoamerykańskie kupcom, bankom kubańskim, jak również dla Banku Narodowego
Kuby. Można również wpłynąć na swoich wspólników w Europie zachodniej, aby
postąpili tak samo. To jednak nie wystarcza.
Odmowa udzielenia kredytów wywołuje poważny "wstrząs ekonomiczny, ale po pewnym
czasie sytuacja się poprawia, bilans handlowy się wyrównuje, kraj przyzwyczaja
się do nowej sytuacji. Wtedy zwiększa się presję. Zaczyna się mówić o
ograniczeniu kwoty na import cukru. Agencje monopoli wyjmują w pośpiechu swoje
maszyny do liczenia, przeprowadzają wszelkie możliwe kalkulacje i wreszcie
dochodzą do wniosku, że zmniejszenie kwoty jest bardzo niebezpieczne, a
całkowite zniesienie jest niemożliwe. Dlaczego jest to niebezpieczne? Niemożliwe
jest zniesienie tych kwot, gdyż Kuba jest największym, najlojalniejszym i
najtańszym dostawcą cukru dla Stanów Zjednoczonych, a także ze względu na to, że
60% kapitałów, związanych bezpośrednio z produkcją i handlem cukrem, należy do
północnych Amerykanów. Ponadto zerwanie umowy handlowej jest złym przykładem.
Sprawa jednak nie polega tylko na tym. Fakt, że Stany Zjednoczone płacą za
cukier kubański prawie o 3 centy drożej, niż wynoszą ceny na rynku światowym,
tłumaczy się jedynie tym, że nie są one zdolne produkować taniego cukru. Wysoki
poziom płac i niskie urodzaje nie pozwalają temu krajowi konkurować z cenami
kubańskimi. Pod pozorem przepłacania za cukier Stany Zjednoczone narzucały
Kubie, i nie tylko Kubie, bardzo ciężkie warunki.
Istnieją jeszcze inne słabe punkty, w których można nacisnąć na gospodarkę
kubańską, na przykład zaopatrzenie w surowce, m. in. w bawełnę. Wiadomo jednak,
że istnieje na świecie nadprodukcja bawełny i że wszelkie trudności w tej
dziedzinie mogą być tylko chwilowe. Sprawa staje się znacznie poważniejsza, gdy
chodzi o paliwa. Bez paliw cały kraj może zostać sparaliżowany, a Kuba produkuje
bardzo mało ropy. Posiada jedynie trochę smoły, którą można palić w kotłach i
uruchamiać maszyny parowe. Można również użyć alkoholu, aby uruchomić pojazdy
mechaniczne. Na świecie jednak jest dużo nafty. Naftę może sprzedać Egipt,
Związek Radziecki, a wkrótce prawdopodobnie będzie ją można kupić w Iraku.
Szantaże czysto ekonomiczne nie są więc dostatecznie skuteczne.
Jeśli do sankcji gospodarczych doda się jeszcze wystąpienia agresywne ze strony
pewnych marionetek północnoamerykańskich, takich np. jak rząd San Domingo,
sprawa może przybrać obrót groźniejszy. Ostatecznie, musiałaby jednak
interweniować ONZ, tak że i te poczynania nie dałyby rezultatu.
Jednak OPA (Organizacja Państw Amerykańskich) tworzy niebezpieczny precedens
interwencji. Pod pretekstem akcji przeciwko Trujillo monopole próbują utorować
sobie drogę do agresji. Ubolewać należy, że demokracja Wenezueli postawiła nas
wobec konieczności oponowania przeciw walce z Trujillo.
Spośród innych ewentualnych aktów agresji wymienić należy zamach terrorystyczny
na "zwariowanego chłopca", Fidela Castro, który stał się dla monopoli głównym
obiektem nienawiści. Dobrze by było, aby dwaj inni niebezpieczni "agenci
międzynarodowi", Raul Castro i autor tej książeczki, zostali również zgładzeni.
Jest to rozwiązanie niezmiernie kuszące, zwłaszcza gdyby udało się osiągnąć ten
rezultat w zamachu zorganizowanym na wszystkie te trzy osoby jednocześnie. Tym
niemniej zamach na samego tylko przywódcę też byłby korzystny dla reakcji. (Nie
zapominajcie jednak, panowie monopoliści, o wszechpotężnych masach ludowych,
które w obliczu takiej zbrodni zmiażdżyłyby każdego, kto brałby pośrednio czy
bezpośrednio udział w zamachu i nikt nie mógłby ich od tego powstrzymać.)
