Rozdział IV DOPISKI
1. Organizacja pierwszego ruchu partyzanckiego w warunkach nielegalności
2. Obrona zdobytej władzy.
3. Epilog: analiza aktualnej sytuacji na Kubie oraz perspektyw na przyszłość

1. ORGANIZACJA PIERWSZEGO RUCHU PARTYZANCKIEGO W WARUNKACH NIELEGALNOŚCI

Wojna partyzancka podlega zarówno ogólnym prawom wojennym, jak również własnym specyficznym prawom. Źródłem jej jest akcja konspiracyjna, prowadzona przez małą grupę inicjatorów. Akcję tę rozpoczyna przybycie konspiratorów z obcego kraju lub inicjują ją drobne komórki rozsiane w pewnych rejonach. Jeśli ruch rewolucyjny powstaje jako spontaniczna akcja grupy ludzi, mająca na celu opór wobec gwałtów, dokonywanych przez rząd - zorganizowanie oddziału partyzanckiego może niekiedy uchronić ten ruch przed zagładą. Na ogół jednak walka partyzancka ma swój początek w świadomej woli rewolucjonistów. Jakiś przywódca o dużym autorytecie wśród mas ludowych organizuje ten ruch, aby wyzwolić swój naród. Przywódca ten musi zazwyczaj pracować w trudnych warunkach w obcym kraju.
Prawie wszystkie ruchy ludowe, walczące przeciw dyktatorom, były słabo przygotowane, skutkiem czego inicjatorzy tych ruchów na ogół nie stosowali się do reguł konspiracji, wymagającej pracy niezwykle ostrożnej.
Najczęściej o zamiarach danej grupy lub grup władze zostają poinformowane przez policję lub też dowiadują się o tym na skutek nieostrożności, a w niektórych wypadkach na skutek otwartych manifestacji urządzanych przez te grupy. Miało to miejsce właśnie na Kubie, gdzie zapowiedziano inwazję, rozgłaszając słowa Fidela Castro: "W roku 1956 będziemy ludźmi wolnymi albo męczennikami".
Pierwszą zasadą rewolucjonistów winno być zachowanie absolutnej tajemnicy. Drugą zasadą, równie ważną, . jest staranny dobór ludzi. Niekiedy taka selekcja jest stosunkowo łatwa, a niekiedy jest niezwykle utrudniona. Należy bowiem używać ludzi, którzy są pod ręką. Mogą to więc być długoletni uchodźcy polityczni lub też ochotnicy, którzy się zgłosili do walki wyzwoleńczej. W tych warunkach jest rzeczą niezwykle trudną sprawdzanie każdego ochotnika. Jeśliby się nawet znaleźli wśród ochotników informatorzy nasłani przez reżym nieprzyjacielski, niedopuszczalne jest, aby mogli oni informować swoje władze o mającej nastąpić akcji. W okresie bowiem przygotowawczym do akcji zbrojnej wszyscy, którzy mają brać w niej udział, powinni zostać zgrupowani w miejscowościach odległych, o których tylko jedna lub dwie osoby mogą wiedzieć. W tych miejscowościach ochotnicy znajdą się pod stałą, czujną kontrolą dowódców i będą całkowicie odcięci od świata zewnętrznego. Podczas przygotowań do wymarszu lub podczas pracy nad przeszkoleniem bojowym albo podczas ucieczki przed policją należy utrzymywać ścisłą kontrolę nad nowymi ochotnikami i nad ludźmi, których dokładnie się nie zna.
W warunkach konspiracji nikomu nie wolno mówić więcej, aniżeli to jest koniecznie potrzebne. Po zgrupowaniu ochotników konieczne jest nawet kontrolować ich korespondencję, aby dokładnie wiedzieć o wszystkich ich kontaktach. Nie należy zezwolić, aby ochotnik mieszkał sam lub sam wychodził. Należy postarać się, aby przyszły żołnierz armii wyzwoleńczej nie nawiązywał żadnych kontaktów ze światem zewnętrznym. Inne poważne zagadnienie, które należy tu podkreślić ¦- to stosunek do kobiet. Kobiety, które bywają tak bardzo użyteczne w walce, mogą być bardzo niebezpieczne w warunkach wyżej opisanych. Wiadomo, jaką słabość do kobiet mają młodzi ludzie, znajdujący się z dala od swego otoczenia, w sytuacji niezwykle ciężkiej. Wrogowie znają tę słabość i nasyłają kobiety-szpiegów. Niekiedy można z łatwością wykryć więzy łączące kobietę-szpiega z policją. Jednak nawet w tych wypadkach, kiedy nie można tych kontaktów wykryć, nie należy dopuszczać do nawiązywania z nimi jakichkolwiek stosunków.
Nie należy nigdy liczyć na to, że rząd kraju, w którym rewolucjoniści robią przygotowania do wojny partyzanckiej, będzie im pomagał aż do końca. Może to być rząd przyjazny im lub taki, który toleruje te przygotowania przez niedbałość. Należy zawsze, z wyjątkiem niektórych wypadków wyjątkowych, być przygotowanym na niebezpieczeństwo, tak jak by się przebywało w kraju nieprzyjacielskim.
Ilość ochotników, których mamy przygotować do akcji, zależna jest od zbyt wielu warunków, ażeby można było wyznaczyć z góry ich liczbę. Można jedynie mówić o najmniejszej ilości ochotników, którzy mogliby rozpocząć wojnę partyzancką. Zważywszy, że mimo surowej selekcji istnieje możliwość dezercji i załamania się niektórych uczestników - należy liczyć na trzydziestu -¦ pięćdziesięciu ochotników co najmniej. Tej ilości wystarczy, aby rozpocząć walkę zbrojną w jakimkolwiek południowoamerykańskim kraju, o terenach dogodnych dla partyzantki, o ludności cierpiącej na głód ziemi, brak sprawiedliwości itp.
Jak już mówiliśmy, broń powinna być tego samego typu, jakiego używa nieprzyjaciel. Przyjmując za pewnik niechęć każdego rządu do akcji zbrojnej, dokonywanej na jego terytorium, grupy ochotników, przygotowujących się do tej akcji, nie powinny liczyć ponad 50-100 ludzi. Oznacza to, że ilość ludzi, mających rozpocząć wojnę partyzancką, może sięgać np. pięciuset lub więcej, ale ludzie ci nie powinni być skoncentrowani w jednej grupie. Ilość taka - przede wszystkim - zwraca uwagę, a w razie zdrady, interwencji zbrojnej, cała grupa może być zlikwidowana.
Centralny klub uchodźców może być mniej lub więcej znany szerokiej publiczności. Będą się tam gromadzić emigranci polityczni, mogą odbywać się zebrania, przywódcy jednak powinni się tam pokazywać bardzo rzadko i nie wolno tam przechowywać kompromitujących dokumentów. Mieszkania przywódców powinny być zakonspirowane. Składy broni powinny być tak zakonspirowane, aby tylko jedna lub dwie osoby o nich wiedziały. Powinny one być rozmieszczone w różnych miejscowościach.
Bojownicy otrzymują broń w chwili, gdy wybucha wojna partyzancka. W ten sposób uniknie się represji przeciw tym, którzy będą się ćwiczyli we władaniu bronią, a także utraty broni, o którą jest tak trudno.
Należy ochotników przygotować do bardzo ciężkiej walki, do bardzo surowej dyscypliny, do wysokich wymogów etycznych i do pełnego zrozumienia swoich zadań. Muszą zrozumieć, że nie należy liczyć na łatwe zwycięstwo, że walka będzie długa, że nie wykluczone są ciężkie klęski, że ruch może się znaleźć wobec groźby zagłady i że jedynie wysoki poziom moralny, żelazna dyscyplina, wiara w ostateczne zwycięstwo i zaufanie do dowództwa mogą partyzanta uratować. Takie właśnie były doświadczenia wojny na Kubie, gdzie dwunastu ludzi potrafiło stworzyć jądro armii partyzanckiej. Zostało to osiągnięte dzięki temu, że zrealizowane zostały wszystkie wyżej wymienione warunki i że tym ruchem kierował Fidel Castro.
Oprócz przygotowań o charakterze ideologicznym należy również przeprowadzić dokładne przygotowania o charakterze praktycznym. Partyzanci wybierają oczywiście dla swojej działalności okolicę górzystą albo bardzo niedostępną. W każdym razie, gdziekolwiek by się znaleźli, podstawą działalności partyzanckiej są przemarsze i dlatego w partyzantce nie mogą się znajdować ludzie, którzy poruszają się powoli lub szybko się męczą. Aby ochotników zahartować, należy przeprowadzać z nimi dniem i nocą wyczerpujące marsze, stopniowo przedłużając je, wprowadzając współzawodnictwo w szybkości i doprowadzając uczestników do ostatecznego wyczerpania.
Wyrobienie szybkości i odporności - oto jest cel tych ćwiczeń. Poza tym można zapoznawać ochotników z pewnymi zagadnieniami teoretycznymi - takimi jak umiejętność orientowania się w terenie, znajomość czytania map, różnych metod akcji sabotażowej. Jeśli to jest możliwe, zapoznaje się ich również z karabinem, uczy celnego strzelania i różnych sposobów wykorzystywania naboi.
Dla partyzanta konieczność oszczędzania amunicji powinna być czymś w rodzaju dogmatu religijnego. W wypadku realizacji wszystkich tych warunków partyzantka ma duże szansę osiągnięcia swojego celu.

2. OBRONA ZDOBYTEJ WŁADZY

Nie można oczywiście mówić o definitywnym zwycięstwie, nim się nie zniszczyło armii popierających stary reżym. Nie koniec na tym - należy dążyć do zburzenia całego aparatu państwowego tego reżymu. W tym podręczniku partyzanta nie zajmujemy się jednak tymi zagadnieniami. Spróbujemy natomiast przeanalizować zadania obrony narodowej w wypadku wojny, w wypadku agresji przeciw nowej władzy.
Czeka nas przede wszystkim ofensywa przeciw wyzwolonemu krajowi ze strony tak zwanej światowej opinii publicznej, "poważnej prasy", "prawdomównych" agencji
Stanów Zjednoczonych i innych krajów, rządzonych przez monopole. Ta ofensywa będzie tym bardziej agresywna i systematyczna, im bardziej zdecydowane i planowe będą reformy przeprowadzone na korzyść ludu. Dlatego nie wolno zostawić nawet śladu po starej armii i nie wolno przyjmować starych wojskowych do nowej armii. Militaryzm, mechaniczne posłuszeństwo, dawne pojęcia obowiązku wojskowego, dyscypliny i moralności nie mogą być za jednym zamachem wykorzenione. Nie mogą poza tym współżyć w jednym wojsku zwycięzcy - zahartowani w trudach wojennych, szlachetni, dobroduszni, ale często pozbawieni wykształcenia - ze zwyciężonymi, dumnymi ze swojego wojskowego wykształcenia, wyspecjalizowanymi w określonych rodzajach broni lub posiadającymi rozległe wiadomości z dziedziny matematyki, fortyfikacji, zaopatrzenia itd., nienawidzącymi "niekulturalnych" partyzantów.