Utrudnia się Kubie zakupy sprzętu wojskowego, aby w ten sposób zmusić nas do
zakupu broni w krajach komunistycznych. To umożliwi rozpoczęcie prawdziwej
nagonki na nasz kraj. Jeden z członków naszego rządu powiedział ostatnio: "być
może, że nas zaatakują jako "komunistów", nie zlikwidują nas jednak, jak
głupców".
Zarysowuje się więc ewentualność bezpośredniej agresji ze strony monopoli i
możliwe jest, że sprawę tę już rozważają mózgi elektronowe FBI. Istnieje poza
tym wariant hiszpański: agresja zostałaby w tym wypadku rozpoczęta przez
emigrantów politycznych, popartych przez ochotników. Ochotnicy ci mogą być w
istocie najemnikami lub po prostu żołnierzami obcego mocarstwa, wspomaganymi
przez flotę wojenną i lotnictwo. Można również zainscenizować najazd jakiegoś
państwa, np. San Domingo, które wyśle swoich żołnierzy i najemników, aby ginęli
na naszych plażach. W ten -sposób wojna zostanie sprowokowana, co pozwoli
"bezinteresownej" ojczyźnie monopoli oświadczyć, że nie chce interweniować w tej
nieszczęsnej walce bratobójczej i że postara się ją zamrozić i ograniczyć do jej
aktualnego zasięgu. Wtedy pancerniki, krążowniki, niszczyciele, lotniskowce,
łodzie podwodne, torpedowce i samoloty będą patrolowały nasze morze i niebo.
Może się wówczas zdarzyć, że czujni obrońcy pokoju na kontynencie amerykańskim
nie przepuszczą, co prawda, ani jednego statku do Kuby, wielu statkom jednak,
kierującym się do portów nieszczęśliwej ojczyzny Trujillo, uda się umknąć przed
czujnością tych stróżów pokoju. Interwencja może się również odbyć pod firmą
jakiegoś "autorytatywnego" organu międzyamerykańskiego, aby zakończyć
"zwariowaną wojnę", wywołaną przez "komunizm" na naszej wyspie. Jeśli zaś
mechanizm tej "autorytatywnej" organizacji amerykańskiej zatnie się, monopole
będą mogły same przeprowadzić bezpośrednią interwencję zbrojną w imieniu owej
organizacji, aby zaprowadzić spokój i obronić "interesy narodu".
Możliwe, że pierwsze posunięcie będzie skierowane nie przeciw nam, ale przeciw
konstytucyjnemu rządowi Wenezueli, w celu zlikwidowania ostatniego punktu oporu
na kontynencie amerykańskim. Jeśli to nastąpi, wtedy ośrodek walki
antykoloniainej może się przenieść z Kuby do wielkiej ojczyzny Boliwara. Naród
Wenezueli wystąpi w obronie swej wolności z. entuzjazmem ludzi, świadomych tego,
że walka, która się toczy, jest decydująca, że klęska pociągnie za sobą
najczarniejszą niewolę, zwycięstwo zaś otworzy przed Ameryką wspaniałą
przyszłość. Wojny ludowe wybuchną wtedy w innych krajach Ameryki Łacińskiej,
wyzwalając je spod panowania monopoli północnoamerykańskich.
Można przytoczyć wiele argumentów, przemawiających przeciw ewentualności
zwycięstwa nieprzyjaciela, ale oto dwa argumenty zasadnicze: żyjemy w roku 1960,
który jest rokiem narodów gospodarczo mało rozwiniętych, rokiem narodów
wyzwolonych, rokiem, w którym nareszcie dochodzą do głosu miliony ludzi, którymi
nie rządzą fabrykanci armat i kapitaliści. Drugim argumentem o jeszcze większym
znaczeniu jest fakt, że armia sześciu milionów Kubańczyków schwyci za broń, jak
jeden mąż, w obronie swego terytorium i swojej rewolucji. Będzie to wojna, w
której armia będzie organiczną częścią narodu pod bronią. Gdyby zaś armia ta
miała ulec zniszczeniu w wyniku ofensywy frontalnej, setki ugrupowań
partyzanckich - dowodzonych przez dynamicznych dowódców, inspirowanych z
centralnego ośrodka - rozpoczną walkę we wszystkich zakątkach kraju. W miastach
robotnicy będą stawiali opór na zakładach pracy, chłopi zaś będą atakowali
najeźdźcę spoza każdej palmy, zza każdej miedzy.
Na całym zaś świecie solidarność międzynarodowa wzniesie barierę z setek
milionów ludzi, protestujących przeciwko agresji.