Oczywiście, zdarzają się wojskowi, którzy zrywają z przeszłością i wstępują do nowego wojska z zamiarem lojalnej współpracy. Tacy ludzie są podwójnie cenni, łączą oni bowiem przywiązanie do ludu z wykształceniem niezbędnym dla nowej armii ludowej. Po likwidacji starej armii i po zastąpieniu jej przez nową powinna natychmiast nastąpić reorganizacja. Stara organizacja partyzancka, oparta na silnych indywidualnościach, nawet w jakiejś mierze na wodzostwie, powinna być zmieniona. Musimy zdać sobie przy tym sprawę z tego, 5e' reorganizacja powinna mieć jako punkt wyjścia koncepcje operacyjne partyzantki. Oznacza to zachowanie starej treści, ale ujęcie jej w nowe formy regularnej armii. Nie powinno się powtarzać błędu, który popełniliśmy w pierwszych miesiącach po zwycięstwie. Polegał on na tym, że chcieliśmy narzucić nowej armii ludowej dyscyplinę starej organizacji wojskowej. Taki błąd może doprowadzić do rozbicia i do dezorganizacji armii.
Już obecnie powinno się przystąpić do przygotowań do nowej wojny obronnej. Przygotowania te powinny być podjęte przez armię ludową, przyzwyczajoną do dużej stosunkowo niezależności dowódców i do wielkiej dynamiczności poszczególnych grup. Armia stanie wobec dwóch problemów. Do zwycięskich szeregów naszej armii wstąpią tysiące rewolucjonistów "z ostatniej chwili"; będą wśród nich zarówno dobrzy, jak i źli. Wszyscy jednak będą musieli przejść przez rygory życia partyzanckiego, a także odbyć przyspieszone i intensywne szkolenie polityczne. Szkolenie to, które daje armii ludowej jedność ideologiczną, jest podstawą bezpieczeństwa narodowego.
Drugim problemem jest trudność przystosowania się do nowych form organizacyjnych. Należy natychmiast utworzyć organizację, która się zajmie propagowaniem we wszystkich jednostkach wojskowych nowych zasad rewolucji. Będzie ona wyjaśniać żołnierzom, chłopom i robotnikom istotę nowej sprawiedliwości, powie im prawdę o przebiegu rewolucji, naświetli dążenia, w imię których zginęło tylu towarzyszy.
Poza szkoleniem politycznym powinno się również prowadzić kursy w zakresie szkoły podstawowej, które pozwolą w pierwszym okresie zlikwidować analfabetyzm, a w okresie późniejszym stopniowo podnosić poziom wykształcenia Armii Rewolucyjnej. Powstanie w ten sposób armia o wysokim poziomie technicznym, oparta o solidną bazę ideologiczną i wyróżniająca się wspaniałą siłą bojową.
Można następnie szkolić starych bojowników na specjalnych kursach, aby mogli stać się zawodowymi oficerami. Można poza tym wprowadzić przeszkolenie wojskowe całej lub części młodzieży w formie obowiązkowej lub ochotniczej służby wojskowej. Zależy to od sytuacji w danym kraju, nie można narzucać ogólnych reguł.
Wszystko, co powiemy poniżej, jest opinią dowództwa Armii Powstańczej w sprawie polityki, jaką należy prowadzić na Kubie, wychodząc z założenia, że istnieje konkretna groźba inwazji z zewnątrz i biorąc pod uwagę sytuację międzynarodową z końca 1959 i początku 1960 roku. Oznacza to, że nie tworzymy na podstawie naszych wydarzeń projektów przeznaczonych dla innych krajów, odwrotnie - wyciągamy wnioski z doświadczeń innych narodów, aby je zastosować w obronie naszego kraju.

3. ANALIZA OBECNEJ SYTUACJI NA KUBIE ORAZ PERSPEKTYWY NA PRZYSZŁOŚĆ

Już minął rok od czasu ucieczki dyktatora, w wyniku zdecydowanej cywilnej i zbrojnej walki ludu kubańskiego. Osiągnięcia rządu w dziedzinie społecznej, gospodarczej i politycznej są olbrzymie. Należy teraz przeprowadzić analizę sytuacji, ocenić znaczenie każdego osiągnięcia i pokazać naszemu narodowi dokładny zasięg rewolucji kubańskiej. Ta rewolucja narodowa, o charakterze przede wszystkim agrarnym, ale poparta entuzjastycznie przez klasę robotniczą, warstwy średnie i dotychczas popierana nawet przez przemysłowców, ma doniosłe znaczenie dla całego kontynentu amerykańskiego, a nawet dla całego świata.
Nie chodzi tu o to, aby dać przegląd, nawet najbardziej pobieżny, wszystkich reform przeprowadzonych na korzyść ludu. Wystarczy podkreślić niektóre z nich, wskazując jednocześnie na logiczny związek między nimi.
Pierwsze posunięcia, niweczące nadzieje klas pasożytniczych, to były dekrety o obniżce komornego, opłat za światło i za telefony. Po raz pierwszy poczuli niepokój wszyscy ci, którzy dotychczas uważali Fidela Castro i innych przywódców rewolucji za politykierów starej daty, za głupców, którymi łatwo będzie manewrować, za ludzi wyróżniających się jedynie swoimi brodami. Zaczęli oni wreszcie podejrzewać, że ci ludzie reprezentują coś nowego, coś, co się wywodzi z łona ludu, i że ich przywilejom grozi niebezpieczeństwo. Słowo "komunizm" zaczęło krążyć dokoła przywódców rewolucji i partyzantów, a w konsekwencji słowo "antykomunizm" zaczęło jednoczyć tych wszystkich, którzy czuli się zawiedzeni, którzy zostali pozbawieni swoich niesprawiedliwych dochodów.
Dekrety o ziemi opuszczonej lub o sprzedaży na kredyt, również wywołały niepokój lichwiarzy. Były to jednak tylko małe potyczki z reakcją. Wszystko jeszcze wyglądało dobrze i wyrażano nadzieję, że ten "zwariowany chłopak", Fidel Castro, przyjmie "dobre rady" i da się poprowadzić drogą "demokratyczną" przez takich Dubois lub Porter.
Dekret o reformie rolnej stał się potężnym wstrząsem. Większość ludzi dotkniętych tą reformą otworzyła wreszcie oczy. Poprzednio jeszcze przedstawiciel reakcji, Ga-ston Baguero, w przewidywaniu rozwoju wypadków wycofał się na spokojne wody dyktatury hiszpańskiej. Jednak niektórzy wciąż jeszcze myśleli, że prawo jest tylko prawem i że były już takie rządy, które wydawały prawa, teoretycznie korzystne dla ludu, w praktyce jednak przybierające zupełnie inną postać. I to niespokojne i dziwaczne dziecko, noszące nazwę INRA, było na początku obserwowane niechętnym acz przymilnym okiem z wieży nauk socjalnych i ekonomicznych, dokąd nie sięgały prymitywne umysły partyzantów. INRA jednak śmiało poszedł naprzód, jak traktor lub jak czołg bojowy, niszcząc na swojej drodze latyfundia, tworząc nowe stosunki społeczne ona wsi. Reforma rolna wysunęła się na czoło wszystkich reform, dokonanych dotychczas w Ameryce. Była to reforma antyfeudalna, gdyż nie tylko zlikwidowała latyfundia, ale przekreśliła wszystkie zobowiązania do płacenia renty w naturze i zniosła także stosunki niewolnicze, które się utrzymały głównie na plantacjach kawy i tytoniu. Była to poza tym reforma rolna, która zniweczyła presję, wywieraną na chłopów przez monopole. Reforma ofiarowała robotnikom i chłopom, którzy zostali nadzieleni ziemią, pomoc techniczną w postaci maszyn i obsługującego je personelu, pomoc finansową w postaci kredytów INRA i banków państwowych. Poza tym z wielkim rozmachem rozwinął się we wschodnich prowincjach, a rozwija się także i w pozostałych częściach kraju, tzw. Związek Sklepów Ludowych, który usuwa pośredników, płacąc sprawiedliwą cenę za zbiory.
Cechą wyróżniającą reformę rolną na Kubie spośród reform rolnych w trzech innych krajach Ameryki (Meksyk, Guatemala, Boliwia) jest bezkompromisowość w jej przeprowadzaniu. Ta reforma rolna respektuje tylko prawa ludu i nie dyskryminuje żadnej klasy lub narodowości. Traktuje tak samo United Fruit lub King Ranch jak obszarników kreolskich.
W tych warunkach szybko rozwija się produkcja niektórych, niezwykle dla kraju ważnych, upraw, jak ryżu, roślin oleistych i bawełny. Naród jednak na tym nie poprzestanie, aż wyzwoli wszystkie swoje zagrabione bogactwa. Bogate złoża mineralne Kuby, które były przedmiotem walk między monopolami i obiektem ich eksploatacji, zostały praktycznie już wyzwolone przez dekret o złożach naftowych. Ten dekret, tak samo jak reforma rolna i wszystkie inne ustawy wydane przez rewolucję, odpowiada potrzebom życiowym narodu, który chce być wolny, który chce być panem własnej gospodarki, który dąży do podniesienia dobrobytu i do postępu. Reformy te, będące przykładem dla całego kontynentu amerykańskiego, wzbudzają uzasadnione obawy monopoli naftowych. Nie oznacza to, że Kuba spowodowała duże straty monopoli naftowych. Kraj ten bowiem nie jest poważnym dostawcą płynnego paliwa, chociaż istnieją uzasadnione nadzieje, że wydobędziemy dość ropy, aby móc pokryć potrzeby wewnętrzne. Jednak Kuba jest żywym przykładem dla bohaterskich narodów Ameryki. Wiele z tych krajów przekształcono w prywatną domenę monopoli, inne są popychane do bratobójczych walk, aby zadowolić apetyty poróżnionych ze sobą trustów. Przykład Kuby dowodzi, że można dokonać tego samego. Mała wyspa na Morzu Karaibskim nie tylko odważyła się zlikwidować własność potężnego Foster Dullesa, Uinited Fruit Co, ale zaatakowała również domenę Rockefellera oraz koncernu Deutsch.
Reforma rolna i dekret o kopalniach stanowią odpowiedź ludu kubańskiego tym wszystkim, którzy chcą go rzucić na kolana grożąc użyciem siły, nalotami lotniczymi i podobnymi środkami.
Niektórzy twierdzą, że dekret o kopalniach jest tak samo ważny jak reforma rolna. Biorąc jednak pod uwagę gospodarkę całego kraju, uważamy, że reforma rolna ma większe znaczenie. Obserwujemy ponadto nowe zjawisko: 25-procentowy podatek, który towarzystwa muszą płacić za wywóz naszych kopalin, nie tylko przyczynia się do wzrostu dobrobytu ludności Kuby, ale jednocześnie wzmacnia pozycję monopoli kanadyjskich w ich wal-oe z monopolami -eksploatującymi nasz nikiel. Rewolucja kubańska zatem nie tylko likwiduje obszarnictwo, ogranicza zyski monopoli zagranicznych i zagranicznych pośredników zajmujących się importem, reprezentuje w Ameryce Łacińskiej nową politykę, odważa się ona również na podważenie ustalonego stosunku sił między gigantami kopalnianymi. Rewolucja kubańska zrywa wszystkie bariery wznoszone przez agencje prasowe i rozpowszechnia swoją prawdę wśród amerykańskich mas ludowych, dążących do lepszego życia. Kuba jest symbolem nowego nacjonalizmu, a Fidel Castro symbolem wyzwolenia.