Nasze jednostki lądowe będą walczyły ofiarnie, zdecydowanie, z entuzjazmem, do
jakiego tylko zdolni są synowie rewolucji kubańskiej w obecnym, sławnym okresie
naszej historii. W najgorszym jednak wypadku, nawet po zniszczeniu na froncie
armii, nasze jednostki bojowe pozostaną oddziałami zdolnymi do walki. Innymi
słowy, wobec wielkiej koncentracji wojsk nieprzyjaciela i rozbicia koncentracji
naszych wojsk, natychmiast powstanie ruchliwa armia partyzancka. Dowódcy
oddzielnych kolumn będą prowadzić niezależne operacje wojenne, ale będą podlegać
dowództwu naczelnemu, ukrytemu gdzieś w głębi kraju, które opracuje strategię
każdego etapu wojny.
Pasma górskie będą stanowiły ostateczną linię obrony Armii Powstańczej. Walka
będzie się jednak toczyła o każdy dom wiejski, o każdą drogę, o każdy pagórek, o
każdy kawałek ziemi ojczystej.
Ponieważ nasze jednostki piechoty nie będą dysponowały ciężką bronią,
skoncentrują one swoje wysiłki na obronie przeciwczołgowej i przeciwlotniczej.
Liczne miny, bazooki lub granaty, ruchliwe armaty przeciwlotnicze oraz baterie
moździerzy będą stanowiły naszą broń o dość znacznej sile ognia. Stary żołnierz
piechoty uzbrojony w broń automatyczną będzie wiedział, jaką wartość przedstawia
amunicja, będzie się więc o nią troszczył z całym oddaniem. Każda jednostka
będzie wyposażona w specjalne urządzenia do ponownego ładowania naboi tak, że
nawet w bardzo trudnych warunkach nie zbraknie jej amunicji.
Nasze lotnictwo zostanie prawdopodobnie mocno przetrzebione na pierwszym etapie
inwazji. Przyjmijmy, że inwazji dokona wielkie mocarstwo lub małe państwo,
korzystające z otwartego lub ukrytego poparcia wielkiego mocarstwa. Lotnictwo
narodowe, jak już powiedziałem, zostanie w tych warunkach zniszczone w całości
lub częściowo. Pozostaną tylko samoloty zwiadowcze lub łączności, w pierwszym
rzędzie - helikoptery.
Marynarka wojenna również będzie miała strukturę przystosowaną do tej
elastycznej strategii. Małe ślizgacze, poruszające się bardzo szybko, będą
trudno uchwytnym celem dla artylerii i lotnictwa nieprzyjacielskiego. Wielką
rozpacz armii nieprzyjacielskiej wywoła nieuchwytność wroga, z którym mogłaby
stoczyć poważniejszy bój. Wszystko przedstawi się w konsystencji galaretowatej,
ruchomej, niemożliwej do przeniknięcia. Nie ma solidnego frontu, ale
jednocześnie jest się atakowanym ze wszystkich stron!
Niełatwo jednak jest zadać dobrze przygotowanej armii ludowej klęskę, nawet w
ofensywie frontalnej. Armia ta liczy w pierwszym rzędzie na poparcie ze strony
dwóch najliczniejszych klas społecznych, a mianowicie chłopów i robotników.
Chłopi wykazali już swoją bojowość, zatrzymując małą bandę maruderów w okolicach
Pinar del Rio. Większość chłopów otrzyma przeszkolenie wojskowe w miejscu swego
zamieszkania. Dowódcy zaś plutonów i wyżsi rangą oficerowie są już obecnie
szkoleni w bazach wojskowych. Dowódcy ci zostaną rozesłani do wszystkich
trzydziestu okręgów, na które kraj nasz został podzielony, aby tam zorganizować
ośrodki walki chłopskiej, których zadaniem będzie obrona swej ziemi, swych
zdobyczy socjalnych, swych domów, swych kanałów, swoich zbiorów i swojej dopiero
co wywalczonej niezależności, jednym słowem swego prawa do życia.
Te grupy chłopskie będą stawiały zacięty opór nieprzyjacielowi, ale jeśli
ofensywa nieprzyjaciela będzie zbyt silna, rozbiją się na małe grupki
partyzanckie. Każdy chłop będzie za dnia spokojnym rolnikiem, nocą zaś zamieni
się w straszliwego partyzanta. Coś podobnego stanie się z robotnikami. Najlepsi
z nich otrzymają wyszkolenie, aby móc później dowodzić swoimi towarzyszami i
przekazać im elementarne umiejętności wojskowe. Każda warstwa społeczna otrzyma
inne zadania do wykonania. Chłop będzie prowadził klasyczną walkę partyzancką.