Mała wyspa o obszarze 114 000 km2 i 6,5 miliona mieszkańców stoi obecnie na czele walki antykolonialnej w Ameryce. Mniej słabe gospodarczo kraje Ameryki kolonialnej, które rozwijają swój narodowy kapitalizm w stałej walce - często gwałtownej i bezlitosnej - przeciw monopolom zagranicznym, stopniowo ustępują miejsca temu małemu krajowi, reprezentującemu nową wolność. Rządom tych krajów brak sił, aby doprowadzić walkę do końca. Walka ta bowiem nie jest ani prosta, ani wolna od niebezpieczeństw i trudności. Aby doprowadzić tę walkę do końca w warunkach prawie zupełnego osamotnienia, tak jak my ją prowadzimy w Ameryce, konieczne jest poparcie całego ludu. Nasze zwycięstwo świadczy również o ideowości i ofiarności przywódców rewolucji. Małe kraje próbowały już przedtem zająć to czołowe stanowisko: była to Guatemala, ojczyzna ąuentza-la - ptaka, który umiera, kiedy próbuje się go oswoić; Guatemala Indianina Tecumi Uman, który zginął broniąc swego kraju przed agresją kolonizatorów. Była to również Boliwia, ojczyzna Morilla, męczennika sprawy niepodległości. Musiał on ustąpić wobec straszliwych trudności walki. Domagał się likwidacji starej armii, reformy rolnej i nacjonalizacji kopalń, będących źródłem bogactw tego kraju, a jednocześnie i źródłem jego nieszczęść. Wytyczne Morilla były wzorem dla rewolucji kubańskiej.
Kuba zna te wysiłki, wie o klęskach i trudnościach, ale zdaje sobie również sprawę, że znajduje się w przededniu nowej ery w historii świata. Pod naciskiem walki narodowej i ludowej w Azji i Afryce fundamenty kolonializmu zostały już obalone. Tendencje do jednoczenia się ludów nie tłumaczą się więzią religijną, obyczajową lub rasową. Te tendencje wywodzą się z podobieństwa systemów gospodarczych i warunków społecznych oraz ze wspólnego dążenia do postępu i rozwoju swoich sił. Azja i Afryka podają obecnie ręce tu, w Ha wannie, całej Ameryce kolonialnej i upośledzonej pod względem narodowościowym.
Wobec walki ludów wielkie mocarstwa kolonialne były zmuszone pójść na ustępstwa. Belgia i Holandia - to dwie karykatury imperializmu. Niemcy i Włochy utraciły swoje kolonie. Francja zaangażowana jest w wojnie, która z góry jest już dla niej przegrana. Anglia zaś, ze swoją zręczną dyplomacją, likwiduje władzę polityczną, utrzymując swoje wpływy gospodarcze.
Kapitalizm północnoamerykański zastąpił niektóre stare mocarstwa kolonialne w młodych krajach, rozpoczynających swój byt niepodległy. Wie on jednak, że stan ten jest przejściowy i że jego spekulacje finansowe nie mają realnych widoków na dalszą metę. Orzeł imperialny ma już obcięte szpony. Kolonializm zmarł lub umiera śmiercią naturalną we wszystkich tych krajach.
Inna jest sytuacja w Ameryce Łacińskiej. Od dłuższego już czasu lew brytyjski musiał wypuścić kontynent amerykański ze swych łap, a młodzi i sympatyczni kapitaliści północnoamerykańscy zainstalowali podobne instytucje, jakie mieli tu Anglicy, nadając im formę "demokratyczną". Następnie narzucili swoje panowanie nad każdą z dwudziestu republik.
Kraje te stanowią posiadłość kolonialną monopoli północnoamerykańskich. Gdyby wszystkie narody Ameryki Łacińskiej podniosły sztandar niezawisłości, tak jak to zrobiła Kuba, monopoliści byliby zmuszeni przystosować się do nowej sytuacji polityczno-ekonomicznej i musieliby godzić się na poważne obcięcie swoich zysków. Monopole nie lubią ograniczać swoich zysków, a przykład Kuby, ten "zły przykład" obrony godności narodowej, szerzy się we wszystkich krajach Ameryki Łacińskiej. Za każdym razem, gdy jakiś zrozpaczony naród zrywa się do walki, oskarża się o to Kubę. W istocie, w pewnej mierze Kuba ponosi za to winę, gdyż pokazała innym drogę do zbrojnej walki ludu przeciw armiom, które uważane były za niezwyciężone.
Monopoliści nie mogą spokojnie spać, dopóki istnieje zły przykład Kuby, dopóki kraj ten stawia czoło niebezpieczeństwu i idzie nadal ku lepszej przyszłości. "Należy go zniszczyć" - wołają przedstawiciele tych monopoli. "Sytuacja na Kubie wywołuje nasze zaniepokojenie" - mówią przebieglejsi obrońcy trustów. Wszyscy jednak wiemy, że przez to również rozumieją: "Należy zniszczyć Kubę".
Jakie wobec tego istnieją możliwości zniszczenia tego złego przykładu? Jedna droga jest czysto gospodarcza. Można ograniczyć kredyty udzielane przez banki północnoamerykańskie kupcom, bankom kubańskim, jak również dla Banku Narodowego Kuby. Można również wpłynąć na swoich wspólników w Europie zachodniej, aby postąpili tak samo. To jednak nie wystarcza.
Odmowa udzielenia kredytów wywołuje poważny "wstrząs ekonomiczny, ale po pewnym czasie sytuacja się poprawia, bilans handlowy się wyrównuje, kraj przyzwyczaja się do nowej sytuacji. Wtedy zwiększa się presję. Zaczyna się mówić o ograniczeniu kwoty na import cukru. Agencje monopoli wyjmują w pośpiechu swoje maszyny do liczenia, przeprowadzają wszelkie możliwe kalkulacje i wreszcie dochodzą do wniosku, że zmniejszenie kwoty jest bardzo niebezpieczne, a całkowite zniesienie jest niemożliwe. Dlaczego jest to niebezpieczne? Niemożliwe jest zniesienie tych kwot, gdyż Kuba jest największym, najlojalniejszym i najtańszym dostawcą cukru dla Stanów Zjednoczonych, a także ze względu na to, że 60% kapitałów, związanych bezpośrednio z produkcją i handlem cukrem, należy do północnych Amerykanów. Ponadto zerwanie umowy handlowej jest złym przykładem. Sprawa jednak nie polega tylko na tym. Fakt, że Stany Zjednoczone płacą za cukier kubański prawie o 3 centy drożej, niż wynoszą ceny na rynku światowym, tłumaczy się jedynie tym, że nie są one zdolne produkować taniego cukru. Wysoki poziom płac i niskie urodzaje nie pozwalają temu krajowi konkurować z cenami kubańskimi. Pod pozorem przepłacania za cukier Stany Zjednoczone narzucały Kubie, i nie tylko Kubie, bardzo ciężkie warunki.
Istnieją jeszcze inne słabe punkty, w których można nacisnąć na gospodarkę kubańską, na przykład zaopatrzenie w surowce, m. in. w bawełnę. Wiadomo jednak, że istnieje na świecie nadprodukcja bawełny i że wszelkie trudności w tej dziedzinie mogą być tylko chwilowe. Sprawa staje się znacznie poważniejsza, gdy chodzi o paliwa. Bez paliw cały kraj może zostać sparaliżowany, a Kuba produkuje bardzo mało ropy. Posiada jedynie trochę smoły, którą można palić w kotłach i uruchamiać maszyny parowe. Można również użyć alkoholu, aby uruchomić pojazdy mechaniczne. Na świecie jednak jest dużo nafty. Naftę może sprzedać Egipt, Związek Radziecki, a wkrótce prawdopodobnie będzie ją można kupić w Iraku. Szantaże czysto ekonomiczne nie są więc dostatecznie skuteczne.
Jeśli do sankcji gospodarczych doda się jeszcze wystąpienia agresywne ze strony pewnych marionetek północnoamerykańskich, takich np. jak rząd San Domingo, sprawa może przybrać obrót groźniejszy. Ostatecznie, musiałaby jednak interweniować ONZ, tak że i te poczynania nie dałyby rezultatu.
Jednak OPA (Organizacja Państw Amerykańskich) tworzy niebezpieczny precedens interwencji. Pod pretekstem akcji przeciwko Trujillo monopole próbują utorować sobie drogę do agresji. Ubolewać należy, że demokracja Wenezueli postawiła nas wobec konieczności oponowania przeciw walce z Trujillo.
Spośród innych ewentualnych aktów agresji wymienić należy zamach terrorystyczny na "zwariowanego chłopca", Fidela Castro, który stał się dla monopoli głównym obiektem nienawiści. Dobrze by było, aby dwaj inni niebezpieczni "agenci międzynarodowi", Raul Castro i autor tej książeczki, zostali również zgładzeni. Jest to rozwiązanie niezmiernie kuszące, zwłaszcza gdyby udało się osiągnąć ten rezultat w zamachu zorganizowanym na wszystkie te trzy osoby jednocześnie. Tym niemniej zamach na samego tylko przywódcę też byłby korzystny dla reakcji. (Nie zapominajcie jednak, panowie monopoliści, o wszechpotężnych masach ludowych, które w obliczu takiej zbrodni zmiażdżyłyby każdego, kto brałby pośrednio czy bezpośrednio udział w zamachu i nikt nie mógłby ich od tego powstrzymać.)
Utrudnia się Kubie zakupy sprzętu wojskowego, aby w ten sposób zmusić nas do zakupu broni w krajach komunistycznych. To umożliwi rozpoczęcie prawdziwej nagonki na nasz kraj. Jeden z członków naszego rządu powiedział ostatnio: "być może, że nas zaatakują jako "komunistów", nie zlikwidują nas jednak, jak głupców".
Zarysowuje się więc ewentualność bezpośredniej agresji ze strony monopoli i możliwe jest, że sprawę tę już rozważają mózgi elektronowe FBI. Istnieje poza tym wariant hiszpański: agresja zostałaby w tym wypadku rozpoczęta przez emigrantów politycznych, popartych przez ochotników. Ochotnicy ci mogą być w istocie najemnikami lub po prostu żołnierzami obcego mocarstwa, wspomaganymi przez flotę wojenną i lotnictwo. Można również zainscenizować najazd jakiegoś państwa, np. San Domingo, które wyśle swoich żołnierzy i najemników, aby ginęli na naszych plażach. W ten -sposób wojna zostanie sprowokowana, co pozwoli "bezinteresownej" ojczyźnie monopoli oświadczyć, że nie chce interweniować w tej nieszczęsnej walce bratobójczej i że postara się ją zamrozić i ograniczyć do jej aktualnego zasięgu. Wtedy pancerniki, krążowniki, niszczyciele, lotniskowce, łodzie podwodne, torpedowce i samoloty będą patrolowały nasze morze i niebo. Może się wówczas zdarzyć, że czujni obrońcy pokoju na kontynencie amerykańskim nie przepuszczą, co prawda, ani jednego statku do Kuby, wielu statkom jednak, kierującym się do portów nieszczęśliwej ojczyzny Trujillo, uda się umknąć przed czujnością tych stróżów pokoju. Interwencja może się również odbyć pod firmą jakiegoś "autorytatywnego" organu międzyamerykańskiego, aby zakończyć "zwariowaną wojnę", wywołaną przez "komunizm" na naszej wyspie. Jeśli zaś mechanizm tej "autorytatywnej" organizacji amerykańskiej zatnie się, monopole będą mogły same przeprowadzić bezpośrednią interwencję zbrojną w imieniu owej organizacji, aby zaprowadzić spokój i obronić "interesy narodu".