Powinien się więc nauczyć snajperskiego strzelania oraz umieć wykorzystywać
nierówności terenu dla ukrycia się przed pościgiem. Robotnik natomiast ma to
ułatwienie, że znajduje się w ogromnej fortecy, jaką jest współczesne miasto,
nie może jednak być ruchliwy. Robotnik w pierwszym rzędzie nauczy się zamykać
ulice barykadami, budowanymi z pojazdów, mebli, różnego rodzaju sprzętów, oraz
zamieniać każdą dzielnicę w fortecę, w której wewnętrzne linie komunikacyjne
będą prowadziły przez otwory wybite w ścianach. Powinien również nauczyć się
obchodzenia z "coctailem Mołotowa" oraz koordynowania ognia z licznych
strzelnic, jakimi będą otwory okienne.
Masy robotnicze, policja narodowa oraz oddziały wojska wyznaczone do obrony
miast stworzą razem potężną siłę zbrojną, ale w ostateczności zostaną one
poświęcone. Walka zbrojna w tych warunkach nie może bowiem osiągnąć tej
elastyczności, jaką posiada walka zbrojna na wsi. Nieprzyjaciel będzie używał
czołgów, które padną ofiarą ataków ze strony ludności. Wkrótce bowiem ludność
nauczy się wykorzystywać ich słabe strony i przestanie się ich obawiać. Zanim
jednak to nastąpi, poniesie ona wielkie ofiary.
Będą również istniały organizacje sprzymierzone z organizacjami robotniczymi i
chłopskimi: w pierwszym rzędzie milicja studencka, kierowana przez Armię
Powstańczą, ogólne organizacje młodzieżowe, organizacje kobiece, które wykonają
wszystkie prace pomocnicze, jak gotowanie, leczenie chorych i rannych, pranie
itp. Dowiodą one swoim towarzyszom pod bronią, że w trudnych sytuacjach nigdy
ich nie zabraknie. Wszystko to da się osiągnąć poprzez szeroką pracę
organizacyjną wśród mas ludowych.
Konieczna jest również cierpliwa praca wychowawcza, polegająca głównie na akcji
wyjaśniania masom ludowym charakteru i celów rewolucji.
Na każdym zebraniu, wiecu itp. należy komentować, wyjaśniać i studiować prawa
rządzące rewolucją. Należy również odczytywać przed zebranymi przemówienia
naszych przywódców, które .powinny być komentowane i dyskutowane. Na wsi należy
zbierać chłopów przed radiem lub telewizorem, aby mogli wspólnie wysłuchiwać
sprawozdań członków rządu i przemówień naszych wybitnych mężów etanu.
Należy dążyć do tego, aby lud rozumiał nasze posunięcia polityczne, będące
wyrazem jego dążeń i aspiracji i zachowywać jednocześnie nieustanną czujność
rewolucyjną wobec wszelkich wystąpień antyludowych. Trzeba wzmocnić morale
szeregów rewolucyjnych, chronić je przed infiltracją niebezpiecznych tendencji
oportunistycznych. Żaden rewolucjonista, który dopuściłby się wykroczenia, nie
może liczyć na pobłażliwość z tytułu swej rewolucyjnej przeszłości. Musi zostać
ukarany, choć jego poprzednie zasługi mogą wpłynąć na wymiar kary.
Należy rozwijać kult pracy, przede wszystkim kult pracy kolektywnej i
wykonywanej dla dobra społeczeństwa. Należy popierać organizowanie ochotniczych
brygad pracy, podejmujących się budowy dróg, mostów, ośrodków szkolnych itp.
Ochotnicy ci bowiem czynem wyrażają swoją miłość ojczyzny.
Armii, która związana jest nierozerwalnymi więzami z ludem,, z masami chłopów i
robotników, która opanowała technikę wojenną i jest nastawiona psychicznie na
wielkie wyrzeczenia, takiej armii nikt nie pokona. Do takiej armii stosuje się
słowa naszego nieśmiertelnego Camilla, "nasze wojsko jest ludem w mundurach".
Monopole zagraniczne dążą do zlikwidowania złego przykładu, jakim ich zdaniem
jest rewolucyjna Kuba. Ich plany są jednak skazane na fiasko. Przed krajem
naszym otwiera się piękna i szczęśliwa przyszłość.