Możliwe, że pierwsze posunięcie będzie skierowane nie przeciw nam, ale przeciw konstytucyjnemu rządowi Wenezueli, w celu zlikwidowania ostatniego punktu oporu na kontynencie amerykańskim. Jeśli to nastąpi, wtedy ośrodek walki antykoloniainej może się przenieść z Kuby do wielkiej ojczyzny Boliwara. Naród Wenezueli wystąpi w obronie swej wolności z. entuzjazmem ludzi, świadomych tego, że walka, która się toczy, jest decydująca, że klęska pociągnie za sobą najczarniejszą niewolę, zwycięstwo zaś otworzy przed Ameryką wspaniałą przyszłość. Wojny ludowe wybuchną wtedy w innych krajach Ameryki Łacińskiej, wyzwalając je spod panowania monopoli północnoamerykańskich.
Można przytoczyć wiele argumentów, przemawiających przeciw ewentualności zwycięstwa nieprzyjaciela, ale oto dwa argumenty zasadnicze: żyjemy w roku 1960, który jest rokiem narodów gospodarczo mało rozwiniętych, rokiem narodów wyzwolonych, rokiem, w którym nareszcie dochodzą do głosu miliony ludzi, którymi nie rządzą fabrykanci armat i kapitaliści. Drugim argumentem o jeszcze większym znaczeniu jest fakt, że armia sześciu milionów Kubańczyków schwyci za broń, jak jeden mąż, w obronie swego terytorium i swojej rewolucji. Będzie to wojna, w której armia będzie organiczną częścią narodu pod bronią. Gdyby zaś armia ta miała ulec zniszczeniu w wyniku ofensywy frontalnej, setki ugrupowań partyzanckich - dowodzonych przez dynamicznych dowódców, inspirowanych z centralnego ośrodka - rozpoczną walkę we wszystkich zakątkach kraju. W miastach robotnicy będą stawiali opór na zakładach pracy, chłopi zaś będą atakowali najeźdźcę spoza każdej palmy, zza każdej miedzy.
Na całym zaś świecie solidarność międzynarodowa wzniesie barierę z setek milionów ludzi, protestujących przeciwko agresji.
Nasze jednostki lądowe będą walczyły ofiarnie, zdecydowanie, z entuzjazmem, do jakiego tylko zdolni są synowie rewolucji kubańskiej w obecnym, sławnym okresie naszej historii. W najgorszym jednak wypadku, nawet po zniszczeniu na froncie armii, nasze jednostki bojowe pozostaną oddziałami zdolnymi do walki. Innymi słowy, wobec wielkiej koncentracji wojsk nieprzyjaciela i rozbicia koncentracji naszych wojsk, natychmiast powstanie ruchliwa armia partyzancka. Dowódcy oddzielnych kolumn będą prowadzić niezależne operacje wojenne, ale będą podlegać dowództwu naczelnemu, ukrytemu gdzieś w głębi kraju, które opracuje strategię każdego etapu wojny.
Pasma górskie będą stanowiły ostateczną linię obrony Armii Powstańczej. Walka będzie się jednak toczyła o każdy dom wiejski, o każdą drogę, o każdy pagórek, o każdy kawałek ziemi ojczystej.
Ponieważ nasze jednostki piechoty nie będą dysponowały ciężką bronią, skoncentrują one swoje wysiłki na obronie przeciwczołgowej i przeciwlotniczej. Liczne miny, bazooki lub granaty, ruchliwe armaty przeciwlotnicze oraz baterie moździerzy będą stanowiły naszą broń o dość znacznej sile ognia. Stary żołnierz piechoty uzbrojony w broń automatyczną będzie wiedział, jaką wartość przedstawia amunicja, będzie się więc o nią troszczył z całym oddaniem. Każda jednostka będzie wyposażona w specjalne urządzenia do ponownego ładowania naboi tak, że nawet w bardzo trudnych warunkach nie zbraknie jej amunicji.
Nasze lotnictwo zostanie prawdopodobnie mocno przetrzebione na pierwszym etapie inwazji. Przyjmijmy, że inwazji dokona wielkie mocarstwo lub małe państwo, korzystające z otwartego lub ukrytego poparcia wielkiego mocarstwa. Lotnictwo narodowe, jak już powiedziałem, zostanie w tych warunkach zniszczone w całości lub częściowo. Pozostaną tylko samoloty zwiadowcze lub łączności, w pierwszym rzędzie - helikoptery.
Marynarka wojenna również będzie miała strukturę przystosowaną do tej elastycznej strategii. Małe ślizgacze, poruszające się bardzo szybko, będą trudno uchwytnym celem dla artylerii i lotnictwa nieprzyjacielskiego. Wielką rozpacz armii nieprzyjacielskiej wywoła nieuchwytność wroga, z którym mogłaby stoczyć poważniejszy bój. Wszystko przedstawi się w konsystencji galaretowatej, ruchomej, niemożliwej do przeniknięcia. Nie ma solidnego frontu, ale jednocześnie jest się atakowanym ze wszystkich stron!
Niełatwo jednak jest zadać dobrze przygotowanej armii ludowej klęskę, nawet w ofensywie frontalnej. Armia ta liczy w pierwszym rzędzie na poparcie ze strony dwóch najliczniejszych klas społecznych, a mianowicie chłopów i robotników. Chłopi wykazali już swoją bojowość, zatrzymując małą bandę maruderów w okolicach Pinar del Rio. Większość chłopów otrzyma przeszkolenie wojskowe w miejscu swego zamieszkania. Dowódcy zaś plutonów i wyżsi rangą oficerowie są już obecnie szkoleni w bazach wojskowych. Dowódcy ci zostaną rozesłani do wszystkich trzydziestu okręgów, na które kraj nasz został podzielony, aby tam zorganizować ośrodki walki chłopskiej, których zadaniem będzie obrona swej ziemi, swych zdobyczy socjalnych, swych domów, swych kanałów, swoich zbiorów i swojej dopiero co wywalczonej niezależności, jednym słowem swego prawa do życia.
Te grupy chłopskie będą stawiały zacięty opór nieprzyjacielowi, ale jeśli ofensywa nieprzyjaciela będzie zbyt silna, rozbiją się na małe grupki partyzanckie. Każdy chłop będzie za dnia spokojnym rolnikiem, nocą zaś zamieni się w straszliwego partyzanta. Coś podobnego stanie się z robotnikami. Najlepsi z nich otrzymają wyszkolenie, aby móc później dowodzić swoimi towarzyszami i przekazać im elementarne umiejętności wojskowe. Każda warstwa społeczna otrzyma inne zadania do wykonania. Chłop będzie prowadził klasyczną walkę partyzancką. Powinien się więc nauczyć snajperskiego strzelania oraz umieć wykorzystywać nierówności terenu dla ukrycia się przed pościgiem. Robotnik natomiast ma to ułatwienie, że znajduje się w ogromnej fortecy, jaką jest współczesne miasto, nie może jednak być ruchliwy. Robotnik w pierwszym rzędzie nauczy się zamykać ulice barykadami, budowanymi z pojazdów, mebli, różnego rodzaju sprzętów, oraz zamieniać każdą dzielnicę w fortecę, w której wewnętrzne linie komunikacyjne będą prowadziły przez otwory wybite w ścianach. Powinien również nauczyć się obchodzenia z "coctailem Mołotowa" oraz koordynowania ognia z licznych strzelnic, jakimi będą otwory okienne.
Masy robotnicze, policja narodowa oraz oddziały wojska wyznaczone do obrony miast stworzą razem potężną siłę zbrojną, ale w ostateczności zostaną one poświęcone. Walka zbrojna w tych warunkach nie może bowiem osiągnąć tej elastyczności, jaką posiada walka zbrojna na wsi. Nieprzyjaciel będzie używał czołgów, które padną ofiarą ataków ze strony ludności. Wkrótce bowiem ludność nauczy się wykorzystywać ich słabe strony i przestanie się ich obawiać. Zanim jednak to nastąpi, poniesie ona wielkie ofiary.
Będą również istniały organizacje sprzymierzone z organizacjami robotniczymi i chłopskimi: w pierwszym rzędzie milicja studencka, kierowana przez Armię Powstańczą, ogólne organizacje młodzieżowe, organizacje kobiece, które wykonają wszystkie prace pomocnicze, jak gotowanie, leczenie chorych i rannych, pranie itp. Dowiodą one swoim towarzyszom pod bronią, że w trudnych sytuacjach nigdy ich nie zabraknie. Wszystko to da się osiągnąć poprzez szeroką pracę organizacyjną wśród mas ludowych.
Konieczna jest również cierpliwa praca wychowawcza, polegająca głównie na akcji wyjaśniania masom ludowym charakteru i celów rewolucji.
Na każdym zebraniu, wiecu itp. należy komentować, wyjaśniać i studiować prawa rządzące rewolucją. Należy również odczytywać przed zebranymi przemówienia naszych przywódców, które .powinny być komentowane i dyskutowane. Na wsi należy zbierać chłopów przed radiem lub telewizorem, aby mogli wspólnie wysłuchiwać sprawozdań członków rządu i przemówień naszych wybitnych mężów etanu.
Należy dążyć do tego, aby lud rozumiał nasze posunięcia polityczne, będące wyrazem jego dążeń i aspiracji i zachowywać jednocześnie nieustanną czujność rewolucyjną wobec wszelkich wystąpień antyludowych. Trzeba wzmocnić morale szeregów rewolucyjnych, chronić je przed infiltracją niebezpiecznych tendencji oportunistycznych. Żaden rewolucjonista, który dopuściłby się wykroczenia, nie może liczyć na pobłażliwość z tytułu swej rewolucyjnej przeszłości. Musi zostać ukarany, choć jego poprzednie zasługi mogą wpłynąć na wymiar kary.
Należy rozwijać kult pracy, przede wszystkim kult pracy kolektywnej i wykonywanej dla dobra społeczeństwa. Należy popierać organizowanie ochotniczych brygad pracy, podejmujących się budowy dróg, mostów, ośrodków szkolnych itp. Ochotnicy ci bowiem czynem wyrażają swoją miłość ojczyzny.
Armii, która związana jest nierozerwalnymi więzami z ludem,, z masami chłopów i robotników, która opanowała technikę wojenną i jest nastawiona psychicznie na wielkie wyrzeczenia, takiej armii nikt nie pokona. Do takiej armii stosuje się słowa naszego nieśmiertelnego Camilla, "nasze wojsko jest ludem w mundurach". Monopole zagraniczne dążą do zlikwidowania złego przykładu, jakim ich zdaniem jest rewolucyjna Kuba. Ich plany są jednak skazane na fiasko. Przed krajem naszym otwiera się piękna i szczęśliwa przyszłość.

Hosted by www.Geocities.ws

1